poniedziałek, 26 września 2016


Uroczystą Wieczernią  Kościół Wschodni rozpoczął celebrację Święta Podwyższenia Krzyża Świętego. Niezwykle podniosłe i teatralne w swojej oprawie jest nabożeństwo upamiętniające wydarzenie odnalezienia relikwii Krzyża przez cesarzową Helenę. „Podniesiony dobrowolnie na krzyżu Chryste Boże, daj swoje miłosierdzie  swemu nabytemu dziedzictwu daj ludowi swemu moc zwycięstwa nad wrogami, gdyż ma on moc Twojego oręża pokoju, niezwyciężony znak zwycięstwa”- tymi słowami liturgia wysławia największe palladium chrześcijaństwa- Znak Zbawienia i tajemnicę Odkupienia. Uroczystemu wniesieniu krzyża przez kapłana, towarzyszy moment największego uniżenia ze strony modlącego się Kościoła. Ludzie klękają i czołem dotykając ziemi- uznają swoją nicość przed Panem, który wstąpił na Krzyż jak Mocarz- przywracając światu na powrót Eden i miłość. Modlitwa na kolanach i gest największego pokajania, jak zauważa Orygenes, „jest znakiem pokory i uniżenia”.  W tej chwili pełnej łaski, zdają się z jeszcze większą siłą wybrzmiewać słowa św. Pawła: „Aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych” (Flp 2,1). Teloleptos z Filadelfii podkreślał: „Niech każdemu pokłonowi towarzyszy duchowe wezwanie do Chrystusa, aby oddać cześć Bogu dusz i ciał skłonnych do ugięcia się, pochylając dusze i ciała przed Panem”.  Krzyż uniesiony wysoko, okadzany i całowany z szacunkiem egzorcyzmuje świat z brudu grzechu i niweczy wszelkie działania demona. Utrwala w świadomości wierzących, że zło zostało zdruzgotane w posadach, a ostatecznie jaśnieje blask zwycięskiego oręża. „Niech powstanie Bóg i rozproszą się wrogowie Jego, niech uciekają przed Jego obliczem ci, którzy Go nienawidzą; jak znika i rozwiewa się dym, tak niech znikną biesy sprzed oblicza miłujących Boga i żegnających się znakiem Krzyża Świętego…” To właśnie skoncentrowana moc istoty i zbawczego charakteru krzyża spowodowała, że jego kształt odcisnął się niczym pieczęć na architekturze świątyni chrześcijańskiej, a każdy ochrzczony wchodząc do wnętrza, stał się cząstką mistycznego Znaku Zwycięstwa. Krzyż na patenie lub hostii wskazuje na odkupienie świata przez Chrystusa, który sam jest recapitulatio mundi- zbiega się w Nim wszystko, „to, co w niebiosach, i to, co na ziemi” (Ef 1,10). Według Grzegorza z Nyssy krzyż Chrystusa od początku był wpisany przez Boga w postać kosmosu. Krzyż, który dzieli przestrzeń, wyznacza kierunki i ustala porządek, stał się sensem i formułą- signum Logosu Chrystusa jako prawdziwej duszy świata.   

niedziela, 25 września 2016


Jezusowi nie chodzi o to, aby nas przede wszystkim przestraszyć przyszłym piekłem lub pocieszyć przyszłym niebem. Chce nam raczej pokazać, że niebo jest tam, gdzie rozbrzmiewa Słowo Boże, które pomaga człowiekowi odnaleźć własnego brata
A. Maillot

