poniedziałek, 27 marca 2017

Ps 30  

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, mój Boże,
z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

Odkrywam w tym fragmencie Psalmu ogromny potencjał duchowego optymizmu. Bóg jawi się jako Ten który wybawia z ucisku, niemocy, rezygnacji, rozterki, a nade wszystko z objęć śmierci. „Kto szuka prawdy, zawsze wracać będzie do pytania o to, jak można przezwyciężyć śmierć”(N. Fiodorow). Jest w tym przesłaniu jakiś silny akcent paschalny- Bóg wyprowadzający duszę z krainy umarłych, jak również towarzysząca tej trudnej do wyobrażenia chwili, przenikajaca wszystko radość. Czyż nasze spojrzenie nie jest skierowane już teraz ku wielkanocnemu zwycięstwu Chrystusa ? Natchniony Psalmista wprowadza nas w tajemnicę „Dnia Ósmego”, który jest już byciem w wiecznym „teraz” Boga. Protestancki teolog Jurgen Moltamann, odwołując się do wczesnochrześcijańskiej tradycji pisał, „że wraz z Wielkanocą rozpoczyna się śmiech odkupionych i taniec wyzwolonych”. Chrystus jest świetlistym wodzirejem- jak niezwykle wymownie ukazują Go bizantyjskie ikony- wyprowadzającym z Otchłani pogrążonych w śnie śmierci ludzi. „A Chrystus, wyciągając rękę, uczynił znak krzyża nad Adamem i wszystkimi świętymi i trzymając dłoń Adama, wystąpił z piekieł; i wszyscy święci poszli za Nim”- opisze to apofatyczne doświadczenie jeden z apokryfów. Syryjski pisarz Afraates ukazuje Chrystusa jako Wybawcę ogałacającego piekło „my mamy Jezusa za przywódcę  i Zbawcę. Mojżesz rozdzielił dla nich morze i sprawił, że przeszli przez nie. Nasz Zbawiciel otworzył piekło, połamał jego bramy, gdy zstępując w głębiny otworzył je i utorował drogę dla wszystkich, którzy mieli w Niego uwierzyć”. Zmartwychwstanie Chrystusa jest zwycięstwem, które eliminuje śmierć i człowieczy lęk przed nią.  Bóg jawi się zatem jako nasza „kraina spokoju”, bo w nim dusza doznaje spełnienia. W historii Izraela najważniejszym epizodem jest wyjście z niewoli ku wolności. Chrześcijaństwo przeżywa swoją euforię szczęścia w przebudzeniu ze śmierci do życia. Pascha !

 

niedziela, 26 marca 2017

J 9,1-41

Jezus przechodząc ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia… Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe”- co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. 

 

