środa, 16 października 2019


I rzekł Zasiadający na tronie: „Oto czynię wszystko nowe... Ja jestem Alfa i Omega, Początek i koniec” (Ap 21, 5-6).

Żyć to znaczy dokonywać nieustannych wyborów. Istnieć w konfrontacji z wydarzeniami które mają dalekosiężny wpływ na nasze życie. Ostatecznie kształt rzeczywistości w której się poruszamy zależy w dużym stopniu od nas samych, jak również intencji i pragnień które nam przyświecają. „Gdziekolwiek człowiek postawi stopę, zawsze znajdzie się na stu ścieżkach”- głosi mądry hinduski aforyzm. Kiedy się jest młodym wszystko wydaje się takie proste- nieskomplikowane; człowiek płynie na fali społecznej euforii i podpiera się w dużym stopniu na opiniach innych. Kiedy dojrzewamy w latach- mądrzejmy, postrzegamy rzeczywistość bardziej wyraźnie, przez wyostrzone oko prawdy. Zdobywamy umiejętności i nabywamy praktyczną wiedzę, aby zderzyć się ze światem w różnych jego warstwach ideowych i weryfikujemy je w sposób jak najbardziej rzetelny. Świat nie jest czarno-biały, ma swoje gradacje szarości. Wystarczy uważnie się przyglądać, aby dostrzec  prawdę. Gdzieś tam daleko na horyzoncie prześwituje feria barw- piękne święto życia- wydarzenie w którego centrum chcemy się znaleźć.  „Bogactwo, wiedza, doświadczenie- to wszystko przychodzi za późno w życiu”(A. Gide). Dla niektórych życie to ciągła bieganina, konieczność bycia w kilku miejscach naraz- świadomość i presja bycia dostrzeżonym. „Na starość dopiero dowiadujesz się, że trzeba było dobrze żyć. W młodości nie przychodzi to nawet do głowy” (W. Rozanow). Czasami trzeba od tego, co nas otacza na chwilę uciec, odetchnąć, zdystansować się, zaciągnąć hausty świeżego powietrza i zacząć na powrót istnieć. Lubię spoglądać na antyczną rzeźbę Nike. Piękna dziewczyna podrywająca się do lotu, jakby chciała wzlecieć ku swemu kochankowi- trzepocząca skrzydłami w miłosnym zachwycie „wizerunek greckiego wiatru, jego niezmierzoności i wspaniałości”- jak pisał o niej Rilke. Myślę, że chrześcijanin jest tym w świecie, który ma poderwać się do lotu. Poderwać się na skrzydłach nadziei, wbrew ikarowemu przeświadczeniu niemożliwości  pełni istnienia. „W tęsknocie religijnej wyraża się pragnienie życia w Kosmosie, który czysty i święty, jakim był na początku, gdy wyszedł z rąk Stwórcy”(M. Eliade). Chrześcijanin ma swój „kosmos”- swoje wieczne teraz, w Tym który jest źródłem wszelkiego bytu- Istnieniem w istnieniach; Miłością w strumieniu pragnień; Pięknem ponad wszelkim pięknem. Tylko w apofatyczny sposób można wyrazić to święte ludzkie wychylenie poza czas i przestrzeń. Cała subtelna wrażliwość na eschatologię- świetlistą przyszłość w Bogu, roztapia się w chciwym eksploatowaniu życia na ziemi; ciągłym łaknieniu szczęścia które nie może być w żaden sposób zaspokojone. „Dzisiaj będziesz ze Mną w raju”- rozbrzmiewa przerywając drganie czasu i przestrzeni słowo Chrystusa, otwierające portal wieczności. Świat zanurzony w miłującym Bogu- Pascha Miłości, która przechodzi przez zamknięte drzwi ludzkich serc, dając poczucie jedynego i autentycznego przeżywania szczęścia. Życie wieczne ma swój początek na ziemi, rozpoczyna się w bałaganie naszych ludzkich i zapętlonych spraw. Ten inny świat, pulsuje z całą intensywnością w granicach tego świata. Kiedy nadejdzie Paruzja „Cały wszechświat objawi się jako ciało Chrystusa uwielbionego, a więc naszego wspólnego ciała chwalebnego- powie O. Clement- Wówczas wszelkie całe ciało ujrzy Boga. Przestrzeń nie będzie już podziałem i zewnętrznością, lecz spotkaniem, czas nie będzie już zużyciem, lecz rozwojem w niewyczerpanym poznawaniu- miłości Boga i innych.” Człowiek przebóstwiony będzie widział całą pełnię, odkryje czułość Miłości i stanie w radosnym korowodzie tych, których uświeciło spojrzenie Boga.

