środa, 20 lutego 2019


Rdz 8, 6-13. 20-22

 Przeczekawszy zaś jeszcze siedem dni, znów wypuścił z arki gołębicę i ta wróciła do niego pod wieczór, niosąc w dziobie świeży listek z drzewa oliwnego. Poznał więc Noe, że woda na ziemi opadła. I czekał jeszcze siedem dni, po czym wypuścił znów gołębicę, ale ona już nie powróciła do niego.

Biblia podobnie jak sztuka z wielkim upodobaniem posługuje się obrazami. Myślimy obrazami- które trzeba rozwikłać i przeniknąć w ich zaklęty krąg symbolicznych znaczeń. Wczoraj pisałem o figurze chrztu jaką jest potop. Dzisiaj będzie o nadziei jaką przynosi gołębica. Trzy razy wypuszczał Noe z arki gołębicę, aby się przekonać czy zarys obiecanego przez Boga lądu pojawi się w zasięgu jego wzroku. Po drugiej próbie gołąb pod wieczór przyniósł w dziobie świeży listek z drzewa oliwnego (Rdz 8,11)- symbol pokoju, którym Bóg zamierzał obdarować swój lud po dramacie potopu. Gołębica (jonah lub peristera ) symbol nieskazitelności i niewinności, zakomunikowała święto ocalenia- miejsce przygotowane do zamieszkania. Gołąb symbol Ducha Świętego- tak mocno utrwalony w świadomości i ikonografii chrześcijańskiej. Symbol wiecznej szczęśliwości, pokoju duszy i zmartwychwstania; tak licznie obecny w najstarszych przykładach chrześcijańskiej kultury: epitafiach, pomnikach, nagrobkach i malarstwie katakumbowym. Rozmaite i rozpięte czasowo komentarze o charakterze teologiczno- alegorycznym postrzegają gołębicę w różnoraki sposób. „Jest On - Chrystus prawdziwie niebiańską, śpiewającą synogarlicą, a także łagodną gołębicą”- pisał Cyryl Jerozolimski. Gołąb pojawia się w licznych wariantach sceny Zwiastowania- przeobrażając się w światło lub ogień który napełnia życiodajnie łono Dziewicy Maryi. Oblubienic- Bóg w cudownym poemacie miłosnym Pieśni nad Pieśniami wiele razy nazywa Oblubienicę (Kościół i duszę obdarzoną łaską)- gołębicą, co jednoznacznie w przekonaniu teologów wskazuje na charyzmatyczną i przebóstwiającą rolę Ducha Świętego (dokonującego w chrześcijanach uchrystusowienia i zanurzenia w misterium miłości Trójosobowego Boga). Święty Ambroży dostrzega w gołębicy Kościół epikletyczny i otwarty na dar wieczności: „Kościół jest gołębicą z powodu łaski duchowej. Srebrzyste skrzydła gołębicy oznaczają bowiem ową wieczną potęgę; lecąca gołębica objawia też obecność Ducha Świętego.” Najmocniej jednak wśród tych rozlicznych metafor, wybrzmiewa obecność Maryi- „pięknej gołąbki,” „czystej gołębicy,” „serca Kościoła,” „tabernakulum” która przynosi gałązkę wybawienia- oliwkę- to jest Chrystusa „zrodzonego z Ducha Świętego i Dziewicy.” W Niej streszcza się sakramentalność świata i macierzyńska troska; świętość kobiecości chroniącej dar życia.

wtorek, 19 lutego 2019


Rdz 6, 5-8; 7, 1-5. 10

Pan rzekł do Noego: «Wejdź wraz z całą twą rodziną do arki, bo przekonałem się, że tylko ty jesteś wobec mnie prawy wśród tego pokolenia. Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę; również i z ptactwa – po siedem samców i po siedem samic, aby w ten sposób zachować ich potomstwo dla całej ziemi. Bo za siedem dni spuszczę na ziemię deszcz, który będzie padał czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyniszczyć wszystko, co istnieje na powierzchni ziemi – cokolwiek stworzyłem». I wypełnił Noe wszystko tak, jak mu Pan polecił. A gdy upłynęło siedem dni, wody potopu spadły na ziemię.

