Menu

▼

wtorek, 6 października 2026

 

Lubię powroty do sztuki średniowiecznej w której materia drży i ugina się pod naporem łaski. Duchowość ludzi wykarmionych mądrością Biblii, patrystyką i antyczną filozofią której odzwierciedleniem są imponujące rzeźby sztuki gotyckiej. Jesteśmy grudą ziemi którą kształtują dłonie Obecności – taka myśl kotłuje mi się w głowie – kiedy z rozrzewnieniem wspominam kamienne cuda katedry w Chartres. Ta imponująca wirtuozeria form z których najbardziej zapada w pamięć przedstawienie Boga stwarzającego Adama. Przedwieczny rzeźbił istotę ludzką, patrząc w swojej mądrości na niebiańskie człowieczeństwo Chrystusa. Przeniósł najdoskonalszy obraz – Ikonę na stworzenie które ostatecznie stało się kapryśne i samowolne. Lech Kalinowski redefiniuje tradycyjną egzegezę biblijnego tekstu: „„Artysta z Chartres rezygnuje z dosłowności Księgi Rodzaju. Bóg nie 'lepi' człowieka z prochu ziemi w sposób rzemieślniczy. Jego gest jest pełen intelektualnej kontemplacji i czułości; to raczej dotknięcie budzące duszę, przeniesienie idealnego archetypu z boskiego intelektu w ziemską rzeczywistość.” Gruda ziemi może zdradzić i odsłonić tajemnicę miłości. Adam jest piękny i dziewiczo poddany dłoniom które perfekcyjnie dopracowują każdy detal. „Człowiek jest ludzkim obliczem Boga”(św. Grzegorz z Nyssy). To podobieństwo jest zaskakujące i zobowiązujące, stając się zagadką wolności. „Mogę uciec przed Tobą tylko w Tobie”- wyzna pewien poeta. Ludzki smutek może pokrzepić pragnienie położenia głowy na kolanach Stwórcy.

niedziela, 4 października 2026

 

Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je (Mk 8,34-36).

W świecie dotkniętym ignorancją, który tak intensywnie upodobał sobie grzech i rozsmakowuje się nim, wznosi się ostatni już znak sprzeciwu i opamiętania, którego przecięte belki – przeszywają najbardziej zamrożoną otchłań duszy i karłowatość ludzkich wyborów. Krzyż brama zbawienia ! Nie ma chrześcijaństwa bez krzyża. Nie ma świata bez krzyża na którym Bóg stanął po stronie człowieka i odpowiedział najbardziej radykalnym aktem miłości. „Tylko ten, kto dojrzał w poniżonym i pokonanym, w postaci sługi, w ukrzyżowanym – Króla i Boga, ten włącza się w tajemnicę zbawienia”(M. Bierdiajew). To nic innego jak skandal druzgoczący posadami sumienia; szaleństwo odbierające władzę rozplenionemu złu i negacji. „Wierzący musi ciągle abstrahować od rzeczy tego świata, brać rzeczy tego świata w nawias zapomnienia, aby myśleć o Bogu, który jest ponad ludzkim zrozumieniem”(D. Staniloae). Inteligencja mistyczna i realizm szeroko otwartych oczu skierowanych na Bogu ogołoconym i zwycięskim zarazem. Krzyż twardy, chropowaty i uwierający, wrzynający się w ciało tych, którzy odkryli duchowy sens - filozofię cierpienia i łaski – potrafiąc się zaprzeć samych siebie i umierać, aby stać istotą zmartwychwstałą. Krzyż odciśnięty na sercu, umyśle, ustach i dłoniach błogosławiących wszystko i wszystkich w nadmiarze. Krzyż znak odkupionego człowieka ! Przyoblec się w upokorzonego Chrystusa, aby następnie wraz z Nim przejść ponad przepaściami lęku, odrzucenia, wyszydzenia i zdeptania. To hiobowe doświadczenie wynosi ku światłu Paschy i radości dziecka karmiącego się pierwszym promieniem wiosny. „Bóg ukrzyżowany bierze na Siebie całe nasze niewolnictwo, bierze na siebie śmierć – w całej jej duchowej głębi: śmierć jako piekło, jako nieobecność Boga, nieobecność miłości „zapłatę za grzech,” zapłatę za rozdzielenie, za nienawiść, zbrodnię i samobójstwo” – pisał O. Clement. Głębia tej katechezy dotyka sumienia i świadomości, podrywa uczniów do naśladowania i miłości Krzyża.

środa, 30 września 2026

 

Człowiek myśli bo ma ręce. Sztuka nie istnieje bez dotyku. Muśnięcie dłoni, dukt pędzla czy dłuta, batuta w dłoni dyrygenta, pióro pisarza, zdają się czasami bardziej składne i przekonujące niż wypowiadane w zadyszce słowa, którymi się tka od tak banalną codzienność. Amiel w swoim dzienniku zanotował intrygujące słowa: „Możesz polegać tylko na tym, co trzymasz w dłoni.” Dłonie to narzędzie sztuki w akcie wyłaniania i stawania się form. Archai to pierwszy ślad odciśniętej dłoni na ścianie prehistorycznej jaskini – linii papilarnych bezimiennego, kto nie zdołał sklecić słów – a już tworzył, przekraczając determinizmy ślepego losu i śmierci. Wyrytowany na kawałku kości ornament staje się sekretem, a nawet ukrytą wiadomością z przeszłości o której nie sposób zbyt wiele powiedzieć. Dłonie gestykulujące w powietrzu i tańczące na wietrze w tak muzyki która wydobywa się w z ukrytych źródeł życia. Ręka prawa bądź lewa służebnie wykonujące podszepty umysłu i wyuczone od dziecka schematy, a najczęściej porywy serca do którego tembru przyłącza się ekspresyjnie ciało w tych odrostach cielesności. Srebrny palec przemierzający drogę świętego tekstu Tory – sacrum pod powierzchnią słów Boga. „Dotyk wypełnia naturę tajemniczymi siłami. Bez niego pozostało jak urocze krajobrazy ciemni – jasne, płaskie i chimeryczne” – pisał w Życiu form Focillon. Ręce rzeźbiarza rozkruszają grudy gliny, ścierają na ostrości i porowatości kamienia, mocują z twardością materii którą muszą oswoić i ujarzmić. Odrętwiałe od bólu i zaschniętej krwi na koniuszkach palców, rejestrują każde włókno, czy szczelinę marmuru przez które przechodzi żywioł uobecnienia się i światła kruszącego ciemność niebytu: „…każde miejsce tego głazu widzi cię. Musisz twoje życie zmienić”(R.M. Rilke). Ręce malarza są zgoła inne, przebarwione i eteryczne, jakby uszlachetnione barwami których drobiny pozostają niczym mikroskopijny ornament na skórze, która też jest czymś na kształt pergaminu czy płótna naciągniętego na kościec i mięśnie. Zaschnięty atrament na powierzchni, gdzie linie przecinają się lub biegną równolegle, wieszcząc zdaniem cygańskich wieszczek – mniej, a może bardziej szczęśliwe życie; o długości nie wspominając. „O pióro ! Tyś mi żagle anielskiego skrzydła…”(C. Norwid). Dłonie artystów nawiedzają moje życie, ich szelest i ruch opowiada o kolejnym powziętym i ponawianym nie bez oporów akcie tworzenia. Dłonie Verdiego piszącego partyturę Traviaty, czy Vivaldiego kreślącego Cztery pory roku, oddając tragizm i euforie w tak rozpoznawalnym przez ogół brzmieniu muzyki. Obawiam się widoku palców odciśniętych i zdeformowanych od wystukiwanej mechanicznie klawiatury telefonu, czy komputera. To takt niewolniczy, odbierający dotykowi coś na kształt poruszenia czy ekstazy. Jednym z najlepszych sposobów poznania kogoś jest przypatrzenie się dłoniom, ich fakturze, pracowitości i zdolności do czułego przybliżenia. Dotyk zakochanego Apolla dłuta Berniniego, próbującego przyciągnąć do siebie drżące i wystraszone ciało Dafne. Igraszka miłości wystawionej na odtrącenie oddania i utratę zespolenia dusz. Gest wyciągniętej dłoni Stwórcy ze sklepienia Sykstyny, powołujący proch to znaczy Adama do życia. Artysta w atelier z dłonią na kształt menory. Taniec młodzieńczych ciał spowitych błękitem z obrazów Chagalla, pobudzonych drganiem skocznych dźwięków które wygrywa skrzypek na dachu – przekraczając irytującą umysł melancholię istnienia i zakrzep dramatycznej historii XX wieku.  Chrystus wyłaniający się z ikonopu, kreślący milcząco znak krzyża. Miłosierna dłoń Obecności, dająca schronienie zagubionej i dotkniętej cierpieniem ludzkości.

niedziela, 27 września 2026

 

Zbaw, Panie, lud Twój i pobłogosław dziedzictwo Twoje, zwycięstwem prawowiernych nad przeciwnikami obdarzaj i przez Krzyż Twój ochraniaj społeczność Twoją (Troparion). W krajobrazy naszych małych ojczyźnianych krain, wpisuje się geometryczny motyw krzyża. Pomimo programowo i ideologicznie uskutecznianego obrzydzania chrześcijaństwa, znak odkupionego człowieka – nieprzerwanie i milcząco przemawia do sumień, prowokując umysł do głębokiego namysłu nad rozerwanymi włóknami świata. Być może minęła era w której wznoszono imponujące stylistycznie katedry, ale najważniejsze ich zwieńczenie, niczym zwornik spina ludzkie pokolenia zanurzone w strumieniu czasu. „Zapominający Boga, lecz stale, zazdrośnie, żądny ubóstwienia, człowiek chciałby zawładnąć ziemią. Przejrzystość rzeczy zmienia w zwierciadło Narcyza” (O. Clement). Nasza epoka zakochana w świeckości i kulcie „złotego cielca,” napotyka niemy znak sprzeciwu który przekierowuje strumień myśli ku sprawom ważkim – szybującym ponad przeciętnością i banalnością egzystencji; ku transcendencji której głód jest ciągle nienasycony. Krzyż „kosmiczny znak wyciśnięty na niebie i na ziemi”(św. Grzegorz z Nyssy), odciśnięty niezmywalnie i nieusuwalnie na duszy chrześcijanina, wpisany w genotyp świata wychylonego ociężale ku wieczności. Historia świata naznaczona jest dialektyką Krzyża na którym nagie Ciało Baranka promieniuje mocą zwycięstwa nad śmiercią. „Przyjrzyjcie się całemu światu, czy mógłby zaistnieć bez krzyża !” – woła męczennik starożytnego Kościoła św. Justyn. Krzyże noszące Ukrzyżowanego, trony na których Wojownik ugodzony w boju odpoczywa po męce, wypowiadając testament swojej miłości. Materialnie sękaty, wygładzony, doszlifowany do perfekcji, dźwigający na sobie śpiącego, nagiego, upokorzonego, zmasakrowanego, czy przebóstwionego i zmartwychwstałego Bogaczłowieka. To wyobrażenie się zmienia, podłóg tradycji która będzie eksponowała odmienny akcent, czy emocjonalny ładunek, wyrastający z autentycznie i zupełnie indywidualnie lub wspólnotowo przeżywanej mistyki chwili. Wierzący w  Święto Podwyższenia Krzyża, powraca do fundamentalnego pytania które szamotało umysłami poprzednich pokoleń: Czy Bóg mógłby zbawić świat inaczej i nie poprzez krzyż ? Z pomocą przychodzi mądrość i błyskotliwość świętego Augustyna: „Mógł, ale gdyby tego dokonał, i tak nie zadowoliłoby to ludzkiej ignorancji.” Bułgakow twierdził, że religia bez świadectwa staje się martwa i w konfrontacji z piętrzącymi się wyzwaniami kapituluje. Jakże ważną w tym punkcie wydaje się intuicja rosyjskiego myśliciela jakim był Buchariew, który widział w Chrystusie „Baranka Bożego, który w pełni poniósł na sobie winę wszystkich błędów naszych myśli…” Jednym słowem, odkupił tragizm naszego błędnego przekonania i pychy umysłu. Samouniżenie Boskiego Piękna i Miłości – rozpostartego na ramionach drzewa jest źródłem zbawczej wolności. W kontekście tych przemyśleń rozumiem to, co próbowała wyrazić Simone Weil: „Jesteśmy ukrzyżowaniem Boga.”

