niedziela, 14 sierpnia 2016



Hbr 12, 1-4
Bracia: Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, zrzuciwszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy na tronie Boga. Zważcie więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali, załamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi.

List św. Pawła adresowany do Hebrajczyków, stanowi kwintesencję tego kim jest chrześcijanin i jak powinien postrzegać swoją osobistą drogę duchowego wzrostu. Człowiek wierzący jest porównany do atlety biegnącego po laur zwycięstwa. Śledzimy na bieżąco w mediach wydarzenia olimpijskie; trudną i wymagającą poświęcenia rywalizację sportowców. Duchowa droga chrześcijanina jest również naznaczona potem i cierpieniem, wysiłkiem w walce z przeciwnościami losu i zakusami największego przeciwnika jakim jest demon. „Tak i ci, mówi Pan, którzy chcą mnie widzieć i osiągnąć Królestwo, muszą zdobywać mnie w bólu i cierpieniu”- pisał w swoim liście Barnaba. Świat w którym żyją ludzie wierzący jest pełen niepokoju, pozbawiony stabilnych podstaw… Jedynym pewnikiem jest zaufanie Chrystusowi- „Patrzymy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ja wydoskonala”. Chrystus przyjął krzyż z miłości do każdego z nas, tym samym wskazując nam przez jakie doświadczenia musi przejść Jego uczeń. Krzyż jest chropowaty i niewygodny, ale przyjęty w wolności i zaufaniu staje się źródłem duchowej siły i dynamizmu wiary. „W swej bezgranicznej miłości, Bóg stał się tym, czym my, po to by móc uczynić nas tym, czym On jest” (św. Ireneusz z Lyonu). Trzy dni temu byłem z pielgrzymką na Świętej Górze Grabarce- w sercu polskiego prawosławia. Największe wrażenie zrobił na mnie las przyniesionych krzyży. Tysiące drewnianych krzyży przyniesionych przez pątników; pozostawionych w tym miejscu, jakby stanowiących symboliczny obraz porzucenia czegoś, co może zniewalało lub przesłaniało oblicze Chrystusa. Góra Przemienienia- miejsce spowitych blaskiem ludzkich krzyży, nawróconych serc, przywróconych nadziei, wzmocnionej na nowo wiary. Jeżeli ktoś myśli, że można być chrześcijaninem bez własnego krzyża, to jest w błędzie. Krzyż jest „przepustką” na drugą stronę, potwierdzeniem miłości i największym sprawdzianem wierności. Krzyż to orientacja własnego życia ku Chrystusowi i drugiemu człowiekowi. Ofiara z siebie, aby mogła uobecnić się w świecie bezgraniczna miłość Boga- Przyjaciela ludzi. „Gdybym mógł spotkać trędowatego- mówił pewien Ojciec Pustyni- i wziąć jego ciało, a dać mu w zamian własne, byłbym szczęśliwy: bo to by była miłość doskonała”. Walka przeciwko złu, grzechowi i rozpaczy, którą zły duch sączy do ludzkich serc, dokonuje się dzięki triumfalnej mocy Krzyża. Na ikonie Zstąpienia Chrystusa do Otchłani- Zwycięski Pan, przedstawiony jest z krzyżem, który przestał już być haniebnym znakiem kary, a stał się symbolem zwycięstwa nad śmiercią. „Rozerwawszy Swą wszechmocą okowy Otchłani, prawą dłonią Chrystus wyprowadza z grobu Adama, a ślad za nim, z dłońmi złożonymi w modlitewnym geście, powstaje Ewa; uwalnia duszę Adama i wraz z nią duszę wszystkich oczekujących z wiarą na Jego przyjście…” (L. Uspienski). To nic innego jak ikonograficzny komunikat o największym zwycięstwie, Boski Atleta przetarł pierwszy najtrudniejszy szlak, a za nim my biegniemy. „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego” (2Tm 4, 7-8).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz