środa, 19 sierpnia 2026

 

Święto Taboru. Przemienienie Pańskie. Misterium Światła. Góra Obecności. Cud Spotkania ! To tylko kilka pięknych określeń święta które prawosławie celebruje z wielką pieczołowitością i duchową świadomością, podrywającą chrześcijan ku przemienieniu które stanowi rdzeń jego mistyki. Szczyt góry Tabor – święte miejsce par excellence- gdzie oczy apostołów dotyka emanacja Boskiego Światła. Utkane świetlistością ciało Chrystusa pozostanie w pamięci uczniów, rozszerzając tym samym geografię biblijnej Palestyny o kolejne miejsce o wymiarze teofanicznym i trynitarnym. W takiej przestrzeni dokonuje się bezpośrednia łączność z sacrum i dialog z Tym, którego oczy starotestamentalnych proroków i patriarchów, nie mogły zobaczyć – a stawały w postawie świętego drżenia i pokory. Święty Grzegorz Palamas objaśnia to wydarzenie: „Chrystus nie przyjął wówczas na Siebie nic obcego, nie przybrał nowej postaci, ale po prostu objawił się swoim uczniom, kim jest.” Przemienienie to odsłonięcie się dla ludzkiej percepcji ukazanie się chwały Bożej Drugiej Osoby Trójcy Świętej. „Tym, którzy postępują w wierze jak Piotr, wstępują w nadziei jak Jakub i sięgają doskonałości w miłości jak Jan, Pan – który wstąpił na szczyt teologii – przemienia się. On to w objawieniu i w zjawieniu właściwym czystemu Słowu rozbłyskuje w ich obliczu niczym słońce i w pojęciach niewymownej mądrości staje się błyszczący niczym światło. W nich to widać Słowo, które stoi miedzy Prawem i proroctwem: z jednej strony prawodawca i mistrz, z drugiej zaś objawiciel głębi i ukrytych skarbów mądrości, które czasami przewiduje i zapowiada. Duch Święty zacienia ich niczym świetlany obłok, skąd dosięga ich głos mistycznej teologii, który wprowadza ich w misterium Boga Trójjedynego” – pisał Niceta Stetatos. Ojcowie Kościoła powiedzą, że Mistrz ukazał uczniom stan przebóstwienia, do którego wezwani są wszyscy ludzie. Na ikonie możemy dostrzec jak refleksy blasku emanującego z postaci Pana, przenikają również Mojżesza i Eliasza, szaty wirujących lub powalonych na ziemię apostołów, a nawet schodkowe stoki góry która rozczepia się na trzy części. Tam w przypływie impresji Piotr chce stawiać trzy namioty, bo co miał powiedzieć lub zrobić w tak poruszającym momencie łaski. Podmuch promieni przenika materię, czyniąc krajobraz na kształt wieczności w której Bóg „będzie wszystkim we wszystkich.” Kościół i świat staje się światłoczułym oraz podniesionym ku tajemnicy Królestwa Bożego. Symeon Nowy Teolog wyraża tę prawdę jeszcze inaczej: „Łaska Świętego Ducha spływająca jako światło umysłowe przybywa w ciszy i przynosi radość. Jest odbiciem światła wiekuistego, odblaskiem wiecznego piękna i czyni człowieka przyjacielem i synem Boga, a nawet Bogiem – na ile to możliwe dla człowieka. Umysł jednoczący się z Bóstwem staje się niczym światło; jest wtedy światłem i kontempluje światło, czyli Boga. Ogląda samego siebie w zjednoczonym z sobą świetle, trwając w trzeźwości na czuwaniu.” Apostołowie schodząc z góry, staną się innymi ludźmi; w tajemnicy serca niosącymi bliki światła i nadziei. My również jesteśmy uczestnikami tego daru i tajemnicy. W Boskiej Liturgii przyjmując Ciało Boga wołamy w odruchu uniesienia i wdzięczności: „Widzieliśmy światłość prawdziwą, przyjęliśmy Ducha z Niebios, znaleźliśmy wiarę prawdziwą, kłaniamy się niepodzielnej Trójcy, albowiem Ona nas zbawiła.”  

niedziela, 16 sierpnia 2026

 

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów.  Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: "Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam". Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: "Oddaj, coś winien!" (Mt 18,23-35).

Cały świat zatacza wokół ciaśniejsze kręgi. Na szyi zaciska się sznur bezradności i poddania. Czy nie takie uczucia towarzyszą tym, których dług rośnie, a odsetki pęcznieją- odbierając dech i wolę życia ? Żywioł ludzkiego dramatu, naznaczony desperacką decyzją. „Popełnił samobójstwo, ponieważ nie zdołał spłacić długów.” Takie lapidarne informacje pojawiają się w prasowych nekrologach, będących niczym przestroga dla zwlekających z płatnościami na czas. „Życie jest wychowawcą i potrafi zmuszać do posłuszeństwa okropnymi sposobami”- twierdził Mauriac. Wbrew tragizmowi uprzedniej myśli, wobec Boga również jesteśmy niewypłacalnymi dłużnikami, ale nie musimy popełniać samobójstwa ! On nie jest twórcą zła, nie pragnie dla nas cierpienia, ciężarów które nie jesteśmy wstanie unieść. Stąd anulowanie win i rehabilitacja. „Bóg pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni”(1 Tm 2,4). To główny wątek niedzielnej przypowieści. Brutalna prawda o bezradności i zbawieniu, które wytryskuje z miłosiernego serca Boga. To zdaje się odpowiedź na targające umysł pytanie Piotra o bliźniego i arytmetykę przebaczenia. Ile razy mam przebaczyć ? Komu przebaczyć ? Mistrz odpowiada radykalnie: przebacz siedemdziesiąt siedem razy, czyli zawsze, wszędzie i każdemu (bez względu na okoliczności). Przebaczenie, nie jest aktem wybiórczym, odzwierciedlającym nasze aktualne preferencje. Naprawianie świata rozpoczyna się od gestów dotykających dna portfela i przechodzących następnie do przepastnych krajobrazów wnętrza. Król darował słudze dług w wysokości dziesięciu tysięcy talentów. To suma kosmiczna, zwarzywszy na realia życia w ówczesnej Palestynie. Żaden dzisiejszy bank nie anulowałby takiej ilości pieniędzy, nie mówiąc już o majętnych, choć ciągle pomnażających trzos- indywidualnych biznesmenach. Bezmiar hipokryzji i strzępy szczęścia; rozkład ducha. Wbrew twórczemu humanizmowi, pieniądze muszą pracować, pomnażać się, zamieniać świat w korporację. Niszczyć słabych i budować potęgę gigantów bez sumień. Przebaczenie dla świata jest objawem słabości, nawet szaleństwa. Piekło dzisiejszego świata objawia się w postawie zawłaszczania wszystkiego dla siebie. Brutalnym współzawodnictwie, oślepieniu pod wpływem pieniądza i rozrastającej po jej wpływem władzy. Każdy żyje na własną rękę, ulepiony z iluzji i  poddany perwersji posiadania. Ludzie miasta stają się jakże często pasożytniczą częścią materii pieniądza. Taką postawę przyjmuje sługa, nie potrafiąc ustąpić i darować długu człowiekowi od stu denarów. Nie zdał sprawdzianu z człowieczeństwa i miłości. „Smutna filozofia, która nie chce zrozumieć, że wieczność jest niczym innym jak życiem sprawiedliwego, życiem- jak pisał Czaadajew- którego wzór zapisał nam Syn Człowieczy.” Zawiódł na każdej linii, ogarnięty chciwością i zgubną kalkulacją, stał się istotą z piętnem bankructwa. Kiedy będą domykać wieko jego trumny, usłyszą żałosne brzmienie monet wysypujących się z kieszeni i nogawek. Zamknął tym samym sobie drogę do prawdziwej wolności dziecka Bożego. „Kiedy Bóg zaczyna liczyć nasze długi, to liczby są ogromne, gigantyczne, a ich ostateczną sumą jest śmierć”(A. Maillot). Cud tworzy wołanie o miłosierdzie, a każda sekunda zawahania, odbiera przebaczeniu i miłości siłę przeobrażenia świata w Królestwo Niebieskie. Nie pozwólmy zamknąć się w czasach odbierających oddech współczuciu i wyrównaniu szans dla słabych oraz przygniecionych ciężarem grzechów- ogołacaniu piekła z jego siły !

wtorek, 11 sierpnia 2026

 

Spacerowałem wczoraj nad brzegiem morza. Lekko pochmurna pogoda sprzyjała intymności na plaży którą normalnie przykrywa kołdra wygrzewających się w słońcu ciał. Było spokojnie, a natura mówiła językiem szeptów i muśnięć. Usiadłem na drewnianym falochronie i wpatrywałem się w horyzont bezkresu, odpoczywając od spraw i myśli które na co dzień uwierają i męczą. Już mnie nie unosi czas, ale chwila której pozwalam trwać. „Istnieć oznacza świadomie żyć tragiczną antynomią siebie w sobie i świata wokół ciebie”(Ch. Yannaras). Czasami trzeba się oddalić od miejsc w których nie da się żyć. Gdzie umysł przygniata nieznośność egzystencji, podszytej koniecznością zrobienia czegoś na czas. „Gdyż o to właśnie idzie, o chwilę wytchnienia, tego właśnie szuka człowiek w wytęsknionej dali, w spokoju po niewypowiedzianie przytłaczjącym, bolesnym i szalonym niepokoju, który go ogarnia, gdy pomyśli o swojej sytuacji – pisał w książce A świat trwa Krasznahorkai. Pomimo licznych moich powrotów i oddaleń od malarstwa, to nigdy nie przedstawiłem w obrazie pejzażu morskiego. Mój ojciec kochał morze i góry, jego sztuka była rozpięta pomiędzy tymi obłaskawiającymi oczy żywiołami natury. Mógł godzinami leżeć ma ziemi, delektując się powabami miejsc które napełniały go sensem i szczęściem. W pokoju gościnnym znajduje się duży obraz z wizerunkiem mojej mamy na piaszczystej plaży, której to sztafażem są rozwieszone sieci rybackie i turkusowy blask rozbijających się o brzeg fal. Oczy poszukujące ekstazy w przestrzeni, gdzie taniec wody i szczyt góry – przestają być punktami orientacyjnymi, a stają się doznaniem czegoś zupełnie duchowego. „Poczuć w powiewie wiatru westchnienie błękitu”- jak to w jednym z poematów oddał Viktor Hugo. Można malować nie tylko pędzlem, lecz również słowami nagłe impresje i pozostawić je w pamięci na całe życie. Czyż świat nie jest wielką galerią sztuki w której buzują pierwociny piękna, ponętnie obezwładniając zmysły ? W zwierciadle natury można rozszyfrować najbardziej skomplikowane sekrety wnętrza i uśmierzyć ból niepowodzeń. Ten moment onieśmiela świeżością i pozwala na kolejny wybór. Odwaga życia !

niedziela, 9 sierpnia 2026

 

Przyprowadźcie Mi go tutaj!» Jezus rozkazał mu surowo, i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie (Mt 17, 17-18).