czwartek, 24 września 2026

 

Czasami kroki czasu się zatrzymują i wtedy zapada cisza, czasem straszna… Każdy dzień to pewnego rodzaju gra miedzy beztroską a niepokojem wobec nieprzewidzianych kaprysów jutra. „Nie chodzi o to, żeby przewidywać przyszłość, ale żeby ją tworzyć”( Denis de Rougemont). Człowiek targuje się z Bogiem o odrobinę świętego spokoju i poczucie stabilizacji – towaru luksusowego – reglamentowanego dla tych, których nie niosą plecy wpływowych olbrzymów. Świat bez gwarancji bezpieczeństwa, zawieszony na nadwyrężonej gałęzi którą napręża grawitacja kłamstwa i przemocy. Jakże wielu ludzi nie ma odwagi być sobą. Czekają na instrukcję obsługi życia i klucze do wyjść ewakuacyjnych. Lęk przed wejściem w śmierć z otwartymi oczami ! Spóźnienie dociera do nas bolesna informacja, że wojna za naszą wschodnią granicą nie skończy się za szybko, a nawet przybiera coraz bardziej dramatyczne oblicze, rozszerzając w źrenicy oka pole śmiercionośnego rażenia. Jak coś się zacznie dziać to uciekaj do schronu którego nie ma, słyszymy podprogowe komunikaty w mediach. Ponieważ instrukcja obsługi na wypadek wojny, nie przewidziała braku miejsca schronienia, gdzie należy przeczekać preludium dramatu – rozsiąść się w fotelu i wyczekiwać rozbłysku. Politycy z szyderczym uśmiechem informują opinię publiczną, że na wypadek zagrożenia mają przygotowany plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami – od takimi jak na wakacyjny biwak. Z nieprzejrzystego cienia wychodzi zło, skrzętnie pudrowane i  kamuflowane,  przebudzając stan paniki i bezradności. W życiu każdej istoty nadchodzi dzień, kiedy trzeba wyruszyć w podróż z której się już nie wraca. Cywilizacja rozdrażnionych i neuropatycznych wędrowców których oko – niczym Cyklopa – fiksuje wszystko w samozachowawczym i gorączkowym pędzie chwili. Dusze wrażliwców inaczej przeżywają kaprysy historii, jej powtórzeń, tąpnięć, niespodziewanych zwrotów akcji. „Niebezpieczeństwo kryje się w uleganiu podszeptom pychy prowadzącej człowieka do tego, że sam siebie chce uczynić Bogiem”- twierdził nieprzedawnienie Blondel. Kiedy byt kruchy i przygodny uwierzy w to, że jest kimś na kształt nadczłowieka, to wtedy z wielką łatwością wyciągnie zawleczkę lub detonuje ładunek w tłumie uśmiechniętych i niczego nieświadomych przechodniów. Niegdyś Baudelaire zapytany o miejsce, gdzie pragnąłby żyć, odparł: „Gdziekolwiek, gdziekolwiek… byle tylko poza światem !” Pragnienie opuszczenia miejsca i wydostania się poza siebie, trapi wielu współczesnych ludzi refleksyjnie i zaangażowanie obserwujących antagonizmy politycznej gry miedzy przepychającymi się mocarstwami. „To świat finansów ze swoją Świątynią – pisał Evdokimov – Giełdą i jej żądnymi luksusu westalkami, polityczny świat ambicji i chciwości, zbiorowej neurozy, szalonych namiętności i wypaczonego erosa. Świat chwiejący się nad przepaścią, bez żadnej stabilności, utkany z mgieł i zaludniony widmami, który w każdej chwili grozi tym, że zniknie tak, rozwiewa się dym i topnieje w ogniu wosk.” Potrafią to dostrzec ci, którzy wyłączyli telewizory i wygasili poczytne strony internetowe, przecierając oczy nad ogromem wszędobylskiej głupoty i kłamstwa. Pewien młody mnich przyszedł do zaprawionego w ascetycznym życiu pustelnika i zapytał: „Mistrzu, naucz mnie, jak ocalić moją duszę i zdobyć zbawienie.” Mądry starzec spoglądając na niego odparł: „Zanim cię nauczę, idź i usiądź u podnóża wzgórza które widzisz i policz ziarenka piasku. Jak to uczynisz to wróć.” Uczeń nigdy nie wrócił, piasek, drobiny kamieni, czy partykuły liści niesionych przez wiatr – zawsze znajdziemy coś wokół siebie, co zaspokaja naszą potrzebę nieskończoności.

poniedziałek, 21 września 2026

 

Myślę, że większą część naszego życia stanowi poszukiwanie przyczyn istnienia, wykreślanie odcinków które należy pokonać przy licznych obliczeniach, które jakże często okazują się niesprawdzalne i niepotwierdzalne, co ostatecznie powoduje rozterkę i dezorientację. W tumulcie zalewających nas sprzecznych wiadomości, martwimy się o kształt jutra wydanego drapieżnym siłom losu. Eony zagubione w krzywiźnie czasu i historii ! Wszystko jest pewnego rodzaju grą – pomiędzy względnym spokojem – a rozpryskiem jakieś zabłąkanego pocisku, skracającego dystans kolejnego wybuchu. W pogróżkach mocarstw odżyło widomo nuklearnej zagłady. Nawet jeśli to tylko słowa, to niosą one siłę paraliżującego umysł lęku. Znowu wszystko wrze i stoi nad przepaścią jakiejś trudnej do określenia katastrofy. Niektórzy ludzie będący na skraju apokaliptycznego obłąkania, zwiastują bez domieszki błędu koniec tego zapętlonego w swoich problemach świata. Czy można dać im wiarę ? „Nic nie jest brudniejsze niż miłość własna”- pisała Yourcenar. Ten brudny osad zatruwa dusze i jakże często popycha ludzi do egoizmu i szaleństwa przemocy. Nic nas nie nauczył XX wiek i dramat dwóch wojen światowych – torfowisk martwych ciał i pogwałconej ze wszech miar wolności. Ciągle przedzieramy się przez mgłę, przywyknięci do względnego spokoju i bezpiecznego domu w którym nic złego nie może się nam wydarzyć. Tak bardzo wszyscy byli zbulwersowani kiedy patriarcha Rosji Cyryl oświadczył w jednym ze swoich wystąpień, o „metafizyce wojny” i tu zapętlony w spirali zła pasterz Cerkwi miał szczyptę racji. Ponieważ każde zło rozpoczyna się w sercu człowieka, jego pragnieniach, zamiarach i planach, czekających na realizację. Kiedyś życzeniem zarośniętego Marksa, było aby wyjść ze sfery wierzeń do sfery faktów. A te złożone niczym puzzle potrafią niepokoić. Na świecie są swa rodzaje ludzi. Ci, którzy pukają do drzwi i wchodzą, ponieważ nikt im ich nie otwiera, oraz drudzy, którzy pukają do drzwi i cierpliwie czekają – zostając na miejscu- ponieważ drzwi są zamknięte. Ten pierwszy wariant może okazać się brutalnym wtargnięciem. „Rodzimy się, żyjemy, umieramy w sercu bagna, gasnącego piekła, w sercu popiołów – wciąż ciepłych – stworzenia, które rozpaliło miliony ognisk gwiazd we wszechświecie, które potrafiło utworzyć noc, światło, gwiazdy, ale nie potrafiło dać człowiekowi istoty ani wielkości, która jak sądzono, była jego prawem”(J. Lacarriere). Bóg musi szlochać przyglądając jak nieporadnie posługujemy się wolnością i jak w imię najbardziej szlachetnych haseł wzniecamy pożogę, spuszczając z łańcuchów wygłodniałe biesy. „Sumienie jest narzędziem trwałym, ale trudnym w obsłudze. Nigdy nie odstawimy go do kąta, ale prawie zawsze coś w nim szwankuje. To jakby zegar, którego wskazówki wciąż się poruszają, ale niestety godzina, jaką wskazują, jest nieprawidłowa… Dziełem mądrości jest oddalenie się o tych napierających prądów i wyregulowanie naszego zegara według słońca, to znaczy sumienia Boga, którego nasze sumienie jest tylko zatartym i zniekształconym obrazem”- rozmyślał Gustave Thibon.  Wektor sumienia. To jedyny ratunek dla niewyraźnej i labilnej przyszłości !

niedziela, 20 września 2026

 

Podobnie też [jest z królestwem niebieskim] jak z pewnym człowiekiem, który mając udać się w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał (Mt 25,14-30).

Światoobraz przypowieści nakreślonej przez Chrystusa wymaga od słuchaczy nie tylko elastyczności umysłu, co umiejętności czytania pomiędzy wierszami; drganie serca pośród napierającego zewsząd rozproszenia. Zdać rachunek przed Bogiem ! „Człowiek jest istotą dramatyczną, stającą się, niespokojną, zadaną samej sobie, istotą ocalającą swoje człowieczeństwo lub zatracającą się w egoizmie własnych dróg i wyborów wolności”- pisał W. Hryniewicz. Mamy tu wydźwięk eschatologiczny, wskazujący na rzeczywistość która nastanie jutro, a poprzedzać ją będzie dobrze i bez szemrania wykonana praca. Człowiek wiary ma zakasać rękawy i wziąć się do roboty, wbrew kalkulacją finansowym i oglądaniu się na innych. Pojemność konta w tej chwili nie jest ważna, liczy się jedynie wynik końcowy. Słowo Boga „jest proklamacją, w której realizuje się nadejście tego, co jest proklamowane”(K. Rahner). Obwieszczona rzeczywistość nowego czasu, wymaga udziału człowieka, mobilizacji, intelektualnych sprawności, talentów, a nade wszystko charyzmatycznej dyspozycyjności do zadań które przerastają najśmielsze oczekiwania i ludzkie siły. Bóg udziela człowiekowi darów i mocy do ich realizacji, aby je pomnożył. Radość niezależności i głębokiego namysłu. Czas „nieobecności” właściciela jest momentem próby, dojrzałości i odpowiedzialności. Egzamin z wiary i pracowitości, sprytu i dalekowzroczności. Jedność odzwierciedlona w eklezjalnym działaniu i twórczości. Czas inwestowania- „maklerski gwar”- mający na celu pomnożyć dobra i dystrybuować je, urzeczywistniając zarys krajobrazu Królestwa Bożego. „Cóż zaś większego może być dane wiernemu słudze, jeśli nie to, że może być razem z panem i oglądać radość swojego pana”- pyta św. Hieronim. Raj jest za drzwiami, a my posiadamy do niego klucze. Piękno wyczekiwanego świata musi przyczynić się do stanowczego działania na miarę osobistych predyspozycji, porzucając dogmat nicości, aby ostatecznie przekonać się jak cudowny jest oddech w Bogu. Zwrócić się ku niebu, nawet wtedy kiedy się zagubimy, roztrwonimy talenty i zaszyjemy się wstydliwie na peryferiach. Możemy wrócić do początku i zacząć jeszcze raz, a „łzy wyrzeźbią w nas warstwę nowej świadomości, będą czymś więcej, niż smutek, bunt czy rozpacz”(J. I. Leloup). Prawdziwe i pełne życie zaczyna się tutaj i ma swój finalny akord po drugiej stronie. Kończę to rozważanie modlitewnym westchnieniem nadziei Nersesa Snorhali: „W moich rękach leży czynienie dobra. Daj mi łaskę, abym przez talent mógł się Tobie jeszcze spodobać.”

wtorek, 15 września 2026

 

Poczekalnia myśli które trzeba właściwie dobierać, ważyć, dopasowywać na miarę codzienności w której przyszło oddychać i jakoś żyć. „Myśl – podobnie jak światło czy kolor – jest zjawiskiem nieposiadającym stanu. Błyska i znika, rozpada się. Trzeba było wynaleźć literaturę, by myśl stała się zjawiskiem odczuwalnym”- twierdził Sandor Marai. Teksty powstają z nalotu wspomnień i przetrawionych osobiście historii. W dzieciństwie wszystko jest niespodzianką, każda chwila i odkryte miejsce jest magiczną krainą upojenia szczęściem. „Być wszędzie, rozlać się w zapachach, rozkwitać w kwiatach, popłynąć wodą, drgać jak dźwięk, świecić jak światło, wtulić się we wszystkie kształty, przeniknąć wszystkie atomy, zejść do samej głębi – być Materią !” – jak pisał upojnie Flaubert. Dorastanie to okres podekscytowania i mocowania się żywiołami które niczym wulkany przebudzają się z uśpienia i czekają na coś w rodzaju erupcji. A później przychodzi dorosłość i gwałtowne przyśpieszenie czasu, czyniącego z dzieci o szeroko otwartych zmysłach, wędrowców odmierzających każdy kolejno postawiony krok ku śmierci. Kowale własnego losu, zdanego na kaprysy innych. Potykanie się, upadki i podnoszenie się z nich to sztuka wymagająca i wyczerpująca. Poszukujemy straconego czasu i kurczowo wypatrujemy świtu, kiedy ponownie zbudzi nas ciepły jak mleko, głos matki i jej delikatna dłoń na twarzy zaspanego i niechętnego do wstania z łóżka małego buntownika. Później przychodzi sztorm miłości. Serce zaczyna bić intensywnie a ciało wiotczeje pod naporem siły która mogłaby stać się wiecznym trwaniem naprzeciw paraliżującego rozum żywiołu. Eros rozprzestrzenia się w obiegu ciała, czyniąc je darem i świątynią najwznioślejszej modlitwy. Pierwszy styk ust którego smak i nieudolność pozostanie w pamięci, a po nim wszystkie inne pocałunki będą jedynie powrotem do tego pierwszego momentu przekroczonej intymności – innego i jakże boskiego Ty. Ta na pozór ekstaza będzie trwać do pierwszego zawału serca i miłosnego zawodu, którego najczęstszą wirusową infekcją jest egoizm której ze stron. „Nie przemówię do ciebie, lecz będę myślał o tobie, gdy usiądę samotny lub samotny zbudzę się w nocy, Będę czekał, bo nie wątpię, że spotkam cię znowu, I zadbam o to, aby cię nie utracić”- dotkliwie wyrazi to napięcie język poezji. Poturbowana i przetrącona przez los istota, będzie zbierać okruchy sensu, aby powstać i pójść dalej. To wszystko przywodzi malarskie stadia przemian postaci w momencie przesypywanej klepsydry. Panta rei aby dotrzeć do oceanu światła. Na końcu jesień i obumieranie liści z drzewa które rodziło owoce i nagle zastygło – stając się suchą i niezwracającą na siebie uwagi ikebaną. W jej wnętrzu zachowała się jednak starcza mądrość której młodość nie rozumie i prześmiewczo ignoruje. Ona nie musi już nikomu nic udowadniać; jej ostatnim zadaniem jest milczące wyczekiwanie wieczności. Znowu czekamy na towarzyszącą czułość i muśnięcie dłoni. Następuje wyjście ku tajemnicy którą chrześcijaństwo bezpośrednio utożsamia z nadzieją. Przeżycie bliskie biblijnemu Hiobowi, bez narzekania i dokonujące się w milczącej zgodzie na to, co nieuniknione i do teraz zakryte. To powtórne przejście przez rodny kanał, a u jego nasady oślepiające światło nowonarodzonego. Ciało walczy i opiera się cierpieniu, ale musi  przekroczyć ten punkt newralgiczny – aby wszystko przeniknął powiew życia - zmartwychwstanie. Gasną oczy. Skóra staje się pofałdowanym pergaminem nieodwracalnych zmian. Kości kruszeją jak wysuszona gruda ziemi. Aby mogło pokonać gwiezdną ławicę ku bramom Nieba, musi zejść w ciemną szczelinę chwilowej samotności i rozkładu. Śmierć i monada czekająca na bilet wstępu! Ostatnia poważna inicjacja bytu rozumnego. Wszystko staje się prochem i cieniem „tak że ciemność będzie światłem a bezruch tańcem.” To jedno z najkrótszych streszczeń historii człowieka. Proust zagniłby mnie za pominięcia i uogólnienia, ale Bóg który na zegarek nie zerka, oddałby mi słuszność intencji. Kończy się czas stawianych pytań. Nastaje czas odpowiedzi i miłosnego teraz !

niedziela, 13 września 2026

 

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (Mt 22,35-46). Miłość do Boga i człowieka, nie można opisać tylko i wyłącznie słowami oscylującymi w kategorii uczuć, pragnień, tęsknot, szczęścia… Właściwie na gruncie teologii i praktycznego przekraczania jej- miłość- implikuje wszystko w człowieku, całe jestestwo zostaje zdeterminowane, aby być naprzeciw tego Drugiego. „Miłować to odnajdywać własne dobro poza samym sobą i wiedzieć, że nie można go osiągnąć inaczej, jak tylko przez wolny dar z siebie”(S. Tugwell). Ten stan odniesienia wypływa z przestrzeni serca i jest mniej dyskursywny, niż komuś się może wydawać. Miłość wymaga czytelnych i jednoznacznych aktów. „Prawdziwa wartość miłości polega na tym, że zawsze rozrzutnie darzy sobą niegodnych”(R. Tagore). Miłość wymaga przestrzegania przykazań- to fundament na którym powstaje gmach uczuć, emocji, gestów i pragnień skierowanych ku Bogu oraz drugiemu człowiekowi. „Kto kocha Boga, kocha też bez reszty swego bliźniego”- pisał św. Maksym. Taka miłość kosztuje; nie jest płytka, krótkowzroczna, opakowana kaprysami chwili czy zmieniających się nastrojów. Miłość prawdziwa jest stała, kreatywna, detonująca przytwierdzone do serca znamiona egoizmu i pychy. Miłość otwiera i udrażnia zatamowane arterie dobra. Miłość jest „lekarstwem na nasze grzechy”- rodzi współczucie, wrażliwość, współodczuwanie cierpienia z innymi, uśmierza ból egzystencjalnych porażek. Aby kochać prawdziwie, trzeba przejść przez doświadczenie cierpienia. „Boga trzeba kochać, by bolały mięśnie i kości”- mówił św. br. Albert. Z tego „bólu” rodzi się świat przepełniony ogniem miłości. „Kiedy Twoja miłość jest już przyjęta i otwierają się przed Tobą ramiona, wówczas proś Boga, niech zachowa tę miłość od zepsucia…”(A. Exupery). Jak sobie poradzić z tą koncepcją Chrystusowej miłości ? Możemy przytaknąć i przyznać rację jak faryzeusze; ale za chwilę wrócić do swojego schematu myślenia. A może spróbować żyć inaczej- nasycać życie Miłością.

 

 

poniedziałek, 7 września 2026

 

Gdybym tylko mógł spowolnić czas. Lepiszczem zaklajstrować szczeliny przez które przecieka i znajduje ujście ku śmierci. Łudzę się, że zostało mi jeszcze trochę życia, że zdążę na czas opisać słowami to, co łapczywie rejestrują moje oczy i dotykają dłonie. Pisarz jest opowiadaczem historii – najpierw swojej, a następnie tych innych – przedłożonej trochę na kształt mitu o uniwersalnym przesłaniu dla wszystkich, którzy zapragną stać się jego częścią. „Piszę, żeby się przeglądać”- twierdził Michaux. Śniło mi się, że mam nowotwór mózgu i gasnę niczym roślina pozbawiony światła i wody. Tracę trzeźwość zmysłów. Oczy przestają wiedzieć a uszy stają się częścią kosmicznego milczenia odległych planet. Z powodu nacisku guza na mózg, nie mogę  poruszyć dłonią ani palcami, a głowa staje się wielką dynią czekającą na zgnicie i eksplozję od środka. To paskudna fabuła, odstręczająca skutecznie czytelnika, obniżająca amplitudę życiowych motywacji i aspiracji do zrobienia czegokolwiek. Jeżeli ktoś w tym miejscu przestanie mnie czytać zrozumiem i nie będę się gniewał. „Słowa są naszymi pierwszymi nauczycielami śmierci. Pierwszym sygnałem rozdzielności między ciałami i ich nazwami”- spostrzegł w Fizyce smutku Gospodinow. Jako pięcioletni chłopiec będąc z wizytą u przyjaciół moich rodziców, otworzyłem drzwi do piwnicy ich nowo wybudowanego domu i spadłem z kilku merów w ciemność na beton. Z domu do piwnicy nie było jeszcze schodów, a drzwi nie były zakluczone. Ciekawość dziecka i pierwszy postawiony krok – najprostszy przepis na tragedię. Przerażenie, płacz i ból przeszywający dość giętkie ciało chłopca, wiezione w panice i pośpiechu do szpitala fiatem 125 p. Czy to już koniec ? Pewnie ma kręgosłup połamany w kilku miejscach – szeptali w nerwach. Takie myśli rozbijały się o brzeg świadomości moich rodziców. Prześwietlenie i zdumienie trzech zawezwanych lekarzy, że dziecko jest całe i zdrowe, poza krwawiącą od przetarcia o beton twarzą. Kot który spadł na cztery łapy. Cud ? Słowo które wyszeptał nieporadnie jeden z medyków pochylony nade mną kiedy zagryzałem z nerwów suchą bułkę. Ojciec po powrocie do domu na klęczkach ze łzami w oczach długo się modlił. Tego dnia Bóg rozdzielał błogosławieństwa i rozpylał eliksir życia. Przez dwa dni nic nie mówiłem. Nosiłem bolesne wspomnienie ciała bezładnie spadającego w dół. Byłem jak Odys schodzący do Hadesu po radę jak żyć i jaki obrać dalszy kierunek drogi. W rodzinie już nigdy więcej nie wracaliśmy do tego feralnego wydarzenia. Wryło się w moją pamięć mocno, stając się mądrą lekcją ostrożności. Tylko słowa potrafią właściwie rezonować z naszą przeszłością. Kończę słowami poeta Whitmana „Pomyśl o czasie, kiedy jeszcze się nie urodziłeś; Pomyśl o czasie, kiedy stałeś obok umierających; Pomyśl o czasie, kiedy twoje ciało będzie umierać.” Dodam od siebie: Pomyśl o czasie, kiedy twoje ciało będzie zmartwychwstałe !

niedziela, 6 września 2026

 

A Jezus znowu w przypowieściach mówił do nich: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: "Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!" Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: "Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie"…(Mt 22,1-14).

W Ewangelii Chrystus tworzy obrazy które mają sugestywnie dotrzeć do odbiorcy. „Żyć w Chrystusie, to żyć już tu i teraz poza śmiercią, to pozwolić zakiełkować w sobie ziarnu „ciała chwalebnego”(O. Clement). Przypowieści są wielką szkołą mądrości, ale jednocześnie zaszyfrowanym i nie łatwym do bezpośredniego odczytania przesłaniem. W przekazie Mateusza wyłaniają się dwa plany – weselna uczta królewska i motyw biesiadnika nie ubranego w strój weselny. „Wiara jest początkiem rozumienia”- przekonuje nas św. Cyryl Aleksandryjski. Kluczowe dla rozszyfrowania tego eschatologicznego przesłania są słowa klucze- zaproszenie i ostrzeżenie przed wypowiedzeniem Bogu „biletu wstępu.” Akcent zostaje silne położony na wolność człowieka i jego osobisty wybór. Przyjęcie lub odmowa zaproszenia. Pan domu którym jawi się sam Bóg, wyraża pragnienie i przynagla, aby wszyscy stali się uczestnikami jego radości; obficie czerpali z owoców zbawienia. Z przypowieści emanuje prawda o ludzkim nawróceniu, perspektywie serca, otwartych oczach, dostrzegających już dalekosiężnie przygotowane dary szczęśliwości do których dostęp ma każdy bez wyjątku. On jest przyszłością i Tym w którym dokonuje się odkupienie czasu i determinującym przez miłość optymistyczne wydarzenie końca. Nie stwarza miejsce eksterminacji i cierpienia, ale nadziei z której wyłania się „nowe stworzenie”- istota świtu. „Oko, którym dostrzegam Boga, jest zarazem okiem, przez które patrzy na mnie Bóg”- powie Mistrz Eckhart. Los człowieka jest losem Boga i przenika go czułość, miłość i troska. „W domu Ojca jest mieszkań wiele”(J 14,2). „Z przypowieści Jezusa wyłania się obraz Boga jako miłosiernego Ojca- pisał W. Hryniewicz- który oczekuje powrotu tych, którzy pobłądzili, wybacza winy, przekonuje, zaprasza, wzywa do zmiany myślenia i sposobu życia. Bóg Jezusa dale wszystkim szansę nowego początku. Nikomu tej szansy nie odmawia… Siła illokucyjna przypowieści skierowana jest dla każdego, przekracza wszelkie granice, etniczne, kulturowe i religijne.” W perspektywie przyszłości rysuje się wizja ludzkości przenikniętej obecnością Boga i darem nieśmiertelności. „Byt skończony powraca do Nieskończonego, z którego wyszedł, do którego zmierza, w którym już jest”- rozmyślał J.Y. Leloup. Chrześcijanin staje się ikoną Obecności. Promieniem w Słońcu. Kroplą wody w ocenie wiecznego drgania i istnienia. Materią przebóstwioną. Biesiadnikiem Miłości !

wtorek, 1 września 2026

 

Początek września jest zawsze pełen obaw. Światło miesiąca w którym dogasa lato. Nadmiar wspomnień wieńczących beztroskę rozleniwionego w czasie urlopu. Naprzeciw tego szturmujące głowę myśli. Jak być mądrym w niemądrym świecie ? Jak widzieć będąc otoczonym ślepcami ? Jak słyszeć kiedy wszystko zdaje się być jazgotem, kakofonią, słowotokiem fraz rzucanych na wiatr ? W jaki sposób dokonać uników tam, gdzie pojawiają się chropowate słowa, marudne sformułowane pytania, fałszywo brzmiące dźwięki, czy trącące jakimś rodzajem zawiści spojrzenia ? Czas pochłania wszystko, trawiąc powoli i dyskretnie ludzkie sprawy którymi tak od niechcenia – ale z konieczności się obrasta w tłuszcz. Starłem kurz na półkach mojej opasłej biblioteczki. Przetarłem szybę okna z szacunku do brata słońce, który nie przysyła rachunku za energię. W końcu jak sądził Hugo: „Nauczyciel jest ogrodnikiem ludzkiej inteligencji.” Powinien dbać o swoje atelier i narzędzia którymi będzie się posługiwał. Książki są jak najlepsi przyjaciele o których się przypomina w momencie amnezji i intelektualnego bezdroża. Wierne i uszeregowane alfabetycznie i tematycznie. Alchemia słowa i magia budowania za ich pomocą cudownych miejsc które można dzięki wysiłkowi wyobraźni odwiedzić. Książki w twardej lub miękkiej obwolucie, ze złotą bordiurą, pożółkłe i ugryzione zębem przeszłości. Pozwalają przetrwać nawałnice zapracowania i znudzenia w deszczowe dni. Jednak zwleka się na mnie, moment tęsknoty za moimi uczniami. To jest inna forma kontaktu, której pasmem transmisyjnym jest świeżość młodych umysłów, czekających na wybudzenie, ów prometejski i wykradziony wprost z tygla wiedzy żar. Pozwolić mu wybuchnąć jak gejzerowi. Młodość charakteryzuje się ciekawością, tak jak starość pewnością i doświadczeniem przemijania. To przepoczwarzenie larw w piękne motyle, oblepione brokatem kwiatowych pyłków. Prawdziwych mistrzów rozpoznaje się po takim rodzaju tęsknoty. Skoro mam siłę wstać z łóżka i wykonać kilka fizycznych wygibasów, to jeszcze mogę coś wywalczyć w przestrzeni wiedzy, którą można porównać do walki Tezeusza z Minotaurem lub mocowania biblijnego Jakuba z Aniołem. „Granice mego języka oznaczają granice mego świata”- twierdził Wittgenstein. Czasami przesuwam te granice lub otwieram ich bramy tak szeroko, aby młodzi mogli tam zajrzeć i przekonać się, iż istnieje inna rzeczywistość – którą jakże nachalnie przesłania ekran telefonu komórkowego, tabletu i Bóg wie jeszcze czego... Przestrzeń ciekawości i dyskursu, powabów pędzących ku lekturze szeleszczących  książek, czy poskramianych wzrokiem dzieł sztuki z którymi można się zaprzyjaźnić, czy poczynić milczący dialog. Myślenie samodzielne i postrzeganie, gra zmysłów na których opiera się sztuka wychowania człowieka dojrzałego i przysposobionego w chwytaniu idei. Mądrość demaskuje głupotę. Drogą wyboistą do niej jest lekko przeterminowana edukacja !  Szkoła – archaiczna instytucja -  służy nie tyle wychowaniu człowieka spolegliwego i przewidywalnego w swoim etosie rozlicznych kombinacji przyzwoitego zachowania, lecz kogoś kto szuka pytając, a nie mogąc znaleźć odpowiedzi z odwagą śmiałka, forsuje w impecie zaryglowane drzwi poznania. Ewangelicznie szukać aż się znajdzie i nie ustawać w powziętych zamiarach ! „Nie uczy się ludzi, jak być ludźmi, a uczy się ich wszystkiego innego; im zaś nigdy tyle nie zależy na reszcie, co na tym, aby być ludźmi”- wyzna mądry Pascal. Szkoła to nie targowisko próżności i czerwony pasek na świstku papieru, to wydobywanie człowieka z głębi jego ograniczeń, leków i niedowierzań w żywioł własnych możliwości i zasobności intelektu który bywa zakotwiczony  w bierności lub letargu. Rzeczywistość odczuwalna i upajająca tak mocno, iż umysł wariuje na podobieństwo szlachetnego odkrywcy nowego lądu. „Świat rozumiem tylko wtedy, gdy patrząc na cud jego istnienia, odczuwam drżenie”(B. Hamvas). Nie trzeba dokonać wielkich rzeczy. Wystarczy usiąść na skraju drogi lub wzgórza i chłonąć wiedzę z tej wielkiej biblioteki życia.

niedziela, 30 sierpnia 2026

 

Tyle wspaniałych książek napisano o cnotach Maryi. Opiewano Jej kobiecość, akcentowano walory bezgranicznego oddania i głębię wiary. Czy ktoś napisał o Jej twarzy ? A przecież jak mówił Terrien „Syn Boży uczynił Kościół na obraz swej Matki.” Ikona Czarnej Madonny ma najpiękniejszą twarz matki. Twarz jest wyrazistym traktatem teologicznym- który należy czytać, wzrokiem i sercem. Belting w Historii twarzy, pisał o twarzy jako najbardziej indywidualnej części ciała i elemencie tożsamości człowieka. W Jasnogórskim wizerunku całe pokolenia przyglądały się twarzy Matki; dostrzegając objawienie piękna, czułości, macierzyństwa, spokoju, ufności... Nie zabrakło tam również cienia strapienia i bólu. „Matka Boża to czarna ziemia nasza, i wielka w tym radość człowieka” (F. Dostojewski). Żadna inna ikona nie wyraża lepiej duchowych przeżyć jakie zatrzymują się na twarzy Maryi, wypisanej w kolorze ziemi. Tu zdają się szczególnie wybrzmiewać słowa św. Grzegorza Palamasa: „Chcąc stworzyć obraz piękna absolutnego i okazać jasno aniołom i ludziom moc swojej sztuki, Bóg zaprawdę uczynił Maryję najpiękniejszą. Połączył w Niej piękno, które rozdzielił innym stworzeniom, i uczynił Ją wspólną ozdobą wszystkich bytów widzialnych i niewidzialnych, a raczej połączył w Niej całą doskonałość boską, anielską i ludzką, delikatne piękno, ozdobę dwóch światów...” Dziewica typu Hodegetria, „Ta, która wskazuje drogę”, o „twarzy czarnej jak namioty patriarchów”- piastująca na rękach Zbawiciela świata, ogarniająca spojrzeniem ludzkie historie i troski. Oblicze Matki- oczy ciemne jak węgle, przenikliwe i wypełnione miłością, można w nich dostrzec wieczność. Usta delikatne i wąskie jakby szeptające Ewangelię nadziei adresowaną wprost dla prostaczków i potłuczonych przez życie. Na twarzy dwie blizny- stygmat ludzkiej bezmyślności i niewiary. Maryja uczestniczy w tej liturgii uwielbienia w milczeniu: zachowuje dokładnie w pamięci to, co Jej się wydarzyło, i stara się zrozumieć znaczenie tych wydarzeń. Tego wizerunku nie sposób zapomnieć, utrwala się w zbiorowej pamięci narodu i indywidualnych osób. „Znam na pamięć jasnogórskie rysy..., wiem po ciemku, gdzie twarz Twoja i koral, gdzie Twa rana, Dzieciątko i berło. Ręką farby sukni odgadnę- złote ramy, cyprysowe drewno- lecz dopiero gdzieś za swym obrazem żywa jesteś i milczysz ze mną”- wzdychał poetycko Jan Twardowski. Z twarzy tak wiele możemy powiedzieć o kimś innym- nawet nieznanym, jeszcze nieobarczonym społeczną projekcja stereotypów. Z twarzy Maryi można wyczytać tak wiele, a nade wszystko ciepło matczyne zagarniającego tak silnie wszystkich, którzy znajdą się w promieniu Jej bliskości. Matka każdego z nas, mówiąca przyciszonym głosem, miarowo: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.”

wtorek, 25 sierpnia 2026

 

Nie ma już czarodziejskiego świata. Zostawiono cię. Jakże melancholijny ton ma wyrażona przez Borgesa myśl. Samotność na peryferiach podekscytowanego wszystkim i niczym miasta. „Mam jedną radę: nigdy, ale to nigdy nie odwiedzajcie miejsca, które opuściliście jako dzieci - pisał Gospodinov- Zostało podmienione, opróżnione przez czas, opuszczone, widmo. Tam. Nie ma. Nic.” Napawa mnie smutkiem świadomość, iż świat w którym się wychowałem i który mnie ukształtował - przechodzi do lamusa – w niebyt. Świat w którym obserwacja i zdumienie, połączone z wytężoną pracą umysłu, pozwalało czytać rzeczywistość w wielu fascynujących wymiarach, staje się migotliwym wspomnieniem ludzi cierpliwych i intelektualnie pracowitych: odmieńców i wrażliwców potrafiących marzyć oraz stawiać twórcze i dotykające niemalże kosmosu czy wieczności pytania. Nawet trawa i kwiaty inaczej pachną, niż wtedy kiedy pozbawiały mnie tchu i wymuszały miłosny uśmiech. W dobie AI nasze codzienne życie, praca i edukacja ulegają dramatycznym zmianom. Ludzie z tytułami naukowymi sięgają po te narzędzie, rezygnując z trudu przebywania w bibliotece – miejscu które wykarmiło mądrością gigantów nauki i kultury. „Czemuż wszystko się kurczy, wszystko chce się rozmienić na drobne, ścieśnić się, ustąpić w cień…”nie bez przesady, utyskiwał w Szkicu o mieszczuchu Dostojewski. Wszystko stało się paskudnie banalne, tendencyjne i głupie, zamknięte w dossier ludzkiego inwentarza. Żyjemy szybko i myślmy szybko, bez wczorajszej delektacji i zauroczenia. Przechodzień z dostępem do śmigającego w zawrotnym tempie Internetu, uważa się za „mędrca” znajdującego od zaraz odpowiedzi dotyczące fragmentarycznie, ale jakże przekonująco zdeponowanej gdzieś tam, każdej dziedziny wiedzy. Lecz kiedy odbierze się istocie dwunożnej narzędzie, nagle staje się jak dziecko we mgle. Jak ślepiec potykający się o własną nogę i spadający twarzą na bruk. To nie satyra, a jedynie częściowa prawda o człowieku zalogowanym. Obowiązek obserwatora każde mi nadmienić jeszcze, że ten scenariusz może mieć miejsce i będzie miał tragiczne konsekwencje dla jednostki stającej przed koniecznością zaufania własnym siłom i zasobności swojej wiedzy która, co tragikomiczne  jest już tylko śladowa. „Kultura nie jest posiadaniem dobrze zaopatrzonego magazynu wiadomości, lecz zdolnością jaką ma nasz umysł do zrozumienia życia”- pisał Alberto Moravia. Nie chcemy rozumieć życia i tego, co nas zewsząd otacza. Człowiek pragnie być nieśmiertelny w śmiertelnym przeżywaniu swojej cielesności, obarczonej temporalnością i skazami. Jesteśmy gotowi na wszystko, byle usłyszeć komplement o pięknie naszej materialnej powłoki w która jesteśmy przez Stwórcę odziani. Przestaliśmy cenić mądrość, porzucając ją na rzecz sprytu i strategii obliczonej na sukces lub porażkę. „Ułomna pozbawiona dotyku i zmysłu relacji cywilizacja zamraża piękno w obiektywnym spektaklu, którym handluje. Wszędzie odciśnięta nagość, martwy spektakl erosa, którego trudno rozpoznać w otchłani pustki, między spektaklem i widzem”(Ch. Yannaras). Potrzebujemy pustyni, gdzie schowane w krajobrazie śmierci źródła, czekają na odkrycie. Tam potrafią opaść z ludzkiej twarzy maski które przesłaniają obraz prawdziwego Piękna.

niedziela, 23 sierpnia 2026

 

A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i zapytał: «Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?»… Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego…(Mt 19,16-26).

Mając ponad dwadzieścia lat człowiek kpi sobie i naigrywa się ze słów, że coś musi zrobić, zmienić, przewartościować. Przy zasobności portfela i konta, wszystko jest chwilą pochwyconego w ekscytacji szczęścia. Młodość potrafi karmić się złudzeniami i poddaje się szybko wyczerpującemu zużyciu. Jest się przekonanym o wieczności ciała i wszystko jest podporządkowane temu iluzorycznemu przeświadczeniu. Zło uzewnętrznia się w miejscach pięknych i niespodziewanie obezwładnia. W pulsującym życiu miasta odkrywa uciechy które zagłuszą każde wewnętrzne poruszenie duszy, znieczulą to, co potrafi uchwycić przenikliwe spojrzenie Chrystusa. Mistrz w tej przejmującej rozmowie, nie karze młodzieńcowi narzucić sobie ubóstwa i poślubić „pani biedy.” Daje mu szansę spojrzenia z innej perspektywy – z pozycji kogoś kto jest wolny i pozbawiony jakichkolwiek zabezpieczeń. „Rządzi tu perspektywa serca, które rysuje to, czego nie ma, aby lepiej dostrzec to, co jest.” Nasz świat stał targowiskiem próżności, a człowiek w nim zakorzeniony marionetką zaślepioną tragiczną parodią posiadania i kolekcjonowania przyjemności. Pod powierzchnią bogactwa kryje się pułapka, zasysająca umysł i wolę, przepaść do której wpadasz i nie możesz już o własnych siłach się wydostać. Według św. Bazylego Wielkiego „grzech jest brzemieniem który ciągnie duszę do piekła.” Zachłanna rzeczywistość obrzydliwie bogatych ludzi z tabloidów, gdzie po pozorami maksymalnie konsumowanych przyjemności, kryje się piekło samotności, niezrozumienia i balansowanie na krawędzie życia i śmierci. Luksus, największa pułapka naszej zagmatwanej egzystencji. W oparach adrenaliny stymulowanej alkoholem, narkotykami i seksem, można spłynąć do rynsztoku. „Życie zwrócone ku pieniądzom jest śmiercią”(A. Camus). Można się w tym zagubić i zatracić, ześwinić jak inny młodzieniec z przypowieści o marnotrawnym synu. Wbrew logice zachłanności, bankrutując można zyskać więcej. „Na wszystko, co jest na świecie, patrz jak na znikający cień i do niczego się nie przywiązuj, niczego nie uważaj za wielkie i w niczym nie pokładaj nadziei”- pouczał św. Jan z Kronsztadzki. Człowiek wywodzący się ze środowiska posiadaczy marzy o czymś więcej. Pomimo posiadania tak wiele, odczuwa niedosyt i rozczarowanie sobą. Pyta się swojego serca, miota się wewnętrznie i szuka natychmiastowego remedium na ten stan rzeczy. Nikt za niego życia nie przeżyje. Ten kto jest zdolny do rezygnacji z czegoś, potrafi być przyjacielem Boga i „biednym bratem wszystkich.” Zaczyna rozumieć ból i łzy świata, kruchość i głód – bezdomność tych którzy urodzili się poza wystawnie umeblowanym życiem. W oczach odtrąconych i zmarginalizowanych jest blik Raju. Nie był wstanie zrozumieć i udźwignąć przynaglenia Chrystusa. Odszedł zasmucony. „Tylko ten jest prawdziwie samotny, kto obcy jest samemu sobie”(I. Brianczaninow). Odszedł zrezygnowany i smutny ! Rzeczywistość ludzka oszalała od pokusy posiadania i konsumowania. Niech mądrym przesłaniem będą dla nas słowa św. Augustyna: „Dobra tymczasowe satysfakcjonują jedynie tych, którzy nigdy nie zaznali nawet pragnienia dóbr wiecznych.”

środa, 19 sierpnia 2026

 

Święto Taboru. Przemienienie Pańskie. Misterium Światła. Góra Obecności. Cud Spotkania ! To tylko kilka pięknych określeń święta które prawosławie celebruje z wielką pieczołowitością i duchową świadomością, podrywającą chrześcijan ku przemienieniu które stanowi rdzeń jego mistyki. Szczyt góry Tabor – święte miejsce par excellence- gdzie oczy apostołów dotyka emanacja Boskiego Światła. Utkane świetlistością ciało Chrystusa pozostanie w pamięci uczniów, rozszerzając tym samym geografię biblijnej Palestyny o kolejne miejsce o wymiarze teofanicznym i trynitarnym. W takiej przestrzeni dokonuje się bezpośrednia łączność z sacrum i dialog z Tym, którego oczy starotestamentalnych proroków i patriarchów, nie mogły zobaczyć – a stawały w postawie świętego drżenia i pokory. Święty Grzegorz Palamas objaśnia to wydarzenie: „Chrystus nie przyjął wówczas na Siebie nic obcego, nie przybrał nowej postaci, ale po prostu objawił się swoim uczniom, kim jest.” Przemienienie to odsłonięcie się dla ludzkiej percepcji ukazanie się chwały Bożej Drugiej Osoby Trójcy Świętej. „Tym, którzy postępują w wierze jak Piotr, wstępują w nadziei jak Jakub i sięgają doskonałości w miłości jak Jan, Pan – który wstąpił na szczyt teologii – przemienia się. On to w objawieniu i w zjawieniu właściwym czystemu Słowu rozbłyskuje w ich obliczu niczym słońce i w pojęciach niewymownej mądrości staje się błyszczący niczym światło. W nich to widać Słowo, które stoi miedzy Prawem i proroctwem: z jednej strony prawodawca i mistrz, z drugiej zaś objawiciel głębi i ukrytych skarbów mądrości, które czasami przewiduje i zapowiada. Duch Święty zacienia ich niczym świetlany obłok, skąd dosięga ich głos mistycznej teologii, który wprowadza ich w misterium Boga Trójjedynego” – pisał Niceta Stetatos. Ojcowie Kościoła powiedzą, że Mistrz ukazał uczniom stan przebóstwienia, do którego wezwani są wszyscy ludzie. Na ikonie możemy dostrzec jak refleksy blasku emanującego z postaci Pana, przenikają również Mojżesza i Eliasza, szaty wirujących lub powalonych na ziemię apostołów, a nawet schodkowe stoki góry która rozczepia się na trzy części. Tam w przypływie impresji Piotr chce stawiać trzy namioty, bo co miał powiedzieć lub zrobić w tak poruszającym momencie łaski. Podmuch promieni przenika materię, czyniąc krajobraz na kształt wieczności w której Bóg „będzie wszystkim we wszystkich.” Kościół i świat staje się światłoczułym oraz podniesionym ku tajemnicy Królestwa Bożego. Symeon Nowy Teolog wyraża tę prawdę jeszcze inaczej: „Łaska Świętego Ducha spływająca jako światło umysłowe przybywa w ciszy i przynosi radość. Jest odbiciem światła wiekuistego, odblaskiem wiecznego piękna i czyni człowieka przyjacielem i synem Boga, a nawet Bogiem – na ile to możliwe dla człowieka. Umysł jednoczący się z Bóstwem staje się niczym światło; jest wtedy światłem i kontempluje światło, czyli Boga. Ogląda samego siebie w zjednoczonym z sobą świetle, trwając w trzeźwości na czuwaniu.” Apostołowie schodząc z góry, staną się innymi ludźmi; w tajemnicy serca niosącymi bliki światła i nadziei. My również jesteśmy uczestnikami tego daru i tajemnicy. W Boskiej Liturgii przyjmując Ciało Boga wołamy w odruchu uniesienia i wdzięczności: „Widzieliśmy światłość prawdziwą, przyjęliśmy Ducha z Niebios, znaleźliśmy wiarę prawdziwą, kłaniamy się niepodzielnej Trójcy, albowiem Ona nas zbawiła.”  

niedziela, 16 sierpnia 2026

 

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów.  Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: "Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam". Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: "Oddaj, coś winien!" (Mt 18,23-35).

Cały świat zatacza wokół ciaśniejsze kręgi. Na szyi zaciska się sznur bezradności i poddania. Czy nie takie uczucia towarzyszą tym, których dług rośnie, a odsetki pęcznieją- odbierając dech i wolę życia ? Żywioł ludzkiego dramatu, naznaczony desperacką decyzją. „Popełnił samobójstwo, ponieważ nie zdołał spłacić długów.” Takie lapidarne informacje pojawiają się w prasowych nekrologach, będących niczym przestroga dla zwlekających z płatnościami na czas. „Życie jest wychowawcą i potrafi zmuszać do posłuszeństwa okropnymi sposobami”- twierdził Mauriac. Wbrew tragizmowi uprzedniej myśli, wobec Boga również jesteśmy niewypłacalnymi dłużnikami, ale nie musimy popełniać samobójstwa ! On nie jest twórcą zła, nie pragnie dla nas cierpienia, ciężarów które nie jesteśmy wstanie unieść. Stąd anulowanie win i rehabilitacja. „Bóg pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni”(1 Tm 2,4). To główny wątek niedzielnej przypowieści. Brutalna prawda o bezradności i zbawieniu, które wytryskuje z miłosiernego serca Boga. To zdaje się odpowiedź na targające umysł pytanie Piotra o bliźniego i arytmetykę przebaczenia. Ile razy mam przebaczyć ? Komu przebaczyć ? Mistrz odpowiada radykalnie: przebacz siedemdziesiąt siedem razy, czyli zawsze, wszędzie i każdemu (bez względu na okoliczności). Przebaczenie, nie jest aktem wybiórczym, odzwierciedlającym nasze aktualne preferencje. Naprawianie świata rozpoczyna się od gestów dotykających dna portfela i przechodzących następnie do przepastnych krajobrazów wnętrza. Król darował słudze dług w wysokości dziesięciu tysięcy talentów. To suma kosmiczna, zwarzywszy na realia życia w ówczesnej Palestynie. Żaden dzisiejszy bank nie anulowałby takiej ilości pieniędzy, nie mówiąc już o majętnych, choć ciągle pomnażających trzos- indywidualnych biznesmenach. Bezmiar hipokryzji i strzępy szczęścia; rozkład ducha. Wbrew twórczemu humanizmowi, pieniądze muszą pracować, pomnażać się, zamieniać świat w korporację. Niszczyć słabych i budować potęgę gigantów bez sumień. Przebaczenie dla świata jest objawem słabości, nawet szaleństwa. Piekło dzisiejszego świata objawia się w postawie zawłaszczania wszystkiego dla siebie. Brutalnym współzawodnictwie, oślepieniu pod wpływem pieniądza i rozrastającej po jej wpływem władzy. Każdy żyje na własną rękę, ulepiony z iluzji i  poddany perwersji posiadania. Ludzie miasta stają się jakże często pasożytniczą częścią materii pieniądza. Taką postawę przyjmuje sługa, nie potrafiąc ustąpić i darować długu człowiekowi od stu denarów. Nie zdał sprawdzianu z człowieczeństwa i miłości. „Smutna filozofia, która nie chce zrozumieć, że wieczność jest niczym innym jak życiem sprawiedliwego, życiem- jak pisał Czaadajew- którego wzór zapisał nam Syn Człowieczy.” Zawiódł na każdej linii, ogarnięty chciwością i zgubną kalkulacją, stał się istotą z piętnem bankructwa. Kiedy będą domykać wieko jego trumny, usłyszą żałosne brzmienie monet wysypujących się z kieszeni i nogawek. Zamknął tym samym sobie drogę do prawdziwej wolności dziecka Bożego. „Kiedy Bóg zaczyna liczyć nasze długi, to liczby są ogromne, gigantyczne, a ich ostateczną sumą jest śmierć”(A. Maillot). Cud tworzy wołanie o miłosierdzie, a każda sekunda zawahania, odbiera przebaczeniu i miłości siłę przeobrażenia świata w Królestwo Niebieskie. Nie pozwólmy zamknąć się w czasach odbierających oddech współczuciu i wyrównaniu szans dla słabych oraz przygniecionych ciężarem grzechów- ogołacaniu piekła z jego siły !

wtorek, 11 sierpnia 2026

 

Spacerowałem wczoraj nad brzegiem morza. Lekko pochmurna pogoda sprzyjała intymności na plaży którą normalnie przykrywa kołdra wygrzewających się w słońcu ciał. Było spokojnie, a natura mówiła językiem szeptów i muśnięć. Usiadłem na drewnianym falochronie i wpatrywałem się w horyzont bezkresu, odpoczywając od spraw i myśli które na co dzień uwierają i męczą. Już mnie nie unosi czas, ale chwila której pozwalam trwać. „Istnieć oznacza świadomie żyć tragiczną antynomią siebie w sobie i świata wokół ciebie”(Ch. Yannaras). Czasami trzeba się oddalić od miejsc w których nie da się żyć. Gdzie umysł przygniata nieznośność egzystencji, podszytej koniecznością zrobienia czegoś na czas. „Gdyż o to właśnie idzie, o chwilę wytchnienia, tego właśnie szuka człowiek w wytęsknionej dali, w spokoju po niewypowiedzianie przytłaczjącym, bolesnym i szalonym niepokoju, który go ogarnia, gdy pomyśli o swojej sytuacji – pisał w książce A świat trwa Krasznahorkai. Pomimo licznych moich powrotów i oddaleń od malarstwa, to nigdy nie przedstawiłem w obrazie pejzażu morskiego. Mój ojciec kochał morze i góry, jego sztuka była rozpięta pomiędzy tymi obłaskawiającymi oczy żywiołami natury. Mógł godzinami leżeć ma ziemi, delektując się powabami miejsc które napełniały go sensem i szczęściem. W pokoju gościnnym znajduje się duży obraz z wizerunkiem mojej mamy na piaszczystej plaży, której to sztafażem są rozwieszone sieci rybackie i turkusowy blask rozbijających się o brzeg fal. Oczy poszukujące ekstazy w przestrzeni, gdzie taniec wody i szczyt góry – przestają być punktami orientacyjnymi, a stają się doznaniem czegoś zupełnie duchowego. „Poczuć w powiewie wiatru westchnienie błękitu”- jak to w jednym z poematów oddał Viktor Hugo. Można malować nie tylko pędzlem, lecz również słowami nagłe impresje i pozostawić je w pamięci na całe życie. Czyż świat nie jest wielką galerią sztuki w której buzują pierwociny piękna, ponętnie obezwładniając zmysły ? W zwierciadle natury można rozszyfrować najbardziej skomplikowane sekrety wnętrza i uśmierzyć ból niepowodzeń. Ten moment onieśmiela świeżością i pozwala na kolejny wybór. Odwaga życia !

niedziela, 9 sierpnia 2026

 

Przyprowadźcie Mi go tutaj!» Jezus rozkazał mu surowo, i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie (Mt 17, 17-18).

Jakże trudno w zgiełku ekscentrycznego świata i psychologicznym racjonalizacjom rozmaitych zjawisk, przebić się z prawdą o duchowych zniewoleniach które mają bezpośredni wpływ na zdrowie i życie człowieka. „Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę”(Kol 2,8). Wielu ludzi wypiera prawdę o istnieniu rzeczywistości demonicznej, mającej realny wpływ na życie najbliższego im otoczenia. Egzorcyzmy kojarzą się ze średniowiecznymi zabobonami którymi kościół się posługiwał, aby utrzymywać ludzi w strachu, dyscyplinie i karności przed popełnianiem zła. Tak zbudowana opinia przyczyniła się do porzucenia terapeutycznych rytów, na rzecz poszukiwania innych, alternatywnych i niekiedy wadliwych dróg uzdrowienia. „Ten świat- mówił św. Izaak Syryjczyk- nie jest światem Bożym, lecz złudzeniem ludzi, i powszechnie obejmuje oraz wyraża różne popędy, które nazywają się namiętnościami.” Za tymi pęknięciami, stoją ciche podszepty tego, o którym się mówi, iż nie istnieje. „Gdyby oni mogli wszyscy zobaczyć siebie takimi, jakimi naprawdę są”- rozmyślał o utraconym pięknie w człowieku Merton. Cywilizacja w której ludzie przestają się modlić, staje się łatwą przestrzenią do zamieszkania dla obecności wypartej, wyśmianej, przerysowanej na sposób satyryczny. Ateizm wraz z obojętnością na sprawy religii i proklamacją śmierci Boga, zignorował te inferalne przestrzenie i przysłonił je wydumanymi wyjaśnieniami pseudonaukowymi. „Zło klei się do bytu jak pasożyt, wysysa go i pożera”- pisał P. Evdokimov. Chrystus w Ewangelii wiele razy konfrontował się ze złym duchem i wychodził naprzeciw cierpienia tych, których najbliżsi w swojej bezradności do Niego przyprowadzali. Zatrzymuje się na kamienistej drodze Galilei, spogląda w oczy, wyciąga dłoń i stwarza na nowo. Otwiera byt na tajemnicę miłości ! W każdym z tych ubezwłasnowolnionych istnieje zatarty wizerunek- ikona Boga. „Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”(łk 19,10). Miłość ta jest wielką mocą Królestwa Niebieskiego. Egzorcyzmował nie tylko samych opętanych, ale uzdrawiał świadomość tych, którzy z powątpiewaniem przyglądali się obrzędom uwolnienia. W Chrystusie Bóg wychodzi do swojego kruchego stworzenia. Podnosi go, dotyka, uzdrawia z niewoli i przywraca na powrót harmonię. W powieści Biedaczyna z Asyżu Kazantzakis wkłada w usta św. Franciszka jakże głęboko wyrażoną nadzieję: „Bóg trzyma w ręku gąbkę, którą zmazuje winy. Nie miecz, ani wagę…Gąbkę ! Gdyby mi przyszło malować obraz Pana, przedstawiłbym Go z gąbką w ręku. Wszystkie grzechy będą zmazane, bracie Leonie, wszyscy grzesznicy będą zbawieni.” Mam przed oczami obraz prawosławnego kapłana wchodzącego do meczetu z krzyżem i uzdrawiającego człowieka nad którym muezini nie mieli władzy i byli zatrwożeni zaistniałą sytuacją. Imię Chrystusa miało tak potężną moc, iż pokonało przeciwnika ! „Modlitwa Jezusowa” staje się doskonałym i najprostszym do wyartykułowania ustami egzorcyzmem. Wzywanie imienia Jezus, jest metodą do przemieniania świata; otwierania go na dar miłosierdzia. Promieniuje ono zbawczą siłą i sprasza obecność Tego, na którego słowo świat przebudza się w milczącym zmartwychwstaniu. Dlatego Pan powiedział starcowi Sylwanowi: „Umieść twego ducha w piekle i nie trać nadziei.”

czwartek, 6 sierpnia 2026

 

Człowiek poszukuje cienia i wody, aby się ochłodzić w spiekocie dnia. Europę przetrąciła fala upałów i pożarów które trawią wszystko, co napotkają na swojej drodze. Człowiek pomimo umiejętności i technicznych innowacji jest jakże odrętwiały, zaskakiwany przez kaprysy i żywioł natury. Czekamy na krople deszczu, niczym pustynia otwierająca swe martwe pory ze zwałów piasku. Być może to trudne i momentami dramatyczne doświadczenie jest potrzebne, abyśmy nie popadli w pokusę panowania i kontrolowania świata, podłóg własnego widzimisię. Jakże często redukujemy i profanujemy wszystko wedle naszych krótkowzrocznych potrzeb, obsesyjnie i świętokradczo próbując zająć miejsce Stwórcy. Jakże często wypieramy ze świadomości prawdę, że „Bóg śpi w skale, śni w roślinie, porusza się w zwierzęciu i budzi się w człowieku”(Ibn’Arabi). Tętno życia Przedwiecznego – puls nieskończoności w materii – przenikniętej podmuchem i światłem Obecności ! „Dla człowieka religijnego natura nigdy nie jest tylko naturalna, zawsze przepełnia ją znaczenie religijne”- pisał M. Eliade. Mistycy potrafili wypytywać stworzenie jak należy wielbić Boga. Czytali alfabet istnienia i mądrość w Istniejącym, którego niewidzialne dłonie zasiewają kolejne ziarno, wychylają kłos ku słońcu, pozwalają ptakom rozsiadłym w koronie drzewa śpiewać swoje arie, czy co najpiękniejsze – tkają dzieci w łonach matek. Zapach kwiatów to kwintesencja utraconego raju. „Człowieku, wszystko odczuwa miłość do ciebie… Wszystko wyrywa się do ciebie, aby podążyć aż do Boga”- rozmyślał Angelus Silesius. Odkryć w sobie sekret poety ze zdumieniem przecierającego oczy, widzącego dalej i głębiej. To natura wyrywa nas z fatum zmęczenia, pospiechu i egotycznego stanu zasklepienia w sobie. Ta powierzchowność podsycana małostkami, zostaje dotknięta zdumieniem quasi mistycznym. Życie to poetycki stan, wymagający rozczytania i namysłu. „Ile oceanów światła drży niezauważalnie na całym świecie”(H. Michaux). Spektakl ucieleśnionego piękna, będącego już symbolem czego zgoła większego, przekraczającego władzę zmysłów i wymagającego poruszenia duszy. Jakże cudowna jest zdolność wyglądania kolejnego świtu, odpowiadania o swoich marzeniach, picia wody ze studni tak intensywnie jakby miały stać się liturgią. Wszystko wokół jest arcydziełem opierającym się temporalności i uwikłaniu w powinnościach nic nieznaczących wobec ogromu zstępującego nagle zadziwienia. Cud chwili, unieruchomiony przez drganie wieczności, odsłania pierwotną harmonię rzeczy i zarys rzeczywistości przebóstwionej. Japoński artysta nigdy nie przedstawia świata jako skończonego kosmosu, wszystko jest delikatną i miękko rozedrganą linią, jakże odmiennym ujęciem od tego, które oddaje dłoń człowieka zachodu. Kreska tuszu – znak – staje się czymś na kształt ikony. A ikonę czyta się wzrokiem przemienionym modlitwą !

 

niedziela, 2 sierpnia 2026

 

Odwagi. Ja jestem, nie bójcie się ! (Mt 14, 27). Jakimś paraliżującym symptomem ponowoczesności jest lęk człowieka przed porzuceniem i samotnością. Strach przed katastrofą i natychmiastowym wywróceniem życia do góry nogami. W Starym Testamencie Eliasz spotkał Pana w szmerze łagodnego powiewu, gdy ustała wichura i trzęsienie ziemi. Znalazł Go w zalegającym zewsząd spokoju i zasłoniwszy sobie twarz adorował obecność Niepoznawalnego. Apostołowie przeszli przez odwrotne doświadczenie. Zderzyli się z żywiołem i strachem, aby móc dostąpić odczucia pokoju i fizycznej obecności Bogaczłowieka. Uczniowie zostają poddani próbie i raptownie zaskoczeni. Wiatr i żywioł wody dudni głosem innego świata i uobecnia śmierć. Czas wyczerpuje się i obnaża najskrytsze lęki. Mężczyźni aż nazbyt przewidywalni w swoich reakcjach, nie spodziewali się, że aura się zmieni, a łódka stanie się małą łupiną dryfującą wobec nieuchronnej katastrofy. Nawet najtwardszy sen trzymający w uścisku zapomnienia o świecie, może być wytrącony jedną myślą lub gestem Boga. Strach tworzy w nich wołanie o pomoc. Czy to sprawdzian wiary, wierności, miłości ? W moim odczuciu jest to sprawdzian z zaufania i nadziei. Chrystus wybiera ekstremalny sposób, aby wypróbować przyszłych adeptów ewangelizacji i potencjalnych męczenników za wiarę. Rzeźbi ich cierpliwość w odbiegający od cieplarnianych warunków seminarium sposób. „Bóg kocha wszystkich nieskończoną miłością”- twierdził starzec Siluan z Athosu. Piotr wychodzi z łodzi i stawia stopę na wodzie która buzuje pod wpływem ścierających się żywiołów. Zaczyna się topić, ponieważ brakuje mu wiary i paraliżuje go strach. To lekcja odwagi ! Mistrz pragnie im pokazać, że ich przyszłe zmagania będą większe i wymagające maksymalnej determinacji, niż strach siedzenia i dryfowania w rozkołysanej łódce. „Bezustannie stoję na skraju nicości, a w każdej sekundzie muszę przyjmować istnienie”(E. Stein). Kościół to łódź która musi przepłynąć po morzu doczesności; będą się przez nią przelewać fale ignorancji i niewiary, negacji i miażdżącej ideologicznej wojny, ale one nie powodują katastrofy- tylko brak wiary ! Henri de Lubac wskazywał, że należy wierzyć Kościołowi, lecz nie wolno wierzyć w Kościół, gdyż byłaby to idolatria. Kiedy chrześcijanin spuści wzrok z Chrystusa będąc przekonanym, że Bóg nie śpi i nie ma powodu, by z nim czuwać i tworzyć wspólnotę – wtedy zacznie tonąć. Niektórzy tak mocno się usadowili w Kościele, że najchętniej by innych wyrzucili poza jego burtę. Niech przestrogą będą dla nas słowa św. Augustyna: „Otóż pierwszą rzeczą, o jakiej nas trzeba było przekonać, jest wielka miłość Boga do nas, abyśmy przez rozpacz nie stracili odwagi do powstania i pójścia do Niego. Abyśmy jednak nie pysznili się naszymi rzekomo zasługami, abyśmy jeszcze bardziej nie oddalili się od Niego i w poczuciu naszej mocy nie stali się jeszcze słabsi, dlatego należało nam pokazać, w jakim stanie Bóg nas ukochał. Dlatego tak z nami postąpił, abyśmy raczej Jego mocą szli naprzód, i żeby siła miłości wzrastała w ten sposób w słabości i pokorze.” Nie wolno przespać próby. Nie wolno nie pytać: Kimże On jest ? Trzeba wierzyć i kroczyć przed siebie.

