wtorek, 15 sierpnia 2017


Ps 45, 14-15

Córa królewska wchodzi pełna chwały,
odziana w złotogłów.
W szacie wzorzystej prowadzą ją do króla,
za nią prowadzą do ciebie dziewice, jej druhny.

W wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny nawiedziłem monaster sióstr Betlejemitek w Grabowcu. Trwały przygotowania do liturgii. Siostry zręcznie i z wielką pieczołowitością dekorowały świątynię świeżymi gałązkami drzew i kwiatów. Wszystko miało opowiadać o pięknie, tak jak piękna była Maryja przed którą Niebo uchyliło swoje wrota. Na pulpicie obok paschału umieszczono ikonę Zaśnięcia Bogurodzicy, to nie tylko ilustracja święta, ale nade wszystko spajający przestrzeń, czas i wspólnotę kolorowy teologiczny komentarz- umożliwiający głębsze przeżycie Misterium. Liturgia i ikona czynią przestrzeń napełnioną Bogiem. „Ponieważ Kościół jest dla ludzi, więc i on potrzebuje obrzędów..., obrzęd pobudza do życia” (Ch. Delhez). Przedstawienie sceny Zaśnięcia Maryi Panny, stanowi w tradycji wschodniej ostatnią uroczystość w rytmie roku liturgicznego. Wydarzenie to celebrowane w liturgii i przeniesione w artystycznej wizji na ikonografię sięga starożytności chrześcijańskiej. Jest to wydarzenie na które splata się wiele przekazów i tradycji naznaczonej zmysłem pierwotnego Kościoła  ukazując życie  Tej, której łono stało się świątynią dla Przedwiecznego. Niewiasta która została napełniona łaską Ducha Świętego i przebóstwiona w swoim człowieczeństwie. Jak powie teolog bizantyjski Mikołaj Kabasilas: "Ona okryła sobą całe ludzkie zepsucie i uczyniła ludzi godnymi tego, żeby z Nimi był Bóg, i uczyniła ziemię miejscem godnym przebywania Zbawiciela [....] Dlatego ze wszystkich ludzi od początku świata, Ona jedyna zamieszkiwała Święte Świętych, jako wstępna i oczyszczająca ofiara, złożona za cały rodzaj ludzki, przed następstwem wielkiej  Ofiary Chrystusa, i to zaprawdę za nas do Świętego Świętych wstąpił Jezus, Błogosławiona zaś przed Zbawicielem wszędłwszy najbardziej wewnętrznego pomieszczenia za zasłoną, sama siebie ofiarowała Ojcu. On umierając na krzyżu  pojednał w sposób doskonały Ojca z ludźmi; Błogosławiona zaś Dziewica ofiarowawszy siebie Bogu, tak uczestniczyła w dziele pojednania, że stała się orędowniczką ludzi i współuczyniła Orędownika, Pana naszego Jezusa Chrystusa, Brata ludzi, dla których miał On przyjść, tak że On uznaje ich za równych sobie krewnych..." Ikona Zaśnięcia jest złożona z dwóch teologicznych planów. Na ikonie widzimy bowiem Maryję leżącą na łożu, obok niej postacie Apostołów, aniołów którzy zstępują z uchylonego nad Nią nieba. Widzimy w centrum przychodzącego Chrystusa, to Kyrios w majestacie chwały, biją od Niego energie które są wyrazem boskości i nieśmiertelności. Wejdźmy trochę w szczegóły ikony: Maryja leży na łożu śmierci, ubrana jest maphorion i ma zamknięte oczy, nad Nią stoi Chrystus Ten, który jest Życiem, bierze w dłonie duszę Tej, która spoczęła bez życia, oczekując ręki  która Ją podniesie. Widzimy tu odwołanie do wielu ikon Maryjnych, takie odwrócenie sytuacji. Na ikonach Maryja trzyma Emmanuela jest dla Niego tronem, daje światu Bogaczłowieka aby każdy mógł wziąć Go do swojego życia. Tutaj Owoc Jej łona wyciąga po Nią swoje święte dłonie, Theotokos wybrane naczynie Wcielenia spoczywa jak noworodek niesiona przez Syna. To symbol nowych narodzin, wywyższenia do Nieba, przyjęcia do Królestwa Miłości i Pokoju. Dusza Theotokos jest przedstawiana w dwóch formach. Pierwszy raz w ramionach Zmartwychwstałego, który stoi przy Jej wezgłowiu . Następnie może być przedstawiona jako niesiona przez aniołów ku górze. Wysławia cudownie to wydarzenie przejścia liturgia Oficjum Zaśnięcia Matki Bożej: "W sławnym Twym zaśnięciu radują się niebiosa i weselą się anielskie zastępy, cała ziemia weseli się, głosząc Tobie pieśń pożegnalną, Matko Władcy wszystkich, nie znająca męża  najświętsza Dziewico, która wybawiłaś  ludzki rodzaj pradawnego osądzenia. Od krańców ziemi zbiegli się najlepsi z apostołów, na polecenie Pana, aby pogrzebać Ciebie, i widząc Ciebie zabraną z ziemi na wysokości, powtarzając radośnie słowa Gabriela: Raduj się Nosicielko Bóstwa, raduj się Jedyna, która połączyłaś w Twym   zrodzeniu   ziemię i niebo ! Ty, która zrodziłaś Życie, do życia przeszłaś przez swoje czcigodne zaśnięcie, Nieśmiertelna. Otaczają Cię zastępy aniołów, Potęg i Mocy, apostołowie i prorocy, i całe stworzenie, Twój niezniszczalnymi rękami przyjmuje Twoją nieskalaną duszę, Dziewicza Matko, Boża Niewiasto." Święty Jan Damasceński napisze w swojej homilii: "Wprowadził Cię Król do mieszkania swego, otaczają Cię moce, błogosławią Księstwa, wysławiają Trony, cieszą się Cherubini, chwalą Serafini, Ciebie w prawdziwej ekonomii będącą według natury Matką ich Pana.” Ikona świadczy o dwóch faktach. Po pierwsze dusza Matki Bożej nie zstąpiła do Otchłani. Po drugie Jej ciało nie zostało podległe zniszczeniu. Liturgia tego dnia oddaje chwałę ciału, Maryi, wezwanemu jak wszyscy ludzie do przemienienia i przemienionej tego samego dnia".  Tu warto usłyszeć na nowo słowa Mistrza które rozbrzmiewają z jeszcze większą siłą- proklamują nadzieję unoszącą ponad objęcia śmierci: "Ja Jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie." (J 14,6-7).






 

sobota, 12 sierpnia 2017


 Mt 14, 22-33

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!»

Chrystus po nakarmieniu tłumów rozmnożonymi cudownie chlebami i rybami, przynagla apostołów do pozostawienia kłębiących się rzesz ludzi i udania się na drugi brzeg jeziora. Apostołowie pewnie byli zadowoleni z siebie, widzieli dobre owoce swojej działalności. Teraz muszą pozostawić za sobą poklask tłumów, miłe spojrzenia, garście dobrych słów... Pod wieczór wsiadają do łodzi nie przewidując że może zmienić się aura i będą w poważnym niebezpieczeństwie. Wielu z nich jest oswojonych z łodziami, wodą i kaprysami pogody. Ale nawet wytrawnych i zaprawionych w licznych połowach rybaków, coś może jednak zaskoczyć; tak się stało tej nocy. Wody zaczynają przelewać się przez burtę wątłej i nadwyrężonej przez ząb czasu łodzi. Opuszcza ich entuzjazm i pojawia się na twarzach przerażenie. Spostrzegają się, że są sami i zdani tylko na siebie. Ich przerażenie potęguje widok kroczącej ku nim postaci. Myślą, że to zjawa wytworzona przez poruszony strachem umysł. Naglę słyszą słowa: „odwagi ! Ja jestem, nie bójcie się !” Piotr zdobywa się jako jedyny aby wyjść z łodzi i próbować przejść po wodzie. To istne szaleństwo. Reszta bije się z myślami i przyodziewa się w kostium lęku. Piotr idzie, ale po chwili spuszcza wzrok z Jezusa i zaczyna tonąć. Jezus chwyta go za dłoń. Po chwili burza zostaje uciszona i nastaje spokój. Zapewne odebrało mowę przemoczonym do szpiku kości uczniom. „Piotr jest figurą Kościoła- twierdził św. Augustyn pochylając się nad tym fragmentem Ewangelii- Imię Piotr nadał mu Pan i miało ono znaczenie symboliczne, wyobrażało Kościół. W istocie skałą był Chrystus, Piotr przedstawiał lud chrześcijański. Popatrzcie na tego wielkiego Apostoła, jakim był Piotr, który był wtedy symboliczną zapowiedzią nas: raz jest ufny, raz chwiejny. Konieczne zatem było, aby w jednym apostole czyli Piotrze, ukazany był Kościół, został ukazany jeden i drugi rodzaj wiernych, to znaczy silni i słabi, gdyż Kościół nie może istnieć bez jednych ani bez drugich.”  W ten sposób Kościół staje się żywym paradoksem; pozostaje samotnie na górze zanurzając się w modlitwie, a niekiedy żegluje wśród wzburzonych fal- przeciwieństw, prześladowań. Jednocześnie ten słaby i kruchy „okręt” jest „opoką” w którą na próżno biją fale chcąc ją roztrzaskać.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Mt 17,1-9

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło...

