czwartek, 30 listopada 2017


Mt 4,18-22

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

W tym opisie powołania apostołów wybrzmiewa jakaś urzekająca wrażliwość Chrystusa na człowieka. Czytałem ten fragment wielokrotnie i za każdym razem przykuwa moją uwagę jakiś inni szczegół. Ewangelia odsłania prostotę tych relacji, głębię spotkania i dojrzewającego w duszach dialogu osiągającego swoje apogeum w spontanicznym zadziwieniu: Kim jest ten człowiek ? Pomimo tylu kłębiących się ludzi na brzegu jeziora, Chrystus spogląda uważnie w oblicza tych, którzy za monet zmienią swoją profesję i wejdą w świat z przemieniającą siłą Dobrej Nowiny. Widzi twarz Szymona i Andrzeja kierując do nich imienne zaproszenie. „Gdzie jest we mnie to miejsce, do którego mogę Cię zaprosić Boże”- pytał z przejęciem św. Augustyn. Powołanie to zaskakujący moment konfrontacji z Tym, który czyta człowieka niczym książkę, wie wszystko, ale nie pozbawia wolności wyboru. Bóg przedstawiając ofertę, nie odwołuje się do argumentów sukcesów, władzy, pozycji i kariery... Pójście z Nim jest naznaczone „umieraniem” dla wielkiej sprawy. Powołanie to ogołocenie z siebie, pomniejszenie i ostatecznie krzyż. Zawiera się w tej decyzji szlachetna i pełna dyspozycyjności wiara człowieka, który wyruszając w misję nie wie jaki będzie jej ostateczny akord. „Tylko ci, którzy ryzykują pójście daleko dowiedzą się jak daleko można dojść” (T. S. Eliot). Często powracam do malarstwa Francisco Ribalta, a szczególnie do obrazu Chrystusa ze św. Bernardem. Poza zwiastowaniem hiszpańskiego- ekstatycznego barokowego malarstwa, obraz niesie przesłanie na wskroś mistyczne- choć nie szybujące w obłokach. W omdlewającym w ramionach Chrystusa Bernardzie można uchwycić bliskość ucznia, który na miłość odpowiada całym sobą. Jakby chciał powiedzieć: Jestem Twój, uczyń ze mną cokolwiek pragniesz. „Krzyż narzuca temu, kto wkracza na jego drogę, wysiłek ujednolicenia, który popycha ku heroicznym dążeniom woli” (G. Bevilacqua). Nasze wzrastanie w Chrystusie jest wzrastaniem w miłości, omdlewaniem i powstawaniem; codziennym, choć nie pozbawionym wątpliwości wypowiadanym: zgadzam się !