Jakże trudno w zgiełku ekscentrycznego świata i psychologicznym racjonalizacjom rozmaitych zjawisk, przebić się z prawdą o duchowych zniewoleniach które mają bezpośredni wpływ na zdrowie i życie człowieka. „Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę”(Kol 2,8). Wielu ludzi wypiera prawdę o istnieniu rzeczywistości demonicznej, mającej realny wpływ na życie najbliższego im otoczenia. Egzorcyzmy kojarzą się ze średniowiecznymi zabobonami którymi kościół się posługiwał, aby utrzymywać ludzi w strachu, dyscyplinie i karności przed popełnianiem zła. Tak zbudowana opinia przyczyniła się do porzucenia terapeutycznych rytów, na rzecz poszukiwania innych, alternatywnych i niekiedy wadliwych dróg uzdrowienia. „Ten świat- mówił św. Izaak Syryjczyk- nie jest światem Bożym, lecz złudzeniem ludzi, i powszechnie obejmuje oraz wyraża różne popędy, które nazywają się namiętnościami.” Za tymi pęknięciami, stoją ciche podszepty tego, o którym się mówi, iż nie istnieje. „Gdyby oni mogli wszyscy zobaczyć siebie takimi, jakimi naprawdę są”- rozmyślał o utraconym pięknie w człowieku Merton. Cywilizacja w której ludzie przestają się modlić, staje się łatwą przestrzenią do zamieszkania dla obecności wypartej, wyśmianej, przerysowanej na sposób satyryczny. Ateizm wraz z obojętnością na sprawy religii i proklamacją śmierci Boga, zignorował te inferalne przestrzenie i przysłonił je wydumanymi wyjaśnieniami pseudonaukowymi. „Zło klei się do bytu jak pasożyt, wysysa go i pożera”- pisał P. Evdokimov. Chrystus w Ewangelii wiele razy konfrontował się ze złym duchem i wychodził naprzeciw cierpienia tych, których najbliżsi w swojej bezradności do Niego przyprowadzali. Zatrzymuje się na kamienistej drodze Galilei, spogląda w oczy, wyciąga dłoń i stwarza na nowo. Otwiera byt na tajemnicę miłości ! W każdym z tych ubezwłasnowolnionych istnieje zatarty wizerunek- ikona Boga. „Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”(łk 19,10). Miłość ta jest wielką mocą Królestwa Niebieskiego. Egzorcyzmował nie tylko samych opętanych, ale uzdrawiał świadomość tych, którzy z powątpiewaniem przyglądali się obrzędom uwolnienia. W Chrystusie Bóg wychodzi do swojego kruchego stworzenia. Podnosi go, dotyka, uzdrawia z niewoli i przywraca na powrót harmonię. W powieści Biedaczyna z Asyżu Kazantzakis wkłada w usta św. Franciszka jakże głęboko wyrażoną nadzieję: „Bóg trzyma w ręku gąbkę, którą zmazuje winy. Nie miecz, ani wagę…Gąbkę ! Gdyby mi przyszło malować obraz Pana, przedstawiłbym Go z gąbką w ręku. Wszystkie grzechy będą zmazane, bracie Leonie, wszyscy grzesznicy będą zbawieni.” Mam przed oczami obraz prawosławnego kapłana wchodzącego do meczetu z krzyżem i uzdrawiającego człowieka nad którym muezini nie mieli władzy i byli zatrwożeni zaistniałą sytuacją. Imię Chrystusa miało tak potężną moc, iż pokonało przeciwnika ! „Modlitwa Jezusowa” staje się doskonałym i najprostszym do wyartykułowania ustami egzorcyzmem. Wzywanie imienia Jezus, jest metodą do przemieniania świata; otwierania go na dar miłosierdzia. Promieniuje ono zbawczą siłą i sprasza obecność Tego, na którego słowo świat przebudza się w milczącym zmartwychwstaniu. Dlatego Pan powiedział starcowi Sylwanowi: „Umieść twego ducha w piekle i nie trać nadziei.”

czwartek, 6 sierpnia 2026

 

Człowiek poszukuje cienia i wody, aby się ochłodzić w spiekocie dnia. Europę przetrąciła fala upałów i pożarów które trawią wszystko, co napotkają na swojej drodze. Człowiek pomimo umiejętności i technicznych innowacji jest jakże odrętwiały, zaskakiwany przez kaprysy i żywioł natury. Czekamy na krople deszczu, niczym pustynia otwierająca swe martwe pory ze zwałów piasku. Być może to trudne i momentami dramatyczne doświadczenie jest potrzebne, abyśmy nie popadli w pokusę panowania i kontrolowania świata, podłóg własnego widzimisię. Jakże często redukujemy i profanujemy wszystko wedle naszych krótkowzrocznych potrzeb, obsesyjnie i świętokradczo próbując zająć miejsce Stwórcy. Jakże często wypieramy ze świadomości prawdę, że „Bóg śpi w skale, śni w roślinie, porusza się w zwierzęciu i budzi się w człowieku”(Ibn’Arabi). Tętno życia Przedwiecznego – puls nieskończoności w materii – przenikniętej podmuchem i światłem Obecności ! „Dla człowieka religijnego natura nigdy nie jest tylko naturalna, zawsze przepełnia ją znaczenie religijne”- pisał M. Eliade. Mistycy potrafili wypytywać stworzenie jak należy wielbić Boga. Czytali alfabet istnienia i mądrość w Istniejącym, którego niewidzialne dłonie zasiewają kolejne ziarno, wychylają kłos ku słońcu, pozwalają ptakom rozsiadłym w koronie drzewa śpiewać swoje arie, czy co najpiękniejsze – tkają dzieci w łonach matek. Zapach kwiatów to kwintesencja utraconego raju. „Człowieku, wszystko odczuwa miłość do ciebie… Wszystko wyrywa się do ciebie, aby podążyć aż do Boga”- rozmyślał Angelus Silesius. Odkryć w sobie sekret poety ze zdumieniem przecierającego oczy, widzącego dalej i głębiej. To natura wyrywa nas z fatum zmęczenia, pospiechu i egotycznego stanu zasklepienia w sobie. Ta powierzchowność podsycana małostkami, zostaje dotknięta zdumieniem quasi mistycznym. Życie to poetycki stan, wymagający rozczytania i namysłu. „Ile oceanów światła drży niezauważalnie na całym świecie”(H. Michaux). Spektakl ucieleśnionego piękna, będącego już symbolem czego zgoła większego, przekraczającego władzę zmysłów i wymagającego poruszenia duszy. Jakże cudowna jest zdolność wyglądania kolejnego świtu, odpowiadania o swoich marzeniach, picia wody ze studni tak intensywnie jakby miały stać się liturgią. Wszystko wokół jest arcydziełem opierającym się temporalności i uwikłaniu w powinnościach nic nieznaczących wobec ogromu zstępującego nagle zadziwienia. Cud chwili, unieruchomiony przez drganie wieczności, odsłania pierwotną harmonię rzeczy i zarys rzeczywistości przebóstwionej. Japoński artysta nigdy nie przedstawia świata jako skończonego kosmosu, wszystko jest delikatną i miękko rozedrganą linią, jakże odmiennym ujęciem od tego, które oddaje dłoń człowieka zachodu. Kreska tuszu – znak – staje się czymś na kształt ikony. A ikonę czyta się wzrokiem przemienionym modlitwą !

 

niedziela, 2 sierpnia 2026

 

Odwagi. Ja jestem, nie bójcie się ! (Mt 14, 27). Jakimś paraliżującym symptomem ponowoczesności jest lęk człowieka przed porzuceniem i samotnością. Strach przed katastrofą i natychmiastowym wywróceniem życia do góry nogami. W Starym Testamencie Eliasz spotkał Pana w szmerze łagodnego powiewu, gdy ustała wichura i trzęsienie ziemi. Znalazł Go w zalegającym zewsząd spokoju i zasłoniwszy sobie twarz adorował obecność Niepoznawalnego. Apostołowie przeszli przez odwrotne doświadczenie. Zderzyli się z żywiołem i strachem, aby móc dostąpić odczucia pokoju i fizycznej obecności Bogaczłowieka. Uczniowie zostają poddani próbie i raptownie zaskoczeni. Wiatr i żywioł wody dudni głosem innego świata i uobecnia śmierć. Czas wyczerpuje się i obnaża najskrytsze lęki. Mężczyźni aż nazbyt przewidywalni w swoich reakcjach, nie spodziewali się, że aura się zmieni, a łódka stanie się małą łupiną dryfującą wobec nieuchronnej katastrofy. Nawet najtwardszy sen trzymający w uścisku zapomnienia o świecie, może być wytrącony jedną myślą lub gestem Boga. Strach tworzy w nich wołanie o pomoc. Czy to sprawdzian wiary, wierności, miłości ? W moim odczuciu jest to sprawdzian z zaufania i nadziei. Chrystus wybiera ekstremalny sposób, aby wypróbować przyszłych adeptów ewangelizacji i potencjalnych męczenników za wiarę. Rzeźbi ich cierpliwość w odbiegający od cieplarnianych warunków seminarium sposób. „Bóg kocha wszystkich nieskończoną miłością”- twierdził starzec Siluan z Athosu. Piotr wychodzi z łodzi i stawia stopę na wodzie która buzuje pod wpływem ścierających się żywiołów. Zaczyna się topić, ponieważ brakuje mu wiary i paraliżuje go strach. To lekcja odwagi ! Mistrz pragnie im pokazać, że ich przyszłe zmagania będą większe i wymagające maksymalnej determinacji, niż strach siedzenia i dryfowania w rozkołysanej łódce. „Bezustannie stoję na skraju nicości, a w każdej sekundzie muszę przyjmować istnienie”(E. Stein). Kościół to łódź która musi przepłynąć po morzu doczesności; będą się przez nią przelewać fale ignorancji i niewiary, negacji i miażdżącej ideologicznej wojny, ale one nie powodują katastrofy- tylko brak wiary ! Henri de Lubac wskazywał, że należy wierzyć Kościołowi, lecz nie wolno wierzyć w Kościół, gdyż byłaby to idolatria. Kiedy chrześcijanin spuści wzrok z Chrystusa będąc przekonanym, że Bóg nie śpi i nie ma powodu, by z nim czuwać i tworzyć wspólnotę – wtedy zacznie tonąć. Niektórzy tak mocno się usadowili w Kościele, że najchętniej by innych wyrzucili poza jego burtę. Niech przestrogą będą dla nas słowa św. Augustyna: „Otóż pierwszą rzeczą, o jakiej nas trzeba było przekonać, jest wielka miłość Boga do nas, abyśmy przez rozpacz nie stracili odwagi do powstania i pójścia do Niego. Abyśmy jednak nie pysznili się naszymi rzekomo zasługami, abyśmy jeszcze bardziej nie oddalili się od Niego i w poczuciu naszej mocy nie stali się jeszcze słabsi, dlatego należało nam pokazać, w jakim stanie Bóg nas ukochał. Dlatego tak z nami postąpił, abyśmy raczej Jego mocą szli naprzód, i żeby siła miłości wzrastała w ten sposób w słabości i pokorze.” Nie wolno przespać próby. Nie wolno nie pytać: Kimże On jest ? Trzeba wierzyć i kroczyć przed siebie.

środa, 29 lipca 2026

 

Przez otwarte okno obserwuję ptaki rywalizujące miedzy sobą o kawałek chleba rozrzuconego na parapecie. Nawet w świecie natury jest wyścig i walka o wyszarpywanie sobie jak najwięcej, przy użyciu sprytu i siły. Ale to widowisko konkurowania jest łagodniejsze, niż w świecie ludzkiego mocowania o cokolwiek, stymulowanego siłą okrutnej inteligencji i cynicznego wyrachowania. Zbyt wiele mocowania i szarpaniny w świecie kurczącym się do granic możliwości. Tylko na upływ czasu nie mamy wpływu, jego bieg zmienia więcej niż się może wydawać. „Przyszłość nie jest taka jak kiedyś”- pisał Paul Valery. Przyszłość nastręcza fałszywie brzmiącą nutę niepokoju, pomimo przywdziewanych masek optymizmu. Wedle prawideł rzeczywistości historycznej, klasyfikuję siebie jako bankruta, ponieważ obca jest mi filozofia perswazji, cwaniactwa, czy chęci kontrolowania wszystkiego wokół siebie. Coraz częściej marzę i śnię, wybierając tę drugi i jeszcze ukryty za zasłoną niepoznania pejzaż. Niewidzialny świat bardziej mnie uwodzi, niż chęć zatrzymania się na pragnieniach moich oczu, dotykalności i zbieractwa rzeczy – będących próżnym substytutem szczęścia które powinno emanować z wnętrza. In illo tempore jest wyjściem poza; wyprowadzką poza czas i wkroczeniem w wieczność. Nie jest to próba ucieczki, lecz przekroczenie i przejście w kategoriach już dokonującej się eschatologii. Nasz świat jest naznaczony obecnością ludzi płytkich, bezrefleksyjnych, których ikonografia tatuaży na ciele mówi aż nazbyt wiele o ich zasobności rozumu i jałowości wnętrza. „Idiota, który wątpi, jest mniej niebezpieczny niż imbecyl, który wie. Wszyscy się mylą, zarówno geniusz, jak umysłowo niedorozwinięty, i to nie błąd jest niebezpieczny, lecz fanatyzm kogoś, kto sądzi, że jest nieomylny”- czytam u E.E. Schmitta. Wybieram zatem samotność, ponieważ w niej znajduję pocieszenie i duchową strawę. Cisza samotności jest antidotum na okultystyczną płytkość powszechnego ogłupienia i zabobonną wiarę w siłę pieniądza. Żyć głębszymi warstwami swojej osoby, to profesja nielicznych wrażliwców – skazanych jakże często na ostracyzm i pogardę. Miał rację Mounier mówiąc, że „nie można dać ludziom wolności z zewnątrz wraz z życiowymi ułatwieniami czy konstytucjami: zasną w swych wolnościach i obudzą się jako niewolnicy.” Czas zamieszania w różnych przestrzeniach życia, wymaga czujności i hartu ducha, aby władać samym sobą tam, gdzie wydaje się już kres wszystkiego a nawet odczucie rozpaczy. „Człowiek duchowy, patrząc na realne słońce, wie jednak, że istnieje inne słońce, to, które oświeca człowieka wewnętrznego, rozświetla jego glebę. Również ono ma swoją energię i blask. Nasyca światłem spojrzenie człowieka duchowego i przemienia w ciało uwielbione”(M. Davy). Potrafi zrozumieć to jedynie ten, który wychodzi naprzeciw Obecności i jest Jej świadkiem, stając się duchowym w każdym włóknie własnego ciała i materialnym w tym, co utkane jest z powiewu Ducha. „Płaczę i łkam kiedy pomyślę o śmierci”- ale wiem, że wszystko jest poddane sile Zmartwychwstania. Obraz gołębi pijących ze źródła na wczesnochrześcijańskich mozaikach,  to najbardziej wymowna teologia nadziei.

niedziela, 26 lipca 2026

 

I jedli wszyscy, i nasycili się…(Mt 14, 20). Ewangelicznemu wydarzeniu rozmnożenia chlebów i ryb towarzyszy aura nadprzyrodzoności, a zarazem zdumiewającej hojności Boga- Dei operationes. Cud ten miał jeszcze inne, pozaludzkie znaczenie. „Kto żywi wszechświat- zapytuje św. Augustyn- jeżeli nie Ten, który z kilku ziaren wyprowadza żniwo ?” Jezus dokonał tego, czego mógł dokonać tylko Bóg. Cud ten stanowi zapowiedź pokarmu, który nie może się równać z żadnym innym, choćby najsmaczniejszym pożywieniem; Chleb Życia Wiecznego- Eucharystyczne- wydane dla nas Ciało Boga. „Tylko wiara pozwala przeniknąć nadprzyrodzone światło tajemnicy... Nie możemy kontemplować Jego blasku twarzą w twarz, dopóki nasze nadprzyrodzone spojrzenie nie będzie wystarczająco przygotowane do postrzegania Go. Oczekując na to, Pan ukrywa się przed nami, ziemskimi „podróżnikami”, pod postacią znaków, jakim jest Najświętszy Sakrament”(J. Ladame). Obecność Chrystusa w Eucharystii rozpoznajemy dzięki duchowej percepcji- widzeniu bardziej sercem, niż rozumem. Ile człowiek musi mieć pokory, aby przybliżyć się do takiego wielkiego wydarzenia Obecności. „Cała ekonomia dzieła Chrystusa zostaje przedstawiona podczas liturgii na chlebie- powie św. Mikołaj Kabasilas- widzimy na nim Chrystusa jako dziecko, Chrystusa prowadzonego na śmierć, ukrzyżowanego i przeszytego włócznią; potem uczestniczymy w przemienieniu chleba w przenajświętsze ciało, które prawdziwie cierpiało męki, które zmartwychwstało, wstąpiło do nieba i zasiadło po prawicy Ojca.” Liturgia jest dokonującą się tu i teraz narracją wiary, a jej centrum jest przebóstwiony Pan. Trzeba jedynie przyjść i stanąć naprzeciw Ognia Eucharystii, pozwolić się ogarnąć całkowicie synergii miłości w której Bóg staje się wszystkim we wszystkich. Nasze usta i dusze napełniają się Ogniem ! Ten cud spotkania próbują oddać ekstatyczne słowa św. Symeona Nowego Teologa: „Jest ze mną całkowicie spleciony, całuje mnie całego i całkowicie mi się oddaje, a ja niegodny, napełniam się Jego miłością i pięknem, nasycam Jego radością i Boską słodyczą. Biorę udział w światłości…, wszystkie części mojego ciała stają się nośnikami radości”.  Myślę, że bez tego Pokarmu świat rozpadłby się na kawałki, bez tej Tajemnicy wiary człowiek byłby bytem rozdartym i nienasyconym, przerażająco głodnym miłości. Kończę to rozważanie modlitwą św. Symeona Metafrasta czytaną w cerkwi po przyjęciu Świętych Darów: „Ty, który dałeś mi dobrowolnie swoje Ciało na pokarm; Ty, który jesteś ogniem pożerającym niegodnych, nie spal mnie mój Stwórco, ale raczej przeniknij wszystkie moje członki i serce..., i utwierdź mnie całego w Twej miłości.”

czwartek, 23 lipca 2026

 

Kilka dni mojego urlopu spędzam na Podlasiu. W każdym z wędrowców i również we mnie jest coś z mitycznego Odyseusza, który za wszelką cenę pragnął wymknąć się z objęć Kirke czy Kalipso, nie doznając tym samym przyjemności widzenia, ani nie oglądając cielesnych przyjemności, które mogłyby go zatrzymać na dotkniętym zaklęciem miejscu. Choć nie przeżywam tych samych dylematów i presji czasu, co Odyseusz lub biblijny Abraham, jednak podróżuję w zupełnie innym celu, aby odpocząć i zatrzymać się w miejscach z których studni można pić do nasycenia zmysłów i duszy. Odpocząć na ziemi leżącej „pod Lachem.” Tu czas i otaczająca przestrzeń jest zupełnie inna, niż w pozostałych częściach kraju. Krajobraz malowniczy, który znaczą różnorodne architektonicznie cerkwie i monastery. Ludzie których wyrzeźbiła tradycja i duchowość prawosławia. To pogranicze tak wielokulturowe i bogate historią ludzi wrośniętych w ziemię i obyczaje przodków. Szlaki drewnianych domostw i przydrożnych krzyży, wskazujących kierunek postrzegania i myślenia o świecie. Święta Góra Grabarka porośnięta krzyżami i ludzkimi łzami, które uczyniły ją Górą nawróconych grzeszników -Taborem z którego bije światło modlitwy i świadectwa. Osnową tej ludzkiej wrażliwości jest żywa wiara z domieszką zabobonu i humorystycznych praktyk, które zaadaptowało i ochrzciło zupełnie naturalnie prawosławie. Ruska i polska mowa, łaciński i starocerkiewny alfabet, niczym ornament na ścianach świątyń wschodu i zachodu. Starsze kobiety których twarze znaczy modlitwa i znój pracy, sprzedają na gankach domów swoje warzywa i owoce- pierwociny ziemi która karmi i daje wsiąkać w siebie radościom i smutkom losu. Zapach ziół i eterycznych olejków które wynoszą na skórze wierni uczestniczący w cerkiewnej obrzędowości wschodniego chrześcijaństwa. Młodzi ludzie żarliwie modlący się na wieczornym nabożeństwie są uwiarygodnieniem wiary, która kiełkuje i nie ma zamiaru przejść jeszcze do lamusa. Zbyt wiele myśli kotłuje się w mojej głowie, iż nie sposób odziać je w budzące sympatię i obrazy słowa. Zapach kadzidła pozostaje na długo i obwieszcza piękno wieczności. Człowiek nowoczesności odnajduje tu błogostan którego nie sposób znaleźć w pulsującym tembrze miasta, wielosłowia, samolubności, błazeństwa, głupoty i wyjałowienia wnętrza. „Wolność jest imieniem człowieka”- rozmyślał Tischner- próbując dialogicznie rozwiązać człowieka łamigłówkę. Czasami trzeba opuścić na chwilę jedno miejsce, aby zobaczyć siebie i to, co jest na zewnątrz w zupełnie nowy i świeży sposób. Oddalić się od ludzi którzy podobnie myślą, reagują, percypują podobnie, będące w ich bliskości rzeczy. Uciec od towarzystwa które zawsze jest gościnne i ma w zanadrzu kilka głaszczących ego pochlebstw i estetycznych spoufaleń. Odwaga wymaga pójścia tam, gdzie się jeszcze nie było. Rozmów z tymi których języki wydają się szorstkie, ale ujmująco szczere i prawdomówne. Przespacerować się ewangelicznymi opłotkami, bowiem tam zakulisowo czekają - owi inni – o których życiu możemy dowiedzieć się czegoś więcej, bez zdejmowania masek i stosowania psychologicznych chwytów. „Bagaż dziedzictwa, charakter, twarz, to, czym jestem, są w gruncie rzeczy wynikiem jakichś przypadkowych spotkań – twierdził Guitton – Jedna dziesiąta sekundy w przód lub w tył, a byłbym zupełnie kimś innym albo nie byłoby mnie wcale.” Chodzę po świecku i nie mówię napotkanym ludziom kim jestem. Unikam takie bezpośredniości na rzecz szczerej i najbardziej spontanicznej wymiany myśli. Piękne w ludziach nie jest to, kim są, lecz jacy są !

niedziela, 19 lipca 2026

 

Gdy Jezus odchodził stamtąd, szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: «Ulituj się nad nami, Synu Dawida!» Gdy wszedł do domu niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: «Wierzycie, że mogę to uczynić?» Oni odpowiedzieli Mu: «Tak, Panie!» Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: «Według wiary waszej niech wam się stanie!» I otworzyły się ich oczy… (Mt 9,27-35).

Zdruzgotany przez zalegająca ciemność wzrok nie wystarcza, aby zatrzymać uwagę Mistrza. Defekt ciała nie otwiera szczeliny miłosierdzia w sercu Boga. Do tego potrzebne jest słowo na krośnie którego spoczywa wystawiona na próbę wiara. Aby ożyć pod Jego tchnieniem – trzeba wołać i wierzyć ! Tak jak słowo Boga przenika każdą cząstkę świata, pieczętując wszystko dotknięciem i pocałunkiem miłości. On składa każdego dnia pocałunek stworzeniu, wcielając wieczność w kruchą i przygodną naturę istnień. W teologii „bycie w ciemnościach” w aspekcie duchowym jest już sytuacją graniczną, ocierającą się o świat demoniczny. Kto nie potrafi kochać innych, już trwa w ciemności wedle przepowiadania Chrystusa. Jeżeli w modlitwie zgadzamy się, ażeby przeniknęło nasze ciało i zmysły światło, to cały nasz byt zostanie przemieniony. „Apofaza, poczucie tajemnicy – pisał J.Y. Leloup – prowadzi duchową drogą pokory, a zarazem do przemienia całej swojej istoty w światłości i miłości.” Jeżeli przypomnimy sobie sparaliżowanych uczniów po wydarzeniach Golgoty, to zrozumiemy iż zasłona ciemności spoczywała na ich oczach – musiały im opaść łuski, aby uchwycili triumf zmartwychwstania i obecność przenikającego miejsca i czas Życia. „Rządzi tu perspektywa serca, które rysuje to, czego nie ma, aby lepiej dostrzec to, co jest. Na przykład czekasz na kogoś. Czekasz na ukochaną. Ma przyjść. Tak powiedziała. Obiecała. Przyjdzie tą drogą. Rysujesz horyzont, patrzysz na krajobraz… Widzimy na miarę naszej nadziei.” Tak to odczuwali niewidomi wypatrując na drodze cudu. Ich czekanie się opłacało i przysporzyło im oprócz odzyskanego wzroku – wiarę w Tego, który każdego dnia czyni świat – impresję światła. „Bóg jest światłością, i ci, których czyni on godnymi oglądania Go, widzą Go jako światłość; i ci, którzy Go otrzymali, otrzymali Go jako światłość. Światło bowiem Jego chwały poprzedza Jego oblicze i nie może On ukazać się inaczej jak tylko w świetle.” Chodzi jednak nie tylko o zrozumienie, jakimi sposobami Chrystus uzdrawia ludzi, ale przede wszystkim o to, aby móc w Nim żyć. Duch Święty niczym najdoskonalszy artysta wypisuje w nas – jak na płaszczyźnie ikony- „obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego – oświeca nas i przebóstwia. Liturgia prawosławna którą przenika misterium światła, zawiera się w wezwaniu wspólnoty: „Chwała Tobie Chryste, który objawiłeś nam Światłość.”

środa, 15 lipca 2026

 

W naszym obecnym świecie wszystko jest odwrócone do góry nogami. Zło posępnie ubiera się w szaty dobra. Brzydota przywdziewa szaty piękna. Niesprawiedliwość operuje elokwentnie frazesami prawnej poprawności i rzekomej sprawiedliwości, rozpisywanej zakulisowo i strategicznie; takiej która ogłupia, a nie porządkuje świat prawa i przyzwoitości. Długoterminowa wojna to biznes dla zapasionych polityków pomnażających zasobność kont w rajach podatkowych, a pokój to marzenie malutkich i bezbronnych których zgniata każdego dnia machina cierpienia i śmierci. Choć polityka wielu z nas mierzi, to i tak dajemy wiarę demagogom, mistyfikatorom, sprzedajnym kłamcom i propagandzistom próbującym urządzić wszystko podłóg europejskiego porządku, coś na kształt „czerwonego kraju rad” – w którym chleba ma starczyć dla wszystkich- choć wywołuje on czerstwość duszy. Wszystko jest na opak. Miłość jest pomylona z żądzą, a jej wewnętrzna siła do zespalania, komunii i ofiary, została zgrabnie zastąpiona potrzebą konsumpcji i indywidualnego zadowolenia. Konfiguracji miłości i płci jest tyle, że nie wystarczy w piekle apartamentów, aby pomieścić ten ogród ziemskich rozkoszy. „Nic nie rozumiemy z cywilizacji współczesnej – pisał odlegle i zarazem aktualnie Bernanos – jeżeli z góry nie założymy, że jest ona powszechnym sprzysiężeniem przeciw wszelkiego rodzaju życiu wewnętrznemu.” Poruszamy się w rzeczywistości fantomów piękna, pozornej długowieczności, sfabrykowanych recept na udane życie i natychmiastowych podpowiedzi – płynących wprost z telefonu zlepionego z naszą dłonią. Jak się rozwiąże owa „dramatyczna walka z produktami własnego geniuszu” (G. Friedmann). Brodzenie we mgle stało się domeną płytkich, przekonanych o swojej boskiej samoświadomości istot i wykarmionych głupotą narcyzów, toczonych przez pychę zasklepienia w świecie rzeczy. Przestaliśmy należeć do Boga i mądrości której przebłyski możemy jeszcze dostrzec w przyrodzie, opierającej się destrukcji którą niosą synowie rajskiego Adama, nie porzucając owocu pragnienia bycia jak Stwórca. Wobec tych usterek ducha, potrzeba nam dzisiaj geniuszów wiary. Takich jak starzec Zosima z powieści Dostojewskiego, kiedy padł na kolana przed pięknym młodzieńcem Dymitrem Karamazowem, przed głębią jego cierpienia i pustką wolności,  wskazując iż tylko Chrystus może być lekarstwem na choroby tego świata. Ta lekcja człowieczeństwa jest ciągle do odrobienia. Przebudzenie sumień tam, gdzie jest deficyt dobra i nadziei. W jednej części świata pociski rozszarpują na kawałki dzieci, a po drugiej stronie kurorty i plaże na których wylegują się turyści korzystający z wakacji all inclusive. Duchowość to słowo klucz, brzmiące przyjaźnie i przenikające stopniowo przez gwar, spiekotę i ludzką pustkę samotności. „Temu, kto czeka, wszystko się objawi, o ile ma odwagę nie zaprzeczać w ciemności temu, co widział w świetle”- pisał poeta Patmore. Posługując się słowami świętego Makarego „strzeżmy ścian” naszego wnętrza i tego, co jest na zewnątrz. Strzeżmy przestrzeni w której przebywamy, odpoczywamy i pracujemy. Pilnujmy oczu i serca, a kiedy wszystko jest w nas zmęczone i skłonne do narzekania, spójrzmy na ikonę Chrystusa i syćmy się światłem które emanuje z Jego Oblicza, bowiem tam jest Królestwo wnętrza !

niedziela, 12 lipca 2026

 

I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy». Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: «Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy też powiedzieć: "Wstań i chodź!" Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!» On wstał i poszedł do domu (Mt 9,1-8),

Niemoc człowieka zdanego na łaskę innych. Wątły płomień nadziei, że istnienie skazane na niebyt, może przeniknąć dotkniecie ufności i odrodzenia życia. Przekonujemy się namacalnie, że istnieje Ewangelia miłosiernego gestu Tego, który nie tylko zaskakuje i odbiera argumenty swoim oponentom – lecz jest nade wszystko Miłością, przebaczającą grzechy i uzdrawiającą ciało.  „Odpuszczają są twoje grzechy”- to wstrząsające dla faryzeuszów słowa mocy, które przejdą do sakramentalnego i terapeutycznego depozytu Kościoła. Grzech to choroba duszy, którą trzeba leczyć jak każdą chorobę ciała. Lekarz zadaje pytania i szczegóły dotyczące stanu ciała, tak kapłan pyta o stan duszy. Obie dążą do tego samego celu: odnaleźć chorobę i ją wyleczyć. W świecie którym przyszło nam żyć, „dotykamy wszystkiego i nic nas już nie może dotknąć” – a szczególnie zstępująca naglę i przenikająca każde włókno naszego jestestwa łaska.   Choroba duszy okazuje się poważniejsza niż dolegliwości somatyczne. Jak zauważył metropolita Kallistos Ware: „Nie ma całkowicie prywatnych grzechów. Wszystkie grzechy są grzechami przeciwko bliźniemu, a także przeciwko Bogu i przeciwko sobie. Nawet moje najbardziej skryte myśli faktycznie utrudniają otoczeniu podążanie za Chrystusem." Jesteśmy paralitykami innego rodzaju, zdruzgotani niemocą i bardzo często samotni – wyczekujący cudu i bezpośredniego dotknięcia miłosierdzia. „Pokuta otwiera niebiosa, zabiera nas do raju, pokonuje diabła”- przekonywał św. Jan Chryzostom. Łzy szczęścia na policzkach tych, którzy zrzucili balast grzechów i odeszli pojednani z Bogiem, a nade wszystko sobą. Oczy uzdrowionych to już krajobrazy zmartwychwstania.     

środa, 8 lipca 2026

 

Błogosławiony nadmiar czasu, to przywilej wakacyjnego odpoczynku. Status "bogactwa" którego wartość potrafią docenić wrażliwcy spacerujący po świecie z intensywnością stworzenia poddanego urokowi obłaskawiającego zewsząd piękna. Radość, która rodzi się ze splotu okoliczności i drobnych natchnień które przychodzą nagle i obezwładniająco. Obrazy i tonacje wychwytywane zmysłami, aby ostatecznie dotrzeć do duszy – użyźniając ją wymagającymi namysłu wartościami. Człowiek to suma drobnych natchnień i radości eterycznie uwolnionych w przestrzeni rozleniwionego życia i pęczniejącej historii. Istota refleksyjna, potrafiąca udźwignąć brzemię czasu, pod warunkiem że nie przymyka powiek i rozszerza źrenice oka z poznawczą i szczerą naiwnością dziecka. „Nasze życie jest piękne nie tylko dlatego, że tego chcemy, ale dlatego, że powinno być piękne. Bo innego wyjścia nie ma”- przekonywał Aleksander Wat. Chłonąć świat z jego powabami i spękaniami, będąc wolnym od uprzedzeń i fałszywych pytań, przynoszących jakże często wewnętrzne rozstrojenie i niepewność. Oddech musi się zestroić z pulsem świata – życiem które przechodzi przez tak wiele arterii i znajduje swoje źródło w tym którego nazywam Obecnością. Zatrzymania w miejscach nieoczywistych i wyrywających z banalności podróżowania. Spacer nad brzegiem morza, czy wspinaczka na szczyt góry. Zmienność przestrzeni których staję się na jakiś czas częścią. „Życie każdego człowieka jest drogą ku samemu sobie, próbą znalezienia drogi, zaznaczenia ścieżki”- twierdził Herman Hesse. Chrześcijanin jest dzieckiem drogi, stróżem poranka, naczyniem czekającym na wypełnienie, gwałtownikiem szamocącym się z burzą wciąż nowych wyzwań i prądów szturmujących umysł. Chrześcijanin najpiękniej został przedstawiony na ścianach rzymskich katakumb - postać oranta – personifikacj modlitwy i duszy ludzkiej całkowicie powierzonej Bogu. Bezbronność i zarazem wielkość świadka, gotowego przyjąć radykalizm miłości. „Modlitwa jest działaniem. Modlić się to być wielce skutecznym… Modlitwa jest dziedziną naukową intelektualistów i sztuką artystów. Artysta zajmuje się gliną lub kolorami, słowami lub dźwiękami; zgodnie ze swymi zdolnościami obdarza je znaczeniem i pięknem. Materiałem, nad którym pracuje modląca się osoba jest żywe człowieczeństwo. Kształtuje je swą modlitwą, obdarza je znaczeniem i pięknem; najpierw siebie, a tym samym wielu innych”(T. Colliander). Nicość zostaje wypełniona sensem. Zgiełk przenika radość milczenia. Świat staje się katedrą do której wchodzę i czuję się zaopiekowanym, godnym zasłuchania w wieczności. Jak ujął to św. Grzegorz z Nyssy: „gdzie Oblubieniec jest obecny, ale niewidzialny.”

niedziela, 5 lipca 2026

 

Gdy Jezus przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wybiegli Mu naprzeciw dwaj opętani, którzy wyszli z grobów, bardzo dzicy, tak że nikt nie mógł przejść tą drogą. Zaczęli krzyczeć: „Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?” A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy prosiły Go: „Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń”. Rzekł do nich: „Idźcie”. Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w falach. Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic (Mt 8, 28- 9,1).

Czytam dzisiejszy epizod Ewangelii jak rzetelnie podany news. W tym opisie wszystko jest tak nieprawdopodobne i budzące zainteresowanie, aż nawet trochę tragikomiczne według dzisiejszych standardów powierzchownego interpretowania rzeczywistości. Wejdźmy w sam środek tego wydarzenia, wczujmy się w położenie Gadareńczyków. W ich okolicy wydarzyło się coś tak bardzo zaskakującego. Biegną nad jezioro, wcale nie po to, aby oddać rekreacji – pływać, opalać się - ale ich wzrok zostaje dotknięty dwiema zaskakującymi sytuacjami. „Nie istnieje pełne przedstawienie rzeczywistości. Tylko wybór”( P. Lagerkvist). Dwa kadry zapierające dech w piersi. Z jednej strony trzoda potopionych świń, które do nich nie należały, a z drugiej dwóch opętanych ludzi, którzy w jednym momencie stali się normalni- wolni od irracjonalnych i niebezpiecznych zachowań. Bez wątpienia taka sceneria wyrywa obserwatorów z bierności i neutralności, budząc wewnętrzne zakłopotanie. A pośrodku tego wszystkiego stoi Chrystus dotknięty dylematem dokonania wyboru: trzoda świń lub dwóch potrzebujących uwolnienia ludzi. To gra o los człowieka i sprawdzian miłości Boga. Bilans jest klarowny- o dwóch ludzi zdrowych na ciele i duszy więcej, o stado świń mniej. W świetle przesłanek ekonomicznych ta decyzja to czyste szaleństwo. Człowiek którego te świnie są własnością będzie klepał biedę do końca życia. „Trzeba jednak zapłacić jakąś cenę za „wyzwolenie” dwóch ludzi. Chrystus żąda tej zapłaty od Gadareńczyków. Żąda by w swych sercach uznali, że człowiek jest ważniejszy do świń.” To nie jest prosta transakcja biznesowa. Przecież świnie to dobra lokata na dobrze zaplanowaną przyszłość; a tu w grę wchodzą takie straty. Chrystus również od nas żąda jasnego wyboru. Na jednej szali człowiek. Na drugiej wszystkie zabezpieczenia i finansowe wentyle bezpieczeństwa. Zgoda na obecność Chrystusa zależy od wahań tej wagi. Pewnie pomocą w tej refleksji będzie dobrze postawione pytanie. Czy potrafię postawić drugiego człowieka na pierwszym miejscu ? Przed moimi sprytnymi kalkulacjami, korzyściami, reputacją, zyskiem, za cenę utraty przywilejów i doraźnych profitów ? Osobiście boję się takich ludzi którzy przechodzą przez życie zgodnie z zaprogramowaną nawigacją, którzy w imię świętego spokoju udają, że nie widzą innych; ponieważ konfrontacja z bliźnim mogłaby wywołać jakieś zaangażowanie. Chrześcijanin to człowiek dla którego bliźni jest darem, a „świnie” to tylko sztafaż stanowiący element Bożej ekonomii zbawienia. „Jakież znaczenie mają łachmany naszych grzechów, jeśli zdarliśmy je z naszego ciała i stajemy w Twojej obecności nadzy i drżący ? – pytał Mauriac. Aktualność i przestroga dzisiejszej Ewangelii jest klarowna dla nas współczesnych. Nie wchodź w przestrzeń Lewiatana w której możesz się ześwinić, ubrudzić, spodlić w świecie który jest otchłanią demonicznych sił, opozycją wobec piękna i miłości Boga. „Zło to postrzeganie siebie i świata jako pozbawionych Boga, czyli pozbawionych miłości i świadomości”(J.Y. Leloup). Przesłanie może być bolesne dla wolności samostanowienie o sobie. Nie wchodź od „podziemia”, abyś i ty ze świniami nie spadł do urwiska. Niech dopełnieniem tego rozważania będą słowa św. Izaaka Syryjczyka: „Ten, kto widzi swój grzech, jest większy od tego, kto wskrzesza umarłych.”

niedziela, 28 czerwca 2026

 


Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi»”. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary (Mt 8,5- 13).

Rozglądam się w scenerii dzisiejszej Ewangelii i muszę ze smutkiem stwierdzić, że bardzo często brakuje mi wiary setnika, rzymskiego centuriona; wrażliwości i czułości mężczyzny, reagującego natychmiast na agonię drugiego człowieka. Tej determinacji, odwagi i ufności w możliwość uzdrowienia, wbrew dramatycznym okolicznościom czasu i miejsca. W obliczu cierpienia, choroby, gaśnięcia życia - Bóg i człowiek są sobie bliscy – połączeni niewidzialną nicą miłości i milczącego porozumienia. „Znalezienie w Bogu tego, co absolutnie upragnione, i złożenie tam swego serca odsłaniają zdumiewającą bliskość Boga”(P. Evdokimov). Ikoniczność „Samarytanina” o szeroko otwartych oczach i sercu. Mozolne naciskanie na Mistrza, aby wybłagać cud na odległość, bez fatygi i narażania się na otarcie z nieczystością domu człowieka i jego najbliższych – przez wyszeptane słowo, mające moc przywracania wszystkiego, poza ciekawskimi oczami tłumu cwaniaków, niedowiarków, naciągaczy, zdrajców i plotkarzy od kolportowania galilejskich nowinek, jak również paradoksom losu. „Obecność dyskretnego Boga zda się nieobecnością… Cechą cudów Bożych jest dyskrecja.” Trud zrozumienia ponadczasowości sensu tego wydarzenia, odsłania jakże powierzchowną i pełną wahań wiarę współczesnych chrześcijan. Można się potykać o ciała cierpiących braci, nie zauważać ich, ignorować, iść przed siebie i myśleć tylko o sobie. „Samolubny jest ten, kto kocha tylko siebie samego, z czego wynika dlań fakt braku miłości dla siebie”(Teofilakt). Antropologiczna martwota postaw i emocjonalny chłód. Łatwiej się uprząta zmarłych (utylizuje), niż pochyla się nad chorymi i podnosi się ich ku nadziei nowego świtu. Ludzie miasta są częścią tej jakże chorej tkanki, skazanej na obojętność i bezruch. „Tym, czym się nie staliście, tym nie jesteście”- pouczał św. Grzegorz z Nyssy. Przestaliśmy być ludźmi pragnienia, prośby, człowieczeństwa osuwającego się na kolana i błagającego Boga o wejrzenie i podmuch miłosierdzia. Nie przenika naszego wnętrza ten wielki powiew miłości, budzący olbrzymów podtrzymujących w posadach kruchy i ledwie chwiejący się świat który przeobrazi się niebawem w szpital. Polegamy na sobie i zabezpieczeniach które w chwilach dramatycznej próby, tak naprawdę nie są wstanie nic zmienić – jedynie zatrzymają na chwilę wskazówkę zegara. Wiara pozwala zdiagnozować w człowieku to, co święty Jan z Karpathos nazywa „chorobą niedowiarstwa.” Być dla innych świadkami czułej miłości Jezusa ! U Quoista przeczytałem takie intrygujące i bardzo osobiste wspomnienie: „Tej nocy umarł mój przyjaciel, Panie, i płaczę. Ale moje serce jest pełne pokoju. Bo tej nocy umarł mój przyjaciel, ale razem z Tobą dał mi życie.”

środa, 24 czerwca 2026

 

Za kilka dni rozpoczynają się wakacje. Pauza od czynności i powtarzalności do której się przez dziesięć miesięcy przywykło. Odpoczynek to powinność konieczna dla rozwoju duchowego i fizycznego. To odmienne spojrzenie na rzeczywistość, bycie w drodze i odkrywanie zupełnie nowych przestrzeni – rzeźbionych przez czas i obecność ludzi których losy splatają się z konkretnym oddechem natury i tembrem miejsca. Szlachetny podróżnik z apetytem na to, co jeszcze nieodkryte. Nostalgia za wymiarem o którym się śni lub marzy, na kształt wiecznie ciekawskiego i bystrego dziecka. „Kiedy otwiera się niewidzialny świat, kontemplacja staje się radosna. Wewnątrz rozkwita radosna atmosfera. A ta radość, wyniesiona w przestrzeń, dociera do wszystkich "żebraków Absolutu". (M.M. Davy). Wolność od bycia na czas i realizacji poleceń wynikających w wyuczonej profesji. Bycie poza, bez limitu degustowanych kaw; na kształt pragnienia ptaków wzbijających się do lotu i szybujących zgodnie z oddechem wiatru. „Pragnij tego, by wędrowanie było długie: żebyś miał wiele takich poranków lata, kiedy, z jaką uciechą, z jakim rozradowaniem, będziesz wpływał do portów nieznanych...” – powie poeta Kawafis. Cały świat niewyrażonych rzeczy, czekający uzewnętrznienia za pomocą pośpiesznie odnotowanych słów na zupełnie świeżych stronach notatnika. Naprawdę wszystko może być zdumieniem i namacalnością zmysłów łapczywie próbujących zatrzymać dla siebie jak najwięcej. Świadomość łączności z przestrzenią w której można się na chwilę zadomowić, pozostawiając na jakiś czas swój bezpieczny matecznik, stając się odmieńcem przygarniętym na chwilę. Intryguje mnie przeszłość odkrywana w zakamarkach zachowanej architektury, przesiewanych przez czas artefaktach, czy zatrzymanych na wieczność szczególikach obrazów artystów – których już z nami nie ma, a jedynie ich sztuka coś ma jeszcze mądrego do powiedzenia. Z nią można toczyć wewnętrzny i upajający dialog. Poruszają mnie bez reszty ludzie wczorajszego świtu, z zupełnie odmienną perspektywą życia, bardziej zrównoważeni i będący w harmonii z ziemią, której niegdyś granice wykreślały ślady ich stóp lub spracowanych dłoni. Patrząc na dzieci mojej epoki, czuliby rozbawienie zmieszaną z  irytacją szklącą oczy, marszcząc czoła na widok technologii od której zależą kaprysy i codzienna monotonia szekspirowskiego pytania: „to be, or not to be” – targanego demonem absolutu. Być może nie trzeba się tym tak martwić, dbając o własną higienę intelektu i duszy. Torba spakowana i oparta o ścianę. „Słońce wschodzi tylko dla tych, którzy idą je spotkać"(Henri le Saux). Wystarczy zakluczyć drzwi, pozostawiając wszystko na swoim miejscu. Wyruszyć w przygodę przyglądania się i przeżywaniu świata  !

niedziela, 21 czerwca 2026

 

Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność! (Mt 6,22-23).

Człowiek jest wydany spojrzeniu: pięknemu, magnetyzującemu, zawłaszczającemu, a czasami niszczącemu, odpychającemu natychmiast, powodującemu odwrócenie twarzy i zacisk powiek. „Przechodzimy przez życie z jednym okiem nadmiernie wyostrzonym, z drugim ślepym, zaciągniętym bielmem. Wystarczy, by widzieć ? Nie, nie wystarczy” – sugeruje Gustav Herling- Grudziński. Ewangelia mówi o oczach „zwierciadłach duszy” i instrumentach poznania rzeczywistości realnej i tej ukrytej za zasłoną mistycznego zdumienia. Znam ludzi o oczach szeroko otwartych, wypełnionych po brzegi miłością, głębią, współczuciem, dobrocią i łagodnością. Obok tych, istnieją oczy niewyraźne, odpychające, zaciemnione – zdradliwe, budzące niepokój, a nawet strach. Oczy w których można się przejrzeć i takie które mogą zwieść lub zatracić w niebycie. „Dzisiejszej nocy oczy mego wewnętrznego ja były otwarte: stały się zdolne do patrzenia w niebo, w świat idei i w piekło”- powie poddany rozdarciu widzenia Swedenborg. Istnieją jeszcze oczy świętych, doskonale oddane na ikonach w których jest żar – przyciąganie tak intensywne, że nie można mu się oprzeć. Ogień bijący ze źrenic tych, którzy zostali nasyceni światłem, stojąc naprzeciw Obecności na szczycie Synaju, Taboru i Golgoty, przemienieni mocą Paschy. „Być żywym oznacza być widzianym, wchodzić w światło kochającego spojrzenia"(Ch. Bobin). Chrystus wskazuje na dwa rodzaje oczu. Od jakości patrzenia zależy kondycja ludzkiej duszy, bowiem wszystko co do niej przenika – przechodzi od wzroku – uzdalniając lub nadwyrężając ludzką wolę wyboru pomiędzy dobrem i złem. Ilu jest takich, co spoglądają bezmyślnie, nieuważnie, nie zdając sobie sprawy jak przez te dwie wytrzeszczone „soczewki” przenika mnogość niebezpiecznych doznań. W strumieniu zalewających nas zewsząd obrazów, trzeba dokonać natychmiastowej selekcji. Duchowość jest związana z nieustanym procesem korekty świata, jego powabów i miraży. „Bóg sprawia wszystko w nas, do nas należy tylko dobra dyspozycja woli”(św. Maksym Wyznawca). Jeżeli trzeba coś w świecie ocalić, to czystość zmysłów z których spojrzenie jest rozstrzygające dla uzewnętrznienia się Królestwa Bożego. „Ten, kto ujrzał swój grzech, większy jest niż ten, kto widział anioły”(św. Izaak Syryjczyk). Można paść na twarz i schować w piasku lub błocie wzrok, albo podnieść się z kolan niewolnika i wystawić ku bijącym ze źródła energiom Życia.

środa, 17 czerwca 2026

 

Tak że ciemność będzie światłem, a bezruch tańcem. Dostrzegłem poruszenie na twarzach moich uczniów, kiedy przedłożyłem im krytyczne spostrzeżenie: „Kiedy nastąpi czas apokalipsy i wyłączą Internet, tylko ci którzy byli bystrymi obserwatorami rzeczywistości i czytali książki przetrwają ten moment próby.” Była to wypowiedź w kontekście uzależnienia od telefonów i bezkrytycznego pozyskiwania wiedzy za pomocą sztucznej inteligencji. Myślenie krytyczne to umiejętność nad wyraz cenna w świecie informacyjnej papki i dróg na skróty w poszukiwaniu odpowiedzi na najprostsze nawet pytania. Wielu już nawet przestało pytać, pozostając na mieliźnie i w bezruchu wegetatywnego trwania umysłu. „W naszym stopniowo kurczącym się świecie wszyscy potrzebują siebie nawzajem. Musimy szukać człowieka, gdziekolwiek się da. Kiedy Edyp w drodze do Teb napotkał Sfinksa, jego odpowiedzią na jego zagadkę było: „Człowiek”. To proste słowo zniszczyło potwora. Mamy wiele potworów do zniszczenia. Pomyślmy o odpowiedzi Edypa”- rozmyślał Giorgios Seferis. Przysypywani w klepsydrze ludzie żyją z dnia na dzień, pozostając na samym dnie piramidy potrzeb i pragnień. „Zawsze wolimy życie ograniczone, życie umiarkowane, od tego uderzenia pioruna, od tej inteligencji szybszej niż światło. Zawsze wolimy nie wiedzieć, żyć własnym życiem. Ona tam jest. Jest pod płonącym krzakiem, nie zbliżaj się do niej. Potrzeba nieoczekiwanej miłości lub czytania, abyśmy to zobaczyli”(Ch. Bobin). Pośpiech nie pozwala uchwycić tego, co istotne – zamykając w szczelnym kokonie niepoznania i hibernacji uczuć. Wszystko dzieje się po omacku, kapryśnie, obarczone balastem znudzenia i przymuszonej powinności. Na zewnątrz letnie upojenie życiem. Drzewa i kwiaty wydzielają eteryczne zapachy, owady uprawiają balet w pąkach kwiatów, a drzewa rozkładają swe korony ku słońcu, zacieniając zarazem zdyszanego od naglących potrzeb wędrowca. Natura rozkwita bogactwem form i onieśmiela nas – istoty ułomne i zastygłe – o zaciemnionej percepcji piękna; dyspensujących się od poetyckiego namysłu nad rzeczywistością. Natura i kultura zdaje się być trampoliną dla tych których przygniótł syzyfowy głaz niemocy i obojętności. „Tylko sztuka ma moc wyciągania cierpienia z otchłani”- pisał Appelfeld. Dzieła sztuki rejestrują i odczytują świat w sposób porównywalny do tego, jak reflektuje go myśl filozofa, wpatrującego się pejzaż i dostrzegającego w nim zgoła coś więcej, niż impresję barw i dźwięków – symbol nieskończoności, wbrew analitycznym podszeptom rozumu. Jakże trudne jest bycie w świecie dla ludzi wrażliwych, refleksyjnych, potrafiących czytać rzeczywistość w sposób ambitny i twórczy. Tacy ludzie nie są doceniani. Omija się ich, ponieważ stanowią zagrożenie, dla nic nie wartych prostaków, karierowiczów, lizusów i pochlebców, gotowych od tak za pieniądze zrobić wszystko i dokonać gwałtu na własnej wolności. Nakładający maski i dopasowujący się jak kameleon do zaistniałych sytuacji; troglodyci naszego jutra. Manekiny na usługach merkantylnego półświatka. Trzeba się upominać o wrażliwców, podnoszących ten świat o kilka pięter ku górze.

niedziela, 14 czerwca 2026

 

W owym czasie Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim*. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim ( Mt 4,18-23).

Kilka razy dane mi było spacerować po porcie rybackim i obserwować pracę znajdujących się tam ludzi. Nie jest to przestrzeń estetyczna dla przypadkowych przechodniów. Surowy sztafaż miejsca, gdzie dokonuje się szamotanina myśli, wypłynięcia i powroty; radość z ułowionych ryb, czy rozczarowanie z pustki wyszarpanych morzu sieci. Zbutwiałe i wypracowane łodzie rybackie, rzeźbione przez czas i kaprysy wody. Słowa fal uderzające o burtę, stają się filozofią człowieka oddalającego się od ziemi, wydanego samotności i cierpieniu. Rozciągnięte na palach i co jakiś czas łatane sieci, nadające pejzażowi nadbrzeża dość osobliwy i surowy charakter. Piasek wysadzany kamieniami i rozpościerająca się monotonia, tak silnie kontrastująca z nieprzewidywalnością akwenu na który trzeba wypłynąć, aby zarobić pieniądze i utrzymać rodzinę. W końcu rybacy – często z ojca na syna – zajmujący się ta niebezpieczną profesją obcowania z żywiołem wody i jego mirażami, dla których jak powie bohater Hemingwaya „tylko praktyczność ma sens.” Portrety tak wyraziste jak otwarta książka z której można czytać powieść. Każde opuszczenie portu, może być tym ostatnim. Widmowość egzystencji na którą pada cień śmierci. „Od skał po góry prowadziła nas droga mleczna, a gdy morze zniknęło Bóg był blisko”- powie grecki poeta Sarantaris. Mój kolega ze studiów, opisując ojca, rybaka z pod Pucka wspominał: Kiedy wychodził z domu czynił znak krzyża. Żegnał się z nami tak ciepło, jakby miał już do niego nie powrócić. Rybacy o dłoniach chropowatych, poranionych, mocujących się z ławicami ryb – tańczącymi w prądach wody. Patrzę na tę scenerię niczym malarz, powstrzymując w sobie chęć odtworzenia go aż do momentu, kiedy linie i kolory, ukształtują w moim wnętrzu obraz finalny, przeniknięty duchowym sensem i ponadczasowym przesłaniem. W tym duchu czytam ten fragment Ewangelii. Istnieje piękno zauważenia, splot okoliczności, zatrzymania, spojrzenia w prozaiczności miejsca i pracy ludzi, zagarniętych dla dzieła które w danej chwili może być niezrozumiałe, a nawet przerastające ludzkie możliwości. Rozmyślanie o przypadku jest bezcelowe. To miejsce wybrał Chrystus – najmniej sakralne, a zarazem tak magnetyzujące zmysły i wyobraźnię. „Nie pytaj, dokąd zmierza miłość, która cię porywa”- wyzna pewien mistyk w świetlistym upojeniu ciemnej nocy duszy. Kiedy On wypowiada imię stojąc boso na brzegu jeziora, to naturę przenika zapach eterycznych olejków i spokój, ponieważ drganie życie przenika serce świata. Po chwili kipi woda i sieci się rwą od dostatku ryb, znaku błogosławieństwa po którym słowa zdają się zbędne. Nastaje cisza, niczym przeistoczona mowa i gorący oddech Boga. Spotkanie rozpoczyna się od zauważenia osoby. On inicjuje przygodę wiary i czyni rybakami ludzi. Kołatanie serca i odwaga oddalenia się od brzegu. Zaropiałe i pozbawione snu oczy mężczyzn, przenika blik światła i nadziei; poderwanie do natychmiastowego pójścia za Nim.

wtorek, 9 czerwca 2026

 

Jak dojść do celu, kiedy bolą cię nogi ? Jak można kochać, kiedy serce jest rozdarte na strzępy ? Jak trzeźwo myśleć, kiedy umysł przygniata balast niepewności o kształt jutra ? Jak odkryć piękno, kiedy codzienność naznacza wulgarna i tandetna brzydota ? – to zaledwie kilka pytań które składają się na litanię ludzkiego istnienia. Również mojego !  Życie bez tak stawianych pytań utraciłoby swój smak, stało się gorzkie i bezbarwne, osnute jedynie na płochych marzeniach, prowadzących do małych lub większych katastrof. Odwracam głowę za siebie i dostrzegam przeszłość, jej ciężar i zmienność, naprężenie jak na cięciwie łuku; którą smagają spękane od wypuszczania strzał opuszki palców. Te strzały to zakamuflowane myśli i uczucia które pod skrzętnie nagromadzonymi warstwami, czekają nowego otwarcia – świtu – jutra, które będzie piękniejsze niż to zagmatwane dzisiaj. Przekręcasz twarz i patrzysz na horyzont. Wiatr smaga twarz a światło obłaskawia pierwsze pojawiające się zmarszczki. Mrużysz oczy i niedowierzasz im, sceptycznie przecierając je dłonią aż do uciążliwego bólu powiek. Wszystko naznacza zmienność i tonalność teraźniejszości, aż po partycypację w tajemnicy czegoś jeszcze ukrytego – wyłaniającego się częściowo i jeszcze niewyraźnie. Umysł obarczony pamięcią przywołuje obrazy i smaki, delektując się nimi aż do utraty tchu i poczucia rzeczywistości. Sploty płochliwie przeżywanych zachwytów i miłosnych uniesień, biologicznego przeżywania scalenia, po ból rozstania i porażki, odsłaniającej fatum śmierci. Od ciała zwiniętego w powolnie otwierający i pękający kokon życia, po ciało zbutwiałe – zwinięte w zwój który może unieść natychmiastowo podmuch wiatru. „Piękno wzywa do pożądanego udziału w życiu, do przekroczenia śmierci – pisze Christos Yannaras – w swoich scholiach poświęconych miłości – Piękno ukochanej istoty, piękno ukochane, zaproszenie do życia, najwyższe wezwanie. A za tym wezwaniem: natura, szyderczy grymas śmierci. Jesteśmy spragnieni piękna: pragnieniem nienasyconym, pragnieniem natury, instynktu, popędu. Natura nieuchronnie poddaje życie możliwości własnego trwania i kontynuacji.” Eros i Tanatos trzymają się za dłonie w solennym korowodzie historii każdego z nas. Zobacz jest w tym napięcie i harmonia, odrzucenie i scalenie, bunt i zespolenie, szamocące żywiołem istot wychodzących przez macierzyńską bramę rozkoszy i życia. „Gdy przebywamy w łonie matki, ze światem łączy nas pępowina. Kiedy się urodzimy – usta. Spośród naszych zmysłów wzrok jest abstrakcyjny – oko nie ma bezpośredniego kontaktu z tym, co widzi, nie potrafi się zrosnąć z obiektami widzenia. Słuch poprzez swój organ, czyli ucho, jest już bliższe światu; ręka dotyka, chwyta, nozdrza wciągają zapachy i opary”- rozmyślał o tej różnorodności poznawczej zmysłów Hamvas. Przestałem już całować a zacząłem nasłuchiwać ciszy. Zamiast łykać hausty powietrza, oddycham miarowo. Podnoszę głowę ku górze jak chłopiec na obrazie Julio Reyesa. Zamykam częściej oczy, niż je otwieram. Staram się mniej mówić i pisać o wierze, a świadomiej wierzyć. Staram się mniej żyć, a bardziej umierać – aby móc żyć w pełni w Miłości. Kwintesencja dojrzałego istnienia !

niedziela, 7 czerwca 2026

 

Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10, 32-33). Sensem życia każdego chrześcijanina jest stawanie się każdego dnia o wiele bardziej świadomym swojego powołania i misji, która została dana wraz z chrztem i namszczeniem Duchem Świętym. „Ogień profetyczny zawsze był mocą odradzającą życie duchowe, które wystygło. Inną odradzającą mocą była mistyka”- twierdził Bierdiajew. W czasach glinianych naczyń, bezbarwnych i rozmytych postaw, wyroczni jaką jest Internet, radykalizm słów Chrystusa musi zabrzmieć z nową świeżością i głębią – budząc na nowo postawę i mentalność proroka, świadka i męczennika – świętość przenikającą skamieniałe ludzkie serca; wbijając się w ciało miejsca, gdzie toczy się codzienny zgiełk, przenikając jego grzeszne peryferia i  zaczepnie artykułowany bunt względem Boga. Wobec algorytmów fałszu, przedkładającego nachalnie, że nie ma nic, rozbrzmiewa w opozycji paschalne przesłanie Ewangelii: On jest Życiem ! Pomiędzy jej wersetami jest wystarczająco dużo światła, aby rozświetlić mrok wyparcia wiary, buntu, zobojętnienia, pogardy i fałszu. Świadectwo wolne od lęku, odrzucenia, wystawione na pogardę, a niekiedy ocierające się o konieczność złożenia swojego życia w ofierze. Wejść w rzeczywistość w której dokonuje się konfrontacja pomiędzy siłą człowieka a słabością Boga. „Przedmiotem wiary nie jest bowiem przekonanie o istnieniu jakiegoś niedostępnego Boga poznawanego przez symbole i mity – pisał J. Danielou – Do tego wystarcza religia. Wiara natomiast jest przekonaniem o działaniu Bożym. To wiara w Boga, który wkracza w egzystencję ludzką i objawia się spełniając dzieła, które spełniać może tylko On sam.” Przyznać się do Niego, to prawdopodobne pozwolić się ukrzyżować obok Tego, którego milczenie jest potężniejsze, niż najbardziej doniosły i przerażający skowyt ideologii zwiastujących zmierzch wiary. „Wierność: pamięć o źródle i przeczucie oceanu w mętnym nurcie przepływu wielkiej rzeki”(G. Thibon). Człowiek wiary zaproszony do ciągłego kiełkowania ziarna i wgryzania się w glebę jałową lub prawie martwą, aby dokonała się dynamika wzrostu i błogosławieństwa. To przynaglenie rozbrzmiewające ze szczelin i bijącego źródła wieczności: Idź naprzód. Nie lękaj się !

poniedziałek, 1 czerwca 2026

 