poniedziałek, 14 października 2019


Słoneczny poranek umilała mi muzyka Debussyego, a wyłaniający się z kropli światła dzień napawa entuzjazmem i spokojem, że rzeczywistość nie zmieni się zbyt mocno; nie podryfuje w kierunku czego niepewnego, niestabilnego, niepokojącego. „Liberalna demokracja to reżim, w którym demokracja poniża wolność zanim ją zdławi”(N.G. Davila). Dehumanizacja proklamowana na sztandarach kolorowej rewolucji obyczajowej i neomarksizm aplikowany w ciało społeczeństw w świeży i przerażająco skuteczny sposób. Już kiedyś A. Huxley profetycznie pytał: „Co będzie, jeśli któremuś reżimowi uda się zdefiniować perwersyjność jako normalność, a normalność jako perwersyjność, i rozwinąć metody ujarzmiania, które będą tak przyjemne, że nikt już nie zauważy horroru i nikt nie będzie chciał się nim oburzać ?” Na szczęście nie dokonał się drastyczny skręt w lewo- utopia destruktywnej nowoczesności. Dla wielu ludzi- paradoksalnie Bóg jest kimś, kto przeszkadza być szczęśliwym. Chrześcijaństwo stało się ostatnim bastionem który trzeba zdobyć, później już można będzie zrobić wszystko na ciele społeczeństw. Moralność zostanie wyrugowana, a na jej miejsce wejdzie wszechobecnie dostępna i niczym nieskrępowana  „wolność jednostki.” Wolność ludzi o zepsutych sercach, pod którymi chaos się porusza. To pesymistyczny scenariusz, ale jeszcze dla nas odległy. Miły i zaskakujący pozytywnie wynik wyborów parlamentarnych, zwycięski męcz polskiej reprezentacji w kwalifikacjach na euro- to tylko najważniejsze z dobrych wieści, które po nocy komunikuje świt. Staram się być powściągliwym w wypowiadaniu jakichkolwiek sądów  natury politycznej, choć wczorajsze wybory były wyjątkowo ważne i mające dalekosiężny wpływ na kształtowanie ideowego oblicza naszej Ojczyzny. Byłem przejęty tym zawirowaniem politycznym, kotłowaniem idei, naporem i ścieraniem się różnych sił. Dusza naszego narodu jest wolna niczym ptak- chrześcijańska ze swej natury- sceptyczna do podszeptów z zewnątrz, czym dynamicznie zmieniających się preferencji i mód ideologicznych. „Dobro ludu najwyższym prawem !”- pisał nieprzedawniony i mądry Cyceron. Polityka jest trochę poza mną, choć nie bez wpływu na mnie. Zdecydowanie wolę zajmować się kulturą i jej odpryskami piękna. Miłosnym tchnieniem najwyższego Artysty, rozdzielającego talenty i pomysły na harmonijne urządzanie świata. Nie wiele jest warte życie, jeśli brakuje w nim piękna- rozkołysania zmysłów i duszy ! Sztuka jest żywiołem kruszącym zastygłe i zmurszałe struktury, transferem nieprzemijających wartości i lustrem w którym człowiek może zobaczyć siebie lepszym, niż jest w rzeczywistości. Sztuka jest odbiciem życia, opowieścią o zawiłych ludzkich losach i wychyleniu ku wieczności- byciu naprzeciw Tajemnicy. „Malarz tworzy życie przy pomocy światła, podobnie jak czynił to Bóg na początku świata. Każda nowa rzecz była dla niego dobra. Można sobie wyobrazić Stwórcę, jak lekko cofając się i mrużąc oczy stara się uzyskać bardziej dynamiczną, obiektywną i bezosobową wizję swego dzieła; jest to gest malarza. Malarstwo jest kategorią światła”(J.O. Gasset). Ta wizja światła niepokoi mnie jako teologa, urzeka i sprawia, że rumienię się na zewnątrz myśląc o tych subtelnościach mistyki wzroku. „Do Królestwa Bożego wchodzi cała przyroda i cała kultura, tj.  twórcze dzieło człowieka, ale przemienione”(M. Bierdiajew). Towarzyszy mi zachwyt Psalmisty: „Ześlij mi Twoją światłość i Twoją prawdę: one mnie powiodą i zaprowadzą na Twoją świętą górę.” Bożą polityką jest przeobrażenia świata. „Nastąpi dzień i prawdziwe źródło życia- mówił E. Trubieckoj- przyoblecze siebie w słońce.” Synergia miłości i piękno eschatologicznej pełni- Raj na którego horyzoncie wschodzi wieczne Słońce !

niedziela, 13 października 2019


Cóż jest łatwiej powiedzieć: „Odpuszczają ci się twoje grzechy,” czy powiedzieć: „Wstań i chodź ?” Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów- rzekł do sparaliżowanego: „Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu (Łk 5, 23-25).