Ewangelia dzisiejszej Niedzieli opowiada nam o niewidomym od urodzenia. My też jesteśmy „niewidomi” jeśli nie fizycznie to przynajmniej duchowo. Potrzebujemy bliskości Jezusa- delikatnego muśnięcia duszy i błota na oczach które zadziała niczym lekarstwo. Od pierwszego dnia Wielkiego Postu Jezus kładzie błoto na nasze oczy, abyśmy dostrzegli to, że nędzni jesteśmy i zasklepieni w sobie. Tak wielu ludzi jest jeszcze w mroku, nie pozwala się zagarnąć uzdrawiającej miłości Boga. „Za naszym biednym słońcem znajdziemy słońca nowe, zdumiewające. Niech nam jaśnieje” (G. Skoworoda). Dzisiejsza Niedziela przynosi nam radość i światłość- orientuje nas ku Słońcu które niebawem wzejdzie w wielkanocny poranek. Wszystko zdaje się być przeniknięte szczęściem. Wyraża to antyfona liturgiczna: „Raduj się Jerozolimo, zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie. Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni, weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy”. Połowa drogi za nami- tak blisko jest Pascha ! Nie bójmy się wejść w Chrystusową światłość- zaniewidzieć od nadmiaru światła. Poczuć na twarzy i sercu dotyk Jezusa.  „Niech moje łzy będą mi sadzawką Siloe, abym mógł w niej obmyć niewidome oko mojej duszy ! Wówczas ujrzę, Panie, Ciebie, światłości przedwieczna”- wyśpiewuje Kościół w Kanonie pokutnym św. Andrzeja z Krety. Wybiegnijmy pełni wdzięczności ku naszemu Panu, mówiąc: „Wierzę, Panie !” Na tym etapie naszej drogi jesteśmy już w pełni przekonani, że wiara w Chrystusa przywraca światu zmysł duchowego widzenia i pełnię życia. „Chrześcijaństwo- powie Sołowjow- nie jest tylko wiarą w Boga, lecz również wiarą w człowieka, w możliwość realizacji bóstwa w człowieku”. Dlatego na końcu ziemskiej drogi może nastąpić już tylko uchrystusowienie człowieka; spotkanie ze Zmartwychwstałym Panem. Kończę to rozważanie modlitwą pragnienia, słowami św. Dymitra z Rostowa: „O miłości czysta, szczera, doskonała ! O światło substancjalne ! Użycz mi światła, ażebym w nim poznał Twoją światłość. Oświeć mnie, żebym zobaczył Twoje ojcowskie serce. Daj mi serce, abym Cię kochał… Ty jesteś moim jedynym pragnieniem, moją pociechą, kresem wszystkich moich udręk i cierpień. Szukam tylko Ciebie, w Tobie jedynym jest moja radość i moje szczęście. Teraz, i mam nadzieję- na wieki”.

 

sobota, 25 marca 2017

Łk 1,26-38

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”…  

Wielu chrześcijan przeżywa zaskoczenie odkrywając, że w wielkopostnym kalendarzu przypada Święto Zwiastowania. Niekiedy Zwiastowanie jeszcze głębiej wybrzmiewa w swoich treściach będąc w bliskości tajemnicy Krzyża. Historia chrześcijaństwa rozpoczyna się wbrew pozorom w pierwszym- najbardziej intymnym Nazaretańskim Wieczerniku. Tam  dokonuje się pierwsze przyjęcie Boga przez człowieka; przyjęcie przez Kobietę- nową Ewę. To również nasza izdebka przyjęcia Boga. Jak pisał w swoim poemacie Gerard Hopkins: „Nowy Nazaret w nas, gdzie Ona dopiero ma począć, Jego poranek, południe i wieczór..” Intymność i niezwykłą głębię momentu zwiastowania oddaje nawet werset Koranu: „I oto powiedzieli aniołowie: „O Mario ! Zaprawdę, Bóg wybrał ciebie i uczynił czystą, i wybrał ciebie ponad kobietami światów.” Chrześcijanie poszli w swojej refleksji jeszcze dalej, bowiem teologiczne treści tego wydarzenia zawsze wiązali z cudem Wcielenia. Główne znaczenie tego obchodu i duchowych treści wybrzmiewających w liturgicznych celebracjach chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu było umocowane w przesłaniu Ewangelii św. Jana:   Słowo stało się Ciałem (J 1,14), i stało się w chwili, w której jak powie św. Paweł: „Bóg posłał swojego Syna, zrodzonego z Niewiasty” (Ga 4,4). Maryja sama będąc stworzeniem, została wybrana na Tą, przez którą Logos Stworzyciel zjednoczył się z ludzką naturą. Bóg wybierając Maryję nie tylko przeciwstawił ją edenicznej Ewie, ale nade wszystko dostrzegając Jej wiarę i miłość uczynił ją „Naczyniem Łaski” prezentującym grzesznemu światu Zbawiciela- nowego Adama. Wyrażają to słowa św. Grzegorza z Nyssy: „…za pierwszym razem Bóg Logos wziął proch z ziemi i ukształtował człowieka, ale tym razem wziął proch z Dziewicy, i nie tylko ukształtował człowieka, ale ukształtował człowieka wokół siebie samego”. Chrystus zatem przyszedł przez ciało Dziewicy, poczęty w sposób cudowny „z nasienia Ojca”. Syn Boży wszedł w świat, stał się uczestnikiem prawdziwego człowieczeństwa, samemu zaświadczając, iż został „zrodzony z Niewiasty”. Jeżeli zatem pierwszy człowiek Adam nadał swej żonie imię Życie- Hava, Zoe, to druga Maryja stała się w sposób najpełniejszy Matką wszystkich wierzących, dzięki wierze w Jej Syna. „Dlatego więc słusznie i zgodnie z prawdą nazywamy świętą Maryję Matką Boga- napisze św. Jan z Damaszku- A tytuł ten zawiera całą tajemnicę Wcielenia”. Dlatego chrześcijanie od początku Kościoła odkrywali w Maryi również własną Matkę i Orędowniczkę. Termin Theotokos był pradawnym i zaszczytnym tytułem, używanym by okazać cześć Maryi i dobrze udokumentowanym w najstarszych modlitwach. Wyrażają to słowa ciągle żywej modlitwy pochodzącej z III wieku a powstałej w środowisku koptyjskim: „Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko, naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ale od wszelkich złych przygód racz nas wybawiać, Panno chwalebna i błogosławiona”. Zwiastowanie w cieniu Krzyża- ta korespondencja dwóch pozornie przeciwstawnych treści, stanowi jedno wielkie opowiadanie o Odkupieniu człowieka. Koncentruje spojrzenie Kościoła na Oblubienicy i Oblubieńcu- Maryi i Chrystusie. Ona była cichą, dyskretną towarzyszką dzieła swego Syna- „Droga”, którą Zbawiciel pokonywał aby dojść do ludzi. Z oddali brzmi w naszych uszach treść kontakionu Romanosa Melodosa: „Smutek serdeczny dotyka mnie, o Dziecię. I nie mogę znieść myśli o przebywaniu w moich komnatach, gdy Ty jesteś na krzyżu; Ja w domu, gdy Ty w grobie. Pozwól mi iść z Tobą ! Twój widok uśmierza mój ból. Na to odpowiada Chrystus: Porzuć smutek, Matko, porzuć go… Jesteś pośrodku mojej weselnej komnaty”. Ona była pod Krzyżem w największym doświadczeniu wiary i miłości- pełna ufności- widząc historię świata w miłości sączącej się z nabrzmiałych ran Jej Dziecka. „Ona cierpiała wraz z Synem, i doświadczała duchowo Jego śmierci” (H. Balthasar). Otulona blaskiem wielkanocnego poranka przytula Kościół czyniąc go swoim Nazaretem- miejscem Zwiastowania, Wcielenia i Zmartwychwstania. 

piątek, 24 marca 2017

Oz 14, 2-10

Tak mówi Pan: «Wróć, Izraelu, do Pana, Boga twojego, upadłeś bowiem przez własną swą winę. Zabierzcie z sobą słowa i nawróćcie się do Pana! Mówcie do Niego: „Usuń cały grzech, a przyjmij to, co dobre, zamiast cielców dajemy Ci nasze wargi. Asyria nie może nas zbawić; nie chcemy już wsiadać na konie ani też mówić: nasz boże do dzieła rąk naszych. U Ciebie bowiem znajdzie litość sierota”. Uleczę ich niewierność, szczodrze obdarzę ich miłością, bo gniew mój odwrócił się od nich. Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak że rozkwitnie jak lilia i jak topola zapuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu.

Ozeaszowe przesłanie w sposób niezwykle aktualny wybrzmiewa w czasie Wielkiego Postu: To wszystko, co nie jest Bogiem, może stać się bożkiem. Nie tylko Izrael w swojej barwnej historii zrywał przymierze i okazywał się wiarołomną nierządnicą. Przesłanie tej księgi nie straciło ani trochę ze swojej aktualności. Chrześcijanin też może być grzeszną Gomar- jeśli nie w całkowitej niewierności, to przynajmniej w jakimś fragmencie własnej duszy. Prorok Ozeasz nakreśla portret każdego z nas- kogoś najbliższego Bogu, a co najgorsze w pewnym momencie sprzeniewierzającego się również Jego miłości. Rosyjski filozof Bierdiajew próbuje przekonywać współczesnego człowieka: „Człowiek żyje w niewoli, dość często nie będąc tego świadomym, a czasami nawet z lubością”. Natomiast „człowiek wolny powinien czuć się umieszczony nie na skraju uprzedmiotowionego świata, lecz w centrum świata duchowego”. Wchodzimy tu zatem w tajemnicę ludzkiej wolności- niejednokrotnie tragicznej, roztrwaniając bezmyślnie miłość i szukającej pociechy w świecie naznaczonym grzechem oraz pustką. Jak mówił Dostojewski: „Człowiek jest nieszczęśliwy tylko dlatego, że nie wie, iż może być szczęśliwy”. Dopiero wyjście na pustynię pozwala odkryć w głębi własnego serca prawdę, że Bóg kocha mnie nawet w moim grzechu. Przez pokajanie i opłakiwanie własnych grzechów dokonuje się radykalna przemiana duchowa. Miał racje św. Jan Klimak: "Pokajanie jest córką nadziei i odrzuceniem rozpaczy".W pewnym momencie odkrywamy prawdziwe oblicze miłującego Boga- czułe ojcostwo, pełne cierpliwości i oczekiwania na powrót poranionego przez bezmyślną niewierność dziecka. Bóg jest miłością ! To nie jest ktoś urojony, pełen mściwości deptacz człowieczego życia. „Grzesznik jest skarbem Boga, którego On nigdy nie odrzuci w ciernie przydrożne” (Ch.Peguy). Na pustyni nawet prostytutka może się zrodzić jako święta. „Prawdziwy początek znajduje się na końcu” (M. Bloch). Nie ma straconych szans, jak również przysypanych rozpaczą powrotów. Zawsze może być dobry moment na powrót, na spulchnienie serca Rosą. Odnaleziony i przywrócony Miłości człowiek zaczyna uświadamiać sobie, iż Bóg w jego sercu wydrążył przestrzeń dla miłości. „Rozłupał skały w pustyni i jak wielką otchłanią obficie ich napoił. Wydobył ze skały strumienie i wylał wodę jak rzekę” (Ps 18,15-16). Jest to ostateczny akt Bożej miłości, wyrażający się w fascynującej metamorfozie ducha: „Zbawiam cię, ponieważ cie miłuję”.

czwartek, 23 marca 2017

Ps 95    

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
z weselem śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,
klęknijmy przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Wczoraj pisałem o tym że liturgia włącza materialne elementy tego świata i dzięki nim  otwiera nasze zmysły na zdumiewający i pełen niewypowiedzianego piękna świat Boga. Psalmista idzie o krok dalej- jego słowa są zachętą do wkroczenia w radosny korowód osób wypowiadających pełne wesela uwielbienie. Czyż nie jest to wkroczenie w Świątynię Niebiańską- Miejsce Najświętsze, czy Liturgię Nieba ? Przygotowaniem do wejścia w pełen symfonii i blasku świat Boga jest każda Eucharystia- Miłość wylewająca się obficie z boku ofiarowanego Baranka i druzgocące kamienny grób Życie. Jej źródłem nie jest tylko Ojciec, ale także ciało Jego Syna przeniknięte odtąd Jego chwałą. „Nasze czasy są pełne „łaski i prawdy”- pisał J. Corbon- Pełnia ta, celebrowana w liturgii niebieskiej, jest naszym „już”- w Chrystusie jesteśmy już jesteśmy w „dziś” Boga”. W czasie każdej Eucharystii otwiera się przed nami furtka do „innego wymiaru” w którym rozbłyskuje już jaśniejąca Twarz zakochanego w stworzeniu Boga. Dlatego chrześcijanin przepełniony tęsknotą woła: „Pragnę odejść, a być z Chrystusem” (Flp 1,23). Jest w tym jakaś niezrozumiała do końca intensywność wiary pociągająca wzwyż- ku górze. „Ci, którzy widzą światła, są w świetle, a jego blask ich przenika. Podobnie i ci, którzy widzą Boga, są w Bogu i są przeniknięci Jego blaskiem. Otóż jasność płynąca od Boga jest życiodajna, mają więc udział w życiu ci, którzy widzą Boga” (św. Ireneusz z Lyonu). Jeżeli się zapyta chrześcijan zachodnich w jaki sposób zrozumieć obecność i bliskość Boga, jak ją poczuć... To wielu zacznie odruchowo otwierać Biblię, katechizm, mądre książki i szukać aż znajdzie odpowiedni fragment aby zachęcić słuchacza do pójścia o krok dalej- wszczynając pobożny intelektualny dyskurs. Inaczej jest z chrześcijanami wschodnimi- mniej intelektualnymi a bardziej zawieszonymi lekko ponad ziemią. Nie są infantylni w swoim przeżywaniu wiary, lecz bardziej prostoduszni i kontemplatywni. Oni opowiadają bardziej wnętrzem, językiem uczuć- odwołują się do liturgicznej wrażliwości serca. Znalazłem taki fragment dialogu pomiędzy batiuszką z rosyjskiej Cerkwi a rzymskim katolikiem próbującym przekonywać, że najważniejsze jest wyjście na zewnątrz i głoszenie Chrystusa. Na co mądry batiuszka odrzekł: „Pomiędzy nami jest to tylko dodatek. Pomiędzy nami, prawosławnymi, jest inaczej. Liturgia jest naszą wspólną modlitwą, to ona wprowadza wiernych  w misterium Chrystusa lepiej niż cały katechizm. Ukazuje naszym oczom życie Chrystusa, Chrystusa Rusi i może być ono zrozumiałe tylko we wspólnocie, poprzez nasze święte obrzędy, poprzez misterium naszych ikon. Gdy ktoś grzeszy, grzeszy sam. Lecz w zrozumieniu tajemnicy Zmartwychwstałego Chrystusa nie pomogą wasze książki, ani wasze kazania. By się to udało, trzeba przeżyć wraz z Cerkwią świętą i wielką Niedzielę Paschy”. Czytając te słowa można zrozumieć istotę zachwytu tych o których opowiada psalmista- uczestników Wiecznej Liturgii „gdzie Bóg jest wszystkim we wszystkich”.

 

środa, 22 marca 2017

Najbardziej mnie zawsze fascynowała  w chrześcijaństwie harmonia między tym, co duchowe i materialne. Te dwie rzeczywistości jakoś wzajemnie się uzupełniają i stają się przestrzenią doświadczenia obecności Boga. Tak jak tęsknimy za osobą którą kochamy, chcemy być blisko niej, wyrażać jej uczucia, werbalizować je- tak również jest z wiarą, ona chce ocierać się o rzeczy tego świata, na których odcisnęły się ślady Boga. Może dlatego od wieków chrześcijanie przemierzali tysiące kilometrów, aby być bliżej tych miejsc i przedmiotów które miały bezpośredni związek z obecnością Chrystusa. Nie ma w tym jakieś bigoterii, czy idolatrii. Każdy pragnął zobaczyć, dotknąć, otrzeć się o coś, co miało kontakt ze świętością. Dlatego chrześcijaństwo tak chętnie włączyło materialne elementy tego świata do liturgii. „Skoro rzeczy tego świata zostają wprzęgnięte w łączność z Bogiem, otrzymują one udział w przemienieniu i różnią się od tego, co należy do oddalonego od Boga i samowystarczalnego w swym mniemaniu świata. Z zimnego, czysto technicznego światła neonów przechodzi się do ciepłego światła świec; z zanieczyszczonego i szkodliwego dla zdrowia powietrza wielkich miast- do dobroczynnego i „sakralnego” kadzidła; od czysto funkcjonalnego naczynia służącego do zaspokajania cielesnego pragnienia napoju- do kosztownego kielicha. Swym rozpromieniającym włączeniem w liturgię rzeczy materialne ukazują, że całe stworzenie może być „sakramentem” boskiej bliskości i miłości”(M.Kunzler). Tak jak człowiek chce otaczać się przedmiotami które znamionuje pamięć i ładunek miłości względem bliskich osób, tak również rzeczy wyjęte z codzienności- uświęcone- stawiają naprzeciw innego już świata. „Liturgia- pisze Evdokimov- korzysta z rzeczy tego świata i ukazuje ich spełnienie, dokonując ich de profanacji, odbiera im pospolitość w samym bycie tego świata… Ziemia przyjmuje ciało Pana i kamień tajemnicę Jego grobu, ale aniołowie odsuną go przed kobietami z mirrą, drewno krzyża stanie się drzewem życia, światło zawsze będzie przypominać świetlistość przeobrażonego Pana, zboże i winorośl zaznają eucharystycznego uświecenia…, drzewo oliwne będzie dawać oliwę do namaszczenia, a woda będzie tryskać z baptysterium, aby udzielić ożywczej kąpieli życia wiecznego”. Wszystkie te elementy zostają włączone w wielką symfonię Nieba które dokonuje inwazji na nasze zwyczajne życie. Wielu chrześcijan udaje się na pobożne pielgrzymki- śladem miejsc Chrystusowej obecności: pragną zobaczyć miejsce Jego narodzenia, grób który został rozsadzony siłą życia, drewno krzyża na który dokonał odkupienia świata- wszystkie te rzeczy, które miały fizyczną styczność z Nim. „Podobnie jak perfumy pozostawiają zapach we flakonie, w którym były przechowywane, tak Bóg pozostawił ślady swego przebywania wśród nas w konkretnych miejscach w Palestynie. Nawet jeśli flakon jest już pusty czujemy, czujemy uporczywy zapach perfum, których już nie ma, zaś przez ślady Chrystusa na ziemi, możemy dotknąć życia, które kiedy przebywało wśród nas”. (Robert Wilken). Kiedyś podobnie i dzisiaj pielgrzymi udający się do Ziemi Świętej pragnęli choć coś zatrzymać dla siebie. Aby zachować żywe wspomnienia zabierali ze sobą do domów błogosławieństwa. Były to drogocenne przedmioty: naczynia na wodę z Jordanu, fiolki na aromatyczne oleje z kościoła zbudowanego w świętym miejscu, a nawet grudkę ziemi, czy kurz z Ziemi Świętej, schowany w małym pudełeczku zawieszonym na szyi. Posiadanie relikwii świętego było marzeniem każdego pobożnego pątnika. Chrześcijanie nie byli sentymentalni, a na pewno daleko im było do płytkiej dewocji. Pragnęli ocierać się o rzeczy święte, stąd wprowadzali ich jak najwięcej w swoją egzystencję. Pewien chrześcijanin w IV wieku napisał takie słowa: „Chrystus dał nam ślady siebie samego i miejsc świętych w świecie, jako spuścizna i obietnica królestwa niebieskiego”. Oczywiście, że nie trzeba jechać do Palestyny, aby poczuć się bliżej Boga- Jego obecność jest odczuwalna za każdym razem kiedy wchodzimy w Misterium Eucharystii- dostrzegając oczami duszy, że chleb który kapłan dzieli w dłoniach, nie jest już zwyczajnym chlebem, ale Pokarmem Nieśmiertelności, a Duch Święty zapładniając materię tego świata przeistacza ją i nas w Ciało Chrystusa. Wystarczy wejść w przestrzeń świątyni aby przez ikony, relikwie, zapach kadzidła- doświadczyć bliskości Nieba. Ono jest już tutaj- wystarczy tylko się rozejrzeć, rozszerzyć mocniej źrenice i wyciągnąć dłonie. Zobaczyć i dotknąć żeby uwierzyć ! Na koniec fragment rozważania o Boskiej Liturgii Mikołaja Gogola. On potrafił zobaczyć intensywniej inny świat: „W tym momencie uroczyście otwierana jest Królewska brama, jak gdyby brama samego Królestwa Niebieskiego. Przed oczami wszystkich zgromadzonych ukazuje się jaśniejący ołtarz- symbol chwały Bożej, najwyższe, jedyne źródło poznania prawdy i głoszenia życia wiecznego”.