Czytając tekst o sprawiedliwym i wybranym przez Boga Noah oraz budowie arki ocalenia, myślami przenoszę się Wenecji. Mam przed oczami wspaniałe dekoracje mozaikowe- wykwint bizantyjskiego piękna na chrześcijańskim Zachodzie. W sześciu małych kopułach w portykach zachodnim i północnym umieszczono sceny z Księgi Rodzaju, przypadające na XIII wiek. Trzeba wysoko wznieść głowę i zatrzymać wzrok na barwnych opowiadaniach z których w moim odczuciu najbardziej urzekającą postacią zdaje się Noe ratujący świat o zniszczenia i zapomnienia. Noe całkowicie przekonany o słuszności powierzonej mu przez Boga misji; wypuszczający gołębicę z okienka dryfującego domu i nie tracący z horyzontu wzroku nadziei na miejsce nowego zamieszkania. Hebrajski termin Tebach, używany na określenie arki, rozumie się tyle co skrzynię. Ponieważ ludzie dopuszczali się na ziemi licznych nieprawości, Bóg postanowił wytracić istoty żywe. Spośród ludzi miał być uratowany tylko Noe wraz ze swoją rodziną, a spośród zwierząt tylko po jednej parze z każdego gatunku. Zatem arka stała się symbolem Bożego miłosierdzia. Arka jest „błogosławionym drzewem, przez które dokonuje się sprawiedliwość” (Mdr 14,7). W refleksji z pierwszych wieków chrześcijaństwa, arka staje się symbolem zbawienia w Chrystusie. Arka jest figurą Kościoła wyłaniającego się z wód chrzcielnych, jak również dryfującego po wrogich odmętach świata- jak wyraźnie to ukazuje najstarsze malarstwo katakumbowe. „Wtedy Noe zbudował arkę z drzewa nie podlegającego zepsuciu- pisał Proklos- a tutaj Chrystus, duchowy Noe, utworzył arkę swego ciała z nienaruszonej Maryi. Wówczas Noe pomazał z zewnątrz arkę żywicą i smołą, a tutaj Chrystus umocnił arkę swego ciała potężną zaporą wiary.” Literatura patrystyczna- typologiczna- postrzegała pewien związek między potopem a chrztem. „Potop jest figurą chrztu Chrystusa, który z kolei jest figurą chrztu chrześcijanina, tak, iż gołębica z potopu jakby zapowiada zstąpienie Ducha Świętego podczas chrztu” (J. Danielou). Zatem opowiadanie o potopie jest sakramentem (mysterion) a jego szczególną figurą (typos) rzeczy mających się wydarzyć: „Jeśli więc wtedy, w tym chrzcie pojednanego i oczyszczonego świata mógł się uratować ktoś, kto nie był w Arce Noego, dlatego może i teraz odzyskać życie przez chrzest ten kto nie jest w Kościele”- pisał św. Cyprian. Arka to Kościół, Noe to Chrystus, gołębica to Duch Święty, gałązka oliwna- Boża dobroć. Tak jak arka chroniła przed niszczącym żywiołem wody tych, którzy chronili się w jej wnętrzu, tak również Kościół staje się miejscem ocalenia tych, którzy się zagubili. Kościół przyjmuje ludzi poruszających się w odmętach zwątpienia i fałszu, otwierając ich na przemienienie i zmartwychwstanie w Chrystusie. „Podczas potopu- pisał Justyn Męczennik- dokonała się tajemnica zbawienia ludzkiego.” W katechezach mistagogicznych i chrzcielnych odsłania się nam cała głębia teologicznego znaczenia tego sakramentu: „Bądźmy pogrzebani wraz z Nim, aby i z Nim zmartwychwstać- przepowiadał św. Grzegorz z Nazjanzu- zstąpmy razem z Nim, aby i z Nim wstąpić, bądźmy wyniesieni wraz z Nim, aby i z Nim być wyniesieni do chwały.” Zanurzenie i wynurzenie- stają się kluczowymi momentami obrzędu wtajemniczenia; zniszczenie i odnowienie człowieka; śmierć i zmartwychwstanie. „W ten sposób staje się widzialna i nijako namacalna chrześcijańska przemiana, która jest przekształceniem w nadziei każdego stworzonego bytu pod wpływem działania sakramentu duchowego” (Lot- Borodine). Uchylamy okno arki i widzimy miejsce ocalenia- odzyskany Raj !

