wtorek, 14 lutego 2017


Łk 10,1-9
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was…
W kalendarzu liturgicznym Kościoła Rzymskiego przypada dzisiaj święto Apostołów Słowian i jednocześnie patronów Europy- dwóch świętych braci Cyryla i Metodego. Warto zatrzymać się nad ich życiem- trzeźwo oceniając ich zasługi, odrywając je od historycznych sporów między Rzymem a Konstantynopolem. Każdy z kościołów odwołując się do źródeł historycznych, będzie budował własną narrację, lekkomyślnie adaptując dzieło wielkich misjonarzy. Chciałbym w moim rozważaniu wznieść się ponad spory konfesyjne i zobaczyć ich dzieło, jako coś naprawdę w pełni ekumenicznego i przenikniętego duchem Ewangelii. Nie można zaprzeczyć temu, że święci Bracia próbowali budować eklezjalny pomost między tradycją bizantyjskiego Wschodu, a rzymskim- papieskim Zachodem. Pochodzili z Salonik, miasta greckiego, leżącego pośród osad zamieszkiwanych przez ludność mówiącą w IX wieku po słowiańsku. Cyryl i Metody należeli do niezwykle światłych ludzi; wychowali się w tradycji intelektualnej Konstantynopola. Promieniowała na nich błyskotliwość i pobożność patriarchy Focjusza, jak również pulsowała w nich  mądrość Ojców Kościoła. Cechowała ich dyscyplina intelektu, jak również ogromna- ludzka wrażliwość serca. Ich pobożność i ewangelizacyjna świadomość nabierała kształtów poprzez życie monastyczne, a później ukonkretniła się w sposób niezwykle dynamiczny w pracy misjonarskiej. „Prawdziwa działalność obu braci rozpoczęła się w 863 roku, kiedy to wyruszyli na Morawy. Udali się tam w odpowiedzi na zaproszenie księcia tych ziem Rościsława, który prosił o chrześcijańskich misjonarzy zdolnych nauczać jego lud w jego własnym języku i sprawować nabożeństwa po słowiańsku. Słowiańskie nabożeństwo wymagało słowiańskiego tekstu Pisma Świętego i słowiańskich ksiąg liturgicznych… Na wstępie musieli opracować odpowiedni alfabet. W swych przekładach posłużyli się odmianą języka słowiańskiego, którą znali z dzieciństwa- dialektem macedońskim, używanym przez Słowian w rejonie Salonik. W ten sposób dialekt macedońskich Słowian stał się językiem starocerkiewnosłowiańskim, który dzisiaj pozostaje językiem liturgicznym rosyjskiego i niektórych słowiańskich Kościołów prawosławnych” (K. Ware). Było to nie lada wyzwanie i przysporzyło to gorliwym apostołom wielu problemów. „Bracia misjonarze wśród Morawian zaczęli odnosić wielki sukces ewangelizacyjny. Książęta, wielmoże i prosty lud- wszyscy przyjmowali chrzest, zaczęto fundować kościoły. Duchowieństwo frankońskie zaniepokoiło się i zaczęło oskarżać Cyryla i Metodego o herezję. Twierdzono, że w chrześcijańskich nabożeństwach można prawowicie używać tylko trzech języków: łacińskiego, greckiego i hebrajskiego, bo w tych językach ułożony była napis na krzyżu Zbawiciela” (N. Ziernov). Dla nas współczesnych ten problem zdaje się być banalnym, ale w tamtych czasach sprawa stanęła na ostrzu noża. Bracia udali się do Rzymu, aby bronić swojej sprawy, gdzie następca papieża Mikołaja, Hadrian, okazał im gościnność i zrozumienie. „Ewangelia słowiańska została złożona na ołtarzu w Bazylice Santa Maria Maggiore i słowiańską liturgię odprawiono w wielu rzymskich kościołach. Misja słowiańska zaczynała się pod znakiem podwójnego błogosławieństwa- Bizancjum i Rzymu- i zdawała się mieć zapewnioną przyszłość.” (A. Schmemann). Upłynęło trochę czasu, a Bracia musieli się znowu zmierzyć z niezrozumieniem wielu środowisk kościelnych; nasilał się nacisk duchowieństwa germańskiego