piątek, 22 września 2017


Łk 8, 1-3

Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób, Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, udzielając ze swego mienia.

W semickim świecie męskocentrycznym, wstrząsanym licznymi rywalizacjami i napięciami pojawia się  Chrystus i w gąszczu męskiej dominacji zauważa kobietę. Czy zostaje w ten sposób przełamana obojętność, a nawet wrogość wobec inności płci ? Do tej pory żydowski antyfeminizm opierał się męskiej dominacji nad kobietą- uważanej jako kogoś słabszego, wydobytego z żebra Adama człowieka drugiej kategorii. W modlitwach osiemnastu błogosławieństw odmawianych do dzisiaj przez chasydów pobrzmiewa nuta obojętności a nawet pogardy wobec towarzyszki mężczyzny: „błogosławiony bądź, Panie, że nie stworzyłeś mnie kobietą.” Lekceważenie „słabszej płci” przejawia się choćby w umiarkowanej radości głowy domu na wieść, że Bóg obdarował go córką a nie synem. Nawet święty Paweł, ukształtowany w tradycji rabinackiej, wydaje się ulegać tej tradycji, kiedy poucza o całkowitej zależności kobiety wobec mężczyzny. Nawet egzegeza starotestamentalna podejmująca na warsztat opis stworzenia przez Boga pierwszych ludzi, naznaczona jest typowo męską perspektywą; kobieta zostaje stworzona dla mężczyzny- służebnica sprowadzona do kategorii przedmiotu, bezwzględnie podporządkowana... Odkrywamy tutaj niezwykle bolesną diagnozę która w ustach Simone de Beauvoir po wielu wiekach stanie się wielkim wyrzutem sumienia: „Kobieta staje się całym światem dla mężczyzny w chwili, gdy mu służy jako wypełnienie upragnionej wizji, aby zaraz potem, spełniwszy swoją rolę, stać się niczym.” W ten nierówny i pozbawiony głębszego znaczenia dialog pomiędzy mężczyzną i kobietą wchodzi Chrystus. Dla Niego kobieta nie jest antyczną Lukrecją, którą można wziąć w posiadanie, czy „nadliczbową kością, nieistotną częścią Adama, gatunkiem podrzędnym”- jak mawiał Bossuet. W oczach Chrystusa kobieta jest bardzo ważna, zrównana z mężczyzną- towarzyszka; a nawet wyeksponowaną na pierwszym planie, co powoduje niejednokrotnie kręcenie nosem samych uczniów. Kobieta zostaje postawiona w centrum ekonomii zbawienia, jako Oblubienica, Matka, Gołębica nieskalana, przedłużenie życia... Faktem jest że do grona apostołów, nie została wybrana żadna kobieta, lecz wiele za nim podążało i zraszało drogę Jego wędrówki łzami i miłością. Po wielu wiekach Kościół zdobędzie się na odwagę orzeczenia o nawróconej grzesznicy Marii Magdalenie jako o równiej Apostołom. Kiedy Mesjasz będzie nawiązywał relacje z kobietami będzie miał w pamięci najbliższą Mu kobietę- Maryję- ucieleśnienie piękna i świętości. „Raj leży u stóp matki”- powie poetycko jedna z sur Koranu. Bierdiajew pisał, że „Kobieta jest bardziej niż mężczyzna związana z początkiem świata, z pierwszymi siłami elementarnymi; mężczyzna styka się ze światem przez kobietę..., przeznaczeniem kobiet jest, by były, jak w Ewangelii, tymi które przynoszą wonności. Nie kobieta wyemancypowana i podobna mężczyźnie, lecz wieczna kobiecość będzie miała do odegrania wielką rolę w nadchodzącym okresie historii.” Ton rosyjskiego filozofa jest profetyczny i wskazuje na twórczą rolę tej która ma do odegrania ważną, jeśli nie najważniejszą rolę w historii świata. „Kobiety otrzymują jako pierwsze wielkie objawienia: o Wcieleniu Boga, o tym, że Jezus jest Mesjaszem, o Zmartwychwstaniu- one przed wszystkimi ludźmi. Tylko one zobaczą aniołów przy grobie Zmartwychwstałego. Nie mężczyźni: ich wiara w triumf Jezusa nad śmiercią oparta jest na logicznej analizie stanu grobu. Kobiety nie zastanawiają się nad całunem i and płótnami. Włączają się natychmiast w to, co niewidzialne. Kobiety współcierpią z Jezusem, stojąc pod krzyżem. Jedna z nich namaszcza Go żyjącego, wyprzedzając dzień pogrzebu; inna ociera chustą zakrwawioną twarz Człowieka- Boga; jeszcze inna pozostawia usługiwanie Mu siostrze, by słuchać Jego słów i adorować Go. I tylko jedna osoba wystąpiła w obronie Jezusa: kobieta, żona Piłata, która próbuje Go ratować, gdy wrze przeciw Niemu gniew mężczyzn” (J.P. Roux). Aż trudno pojąć dlaczego w pewnych momentach dziejów chrześcijaństwo marginalizowało kobiety. On są duszą świata, najpiękniejszym kwiatem w ogrodzie Boga; bohaterki wiary i naczynia w których spoczywa życie świata, nosicielki pokoju, ideał dobroci.

czwartek, 21 września 2017


Ps 19,2-3.4-5
Niebiosa głoszą chwałę Boga,
dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon.
Dzień opowiada dniowi,
noc nocy przekazuje wiadomość.

Nieboskłon rozpostarty przypomina genialnie zaprojektowane sklepienie, ziemia utkana niczym wykwintny arras wyszła z Bożych rąk i w oczach natchnionego Psalmisty jest emanacją Bożej dobroci i piękna. „Bóg kontemplował wszystkie rzeczy przed ich istnieniem, wyobrażając je sobie w myśli i każdy byt otrzymuje swoje istnienie w określonym momencie...”(św. Jan Damasceński). Świat wydobyty z pod palców Stwórcy staje się kosmiczną świątynią w której człowiek odnajduje miejsce spełnienia i zdumienia. „Proszę cię, synu, spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróć uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg”- przekonywała matka syna idącego na śmierć w Księdze Machabejskiej. Stworzenie zatem staje się aktem-darem Boga. „W ten sposób w jednej tajemnicy spotykają się dzień pierwszy i ósmy... Jest to bowiem równocześnie i pierwszy, i ósmy dzień tygodnia, dzień wstępowania w wieczność” (W. Łosski). Na drogę prowadzącą do wieczności zostaje zaproszony człowiek- zwieńczenie dzieła, za którym świat podąży w bezmyślnej euforii. Aby świat w pełni uświęcić, Bóg „stworzył drugi kosmos- człowieka, coś małego w czymś wielkim, i umieścił go na ziemi”- powiedzą zgodnie Ojcowie Kościoła. Ta misja ulepionego z prochu Adama zostanie wypełniona przez Niebiańskiego Adama- Chrystusa. W tych dwóch cudownych kreacjach utrwala się wielkość i geniusz największego Artysty. „Symbolika jest nauką zachwycającą- pisał Landirot- rzucającą cudowne światło na poznanie Boga i stworzenia, na stosunek Stwórcy do swego dzieła, na harmonijne związki wszystkich składowych wszechświata... Symbolika jest kluczem świętej teologii, mistyki i filozofii, poezji i estetyki, nauką o więzi łączącej Boga ze stworzeniem, świat naturalny ze światem nadprzyrodzonym, nauką o harmonii, w jakiej pozostają części uniwersum, tworząc tę wspaniałą całość, której każdy fragment każe domyślać się innych...” Nam współczesnym często brakuje tego myślenia symbolicznego, uważnego przenikania przez świat bytów i zdarzeń dalej i głębiej. Potrzeba innego rodzaju poznania, aby wejść w zachwyt stworzenia obdarowanego do granic możliwości. Ostatecznie zachwyt chrześcijanina zatrzymuje się na Chrystusie- na „najpiękniejszym spośród synów ludzkich...”(Ps 45,3). Nowy Adama rekapitulujący całe stworzenie i odnawiający zerwaną harmonię. W ten sposób „wszystko w Nim zostaje sprowadzone do jedności”- powie św. Grzegorz z Nazjanzu, albo jak twierdzi św. Maksym Wyznawca: „Chrystus jest centrum, gdzie się zbiegają wszystkie linie.” Cudowny jest Bóg, bowiem w Chrystusie każdego dnia czyni wszystko nowym.

 

środa, 20 września 2017

Łk 7, 31-35

Jezus powiedział do tłumów: «Z kim mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci przesiadujących na rynku, które głośno przymawiają jedne drugim: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wy nie płakaliście”. Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: „Zły duch go opętał”. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność».

Jeżeli odważyłbym się nakreślić biografię Jezusa Chrystusa; stworzyć portret osoby z przed dwóch tysięcy lat, to pewnie wydobyłbym ten niezwykle silny pierwiastek ludzki i społeczny. Oczywiście nierozważnym byłoby akcentowanie tylko aspektu ludzkiego, tego wędrownego i obdarzonego nadzwyczajnymi zdolnościami Człowieka z Nazaretu. To byłby wdzięczny temat dla historyka, religioznawcy lub badacza duchowych idei. Sztuka na różne sposoby próbowała wymalować, wyrzeźbić i utrwalić w materii Jego piękne rysy. Literatura i uduchowiona poezja widziała Syna Człowieczego- przewyższającego mądrością i pięknem pierwszego protoplastę Adama. Zostawmy jednak na boku te kulturowe utrwalenia. Kiedy opowiadam o Chrystusie, nie myślę o nim w czasie przeszłym jak również nie czytam Ewangelii jak źródła historycznego które zaspokoi moją ciekawość intelektualną. Myślę o Nim koherentnie dostrzegając nade wszystko Jezusa chrześcijaństwa- wcielonego Boga. Ewangelista Łukasz nie krępował się przechować dla nas w spisanym tekście epitetu skierowanego wprost do Chrystusa: „Żarłok i pijak.” To zapożyczone z poziomu ulicy określenie powinno demontować wszystkie najbardziej pobożne i przeniknięte wielkością wyobrażenie chrześcijańskiego Zbawiciela. Paradoksalnie, Ten przed którym powinno się wstrzymywać oddech lub chodzić na paluszkach, jako pierwszy przełamuje jakiekolwiek bariery i święte konwenanse. To takie niestandardowe myśleć o Nim jako uśmiechniętym, bawiącym się jarmarcznie, a nade wszystko rozwikłującym ludzkie dylematy w taki "nieobyczajny" sposób.  Żyje życiem ludzi, interesuje się sprawami, zawsze jest w centrum wydarzeń. „To Chrystus doprowadził nas do poznania Ciebie, prawdziwego Boga i prawdziwego Ojca” (św. Bazyli Wielki). W Chrystusie Bóg pochylił się nad człowiekiem- ukazał pełną troski ludzką twarz. Potrafił bez oporu opróżnić kielich wina w przestrzeni która mogła być nieczystą i niegodną wierzącego Żyda. Schodzi z utartych ścieżek i potrafi wejść w slumsy szukając konkretnego człowieka. Unika czerwonych dywanów i zgiełku przemądrzałych rabinów; zdecydowanie upodobał sobie w towarzystwo rybaków, rolników, miejskich kloszardów, kurtyzan i tych z którymi nie każdy z nas chciałby zamienić słowo. Z takich szemranych osobników wykluje się odważna armia „stróżów poranka” i zwiastunów Ewangelii trąbiących na dachach świata, że Bóg w którego uwierzyli to Miłość ! Amboną do zasiewania słowa  jest drewniana łódka, porośnięte trawą zbocze, pole ozłocone zbożami, synagogi i świątynia, szynk i miejsca o których nie wypada tutaj pisać, do których przyzwoitemu człowiekowi było niezręcznie wejść. Bóg pojawia się tam, gdzie są ludzkie dramaty, nabrzmiałe od grzechu sytuacje, zranienia i duchowy głód. Miłość wytryskała z każdego spojrzenia i gestu Mistrza. Główną pobudką tych niestandardowych działań było współczucie: zdjęty litością dotykał ich oczu, a nade wszystko serc. Zgadzam się z Blondelem, że celem wielu tych działań było rozbudzenie wiary, wzbicie się ponad przeciętność- ukazanie perspektywy wieczności. „Zmartwychwstały Chrystus przekształca życie ludzi w jedno nieprzerwane święto”- powie św. Atanazy. Ach, czym byłby świat bez Chrystusa ? Niczym.