Wydarzenie przemienienia Chrystusa na Taborze niesie ogromny ładunek duchowych treści. Kontakion Święta w streszcza duchową głębię: „Na górze Przemieniłeś się, na ile mogli pojąć uczniowie chwałę Twoją i chwałę Twoją, Chryste oglądali, by gdy mieli ujrzeć Cię krzyżowanym, mękę mogli pojąć dobrowolną i całemu światu głosić potem, że Ty jesteś prawdziwym Chrystusem, Światłością Ojca.” Za teologiczną wrażliwością podąża również sztuka próbująca uczynić to wydarzenie bliższym. „Scena ta ma w sobie jakąś dziwną i niesamowitą wielkość. Wszyscy artyści na przestrzeni wieków czerpiący z niej natchnienie- czy będzie to florencki Fra Angelico, czy bizantyjski twórca mozaik z Dafni, czy romański rzeźbiarz La Charite- sur- Loire, czy miniaturzysta królowej Ingeborgi- podkreślają zawsze przerażone osłupienie i niezwykłe zmieszanie tych trzech nieszczęsnych ludzi, którzy wyrwani ze snu widzą nagle, że stoją w obecności Boga” (D. Rops). Tak skonstruowany duchowy obraz, widziany oczami i wyobraźnią późniejszych pokoleń, stanowi próbę przybliżenia się do tajemnicy, która całkowicie nas przekracza. Lęk i zdumienie, którego konsekwencją jest nasycająca serca uczniów radość- widzieliśmy Pana, który się objawił w całej pełni- Teofania. Doświadczenie prostych apostołów jest czymś w rodzaju epignozy- charyzmatycznej wiedzy uzyskanej przez boskie oświecenie (illuminatio). Ponadracjonalna i pozapojęciowa intuicja uzyskana na drodze mistycznego doświadczenia bliskości Boga. Po raz pierwszy w historii zbawienia, Bóg stał się tak niewiarygodnie bliskim i uchwytnym ludzkim oczom. „Jeśli widzieć światłość oznacza być w światłości i uczestniczyć w Jego blasku, który ożywia”- napisze św. Ireneusz z Lyonu. Bóg jest światłością i daje siebie poznać poprzez emanującą z Jego boskiego ciała- światłość. A chrześcijanie skąpani w tym cudzie prześwietlającego wszystko daru, stają się dziećmi światłości- teomorficzność- uformowanie człowieka na „podobieństwo” Boga, zgodnie z patrystyczną zasadą: „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się bogiem dzięki łasce”. Ta ekstatyczna chwila zanurzenia w boskiej światłości, przez całe wieki chrześcijaństwa- stanie się udziałem wielu świętych. Symeon Nowy Teolog, próbował w nieporadnych słowach dotknąć tej tajemnicy, kiedy pewnej nocy zalał go Boży blask. Kiedy odkrył, ze w światłości jest Chrystus, powiedział: „Zatem po raz pierwszy uznałeś mnie, marnotrawnego, za godnego, by słuchać Twojego głosu”. Wiele wieków później, podobne doświadczenie światłości stało się udziałem rosyjskiego starca- był nim św. Serafin Sarowski. Pewnego dnia Serafin wyjawił jednemu z przyjaciół, że w nim, w jego ciele, zamieszkuje dar Ducha Świętego. Motowiłow, bo tak nazywał się człowiek rozmawiający ze świętym ojcem, dowiedział się, że celem życia chrześcijańskiego jest zdobywanie Ducha Świętego. „Ale co to znaczy ?”- nalegał Motowiłow. „Popatrz na mnie”- odparł mu po prostu Serafin. Wtedy Motowiłow ujrzał stojącego w lesie na śniegu małego człowieka; jego twarz jaśniała jak słońce. Chrystus, nie tylko objawił się tylko tym trzem uprzywilejowanym uczniom- objawia się i będzie objawił tym, w których odkryje otwarte oczy serca i pokorę przyjęcia daru łaski. „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską…, upodobniamy się do Jego obrazu”. Potrzebne jest nam takie osobiste dotknięcie faktu, który miał miejsce na górze Tabor. Ono przywraca duchową równowagę i odnawia wiarę w to, co nadprzyrodzone i metalogiczne. Papież Leon Wielki komentując tę scenę, napisał coś szalenie ważnego również dla nas współczesnych uczniów. Wspomniał, że celem przemienienia było wyrwanie z duszy uczniów „zgorszenia krzyża”. Kiedy zderzymy się z krzyżem- spadającym na nas w postaci niezrozumienia, choroby, lęku przed śmiercią…, to wtedy przypomnijmy sobie przemienione oblicze Pana. Ten obraz jest niczym innym, jak zapowiedzią naszego zmartwychwstania i radości uczestnictwa w Światłości nieznającej zachodu- metamorfoza świata i ludzkości. „W dzień Zmartwychwstania chwała Ducha Świętego wychodzi z wnętrza, pokrywając ciała świętych- to chwała, którą posiadali wcześniej, ale skrytą w tych duszach. To, czym człowiek dysponuje teraz, ujawni się wówczas zewnętrznie w ciele.” Teraz pozostaje nam wypatrywać i nasłuchiwać kroków Pana. Zobaczymy Go z daleka odzianego w szatę światłości i niewiarygodnie pięknego. Język nam się będzie plątał jak Piotrowi, ale serce będzie opowiadało o człowieczej tęsknocie i miłości. „Dobrze, że tu jesteśmy !”

sobota, 5 sierpnia 2017

Ps 67  

Niech Bóg się zmiłuje nad nami i nam błogosławi;
niech nam ukaże pogodne oblicze.
Aby na ziemi znano Jego drogę,
Jego zbawienie wśród wszystkich narodów.

W przeddzień święta Przemienienia Pańskiego słyszymy żarliwe wołanie Psalmisty o to, aby nieuchwytny dla ludzkiego spojrzenia Bóg zechciał ukazać pełne piękna i blasku oblicze. Wcielenie Bożego Syna i wejście w ludzką historię zdaje się być spełnieniem tego pragnienia. „Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, przez którego wszystko się stało...” W wypowiadanym w czasie każdej liturgii Credo, wyraża się wiara Kościoła wobec Tego, który zechciał zerwać zasłonę niepoznawalności i stać się bliskim człowiekowi. Wyznanie wiary nie tylko potwierdza bóstwo Chrystusa, stanowiąc syntezę nowotestamenatlnego przepowiadania, ale nad wszystko prawdę o Bogoczłowieku stającym vis a vis ludzkości nieustannie poszukującej Boga. Wyrażają to słowa ks. Pasierba: „Teraz wiem że musisz być przeraźliwie doskonały wieczny i nieśmiertelny, nierozpoczęty, nieskończony, zbawiający bo umiejący słuchać skoro nie lękałeś się umrzeć z miłości...” Piękno wcielone, przemienione, oszpecone w ramionach śmierci i zmartwychwstałe- Chrystus bliżej człowieka, niż człowiek sam siebie. „Na górze przemieniłeś się, Chryste, i jak mogli pojąć uczniowie chwałę Twoją, która widzieli, aby, gdy zobaczą Cię krzyżowanym, zrozumieli dobrowolną mękę i głosili światu, że Ty zaprawdę jesteś jasnością Ojca.” Każde świadome przeżycie istnienia staje się spojrzeniem skierowanym ku Niemu, myślą o Nim; pragnieniem bliskości. Balthasar pisał, że „kontemplacja rozpoczyna się wtedy, gdy w otchłani tajemnicy zabłyśnie światło, które oświeca wierzącego i ukazuje mu głębię tajemnicy. Nie ogarnia nas wtedy zwątpienie, ani nie naruszamy granic nietykalnych sformułowań dogmatycznych, nie chcemy ich też uczynić bardziej elastycznymi, ale przeżywamy wstrząs, poruszający nas do głębi naszego bytu.” Okazuje się że wiara z łatwością może oglądać to co boskie w tym co materialne i ograniczone. „Filipie- mówił Chrystus- kto mnie widzi, widzi Ojca.” Widzieć Go oczyma wiary, widzieć prawdziwie i bez lęku. Są to nasze oczy- organ niezwykle subtelny, które stały się wewnętrznie widzącymi dzięki uzdalniającemu nas Duchowi Świętemu. „Bóg teraz pragnie być dla grzeszników widzialnym- powie św. Symeon Nowy Teolog- Do tych, którzy widzą przybywa jak światło pośród światła. W świetlistym blasku wszyscy Go postrzegają. Patrzący bowiem widzą w świetle Ducha Świętego. A kto ujrzał Ducha, widzi również Syna. A kto Syna ujrzał, i Ojca dostrzega.”

 

środa, 2 sierpnia 2017


Wj 34, 29-35

Gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj z dwiema tablicami Świadectwa w ręku, nie wiedział, że skóra na jego twarzy promieniała na skutek rozmowy z Panem. Gdy Aaron i Izraelici zobaczyli Mojżesza z dala i ujrzeli, że skóra na jego twarzy promienieje, bali się zbliżyć do niego. A gdy Mojżesz ich przywołał, Aaron i wszyscy przywódcy zgromadzenia przyszli do niego, i Mojżesz rozmawiał z nimi. Potem przyszli także Izraelici, a on nakazał im wszystko, co Pan mu powiedział na górze Synaj. Gdy Mojżesz zakończył z nimi rozmowę, nałożył zasłonę na twarz. Ilekroć Mojżesz wchodził przed oblicze Pana na rozmowę z Nim, zdejmował zasłonę aż do wyjścia. Gdy zaś wychodził, mówił Izraelitom to, co mu Pan rozkazał. I wtedy to Izraelici mogli widzieć twarz Mojżesza, że promienieje skóra na twarzy Mojżesza. A Mojżesz znów nakładał zasłonę na twarz, póki nie wszedł na rozmowę z Panem.

W fundamentalnym dziele Włodzimierza Łosskiego Teologia mistyczna Kościoła Wschodniego, znajdujemy obszerny rozdział zatytułowany Boskie Światło. Już na samym wstępie autor snuje następującą refleksję: „Zjednoczenie z Bogiem jest tajemnicą, która dokonuje się w osobach ludzkich.” Pierwszym akordem jest tajemnica spotkania- czyli wejścia w światłość; od razu mamy skojarzenie z dzisiejszym biblijnym opisem dialogu Boga z Mojżeszem (Jego twarz spowita intensywnością światła). Autor wspomnianego dzieła nadaje przebóstwieniu szczególne znaczenie i próbuje je opisać: „Zjednoczenie do którego zostaliśmy powołani, nie jest ani hipostatyczne jak w przypadku ludzkiej natury Chrystusa, ani substancjalne jak w przypadku trzech Osób Boskich: jest to zjednoczenie z Bogiem w Jego energiach albo zjednoczenie przez łaskę, które pozwala uczestniczyć w naturze Boskiej, bez przemiany naszej istoty w istotę Boską.” Mówiąc innymi słowy theosis oznacza spotkanie. Przebóstwienie jest wewnętrznym spotkaniem człowieka z Bogiem, w którym człowiek- niczym naczynie, zostaje napełniony Bożą obecnością. „Oblicze Chrystusa jaśnieje dla duszy chrześcijańskiej i wskazuje jej drogę życia- pisał S. Bułgakow- W chrześcijaństwie nie może być innej drogi, innego ideału życia, jak tylko stać się podobnymi Chrystusowi, „aż Chrystus w was się ukształtuje.” Przebóstwienie to nade wszystko partycypowanie w życiu Trójcy Świętej. „Chrystus przyjmuje świat i przemienia go w soma pneumatikon, „ciało duchowe”, swoją materię... „W Kościele człowiek wezwany jest do tego, by zrozumieć czym jest i czym być powinien, uczestnicząc w komunii trynitarnej... Stawać się tym, czym sakramentalnie człowiek jest w Chrystusie, pod wpływem płomieni Ducha Świętego”- pisał O. Clement. To przemienienie świata dokonuje się przez Chrystusa i w Chrystusie, matowość i nieprzejrzystość świata na skutek grzesznej kondycji ludzkiej, zostaje na nowo otwarta na przyjęcie Ducha Świętego i wejście w sposób odnowiony w wydarzenie eschatologiczne. Dlatego uczestnictwo w wiecznym życiu oznacza dla chrześcijan wschodnich przebóstwieniem. Święty Atanazy oraz inni pisarze starożytnego Kościoła interpretowali w tym pryzmacie opis przeobrażenia z 2 Listu św. Piotra Apostoła o „staniu się uczestnikami Bożej natury.” Ten podniosły i optymistyczny obraz udzielonej łaski jako uczestnictwa w naturze Boga, który stał u podstaw ukształtowania się koncepcji ostatecznego szczęścia odkupionych mogących wiedzieć Boga „twarzą w twarz.” Finał tej teologicznej parenezy jest niezwykle optymistyczny, przejmujący, wsparty na nadziei. Marzę, że ten happy end tak właśnie będzie wyglądał. Oddaję ostanie słowo rosyjskiemu filozofowi Bierdiajewowi: „Epoka końca jest nie tylko epoką zniszczenia, ale także Bogoczłowieczą epoką tworzenia nowego życia i nowego świata. Kościół Nowego Testamentu był symbolicznym obrazem wiecznego Królestwa Ducha... Kiedy zbliżymy się do wiecznego królestwa Ducha, wtedy dręczące antynomie życie zostaną przezwyciężone, a cierpienia, które nasilą się pod koniec, przejdą swoje przeciwieństwo, w radość; dokona się to nie tylko dla przyszłości, ale także dla przeszłości, czas zostanie odnaleziony i wszyscy żyjący będą uczestniczyć w końcu eonu.”

wtorek, 1 sierpnia 2017

Wj 33, 7-11; 34, 5-9. 28

Mojżesz wziął namiot i rozbił go za obozem, i nazwał go Namiotem Spotkania. A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania, który był poza obozem. Ile zaś razy Mojżesz szedł do namiotu, cały lud stawał u wejścia do swych namiotów i patrzał na Mojżesza, aż wszedł do namiotu. Ile zaś razy Mojżesz wszedł do namiotu, zstępował słup obłoku i stawał u wejścia do namiotu, i wtedy Pan rozmawiał z Mojżeszem. Cały lud widział, że słup obłoku stawał u wejścia do namiotu. Cały lud stawał i każdy oddawał pokłon u wejścia do swego namiotu. A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem... A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe.