na Morawach, próbując wykorzenić dzieło słowiańskie i zastąpić je łacińskim, ściśle podporządkowanym metropolii w Regensburgu. Cyryl zmarł w Rzymie w roku 869, lecz brata jego wyświęcił  papież na arcybiskupa Sirmium i obdarzył go samodzielna jurysdykcją nad Morawami i Panomią, zachowującą jeszcze tradycję słowiańską. W drodze do swej diecezji Metody został pojmany i osadzony w więzieniu za sprawą arcybiskupa Salzburga. Rzym znowu otoczył opieką Metodego, a jego biskupstwo zostało podporządkowane Rzymowi. Zamiast zacieśniać się braterskie stosunki, eskalowały się nowe problemy i podejrzliwość. Metody wielokrotnie był jeszcze oskarżany i stawiany przed sądami. Zmarł w 885 roku w poczuciu niezrealizowanego do końca dzieła. Próba urzeczywistnienia słowiańskiego Kościoła zakończyła się fiaskiem, a zainteresowanie i próba odnowienia obrządku słowiańskiego powróci dopiero po wielu wiekach- i zdaje się odrobinę za późno. Z ich płodnej i pełnej zawirowań misji ewangelizacyjnej skorzystało wiele krajów, takich jak: Bułgaria, Serbia i pośrednio Ruś. Byłoby wielkim błędem przypisywanie tego wielkiego dzieła świętych Cyryla i Metodego tylko prawosławiu. Choćby sama liturgia słowiańska tzn. Liturgia św. Piotra- nigdy nie była grecką (bizantyjską), ani łacińską- stanowiła duchową syntezę tych dwóch niezwykle pięknie przenikających się tradycji. Obrządek słowiański przeszedł w niepamięć wraz z tekstami liturgicznymi, które nie sposób zrekonstruować, czy obiektywnie zbadać. „Obrządek bowiem- jak widzieliśmy nie był czymś sztywnym- pisał ks. J. Klinger- Na osobną uwagę zasługuje również fakt, że Liturgia św. Piotra nie była tylko kompilacją liturgii bizantyjskiej i rzymskiej, ale zawierała w swych częściach wschodnich także modlitwy innych liturgii, na przykład Jakuba i Marka”. To świadczy o pewnym uniwersalizmie, jak również niezwykle twórczej adaptacji. Te wszystkie podejmowane działania były przeniknięte duchem profetycznym i charyzmatycznym- głęboką intuicją Kościoła- a nade wszystko odczytywaniem jego aktualnych potrzeb. „Natchniona intuicja Braci Sołuńskich miała swoje źródło w przeżyciu tajemnicy Zesłania Ducha Świętego. Dlatego właśnie kryła w sobie coś rewolucyjnego, niezrozumiałego wręcz dla uniformistycznej mentalności zachodniej IX w. Aby docenić wielkość tego dzieła, trzeba było jedenastu wieków dojrzewania świadomości eklezjologicznej w Kościele Zachodnim, gotowych wreszcie do uznania obydwu braci za współpatronów chrześcijańskiej Europy. Ich dziedzictwo zostało dotknięte losami podzielonego chrześcijaństwa. Dopiero dzisiaj odżywa, a oni sami stają się żywymi wzorcami spotkania kultur i tradycji w jednym Kościele”- przypominał ks. W. Hryniewicz. Chyba godną przypomnienia jest również osobna encyklika Slavorum Apostoli, wydana przez papieża Jana Pawła II upamiętniająca tysiącletnią rocznicę dzieła ewangelizacji świętych Cyryla i Metodego. Pragnę passusem tej encykliki zakończyć moją refleksję: „Jedność jest spotkaniem w prawdzie i miłości, które są darem Ducha Świętego. Cyryl i Metody, poprzez osobowość i dokonane dzieło, są postaciami, które budzą a nowo we wszystkich chrześcijanach wielką tęsknotę za zjednoczeniem i jednością między dwoma siostrzanymi Kościołami wschodnim i zachodnim… Być chrześcijaninem w naszych czasach oznacza być twórcą komunii w Kościele i w społeczeństwie. Służą temu celowi: otwartość ducha ku braciom, wzajemne zrozumienie, gotowość współpracy na drodze wspaniałomyślnej wymiany dóbr kulturowych i duchowych”.