środa, 29 lipca 2026

 

Przez otwarte okno obserwuję ptaki rywalizujące miedzy sobą o kawałek chleba rozrzuconego na parapecie. Nawet w świecie natury jest wyścig i walka o wyszarpywanie sobie jak najwięcej, przy użyciu sprytu i siły. Ale to widowisko konkurowania jest łagodniejsze, niż w świecie ludzkiego mocowania o cokolwiek, stymulowanego siłą okrutnej inteligencji i cynicznego wyrachowania. Zbyt wiele mocowania i szarpaniny w świecie kurczącym się do granic możliwości. Tylko na upływ czasu nie mamy wpływu, jego bieg zmienia więcej niż się może wydawać. „Przyszłość nie jest taka jak kiedyś”- pisał Paul Valery. Przyszłość nastręcza fałszywie brzmiącą nutę niepokoju, pomimo przywdziewanych masek optymizmu. Wedle prawideł rzeczywistości historycznej, klasyfikuję siebie jako bankruta, ponieważ obca jest mi filozofia perswazji, cwaniactwa, czy chęci kontrolowania wszystkiego wokół siebie. Coraz częściej marzę i śnię, wybierając tę drugi i jeszcze ukryty za zasłoną niepoznania pejzaż. Niewidzialny świat bardziej mnie uwodzi, niż chęć zatrzymania się na pragnieniach moich oczu, dotykalności i zbieractwa rzeczy – będących próżnym substytutem szczęścia które powinno emanować z wnętrza. In illo tempore jest wyjściem poza; wyprowadzką poza czas i wkroczeniem w wieczność. Nie jest to próba ucieczki, lecz przekroczenie i przejście w kategoriach już dokonującej się eschatologii. Nasz świat jest naznaczony obecnością ludzi płytkich, bezrefleksyjnych, których ikonografia tatuaży na ciele mówi aż nazbyt wiele o ich zasobności rozumu i jałowości wnętrza. „Idiota, który wątpi, jest mniej niebezpieczny niż imbecyl, który wie. Wszyscy się mylą, zarówno geniusz, jak umysłowo niedorozwinięty, i to nie błąd jest niebezpieczny, lecz fanatyzm kogoś, kto sądzi, że jest nieomylny”- czytam u E.E. Schmitta. Wybieram zatem samotność, ponieważ w niej znajduję pocieszenie i duchową strawę. Cisza samotności jest antidotum na okultystyczną płytkość powszechnego ogłupienia i zabobonną wiarę w siłę pieniądza. Żyć głębszymi warstwami swojej osoby, to profesja nielicznych wrażliwców – skazanych jakże często na ostracyzm i pogardę. Miał rację Mounier mówiąc, że „nie można dać ludziom wolności z zewnątrz wraz z życiowymi ułatwieniami czy konstytucjami: zasną w swych wolnościach i obudzą się jako niewolnicy.” Czas zamieszania w różnych przestrzeniach życia, wymaga czujności i hartu ducha, aby władać samym sobą tam, gdzie wydaje się już kres wszystkiego a nawet odczucie rozpaczy. „Człowiek duchowy, patrząc na realne słońce, wie jednak, że istnieje inne słońce, to, które oświeca człowieka wewnętrznego, rozświetla jego glebę. Również ono ma swoją energię i blask. Nasyca światłem spojrzenie człowieka duchowego i przemienia w ciało uwielbione”(M. Davy). Potrafi zrozumieć to jedynie ten, który wychodzi naprzeciw Obecności i jest Jej świadkiem, stając się duchowym w każdym włóknie własnego ciała i materialnym w tym, co utkane jest z powiewu Ducha. „Płaczę i łkam kiedy pomyślę o śmierci”- ale wiem, że wszystko jest poddane sile Zmartwychwstania. Obraz gołębi pijących ze źródła na wczesnochrześcijańskich mozaikach,  to najbardziej wymowna teologia nadziei.

niedziela, 26 lipca 2026

 

I jedli wszyscy, i nasycili się…(Mt 14, 20). Ewangelicznemu wydarzeniu rozmnożenia chlebów i ryb towarzyszy aura nadprzyrodzoności, a zarazem zdumiewającej hojności Boga- Dei operationes. Cud ten miał jeszcze inne, pozaludzkie znaczenie. „Kto żywi wszechświat- zapytuje św. Augustyn- jeżeli nie Ten, który z kilku ziaren wyprowadza żniwo ?” Jezus dokonał tego, czego mógł dokonać tylko Bóg. Cud ten stanowi zapowiedź pokarmu, który nie może się równać z żadnym innym, choćby najsmaczniejszym pożywieniem; Chleb Życia Wiecznego- Eucharystyczne- wydane dla nas Ciało Boga. „Tylko wiara pozwala przeniknąć nadprzyrodzone światło tajemnicy... Nie możemy kontemplować Jego blasku twarzą w twarz, dopóki nasze nadprzyrodzone spojrzenie nie będzie wystarczająco przygotowane do postrzegania Go. Oczekując na to, Pan ukrywa się przed nami, ziemskimi „podróżnikami”, pod postacią znaków, jakim jest Najświętszy Sakrament”(J. Ladame). Obecność Chrystusa w Eucharystii rozpoznajemy dzięki duchowej percepcji- widzeniu bardziej sercem, niż rozumem. Ile człowiek musi mieć pokory, aby przybliżyć się do takiego wielkiego wydarzenia Obecności. „Cała ekonomia dzieła Chrystusa zostaje przedstawiona podczas liturgii na chlebie- powie św. Mikołaj Kabasilas- widzimy na nim Chrystusa jako dziecko, Chrystusa prowadzonego na śmierć, ukrzyżowanego i przeszytego włócznią; potem uczestniczymy w przemienieniu chleba w przenajświętsze ciało, które prawdziwie cierpiało męki, które zmartwychwstało, wstąpiło do nieba i zasiadło po prawicy Ojca.” Liturgia jest dokonującą się tu i teraz narracją wiary, a jej centrum jest przebóstwiony Pan. Trzeba jedynie przyjść i stanąć naprzeciw Ognia Eucharystii, pozwolić się ogarnąć całkowicie synergii miłości w której Bóg staje się wszystkim we wszystkich. Nasze usta i dusze napełniają się Ogniem ! Ten cud spotkania próbują oddać ekstatyczne słowa św. Symeona Nowego Teologa: „Jest ze mną całkowicie spleciony, całuje mnie całego i całkowicie mi się oddaje, a ja niegodny, napełniam się Jego miłością i pięknem, nasycam Jego radością i Boską słodyczą. Biorę udział w światłości…, wszystkie części mojego ciała stają się nośnikami radości”.  Myślę, że bez tego Pokarmu świat rozpadłby się na kawałki, bez tej Tajemnicy wiary człowiek byłby bytem rozdartym i nienasyconym, przerażająco głodnym miłości. Kończę to rozważanie modlitwą św. Symeona Metafrasta czytaną w cerkwi po przyjęciu Świętych Darów: „Ty, który dałeś mi dobrowolnie swoje Ciało na pokarm; Ty, który jesteś ogniem pożerającym niegodnych, nie spal mnie mój Stwórco, ale raczej przeniknij wszystkie moje członki i serce..., i utwierdź mnie całego w Twej miłości.”

czwartek, 23 lipca 2026

 

Kilka dni mojego urlopu spędzam na Podlasiu. W każdym z wędrowców i również we mnie jest coś z mitycznego Odyseusza, który za wszelką cenę pragnął wymknąć się z objęć Kirke czy Kalipso, nie doznając tym samym przyjemności widzenia, ani nie oglądając cielesnych przyjemności, które mogłyby go zatrzymać na dotkniętym zaklęciem miejscu. Choć nie przeżywam tych samych dylematów i presji czasu, co Odyseusz lub biblijny Abraham, jednak podróżuję w zupełnie innym celu, aby odpocząć i zatrzymać się w miejscach z których studni można pić do nasycenia zmysłów i duszy. Odpocząć na ziemi leżącej „pod Lachem.” Tu czas i otaczająca przestrzeń jest zupełnie inna, niż w pozostałych częściach kraju. Krajobraz malowniczy, który znaczą różnorodne architektonicznie cerkwie i monastery. Ludzie których wyrzeźbiła tradycja i duchowość prawosławia. To pogranicze tak wielokulturowe i bogate historią ludzi wrośniętych w ziemię i obyczaje przodków. Szlaki drewnianych domostw i przydrożnych krzyży, wskazujących kierunek postrzegania i myślenia o świecie. Święta Góra Grabarka porośnięta krzyżami i ludzkimi łzami, które uczyniły ją Górą nawróconych grzeszników -Taborem z którego bije światło modlitwy i świadectwa. Osnową tej ludzkiej wrażliwości jest żywa wiara z domieszką zabobonu i humorystycznych praktyk, które zaadaptowało i ochrzciło zupełnie naturalnie prawosławie. Ruska i polska mowa, łaciński i starocerkiewny alfabet, niczym ornament na ścianach świątyń wschodu i zachodu. Starsze kobiety których twarze znaczy modlitwa i znój pracy, sprzedają na gankach domów swoje warzywa i owoce- pierwociny ziemi która karmi i daje wsiąkać w siebie radościom i smutkom losu. Zapach ziół i eterycznych olejków które wynoszą na skórze wierni uczestniczący w cerkiewnej obrzędowości wschodniego chrześcijaństwa. Młodzi ludzie żarliwie modlący się na wieczornym nabożeństwie są uwiarygodnieniem wiary, która kiełkuje i nie ma zamiaru przejść jeszcze do lamusa. Zbyt wiele myśli kotłuje się w mojej głowie, iż nie sposób odziać je w budzące sympatię i obrazy słowa. Zapach kadzidła pozostaje na długo i obwieszcza piękno wieczności. Człowiek nowoczesności odnajduje tu błogostan którego nie sposób znaleźć w pulsującym tembrze miasta, wielosłowia, samolubności, błazeństwa, głupoty i wyjałowienia wnętrza. „Wolność jest imieniem człowieka”- rozmyślał Tischner- próbując dialogicznie rozwiązać człowieka łamigłówkę. Czasami trzeba opuścić na chwilę jedno miejsce, aby zobaczyć siebie i to, co jest na zewnątrz w zupełnie nowy i świeży sposób. Oddalić się od ludzi którzy podobnie myślą, reagują, percypują podobnie, będące w ich bliskości rzeczy. Uciec od towarzystwa które zawsze jest gościnne i ma w zanadrzu kilka głaszczących ego pochlebstw i estetycznych spoufaleń. Odwaga wymaga pójścia tam, gdzie się jeszcze nie było. Rozmów z tymi których języki wydają się szorstkie, ale ujmująco szczere i prawdomówne. Przespacerować się ewangelicznymi opłotkami, bowiem tam zakulisowo czekają - owi inni – o których życiu możemy dowiedzieć się czegoś więcej, bez zdejmowania masek i stosowania psychologicznych chwytów. „Bagaż dziedzictwa, charakter, twarz, to, czym jestem, są w gruncie rzeczy wynikiem jakichś przypadkowych spotkań – twierdził Guitton – Jedna dziesiąta sekundy w przód lub w tył, a byłbym zupełnie kimś innym albo nie byłoby mnie wcale.” Chodzę po świecku i nie mówię napotkanym ludziom kim jestem. Unikam takie bezpośredniości na rzecz szczerej i najbardziej spontanicznej wymiany myśli. Piękne w ludziach nie jest to, kim są, lecz jacy są !