środa, 19 czerwca 2019


Ps 139,1

Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz moje wszystkie drogi.

W domu rodzinnym w małym bidermaierowskim sekretarzyku mojego ojca, odnalazłem złożone wszystkie moje szkolne świadectwa i dyplomy. Szukanie radości przywiązuje nas do przywoływania przeszłości. Mam nieodparte wrażenie, że to coś więcej niż sentymentalne „muzeum”- schowek pamięci osiągnięć własnego dziecka. To raczej jakiś fragment życia naznaczony mozolnym- wieloletnim trudem zdobywania wiedzy i szczęściem rodziców, iż wyprawa przez krajobrazy nauki została zwieńczona różnorodnymi sukcesami. Nie zawsze byłem orłem, ale zawsze miałem szacunek do wiedzy i ludzi którzy jej rozliczne portale przede mną otwierali. „Dla nas wychowanych w kulcie szacunku dla człowieka, wielką wartość mają zwykłe spotkania, które czasem przemieniają się w cudowne święta”(A. Exupery). Przed oczami przesuwają mi się twarze licznych nauczycieli, czerpiących z arkadyjskiej studni mądrości i życia. Szczególnie w pamięć zapadli mi ci, którzy nie byli standardowi- potrafiący opowiadać o świecie w sposób intrygujący i przekonywujący. Ci, którzy podsuwali mądre książki- rozbijali stereotypowe rozumowanie o skały wielkich idei. Droga życia jest usłana fantastycznymi osobowościami- mentorami- którzy wrzeźbiają się w pamięć i serce. Powrócę na chwilę do naszych bliskich. Rodzice zawsze są dumni ze swoich pociech, ale kiedy stają bystrymi i przenikliwie mądrymi obserwatorami rzeczywistości to ich poczucie dobrze wykonanej pracy jest intensywniejsze. Dzisiaj na mieście mijałem wielu młodych ludzi wracających ze świadectwami ukończenia roku szkolnego; jakiś etap jest za nimi- kolejne krople mądrości przesączyły się do umysłów i wymuszając rzetelną ocenę. Wiele bojów i rozkruszonych kopi za nimi. Sportowiec dobiegający do mety, jest świadomy tego- że tam czeka na niego laurowy wieniec zwycięstwa. Ostatnie miesiące szkoły to dla uczniów i ich belfrów czas napiętego oczekiwania na wakacje. Trzeba wiele spraw podsumować, zebrać i liczbowo podliczyć. Zważyć ciężar przekazanej wiedzy. Niekiedy uśmiech na twarzy nauczyciela z przeciętnego lub wdrapującego się po stromej górze wiedzy ucznia jest większy, niż z tych którym sukcesy przychodzą łatwo i zawsze są na podium. Syzyfowie są najsympatyczniejsi, ponieważ najmocniej celebrują odniesione sukcesy; tak na marginesie- oni są najbardziej wdzięczni ! Lubię szczególnie jedno z powiedzeń Talmudu: „Oddech dzieci śpieszących do szkoły podtrzymuje świat.” Dzisiaj ten oddech się staje się spokojniejszy, miarowy i uwolniony od naglących potrzeb. Trzeba odpocząć- to znaczy zatrzymać się, zmienić otoczenie i ludzi; zacząć oddychać innym powietrzem. Zobaczyć świat z innej perspektywy, poddać się gwałtowności lub zaczerpnąć z miejsc w których cisza jest na wagę złota. Żyjemy w świecie ciągle naglących działań. Wszędzie musimy być na czas, poddani presji otoczenia. Czas wolny- lubię to określenie- ponieważ wolność to Boży dar, a dzieiaj to luksusowy towar. Zregenerować siły- odnaleźć siebie w sobie- poddać się ulotnym chwilom i zrobić rzeczy niestandardowe, nieprzewidziane, które nie są zapisane w gęsto utkanym od różnych planów kalendarzu. Być może to dla jeszcze innych czas w którym śpiew ptaków, szum morza, czy krajobraz roztaczający się z pasma górskich szczytów- zasugeruje, że istnieje Bóg- Miłośnik piękna. On pozostawił nam wystarczającą ilość odpowiednich bodźców, abyśmy zrozumieli wyjątkowość każdej niepowtarzalnej chwili. Rozumiem zatem westchnienia świętego Franciszka urzeczonego pięknem świata i powtarzającego: „Bóg jest radością, dlatego przed swój dom wystawił Słońce.”

niedziela, 16 czerwca 2019


Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego (J 28,19).

Wywyższony Chrystus poleca Kościołowi, by udzielał chrztu wszystkim tych do których dotrze z przesłaniem Ewangelii; którym będzie opowiadał o Trójjedynym Bogu. „Trójjedyna natura Boga jest dla nas nie tylko nieprzeniknioną tajemnicą, jest ona sposobem, w jaki Bóg zechciał objawić się światu, a w szczególności nam chrześcijanom”(H. Balthasar).  Przez całe wieki historii chrześcijanie podkreślali, że chrześcijański monoteizm, pomimo dogmatu Trójcy, jest równie niepodważalny jak żydowski. Wyznawcy Chrystusa wielokrotnie powoływali się na tekst Szema, uzasadniając, że w istocie jest jeden Bóg, nie zaś trzech, lecz jest on Bogiem Trójjedynym. „Wierzę w jednego Boga”- tymi słowami rozpoczyna się pierwszy artykuł chrześcijańskiego wyznania wiary. Pierwsze słowa Symbolu wprowadzają nas w poznanie tajemnicy Wspólnoty Osób która jest w absolutnej jedności. Chrześcijanie zatem wierzą w jednego i prawdziwego Boga, który uobecnił się w Chrystusie. Zbawiciel odsłania prawdę o Bogu jako wspólnocie życia i miłości. „Wiara w Trójcę Świętą nie jest rezultatem abstrakcyjnych spekulacji teologicznych, lecz wizją Boga objawionego w Chrystusie”. Credo odsłania Boga jako Ojca powołującego świat z miłości (Stworzyciela), Syna Odkupiciela i Ducha Świętego dokonującego uświęcenia Kościoła i świata. „Teologia chrześcijańska- powie W. Łosski- nie zna abstrakcyjnego bóstwa: nie można pomyśleć Boga poza trzema Osobami. Słowo „ousia” i „hipostasis” są prawie synonimami, jak gdyby w tym celu, aby złamać nasz rozum i nie pozwolić na obiektywizację Bożej istoty poza Osobami, i ich „wiecznym ruchem miłości”. Ten Bóg jest konkretny, bowiem Jedno Bóstwo jest równocześnie wspólne trzem hipostazom i właściwe każdej z nich: Ojcu jako Źródłu, Synowi jako Zrodzonemu i Duchowi jako pochodzącemu od Ojca… Trójca jest więc pierwotną tajemnicą, Święte Świętych Bożej rzeczywistości, samym życiem Boga ukrytego, Boga żywego.”Podkreślają to liczne teksty którymi posługuje się liturgia wschodnia: „Ponieważ jesteś źródłem i korzeniem, jako Ojciec jesteś niejako pierwotną podstawą równej w istocie Boskości Syna i Świętego Ducha Twego. Pozwól więc tryskać mojemu sercu trój-słonecznym blaskiem i oświeć je przez udział w świetle bosko działającym”. Trzeba zatem odważnie stwierdzić, że chrześcijaństwo nie dorasta do tej Tajemnicy. „Boga pojąć rozumem jest rzeczą trudną; wypowiedzieć Go zaś jest rzeczą niemożliwą”- przekonywał św. Grzegorz z Nazjanzu. Pokora rozumu musi być tak wielka, iż w pewnym momencie ustępuje miejsca gnosis duszy. „Aby Boga poznać i znaleźć, nie trzeba wchodzić do nieba; znajdziesz Go we własnej duszy”- pisała św. Teresa z Avili. Każdego dnia chrześcijan staje wobec Trójcy Świętej; kreśląc znak krzyża i wypowiadając przy tym imię Trójjedynego Boga. Ten prosty gest uświadamia każdemu z nas wartość i sens naszego Chrztu. Bowiem kiedyś zanurzono nas w sadzawce chrzcielnej lub polano głowę wodą, wymawiając przy tym słowa: „Ja cię chrzczę (lub chrzci się ) w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”. To wydarzenie interesująco i z wielką przenikliwością teologiczną komentuje św. Ireneusz z Lyonu: „Dlatego chrzest naszego odrodzenia dokonuje się przez te trzy artykuły, obdarzając nas zrodzeniem ku Bogu Ojcu przez jego Syna w Duchu Świętym. Ci, którzy noszą Ducha Świętego, kroczą ku Słowu, to jest w kierunku Syna. Syn zaś prowadzi ich do Ojca. Ojciec zaś udziela im niezniszczalności”. Zatem chrześcijaństwo jest piewcą i strażnikiem prawdy o Bogu który jest Komunią Osób. Kończę słowami wybitnego teologa o. Pawła Floreńskiego: „We wszystkim co nas spotyka, tkwią niemożliwe do pogodzenia  sprzeczności. By rozwiązać ten problem, pozostaje tylko jedna droga: wybrać to, co proponuje Trójca Przenajświętsza, lub umrzeć jako głupiec”.
Polecam: https://www.youtube.com/watch?v=pkIE2pZvfkk 

sobota, 15 czerwca 2019


Poznacie Prawdę, a Prawda was wyzwoli (J 8,32).

Dzwonek. „Czy potrafi Pan marzyć o idealnym świecie ?”- słyszę aksamitnie miły głos osoby pozornie zatroskanej o moją przyszłość. Zapada niezręczna cisza, po której następuje zaproszenie do rozmowy. Rzadko którzy ludzie potrafią mnie tak zirytować jak Świadkowie Jehowy. Ciekawią mnie ludzie i ich poglądy- czasami diametralnie różne od moich, ale ci „osobnicy” odznaczają się chronicznym brakiem otwartości w poszukiwaniu prawdy; nie wspomnę już o wiedzy. Pozwolę sobie na pewną krótką, ale jak mniemam interesującą charakterystykę tych „poszukiwaczy prawdy” z przewoźnymi wózkami pełnymi kolorowej makulatury. Nie będę wnikał w jakieś teologiczne różnice- to temat na obszerną książkę, ja pozostanę jedynie na powierzchni. Elegancki wygląd i ubiór, jak również maniery bez zarzutu- żywcem z podręczników dotyczących indywidualnego samodoskonalenia i biznesu. Metody perswazji przeniesione do powierzchownego, ale jednak dyskursu o teologii. Czasami mam wrażenie, że uprawiają raczej monolog- wystudiowany i ugruntowany na gazetkach które kilogramami zalegają na wspomnianych wózeczkach, a które są im wtłaczane do głów w salach królestwa metodą łopatologiczną. Nie potrafią słuchać ! Uśmiech wystudiowany- pozbawiony szczerości intencji, podszyty nonszalancją i wyższością względem swoich przedmówców. Nie jest to szczery i autentyczny uśmiech ludzi wiary. „Wiara to rumienienie się w obecności Boga.” Ich kulturalne zachowanie i schludny wygląd jest jedynie częścią dobrego warsztatu podszytego technikami psychomanipulacyjnymi, mającymi na celu pozyskać tych zagubionych i zniechęconych życiem. Ich orężem jest Biblia którą wertują na wszelkie możliwe sposoby. Żonglują cytatami udowadniając przypadkowym rozmówcom że są rasowymi badaczami Pisma i wiedzą nawet więcej, niż ci którymi Bóg się posłużył spisując Biblię. (To takie smutne że wielu z nich kiedyś przyjęło chrzest i siedziało w kościelnych ławkach, a usłyszane słowa Ewangelii nie wpadły na grunt ich serc; nie przemieniły ich od środka). Elementarne braki z egzegezy tych świętych tekstów, zastępują perswazyjnymi sloganami wokół których orbitują przez większą część rozmowy. Zachowują się tak, jakby ktoś im wgrał określony plik z wiedzą i odtwarzają go w sposób bezmyślny. Duża część ich informacji jest urojona i niepoparta żadnymi naukowymi źródłami; ludzie oporni na rzetelną wiedzę teologiczną. Czasami trzeba się zderzyć z jakąś inną literaturą niż tylko: „Strażnica” i „Przebudźcie się.” Czytają słowa w sposób tak naiwnie dosłowny, iż żadna poważna interpretacja wynikająca z wiedzy o charakterze intertekstualnym, historycznym i literackim nie jest wstanie nic zmienić w ich pseudoreligijnych wynurzeniach. To jedna z niewielu grup religijnych bazujących na Biblii, która jest tak sformatowana i intelektualne niepoważna, że w jednym złożonym zdaniu, potrafi wygłosić kilka sprzecznych ze sobą komunikatów. Twierdzą najczęściej- aby zdobyć uwagę rozmówców, iż są chrześcijanami (christnianitas- należący do Chrystusa). Ale kiedy pojawia się temat Trójcy Świętej, błyskawicznie się wycofują i próbują zmarginalizować osobę Chrystusa jako Bogaczłowieka, afirmując jedynie Jehowę. Cała ich religijna wiedza trzeszczy w posadach, ponieważ odrzucenie faktu Wcielenia ogranicza ich  możliwości prawdomówności i argumentacji. W końcu nawet sam Chrystus miał samoświadomość swojej boskości, którą oni próbują mu tak łatwo odebrać i zdyskwalifikować do postaci ważnej- ale jednak marginalnej. „Ja i Ojciec jedno jesteśmy,” „Kto Mnie widzi, widzi Ojca.” Często sobie myślę o nich, że to taka liberalna forma judaizmu, opakowana w treści z Nowego Testamentu- niczym produkt reklamowy na sprzedaż. Uważają siebie za purystów moralności- ludzie doskonali w postępowaniu, obejściu i słowach. Jeżeli przydarzają się im jakieś moralne wady- grzechy, to są sto razy szczelniej zamiatane pod dywan niż w wielu kościołach chrześcijańskich. Chrześcijanie potrafią widzieć swoje grzechy i płakać nad nimi. Oni wręcz przeciwnie- „stronią od zła”, tłumiąc go w zarodku i chowając przez oczami aż nazbyt ciekawych gapiów. Kreują świat pozorów: dzieci w szkołach mają uczyć się najlepiej, dorośli nie korzystają z uciech tego świata (poukładani- stroniący od alkoholu i innych używek) mają być bezwzględnie posłuszni korporacji- droga awansu i wspinaczki na szczyt jest długa, a peleton gorliwców przekroczył już liczbę tych uprzywilejowanych o których wspomina Apokalipsa. Są jak aniołowie którym ktoś podciął skrzydła i zasłonił oczy. W gruncie rzeczy są to ludzie pesymistyczni, żyjący w ciągłym strachu przed mającym nadejść Armagedonem. Wertują nerwowo kalendarze i ciągle przesuwają nadejście sądu; nie mogą trafić w dzień w którym nadejdzie ów straszny dzień oczyszczenia. Przeoczyli ewangeliczne słowa Mistrza o dniu, który może nadejść jak złodziej w nocy. Czekają uparcie chwili sposobnej oczekując raju na ziemi, a zapominając że prawdziwy raj Boga jest tam gdzie objawia się Królestwo Prawdy i Pokoju. Być może powinni zderzyć się pytaniem które kiedyś poruszyło serce świętego Augustyna: „Gdzie jest we mnie to miejsce, do którego mogę Cię zaprosić, mój Boże ?” Miał rację starożytny mnich Abba Leoncjusz: „Prawdziwy chrześcijanin to ten, kto nosi Chrystusa w swoim sercu.”

