czwartek, 25 września 2014






Łk 9,18-22


Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich
z zapytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?” Oni odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”. Zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów
i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.


Tyle razy komentowałem ten fragment Ewangelii. Jedno co zawsze mi się nasuwa to prowokacja do dialogu ze strony Jezusa, przeprowadzenie „badania socjologicznego na swój temat”. Co mówią o Nim ludzie. Pytanie Chrystusa, „Za kogo uważają mnie tłumy ?”- rozlega się nieustannie, pewnie jeszcze mocniej dzisiaj. Wielu ludzi szamotających się w świecie konfrontacji wiary z niewiarą, jest skłonnych widzieć w Nim kogoś innego: jedni mają Go za historycznego reformatora religijnego i politycznego, jeszcze inni za proroka lub nauczyciela moralności (dzisiaj można użyć słowa: „terapeuta”, „psychoterapeuta”, „wizjoner” itd.) Dla wielu jest to postać całkowicie obojętna. Ile trzeba wysiłku aby odkryć w Mesjasza- Tego, który jest „współistotny Ojcu”. Na czym więc polegała niepowtarzalna, fascynująca moc Jezusa ? Czy tylko w doktrynie moralnej, błyskotliwości rozumu, przenikliwości ludzkiego serca, czy może cudach które wzbudzały podziw i powodowały społeczną euforię ? Wszak wzniosłą etykę głosili również oświecony Budda i charyzmatyczny prorok Jeremiasz, światły Sokrates i poetycki Seneka. Jakże wobec tego chrześcijaństwo mogło zwyciężyć swoich konkurentów ? I tu wchodzimy w przestrzeń misterium, czegoś co jest charakterystyczne dla Nowego Przymierza; tu dopiero dostrzec możemy jak wielka jest przepaść między Synem Człowieczym a wszystkimi filozofami, moralistami, założycielami innych religii. Pisał o tym niezwykle wnikliwie o.Aleksander Mień „Jeśli nawet Jezus żył i działał jak prorok, to jednak to, co objawił o sobie, nie pozwala stawiać Go na równi z innymi nauczycielami ludzkości. Każdy z nich czuł się tylko człowiekiem, który posiadł prawdę i powołany został do jej głoszenia; wyraźnie widzieli dystans dzielący ich od Przedwiecznego. A Jezus ? Gdy Filip bojaźliwie poprosił Go, aby ukazał uczniom Ojca, Jezus odpowiedział mu tak, jak nie mógł odpowiedzieć ani Mojżesz, ani Konfucjusz, ani Platon: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze mnie nie poznałeś ? Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9). Ten Nauczyciel, któremu obcy był wszelki fałsz i egzaltacja, spokojnie i pewnie obwieszcza, że jest jedynym Synem Bożym. I mówi już nie jak prorok- w imieniu Przedwiecznego- ale jako sam Najwyższy…”. Piotr od razu udzielił właściwej odpowiedzi, uważając Go „za Mesjasza Bożego”. Dzisiaj pewnie należałoby odwrócić pytanie, nadać mu taki społeczny wydźwięk. Za kogo dzisiaj ludzie uważają chrześcijan ? Prowokacyjnie wielu ankietowanych odpowiedziałoby iż uważają chrześcijan za ludzi „wierzących ale nie praktykujących”. Wielu pewnie udzieliłoby dumnie odpowiedzi że należą do praktykujących. Ale co za tym słowem „praktykujący” się kryje: systematyczne pokonywanie drogi w niedzielę do kościoła, udział w Liturgii (bierny lub czynny ), życie sakramentalne z różną intensywnością, rekolekcje, jałmużna, codzienna modlitwa rano i wieczorem, znak krzyża przed posiłkiem. A bardziej zaangażowani czytanie Biblii i wieczorny różaniec. „Chciałoby się widzieć- pisał Pronzato, czy oprócz niedzielnej Mszy Świętej, a także kilku modlitw i innych praktyk, praktykują również sprawiedliwość, braterstwo, gościnność, szczerość, szacunek dla innych, czystość w interesach, wierność, przebaczenie, miłość nieprzyjaciół, zaangażowanie na rzecz pokoju, odrzucenie wszelkich form przemocy, tolerancję i bezinteresowność. Należałoby stwierdzić, czy praktykują nakazy z Kazania na Górze i paradoksy ewangeliczne”. Dopiero w tak szeroki znaczeniu można oddać poprawnie znaczenie terminu „praktykujący”. Bycie chrześcijaninem to sztuka życia, połączona z ogromnym trudem. Chrześcijanin to znaczy tyle, co należący do Chrystusa. Czy należę całkowicie do Niego ? A może tylko udaję, bo ciągle jeszcze należę do siebie…


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz