sobota, 30 kwietnia 2016

J 15, 18-21
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie wpierw znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie o słowie, które do was powiedziałem: „Sługa nie jest większy od swego pana”. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał».

Za oknem piękna pogoda, słońce rozświetla korony drzew- natura zapowiada najbardziej malowniczy miesiąc maj. Chrześcijanie Kościołów Wschodnich święcą pokarmy na stół wielkanocny i szykują się na najważniejszą liturgię w ciągu całego roku. Wieczorem paschalna procesja obejdzie cerkiew dookoła i kapłan krzyżem otworzy drzwi świątyni; wnętrze zostanie przeniknięte światłem i euforią szczęścia. Będzie to świętowanie triumfu życia nad złem i śmiercią. W takich chwilach każdy chrześcijanin uświadamia sobie prawdę o tym, że został zdobyty przez Chrystusa, który pokruszył wrota piekieł. Wielu chrześcijan rozproszonych po świecie będzie przeżywać Paschę w cieniu cierpienia i prześladowania. Chrystus zapowiedział, że Kościoły muszą przejść przez doświadczenie ludzkiej Gehenny. Wrogość świata przejawiająca się w przemocy i ucisku, przypomina, że demon ciemności ciągle zionie rozpaczliwym pragnieniem zakwestionowania miłości Boga i Jego stworzenia. Jak pisał Leon Bloy: „Cierpienie nie jest naszym celem ostatecznym. Szczęście jest naszym przeznaczeniem”. Taka perspektywa pozwala chrześcijanom dostrzec w najbardziej skandalicznych wydarzeniach osobistego krzyża- nadzieję i ostateczne zwycięstwo Boga. Jednocześnie ten realizm prześladowania jest niezwykle katechizujący dla ospałych i pozornie bezpiecznie żyjących chrześcijan w Europie. Uświadomić sobie prawdę, że gdzieś tam- na Bliskim Wschodzie, cierpią moi bracia w wierze. Czy to do mnie dochodzi, czy jest przyczynkiem do jakiejś rewizji własnego życia ? Cierpienie braci i sióstr jest nieustannie dokonującą się Paschą Chrystusa- przejściem ze śmierci do życia. Przeczytałem kilka dni temu w internecie niezwykle mocne świadectwo biskupa Nona: „Nasze cierpienia są wstępem do tego, czego wy, Europejczycy i zachodni chrześcijanie doświadczycie w niedalekiej przyszłości… Jeżeli nie zrozumiecie tego wystarczająco wcześnie, staniecie się ofiarami wroga, którego zaprosiliście do swoich domów”. Duchowny pisząc o zagrożeniu, miał na myśli dynamicznie postępującą ekspansję Islamu. To apel o chrześcijaństwo aktywne, broniące swoich wartości, niosące cierpienia braci i przemieniające orężem miłości świat. Trzeba być dalekowzrocznym, umiejętnie odczytującym znaki czasu. Będący z wizytą w Krakowie katolicki biskup Mosulu i Kurdystanu Yohanna Petros Mouche, mówił o trudnej sytuacji chrześcijan, bez medialnego kamuflowania dramatu. Dla chrześcijan Państwo Islamskie „miało trzy opcje. Pierwsza, to zostać muzułmaninem i wyprzeć się wiary w Chrystusa. Druga, to płacić podatek i w ten sposób stać się niewolnikami. Można też było wszystko zostawić i odejść, a jeśli nie, to śmierć. My jako chrześcijanie, którzy nie chcieli stać się niewolnikami, woleliśmy zostawić wszystko, żeby ocalić naszą wiarę”. Trzeba mieć odwagę, aby nie zaprzeć się Chrystusa. To rozważanie zamykam modlitwą z bizantyjskiej Mszy: „Weź nas w opiekę, zbaw, i zmiłuj się i ochraniaj nas Boże, Swoją łaską. Amen”.
 
 
 
 
  

piątek, 29 kwietnia 2016


1J 1,7

Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.

Fragment listu św. Jana, mówiący o poruszaniu się w światłości, najpełniej oddaje duchowe przeżycia chrześcijan wywodzących się z Kościołów Wschodnich- przeżywających aktualnie Triduum Paschalne. Wielkanoc dla braci prawosławnych jest największym doświadczeniem światłości; nie tylko przez coroczny cud zstąpienia świętego ognia w bazylice Grobu Pańskiego, ale nade wszystko przez misterium Liturgii- Boskiej, która w całej swojej teatralności otwiera każdego, kto tylko wstąpi do cerkwi na wydarzenie spotkania ze Zmartwychwstałym Panem. Gogol pisał, że Rosjanie obchodzą Wielkanoc szczególnie uroczyście, ponieważ ich wiara oparta jest na nadziei. Ze szczęściem, które wypisuje się na twarzach wiernych i podniosłymi słowami tropraionu zwiastującego triumf Syna Człowieczego, pokonującego śmierć, szatana i grzech- brzmi niczym litania: „Chrystus zmartwychwstał !”, a lud ile tylko sił w gardle odpowiada z wiarą- „prawdziwie zmartwychwstał”. W tym dniu cerkiewne świeczuszki udzielają światła inaczej, jakby intensywniej, odpowiadając na ciepłotę człowieczych serc- przepełnionych szczęściem Paschy. Ten chwytający za serce nastrój opisuje Czechow w opowiadaniu Święta noc: „Ta sama niezwykła ruchliwość rzuca się w oczy i w samym wielkanocnym nabożeństwie. Carskie wrota we wszystkich nawach otwarte są na oścież, w powietrzu nad kadzielnicami unoszą się gęste obłoki kadzielnego dymu; kędy okiem rzucić, wszędzie światła, blask, pryskanie świeczek… Nie ma żadnych modlitw czytanych; wesołe i pośpieszne śpiewy nie milkną do samego końca; po każdym psalmie kanonu duchowieństwo zmienia szaty i wychodzi z kadzielnicami, co się powtarza prawie przez dziesięć minut”. W tym plastycznym opisie zostaje odsłonięty najbardziej istotny sens; Kościół zdejmuje szatę smutku i przyobleka się w światłość Chrystusa. To szaty godowe tych, którzy wierzą iż Pan może nadejść w tej chwili. Święto pierwszego dnia i ósmego; noc przechodząca ze śmierci do życia i dzień spełnienia ludzkich tęsknot w którym Bóg „będzie wszystkim we wszystkich”. Prawosławie głosi radość zmartwychwstania, obwieszcza czas łaski i przebaczenia. Wyrażają to słowa homilii paschalnej św. Jana Chryzostoma: „Jeśli ktoś jest uczciwy i pobożny, niech znajdzie radość w tej dobrej i pełnej światłości uroczystości… Pan przeto przyjmuje pierwszego jak ostatniego i daje odpocząć tym, co o jedenastej godzinie przyszli… I nad ostatnim się lituje i pierwszego wynagradza, i jednemu daje i drugiego wspomaga… Niech nikt nie opłakuje grzechów przebaczenie bowiem z grobu zajaśniało.” Kościół Wschodni tak bardzo uwrażliwiony na grzech, w tym czasie odsuwa nawoływanie do pokuty i pozwala zanurzyć się grzesznikom w przebóstwiającej światłości Pana. Znika myśl o grzechu, ludzkiej ułomności, czy niegodności- każdy jest zaproszony na Ucztę Baranka. Nadzieja odsuwa smutek i przywraca nadzieję. Jak pisał o. Dumitru Staniloae: „Pascha centrum prawosławnego kultu, jest wybuchem radości, tej samej radości, którą odczuli uczniowie, kiedy ujrzeli zmartwychwstałego Zbawiciela. Jest to eksplozja kosmicznej radości wywołanej triumfem życia po wszechogarniającym żalu po śmierci- śmierci, którą nawet Pan życia musiał przecierpieć, kiedy stał się człowiekiem… Teraz wszystkie rzeczy są przepełnione pewnością życia, podczas gdy przedtem wszyscy konsekwentnie posuwali się ku śmierci. Prawosławie ze szczególnym naciskiem podkreśla wiarę chrześcijaństwa w triumf życia.” My chrześcijanie Zachodu, możemy wraz z naszymi braćmi pobiec wspólnie ku nadziei. Pobiec do pustego grobu, przystanąć i uwierzyć !

 

czwartek, 28 kwietnia 2016

J 15, 9-11
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna».

Człowiek wraz z wiekiem dojrzewa do przeżywania wiary, określonych wartości… Na życie chrześcijanina składają się niewypowiedziane zdumienia, wzloty ku górze, krótkie choć intensywne rozkochania, momenty prób, zwątpienia i ludzkie zaparcia. Pomimo tej duchowej sinusoidy, pozostaje niezbywalny imperatyw; wyraża się on w ciągle aktualnym postulacie, aby trwać w Chrystusowej miłości. Mogą się zmieniać struktury świata, oblicza ludzkich społeczności, czy wdrażane reformy mogą zmieniać historyczny kształt i „wystrój” Kościoła. Dla chrześcijanina najważniejsze pozostaje jedno- trwanie w miłości Boga ! Bez miłości Chrystusa, można Kościół pomylić z mniej lub lepiej funkcjonującą korporacją (firmą przynoszącą profity i chwilowe zadowolenie). Bez miłości Chrystusa, biskup- który winien być pasterzem i pierwszym napełniającym wspólnotę wierzących miłością Zbawiciela, stanie się dostojnym prezesem firmy- gdzie swoją własną wolę i pomysły, będzie próbował umocować na miałkiej, teologicznej podbudowie. Ewangelia stanie się kolejną wykładnią programu socjalnego, a ludzie staną się wyrobnikami szybko zmieniających się konstruktów myślowych i sezonowych idei. Trwanie w miłości Chrystusa- gwarantuje wewnętrzny spokój, porządek, jedność, komunię i sakrament brata. Kiedy odkrywamy miłość Mistrza z Nazaretu, wtedy Duch Święty- Miłość, woła w nas: „Abba Ojcze” i w każdy człowieku objawia ludzkie oblicze Boga. Jak napisał Bugakow: „Tylko w Kościele istnieje nowe życie; żyjąc w Kościele, i tym samym tworząc Kościół, człowiek przyjmuje w siebie Chrystusa”. Powiem więcej, przyjmuje miłość- aby ją rozdać innym. Na Sądzie Ostatecznym otrzymamy tylko jedno pytanie i według niego, dokona się boski akt sprawiedliwości- Czy potrafiłeś kochać ?

środa, 27 kwietnia 2016

J 15, 1-8
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić…  

Przesłanie dzisiejszej Ewangelii jest oczywiste; Chrystus jest winnym krzewem, którego my jesteśmy latoroślami. Nie jesteśmy sami z siebie, mamy zapuszczone korzenie w Tym, który wszystko napełnia życiem. „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,27). Obraz winnego krzewu był częstym motywem teologii wczesnochrześcijańskiej i ikonografii- zdobiącej ściany katakumb (symbol duszy wyzwolonej z trosk ciała i na powrót zjednoczonej z Bogiem). Winoroślą jest uwielbione człowieczeństwo Chrystusa, które wzbudza życie Ducha w latoroślach słabych, chwiejnych, a nawet już martwych. „O ile Chrystus streszcza i łączy człowieczeństwo w jedności swego ciała, o tyle Duch Święty odnosi się do osób i pozwala im rozwinąć się w charyzmatycznej pełni darów, na jedyny sposób, osobowy dla każdej z nich”(P. Evdokimov ). Duch konstytuuje Kościół scalając wszczepiając ludzi- latorośle, w życiodajne źródło istnienia. Święty  Cyryl Jerozolimski twierdził, że przez chrzest człowiek staje się cząstką krzewy winnego. Kto trwa w wierze, ten „staje się cząstką świętego krzewu winnego”. Duch Święty jest sokiem ożywczym- życiem, bez którego nie ma wzrostu. W rozmowie z Nikodemem Chrystus jasno powiedział: „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego”. Teraz została zasadzona winorośl, która przyniesie owoce życia w tych wszystkich, którzy zostaną zanurzeni w sakramentalnych wodach Kościoła. Poza tymi duchowymi refleksami, stanowiącymi najprostszą próbę refleksji nad słowami Chrystusa jest jeszcze inne spojrzenie. Ojcowie Kościoła, a szczególnie św. Augustyn, skupili się tylko na osobie Jezusa- dostrzegając w Nim, owoc winnego krzewu z Ziemi Obiecanej, który został włożony to tłoczni. Ta teologiczna interpretacja dała asumpt dla nowego ujęcia ikonograficznego jakim jest przedstawienie Tłoczni Mistycznej. Na wielu obrazach, jak również ikonach będących pod wpływem zachodu, można zobaczyć scenę w której Chrystus tłoczy sok z winogron, lub sam jest zmiażdżonym „Owocem” pod wpływem ciężaru cierpienia- przytwierdzony do Krzyża. Wyczerpujący komentarz tej sceny znajdziemy u średniowiecznego myśliciela, św. Bonawentury: „Chrystus zmiażdżony na krzyżu niczym kiść winogron w tłoczni, z ran swoim wylał płyn swego ciała uzdrawia choroby’. Obraz Tłoczni Mistycznej, miał niezwykle ważny przekaz ideowy- sakramentalny, a nade wszystko soteriologiczny. Jak pisał Le Goff: „Tłocznia podkreślała podstawową rolę Kościoła w zbawieniu ludzkości: krew Chrystusa była źródłem sakramentów, których tylko On mógł udzielać..” Widzialny Kościół służy niewidzialnemu Chrystusowi w rozdawaniu widzialnym ludziom niewidzialnych darów. To przestrzeń spotkania i wszczepienia w Życie. To w nim obecny jest Chrystus Zmartwychwstały, aby pełnić swoje wspaniałe dzieła; jak powie psalmista: „W Tobie jest źródło życia” (Ps 35).

wtorek, 26 kwietnia 2016

J 14, 27-31a
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał».

Formuła Credo, którą naszymi ustami wypowiadamy w czasie uroczystych celebracji liturgicznych określa obecność Chrystusa- już w inny sposób, następującymi słowami: „wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Ojca i powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a królestwu Jego nie będzie końca”. W słowach tych możemy uchwycić przesłanie nadziei i zapowiedź ostatecznego zwycięstwa Syna Człowieczego- nad wszystkim tym, co nosi znamiona zła. Tajemnice Chrystusa, nie kończą się z momentem powrotu do Ojca; uczniowie nie zostają osieroceni- otrzymują pokój i oczekują pełni wiary na opieczętowanie ich serc ogniem Ducha Świętego. „Oczekiwana jest jeszcze jedna tajemnica: Paruzja. A miedzy tymi dwoma mieści się tajemnica, dokonująca się w czasie teraźniejszym: „siedzi po prawicy”… Tajemnica ta polega na tym, że człowieczeństwo Słowa, wprowadzone przez Wniebowstąpienie w sferę Trójcy Świętej, służy uświęcaniu ogółu ludzi. Stajemy w obliczu kapitalnego stwierdzenia. Historia święta nie kończy się na Nowym Testamencie. Zakończy się ona dopiero wraz z Paruzją. Wypełnia cały czas między jednym a drugim. Żyjemy w całej pełni w historii świętej”(J. Danielou). Dzieło Chrystusa jest „wykonaniem tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu” (Ef 3,6). Przez wejście do Chwały, Chrystus daje siłę i moc całemu stworzeniu, wyzwalając go z bólu śmierci, i  na powrót przywraca jakby edeniczną stabilność świata. Krew płynąca z krzyża, światło życia kruszące wrota śmierci, reanimuje świat przez dzieło Odkupienia i Uświęcenia. Jak pisał św. Ireneusz z Lyonu: „Syn Boży przez swoje ukrzyżowanie pozostawił we wszechświecie odcisk w kształcie krzyża, pieczętując w pewien sposób cały świat znakiem krzyża”. Mówiąc językiem technicznym, dokonała się transformacja świata- zło zostało zresetowane, pozostało tylko ujadanie i szarpanina demona- niczym skrepowanego powrozem zwierzęcia. Potrzeba ludziom jeszcze tylko jednego- nawrócenia, które może dokonać się przez uchrystusowienie życia- przemienienie mocą Jego życiodajnej miłości. Oliwier Clement napisze: „świat trwa w nieprzejrzystości wskutek nieprzejrzystości ludzi. Stan kosmosu wymaga nie tylko tego, aby Bóg stał się człowiekiem, lecz by człowiek stał się Bogiem. Chrystus sprawił, że ludzie stali się zdolni do przyjęcia Ducha, czyli do współpracy z kosmicznym wydarzeniem dnia ósmego. W Chrystusie , gdzie wieje Duch Święty, nowy eon otworzył się dla ludzkości”. Przyjście na Sąd Chrystusa zapowiada przeobrażenie wszystkiego, przez wtargnięcie na nowo Ducha Świętego. „Ci, którzy mają być sądzeni- napisze H. Balthasar, nie są obcy ani Jezusowi, ani Jego Kościołowi. Chrystus stał się ich bratem, więcej nawet: ich zastępcą przed Bogiem. Wziął na siebie ich grzech… To co oddala od Boga, Jezus oddalił od nich. Zostali przez Niego w najgłębszej głębi ontycznie przemieni”. Należy postawić tylko jedno pytanie. Czy człowiek godzi się na taki stan rzeczy; na powtórne pytanie: Człowieku, czy kochasz Mnie ? Od tej odpowiedzi zaczyna się przygoda nowego życia... Całe stworzenie, a wraz z nim i człowiek staje przed koniecznością wypowiedzenia siebie w Nim. Bierdiajew pisał: „W Kościele rośnie trwa i kwitną kwiaty. Kościół jest uchrystusowionym kosmosem. Do kościoła wszedł Chrystus, został ukrzyżowany i zmartwychwstał. Wskutek tego wszystko odmieniło się w kosmosie- stał się nowy. Cały kosmos przechodzi drogę krzyża i zmartwychwstania”. Dlaczego ? Aby w ostatecznym momencie wyznać miłość swojemu Stwórcy i Zbawcy.
 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Mk 16,15-20
Jezus ukazawszy się Jedenastu rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie”. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.

