środa, 28 czerwca 2017


Mt 7, 15-20

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień. A więc: poznacie ich po ich owocach».

Zbierając myśli do napisania komentarza do dzisiejszej Ewangelii, zadzwonił domofon w moim mieszkaniu. Oderwałem się od komputera i pobiegłem sprawdzić kto zaszczycił mnie swoją osobą. „Świadkowie Jehowy. Czy chciałby pan porozmawiać o Bogu ?”-usłyszałem w słuchawce. Zbili mnie z pantałyku i stali się namacalną ilustracją dzisiejszego słowa o fałszywych prorokach. Zbiegłem po schodach wertując w umyśle najodważniejsze i niepodważalne cytaty z Ewangelii. Dwóch młodych mężczyzn- gorliwych- przekonanych o słuszności swojej misji. Byli w moim przekonaniu jak uczniowie w drodze do Emaus, ale jeszcze nie poznali Chrystusa. Oczy i umysł na uwięzi… Przed klatką podjęliśmy intensywny „sparing teologiczny” o Chrystusie Bogu-człowieku. Moi adwersarze powielali przedawnione już argumenty przeciwko boskości Chrystusa; tym samym zaprzeczając obecności wspólnoty Osób jaką jest Trójca Święta. Już u początku Kościoła chrześcijanie zastanawiali się, czy Chrystus był rzeczywiście i w pełni człowiekiem, czy też jedynie „zdawał się” posiadać ludzkie ciało. Czy będąc człowiekiem rzeczywiście był prawdziwym Bogiem ? Przecież był jednym z nas; przeżywał chwile radości i smutku, cierpiał, nie był wolny od fizjologicznych potrzeb. A z drugiej strony był jakiś „inny”- emanował z Niego niewypowiedziany blask. Tak intensywnie promieniował boskością, że Piotr z towarzyszami na Taborze zaniemówili z wrażenia. Kiedy patrzył na ludzi i ich dotykał wszyscy byli poruszeni, zdumieni i niepotrafiący oderwać od Niego oczu. W Chrystusie Bóg naprawdę stawał się bliski, bliskimi też stawali się ludzie- opowiadałem im o tym, ale nie zdołali się przybliżyć do tej prawdy. Nie próbowałem bronić chrześcijaństwa jako to zawsze robię. Opowiadałem o Chrystusie, jak jest dla mnie ważny- Wcielony Bóg w centrum mojego zwyczajnego życia. Bóg mojej wiary, westchnień, pragnień… Codzienny Pokarm duszy- Przyjaciel ! Nie przekonałem ich o słuszności moich przekonań, ale pokazałem że wiara jest sensem mojego życia. Inaczej niż w przypadku innych dziedzin wiedzy, poznanie Boga zaczyna się od ruchu Boga w kierunku człowieka, co w języku teologii chrześcijańskiej nazwane jest łaską. Aby uwierzyć i przyjąć pewne twierdzenia, trzeba mieć łaskę- to pociągnięcie przez „niewidzialną dłoń”. „Bóg, który ukazał się w osobie Chrystusa, był tym samym Bogiem, który pojawił się przed Abrahamem, Izaakiem i Jakubem, przed Sarą, Rebeką i Rachelą, przed królami, prorokami i mędrcami. Chrześcijańskie Ewangelie nie są zawieszone w próżni- wraz z objawieniem Boga Izraelowi stanowią całość”- powie Robert Wilken. Patron dzisiejszego dnia św. Ireneusz z Lyonu, czynny apologeta wiary chrześcijańskiej i odważny szermierz w zwalczaniu licznych herezji pisał: „Pan nauczył nas, że nikt nie może poznać Boga inaczej niż przez Jego naukę. Bóg nie może być poznany bez Bożej pomocy.” Moim przedmówcom zabrakło Bożej pomocy i gruntownej znajomości teologii. Rozstaliśmy się kulturalnie, pieczętując dysputę uściskiem dłoni. Odszedłem wypełniony nadzieją, że kiedyś spotkają Prawdę. Kończę słowami Ireneusza: „Dla mnie jest Jezus Chrystus…, to krzyż Jego, Jego śmierć i zmartwychwstanie, i wiara którą otrzymujemy przez Niego”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz