Wiele miejsc i rzeczy
odkrywam na świeżo. Ciśnienie czasu, zmienność okoliczności, nastawienie i
zupełnie inna perspektywa pozwala zobaczyć znajomą i oswojoną mi przestrzeń w
zupełnie nowy sposób. Spędziłem z moimi uczniami kilka dni w Toruniu. Lubię takie
włóczęgi po zabytkowych miastach; od tych wielkich jak Rzym, po takie nasze
lokalne jak to, którego urokliwy krajobraz ukształtowała bogata historia i bajkowy
rytm Wisły. Noszę w sobie wspomnienia z czasów studenckich jak przechodziłem o
świcie most rozwieszony miedzy dwoma brzegami rzeki, a obrazy wyłaniające się
moim oczom przypominały te które impresjoniści malowali, spoglądając na paryską
Sekwanę i snujące się po niej barki. Miasto średniowieczne z dość dobrze
zachowaną tkaną wieków przeszłych, co nadaje szczególnego kolorytu i przyciąga
turystów – a nade wszystko młodych adeptów sztuki. W rozmowie telefonicznej
moja znajoma, spacerująca po królewskim Krakowie z lekkim przekąsem odparła: „A
co tam jest w tym Toruniu do zobaczenia ?” Rozczarowałem się odrobinę jej płytką
i nonszalancką opinią, przeżuwając w mojej ulubionej azjatyckiej restauracji
kurczaka w chrupiącym cieście. „Gotyk na dotyk” – widnieje na jednym z bilbordów
reklamujących miejsce przenikania się kultury polskiej i obecności zakonu
krzyżackiego, który to wbrew przerysowanym opiniom Sienkiewicza, pozostawił po
sobie wiele wspaniałych dzieł plastyki i rzemiosła – kultury materialnej i
myśli. Nie można postrzegać wielu spraw w małej skali czasu, wtedy możemy być
zdani na pominięcie, czy sąd który stanie się płytkim ogólnikiem przenikającym
nadmiernie do świadomości ludzkiej i historycznej. To może prowadzić do
zakrzywienia, ale nie tak magnetyzującego wzrok jak jedna z odchylonych od osi
muru baszt. Patrzę na miasto w którym nie można być zdezorientowanym,
posiadającym pewnego punkty odniesienia tak chociażby jak pomnik Kopernika autorstwa
Tiecka, wokół którego kłębią się spacerowicze a i gołębię mają swoje przytulne
miejsce na głowie i ramionach wybitnego astronoma i uczonego. Pięknie odrestaurowane
średniowieczne obiekty, barokowe kamienice i schowane na peryferiach zaułki w
których można na chwilę uchwycić się własnych myśli. Nawet w supermarkecie wbitym
w starówkę można dostrzec malowane stropy obwieszczające renesans. Siedziałem w
kościele świętego Jakuba patrząc na krucyfiks Drzewo Życia. Chrystus umieszczony na pniu drzewa z którego
rozrastają się latorośle a w ich gąszczu, gnieżdżą się starotestamentalni prorocy,
rozwijający zwoje których treść odnosi się do Tego, który swymi ramionami
próbuje w uścisku miłości objąć świat. Mało kto dzisiaj zwraca uwagę na drobne
detale, smaczki magnetyzujące już aż nadto nadwyrężone od fiksacji wszystkiego
oko. „Można przekazać wiedzę, ale nie można przekazać przeżycia – pisał w Lapidarium Kapuściński – Przeżycie posiada
pewien dodatkowy wymiar egzystencjalny, wobec którego słowo jest zbyt ubogie,
zbyt bezradne.” Nawet pozbawionemu właściwego wykształcenia badaczowi kultury,
potrzebny jest instynkt i intuicja, które niczym najszlachetniejsza muzyka,
wzmagają niedosyt i stan przelewającego się od oczu do serca i intelektu
zachwytu. „Nie osiągnie się rozkoszy estetycznej ten, kto chce tylko wygodnie i
tanim kosztem konsumować rezultat artystycznej produkcji – rozmyślał Bertolt
Brecht – trzeba samemu wziąć udział w tworzeniu, stać się w pewnym zakresie
produktywnym…” Świadczą o tym rysunkowe szkice na marginaliach mojego przemoczonego
deszczem notatnika. To szperanie tu i tam w poszukiwaniu czegoś lub kogoś z plastikowym
kubkiem kawy z mlekiem. Istnieją ludzkie którzy nie potrafią patrzeć, a tym
samym nie są zdolni do przeżywania świata na wyższym wolumenie własnego istnienia.
Wszedłem do Centrum Sztuki Współczesnej. Na ścianie toalety sfotografowałem
naklejkę z cytatem Andre Molesa: „Nie ma już dzieł sztuki. Są tylko sytuacje
artystyczne.” Określenie trafne w kontekście przestrzeni w której poczułem się
lekko zniesmaczony, obcując bowiem z obiektami które codziennie wypluwa na
wysypiskach nasza zabiegana cywilizacja. Żeby nie było aż nazbyt gorzko, to
polecam wystawę Stefana Knappa pt. Alchemik
i wizjoner. Ekspozycja prezentuje rozpięte na linii czasu dzieła artysty:
malarstwo i rysunki, emalie na stalowych płytach, rzeźby i kompozycje o quasi
fluorescencyjnych barwach. Prace przenika namysł na egzystencją która rozpina
się od traumatycznych wydarzeń historii XX wieku, po pewnego rodzaju wolność
twórczą i entuzjazm zamknięty w ekspresyjnych formach. Po intensywnych
przeżyciach ze sztuką przycupnąłem w zaciszu parku, naprzeciw zamyślonego nad
czymś popiersia Herberta. Pomilczałem z nim i powróciłem do hotelu.
