czwartek, 16 sierpnia 2018


Początkiem filozofii jest doznanie uczucia zadziwienia- pisał wielki filozof Platon. Chrześcijaństwo doskonale zrozumiało katalogatyczny sens tych słów, poznając Boga, ludzi i świat za pomocą zmysłów- zewnętrznych i wewnętrznych. W każdym człowieku istnieje przestrzeń wewnętrznej wrażliwości na którą przedkładają się doznania- niekiedy dogłębnie poruszające duszę. „Wiele jest rzeczy, które podziwiamy w zachwycie, ale bez lęku, jak na przykład piękno kolumn, arcydzieła malarstwa lub piękne ciała. Zachwycamy się wspaniałością i bezmiarem morskiej głębi, ale już z lękiem, gdy schylamy się nad tą otchłanią...” (św. Jan Chryzostom). Istnieje zatem estetyka wiary, którą chrześcijaństwo pięknie określa w formie doznaniowo- skutkowej jako mistykę lub na gruncie psychologii- świadomością religijną. Nawet najbardziej banalna i prozaiczna egzystencja nie jest pozbawiona drobnych poruszeń powodujących duchowe tąpnięcia i uniesienia wzwyż. Tak naprawdę w życiu człowieka nie istnieją szare, nic nieznaczące dni. W czasie i przestrzeni która jest nam dana zawsze jakoś ocieramy się o obecność Boga. „Wiara stanowi konieczny warunek wszelkiego poznania, ponieważ przeobraża umysł”- chodzi zatem oto, aby jak twierdził P. Evdokimov „osiągnąć mądrość pneumatoforyczną.” Możemy być nieświadomi tego stanu rzeczy. Często nie potrafimy opisać tych doznać lub się przed nimi chowamy jak dziecko wystraszone czymś, co do tej pory jest niepoznane, obce i wymaga odpowiedzi w głębi siebie. „Dokąd odejdę od Ducha Twego ? Albo dokąd ucieknę od Twego oblicza ?- pyta poruszony wewnętrznie Psalmista (138). Nie ma zatem miejsca bez obecności Boga i nie ma miejsca które by nie było w Bogu.  Pewnie dlatego inny- już rosyjski filozof W. Rozanow, pozostawił takie słowa: „Żyj każdym dniem tak, jakbyś przeżywał całe swoje życie właśnie dla tego jednego dnia.” Każde wydarzenie jest pewnym rodzajem metanoi, epignozą, epektazą, ekstazą, prowadzącą ostatecznie do synergii z Tym, który nas zna lepiej niż my sami siebie. Przychodzą takie chwile, gdzie poczułem zdumienie które w jednej chwili przeobraziło się w uwielbienie wyrażone w dukcie spontanicznej modlitwy. Nie myślę w tym miejscu o potoku słów, lecz o milczeniu. Zachwyt rodzi symfonię w głębinach serca i ogołaca usta od nadmiaru zbędnych słów. Trzeba odkryć tajemnicę wiary niczym skarb w glinianym naczyniu po to, aby dostrzec w całej rozciągłości poruszenia i przesłania, iż ta przeogromna moc i łaska pochodzi od Boga (2 Kor 4,7). Autentycznie doświadczane zdumienie, prowadzące do wiary, nie rodzi się z fałszywej projekcji, imaginacji. „Ponieważ On sam z siebie przedstawia prawdziwy przedmiot miłości, wprowadza On w ruch wszystko, co spogląda na Niego i doświadcza miłosnego pociągu zgodnie ze swoją naturą” (św. Maksym Wyznawca). Zadziwienie jest drganiem duszy, energią przechodzącą przez receptory zmysłów ku wewnętrznemu człowiekowi zrodzonemu poprzez tchnienie Ducha. „Celem życia jest posiąść Ducha Świętego”- mówił św. Serafin z Sarowa. Egzystencja przeistoczona, uduchowiona, nasycona pięknem pierwocin Królestwa Bożego. Zadziwienie jest początkiem przeobrażenia siebie i świata. Apostołowie wielokrotnie doznawali zadziwienia: kiedy dostrzegli sieci rwące się od nadmiaru ryb; chleby i ryby rozmnożone dla kilku tysięcy ludzi słuchających Dobrej Nowiny, chorych którzy odzyskiwali zdrowie ciała i duszy, zjawiska natury okiełznane spokojnym spojrzeniem Mistrza; Łazarza wskrzeszonego do życia i w końcu Zmartwychwstanie przez które Pan pokonał więzy śmierci, pozwalając dotykać swoich chwalebnych ran. „Błogosławieni ci, których pragnienie Boga upodobniło się do rządzy ukochanego do ukochanej” (św. Jan Klimak). Chrześcijaństwo to zadziwienie !