Posłanie uczniów na cały świat, jest jednym z najważniejszych aktów Chrystusa. Kościół posłany w świat, aby zapłodnić ludzkość siłą Ewangelii. Słowo „apostoł”, po grecku apostolos, znaczy dokładnie to co aramejskie shaluah- „wysłannik”. Zmartwychwstały Pan wzniósł ręce i błogosławiąc apostołów, wysłał ich do głoszenia Ewangelii. Świetnie oddaje to sztuka- złożona z barwnych plam, uobecniona w portalach kościołów; na wieczność wrzeźbiona w kamień. Jak pisał ks. Aleksander Mień- „Odtąd Jego obecność nie będzie miała granic. Jest wszędzie i w tajnikach dusz ludzkich… Jest obecny w Kościele, w swoich apostołach, w którym powiedział: „Oto Ja was posyłam…” I dopóki trwa świat- szlak apostolski nie będzie miał końca”. Od dnia w którym Chrystus napełnił serca uczniów Obietnicą Ojca, wszystko jest napełnione dynamizmem Ewangelii. Każdy chrześcijanin jest powołany do świadectwa- wyjścia na zewnątrz i posiewu Chrystusowego słowa. To nie jest łatwe zadanie, jest ono narażone na niezrozumienie i na śmieszność. Wczoraj byłem świadkiem takiej sytuacji. Wspólnota neokatechumenalna w centrum miasta głosiła Kerygmat- wieść o zbawieniu w Jezusie Chrystusie. Zdumiewające i bardzo osobiste świadectwa ludzi, którzy doświadczyli w swoim życiu działania Chrystusa. Opowiadali o tym jak Bóg ich grzech, nędzę i bezradność przemienił w zwycięstwo. Wydobył ich grobu grzechów i ukazał nową propozycję życia. Chrześcijaństwo paschalne, radosne, przeniknięte duchem zmartwychwstałego Pana. Ewangelia przetransponowana na życie tych ludzi zabrzmiała w nowy sposób na agorze miasta. Wielu ludzi przechodziło obojętnie, niektórzy patrzyli na nich z ironią i palcem pukało się w głowę, wypowiadając tym gestem swój sprzeciw i niezadowolenie. Ale byli tacy ludzie, którzy zamiast pójść dalej, przejść na drugą stronę ulicy- zatrzymywali się. Słowo ma moc stwarzać na nowo człowieka. Być może po raz pierwszy, ktoś w tak bezpośredni sposób opowiadał im o Chrystusie. Każde świadectwo poprzedzone zostało porywającą serce pieśnią… W tych chwilach człowiek pozostawał z pytaniami, które kłębiły się w środku- demontując wszystkie dotychczasowe odczucia. Jedno przesłanie było tak wyraziste i przekonujące najbardziej zaryglowanego wewnętrznie człowieka- Bóg kocha ciebie, pomimo twoich grzechów ! A na transparencie trzymanym przez młode małżeństwo były słowa papieża Franciszka: „Głoście ludziom, że Bóg ich kocha takimi, jakimi są”. Czy to nie jest współczesne posłanie do świata ? Miał rację jeden z największych myślicieli XX wieku, Dietrich von Hildebrnadt, kiedy mówił, że „prawdziwy chrześcijanin powinien być zupełnie wolny od tej żałosnej zależności od „świata”. Zrozumiał on przecież, że ma być zgorszeniem, i winien przyjmować z radością to, że „świat” uważa go za szalonego, śmiesznego i ograniczonego. Czyż Chrystus nie powiedział: „Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (J 15,19). Chrześcijanie mają być szaleńcami i głupimi w oczach świata, wytykanymi palcami, rewolucjonistami, których siłą demontującą niesprawiedliwość świata, ma być miłość. Przed chrześcijanami stoi ogromne wyzwanie, które niczym sito przecedzi autentycznych wyznawców od religijnych pozerów i tanich ewangelizatorów- dla których ewangelizacja to tylko show. Przychodzi czas na radykalne świadectwo swoim życiem. Dobrze to oddają słowa Karola de Foucauld: „Żyć dzisiaj tak, jakbym wieczorem miał umrzeć jako męczennik”.

niedziela, 24 kwietnia 2016

J 13, 31-33a. 34-35
Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali».

Najmocniejszym argumentem za tym, aby trwać we wspólnocie Kościoła jest miłość. W Wieczerniku następuje pożegnalna mowa Chrystusa; Judasz wyszedł w ciemność, aby zdradzić, reszta uczniów pozostała nie wiedząc do końca jak sprawy się potoczą. Jedyne, co otrzymują jako pocieszenie i umocnienie, to zapewnienie o miłości i zachętę, aby wcielić miłość w życie. Muszą tą miłość podzielić między siebie, bez zachłanności i egoizmu. Pozostawione przykazanie miłości, stanie się wizytówką młodego Kościoła- czymś scalającym i przyciągającym kolejnych wyznawców: „zobaczcie jak oni się miłują”. Chrystus chciał im i nam powiedzieć jedno. Chrystus nie kocha nas dlatego, że jesteśmy cnotliwi, dobrzy, porządni, ułożeni, wypełniającymi zasady wiary jak należy, lecz kochając nas sprawia, że jesteśmy dobrzy. „Miłość Boga jest stwórcza”- tak bardzo aktywna, że człowiek przyobleka się w miłość- niczym w doskonałą szatę. Człowiek staje się najcenniejszy, najbardziej piękny- ponieważ jest kochany przez Boga, a jednocześnie nie zatrzymuje tej miłości łapczywie, ale dokonuje jej transferu dalej… Prawdziwa miłość chrześcijańska jest natomiast kreatywna, jest miłością, która przejmuje inicjatywę, rzuca wyzwanie, przeobraża świat intensywnością dobra. Prawdziwy chrześcijanin nie może siedzieć spokojnie w domu z pilotem od telewizora w ręku, wiedząc, że ze śmietnika koło jego domu ludzie bezdomni wyjadają resztki jedzenia. Chrześcijanin, nie może udawać, że nie widzi jak patologia społeczna- przez przemoc w rodzinach, odbiera godność kobietom i dzieciom. Chrześcijanin ma być inwazyjny- nie tylko rozdając chleb, czy podejmując akcje charytatywne, ale nade wszystko zapobiegać złu. Miłość tego wymaga. Czasami przez naszą postawę pełną serdeczności i zatroskania, możemy drugiej osobie przywrócić na nowo sens życia. „Każdy człowiek jest twoim bratem. Ale twój brat o tym nie wie”. Tylko miłość może zmienić ten stan rzeczy. „Człowiekowi potrzebna jest przede wszystkim miłość- pisał Quoist. Nie tyle nauka i wynalazki, technika…, ile miłość. Ludzie potrafią żyć nawet tam, gdzie jeszcze nie dotarł prąd elektryczny, radio, motor, narzędzia, ale zamiera życie tam, gdzie brakuje minimum miłości, ponieważ nienawiść zabija ludzi w bratobójczych walkach. Miłością wszystko można ocalić, bez miłości cała cywilizacja zamienia się w gruzy i popiół. Bez miłości świat popada w ruinę, miłością się buduje… Jeżeli nie ma miłości, nawet najpiękniejsze domy pozostają puste, nawet największe bogactwa pozostają bezużyteczne, także najpiękniejsze małżeństwa stają się nieszczęśliwe”. Miłość to nie wielkie i nabrzmiałe od wyobrażeń, czy przegadane uczucie. Miłość to pragnienie dobra, współczucie, przebaczenie i widzenie dalej- poza horyzont własnego serca.

sobota, 23 kwietnia 2016

J 12,24-26
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”.