niedziela, 17 lutego 2019


A teraz i wy odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę od ust waszych. Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga, według obrazu Tego, który go stworzył... Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani- obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie wzajemnie... A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego zostaliście wezwani w jednym Ciele (Kol 3, 8-15).

Chrzest jest zanurzeniem w żywiole śmierci; „utopiony w wodzie” stary człowiek wychodzi jako stworzenie obmyte, uświęcone, przebóstwione i zrodzone w miłości Boga. Wznosi się nad „płynnym grobem” wzlatując na skrzydłach wiary, nadziei i miłości. Człowiek zdejmuje szatę smutku, egoizmu i samostanowienia o sobie- będąc już od tej pory bytem w pełni wolnym, przenikniętym pierwocinami Raju, którego najgłębszą osnową wiary jest urzeczywistnienie Królestwa miłości i pokoju. „Chrześcijaństwo jest ujawnieniem Bogoczłowieczej miłości- pisał M. Bierdiajew- Zbawia mnie, to znaczy przemienia moją naturę, nie tylko w miłość Boga, ale także miłość do człowieka. Miłość do bliźnich, do braci, jest częścią drogi mego zbawienia, mego przemienienia... Zbawiam się przez to ja, zbawia się też cały świat, osiągane jest oświecenie.” Święty Paweł pisząc do gminy wczesnochrześcijańskiej wskazuje na zapomnienie o sobie, bezinteresowność- wewnętrzną odnowę- poprzez walkę z grzechem, światem- a nade wszystko pokusą pomniejszenia innych. Blask miłości i pokoju ma przeniknąć egzystencję, aby stała się na powrót sofianiczną, charyzmatyczną i skierowaną ku górze. „On ma prawo do wszystkiego, bo On jest miłością i musi błogosławić. A nie może nas pobłogosławić jeśli nas nie ma. Gdy staramy się zatrzymać w sobie pewien obszar tylko dla siebie, próbujemy utrzymać strefę śmierci. Zatem, z racji miłości, On żąda wszystkiego.” (C.S. Lewis).  Bóg ma prawo do naszego życia, choć nigdy nie jest nachalny czy narzucający coś z góry; ukazuje człowiekowi horyzonty twórczo przeżywanej wolności- krainę szczęścia. „Sens ludzkiej miłości tkwi w uzasadnieniu i zbawieniu indywidualności przez ofiarę z egoizmu”- twierdził W. Sołowjow. Chrześcijaństwo jest nieustannym umieraniem dla grzechu przy jednoczesnym fascynującym i przemożnym pragnieniu odkrywania miłości Boga na obliczu Chrystusa. Do Miłości zawsze należy ostatnie słowo. „Miłość sprawia, że rozumiemy wszystko: Boga i życie- konstatuję słowami patriarchy Athenagorasa- Ona czyni z życia objawienie Boga.”

 

  

piątek, 15 lutego 2019


Mk 7, 32-37

Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: «Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę».