Nasz świat w którym egzystujemy coraz bardziej staje się światem ludzi chorych. Chyba nie ma takiej rodziny w której nie byłoby doświadczenia osoby doświadczającej choroby, cierpienia, bezsilności… Przechodząc ulicami miast można spotkać wielu ludzi smutnych, przygniecionych ciężarem cierpienia. W ich twarzach i oczach wypisuje się tęsknota za nadzieją na uzdrowienie. Ludzie przekonani od swojej doskonałej kondycji fizycznej i witalności, za chwilę mogą przegrać z pojawiającym się niczym intruz nowotworem. Nerwowy i toksyczny świat uśmierzany farmakologicznymi znieczulaczami i psychologicznymi pocieszeniami na chwilę. Na każdym kroku jesteśmy bombardowani reklamami coraz to nowych leków mających rzekomo wyeliminować poczucie bólu. Kolejki do aptek i przychodzi są dłuższe niż do świątyń. Każdy chce własnymi siłami i przy pomocy dostępnych środków zapobiec nieodwracalnemu procesowi chorobowej regresji. Wielu ludzi nie tylko cierpi fizycznie, często przeżywają o wiele bardziej dręczącą i konwulsyjną walkę duszy. Ilu jest ludzi poranionych duchowo- zainfekowanych kłamstwem oraz pozorami, obumierających w poczuciu bezradności. Wielu przyzwyczaiło się do okłamywania samych siebie; wymuszony uśmiech ma oszukać spojrzenie innych ludzi. Znam ludzi przygniecionych tak wielkim cierpieniem- nie potrafiących zaakceptować swojego losu, którym pozostaje tylko nienawiść siebie i odtrącanie kochanych osób wyciągających do nich pomocną dłoń. Człowiek pragnie szczęścia, chciałby uniknąć cierpienia- a kiedy się ono pojawi, niczym intruz- to najlepiej uciec lub zepchnąć w nieświadomość. W tym zmaganiu człowiek wydaje się sam, często nie mając wokół siebie przyjaznych ludzi którzy uchylą jakiś dach i spuszczą na marach w przestrzeń nadziei. Jakże trudno jest powiedzieć Bogu: „Bądź wola Twoja”. Boimy się chodzić do lekarzy i z drżeniem duszy odbieramy wyniki zleconych odgórnie badań. Choroby są niczym uśpione wulkany, które za chwilę mogą wybuchnąć i zdestabilizować nasz poukładany świat. Człowiek chory uczepia się niczym tonący ostatniej deski ratunku. Niektórzy słysząc o wybitnym lekarzu lub klinice sprzedają swoje majątki i płyną za ocean, aby przedłużyć o jeden rok kalendarz swojego życia. Szukają lekarza. Ci cierpiący z dzisiejszej Ewangelii jedyne co mogli zrobić to przynieść swoich cierpiących do Jezusa. Bóg uzdrawiający człowieka ! Nie wystarczy świadomość, że Bóg może przywrócić zdrowie. Trzeba jeszcze się do Niego zwrócić- WIARA. Aby uzyskać od Chrystusa wyleczenie swoich chorób, człowiek musi najpierw chcieć. Jak trafnie zauważył św. Jan Chryzostom: „Boski lekarz nie uzdrawia nas wbrew nam samym”. Powierzyć się Bogu. „Twoje rany nie przewyższają umiejętności lekarza. Tylko powierz mu się sam z wiarą, opowiedz swoją chorobę lekarzowi” (św. Cyryl Jerozolimski). Wiara jest najskuteczniejszym lekarstwem. „Bóg przychodzi z pomocą tym, którzy pragną się leczyć, dając im wiarę” (Teodoret z Cyru). Często pozostaje modlitwa- pełna łez i zawierzenia: „Lekarzu dusz i ciał, uzdrawiający, sługę twego ogarniętego niemocą nawiedź miłosierdziem Swoim, wyciągnij swą rękę napełnioną siłą uzdrawiającą i uzdrów go podnosząc z łoża i niemocy, uwolnij od ducha słabości…, ze względu na swoją miłość do człowieka”.

środa, 9 października 2019


Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi... Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie leżało dziecko. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań” (Mk 5, 35-43).

To jedna z najpiękniejszych scen zapisanych w Ewangelii. Za każdym razem kiedy ją czytam, poddaję się temu samemu zdumieniu które towarzyszyło trzem apostołom- świadkom przywrócenia do życia zamkniętej w śnie śmierci dziewczynki. Jaka gradacja emocji, jakie napięcie towarzyszy obserwatorom tej sceny z zewnątrz. Wszystko wydaje się takie nieprawdopodobne- nasycone łzami i bólem rozpaczy, a w ostatecznym akordzie szczęściem. Chrystus potrafi zbudować napięcie, wprowadzić człowieka w przestrzeń nasyconą nadzieją i życiem. Śmierć wobec Niego staje się bezradna, wycofana, odarta z przerażającej i niszczącej aury; nie ma już ona władzy nad człowiekiem. Thanatos odwraca swe paraliżujące spojrzenie; staje się spolegliwy i przeobraża się, jak mawiał św. Franciszek w naszą siostrę. „Bądź zawsze takim, jakim chciałbyś być przy swojej śmierci”- pouczał św. I. Brianczaninow. Ewangelia niesie przesłanie pełne nieśmiertelności, jest opowieścią o Bożej miłości- czułości Tego, który jest „Zmartwychwstaniem i Życiem.” Jakże trudno temu paschalnemu przesłaniu przebić się lęk tego świata, paraliżujące „fatum” człowieka w którym tli się resztka wiary w prymat życia nad śmiercią. „Naprzeciw śmierci jesteśmy jak dzieci. Zakłamujemy jej doświadczenie. Wycinamy dziury w dyniach, usiłujemy zminimalizować jej przerażającą magię. Załatwiamy śmierć śmiechem. Przede wszystkim udajemy że jej nie ma. Toteż przestała dokuczać nam jej stała obecność. Odczarowano ją w poliklinikach i korporacjach farmaceutycznych, uznając za dolegliwość...”(P. Nowak). Skupiliśmy się na życiu- tu i teraz- zapominając o nieuniknionych dla każdego objęciach śmierci i drugiej stronie brzegu, na który nas kiedyś przeprawi nie mityczny Charon,  lecz przewoźnik spowity światłością Chrystus. „W szpitalu można zrozumieć, jaką wartość ma zdrowie, ile znaczy życie, jak człowiek sam w sobie jest mały, a jak wielki staje się z Bogiem. Człowiek jest również słaby w swoich osiągnięciach, cudownej technologii i geniuszu. Jego cuda są bardzo niewielkie. Bóg natomiast pozostaje w swoich porażkach, w śmierci i w pozornych niepowodzeniach. Życie podarowane przez człowieka zawsze kończy się śmiercią. Śmierć którą dopuszcza Bóg, zawsze prowadzi do życia i wieczności” (N. Chatzinikolaou). Ewangelia odsłania piękno nieśmiertelności- ziarno nowego istnienia, poczucie ufności i głębię wiary w to, że ostatnie słowo należy do Życia !

niedziela, 6 października 2019


Mt 22, 34-40
Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».


Miłość do Boga i człowieka, nie można opisać tylko i wyłącznie słowami oscylującymi w kategorii uczuć, pragnień, tęsknot, szczęścia… Właściwie na gruncie teologii i praktycznego przekraczania jej- miłość- implikuje wszystko w człowieku, całe jestestwo zostaje zdeterminowane, aby być naprzeciw tego Drugiego. "Prawdziwa wartość miłości polega na tym, że zawsze rozrzutnie darzy sobą niegodnych"(R. Tagore). Ten stan odniesienia wypływa z przestrzeni serca i jest mniej dyskursywny, niż komuś się może wydawać. Miłość wymaga czytelnych i jednoznacznych aktów. Miłość wymaga przestrzegania przykazań- to fundament na którym powstaje gmach uczuć, emocji, gestów i pragnień skierowanych ku Bogu oraz drugiemu człowiekowi. „Kto kocha Boga, kocha też bez reszty swego bliźniego”- pisał św. Maksym. Taka miłość kosztuje; nie jest płytka, krótkowzroczna, opakowana kaprysami chwili czy zmieniających się nastrojów. Miłość prawdziwa jest stała, kreatywna, detonująca przytwierdzone do serca znamiona egoizmu i pychy. Miłość otwiera i udrażnia zatamowane arterie dobra. Miłość jest „lekarstwem na nasze grzechy”- rodzi współczucie, wrażliwość, współodczuwanie cierpienia z innymi, uśmierza ból egzystencjalnych porażek. Aby kochać prawdziwie, trzeba przejść przez doświadczenie cierpienia. „Boga trzeba kochać, by bolały mięśnie i kości”- mówił św. br. Albert. Z tego „bólu” rodzi się świat przepełniony ogniem miłości. „Kiedy Twoja miłość jest już przyjęta i otwierają się przed Tobą ramiona, wówczas proś Boga, niech zachowa tę miłość od zepsucia…”(A. Exupery). Jak sobie poradzić z tą koncepcją Chrystusowej miłości ? Możemy przytaknąć i przyznać rację jak faryzeusze; ale za chwilę wrócić do swojego schematu myślenia. A może spróbować żyć inaczej- nasycać życie Miłością.

 

sobota, 5 października 2019


Mk 4,35-41

Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego : „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”

Wiara jest ryzykiem ! Człowiek kiedy wchodzi w pewne miejsca- zdarzenia- nie jest wstanie przewidzieć dziejących się nagle sytuacji. Chrystus swoim uczniom aranżuje często rożne sytuacje- nazywam je testami duchowej sprawności. Sytuacje ekstremalne odsłaniają prawdziwe, niezafałszowane oblicza ludzi. Bóg potrafi w jednej chwili obnażyć wszystkie lęki i najbardziej skryte emocje. Czasami trzeba stracić grunt pod nogami, otrzeć się o nieprawdopodobny stres, aby w całej bezradności wykrzyczeć Bogu- ratuj mnie ? Wiara jest ryzykiem, rzecz w tym, abyśmy poczuli się przez chwilę osamotnieni, bezradni, skazani tylko na siebie- odkryć to, że nie mamy władzy nad swoim życiem. Wielu ludzi żyje w taki sposób jakby miało nieustannie rękę na pulsie- wszystko kontrolują, wydaje im się, że nic nie jest wstanie ich zaskoczyć. Ten pewnik egzystencjalny karmiony jest do momentu, kiedy pojawia się sytuacja która potrafi całkowicie zdemontować ich fałszywe poczucie bezpieczeństwa. „Człowiek, który w nic nie wierzy boi się wszystkiego”(G.B. Shaw). Apostołowie przeszli inicjację wiary; doświadczyli takich emocji- musieli się zderzyć z żywiołem wody, wichru, zaskakującej ciemności i niemożliwości zrobienia czegokolwiek. Była tylko łódź niczym łupinka, przez którą przelewała się woda i strach w oczach w wymianie spojrzeń. Takie obrazy biblijne wyrażają potęgę i wielkość majestatu Boskiego, któremu nic nie może się sprzeciwić, wskazują na duchowość Najwyższej Istoty- Bóg jest Panem natury i wszystkich jej atrybucji. W gwałtownej zrywach wiatru, delikatnych szumach i muśnięciach ludzkiego ducha;  przez całe dzieje historii zbawienia- objawiała i objawia nieustannie pełnia dzieł Bożych. Od wiatru i burzy- które paraliżują- budzą strach oraz przerażenie, po lekką bryzę zapowiadającą miłosne przybycie Boga miłośnika człowieka. Pragnienie tego świętego tchnienia znalazło wyraz w erotycznej poezji księgi Pieśni na Pieśniami, we fragmencie, w którym Oblubienica (Kościół) gorąco oczekuje zbawczego działania: „Powstań, wietrze północny, nadleć wietrze południa, wiej poprzez mój ogród, niech popłyną jego wonności !” (Pnp 4,16). Ten metaforyczny obraz tęsknoty za miłością, zapowiada nadejście Boga- Oblubieńca- Zbawiciela, który tchnie wiatr (Ducha Świętego). Przybywając w pełnym gracji kroku tanecznym, rozpala ogień miłości w sercach oczekujących jego nadejścia wierzących. Już teraz rozumiemy scenę burzy na jeziorze. To co wydawało się tragicznym epizodem lęku, staje się zapowiedzią uobecnienia Chrystusowej mocy. Przychodzi Chrystus, który wszystko ucisza…, natura staje się posłuszna i poddaje się egzorcyzmującej mocy. Wydarzenie to, ma sprowokować całe mnóstwo pytań w głowie uczniów- „Kim On właściwie jest ?”. Apostołowie muszą się zmierzyć z tą sytuacją i oswoić z nieprzewidzianym interwencjami Boga. Jeszcze nie raz zostaną poddani próbie. W przyszłości, przyjdzie im zderzyć się z charyzmatycznym żywiołem nadejścia Parakleta. Nie będzie już łodzi; tylko szczelnie zaryglowane drzwi i okna Wieczernika- towarzyszyć temu wydarzeniu będzie ten sam strach i osamotnienie. Nagle pojawi się szum z nieba, Ogień przepruwający wszystkie zakamarki wieczernika, a nade wszystko ich serc. Pojawi się wicher tak silny, że wypchnie ich na rozległe wody świata… Oni „popłyną” z tą jedną różnicą, będą już wolni od paraliżującego ich serca lęku. Będą słyszeć szum wiatru i wspominać gwałtowny huragan Bożej miłości, przechodzący przez ich zalęknione serca. Euforia szczęścia. My też potrzebujemy gwałtownego wiatru, momentu próby, który zrodzi nas jako ludzi odważnych i napełnionych Bogiem !