Najpełniejszy obraz chrześcijaństwa to taki, w którym nieustannie dokonuje się dynamika rodzenia, wzrostu i obumierania; wszystkie etapy stanowią ciąg powtarzających się procesów. Wiara to proces i droga, którą trzeba przejść… Jak mawiał Tischner: „W każdej chwili możemy wznieść się ponad siebie i zacząć wszystko od nowa”. Człowiek jest w ciągłej możności do stawania się, przekraczania siebie, orientowania swojego życia w Bogu, lub poza Nim. Ziarno, które wpada w ziemię można zrozumieć na dwa sposoby. Ziarno to Ewangelia- słowo Chrystusa, które rodzi Kościół. Ziarno to również człowiek- ja- wrzucony w świat, poddany procesowi przejścia przez kilka etapów, aby móc w pewnym momencie obumrzeć do nowego życia w bliskości Boga. Dla jednych będzie to etap nawrócenia, dla innych przekalkulowania korzyści i strat, a może jeszcze intensywniejszego rozkochania w Bogu. Dobrą ilustracją jest świadectwo Andre Frosarda, który jako młody, zbuntowany chłopak wchodząc na chwilę do kościoła, wyszedł z niego jako ktoś zupełnie inny: „Jeszcze dzisiaj widzę tego dwudziestoletniego chłopca, którym wtedy byłem. Nie zapomniałem jego osłupienia, kiedy nagle wyłaniał się przed nim z głębi tej skromnej kaplicy świat, inny świat- o blasku nie do zniesienia, o szalonej spoistości, którego światło objawiało i jednocześnie zakrywało obecność Boga, o którym jeszcze przed chwilą przysięgałbym, że istnieje tylko w ludzkiej wyobraźni. Jednocześnie spływała na niego fala słodyczy zmieszanej z radością o mocy, która może skruszyć serce, i której wspomnienie nigdy nie zniknie… Odtąd nie stawia sobie innego zadania, jak tylko świadczyć o tej słodyczy i o tej rozdzierającej czystości Boga, który pokazał mu owego dnia przez kontrast z jakiego błota został ulepiony”. Każdy z nas jest ziarnem, tylko nie każdy potrafi przyjąć konieczność obumarcia !

piątek, 22 kwietnia 2016

J 14, 1-6
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę». Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?» Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie».

Znam ten fragment Ewangelii na pamięć, nie tylko ze względu na obrzędy pogrzebu- gdzie czyta się ten opis Chrystusowej zapowiedzi zamieszkania w domu Ojca, przed trumną lub urną zmarłego. To najpiękniejsze, nasycone paschalną nadzieją i radością słowa Chrystusa. Wizja bliskości przygotowanego mieszkania, napełnia serce człowieka spokojem i poczuciem pewności- tam po drugiej stronie jest Życie. Pan nas oswaja ze śmiercią i wyrywa z serca paraliżujący i wszechobecny lęk. „Śmierć stanowi integralną część życia jako wydarzenie o podwójnym obliczu: jedno jest mroczne, nieprzeniknione, budzące lęk, a drugie świetlane, dobre, miłosierne, pogodne, skierowane w stronę wyzwolenia i nowego życia w świetle zmartwychwstania” (W. Hryniewicz). W mojej posłudze kapłańskiej wielokrotnie towarzyszyłem ludziom w ich odejściu; widziałem ludzi, na których to twarzach wypisywało się ogromne cierpienie i lęk- jakby śmierć przyszła za szybko, paraliżując duszę i ciało. Widziałem również umieranie ludzi pogodnych, szczęśliwych…, uśmiechających się, których oczy widziały już inny świat, a uszy słyszały już inną mowę. Ciało jeszcze fizycznie cierpiało, ale dusza wyrywała się do rajskich szczęśliwości. Wiara pozwala łatwiej przeżywać ten stan przechodzenia. Dzisiaj wielu ludzi nie chce nawet myśleć o śmierci- żyją mitem nieśmiertelności i wiary w podtrzymującą przy życiu moc medycyny. Zatraciliśmy coś z odwagi zmierzenia się ze śmiercią i spoglądania z optymizmem na świat, który przed nami rozpostarł Chrystus. „Niech się nie trwoży serce wasze”- czy słyszymy to pocieszenie ? Dla żyjących przed nami chrześcijan, śmierć i życie były komponentami cudownego aktu przechodzenia. Żyjemy-umieramy- na powrót żyjemy. Nieskomplikowana eschatologia oparta na zaufaniu Bogu i wierze w życie wieczne. „Życie było czasem wznoszenia się ku wieczności, śmierć jawiła się jako pozwalające wkroczyć weń wrota” (A. Bloom). Paschalna wiara przenikała świadomość i utwierdzała w nadziei, że każdy przejdzie tę samą drogę co Chrystus- ze śmierci do życia. Na użytek tego rozważania umieściłem ikonę Chrystusa Tronującego- gruzińskiego artysty Amirana Goglidze. To przedstawienie Chrystusa, które możemy co roku zobaczyć w czasie uroczystych papieskich celebracji wielkanocnych na Placu św. Piotra. Ikona Zmartwychwstałego Pana, który jest interpretatorem historii życia- każdego z nas. Jesteśmy zapisani w Jego zamkniętej księdze. Wpatrzeni w twarz Zbawiciela dotykamy już innego świata. To przedstawienie jest nie tylko piękne- jakkolwiek to piękno rozumiemy: artystycznie, warsztatowo, czy estetycznie. Jest piękne bo emanuje paschalną nadzieją, którą można wyczytać w całej pełni. Twarz Chrystusa- oczy, nos, usta, są namalowane pewnym i płynnym ruchem nieskazitelnie dokładnego, czułego na rytm pedzla, a jednocześnie głęboko wierzącego ikonopisa. Kunszt artysty wyraził się w tym także, że z łatwością wprowadza odbiorcę dzieła w bezpośredni- duchowy, intymny dialog z Tym, który jest „Drogą, Prawdą i Życiem”. Malarstwo samo w sobie jest anamnestyczne, ponieważ stawia nam przed oczami to, co już minęło. Ikona zaś, otwiera naszą percepcję na inny wymiar bytowania- wprowadza w wieczność Boga i zdumiewające przebywanie wraz z Tym, który swoją osobą rozświetlił ludzkie pytania i błądzenie po omacku. Dobrze to napisał Mikołaj Arseniew: „Tęsknota do Przemienionego Życia, do Przemienionego Świata- to ukryte znaczenie wielu ludzkich tęsknot, to również podstawa znaczenia sztuki. Prawdziwa Sztuka oznacza instynktowne uświadamiania sobie tej ukrytej przemienionej Rzeczywistości i przekazywanie jej wyobrażeń za pomocą aluzji, dźwięków, słów i kolorów. W wielkiej Sztuce jest podświadoma ukryta metafizyka. Prawdziwa Sztuka w swej istocie nie jest dydaktyczna, nie chce udowadniać, a jedynie poszukuje i odczuwa, usilnie próbuje odtwarzać. Czuje się wciągnięta w nieznane głębie życia… Obecność Chrystusa już teraz oświeca nasze widzenie świata i zaczyna przeobrażać nasze życie”. Ikona to uchylone drzwi wieczności; przez szczelinę można uchwycić wielobarwny i fascynujący świat, mieniący się intensywnością światła. „Otworzyłem oczy i oto przez blask Jego oblicza wokół mnie, ze wszystkim co dostrzegają moje oczy widziałem Boga” (R. Nicholson). Spoglądam na ikonę Chrystusa i wzmacnia się we mnie nadzieja, że jakieś małe lokum w tej eschatycznej krainie Boga, jest dla mnie przygotowane.

czwartek, 21 kwietnia 2016

J 13, 16-20
Kiedy Jezus umył uczniom nogi, powiedział im: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał. Wiedząc to, będziecie błogosławieni, gdy według tego czynić będziecie. Nie mówię o was wszystkich. Ja wiem, których wybrałem; lecz trzeba, aby się wypełniło Pismo: „Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę”. Już teraz, zanim się to stanie, mówię wam, abyście gdy się stanie, uwierzyli, że Ja jestem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto przyjmuje tego, którego Ja poślę, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał».

Wieczernik jest dla uczniów, szkołą pokory i wewnętrznej dyscypliny. Apostoł to pierwszy sługa miłości...  sługa sługi reprezentant ewangelicznej postawy miłosierdzia. Chrystus doskonale wiedział, że swoim przykładem musi oczyścić myślenie i postawę uczniów, od egoizmu, czy wzajemnej rywalizacji. Miłość własna i jej tyrańska wola wznoszą mur miedzy duszą a Bogiem, sztuka posłuszeństwa go burzy.Dobrze to rozumieli w przeżywaniu życia duchowego Ojcowie Pustyni- mistrzowie psychologii i atleci ducha. Pokora jakiej według łaski dostępują w swoim czasie z nieba- po wielu walkach, trudach i łzach- ci, którzy jej pilnie i świadomie poszukują, jest o wiele bardziej mocna i większa od pokory, do jakiej prowadzą jedynie nasze upadki. Ci, którzy stali się godni tej pierwszej, są ludźmi prawdziwie doskonałymi i nienagannymi(Jan z Karpatos). Chrystus na końcu czasów rozpozna swoich uczniów i przyjaciół po emanującej z ich twarzy pokorze. Ammonas mnich z czwartego przeprowadza nas dzięki swojej profetycznej wyobraźni do momentu spotkania z Chrystusem Paruzji. Jak będziemy wyglądać przed Bogiem ? Wyniosłe oczy człowieka ukorzą się i duma ludzka będzie poniżona. Sam tylko Pan się wywyższy dnia owego. Albowiem dzień Pana Zastępów nadejdzie przeciw wszystkim pysznym i nadętym i przeciw hardym, by się ukorzyli... Wtedy pycha człowieka będzie poniżona a upokorzona ludzka wyniosłość...Chrystus pozostawił swoim uczniom, a tym samym każdemu z nas- prosty elementarz życia, oparty na pokorze i zdolności do kochania. Jak pisał Bosmans: Kto chce ciepło wnosić w świat, sam musi płonąć ogniem. Kto chce ogrzać świat, musi mieć w sobie wielki ogień. Ten ogień wznieca Bóg, kiedy widzi nasze wysiłki, zmagania, wewnętrzne szamotaniny, a nade wszystko wypisany na twarzy spokój sługi, który nie przesłonił sobą swojego Mistrza.
 