środa, 15 sierpnia 2018


Ap 11,19

Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.

W wigilię uroczystości Wniebowzięcia wraz z rodziną uczestniczyłem w Akatyście o Zaśnięciu Bogurodzicy na Górze Polanowskiej, a następnie w procesji światła. Kiedy na marach niesiona była rzeźba z wizerunkiem leżącej Matki Zbawiciela,  przypomniałem sobie słowa św. Jana Damasceńskiego: „Cała tajemnica ekonomii zbawienia zawarta jest w Maryi.” Wydarzenie miało charakter ekumeniczny i zgromadziło wokół Matki Zbawiciela uczniów, tak jak niegdyś w Jerozolimie. „Czcimy Ciebie wszyscy Bogarodzico Dziewico.” Chrześcijaństwo pozbawione obecności Maryi wydaje się bezpłodne, indywidualistyczne, hermetyczne i pozbawione matczynego ciepła- promieniowania świętości. Tym bardziej dziękuję Bogu za osobę o. Janusza Jędryszka, który doskonale rozumie potrzebę nieustannej odnowy kultu maryjnego; odkrywania wiary i miłości wraz z Oblubienicą i Matką Kościoła- Panhagią. Ona jest pierwszą zbawioną i niezawodną przewodniczką na drodze wspólnoty wierzących ku wieczności. W swoim zaśnięciu- śmierci i cudownym cielesnym wskrzeszeniu przez Syna, przekonuje nas o Królestwie Bożym w którym każdy ma przygotowane dla siebie mieszkanie. W liturgii święta Zaśnięcia teksty liturgiczne wyraźnie akcentują fakt, że Zbawiciel nie mógłby pozwolić, aby Ta z której wziął ciało została dotknięta konsekwencjami cielesnej śmierci. „Dziewico czysta, Twój grób świadczy zarazem o Twoim cielesnym przejściu na niebo” (troparion św. Teofana Graptosa). Pełne nadziei i przeniknięte paschalną radością antyfony opowiadają o pięknie przemienionego świata do którego wchodzi pierwszy człowiek- Niewiasta obleczona w słońce. „Grób i śmierć są bezsilne, aby zatrzymać Matkę Bożą, zawsze gorliwą w swym wstawiennictwie... Ona jest bowiem matką Życia i przeprowadził Ją do życia Ten, który zamieszkał w Jej zawsze dziewiczym łonie”- pisał św. Kosmas z Maiumy. Podniosłe teksty liturgiczne niezwykle mocno wzmacnia ikonografia, próbując tę wielką tajemnicę przejścia Theotokos zamknąć za pomocą linii, kolorów, apokryficznej wyobraźni i ewangelicznego milczenia kontemplowanego w sercu rozmodlonego Kościoła. Zgodnie z przekazem tradycji Bogarodzica po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Chrystusa na początku żyła w Jerozolimie, a kiedy rozpoczęły się liczne prześladowania wraz z Janem Apostołem udała się do Efezu. U schyłku życia miała powrócić do Jerozolimy, rozważając ostatnie momenty życia umiłowanego Syna. Tam miał Jej objawić się archanioł Gabriel i obwieścić odejście z tego świata. Dowiedzieli się o tym również apostołowie rozsiani po całym  chrześcijańskim świecie. Kiedy zasnęła, ciało Maryi zostało uroczyście przeniesiono z Jerozolimy do Getsemani i złożono w grobie. Podobnie jak w paschalnym opisie ewangelicznym w czasie pogrzebu nie był obecny apostoł Tomasz. Chcąc osobiście po raz ostatni zobaczyć zmarłą Matkę Mistrza poprosił o otwarcie grobu. Okazało się, że grób był pusty. Ikona lub całun (płaszczenica) święta ukazuje tę scenę w sposób następujący. Ciało Maryi spoczywa na łożu, otoczone przez apostołów, świętych i aniołów adorujących w milczeniu; będących figurą Kościoła ziemskiego i niebieskiego. Chrystus stoi nam łożem i trzyma w ręku małą postać ludzką „jaśniejącą duszę swojej Matki.” W innych wariantach ikonograficznych pojawia się również motyw Matki Bożej w mandorli podtrzymywanej przez aniołów, jako wyraz cielesnego wniebowzięcia. To przedstawienie jest bliższe tradycji zachodniej i będzie rozszerzane w repertuarze form. Obraz ten streszcza eschatologię- finalną wędrówkę człowieka wiary, moją wędrówkę ku życiu w Bogu.  Wyraża to wymowna w swej treści modlitwa poświęcenia ziół i kwiatów: „A gdy będziemy schodzić z tego świata, niech nas, niosących pełne naręcza dobrych czynów, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc tej ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do Twojego domu.”

niedziela, 12 sierpnia 2018


J 6, 49-51

 Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata».

Nie można zrozumieć istoty Kościoła bez zgromadzenia wiernych (gr. synaksis) wokół eucharystycznego stołu na którym dokonuje się Misterium Miłości, rozdanej do spożycia jako pokarm. „To prawda, że liturgia chrześcijańska, a Eucharystia w szczególności, jest jednym z najbardziej oryginalnych dokonań twórczych chrześcijaństwa”- twierdził L. Bouyer. Nie została ona stworzona, czy wymyślona- to dar miłującego i przytulającego do siebie swoje dzieci Boga. Dar Tego, który nieustannie urzeczywistnia jedność i karmi do syta głodny lud zasłuchany w Ewangelię. Wyraża to wczesnochrześcijańska modlitwa liturgiczna Didache: „Jak ten chleb łamany, rozrzucony po górach, został w jedno zebrany, tak niech Kościół Twój aż po najdalsze krańce ziemi zbierze się w jednym Królestwie Twoim.” Manną Nowego Przymierza jest Chrystus ofiarowany „za życie świata”- Owoc zerwany z drzewa życia, Baranek bez skazy, Pokarm nieśmiertelności, Boska Liturgia, Ciało Zbawiciela. Eucharystia łączy wszystkich ochrzczonych z Chrystusem i ze sobą, czyniąc z nich jedno Mistyczne Ciało- Wieczernik napełniony mocą Parakleta, Graal obficie nasycony wybornym napojem wieczności. To antycypacja „tu i teraz” Królestwa Bożego. Liturgia stawia nas w wieczności Boga; przekracza czas i przestrzeń, wprowadzając wspólnotę w pulsujące życie Trójcy Świętej. „Poprzez to Ciało- pisał św. Grzegorz Palamas- nasza wspólnota jest podniesiona do nieba; to jest tam, gdzie Chleb prawdziwie zamieszkuje; wchodzimy do Świętego Świętych poprzez czystą ofiarę Chrystusa.” Synteza naszej egzystencji i egzystencji Boga odnajdują się w liturgii. Zanurzenie w nurcie odwiecznej miłości wytryskującej z serca Ojca a odnajdującej swoje przeobfite wypełnienie w Synu- Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym Baranku. Jest jeszcze jeden bardzo istotny aspekt chrześcijańskiego kultu- proklamacja piękna. W przestrzeni świątyni i dramatu liturgicznego wszystko zdaje się być inne, przeistaczające nasze zmysły. Sercem tego wydarzenia jest cudowna przemiana świętych darów w Ciało i Krew Chrystusa. Oprawą dla tej tajemnicy przeistoczenia stanowi ukonkretnione piękno: migotanie lampek oliwnych, zapach kadzidła, szaty liturgiczne, rytualne przejścia kapłana i posługujących osób, patrzący z ikon i malowideł święci włączeni w fantastyczny spektakl na horyzoncie którego spotyka się niebo i ziemia; a człowiek zostaje podniesiony ku nim. „Stajemy się świadomi obecności Boga przez zmysły, doświadczając widowiska i piękna” (J. Yiannias). Ostatecznie wszystko prowadzi do spotkania z Chrystusem – Pięknem zbawiającym świat.

czwartek, 9 sierpnia 2018


Mt 16,24-27

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je...

Nawet przyjemny czas wakacyjnego odpoczynku może być przeniknięty wymagającą kontemplacją Krzyża. To zatrzymanie się na najważniejszym znaku wiary, pozwala odkryć i utrwalić w sobie najbardziej wiarygodne- przepełnione miłością oblicze Boga-Człowieka. „To drzewo jest dla mnie wiecznym zbawieniem, nim się karmię, nim się żywię. Zakorzeniam się w jego korzeniach, rozprzestrzeniam się w jego gałęziach, obmywam się jego rosą, a jego duch karmi mnie i ożywia powiew wiatru. W jego cieniu rozbiłem namiot i uciekając przed ogromnym upałem mam tam obfitujące schronienie...”, pisał w Homili Paschalnej Pseudo Hipolit. Drzewo szlachetne na którym zawisł najpiękniejszy z synów ludzkich, oczekuje na podniesienie i usytuowanie w centrum ludzkiego serca. Krzyż to skandal, cierpienie, odrzucenie, uniżenie z którego rodzi się przeobrażająca miłość. O tym zaświadczył Filanthropos- Przyjaciel człowieka, którego oblicze wzgardzone, oplute, odrzucone, zaświadcza o największej miłości. Krzyż Chrystusa, staje się wyrazem tej irracjonalnej, bezprecedensowej „szalonej miłości”. Tylko taka perspektywa odsłania nam prawdziwy sens Odkupienia. Mamy do czynienia z przeobrażającą człowieka i świat manifestacja miłości. Ten nurt miłości wypływający z ran Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Baranka- ożywia, uświęca, stygmatyzuje, przebóstwia zranionego grzechem człowieka. Bóg przez krzyż schodzi do najbardziej infernalnej przestrzeni ludzkiego świata, aby swoją obecnością rozświetlić mroki absurdu i zwątpienia. Ludzkość może przyjąć to terapeutyczne zstąpienie miłości lub je odrzucić. Rosyjski myśliciel Bierdiajew pisał: „Chrystus przyszedł na świat, jako uniżony, nie w chwale, był w świecie incognito i to było Jego kenozą”. Ale owocem tego upokorzenia i wyniszczenia, staje się największe zwycięstwo. Dlatego Krzyż splata w sobie dwa aspekty: niewypowiedziane cierpienie, które wydaje się po ludzku nie do uniesienia i triumf życia rozkwitającego, tak jak pokazują to wschodnie ikony krzyża. „Bóg króluje z drzewa życia”. Pokazuje swoje rany, niczym trofea zdobyte w boju i nieustannie przekonuje człowieka o miłości. „Ukrzyżowany solidaryzuje się ze wszystkimi tymi, którzy z własnej winy zostali pozbawieni Ducha i doświadczyli wygnania- oddzielenia od Boga. Właśnie tak, Syn ukrzyżowany umożliwia grzesznikom pogodzenie się z Ojcem dzięki darowi Ducha wylanego na Niego podczas Paschy, i przez Niego, Zmartwychwstałego, danego wszelkiemu ciału”. Bóg w sposób najbardziej maksymalny wypowiedział nam miłość. Krzyż oczekuje również mojej inicjatywy- odwagi wiary: „Ubi est Crux mea ?”  

 

 

wtorek, 7 sierpnia 2018


 Bracia: My wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca...  (Rz 6, 3-4. 8-11).

Wczoraj dane mi było namacalnie doświadczyć światła Taboru. „Jeśli widzieć światłość oznacza być w światłości i uczestniczyć w Jego blasku, który ożywia”- napisze św. Ireneusz z Lyonu. Ta światłość rozbłysnęła na twarzyczce mojego synka Serafina, który będąc zanurzonym w chrzcielnym źródle Kościoła stał się chrześcijaninem- nosicielem światłości- oświeconym, napełnionym Duchem Świętym, przyjacielem świętych, cudownym ziarenkiem Królestwa Bożego. „Odkąd zostaliśmy ochrzczeni- pisał św. Jan Chryzostom- dusza nasza oczyszczona przez Ducha jaśnieje bardziej niż słońce i nie tylko wpatrujemy się w chwałę pańską, ale otrzymujemy jej odblask.” Ten blask zajaśniał w duszach wszystkich uczestników tego pięknego obrzędu (Dziękuję mojej kochanej żonie Milence, rodzinie, przyjaciołom i znajomym splecionym we wspólnym dziękczynieniu Bogu). Każdy w jakiś najbardziej osobisty sposób powrócił do momentu własnego narodzenia w wierze. To również powód do mojej przeobfitej radości jako kapłana i fizycznego ojca. Całując namaszczone piersi, oczy i uszy dziecka uwielbiałem Boga za wielką miłość i początek drogi która prowadzi ku przebóstwieniu- byciu podobnym do Chrystusa. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że Przemienienie to również zatrzymanie w swoim sercu odrobiny światła dla siebie, uchwycenie się świetlistej tuniki Chrystusa i zachwyt który Piotr streścił pełnym zdumienia stwierdzeniem: „Panie, dobrze że tu jesteśmy.” A cóż miał powiedzieć innego ? Ta chwila była cudem, świętem, pięknem. Dziękuję Ci, Panie za ten zachwyt !

poniedziałek, 6 sierpnia 2018


Ps 104, 1-2
Błogosław, duszo moja, Pana,
Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki!
Odziany w majestat i piękno,
światłem okryty jak płaszczem.
Świat w którym żyjemy w jakimś stopniu cierpi na brak jasności. Nie chodzi to energię słoneczną, czy światło, które bez przerwy zostaje emitowane dzięki transmisji prądu. Nie chodzi tu o światłość w sensie wyrażenia poetyckiego, czy metafory. Myślę o braku wewnętrznego światła; emanującego w procesie przybliżania się człowieka do Boga. Olśniewający jest opis Psalmisty. Ujmuje Boga w słowach- symbolach, przekraczających zwyczajną kategorię opisu. „Wielkość”, „Piękno”, „Majestat”, „Światło”. Utożsamia on Boga ze światłością- ubiera Go w „świetlisty kostium” i akcentuje prostotę Jego istoty. Przejrzystość światła, jego niezmącony blask, energetyczność, nie dopuszcza żadnego pierwiastka obcego, nic nie jest wstanie zmącić tego wyobrażenia. „Święty przychodzi z góry… Majestat Jego okrywa niebiosa, a ziemia pełna jest chwały. Wspaniałość Jego podobna do światła, promienie z rąk Jego tryskają” (Ha 3,3-4). Taka wizja może sparaliżować człowieka, spowodować fizyczne zastygnięcie, a nawet ślepotę. Czyż cała mistyka nie jest drogą przez ciemność ku światłości ? Światło które wytryskuje od objawiającego się Boga, nie tylko po to udziela światła, by rozjaśniać ciemność, ale by przeobrazić noc w dzień. Pierwsze słowa Biblii: „Niechaj się stanie światłość”, stanowią również końcowy akord historii świata: „I już nocy nie będzie. A nie potrzeba im światła lampy ani światła słońca, bo Pan Bóg będzie święcił nad nimi” (Ap 22,5). „Bóg nie jest widowiskiem. Kontemplacja Boga jest bardziej ukryta, przesłonięta, zbijająca z tropu. On się w jakimś stopniu odsłania…, dzięki przekraczaniu, które w rozdarcie wprowadza pokój”(J. Paliard). Pojawienie się Boga rozświetla wszystko nowym blaskiem. Dlatego liturgia bizantyjska w modlitwie w ciągu dnia woła: „Chwała Tobie, który objawiłeś nam Światłość”. To już nie jest pełne euforii święto świateł, ale święto światła które spowija Ciało Zmartwychwstałego Pana ukazującego się ludzkim oczom. Jestem wśród was- „Światłość ze Światłości”. Boskie światło przekracza zmysły i rozum. Jest niematerialne i nie ma w sobie nic, co mogłoby zmysłowo zagarnąć oczy. Dlatego św. Symeon Nowy Teolog nazywa je „niewidzialnym ogniem” zarazem kładąc silny akcent na jego widzialność. „Światłość Boża staje się zasadą naszej świadomości- pisał W. Łosski- w niej poznajemy Boga i poznajemy samych siebie. Bada ono głębie bytu, który osiąga zjednoczenie z Bogiem, staje się dla niego sądem Bożym przed sądem ostatecznym”. Można postawić ważne pytanie: czemu tak często jesteśmy daleko od tego światła ? Z pomocą w zrozumieniu tego problemu pomogły mi słowa Antoniego Blooma, wprawdzie dotyczące życia modlitwy, ale śmiało można je przenieść na grunt „duchowego oświecenia”. On pisze następująco: „Dzieje się tak, ponieważ sami sobie mamy tak mało do zaofiarowania, co by było strawą dla myśli, uczucia i życia. Jeśli przypatrzysz się swemu życiu uważnie, wkrótce odkryjesz, że niemal nigdy nie żyjemy od wnętrza w kierunku na zewnątrz; zamiast tego odpowiadamy na pobudki, na podniety. Innymi słowy żyjemy odbijając coś, reagując na coś… Jak rzadko potrafimy żyć po prostu czerpiąc z głębi i bogactwa, które, jak zakładamy, są wewnątrz nas”. Bóg nas rozświetla niejako od środka, przenikając światłem wszystkie struktury naszego człowieczeństwa. Odziany w światło Chrystus, czyni nas napełnionymi światłem- przebóstwionymi, podniesionymi do poziomu rzeczywistości przemienionej.  Urzeczywistnia się to, o czym mówił św. Grzegorz Palamas: „Twoja dusza przyjąwszy łaskę rozbłyśnie cała podobna do samego Boga”.
 