środa, 2 października 2019


Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo w jarzmo niewoli (Ga 5,1).

Na architrawie jednego z domów  w Rueiba (Syria) z VI wieku, widnieje grecka inskrypcja w formie lapidarnego wyznania wiary: „Jeden Bóg i Chrystus.” Już w dawnych wiekach chrześcijanie byli na tyle odważni, aby na zewnętrz otaczającego ich świata, składać świadectwo swojej wiary. To, co przeżywali w sercu domowego Kościoła- wyrażało się w zewnętrznych śladach wyznawanego Symbolu Wiary. „Trzeba mieć nie mało odwagi, aby ukazać się  takim, jakim jest się naprawdę” (S. Kierkegaard). Pomimo zawirowań historycznych i nasilających się prześladowań opowiadali o Bogu który jest ich wolnością, szczęściem i sensem życia. Poczucie żywej obecności Boga przenikało ich życie tak dogłębnie, że strzegli swojej wiary i niepozwalali na jej rozmycie w świecie zamętu i licznych wrogich ideologii. Nawet jeśli świat stanie na głowie, to człowiek powinien w głębi własnego wnętrza odkrywać wolność w Chrystusie. Ewangelia nam uzmysławia sens wolności w której człowiek zostaje rzeźbiony w tajemnicy Prawdy, jaką przynosi Zbawiciel. „Tylko wzrost wolnej ludzkiej odpowiedzialności oraz twórczości może zwiększyć świadomość niezachwianej świętości Kościoła. Tylko wolni są wstanie umacniać Kościół bez względu na wszystko, przezwyciężając wszelkie pokusy. Kościół w swej historii nie raz przeżywał trudne chwile, lecz zawsze się w nim znajdowali sprawiedliwi, na których wspierała się jego świętość”- pisał M. Bierdiajew. Wolność ta nie może być czymś teoretycznym- stanem wiedzy o tym, że egzystuje się pomiędzy dobrem i złem. W słynnej katechezie dwóch dróg w Testamencie dwunastu patriarchów znajduje się głębokie pouczenie: „Bóg dał synowi człowieczemu dwie drogi, dwa sposoby postępowania i dwa cele”- „Kładę więc przed Toba życie i śmierć... Wybierajcie więc życie, abyście żyli”(Pwt 30, 19). Wolność jako konieczność wyboru; drganie duszy i tęsknota za potencjalnym dobrem- są drogą ku wolności chrześcijanina. „Są dwa sposoby życia: można zgodnie z prawami godnie chodzić po lądzie- mierzyć, ważyć, przewidywać. Ale można chodzić po wodach. A wtedy nie można nic przewidzieć, wtedy cały czas trzeba wierzyć. Chwila niewiary i zaczynasz tonąć”- zanotowała te słowa pewna mniszka zamordowana w Ravensbruck. Na ateistyczną i jeszcze mocniej rozbrzmiewającą na agorze świata formułę: „Jeśli Bóg istnieje, człowiek nie jest wolny” chrześcijaństwo odpowiada z pełną świadomością: Tylko w Bogu zawiera się wolność człowieka ! Obojętność i brak duchowej głębi- ostrości widzenia spraw poza tym, co materialne i ulotne, czyni ludzi pysznymi- wybrakowanymi bogami urojonego szczęścia. To wolność jako Jego dar w pełni tłumaczy znane patrystyczne powiedzenie: „Bóg może wszystko, ale nie może zmusić człowieka do tego, by Go pokochał.”