piątek, 26 maja 2017


J 16, 20-23a

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu – z powodu radości, że się człowiek na świat narodził. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać».

Paradoksalnie można stwierdzić, że brak wiedzy dotyczący przyszłości jest czymś zgoła niepokojącym, tym bardziej iż świat w który żyjemy, jest niestabilny wobec nieprzewidywalnych i złych ludzi. „Duch Święty działa w ciągu dziejów i przygotowuje nadejście Królestwa Bożego. Jednakże znów należy zachować najdalej idącą ostrożność, aby uniknąć uproszczeń. Żyjemy w czasach niesłychanego zamętu, daleko odbiegających od krystalicznej, przejrzystej atmosfery Ewangelii, w czasach przez nią przepowiadanych- fałszywych proroków, zwodniczych słów, zakłamanych wartości, przewrotnych sytuacji” (P. Evdokimv). Nie wiemy co się wydarzy jutrzejszego dnia; myślę o czymś zaskakującym i wywracającym na spokój. Teoretycznie możemy zajrzeć do naszego przenośnego kalendarza i opowiedzieć jak nasz kolejny tydzień będzie przebiegał. Ale to tylko wpis szufladkujący podarowany nam czas i wyznaczający pozornie granice naszym działaniom. Ewangelia próbuje nam powiedzieć o przygotowaniu na inny świat, inne spotkanie oraz zawieszonym w próżni notesie błahych nic nieznaczących wobec tego eonu spotkań. „Ręka Boża dotknie zamkniętego koła czasu i podniesie go do wyższego wymiaru” (św. Grzegorz z Nyssy). Ewangelia wskazując na wniebowstąpienie Chrystusa, rozpościera wizję bezprecedensowego kolejnego, ale innego w swojej oprawie spotkania- to jest Paruzji. On przyjdzie ponownie i nie będzie takiej możliwości, aby ktoś nie był wstanie Go nie rozpoznać. Będziemy postrzegać rzeczywistość już inaczej- z „odsłoniętą twarzą”. Nastąpi moment zapowiedzianej radości, odtąd los śmiertelników skonfrontuje się z najwyższą Prawdą, a „serce zostanie pobłogosławione wspaniałością Boga” (św. Makary z Egiptu). Przychodzący Zbawiciel pozbawi nas ludzkiej zachłanności wiedzy- „o nic nie będziecie Mnie pytać”. Pytania będą zbędne, ponieważ wszystko co się objawi ludzkim oczom, będzie świętem wielkiej odpowiedzi Boga. Apokaliptyczny Chrystus na białym koniu wjedzie triumfalnie w naszą „wieżę Babel” i wtedy wszystkie sprawy zostaną przetłumaczone na język miłości i Boga. Świat zostanie podniesiony z kolan wojny, głodu, kainowej śmierci. Okruchy wiedzy którymi się obecnie posługujemy demonstrując naszą ludzką wielkość, zaczną blaknąć wobec Pana Mądrości i Życia który „przeniknie” przez serca i umysły stworzeń. „Wtedy otworzy się całe niebo, rozerwą się bramy sklepionych przybytków i zstąpi jednorodzony Syn Boga- powie św. Jan Chryzostom- w otoczeniu tysięcy i milionów aniołów, archaniołów, cherubinów i serafinów i innych mocy, a wszystko będzie pełne trwogi i drżenia. Gdy rozstąpi się ziemia, wszyscy ludzie wyjdą z grobów, a sam Chrystus ukaże się w takiej chwale, że księżyc, słońce i wszelkie światło skryje się w jasności tego blasku. Jakież słowa wypowiedzą taką szczęśliwość, wspaniałość i chwałę ?”

czwartek, 25 maja 2017

J 16, 16-20

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie». Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: «Cóż to znaczy, co nam mówi: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”; oraz: „Idę do Ojca”?» Mówili więc: «Cóż znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co powiada». Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: «Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie?” Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość».

W pierwszym momencie wydają się enigmatyczne słowa Chrystusa; jest z uczniami, a za chwilę ma zniknąć im sprzed oczu a później pojawić się ponownie. Chwila nieobecności którą nie można zamknąć w jakiś ziemskich ramach czasu. To odejście na „chwilę” jest zapowiedzią Wniebowstąpienia. „Wniebowstąpienie jest jakby drugim krańcem wcielenia. Słowo Boże zstąpiło z królewskich przybytków, by szukać zaginionej owieczki- ludzkości. Teraz, po odnalezieniu bierze ją na ramiona i wprowadza do owczarni. Wniebowstąpienie oznacza zakończenie drogi, początkiem jest Wcielenie, zakończenie dzieła miłości Bożej poszukującej człowieka, by go wprowadzić w strefę Trójcy Świętej”(J. Danielou). Kościół nie pozostaje sam, bowiem otrzymuje dar Parakleta. Chrystus doskonale zdaje sobie sprawę, że wspólnota „pozostawiona” będzie musiała się zmierzyć z różnymi przeciwnościami, przejść drogę próby- Kościół rozkwitnie przez wieki na użyźnionej krwią glebie męczenników- świadków wiary. W tej zapowiedzi smutku zawiera się wizja Kościoła Oblubienicy naznaczonej uciskiem, niezrozumieniem ze strony świata, dotkniętej śmiechem pogardy. Z drugiej strony postawa chrześcijan ma być przepełniona nadzieją i optymizmem eschatologicznym. Święty Augustyn pisał: „Wysławiajmy Pana Boga naszego, który zgromadził nas przy źródle duchowej radości. Bądźmy zawsze przy Nim w pokorze serca. Niech On tylko będzie naszą radością. Bądźmy przekonani, że pełne szczęście będziemy mogli osiągnąć dopiero wtedy, gdy czas tego świata przeminie…Cała nasza radość niech będzie w nadziei na przyszłość. Cała nasza tęsknota niech się zwraca do życia wiecznego. Każde nasze westchnienie niech pragnie Chrystusa.” Nadzieja i tęsknota będą podtrzymywały serca uczniów w ufności, że dzień nadejścia Zbawiciela jest coraz bliżej. „Wkraczajmy więc w nowe życie i wobec Tego, który nasz wskrzesił wraz z Chrystusem- powie Orygenes- ukazujmy się codziennie nowi i, że tak powiem piękniejsi, gromadząc piękno naszego oblicza w Chrystusie jak w zwierciadle i w Nim oglądając chwałę Pana, przemieniajmy się w ten sam obraz, gdyż Chrystus powstając z martwych, z ziemskiego poniżenia wstąpił do chwały Ojcowskiego majestatu”.

środa, 24 maja 2017


J 16, 12-15

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi».

Życie publiczne Jezusa składające się z wielu zachwycających momentów, stanowi przygotowanie do powierzenia największego daru jakim jest Duch Święty. Rozpoczęta ekonomia Kościoła będzie mogła wejść w rzeczywistość pełni dopiero po Zmartwychwstaniu i Pięćdziesiątnicy. Chrystus posyła Ducha Prawdy, aby konstytuował Wspólnotę i prowadził ją ku przyszłości; od tej pory w „Duchu podążamy przez Syna do Ojca”. Droga człowieka jest zatem drogą uświęcenia- przebóstwienia. Chrześcijanin w swoim sercu staje się nosicielem Ducha. „Historia jest dialogiem między Bogiem a człowiekiem- powie S. Bułgakow- ich współdziałanie to proces bogoczłowieczeństwa”. Osiągnięcie tego stanu wymaga aktywności duchowej, transparencji i pokory otwarcia. Święty starzec Serafin wołał: „Na co jeszcze czekamy, że ktoś z wysokości nieba zaśpiewa nam pieśń niebiańską ? Ależ w niebie wszystko żyje mocą Ducha Świętego, a na ziemi Pan dał nam tego samego Ducha Świętego. W kościołach posługi są sprawowane przez Ducha Świętego; na pustyniach, w górach, w jaskiniach i wszędzie asceci Chrystusowi żyją Duchem Świętym; jeśli Go zachowamy, będziemy wolni od wszelkich ciemności i życie wieczne będzie już na ziemi w naszych duszach”. W tej prostocie wypowiedzi kryje się cała teologiczna kwintesencja i świadomość, że wszystko jest przeniknięte łaską, a człowiek jest naczyniem które ma wychylić się ku przyjęciu tych duchowych dobrodziejstw. Najgłębszą przestrzenią tego obdarowania jest Eucharystia. „Uświęć te dary mocą Twojego Ducha, aby stały się dla nas Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Konsekracją złożonych darów, jak również dotknięcie modlitwą epiklezy tych którzy w liturgii wchodzą w rzeczywistość przemienienia. „Przemienienie, dzięki któremu  pięknieją ci, którzy są piękni” (M.P. Jegou). Duch Święty w „Eucharystii dokonuje przemiany, po przeistoczeniu przybywa ze swoim ogniem i mocą, aby nadal uświęcać i przemieniać. Pozostając w Eucharystii, jak rozżarzony węgiel przemienia wszystkich, którzy stykają się z nią i ją spożywają. Ciało Chrystusa rodzi się zatem z ognia Ducha Świętego jako duchowy dar, udzielany nam przez Boga… Ciało Chrystusa napełnione jest nadmiarem Ducha”(M.J. Scheeben). Chrześcijan przez przyjęcie Świętych Darów, przemienia się w Tego którego spożywa.- usque ad Spiritus participationem. Czy to nie jest cud Ducha Świętego ?