Życie duchowe rodzi się w obszarze serca, dialogu i poznania krok po kroku. Trzeba przy tym ogromnej pokory, otwartości i spontaniczności, niczym małe- gotowe na ryzyko dziecko. Droga kontemplatywna którą przechodzi Mojżesz, a której błogosławionym momentem jest przebywanie w Bogiem w Namiocie Spotkania staje się drogą każdego człowieka wiary. Komentuje to w jednej z homilii dla nas św. Grzegorz z Nyssy. „Wizja Boga, jakiej doświadcza Mojżesz, zaczyna się od światła; następnie Bóg przemawiał do niego w obłoku. Kiedy jednakże Mojżesz wznosi się wyżej i staje się doskonalszy, ogląda Boga w ciemności. Nauka płynąca stąd dla nas jest następująca. Nasze początkowe odejście od fałszywych i błędnych idei o Bogu jest przejście z ciemności w światło. Z kolei przychodzi dokładniejsza świadomość rzeczy ukrytych i dzięki niej dusza prowadzona jest przez zjawiska zmysłowe do światła rzeczy niewidzialnych. Świadomość ta zaś jest rodzajem obłoku, który zaciemnia wszystko, co ukazuje się wzrokowi i powoli prowadzi duszę ku temu, co ukryte i przyzwyczaja ją patrzeć w tę stronę.” W tej przestrzeni irracjonalnego zdumienia i bliskości, Bóg zwraca oblicze ku człowiekowi, mówiąc: „Jestem, Który Jestem.” W tym imieniu zawiera się pedagogia bliskości i usunięcie zasłony niepoznawalności. „Objawienie oznacza uchylenie zasłony, ale Wcielenie jeszcze bardziej zasłania oblicze Boga” (B. Pascal). Z tej autoprezentacji Boga i zachwytu Mojżesza rodzi się teognozja, czyli teologia mistyczna opowiadająca o etapach drogi zjednoczenia z Bogiem. „Boskie „Ja” przemówiło do człowieczego „ty.” To On jest inicjatorem spotkania, rozmowy, otwarcia wzroku duszy. Ewagriusz z Pontu powie: „Kto trwa na modlitwie zostaje obleczony w ponadpostaciową światłość, jest miejscem przebywania Boga.” W chrześcijaństwie miejscem teofanicznym jest serce człowieka i przestrzeń jaką jest Kościół. Ojcowie Kościoła wyrażą to w następujący sposób: „Człowiek jest mistycznym Kościołem. Przez nawę swego ciała wyjawia on swoje możliwości twórcze; przez prezbiterium duszy ofiarowuje Bogu duchową istotę rzeczy..., przez ołtarz ducha przywołuje w swe serce Słowa Bożego ciszę, będącą pełnym mocy głosem przekraczającym wszelkie poznanie. W Kościele człowiek jednoczy się z Bóstwem w tej mierze, w jakiej jest to dostępne człowiekowi i otrzymuje pieczęć oślepiającej jasności.” Przemierzając zawiłe ścieżki poszukiwania Boga człowiek zostaje przez Niego zauważony i zaproszony do wejścia w relację miłości. Miłość tak rozumiana rodzi wzajemność. Miłość to potwierdzenie „Jestem”- wiecznej pamięci i afirmacji Kochającego. Posiłkując się słowami św. Pawła życie Boga staje się naszym życiem, a odpowiedzią na ten stan jest pełne wiary wyznanie „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.”