 
 

środa, 20 kwietnia 2016

J 12, 44-50
Jezus tak wołał: «Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał. Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś słyszy słowa moje, ale ich nie zachowuje, to Ja go nie potępię. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat potępić, ale by świat zbawić…

Zbliżamy się do Chrystusa w naszych poszukiwaniach- rozumu i serca, różnymi drogami. Każdy może do Niego dotrzeć; pewnie wymaga to całkowitego zrewidowania swojego myślenia i postępowania, odczytania Go na nowy sposób w Ewangelii. Jezus odsłania nam w pełni Oblicze swojego Ojca. Jest wiarygodnym i wtajemniczonym w najbardziej  enigmatyczne sprawy Boga. Wszystko sprowadza się do podwójnego świadectwa: świadectwa Syna o Ojcu, świadectwa Apostołów o Chrystusie. „Chrystus jest zatem tym, na którego świadectwie wszystko polega, wiarą zaś jest zaufać całkowicie świadectwu Chrystusowemu. To świadectwo zasługuje na wiarę, ponieważ nie jest tylko świadectwem kogoś z zewnątrz, lecz jest świadectwem tego, kto równy jest temu o czym świadczy. W Chrystusie Bóg świadczy o Bogu. Wprowadza On w ten sposób życie teologiczne, które jest poznaniem Boga opartym na świadectwie Boga” (J. Danielou). W taki sposób Chrystus rozświetla drogi wiary, czyniąc wyobrażenie o Bogu, jeszcze bardziej bliskim i uchwytnym. „W światłości twojej będziemy oglądać światłość” (Ps 35,10). Syn odbija na sobie chwałę, która spowija Trójcę Świętą. Jego dziełem jest dawać poznać Ojca, ożywiać życiem Ojca, podnosić człowieka, aby wyniesiony mógł stać się uczestnikiem chwały Ojca. „Aby wszyscy byli jedno, jak Ty Ojcze we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni byli jedno w nas, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał. A  chwałę, którą mi dałeś, przekazałem im, aby byli jedno, jako i my jedno jesteśmy” (J 17,23-28). „W Duchu, przez Syna, człowiek zostaje przyprowadzony do Ojca, włączony w życie trynitarne, w życie wewnętrzne, w nieprzerwany dialog Trójcy”. Dobrze to odczytał rosyjski myśliciel Bierdiajew, kiedy pisał, że „człowiek jest wewnętrznym momentem tajemnicy Trójcy”. Chrystus objawia się jako światłość ! Aby rozświetlić drogi człowieczej wiary… Nie udziela odpowiedzi, aby zaspokoić ludzkie pragnienie poznania; jedynie zapewnia o tym, że spoglądając na Jego twarz można dostrzec całą niezbadaną pełnię Boga. Jak powie jeden z tekstów liturgicznych: „patrzeć na to, co jest zasłonione, tak jak będzie poznane kiedyś twarzą w twarz”. Chodzi o poznanie przez wiarę w której centrum niczym strumień światła jest osoba Syna Człowieczego.
 

wtorek, 19 kwietnia 2016

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

J 10, 1-10
Jezus powiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych». Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości».

Brama przez którą trzeba przejść dalej. Ten ewangeliczny opis przejścia przejęła chrześcijańska architektura kościoła, postrzegając w portalu symboliczny rytuał wejścia w inną rzeczywistość. „Każde drzwi wiodące do kościoła były otwarciem na niebo, na przyjście Syna Człowieczego na Sąd Ostateczny, „On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów” (Mt 25,31-32). Przekroczenie drzwi kościoła i postawienie kroku dalej było wejściem do środka- wnętrza, które architektura formowała w ukrzyżowane Ciało Pana. Po grzechu pierworodnym anioł Boży przez bramę wygonił Adama i Ewę z miejsca edenicznej szczęśliwości. Chrystus na nowo otwiera błogosławioną przestrzeń i zaprasza człowieka do ponownego wejścia- na sposób duchowy i fizyczny. Bramą jest On sam i bramą jest Kościół (jako materialne miejsce uobecnienia się Boga). Mistyczny a zarazem eschatologiczny sens mają słowa Pana skierowane do anioła Kościoła w Laodycei: „Oto stoję i drzwi i kołaczę; jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał” (Ap 3,20). Le Corbusier twierdził, że „architektura jest mądrą, skoordynowaną grą brył w świetle”, ja idąc tym tropem powiedziałbym więcej, to harmonia brył, która tworzy przestrzeń epifaniczną- objawiającą obecność Najświętszego. Pierwszym etapem dotknięcia sacrum jest przejście przez bramę- „Ja jestem bramą”- powie o sobie Chrystus, tym samym zaznaczając, że nie ma innych furtek, wejść, dróg na skróty. Zbawiciel określa się tymi słowami jako jedyny Pośrednik zbawienia, jako jedyny wiarygodny i zatroskany o owczarnię Pasterz. W takim sensie czytelne wydają się słowa biskupa Cypriana: „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Poza Chrystusem nie ma życia wiecznego: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). W średniowiecznej sztuce portal obramował drzwi kościoła. Był drobiazgowo opracowaną opowieścią o wierze- initio fidei- wizualną katechezą przybliżającą doktrynę chrześcijańską. Głównym tematem były prawdy wiary i wizualizacja życia Chrystusa- o charakterze soteriologicznym i eschatologicznym. Stąd też częstym motywem był temat Paruzji- powtórnego przyjścia Pana na Sąd Ostateczny. Artyści i zręczni kamieniarze wykuwali poruszające serca i sumienia wyobrażenia Chrystusa w Majestacie przypominające Pantokratora z bizantyjskich mozaik czy fresków. Syn Człowieczy z otwartą księgą w dłoni, w której zapisane są imiona zbawionych. Refleksy tej sceny mamy zapisane na kartach Apokalipsy: „I ujrzałem umarłych- wielkich i małych- stojących przed tronem, a otwarto księgi.”(Ap 20,12). „Portal zawsze zamykały wrota symbolizujące aniołów pilnujących bram wieczności, zapewniające wiernym cum Christo perpetuo regnantur. Otwarcie wrót i przejście przez nie oznaczało wiernych additus ad salutem- wejście do zbawienia, a to umożliwiały tylko nauki Kościoła i wierne trzymanie się przekazywanie zasad wiodących ku Bogu” (M. Rożek). W prawosławnej świątyni taką symboliczną rolę pełnią drzwi ikonostasu. Ikonostas oddziela nawę kościelną od prezbiterium- niejako duchowo określając linię pomiędzy miejscem najświętszym, a przedsionkiem który określa sens duchowej drogi ku Bogu. W ścianie tej znajduje się troje drzwi. Drzwi środkowe dwuskrzydłowe, to „brama święta” lub „brama królewska”. Po bokach znajdują się pary drzwi mniejszych, przez które przechodzą posługujący w czasie celebracji liturgicznej- tzw. „drzwi diakońskie”. „Ikonostas pokrywają wspaniałe ikony z kompozycją zwaną Deesis pośrodku, co oznacza błaganie, orędownictwo: ukazuje ona Chrystusa-Arcykapłana błogosławiącego ludzi, a także Chrystusa Sędziego i Doktora. Trzymając Ewangelię, Chrystus jawi się jako jedyny interpretator swego Słowa i jest to wyobrażenie Tradycji” (P. Evdokimov). Ikonostas jest również obrazem niebiańskiej wspólnoty potężnych orędowników- Maryi- Theotokos, Jana Chrzciciela oraz całej rzeszy świętych, którzy biorą we władanie Królestwo i uchylają rąbka tajemnicy- wskazując na piękno przemienionego świata. „Chrystus- Brama prowadzi do wnętrza swojej istoty, królewska brama otwiera się na ołtarz, przybytek Opus Dei i centrum, wokół którego rozwija się kult: „niebo, w którym porusza się Bóg Trójjedyny, który zstąpił na ziemię” (św. German z Konstantynopola). Ostateczny sens bramy, odsłania nam wizję przejścia ku nowemu życiu. Brama orientuje nasze spojrzenie ku Wschodowi- Chrystusowi, który wyczekuje na spotkanie z każdym z nas.
 