poniedziałek, 22 maja 2017

J 15, 26 – 16,4a

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Gdy przyjdzie Paraklet, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On zaświadczy o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku.
Ewangelie proklamowane w tych dniach będą kierowały nasze spojrzenie wiary na dynamiczną i płodną obecność Ducha Świętego. Chrystus wprowadza uczniów w penumatologię chwili obecnej, wskazując że od tej pory ich egzystencja będzie przeniknięta obecnością Parakleta. Nie mogą czuć się osieroceni, czy pozbawieni motywacji dalszego działania. Wręcz przeciwnie wszystko stanie się nowością, świeżością i euforią. Konsekwencją Wcielenia staje się przebóstwienie- uduchowienie człowieka. „Słowo przyjęło ciało- mówił św. Atanazy Wielki- abyśmy mogli przyjąć Ducha Świętego. Bóg stał się nosicielem ciała, aby człowiek mógł stać się nosicielem Ducha”. Jest w tym działaniu Trójcy Świętej jakiś spójny plan w którym człowiek odkrywa przestrzeń osobistego uświęcenia i wybiegając do przodu perspektywę zbawienia. W homilii na dzień Pięćdziesiątnicy św. Jan Chryzostom mówi: „Gdyby nie było Ducha Świętego nie moglibyśmy nazywać Chrystusa Panem...” Dzięki działaniu Ducha człowiek wchodzi w rzeczywistość piękna- w przedsmak „Ósmego Dnia”. Dzięki Jego działaniu Kościół jest jednym ciałem, nie jest tylko instytucją kurczowo pilnującą swoich wpływów, czy ciasną doktryną, lecz jak mówił Chomiakow „żywym organizmem prawdy i miłości”. Jest w tej refleksji jakaś głębia pentakostalnego myślenia, przekraczającego zewnętrzny blichtr przemijającej i naznaczonej grzechem ludzi instytucji, otwierając Kościół- Ciało na Ogień, który przetapia bezczynność i skostnienie w erupcję życia. Przez Niego Kościół i świat wołają swoim jestestwem: „Przyjdź, Panie Jezu

niedziela, 21 maja 2017

J 14, 15-21

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie widział. Ale wy Mnie widzicie; ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie».

„Żyjemy otoczeni nieskończoną wielością tajemnic”- te słowa napisał Lew Szestow próbując ukazać jak mały jest człowiek, jak mały jest jego rozum aby zgłębić tajemnicę Boga i świata. Myślę, że jedną z takich tajemnic jest wyjątkowa, subtelna i życiodajna obecność Ducha Świętego. Nie wiem, czy jakiś najbardziej rzutki teolog odważyłby się napisać biografię Ducha Świętego. To nie lada wyzwanie które z pewnością wymagałoby jakiejś duchowej wrażliwości i przenikliwości duszy. Trzeba zatem zachować pokorę i milczenie wobec tej Tajemnicy, bowiem „dramat zbawienia odbywa się za zasłoną” (S.Weil). Lepiej będzie jak pragnienie poznania „Gołębicy” stanie się pragnieniem ożywczego źródła. W historii chrześcijaństwa były momenty w których nawet zapominano o Duchu, trochę nieświadomie marginalizując Jego obecność. Nawet sam św. Augustyn przyznaje, że „ludzie uczeni napisali wiele książek o Ojcu i Synu. Natomiast Duch Święty nie stał się przedmiotem studiów tak obfitych, tak starannie prowadzonych przez uczonych i wielkich komentatorów boskich Pism, by można było łatwo pojąć także Jego własny charakter, z powodu którego nie możemy Go nazwać ani Synem ani Ojcem, ale jedynie Duchem Świętym”. Pewien ewangelicki teolog nawet stwierdził, że Duch Święty jest dzisiaj w dużej mierze „nieznanym Bogiem”. Nawet pomimo eksplozji tak wielu charyzmatycznych ruchów i wspólnot w różnych kościołach, wielu chrześcijan zatrzymuje się tylko na zewnętrznych znakach, okraszonych pewną nadzwyczajnością, niż na samej osobie Ducha Świętego. A przecież jak powie św. Bazyli Wielki: „Stworzenie nie posiada żadnego daru, który by nie pochodził od Ducha. Jest On Uświęcicielem, który nas na powrót jednoczy z Bogiem”. Nie sposób zliczyć, ile to razy Duch Święty wtargnął niczym żywioł w historię i osobiste życie każdego człowieka. „Duch nazwany jest Królestwem i daje początek królowaniu Boga w nas” (M. Kabasilas). Każdy z nas przeżył w swoim życiu małe zwiastowania i pięćdziesiątnice- poruszenia serca i duchowe rewitalizacje. Ile to razy w kryzysach wiary, ucieczkach i wejściach w grzech- On przypominał o zmartwychwstałym Chrystusie i jego darmowej miłości. Kościół od wieków wołał i nie przestaje wołać z głębi swego jestestwa: eltheto to Hagion Pneuma sou eph hemas Kai katharisato hemas- niech przyjdzie Duch Twój na nas i oczyści nas. Dzięki Jego dynamizującej obecności Kościół staje się comunio sanctorum- wspólnotą uświęconą i przebóstwioną. Pewnie w tym miejscu należy postawić sobie kilka odważnych pytań: Czy otwieram się na nowość Ducha, wsłuchując się w Jego głos i odczytując natchnienia ? Czy rozpoznaję oczyma wiary Kościół jako ikonę Trójcy, w łonie której zostałem zrodzony aby uwielbiać Boga całym życiem ? Odpowiadając w duszy na te pytania, niech słowa przeistoczą się w modlitwę epiklezy, zwracając się do Ojca, aby Duch objawił Chrystusa. Kończę słowami modlitwy brata Rogera z Taize: „Duchu Święty, tchnienie miłości Chrystusa. Ty składasz w każdym człowieku wiarę, która jest bardzo prostym zaufaniem, tak prostym, że wszyscy mogą je przyjąć. Znany czy nieznany, w naszych ciemnościach rozpalasz ogień, który nigdy nie zagaśnie”.

sobota, 20 maja 2017

J 15, 18-21

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie wpierw znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie o słowie, które do was powiedziałem: „Sługa nie jest większy od swego pana”. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał».

 Nasz wiek jest równie mocno naznaczony prześladowaniami i męczeństwem. Nie tylko tym uciskiem prowadzącym do przelewania krwi niewinnych ale nade wszystko ideologicznym, światopoglądowym dokonującym się stopniowo i programowo. Chrześcijan jest umieszczony w centrum wydarzeń współczesnego świata. Tak rozumiana obecność w jakimś sensie jest narażona na trudne konfrontacje. W społeczeństwach europejskich już od dłuższego czasu dokonuje się erozja tego wszystkiego, co nosi znamiona chrześcijańskości. Zmasowany ateizm, agnostycyzm, opisany szyldem tolerancji stał się  niebezpiecznym indyferentyzmem. Europejscy wolnomyśliciele pragną uczynić z Kościoła skansen „starych i nieprzydatnych nikomu rzeczy”, wystawienniczy portal dawnej kultury w którym będzie można na nowo proklamować śmierć Boga. Tu nie chodzi o wytoczoną kampanię przeciwko sztucznej dewocji, czy pomieszaniu głupoty z religią. Nie chodzi wcale o to, że religia w wyścigu z płytkimi propozycjami hedonistycznego świata może przegrywać. Chodzi o postawy negacji, absurdu a nawet agresji skierowanej w stronę religii która ocala resztki człowieczej godności. Już nie tylko jak pisał Roger Icor „Bóg jest niepotrzebny”, ale jakiekolwiek przejawy życia duchowego stają się pożywką dla ironicznej kpiny i medialnego vulgus.  Komu tak naprawdę przeszkadza Bóg ? Komu przeszkadza chrześcijanin który stara się żyć zgodnie z Ewangelią ? Być może tym którzy próbują zagłuszyć swoje sumienie, uciec od ważnych pytań dotyczących sensu własnego istnienia i tego, co w głębi rozrywa ich duszę na strzępy. Ich bunt wymierzony w wiarę zdaje się być największym krzykiem błagania o ocalenie. Chrześcijanin staje naprzeciw swoich poranionych, pogubionych lub agresywnych braci, wiedząc że w każdym wydarzeniu działa Bóg. Ma odwagę spojrzeć im w oczy.  „Bóg ofiaruje ludziom siebie w zależności od ich pragnienia…Chciałby jednak napoić ich całymi strumieniami, by chrześcijanie mogli ze swej strony gasić pragnienie świata”. Ludzie głębokiej wiary nie boją się kpin, oszczerstw, cierpienia czy utraty życia. Jak mówił św. Ojciec Pio: „Dobre serce jest zawsze mężne. Cierpi, ale ukrywa swe łzy i pocieszając się, poświęca siebie dla Boga i bliźniego”.

czwartek, 18 maja 2017

J 15, 9-11

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości.  To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna».

Największym kryzysem naszych czasów jest niezdolność do kochania i bycia kochanym. Świat jest pełen egoistycznych, inteligentnych i przedsiębiorczych dwunogów potrafiących do perfekcji udoskonalać autoprezentacje siebie, ale paradoksalnie nie potrafiących zrozumieć sensu miłości w relacji do drugiego „Ja”. Myślę o tej głębi miłości którą nakreślił Chrystus i pozostawił nie naruszając w żaden sposób ludzkiej wolności. Jego uczniowie a wraz z nimi chrześcijaństwo będzie kiełkowało stopniowo do zrozumienia i uczynienia własnym tego przykazania. Miłość jest kondensacją ludzkich emocji, pragnień, chcenia i odrobiny wyjścia poza siebie. Ale nie jest to „produkt” psychologicznej kalkulacji czy wdrukowanego szablonu postępowania. Jej rozkwit ma odpowiednie podłoże. Trzeba przejść duchowy próg, aby to pełniej pojąć. „Miłość uzdalnia człowieka zarówno do przeżywania szczęścia, jak i cierpienia. Kto miłuje, tym intensywniej doświadcza radości i trudu życia… Miłość nie ma obietnicy sukcesu. Jest w niej coś bezinteresownego, przeciwnego doraźnej użytkowości i korzyści. Prawdziwa miłość nie idzie w parze z ambicją i dążeniem za wszelką cenę do sukcesu” (W.Hryniewicz). Wydarzenie paschalne odsłania i pozwala zrozumieć całą głębię miłości Boga do człowieka. Głębię miłości która jest w łonie Trójcy. „Bóg jest Ojcem, który kocha Syna i nas w Nim, aż do przyzwolenia na opuszczenie na Krzyżu za nas- mówił B. Forte- Jeśli w Ojcu jest źródło miłości, to w Synu jest receptywność miłości. Syn, który na Krzyżu dokonuje aktu najwyższego posłuszeństwa, a w zmartwychwstaniu otrzymuje Ducha życia, jest czystym przyjęciem, nieskończonym posłuszeństwem miłości, wieczną bezinteresownością”. Jednocześnie ten Miłowany i trwający w miłości, udziela Miłość Kościołowi. Polecenie Chrystusa względem uczniów, aby „trwać w miłości”- nie oznacza błogiej egzaltacji, czy stanu permanentnej sielankowości w przeświadczeniu że świat będzie idealny, ale zakłada stanowcze wyjście ku drugiemu człowiekowi (tam gdzie nie jest sympatycznie i beztrosko). Miłość staje się źródłem siły dynamizującej aktywność, zdolnej sforsować lęk przed światem, grzechem i opróżnionym z miłości sercem brata lub siostry. Miała rację św. Teresa z Avila: „Doskonała miłość bliźniego jest w nas o tyle tylko, o ile zrodzi się jak drzewo z korzenia, z doskonałej miłości Boga”. W tej perspektywie chrześcijaństwo staje się  pozbawioną poklasku instytucją sług, obwieszczającą że Bóg przez ludzi wypowiada swoją miłość światu. Miłość drugiego staje się obecnością Boga w duszy !