 
 

niedziela, 5 sierpnia 2018


J 6, 24-35

Rzekli do Niego: «Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”». Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu». Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!» Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie».

Człowiek już taki jest - wiecznie spragniony znaków, doznań, nadzwyczajnych sytuacji, poruszeń, nasycenia miłością. Nie jesteśmy innymi ludźmi, niż ci którzy domagali się od Chrystusa znaków. My też potrzebujemy „chleba”, który nakarmi nasz ograniczony intelekt, wypełni serce i pozwoli napełnić wnętrze powiewem transcendencji. Człowiek jest niezwykle zainteresowany sferą ducha, nawet jeśli pół świata próbuje z niego zrobić nowoczesnego prześmiewcę religii. Jezus, nie pozostaje obojętny na ludzkie pragnienie zobaczenia, dotknięcia, skondensowania swoich myśli na czymś przekraczającym szarą codzienność. Pozostawia siebie w „znaku” chleba. Oczywiście kiedy używam słowa znak- to mam na myśli rzeczywistość o wiele głębszą, niż tylko coś, co zostało oznaczone. „Jam jest chleb życia”- nie zrozumieją tych słów pobożni Żydzi. Jest taki moment w filmie Pasja, kiedy to fałszywi świadkowie zeznają przeciwko Jezusowi, i jedno z fałszywych oskarżeń było następującej treści- „on mówił, abyśmy zjedli Jego ciało”. Zrozumienie przez tych ludzi słów Jezusa, zakrawało tylko na jakiś religijny kanibalizm. Nic nie zrozumieli z tego przesłania. Dopiero uczniowie w Wieczerniku i po  wydarzeniu Zmartwychwstania, zrozumieją w pełni znaczenie tych słów. Wielu z chrześcijan współczesnych ma ogromny problem z Eucharystią- obecnością Boga w materii chleba i wina. Z pomocą przychodzą słowa św. Jana Chryzostoma, próbujące nieporadnie ogarnąć tajemnicę tej wielkiej przemiany. „To nie człowiek sprawia, że dary stają się Ciałem i Krwią Chrystusa, ale sam Chrystus, który został ukrzyżowany. Kapłan reprezentujący Chrystusa wypowiada te słowa, ale ich skuteczność i łaska pochodzą od Boga”. Według pięknego określenia św. Ireneusza, liturgia to kielich syntezy, już nic większego i pełniejszego w Bożej ekonomii nie może się wydarzyć. Eucharystia- zapowiedziany Chleb Życia- wprowadza nas wobec Trzech Osób Boskich.     Lex credendi  z teologii wyprowadzonej z refleksji Ojców Kościoła przeszło do liturgii, stając się lex oraandi. Wyrażają to słowa Evdokimova: „Duch Święty spoczął na człowieczeństwie Chrystusa, przebóstwionym i przenikniętym Bożymi energiami. Eucharystyczna Pięćdziesiątnica pozwala przyjmować w komunii chwalebne Ciało Pańskie, a Duch Święty, jeszcze „za zasłoną” wyraża przebóstwienie człowieka, jego udział w Chrystusie Pantokratorze”. Tu dotykamy znaków przez które w sposób najbardziej pełny, Bóg objawia cud swojej obecności- „Jestem z wami po wszystkie dni”.