wtorek, 21 marca 2017

Mt 18, 21-35

Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

To smutne jeśli w ludziach wierzących wezwanie do miłości wywołuje bunt. „Kochaj bliźniego jak siebie samego”- to najtrudniejsze zadanie jakie stawia przed swoimi uczniami Chrystus. Kochać człowieka w jego grzechu i mieć wewnętrzną siłę, aby potrafić przebaczyć. Przebaczenie- najtrudniejsza ze sprawności chrześcijaństwa; przebaczyć wielokrotnie, przy jednoczesnej bezpretensjonalności względem Boga. Przebaczać tyle razy ile będzie konieczne, aby miłość użyźniła roztrzaskane przez grzech serce brata. Aby w tym drugim- zagubionym, poranionym, wyzbytym z poczucia duchowego piękna- ukształtował się obraz kochającego Boga. Tylko ogromna pokora i poczucie własnej małość pozwala zrozumieć słowa św. Maksyma Wyznawcy: „Miłość Boga i miłość ludzi to dwa aspekty jednej całkowitej miłości”. W perspektywie tej wielkiej miłości, uświadamiamy sobie prawdę że Kościół grzeszników i potępionych staje się miejscem uzdrowienia- wielokrotnego aktu wyrażonego w wyznaniu: kocham cię, dlatego przebaczam. „Miłość Boga jest bezwarunkowa- pisał ks. Hryniewicz- To nie my określamy jej miarę. To nie nasza ludzka wiara i miłość mają same w sobie moc zbawczą. One również są darem Boga, znakiem Jego dobroci i miłości”. Nie wyolbrzymiajmy na siłę mocy zła i grzechu, nie roztrącajmy  niepowodzeń tych którzy nie potrafią unieść ciężaru życia doskonałego czy nieskazitelnego. Przebaczać i otulać miłością, bez chęci wyeksponowania siebie- poczucia, że jestem lepszy (nieskazitelny w oczach Boga). „Ujrzałeś brata swego, ujrzałeś Boga swego”- powie ze stanowczością Klemens Aleksandryjski. Każdy człowiek winien być depozytariuszem i rozdawcą Bożej filantropii. Święty Izaak  mówił do swojego ucznia: „Bracie, oto przykazanie, które ci daję: niech na twej wadze zawsze przeważa miłosierdzie, aż do momentu kiedy poczujesz w sobie samym miłosierdzie Boga wobec świata i ludzi”. Tylko przez akt przebaczenia i miłości chrześcijanin upodabnia się do Tego, który pierwszy bezwarunkowo kocha. „Nie istnieje żaden grzech niewybaczalny, z wyjątkiem tego, za który się nie żałuje”. Przebaczanie nie zakłada poprawności, matematycznych obliczeń, czy jakichkolwiek ograniczeń. Przebaczenie odryglowuje tamę, przez którą przeleje się rzeka miłości. Trzeba duchowej wrażliwości aby móc przebaczać zawsze i nie zmęczyć się tym.