wtorek, 19 września 2017


Łk 7, 11-17

Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a podążali z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy przybliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz». Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, przystanęli – i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!» A zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. Wszystkich zaś ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: «Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg nawiedził lud swój». I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

Do przyjścia Chrystusa człowiek pozostawał wobec faktu śmierci bezradny, zagubiony, zderzający się ze stratą i pustką. Wcielenie i Zmartwychwstanie Chrystusa zrywa zasłonę niezrozumienia i lęku przed wchodzeniem w śmierć. Od tej pory wieka grobowych sarkofagów nie będą opowiadały o kruchości egzystencji i niebycie człowieka. Ewangelia będzie zwiastować euforię życia i zapach nieba- „Oto zwiastuję wam radość wielką.”. Tam gdzie pojawia się Jezus rozpoczyna się atmosfera tryumfu życia i nieśmiertelności. Kościół w liturgicznej antropologii w niezwykle subtelny sposób ułatwi przezwyciężyć moment rozłąki z osobą bliską tym, którzy dzięki wierze zechcą wychylić się poza rozpacz i łzy. Zmarły wejdzie w śmierć jak w sen, aby za chwilę się wybudzić i zobaczyć jakże odmienny świat od tego który zdawał mu się ciężarem. Barkowy poeta i dramaturg Pedro de la Barca, mówił: „Życie jest snem, a śmierć przebudzeniem.” Kościół przez usta swych dzieci będzie proklamował największe i druzgoczące siłę śmierci przesłanie: „Chrystus Zmartwychwstał !” Czytamy opis dzisiejszej Ewangelii o martwym młodzieńcu i jego matce z Nain, nad którymi się Pan lituje i czyni cud. Było w Galilei wielu proroków, ale żaden na oczach tłumów nie dokonał tak spektakularnego działania. „Twój jestem, zbaw mnie, gdyż przykazań Twoich poszukiwałem,” lub „Oczyśćmy zmysły a ujrzymy Chrystusa jaśniejącego w niedostępnym świetle Zmartwychwstania i usłyszymy wyraźnie jak mówi: Witajcie !, nam hymn zwycięstwa nucącym.” (Panichida). Od tej chwili apostołowie i wraz z nimi pierwsze wspólnoty wiary, będą przeniknięte dialektycznym napięciem między historia a eschatologią. Bowiem Ten, który wskrzesił jedynego syna matki i przyjaciela Łazarza, przyjdzie również przerwać sen śmierci każdego człowieka. Jurgen Moltmann pisał, „że wraz z Wielkanocą rozpoczyna się śmiech odkupionych i taniec wyzwolonych”- mowa jest tu o radosnym korowodzie przebudzonych z objęć śmierci, trzymanych za dłonie przez Chrystusa, który ostatecznie pokonał śmierć i przechodzi wraz ze swoją Oblubienicą Kościołem przez Bramę Raju.

poniedziałek, 18 września 2017


Niech się radują i weselą w Tobie
wszyscy, co Ciebie szukają.
Niech zawsze mówią: "Bóg jest wielki!"
ci, którzy pragną Twojej pomocy
(Ps 70, 5).

Poszukiwanie Boga jest najbardziej fascynującą przygodą człowieka; szczególnie dla tych, którym ciągle nie po drodze do kościoła a czują apetyt na coś, czego nie sposób wyrazić. Szukanie z gruntu zakłada rezygnacja z utartych ścieżek myślowych, otwartość na nowe horyzonty, możliwość zaskoczenia i zdumienia. Człowiek wchodzący w „krainę wiary” winien zdać się bardziej na zaskoczenie, niż na racjonalną pewność; mogą go bowiem zaskoczyć miracula lub inne duchowe turbulencje... Ta atmosfera poszukiwania udziela się tak intensywnie, że nie sposób później nie pisać o wierze, zbawieniu i o pierwszoplanowym obiekcie fascinosum Bogu. „Życie duchowe wytryskuje z pastwisk serca, z jego swobodnych przestrzeni, kiedy te dwa tajemnicze byty, Bóg i człowiek, tam się spotykają.” Wielcy mistrzowie duchowości z wielką determinacją będą podkreślać, że największa rzecz, jaka  wydarza się między Bogiem i duszą ludzką, to kochanie i bycie kochanym. Czasami dzięki miłości drugiego człowieka stajemy naprzeciw Boga i zaczynamy cokolwiek rozumieć. Ten, którego usilnie poszukujemy nie jest schowany za chmurą, czy błogo odpoczywający na Olimpie wiecznej szczęśliwości. Bóg każdego dnia rozdziela niebiosa i schodzi w nasze życie, tylko wielu ma tak zakurzone okulary że nie potrafi tego dostrzec. Życie duchowe nie jest romantyczną nostalgią czy marnotrawieniem czasu, to spotkanie i niekończący się dialog. Bóg przekracza własną wewnętrzboską wspólnotę i wychodzi ku człowiekowi, czyniąc go przyjacielem. „Ty byłeś bardzie wewnątrz mnie niż, niż to co we mnie było najbardziej osobiste...”- wyzna św. Augustyn. Wszystko czego doświadczamy jest czymś nieprawdopodobnym i niepowtarzalnym; każda chwila odmierzona wskazówką zegarka. Miał rację o. Dumitru Staniloae mówiąc że, „czas to odległość między wezwaniem Bożym a naszą odpowiedzią.” Nie traćmy czasu. Wyruszmy w poszukiwanie !                                                                              

 

niedziela, 17 września 2017


Rz 14, 7-9

Bracia: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.

Myślę, że można zbyt łatwo w granicach chrześcijaństwa skonstruować sobie jakiś wygodny i w pełni zadowalający mit Chrystusa. Ten nieostry profil Boga może się rozmijać z prawdą o Nim samym. To tak trochę jest jak z pluralizmem światopoglądowym w różnych społeczeństwach; jeden preferuje taki model myślenia o czymś, jeszcze inny widzi te sprawy z innej perspektywy. Chrześcijanin może tak bardzo być przekonanym o swoim wyobrażeniu Boga, że nie potrzebuje innej optyki- ta którą posiada jest wystarczająca, ale tylko do pewnego czasu. Później przestaje być satysfakcjonującą. Wielokrotnie powtarzane przeze mnie słowa Ireneusza z Lyonu stanowią pewien pstryczek dla tych którzy kurczowo trzymają się religijnego schematu myślenia: „Nikt nie może poznać Boga, jeśli Bóg go nie pouczy; bez Boga nie poznaje się Boga.” Cechą autentycznej wiary jest wyjście poza własne wyobrażenia połączone z niekiedy mozolnym trudem poszukiwania Chrystusa żywego. Na płaszczyźnie intelektu chodzi o uprawianie zdrowej i osadzonej w mądrości Kościoła refleksji. Na tym ludzkim- wewnętrznym podwórku, chodzi o artykułowanie odważnych pytań: Jaki jest Bóg mojej wiary ? Jaki jest Bóg przeżywany we wspólnocie wiary- pośród braci i sióstr ? Poszukująca filozof Simone Weil pytając o sens religii mówiła: „Za pośrednictwem rozumu wiemy, że to czego rozum nie ogarnia, jest bardziej rzeczywiste niż to, co może ogarnąć.” W tym punkcie zasadne wydaje się wyznanie Karla Bartha: „Jezus Chrystus jest dla mnie ściśle tym, czym był, czym jest i czym będzie dla Kościoła, który powołał i któremu udzielił swojego błogosławieństwa.” Wielokrotnie sam zderzam się z pewnymi problemami teologicznymi, które kotłują się we mnie, paraliżując mój intelekt. Wtedy szukam podpowiedzi na modlitwie- w głębi serca, a później odkrywam odpowiedź w mądrości tych którzy żyli przede mną i uporali się z podobnymi dylematami. Wiara nie jest wypadkową racjonalnego dowodzenia, czy pewnych odczuć lub wygodnych skojarzeń. To akt zaufania Bogu i zdania się na Niego. „We wszystkim tym, co nas spotyka, tkwią niemożliwe do pogodzenia sprzeczności- pisał o. Paweł Floreński przechodząc przez intelektualny gąszcz teologii- By rozwiązać ten problem, pozostaje tylko jedna droga: wybrać to, co proponuje Trójca Przenajświętsza, lub umrzeć jako głupiec.” Oczywiście nie chcemy być głupcami, czy banalnymi-  przemądrzałymi intelektualistami rozmijającymi się z Bogiem w połowie drogi. W nasze życie wpisana jest szamotanina i rozterki, ale jednocześnie blaski- euforia wiary- nieprawdopodobna bliskość, aż do onieśmielenia. Ostatecznie zawsze dochodzi się do tego własnego, wyrastającego wprost z serca wyznania: „Pan mój i Bóg mój.” Święty Paweł próbuje nam uzmysłowić, że życie Chrystusa jest splecione z naszym życiem. Tak naprawdę przemierzamy Jego drogę; kiedyś również wejdziemy w śmierć i powrócimy do życia. Tymczasem pozostaje nam oczekiwać z utęsknieniem kiedy przeminie postać tego świata, a „Bóg będzie wszystkim we wszystkich.”

sobota, 16 września 2017


Łk 6, 43-49

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta....

Metafora drzewa jest oczywista dla uważnego czytelnika Biblii. Człowiek „jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną; co uczyni pomyślnie wypada”(Ps 1). W człowieku istnieje czas zasiewu i wzrostu, wychylenia się ku górze niczym korona rozrastających się spontanicznie liści. Duchowość można porównać do słojów w drzewie, zwartych lub rozszerzających się; każda z warstw utrwala okres wegetacji lub dynamicznych przeobrażeń. Angelus Silesius pisał: „W małym ziarnku gorczycy, jeśli to pojąć pragniesz, jest obraz rzeczy wielkich- co w górze są  i na dnie.” To ziarno wrzucone w ziemię staje się drzewem otulonym światłem i ciepłem słońca. Człowiek nie jest samotnie zasadzonym drzewem, będącym w izolacji, jest powołanym do owocowania- udzielania życia- płodności wiary. Porównanie człowieka do drzewa przez Chrystusa ma jeszcze jeden głęboki sens- utożsamienie z krzyżem. Poziomy i piony „belek” przechodzą przez człowieka czyniąc go istotą paschalną- zdolną przejść najbardziej dramatyczne chwile i ostatecznie dokonywać najbardziej śmiałych decyzji. Nie jesteśmy już spadkobiercami krzyża obciążonego strachem apostołów, zdradą, czy tchórzostwem... Jesteśmy uczniami świetlistego znaku triumfu- niosący w sobie konanie i śmierć Jezusa, ale nade wszystko energię życia którego nie może zatrzymać grób. Prawdziwe owocowanie rodzi się ze śmierci; umieranie dla grzechu i egoizmu. „Drzewo krzyża przynosi nie śmierć, lecz życie- pisał św. Teodor Studyta- nie wyrzuca  z raju, lecz do niego wprowadza...”