Zakleszczony w tramwaju pośród przemieszczających się ludzi miasta, dostrzegam atmosferę zamknięcia i separacji, uwiarygodnioną przez zaciskane w dłoniach telefony, czy spiralach słuchawek osadzonych na uszach. Kotłuje się w moim umyśle spostrzeżenie Mouniera: „Osoba jest jedyną rzeczywistością zdolną do bezpośredniego komunikowania siebie, jest skierowana ku drugiej osobie.” Patrzę i doznaję pewnego poznawczego dysonansu. Neuronalna dysfunkcja cywilizacji pędu i stan permanentnego osłabienia interakcji. Nie ma już „buntu mas” tylko zobojętnienie i stagnacja. W samotności tłumu rozmawiam ze sobą – niczym prowokujący napotkanych przechodniów Sokrates - ponieważ nachodzi mnie ochota od czasu do czasu porozmawiania z kimś mądrym i uważnym. Ten wewnętrzy dialog wydaje się powinnością pożądaną i twórczą, jakże różną od tego wymuszonego bycia naprzeciw, wymagającego zerwania tych wszystkich protez egoistycznej samoafirmacji i odcięcia. Moi czytelnicy muszą zaufać mojej wnikliwej obserwacji rzeczywistości i amplitudom rozczarowań które przynosi mi kontakt z duszną zewnętrznością. Nobliwy łaciński termin transcendere- co znaczy tyle, co „wychodzić poza”- określającym tym samym, jakiś rodzaj przebywania w miejscu pozornie lub rzeczywiście bezpiecznym. Miejscu w którym mogę się schronić ! W średniowieczu ludzie poszukiwali kamienia filozoficznego, ufnie wierząc że z pierwiastków pozyskanych z materii, można wydestylować złoto. Dzisiaj człowiek ścieka jak szlam z przemierzaną gwałtownie nowoczesnością, będąc totalnie niezdolnym do krytycznego spojrzenia na siebie i otaczającego zewsząd świata. Naukowcy w panice przemijalności, próbują wydrukować organy – niczym puzzle do naszego zużywającego się ciała, chcąc przechytrzyć o jeden dzień śmierć lub rozśmieszyć Boga. Artyści wyparowawszy piękno, stojąc na krawędzi szaleństwa z ekskrementów czynią coś, co chcieliby uznać za sztukę. Człowiek naszego dzisiaj, nie musi posiadać jakiś wybitnych umiejętności czy wiedzy, którą przekopał i wydobył dla siebie w przeczytanych od dziecka książkach. Z irytacją podszytą nostalgią cytuję moim uczniom wiersz Borgesa: „Od pierwszego Adama, który ujrzał noc, i dzień i kształt swojej dłoni. Ludzie snuli opowieści i utrwalali w kamieniu, w metalu czy pergaminie. To wszystko, co zawiera ziemia czy tworzy sen. Oto ich dzieło: Biblioteka.” Kultura relacji i śladu. Od dłoni odbitej na ścianie jaskini, po słowo kaligrafowane i wypowiadane, które tworzy obrazy, emocje i międzypokoleniowe więzi. Dzisiaj jest na opak. Istoty wiedzione taksjami ameby, zawierzając los sztucznej inteligencji, stawiając ją w centrum własnego i pozornego życia intelektualnego, niczym wyrocznię szafującą wskazówkami jak ominąć owo nacierające fatum. Dobrze to ujął Lec: „Ludzie, zauważyłem, lubią takie myśli, które nie zmuszają do myślenia.” Iluzją jest wiara w to, że społeczeństwo młodych ludzi przyssane do tabletu, komórki, czy komputera będzie zdolne kształtować odważnie i rozsądnie teraźniejszość, już nie mówiąc o przyszłości utkanej z natręctw, nerwic i otarć o ekstremum śmierci. Tarkowski przekładając Solaris Lema na sekwencje filmu, postawił sobie ambitny i moralny cel: „sprawić, aby ludzie zrozumieli, że najważniejszym problemem jest uświadomienie sobie samego siebie. Tak jak gdy ktoś zbudzi się nagle w nocy i od razu wie, z całą jasnością gdzie jest żona, syn, córka. Dopiero po uświadomieniu sobie tego budzi się całkowicie.” Mam wrażenie, iż  ocieram się w dużej mierze o społeczeństwo neptyków, których życie rozpięte jest pomiędzy śniadaniem konsumowanym w biegu, a pseudo ambitnym i cynicznym pomnażaniem pieniędzy, aż po ostateczną utratę reflektowania rzeczywistości, wartości, sumienia i zdrowia. Moja znajoma artystka Agata Wolniewicz ukazała na jednym z obrazów dziewczynę z pochyloną głową, zatopioną w ciemnym homogenicznym tle z poświatą emanującą z ekranu telefonu. Większość oglądających to intrygujące i na czasie dzieło, było zauroczonych quasi mistyczną aurą tego ujęcia postaci, kompletnie nie dostrzegając faktu izolacji i kontaminacji z małym urządzeniem położonym na dłoni; z którą ta się zrosła. Dorastający syn moich przyjaciół już zasypia z telefonem przy poduszce, tak jak niegdyś podrostki zasypiały z piłką  i marzeniem o zwycięskim męczu. Jak wyhamować coś, co wydaje się zjawiskiem chorobotwórczym ? Towarzyszy temu tragiczne przeświadczenie o potencjalnym nakładzie pieniędzy na terapię tego zagubionego we mgle shortów i gier dziecka. Przyszedł czas na wyłączenie komórki i spojrzenie sobie w oczy. W liceum którym uczę, są pojedyncze przypadki osób spędzających każdą przerwę w towarzystwie książki. One przywracają wiarę w człowieka jutra, który choćby pozostawiony pośród gruzów naszej cywilizacji znajdzie drogę do domu - przetrwa. Sapere aude ! Myślenie twórcze, estetyka umysłu diagnozującego prawidłowo tętno ogłupiałego i schamiałego świata.  

niedziela, 31 maja 2026

 

Zstąpił Ogień ! Wytrysnęło Źródło Życia, poruszyło w posadach grunt pod nogami bojaźliwych i niepewnych własnego jutra apostołów. Młody Kościół poczuł tak wielkie drżenie… Rozległ się tak gwałtowny szum i płomienie ognia przepruły na wskroś mury Jerozolimskiego Wieczernika. Ten żar przepływa przez mury Wieczerników historii. Wielkie bierzmowanie czasu, przestrzeni, stworzenia, a nade wszystko ludzkości zwołanej od tej chwili jako Kościół. Eksplozja Miłości ! Bez Ducha Świętego nie jesteśmy wstanie zrozumieć Kościoła- On jest „duszą Kościoła”, nieustannym źródłem życia, piękna i duchowej harmonii. Duch Święty sprawia, że grzeszna społeczność ludzka staje się wspólnotą uświęconą i przebóstwioną- „nowym stworzeniem”. „Jesteście bowiem kamieniami świątyni Ojca- powie św. Ignacy Antiocheński- przygotowani na budowę, jaką sam wznosi. Dźwiga was do góry machina Jezusa Chrystusa, którą jest Krzyż, a Duch Święty służy wam za linę”. Wydarzenie Pięćdziesiątnicy odsłania życiodajną - napełnioną „szumem z nieba” i „ogniem”- całkowicie nową rzeczywistość. Rodzi się Kościół „wydobyty” z boku Baranka, upieczony w ogniu rozdzielających się niczym języki płomieni. „Duch tworzący, na nowo budujący przez chrzest, przez zmartwychwstanie; Duch poznający wszystko, uczący, wiejący gdzie chce i ile chce, prowadzący, mówiący, posyłający, odłączający, odkrywający, oświetlający, ożywiający, raczej zaś sam światło i życie budujący świątynie; czyniący Bogiem, wtajemniczający, tak że nawet uprzedza chrzest i szukany po chrzcie; czyniący to wszystko, co Bóg, rozdzielony w językach ognistych, rozdzielający dary, czyniący apostołów, proroków, ewangelistów, pasterzy, nauczycieli; rozumy, wieloraki, otwarty, wyraźny, niepowstrzymany…, wielostronny w działaniu” (św. Grzegorz z Nazjanzu). W tej słownej ektenii pochwalnej wyraża się ludzki podziw teologa wobec zdumiewającego działania Tego, którego święty Andrzej Rublov na ikonie Trójcy Świętej wymalował jako najbardziej pokornego sługę miłości. Pięćdziesiątnica to wylanie Ducha, które zapowiedział przed wiekami prorok Joel, Ezechiel i wielu innych posłańców. W święto Pięćdziesiątnicy Kościół w niedzielę czci trójcę Świętą, a poniedziałek poświęcony jest Duchowi Świętemu. Rozpoczyna się od dzieła Ducha Świętego – objawienia prawdy o Trójcy Świętej, a następnie kontempluje się prawdę o Tym, który ją odsłania i nam przybliża. Od kultury wzroku, po poruszenie duszy i oświecenie intelektu rozprawiającego się z obecnością Misterium. To wydarzenie które ciągle trwa w intensywności modlitwy Kościoła, który niczym Oranta rozkłada ręce i woła z głębin jestestwa: Przyjdź ! Czy nosimy w sobie ten sam Ogień, co uczniowie w Wieczerniku ? „Kościół dziś nie tryska radością. Ach gdyby płonął w nas ogień Ducha, zobaczylibyśmy, jak ludzie tłumnie by się do nas zbiegali. Przydałoby się, żeby Kościół dziś na nowo pokazał widowisko Pięćdziesiątnicy”- mówił z zakłopotaniem wiele lat temu J.M. Lustiger. Widowisko o którym zostało powiedziane to nic innego jak ludzka asystencja wychylona ku Temu, który potrafi wypełnić serce Kościoła miłością i odwagą przekraczania siebie. „Piećdziesiątnica jest życiem w obecnej, Boskiej mocy Chrystusa- powie Odo Casel- która uzdalnia do heroizmu w życiu moralnym…, (to zarazem pewność), że już teraz jako chrześcijanie chodzimy w nowym życiu, które kiedyś, w wiecznej, przepełnionej szczęściem Pięćdziesiątnicy zwycięsko zajaśnieje i niepodzielnie zapanuje”. Duch Święty- „palec Boży” dotyka każdego z  nas, abyśmy byli mężni i napełnieni wiarą; byśmy poruszając się w miłości, zaowocowali na Dzień w którym Uświęciciel odsłoni nam piękno „Wieczernika” w którym blask Trójcy zajaśnieje oczom ludzkim. I dlatego zdaniem św. Serafina z Sarowa, celem życia chrześcijańskiego jest osiągnięcie Ducha Świętego, bowiem przez niego urzeczywistnia Królestwo Niebieskie.