Effatha –wypowiada Chrystus nad człowiekiem pozbawionym słuchu i mowy. Wkłada palce w uszy, a śliną dotyka języka. Ten mało higieniczny ryt, staje się jakże wymownym znakiem sakramentu uzdrowienia. W starożytnej kulturze przez splunięcie wyrażano wstręt fizyczny i moralny. Również dzisiaj obrzydza nas widok czyjeś śliny. Z drugiej strony przypisywano ślinie działanie lecznicze. Ślina która z zasady posiada funkcję trawienną i uczestniczy w odbieraniu bodźców, połączona z modlitwą pragnienia Jezusa staje się materią łaski. Ten cud jest obrazem „oświecenia” którego dostępuje przez chrzcielne źródło człowiek. „Nie zapominajcie o Duchu Świętym, w chwili waszego oświecenia jest On gotów naznaczyć duszę waszą pieczęcią, która napełnia lękiem demony. On was uzbroi do walki, da wam siłę...”(św. Cyryl Jerozolimski). Kościół będzie kontynuował ten gest Pana; przejdzie on bowiem do obrzędów inicjacji chrześcijańskiej. „Ślina symbolizuje mądrość otrzymaną z ust Odkupiciela w Boskich słowach. Ślina przecież spływa z głowy do ust. Gdy zatem tą mądrością, którą jest On sam, zostaje dotknięty nasz język, natychmiast staje się zdolny do głoszenia Ewangelii.” W Kościele starożytnym w ramach wprowadzenia katechumenów w tajemnice wiary, rozpoczynano od komentarza Ewangelii o otwarciu uszu: „Przyszliście celem otworzenia wam uszu Ewangelii.” Święty Ambroży pisał o obrzędzie dotknięcia uszu, które symbolizowało otwarcie na mówienie i słuchanie, oraz nosa- zmysłu powonienia, w celu otrzymania woni wiecznej pobożności. Jego duchowy uczeń święty Augustyn widział w połączeniu śliny i prochu ziemi obraz zjednoczenia w Chrystusie dwóch natur: bóstwa i człowieczeństwa: „Przybył Pan; co uczynił ? Na wielką tajemnicę zwrócił uwagę. Splunął na ziemię, ze śliny błotu uczynił, bo Słowo ciałem się stało. Namaścił tym oczy niewidomego.” Niezwykłą duchową głębię odkrywamy w geście włożenia palców w uszy niesłyszącego; bowiem wiara rodzi się z tego, co się słyszy- Ewangelii. W interpretacji świętego Grzegorza Wielkiego „Palcem Boga jest nazwany Duch Święty. Włożenie więc palców w uszy oznacza, że dzięki darom Ducha Świętego umysł głuchego otwiera się i okazuje posłuszeństwo.” Dlatego adepci przygotowujący się inicjacji nazywani byli audientes- słuchającymi. Do dzisiaj w obrzędzie chrzcielnym kapłan namaszczając katechumena w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, kolejno na klatce piersiowej, ramionach, uszach czy stopach, zanosi błaganie aby pierwsze z tych namaszczeń było dla „uzdrowienia duszy i ciała.” Dopiero po tym namaszczeniu trzykrotnie zanurza się katechumena w baptysterium. Z łona wody wychodzi już uzdrowiony i odkupiony człowiek. Jak powie Mikołaj Kabasilas, chrzest „rozdaje ludziom prawdziwe życie i egzystencję.”

środa, 13 lutego 2019


Jeżeli miałbym pisać o świetlistości koloru w sztuce to na pewno wskazałbym na ikony w których dokonuje się nieustanne „odczucie boskości.” W Enneadach u Plotyna czytamy: „Pojedyncze jest również piękno barwy, sprawione przez kształt i ujarzmione w mroku materii, przez obecność niecielesnego światła, które jest i wątkiem rozumnym i ideą.” Gdybym przemierzał tropy malarstwa i poszukiwał jakiego zbiegu z ikoną (siła barwy) to na pewno wskazałbym twórczość Marka Rothko (1903-1970) amerykańskiego artysty samouka, oczytanego w literaturze i teologii myśliciela oraz „mistyka abstrakcji”- świadomie separującego malarstwo od figuracji i postrzegania świata takim jakim jest na pierwszy rzut oka. Jego sztukę spowija pewna zasłona tajemnicy- niedopowiedzenia- zakamuflowanego horyzontu z którego może wychylić się myśl o Absolucie. Kiedy spoglądam z podziwem na jego dzieła to przekonuje się, że kolor może być eteryczny i uwodzący zmysły- przenika wgłęb duszy niczym powietrze którym oddychamy; jest w tym coś duchowego. „Sztuka zmierza do absolutu, lecz wychodzi z pustki, jej poryw nie zabiera ze sobą nic z tego świata, żadnego kawałeczka ciała”- pisał pewien rosyjski myśliciel. Wielkie Płótna Rothki oddziałujące tylko i wyłącznie siłą koloru -„ponadczasowością plam barwnych.” Na niemal monochromatyczne płaszczyzny tła nakładał linie i pasy poszarpanych cieniowanych barw, zmierzając za pomocą świetlistości koloru „niemal do teofanii, do boskiego objawienia za pośrednictwem światła.”Sam artysta odżegnywał się od tego, aby uważać jego dzieła jako abstrakcyjne korelacje koloru i formy. „Nie wierzę- pisał artysta- że kiedykolwiek istniała kwestia abstrakcji lub reprezentacji. To naprawdę kwestia zakończenia tej ciszy i samotności, oddychania i wyciągania rąk, a transcendentne doświadczenia stały się możliwe.” U niego kolor zaprasza widza do wejścia w świat transcendentny. „Malować – mówił Mallarme- nie rzecz, lecz efekt, który ta rzecz wywołuje.” Obcowanie z czystym kolorem jest jak wchodzenie w snop światła. Brenske twierdził, że Rothko traktował światło w kategoriach metafizycznych, mieszanie tonów chłodnych i ciepłych, których celem było wciągnięcie obserwatora w głąb przestrzeni malarskiej zamkniętej w prostokątnych barwnych polach. Owe pola przypominały bezsprzecznie pasową kompozycję ikon. Kreuje on świat, do którego wchodzi się przez doświadczenie delikatnie położonej barwy wywołującej w pierwszym kontakcie odczucie szczęścia. W przekonaniu Petera Selza obrazy Rothki „naprawdę wydają się domagać jakiegoś osobnego miejsca, rodzaju sanktuarium, gdzie mogłyby pełnić funkcję, która jest w istocie sakramentalna.” Myślę, że jego płótna opowiadają o pewnej „teologicznej egzystencji”- poszukiwaniu horyzontu wieczności przy jednoczesnej i trudnej szamotaninie z życiem. Jest w tych dziełach coś z „pustyni” którą trzeba przemierzyć aby ostatecznie dojść do upragnionego celu- „nowego nieba i nowej ziemi.”

poniedziałek, 11 lutego 2019


Ps 104  

Błogosław, duszo moja, Pana,
Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki!
Odziany w majestat i piękno,
światłem okryty jak płaszczem.

Psalmista z właściwą dla siebie wrażliwością snuje kontemplatywną opowieść o Bogu- Pięknie. Ten afirmatywny opis przeobraża się w modlitwę podziwu, wdzięczności i uwielbienia. Filantropos utrwalony w bizantyjskich mozaikach i ikonach; odkuty w kamiennych ciosach średniowiecznych katedr; iluzjonistycznych i nasyconych bezmiarem światła freskach baroku; wychylający się z pod warstw ezoterycznych poszukiwań- po omacku- awangardy dwudziestego wieku. Udekorowany symbolami i ornamentami teologicznych panegiryków. Bóg fascynujący i poszukiwany- wypisany za pomocą linii, barw, dźwięków, falujących brzmiąco i gładko słów. Poruszający głębiny człowieczego jestestwa, zstępujący niczym gwałtowny żywioł. Za każdym razem kiedy staje naprzeciw człowieka nastaje święto. Deus absconditus, który przez sakramentalne życie wierzących zstępuje niczym światło w ciemności duszy. Wyobrażenie Chrystusa nie zamyka się jedynie w teologicznej historii wiary, ono nieustannie jaśnieje taboryckim- niestworzonym światłem- oczekując na odkrycie i przyjęcie. Trójca Święta domaga się nieustanie bycia odkrywaną. Jedynie zdumienie pozwala wierzącemu konstatować, że Piękno jest pośród nas ! Człowiek przedziera się przez strumień czasu i przestrzeni podążając zuchwale za Pięknem- próbując uczepić się spontanicznie choć skrawka świetlistej szaty Przedwiecznego. Bułgakow twierdził, że „prawosławie jest umiłowaniem piękna.” Inaczej mówiąc, życiem w towarzyszącej obecności zachwytu, możliwym przyobleczeniem w światłość. Być może dlatego przez artystyczną doskonałość chrześcijaństwa przebija się pragnienie pochwycenia nieskończoności- bycia nieprzerwanie naprzeciw. „Sztuka jest domeną- pisał B. Tatakis- w której dusza bizantyjska znajduje swój pełen wyraz... (można tę myśl rozszerzyć na całe życie chrześcijaństwa Wschodu i Zachodu). Takie przywiązanie do religii dało sztuce to, co teologia dała myśli; teologia i sztuka są komplementarnym wyrazem tego samego dążenia pobudzonego przez religijny impuls. Głęboki sens tajemnicy, próba wyrażenia tego, co jest ponad zjawiskami, duchowość, odrzucenie świata są szlakami, którymi podąża zarówno teologia, jak i sztuka.” Ludzka kultura zdaje się być ukierunkowana na spotkanie z Bogiem. Sołżenicyn pięknie napisał: „Sztuka jest zdolna rozpalić nawet duszę, która umiera z zimna i miota się w ciemnościach, aby ją popchnąć na szlaki przyprawiające o zawrót głowy wysiłku duchowego.” Bóg jest tutaj, widziałem Go- musiał oznajmić zapewne innym Piotr schodzący z góry Tabor. Nie mógł pogrążyć się w milczeniu, bowiem jego twarz jaśniała od nadmiaru światła. Zwieńczam to rozważanie słowami muzułmańskiego mistyka Mansura Al.-Hallaja: "Wrzuć w moją duszę światło; zalewaj mnie światłem..."

niedziela, 10 lutego 2019


Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli (Mt 13,24)- wyjaśniał uczniom na sposób przypowieści Chrystus. Wczoraj mówiłem o zasiewaniu ziarna Ewangelii w kulturze, owocowaniu i wzroście; szczęściu człowieka wychylonego niczym kwiat ku koronie Innego Słońca. „Kultura wyrasta z nadmiaru życia, a więc przedłuża życie”- twierdził rumuński filozof C. Noica. Zakiełkowanie ziarna na tym niełatwym gruncie wymaga czasu i cierpliwości. „Artysta tworzy obrazy życia”- pisał o. P. Floreński; więc tym samym nakreśla kontury wieczności- Królestwa Bożego. Ten z pozoru daleki horyzont istnienia staje się bliższy, bardziej uchwytny- dostępny. Ewangelia roztacza fascynujące obrazy przyszłości. Poddaje nas oczekiwaniu i nadziei; zaufaniu zapewnieniom Chrystusa. „Całe życie chrześcijanina jest świętą tęsknotą” (św. Augustyn). Czyż my nie jesteśmy ziarnem które samo winno wzrastać ? Przez widzialną rzeczywistość życia ocieramy się o tę niewidzialną, jakby intuicyjnie wyczuwalną sercem. „W przypowieści tej Jezus odczytuje dzieje świata, które można wyrazić tak: Dobre ziarno, potem dobre ziarno i chwast, na końcu znowu dobre ziarno... Chwast znajduje się pomiędzy dobrym ziarnem... Nie ma go ani na początku ani na końcu” (A. Maillot). Chwast może być rozumiany jako próba, doświadczenie, starcie ze sobą, konfrontacją z wychodzącym od gruntu złem. Chrześcijanin doskonale zdaje sobie sprawę, że fałszywy intruz- siewca- intrygant, nie ma już nic do powiedzenia. Demon jest tylko prowokatorem, sprawcą zamieszania mającego na celu zatarcie oglądu doskonałego świata Boga. Chrześcijaństwo pojmuje egzystencję jako bycie już w Bogu. Nieustanny wzrost ku górze, spiętrzenie ku światłości, partycypację w pięknie świętości. „Kto żyje w przyszłości, dla tego przyszłość jaśnieje jak słońce, przemienia się w upragnioną przystań...”(J. Gołosowker). Przez ciało Kościoła przenika tęsknota na wejście w „wielki dzień” którego ziarno wrzucił w glebę Siewca.