środa, 12 czerwca 2019


W kilku rozważaniach wcześniejszych wchodziłem w zakamarki chrześcijańskiej pneumatologii. „Każde uderzenie serca to poryw, w którym Ojciec oddaje siebie. Te uderzenia pompują nam krew Syna, ożywioną tchnieniem Ducha.” Rozmyślanie o Duchu Świętym jest jak surfowanie na wysokiej fali, wszystko jest przeniknięte dreszczykiem ekscytacji mieszającej się z dozą niepewności. Jest jeszcze jeden aspekt tej wyjątkowej Postaci, który najpełniej uzupełnia niewyraźny portret Tego, który ukrywa się za symbolicznym zrywem żywiołów i delikatnych muśnięć. Myślę o pięknie- wyrywającym się poza granice filozofii i sztuki. Pięknie które sprawia, że świat mieni się hipnotyzującą ferią barw, a krajobraz tak dobrze nam znany- faluje niczym wzburzony ocean wprawiany w ruch niewidzialną dłonią Przedwiecznego. Duch Święty otwiera człowieka na piękno; chodzi zatem o estetykę duszy i zmysłów którym tak mocno zawierzamy. „Trzecia Osoba Trójcy objawia się jako Duch Piękna”(P. Evdokimov). Może dlatego jest tak arcypiękny, że sztuka chrześcijańska poczuła się bezradna, aby Go zamknąć w ikonicznym przedstawieniu. Duch jest bezpośrednim uchwyceniem piękna, tak intensywnym, że ludzka wyobraźnia musi skapitulować- zasłonić oczy, a otworzyć serce- zdać się na coś poznawalnego jakby intuicyjnie. Nawet gołębica po którą tak chętnie z repertuaru ikonograficznego korzystali artyści jest jedynie apofatyczną formą wertykalnego wzniesienia zmysłów poza horyzont poznawalności. „Bóg nie objawia się w sposób widoczny, lecz daje odczuć swoją obecność; nie daje się poznać, lecz oddaje się człowiekowi; choć oczy niczego nie widzą, serce jest pełne radości”(św. Bernard). Każde antropomorfizowanie Ducha, może zakrawać na coś z gruntu fałszywego- karykaturalnego. „We wszystkim, co budzi w nas czyste i autentyczne odczucie piękna, Bóg jest autentycznie obecny- pisała S. Weil- Istnieje coś jak gdyby wcielenie Boga w świat, a piękno jest jego znakiem.” A zatem wszelka sztuka która zrodziła się na glebie wiary, nosi w sobie wcielenie Piękna. Zatem kontakt z pięknem nabiera charakteru epifanicznego, sakramentalnego i charyzmatycznego. „Sztuka to przede wszystkim intuicja wiary”(P. Neagu). Zatem artysta i wizja świata która wytryskuje z pod jego dłoni ma w sobie coś, na wskroś mistycznego- uduchowionego. „Piękno jest więc utożsamiane z tym, co święte”(T. Spidlik). Nie bez przyczyny słowiańscy posłowie wracając do Kijowa, zdali tak urokliwe i pełną zachwytu sprawozdanie księciu Włodzimierzowi: „My zaś nie możemy zapomnieć piękna tego.” Przynieśli w sercu i pamięci doświadczenie piękna bizantyjskiej świątyni i liturgii- choć naiwnego, ale jednak rozgrywającego się w sferze zmysłów poznania Boga jako Piękna. „Kontemplacja piękna duchowego splata się z kontemplacją tego świata...” Mistyka staje się oddechem chrześcijaństwa, nieustannym pulsowaniem piękna. Nieprzerwanie istnieje ciągle żywa relacja religii i sztuki. Piękno oderwane od religii staje się niebezpieczne, przewrotne, płodzące liczne fantasmagorie, otwierając niebezpieczne i zaludnione niewyraźnymi twarzami przestrzenie. „Piękno jest nie tylko straszną, ale i tajemniczą rzeczą. Tu diabeł z Bogiem się zmaga, a polem bitwy jest serce człowiecze”(F. Dostojewski). Pięćdziesiątnica dokonująca się nieustannie w sercu Kościoła jest jedynie potwierdzeniem tego, że kiedy zstępuje Piękno- wszystko zostaje w Nie przemienione. Świat staje się piękny- witalny- jak na bizantyjskich mozaikach, odzwierciedlających malachitowo-topazową przestrzeń szczęścia; wychylony ku wieczności- skąpany w świetle nowego dnia. Przemawiają do mnie intuicje Bierdiajewa, postrzegającego piękno jako sens ostateczny człowieka i świata: „Królestwo Boże można traktować wyłącznie jako królestwo piękna. Przemienienie świata jest ujawnieniem piękna. Wszelkie piękno na świecie jest albo wspomnieniem raju, albo proroctwem o świecie przemienionym. Przeżywanie stanu harmonii jest przeżywaniem piękna. Piękno jest ostatecznym ideałem, z którego zostanie wypędzona wszelka dysharmonia, wszelkie kalectwo, wszelka podłość.” Żyją obok nas ludzie, którzy zamiast pragnienia piękna noszą w sobie brzydotę- ciążą ku rozpaczy. Potrzebna jest modlitwa epiklezy- spraszanie Piękna, które odnowi oblicze świata.

poniedziałek, 10 czerwca 2019


 Bóg jest Duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie
(J 4,24).

W chrześcijaństwie najbardziej fascynujące jest odkrywanie źródła rzeczy ukrytych, delikatnych muśnięć Boga zstępującego bez zapowiedzi i udzielającego życia. Parakletos- asystent, adwokat, doradca, pośrednik, ten, kto zachęca i rzuca przynaglające wezwania- „wszystkie te znaczenia zawierają się w pojęciu Parakletos”- pisał w swoim genialnym studium o Duchu Świętym I. Congar. Każde z tych słów nieporadnie inkrustuje refleksję Kościoła dotykając obecności Tego, który jest Jego duszą. „Bóg jest milczący, a wszystko, co ma na świecie jakąkolwiek wartość, jest nasycone milczeniem”- twierdził E. Mounier. Zdumiewający jest fakt, iż Bóg przerywa owo „święte milczenie” i schodzi w swoim Synu, aby mogła się dokonać Pięćdziesiątnica. „Bóg stał się nosicielem ciała, aby człowiek mógł stać się nosicielem Ducha”(św. Atanazy). Ten Trzeci z Trójcy zostaje dany przez Ojca na prośbę Syna. „Duch Święty jest Duchem Ojca... lecz równocześnie Duchem Syna- pisał św. Jan z Damaszku- nie jakoby był z Niego, lecz ponieważ przez Niego od Ojca pochodzi.” Trudno jest scharakteryzować Ducha Świętego, wypisać słowem Jego portret- Boga tajemniczego, nieuchwytnego, spowitego milczeniem, a jednocześnie wprawiającego w ruch dech życia, szum wiatru i ogień. Myślimy o Nim obrazami naszego dzieciństwa, postrzegając Go jako gołębicę unoszącą się nad zasupłanym od pojęć światem i zstępującą na materię, czyniąc z niej sakrament pragnienia. Wiatr, który podrywał namioty patriarchów i zmuszał ich mozolnej wędrówki w nieznane. Patrzymy na Niego również jako na Piękno które uosabia świetlisto zielonkawy anioł zasiadający przy eucharystycznym stole kosmicznej liturgii- z ikony Trójcy Rublova. W końcu myślimy o Nim, jak o deszczu ognia- wirujących językach które próbowała odcisnąć w sztuce fantastyczna wyobraźnia artystów i poetów; które pierwej zstąpiły w łono Dziewicy, a później prześwietliły mury Wieczernika wyrywając uczniów z letargu rozpaczy i zwątpienia. Tajemniczy z kręgu miłosnej i roztańczonej perychorezy, która wprawia świat w zadziwienie i czyni wiarę rozedrganą od nadmiaru pytań. Często wyobrażam sobie Go jako światłość- spowijającą cudownie przeobrażone ciało Jezusa na Taborze i w poranek wielkanocny, lub blik jaskrawej bieli- jak z uduchowionych malowideł Teofana Greka- czyniący twarze świętych fluorescencyjnymi. Czego ma nas nauczyć Paraklet ? Każdy prawosławny bez chwili zastanowienia odpowie: „zostać Bogiem”- osiągnąć świętość !

niedziela, 9 czerwca 2019


Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzielały, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić... (Dz 2,1-11).

Królu Niebieski, Pocieszycielu Duchu Prawdy, Który wszędzie jesteś i wszystko napełniasz. Skarbnico dóbr i życia Dawco, przyjdź i zamieszkaj w nas, i oczyść nas od wszelkiej nieczystości, i zbaw o Dobry, dusze nasze

Zielone Świątki- to było jak trzęsienie ziemi: niespodziewane, paraliżujące, zatrzymujące dech w piersiach mężczyzn zabarykadowanych w Wieczerniku przed możliwymi prześladowaniami. Hagia- Pneuma- Panhagion- Zoe- zstąpiło niczym lawa z krateru nieba wszystko czyniąc napełnionym ogniem i światłem. Wszystko zostaje przeniknięte łaską, wszystko drży, wibruje, budzi się w ogromnym oddechu życia, jak dziecko z tysiącem uśmiechów, jak szum który podrywa wody morza czyniąc z nich nieokiełznany żywioł, namiętność która rzuca ku sobie w objęcia kochanków. To spektakularne wydarzenie utrwalone na kartach najstarszego apostolskiego świadectwa, pozwala nam pośrednio poczuć atmosferę tej prawdziwie doświadczonej i zinterpretowanej w duchu wiary historii. Świadectwo wzmacnia naszą wiarę, że „istnieje owocne doświadczenie Absolutu” (J. Maritain). Tak bardzo przełomowa chwila wydobywa z łona rozczarowania, lęku i zwątpienia, ludzi napełnionych mocą; przekonanych o sile Chrystusowej Obietnicy. W pieczęci charyzmatycznej miłości, „Bóg złączył się z człowiekiem na wieki”(Ch. Peguy). Człowiek i świat stał się przenikniętym energiami Królestwem Bożym- Soma pneumatikón. W oczach apostołów zabłysło niestworzone światło, a cudowna woń świętości uwiodła ich zmysły i przyoblekła w zbroję odwagi. Tajemnica działania Ducha jest tajemnicą przeobrażenia samego człowieka. „Przebóstwienie jest duchowym wzrastaniem, które dokonuje w Kościele Duch przez zbawczy akt Chrystusa” (N. Nissiotis). Odtąd cała teologia łaski stanie się doktryną o przebóstwieniu- o „nowym stworzeniu” rozgrzanym do czerwoności człowieku wiary poruszającym się w przestrzeni obecności Trójcy Świętej. Tak więc w Pentekoste  nie czcimy osobno trzeciej Boskiej Osoby, lecz świętujemy Trójjedynego Boga, który przez zesłanie Ducha czyni Kościół uświęconym i przeobrażonym. Święty Grzegorz Teolog pisał: „Stary testament głosił Ojca w sposób zupełnie wyraźny, Syna raczej jakby przez zasłonę. Nowy Testament ukazał nam Syna całkiem jasno, ale bóstwo Ducha Świętego tylko zaznaczył. Teraz wreszcie Duch Święty między nami przebywa wyraźniej, objawiając nam prawdę o sobie.” Wszystko zostaje od środka przeniknięte pięknem: człowiek, przyroda, kultura..., stając się odzwierciedleniem „niebiańskiego życia na ziemi.”

 

piątek, 7 czerwca 2019


Dz 1,3-8

Po swojej męce Jezus dał Apostołom wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówił: „Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”.

Wielkanocnym triumfem życia rozpoczyna Chrystus erę Ducha Świętego. „Niech przyjdzie królestwo Twoje- to znaczy Twoje doskonałe panowanie w sercach” (św. Jan z Kronsztadu). Świat opromieniony blaskiem Paschy i pozostawiony w zadziwieniu oczekuje na Pięćdziesiątnicę. Do tej pory Duch Święty posyłał Chrystusa; czynił skutecznym dynamikę Jego przepowiadania i dokonywanych cudów. Teraz Zmartwychwstały rozleje na Kościół Ducha, aby go przeniknąć, przebóstwić, ubogacić łaską i uczynić miejscem zrodzenia w świętości. On uczyni Kościół apostolskim i kreatywnym w obwieszczaniu Ewangelii. Wedle św. Symeona Nowego Teologa człowiek, który raz otrzymał dar ujrzenia boskiego światła, żyje w nieprzerwanej komunii z Jezusem i oddycha Bogiem. Tym, który uduchowia jest Ruah spoczywający na Synu Człowieczym i wytryskującym obficie z Jego ran. „Słowo stało się ciałem, abyśmy mogli przyjąć Ducha”- mówił W. Łosski. Apostołowie mają oczekiwać w Wieczerniku na „chrzest Ogniem”- ten żar ma wypalić stan smutku, rezygnacji, wycofania, lęku, niedowierzania, ospałości i izolacji. Z tego miejsca mają wyjść ludzie „pijani” Bogiem- rozświetleni horyzontem wolności i odwagi. Już nie będą anonimowymi mężczyznami ciągnącymi za sobą wspomnienie o rybackich, zbutwiałych łodziach i cerowanych mozolnie sieciach. Obrazy z przeszłości zaczną żyć w intensywności i świeżości nowego zadania które będą musieli podjąć. Panagion uczyni ich mistrzami połowu ludzi, a krocząc przez ziemię ich padający cień będzie zasklepiał rany potrzaskanego świata. „Królestwo niebieskie jest pokojem i radością w Duchu Świętym”- przekonywał swoje duchowe dzieci św. Serafin z Sarowa. Chrześcijanin ma stawać się człowiekiem pragnienia i pokoju. My również oczekujemy Ducha, niczym światłoczuła „błona fotograficzna”- epikletyczni i podekscytowani. Wierzący świadkowie Zmartwychwstania i Przemienienia. Wzruszyło mnie kiedyś przeczytane opowiadanie o św. Maksymie Wyznawcy- okaleczonym obrońcy chrześcijańskiej doktryny i sztuki w okresie ikonoklazmu. Ponoć kiedy umarł i był już złożony w grobie, to trzy promienie zajaśniały nad jego ciałem, obwieszczając tym samym że Bóg przyjął Go do swojej światłości. Być człowiekiem prześwietlonym, „fluorescencyjnym”- wychylonym ku wieczności skąpanej w niestworzonym świetle Boga. „Duch i Oblubienica wołają: Przyjdź, Panie !”