Menu

▼

wtorek, 15 września 2026

 

Poczekalnia myśli które trzeba właściwie dobierać, ważyć, dopasowywać na miarę codzienności w której przyszło oddychać i jakoś żyć. „Myśl – podobnie jak światło czy kolor – jest zjawiskiem nieposiadającym stanu. Błyska i znika, rozpada się. Trzeba było wynaleźć literaturę, by myśl stała się zjawiskiem odczuwalnym”- twierdził Sandor Marai. Teksty powstają z nalotu wspomnień i przetrawionych osobiście historii. W dzieciństwie wszystko jest niespodzianką, każda chwila i odkryte miejsce jest magiczną krainą upojenia szczęściem. „Być wszędzie, rozlać się w zapachach, rozkwitać w kwiatach, popłynąć wodą, drgać jak dźwięk, świecić jak światło, wtulić się we wszystkie kształty, przeniknąć wszystkie atomy, zejść do samej głębi – być Materią !” – jak pisał upojnie Flaubert. Dorastanie to okres podekscytowania i mocowania się żywiołami które niczym wulkany przebudzają się z uśpienia i czekają na coś w rodzaju erupcji. A później przychodzi dorosłość i gwałtowne przyśpieszenie czasu, czyniącego z dzieci o szeroko otwartych zmysłach, wędrowców odmierzających każdy kolejno postawiony krok ku śmierci. Kowale własnego losu, zdanego na kaprysy innych. Potykanie się, upadki i podnoszenie się z nich to sztuka wymagająca i wyczerpująca. Poszukujemy straconego czasu i kurczowo wypatrujemy świtu, kiedy ponownie zbudzi nas ciepły jak mleko, głos matki i jej delikatna dłoń na twarzy zaspanego i niechętnego do wstania z łóżka małego buntownika. Później przychodzi sztorm miłości. Serce zaczyna bić intensywnie a ciało wiotczeje pod naporem siły która mogłaby stać się wiecznym trwaniem naprzeciw paraliżującego rozum żywiołu. Eros rozprzestrzenia się w obiegu ciała, czyniąc je darem i świątynią najwznioślejszej modlitwy. Pierwszy styk ust którego smak i nieudolność pozostanie w pamięci, a po nim wszystkie inne pocałunki będą jedynie powrotem do tego pierwszego momentu przekroczonej intymności – innego i jakże boskiego Ty. Ta na pozór ekstaza będzie trwać do pierwszego zawału serca i miłosnego zawodu, którego najczęstszą wirusową infekcją jest egoizm której ze stron. „Nie przemówię do ciebie, lecz będę myślał o tobie, gdy usiądę samotny lub samotny zbudzę się w nocy, Będę czekał, bo nie wątpię, że spotkam cię znowu, I zadbam o to, aby cię nie utracić”- dotkliwie wyrazi to napięcie język poezji. Poturbowana i przetrącona przez los istota, będzie zbierać okruchy sensu, aby powstać i pójść dalej. To wszystko przywodzi malarskie stadia przemian postaci w momencie przesypywanej klepsydry. Panta rei aby dotrzeć do oceanu światła. Na końcu jesień i obumieranie liści z drzewa które rodziło owoce i nagle zastygło – stając się suchą i niezwracającą na siebie uwagi ikebaną. W jej wnętrzu zachowała się jednak starcza mądrość której młodość nie rozumie i prześmiewczo ignoruje. Ona nie musi już nikomu nic udowadniać; jej ostatnim zadaniem jest milczące wyczekiwanie wieczności. Znowu czekamy na towarzyszącą czułość i muśnięcie dłoni. Następuje wyjście ku tajemnicy którą chrześcijaństwo bezpośrednio utożsamia z nadzieją. Przeżycie bliskie biblijnemu Hiobowi, bez narzekania i dokonujące się w milczącej zgodzie na to, co nieuniknione i do teraz zakryte. To powtórne przejście przez rodny kanał, a u jego nasady oślepiające światło nowonarodzonego. Ciało walczy i opiera się cierpieniu, ale musi  przekroczyć ten punkt newralgiczny – aby wszystko przeniknął powiew życia - zmartwychwstanie. Gasną oczy. Skóra staje się pofałdowanym pergaminem nieodwracalnych zmian. Kości kruszeją jak wysuszona gruda ziemi. Aby mogło pokonać gwiezdną ławicę ku bramom Nieba, musi zejść w ciemną szczelinę chwilowej samotności i rozkładu. Śmierć i monada czekająca na bilet wstępu! Ostatnia poważna inicjacja bytu rozumnego. Wszystko staje się prochem i cieniem „tak że ciemność będzie światłem a bezruch tańcem.” To jedno z najkrótszych streszczeń historii człowieka. Proust zagniłby mnie za pominięcia i uogólnienia, ale Bóg który na zegarek nie zerka, oddałby mi słuszność intencji. Kończy się czas stawianych pytań. Nastaje czas odpowiedzi i miłosnego teraz !