 

niedziela, 17 kwietnia 2016

J 10, 27-30
Jezus powiedział: «Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy».
Kościół to owczarnia; pomimo, że jest w nim wiele owiec do siebie podobnych, każda jest inna i każdą Pasterz rozpoznaje z osobna. Wielu ludzi nie chce tworzyć stada, chce na siłę zachować swoje indywidualność i autonomię. Choć tak naprawdę Kościół nigdy tej autonomii nie odbierał, wręcz przeciwnie poszerzał ją i dopełniał mądrością Ewangelii. Chrystus jest pasterzem, dobrym, odpowiedzialnym, kochającym; potrafiącym przewidzieć zagrażające niebezpieczeństwa. Bóg widzi dalej i kocha tak mocno, że nic nie jest wstanie obniżyć intensywności tego uczucia. Taki Pasterz w przeciwieństwie do wielu innych, jest gotowy oddać swoje życie, aby wspólnota została nienaruszona. Każdą owce zna po imieniu. W Jego oczach każdy z nas jest ważny, wyjątkowy, zasługujący na miłość. Swojej trzody- to jest Kościoła, nie traktuje jako zapatrzonego w siebie towarzystwa, pozostawia zawsze margines wolności i uchyloną furtkę, przez którą zawsze można wyjść- bez tłumaczenia się i usprawiedliwiania. Każdy chrześcijanin, a szczególnie duchowi przewodnicy powinni uczyć się od Chrystusa tej zdumiewającej dobroci, łagodności i miłości. Liturgia miłości- ukonkretniona w codziennych postawach względem najbardziej potrzebujących. Napisze św. Grzegorz Wielki: „Dobry Pasterz oddał życie za swoje owce, a by w naszym sakramencie w swe ciało i krew się przemienić, i owce, które odkupił nasycić pokarmem swego ciała. Gardząc śmiercią wskazał nam drogę, jaką iść winniśmy, dał nam wzór, jaki mamy naśladować. Pierwszym naszym obowiązkiem jest litościwie udzielać owcom tego, co posiadamy, a następnie, jeśli to konieczne, i przez śmierć swoją służyć tym owcom”. Jednym słowem chodzi o tracenie swego życia dla innych. Z wielkim wzruszeniem śledziłem wczorajszą wizytę Papieża Franciszka w obecności prawosławnych biskupów na greckiej wyspie Lesbos, gdzie znajduje się skupisko emigrantów czekających na dalsze decyzje związane z ich przyszłością. Franciszek był wśród nich- dobry i przeniknięty szacunkiem do człowieka pasterz. Blisko ludzi, rodzin i aktualnych problemów. Przechodząc błogosławił i rozdawał uśmiech nadziei. Całował dzieci i kierował medialne oczy świata na los zwykłych ludzi. Kościół jest tam, gdzie jest człowiek potrzebujący pomocy; tam najpełniej rozbłyska obecność miłosiernego Pana. Tylko w twarzy człowieka poranionego, skazanego na bezradność, można odkryć twarz miłującego Boga. Pasterz i Owczarnia !
 
 

sobota, 16 kwietnia 2016



J 6, 55. 60-69
…Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A my uwierzyliśmy i poznaliśmy, że Ty jesteś Świętym Bożym».

Piotr w chwilach napięć i zwątpienia swoich współbraci w wierze, potrafi wstrzelić się z gotową odpowiedzią- wyznaniem wiary w Syna Człowieczego. Wiara otwiera niezrozumiałą po ludzku przestrzeń ufności, wobec Tego, któremu się do końca nie potrafiło zaufać. To odkrywanie każdego wydarzenia, każdej rodzącej się myśli, porywu uczuć w perspektywie dynamicznej. Widzenie oczyma wiary dalej i głębiej, niż tylko co powierzchowne. „Kontemplować rzeczywistość obecną jako przygotowanie do końcowego celu życia, jakim jest ostateczne spotkanie z Chrystusem” (T. Spidlik). Do pytania Piotra dokąd iść ? Zostaje podczepiona odpowiedź; w jej świetle przyszłość jawi się jako pełnia przeżywania szczęścia w bliskości Boga. Człowiek może zostać przeprowadzony od niewiary, czy zwątpienia ku ostatecznemu poznaniu prawdy o swoim losie. Przejmujące jest wyznanie wiary, które nakreślił przed wielu laty Fiodor Dostojewski w liście skierowanym do Natalii Fonwizinej: „Ileż straszliwych mąk kosztowało i kosztuje mnie teraz owo pragnienie wiary, które jest tym silniejsze w duszy mojej, im więcej jest we mnie dowodów przeciwnych. Jednakże Bóg zsyła mi niekiedy chwile, w których jestem absolutnie spokojny, W owych chwilach kocham ludzi i dochodzę do wniosku, że inni mnie kochają. W takich chwilach ukształtowałem w sobie symbol wiary, w którym wszystko jest dla mnie jasne i święte… Więcej, gdyby ktoś mi udowodnił, że Chrystus jest poza prawdą, i rzeczywiście byłoby tak, że prawda jest poza Chrystusem, to wolałbym pozostać z Chrystusem niż z prawdą”. Doświadczenie wiary pozwala wzbić się ponad udręki duszy, nad ciasne pytania, czy ideologiczne presje. Wiara rodzi poczucie nadziei, a ta potrafi szybować dalej niż ludzie opinie, spojrzenia czy konstrukcje myślowe. „Ważne jest tylko to, co absolutne- pisał Exupery, i co rodzi się z wiary, z żarliwości albo z pragnienia… Im bardziej zaś rosnę na podobieństwo drzewa, tym bardziej umacniają się w głębi moje korzenie. A zbudowana przeze mnie katedra rodziła się z tego, że jeden człowiek, który jest pełen skrupułów, rzeźbi twarz wyrażającą wyrzuty sumienia, a inny, który umie się cieszyć- rzeźbi twarz uśmiechniętą”. Katedra to duchowa budowla wiary, a uśmiech to wypadkowa nadziei, która wybiega poza czas i widzi oblicze Boga. Bowiem jak mawiał Miguel de Unamuno: „Bez Ciebie, Jezu, rodzimy się tylko, aby umrzeć; z Tobą umieramy po to, aby się narodzić”.

piątek, 15 kwietnia 2016

Ps 117
Chwalcie Pana, wszystkie narody, *
wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo potężna nad nami Jego łaska, *
a wierność Pana trwa na wieki.


