środa, 1 listopada 2017


Media vita in morte sumus. Jesień to szczególnie wymowna pora roku; zmieniająca się dynamicznie aura na zewnątrz komunikuje nam przechodzenie przyrody w stan śmierci- powolny i choć przeniknięty cudownym kolorytem. Drzewa zrzucają liście mieniące się niepowtarzalną paletą odcieni. Szum wiatru jakoś bardziej wyczuwalny przemieszcza drobne partykuły tego, co niegdyś żyło w zupełnie inne miejsca. Zdawać się może, że wcześniej istniejące mikrostruktury tego co żywe- witalne, powracają do ziarna ponownego zaistnienia. Wchodzą w śmierć- choć tak bardzo nie lubimy tego słowa i kurczowo separujemy się od tej odpowiedzialnej gry słów. Comte twierdził, że świat jest bardziej zaludniony zmarłymi niż żywymi, a milczenie tego olbrzymiego i niemego tłumu ciąży na żywych. Człowiek jest jedyną istotą która do końca nie potrafi zaakceptować faktu śmierci; wypiera ją ze swojej świadomości, odkłada myślenie o niej na później, wyszukując tematy zastępcze które nie pozwolą skoncentrować się na fakcie który i tak nastąpi. „Obecnie śmierć jest z naszych obyczajów tak wymazana, że z trudem ją sobie wyobrażamy i pojmujemy- pisał P. Aries- Dawna postawa, kiedy śmierć była jednocześnie bliska, swojska i pomniejszona, słabiej odczuwana, zbyt kontrastuje z naszą postawą, kiedy budzi taki strach, że nie śmiemy już wymówić jej imienia.” Człowiek przestał być oswojony ze śmiercią. Przestał spoglądać jej odważnie w oczy, zatracił zdolność godnego przechodzenia w stan „jesieni”. Na początku listopada jesteśmy społecznie i obyczajowo przynagleni do udania się na cmentarze, stając naprzeciw mogił i kamiennych pomników pod którymi pochowani są nasi bliscy. Nawet gwar jarmarczny przeniesiony na nasze nekropolie nie jest wstanie zagłuszyć w nas ważnych pytań. Nie sposób nie myśleć o przemijaniu, przygodności życia i możliwym wejściu w ramiona siostry śmierci. Skąd pochodzi człowiek i dokąd zmierza ? Czasami cmentarze okazują się jedynymi miejscami gdzie możemy wejść w ciszę i usłyszeć siebie; usłyszeć ciche przesłanie przodków uczących nas ars bene vivendi i bene mortis. „Człowiek nie należy do żadnej ziemi, póki nie ma w niej nikogo ze swych zmarłych”- pisał G. Marquez. Tak naprawdę jesteśmy częścią tej ziemi, przyjmując pozycję opadających, już obumarłych liści. Z drugiej strony nie jesteśmy częścią ziemi która próbuje nas przykryć niczym kołdra. Ona nie jest naszym ostatecznym przeznaczeniem- zamkniętym, niemym grobem melancholijnej wieczności. „Życie to raj, do którego klucze są w naszych rękach”- przekonywał F. Dostojewski. Do śmierci nie należy ostatnie słowo. „Nie mamy bowiem tutaj miasta trwałego, ale przyszłego szukamy” (Hbr 13,14). Nieobecność naszych bliskich ukazuje nam najbardziej wyraźnie, że nicią oplatającą te dwa odległe od siebie światy jest tęsknota i miłość. Dla chrześcijanina śmierć nie jest przerażającą kostuchą intruzem- jak pokazywała ją w swojej plastyce średniowieczna sztuka- to raczej chwilowa „przyjaciółka” z których ramion człowiek wyrywa się niczym młody pisklak z gniazda. „Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale” (Kol 3,4). Śmierć pozbawia nas ciała materialnego, które przywraca nam zmartwychwstanie. Starożytne Ody Salomona głoszą: „Poza Panem nic nie istnieje...,” „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie”- przekonuje sam Chrystus (J 14, 6). Chrześcijańskie przesłanie rozbrzmiewa jako pełne nadziei- już dokonanego triumfu- akcentując centralną tajemnicę Chrystusa, Jego zwycięstwo nad śmiercią. „Obalił potęgę śmierci i przekształcił ciało dla niezniszczalności” (św. Cyryl Aleksandryjski). Apokaliptyczny Baranek przyjmuje świat i rozświetla go życiem, którego nic nie jest wstanie zatrzymać. Śmierć przestaje być przerażająca, stając się możliwą do zaakceptowania i przyjętą z radością. „Twój grób piękniejszy jest niż raj”- śpiewa Kościół w rezurekcyjnym porywie szczęścia. Grób staje się „rajem,” ponieważ z niego wydobywa człowieka Zbawiciel. „Jeśli więc ktoś pozostaje w Chrystusie jest nowym stworzeniem. To, co dawne minęło, a oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5,17).