Wczorajsze uroczystości związane z 1050 rocznicą Chrztu Polski, zdają się wybrzmiewać bardzo mocno w duchu ekumenicznej wrażliwości. Ogromnie się cieszę, że Kościół rzymskokatolicki nie zawłaszczył tego wydarzenia dla siebie- marketingowo, politycznie czy duchowo. Historyczny fakt przyjęcia chrztu przez słowiańskiego władcę, stanowi nade wszystko przyczynek do świętowania w duchu niepodzielonego Kościoła. Wschód i Zachód- „dwa płuca”, tak często na co dzień dalekie i teologicznie będące na rozdrożu, potrafią się spotkać i urzeczywistnić namiastkę tej pierwotnej jedności. Chrystusowy dar wiary zapoczątkowany w sakramentalnych wodach, uczy na nowo przywracać miłość pomiędzy uczniami Pana. Chrześcijaństwo nieustannie uczy się wspólnego dialogu- dorastania razem; a takie momenty z całą pewnością pogłębiają ekumeniczną bliskość. Wyrazem duchowej drogi, którą należy przemierzać razem- we wspólnocie braci, była wczorajsza modlitwa przedstawicieli różnych chrześcijańskich wspólnot. Modlitwa w miejscu szczególnym- Ostrowie Lednickim- możliwym pierwszym Baptysterium Polski. Wspólne bycie razem, postawa otwartości, szacunku i tolerancji w najlepszym tego słowa znaczeniu, urzeczywistnia w najpełniejszy sposób miłość Chrystusa. Jesteśmy razem- bracia zrodzeni w Wody i Ducha Świętego. „Duchowość ekumeniczna- jak pisał ks. Hryniewicz- skłania do tego, aby pojmować ją w relacji do pełniejszej tożsamości chrześcijańskiej. Przeżywam chrześcijaństwo w Kościele katolickim. Ktoś inny przeżywa je w Kościele prawosławnym lub protestanckim. Razem jesteśmy chrześcijanami. Żywa świadomość tego faktu rodzi zaufanie, poczucie bliskości i wzajemnej przynależności”. Jesteśmy razem uświadamiając sobie nasz chrzest i powracając duchowo na nowo do żywej Ewangelii- mądrości Mistrza z Nazaretu. Takie akty czynią dar jedności bliższym, zdolnym do omijania zapór historii i wzajemnych uprzedzeń. Do znudzenia powtarzam wielu moim znajomym, że chrześcijaństwo dopiero zrozumie się w pełni kiedy Kościoły Zachodu i Wschodu staną się jednym. Tylko Duch Święty może sprawić ową jedność… Zdają się niezwykle prorocze słowa Mertona: „Jeśli potrafię zjednoczyć w sobie samym, w moim własnym życiu duchowym, myśl Wschodu i Zachodu, Ojców greckich i łacińskich, to stworzę sobie odnowioną jedność podzielonego Kościoła; ta jedność we mnie może dać początek zewnętrznej i widzialnej jedności Kościoła. Dlatego, jeżeli chcemy doprowadzić do połączenia Wschodu z Zachodem, nie możemy dokonać tego przez wzajemne oszukiwanie się. Musimy ogarnąć w sobie samych jedno i drugie, i jedno i drugie przekroczyć w Chrystusie”. Stajemy przy sadzawce chrzcielnej, nie po to, aby reanimować ducha średniowiecznej wielkości Kościoła, ale aby być jedno- jako należący do Chrystusa, opieczętowani signum Crucis.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Dz 8, 26-40
Anioł Pański powiedział do Filipa: «Wstań i pójdź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta». A on poszedł. Właśnie wtedy przybył do Jerozolimy oddać pokłon Bogu Etiop, dworzanin królowej etiopskiej Kandaki, zarządzający całym jej skarbcem, i wracał, czytając w swoim wozie proroka Izajasza. «Podejdź i przyłącz się do tego wozu» – powiedział Duch do Filipa. Gdy Filip podbiegł, usłyszał, że tamten czyta proroka Izajasza: «Czy rozumiesz, co czytasz?» – zapytał. A tamten odpowiedział: «Jakżeż mogę rozumieć, jeśli mi nikt nie wyjaśni?» I zaprosił Filipa, aby wsiadł i spoczął przy nim. A czytał ten urywek Pisma: «Prowadzą Go jak owcę na rzeź, i jak baranek, który milczy, gdy go strzygą, tak On nie otwiera ust swoich. W Jego uniżeniu odmówiono Mu słuszności. Któż zdoła opisać ród Jego? Bo Jego życie zabiorą z ziemi». «Proszę cię, o kim to Prorok mówi, o sobie czy o kimś innym?» – zapytał Filipa dworzanin. A Filip otworzył usta i wyszedłszy od tego tekstu Pisma, opowiedział mu Dobrą Nowinę o Jezusie. W czasie podróży przybyli nad jakąś wodę: «Oto woda – powiedział dworzanin – cóż stoi na przeszkodzie, abym został ochrzczony?» I kazał zatrzymać wóz, i obaj, Filip i dworzanin, weszli do wody. I ochrzcił go. A kiedy wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i dworzanin już więcej go nie widział. 

Opowiadanie o początkach Kościoła, rysuje przed nami interesującą narrację nawrócenia i spontanicznej decyzji o przyjęciu Chrztu przez Filipa. Wydarzenie o którym czytamy odsłania dwie warstwy interpretacyjne; wymiar historyczny i teologiczny. Filip jako człowiek poszukujący, jeszcze poganin- zostaje dotknięty łaską Boga i zaproszony do przygody jaką jest chrześcijaństwo. Ten epizod stanowi doskonałe preludium do naszych rozważań związanych z uroczystymi obchodami 1050 rocznicy Chrztu Polski. Wydarzenie tak fundamentalne, iż zasługuje na medialną uwagę i duchowe spektrum przeżyć. To nie tylko pamięć historyczna, czy cały szereg kulturalnych inicjatyw społecznych, ale nade wszystko ciągle żywa świadomość swoich korzeni; „skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy” Dla Kościoła Chrzest Mieszka był, jest i będzie sprawą pierwszorzędnej wagi. To powód do dumy i świętowania, również dla tych, którzy zatracili swój chrześcijański horyzont myślenia i przeżywania wiary jako Źródła. Nie tracą na ważności słowa, które wypowiedział w czasie obchodów milenijnych w Gnieźnie kardynał Wyszyński. Te słowa zdają się być jeszcze o wiele bardzie profetycznymi, niż przed laty: „Pragnąłbym, abyście dobrze przyjrzeli się przeszłości i teraźniejszości, abyście rozmiłowani w przeszłości narodu chrześcijańskiego, patrzyli otwartymi oczyma w jego rzeczywistość katolicką”. W tych słowach odsłania się najbardziej istotny motyw świętowania- Chrzest Narodu- jego duchowe narodzenie w sakramentalnych wodach Kościoła. Zakorzenienie w Chrystusie; od tego decyzji Mieszka I, każdy mężczyzna i kobieta uczestniczy dziejowym misterium Chrystusa- stąd to wydarzenie  przyjmuje znaczenie historiozbawcze. Naród pogański zostaje oświecony i rodzi się w całkiem nowy istotowo sposób. Pochylamy się nad warstwą symboliczną, duchową, kształtującą chrześcijańską duszę. To wszystko mogło zaistnieć dzięki decyzji mądrego i przewidującego władcy. Warto również lapidarnie prześledzić kontekst polityczno-historyczny. „Krótkie z natury rzeczy zapiski rocznikarskie podają, że w 965 r. do Mieszka I przybyła księżniczka czeska Dobrawa, a rok później został on ochrzczony. Przyjęciu chrześcijaństwa przez księcia gnieźnieńskiego wiele uwagi poświęca kronikarz Thietmar oraz znacznie późniejszy Gall Anonim, który przedstawia to wydarzenia tak, jak zapamiętała je polska tradycja dworska… Historiografia podkreślała, że przyjmując chrześcijaństwo, książę Mieszko I ubiegł działania podejmowane przez arcybiskupstwo magdeburskie, które jakoby miało na wschodzie prowadzić akcję chrystianizacyjną połączoną z uzależnieniem od Niemiec świeżo schrystianizowanych terenów. W takim ujęciu decyzja o chrzcie była decyzją polityczną, mającą gwarantować suwerenność państwa gnieźnieńskiego, czyli uzależnienie od Niemiec” (S. Szczur). „Zdając sobie sprawę z nieubłaganej ekspansji chrześcijaństwa w ogóle, a imperium niemieckiego w szczególności, książę Polan uznał prawdopodobnie, że jego chrzest będzie wyborem lepszym niż męstwo w boju. Przyjmując chrześcijaństwo z Czech, oddalał od siebie perspektywę przymusowego nawrócenia, które wówczas zagrażało jego wieleckim i obodrzyckim sąsiadom” (N. Davies). „Chrzest Mieszka nastąpił wedle prawdopodobieństwa na Wielkanoc 966 r., przypadająca wtedy 14 kwietnia, w jednym z głównych grodów Wielkopolski, której stolicą wówczas było Gniezno. Nie sposób tego bardziej precyzyjnie określić” (J. Kłoczkowski). Była to świadoma decyzja młodego władcy. Rok 966, data chrztu Polski, bywa uważany za datę narodzin wszystkiego, co dla nas istotne- kulturę duchową i materialną Narodu. Nie można zrozumieć Polski bez wartości chrześcijańskich. Jak pisał ks. Janusz Pasierb: „Chrzest, zanurzenie w śmierć- dla życia, przyjęcie wiary w Jezusa cierpiącego, umierającego i zmartwychwstałego zaczyna uczyć Polaków w tym odległym X wieku patrzenia na własne losy… Zdecydowało to o losach kultury polskiej. Kościół oznaczał katolickość, powszechność. Ta wczesna, otrzymana w kolebce lekcja uniwersalizmu miała się okazać najtrwalsza i naznaczyła kulturę polską znamieniem otwartości”. Jesteśmy częścią Europy od dawna- niegdyś pięknej i dumnej wartościami chrześcijańskimi. Dziś Europa toczona jest przez erozję obojętności i nihilizmu, ateizmu, agnostycyzmu; zagrożona islamem i obcymi światopoglądowo kulturami. Osunęła się na kolanach i nie potrafi się podnieść. Może po raz kolejny- być może zabrzmi to patetycznie, mitologicznie, czy mesjanistycznie- Polska staje się ostatnim bastionem wiary i wartości, które przyjął w wiele wieków temu Mieszko. Jeżeli w tym wydarzeniu inicjacji wiary, której dostąpił Mieszko, nie będziemy potrafili odnaleźć siebie- to jakaś najszlachetniejsza cząstka nas obumrze i zatraci się w nicości. Życie darowane w chrzcielnicy dziejów jest ciągle nowym, świeżym życiem, partycypacją w życiu zmartwychwstałego Pana.  
 
 

środa, 13 kwietnia 2016

J 6, 35-40
Jezus powiedział do ludu: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym nic nie stracił z tego wszystkiego, co Mi dał, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym».
 
Kolejny fragment Ewangelii, który stanowi cząstkę eucharystycznej katechezy Chrystusa. Możemy już troszkę być znudzeni tymi teologicznymi refleksami o największej tajemnicy chrześcijaństwa jaką jest Eucharystia. Zmęczenie też jest potrzebne, świadczy bowiem o tym, że duchowe treści jakoś nas ukształtowały- otworzyły na dar żywego Boga. „Kościół jest tajemnicą, a zatem również sakramentem”- miejscem dotykania śladów obecności Chrystusa. Wnętrze Kościoła- jest pewnym labiryntem do którego trzeba wejść i odważnie przejść. Czasami trzeba się zgubić, zrobić krok do przodu, a czasami do tyłu. Skręcić w zaułek i stanąć przed ścianą; zrewidować trasę i powrócić na start. Zacząć jeszcze raz… Przejść duchową drogę- podobną do tej, którą przemierzali w symbolicznej wędrówce pielgrzymi stąpający po posadzce labiryntów w gotyckich katedrach. Dotrzeć do centrum świata- miejsca świętego- pępka świata, gdzie Bóg staje tak bliski, że można Go dotknąć, czy ogarnąć wzrokiem. Pisała o tej duchowej drodze poszukująca światła wiary, Simone Weil: Człowiek „jeśli tylko nie straci odwagi, jeśli nie przestanie iść, może mieć pewność, że wreszcie dojdzie do środka labiryntu, i tam Bóg czeka, by go pochłonąć. Później wyjdzie stamtąd zmieniony, już jako ktoś inny, wchłonięty i strawiony przez Boga. Będzie potem trzymał się wejścia labiryntu, by wciągać delikatnie tych, co się zbliżają…” Czy nie jest to metaforyczny obraz serca Kościoła i pulsującej w niej Liturgii Życia ? Bóg udziela się człowiekowi w tak nieprawdopodobny sposób, że dar Komunii staje się aktem największego zjednoczenia- miłosnego bycia naprzeciw Tego, który jest wszystkim. Berengaud twierdził, że „Kościół to Tabernakulum Jego obecności”, to budowla, której jest On jednocześnie Architektem i zwornikiem. To labirynt z powykręcanymi i nie łatwymi ścieżkami, które z zaufaniu trzeba przejść, aby przekonać się, że w każdym momencie On, nie utracił nikogo z horyzontu swojego wzroku. „Język wiary jest symbolem”( P. Tilich), dzięki któremu możemy wyobraźnią dotrzeć o wiele dalej i głębiej. Święty Augustyn scharakteryzował człowieka jako homo viator, czyli wędrowca, pielgrzyma do innego świata. Droga chrześcijanina zawsze prowadzi do Chrystusa „a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę…” Zakończę słowami muzułmańskiego myśliciela Ibrahima al- Chawassa: „Droga do ciebie stała się całkiem jasna. A kto szuka, o ścieżkę nie pyta; Gdy zima zagraża, w tobie jest wszak lato, Ty jesteś cieniem, gdy lato zawita !”.
 
 
 
 
 
 

wtorek, 12 kwietnia 2016

ScreenShot190J 6, 30-35
W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa: «Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”». Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu». Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!»Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie».

Eucharystia kształtuje każdego chrześcijanina z osobna. Konstytucja o Liturgii Soboru Watykańskiego II, po stwierdzeniu, że „Liturgia nie wyczerpuje całej działalności Kościoła”, akcentuje coś o wiele głębszego: „Liturgia jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa jego moc” (KL 10). Mamy do czynienia z najbardziej wiarygodnym „znakiem” obecności Chrystusa. Przypowieści, które odsłania przed czytelnikami Ewangelia, bardzo często przywołują temat zboża i chleba. Bóg doskonale rozumie pragnienia człowieka. „Wie, że nasz brat ciało, jak wyrazi się Biedaczyna, ma swoje wymagania, ale On skromnie te wymagania uświetnia, a zaspokajając uduchowia”. Uczniowie wszystkich czasów będą wiedzieli, gdzie można odnaleźć Pokarm Życia. Każde tabernakulum stanie się nie tylko miejscem rezerwacji eucharystycznej, ale nade wszystko- Wieczernikiem Miłości- dla strudzonych drogą wędrowców. Komunia jest świadectwem realnej i stałej obecności Chrystusa- do momentu kiedy przeminie postać tego świata. Święty Augustyn postawi jakże zasadne pytanie: „Kto żywi wszechświat, jeśli nie Ten, który z kliku ziaren wyprowadza żniwo ?” Każde sakramentalne przyjęcie Chrystusa przez człowieka antycypuje nadejście Królestwa Bożego. „Każda sprawowana liturgia to nic innego-napisze Zander, jak mistyczne odzwierciedlenie życia Chrystusa”. Tam gdzie uobecnia się Pan, tam nastaje nowa rzeczywistość- do której zostaje zaproszony człowiek. Misterium fidei !

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Polecam do wysłuchania ciekawy wykład bp. Michała Janochy pt. "KULTURA I WIARA, JAK ZSZYĆ ROZERWANE PRZYMIERZE ?" https://www.youtube.com/watch?v=Wq39Ooa-ohs
J 6, 22-29
Nazajutrz, po rozmnożeniu chlebów, tłum stojący po drugiej stronie jeziora spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły od Tyberiady inne łodzie. A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?» W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec». Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?» Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: «Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał».
 
Nagłówek poprzedzający właściwy tekst dzisiejszej Ewangelii, brzmi następująco: „Troszczcie się o pokarm, który trwa”. Wydaje się, że cud rozmnożenia chlebów i ryb zadziałał socjologiczne- można ten akt mierzyć w kategorii sukcesu. Rozgłos który towarzyszy Jezusowi rozdającemu pokarm, przyciąga jeszcze większe rzesze. Najbardziej kłopotliwy jest fakt, iż większość z tych ludzi nie odczytała poprawnie intencji Mistrza z Nazaretu. Ich obecność było podyktowana potrzebą czysto ludzką- ktoś za darmo rozdawał jedzenie. Jeżeli wejdziemy poza warstwę zewnętrzną, to możemy dostrzec fundamentalną rzecz. Cuda, których dokonuje Chrystus mają nade wszystko znaczenie sakramentalne. Są one bowiem zapoczątkowaniem tych różnorodnych form, które działanie Słowa przybierze w dalszym ciągu dziejów. Cullman wykazał w swoich badaniach nad Ewangelią św. Jana, że cuda Chrystusa wiążą się z Chrztem i Eucharystią. Zdają się być- jak pisał Danielou- niejako poprzez odwrócenie- materialnym i niedoskonałym zarysem tego, co sakramenty dokonują w sferze ducha i w sposób doskonały”. Pełne kosze chlebów i ryb, rozmnożone dla zmęczonych wędrowaniem i słuchaniem tłumów, są zapowiedzią prawdziwego chleba, który zstąpił z nieba, aby dać życie światu, „aby każdy, który spożywać go będzie, nie umarł” (J 6,50). Zaspokojenie fizycznego głodu, stanowi doskonały przyczynek ku temu, aby wskazać na o wiele głębszy i przeszywający duszę człowieczą głód. Tym największym pragnieniem jest głód Boga. „Tej łączności pożądamy; musimy jej pożądać, a pożądanie znajduje wyraz nader głęboki. Kładzie go nam na usta Pismo Święte oraz liturgia: chcielibyśmy przez życie nasze tak się połączyć z Bogiem, jak ciało nasze łączy się z jadłem i napojem. Przeto łakniemy i pragniemy Boga. Nie dość nam Go poznać, nie dość kochać. Chcemy Go objąć, zatrzymać, mieć u siebie; tak, powiedzmy śmiało, chcemy Go pożywać i pić, brać Go całkowicie w siebie, póki się Nim nie nasycimy, nie zaspokoimy, całkowicie nie będziemy Nim napełnieni.” (R. Guardini). O takie zrozumienie cudu, chodziło Chrystusowi; aby uwierzyć w żywą obecność Tego, którego posłał Ojciec. Wielu dzisiejszych ludzi szuka nadzwyczajnych znaków, tropi cuda, wytęża się ku przeżyciu jakiego nadzwyczajnego zjawiska. A największy Cud świata każdego dnia, dokonuje się na wielu ołtarzach świata. Zbawienie urzeczywistnia się w mistycznej dramaturgii Kościoła: „udzielanie Słowa przechodzi przez udzielanie sakramentów i dokonuje się w akcie przyjęcia Ciała Chrystusa. Ale Ciało wylewa się poza historię i właśnie dzięki takiemu przekroczeniu wyzwala człowieka z wszelkiej socjologicznej alienacji”. W każdej minucie której upływ wskazuje nasz ziemski zegar, przychodzi w materii świata- prawdziwy Bóg. Przychodzi do człowieka, aby nasycić, przemienić i przeobrazić w Miłość.