sobota, 24 września 2016

Ps 90  
Nasyć nas o świcie swoją łaską,
abyśmy przez wszystkie dni nasze
mogli się radować i cieszyć.
Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami
i wspieraj pracę rąk naszych,
dzieło rąk naszych wspieraj!
Natchniony Psalmista uświadamia mi niezwykle ważną sprawę; każdy budzący się do życia dzień jest wielkim darem Boga. Odsuwam rolety i dostrzegam świat opromieniony promieniami słońca; stworzenie snuje fabułę o cudownej obecności Boga- nasycającego wszystko wokół swoją życiodajną łaską. To, co nam się jawi na zewnątrz jako oczywiste, w rzeczywistości jest objawieniem się Boga. „Każdego dnia Bóg dla nas stwarza świata”- powie mądrość żydowska. Stwarzać to dla Boga tyle, co objawiać siebie. Innymi słowy, w tej mierze, w jakiej objawienie jest stworzeniem, stworzenie jest objawieniem. W przekonaniu wielu średniowiecznych myślicieli- świat, będący manifestacją Bożej światłości, przestałby istnieć, gdyby Bóg przestał promieniować. Dlatego każda rzecz jest w istocie znakiem, symbolem, poprzez który Bóg daje się nam poznać. Można w tym miejscu przywołać słowa Jana Szkota Eriugeny: „Nie ma niczego pośród rzeczy widzialnych i cielesnych, co by oznaczało czegoś niecielesnego i niewidzialnego”. Stąd nasuwa się jeden wniosek: całe stworzenie partycypuje w obecności Boga- ożywczym tchnieniu życia. Święty Maksym Wyznawca komentuje, iż w każdej rzeczy istnieje „tajemnicza obecność” i „scalająca moc”, które wprowadzają ją we wzajemną wspólnotę bytów. Od małego zadziwienia można z pewnością dotrzeć do mistyki uniwersum. „Wraz z człowiekiem i poprzez człowieka całe stworzenie odbywa swój powrót do Boga jak Stwórcy i źródła wszelkiego bytu. Jest to droga do ku  przeobrażeniu całego stworzenia, jego przejście do ostatecznego spełnienia- Pascha kosmosu, której początkiem jest zmartwychwstanie Chrystusa”(W. Hryniewicz). Chrystus przyjmuje świat i przemienia go w „ciało duchowe”, swoją materię. „Od momentu Wcielenia i Zesłania Ducha Świętego wszechświat, jest piękny, a jednak podporządkowany śmierci, nosi w sobie Kościół- pisze O. Clement- który w rzeczywistości niesie świat i poddaje go metamorfozie. Ponieważ Kościół, rozumiany w całej jego głębi ewangeliczej, chrzcielnej i eucharystycznej, dąży nie tylko do zbawienia ludzkości, lecz całego stworzenia”. Jeżeli Psalmista mówi o łasce rozlanej na początku dnia, to jednocześnie wskazuje na twórcze zadanie człowieka- pomocnika Boga, aby doprowadzić to wszystko w pełnym kształcie do ostatecznej metamorfozy.

piątek, 23 września 2016

Ps 144
Panie, czym jest człowiek, że troszczysz się o niego,
czym syn człowieczy, że Ty o nim myślisz?
Do tchnienia wiatru podobny jest człowiek,
dni jego jak cień przemijają.
Pamięć, to niewyobrażalnie ważna „przestrzeń unieśmiertelnienia kogoś”. Psalmista przekonuje nas o najważniejszej czynności Boga- pamiętaniu. Człowiek jest okruchem pamięci Stwórcy. Pamięci szerokiej, głębokiej, zatrzymującej i utrwalającej najdrobniejszy szczegół- nawet ten pozornie błahy i niezauważony. Przedwieczny i Nieogarniony, poza wieczną miłością, dysponuje również wieczną pamięcią… „Na początku była Moc, myśląca, kochająca i czynna. Na początku było Słowo, władne zapanować nad mającą się narodzić materią i ukształtować ją”. (T. Chardin) Na początku człowiek utrwalił się w Jego pamięci jako święto stworzenia. Nie jest On samotnikiem nudzącym się w zaświatach, ale uczestniczącym w życiu jako wydarzeniu obecności i spotkania. Wskazuje na to cały szereg tekstów biblijnych: „Na każdym miejscu, na którym każę ci wspomnieć moje imię, przyjdę do ciebie i będę ci błogosławił”. Ludzie potrafią zbyt szybko zapomnieć o Bogu; z wielką łatwością wchodząc w niepamięć- duchową amnezję. Kiedy Bóg przypomina sobie człowieka, nie chodzi o zwykły proces myśli czy wewnątrzboskie nowe działanie, Bóg jest niezmienny. Nie poddaje się kaprysom chwili, wycofaniom, unikom czy zobojętnieniu. Pamięta i kocha. Kiedy Bóg wspomniał na Rachelę lub Annę, znaczyło to, że obdarzył je potomstwem. Gdy Bóg nie pamięta grzechów, to znaczy, że je odpuszcza. Gdy Bóg w nieszczęściu wspomina człowieka, oznacza to przyjście z pomocą. Ile to razy w czasie modlitwy wołamy do Boga: Tylko nie zapomnij o mnie. Nie odwracaj ode mnie swego Oblicza ! W chrześcijaństwie odkrywamy pełną zachwytu w metaczasie teologię- pamięć Boga i pamięć człowieka o Bogu (anamneza); wzajemnie się splatające. A gdyby mój Stwórca i Odkupiciel zapomniał o mnie ? Co wtedy się stanie ? Wtedy nastąpiłby koniec świata- katastrofa- wejście w niebyt, unicestwienie… Ale tak nigdy się nie stanie: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona ? A nawet, gdyby ona zapomniała, ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49, 15). W Eucharystii w sposób szczególny przekonujemy się o wielkiej pamięci Boga. „Jeśliby ktoś więc zapytał, o czym przede wszystkim jest Msza, odpowiem: o niezawodnej pamięci Boga- pisał T. Kwiecień. Kiedy uczestniczę w Mszy, wszystkie gesty i słowa mówią mi o tym jednym: Ojciec pamięta. W każdym ułamku sekundy mego istnienia jestem otoczony Jego pamięcią. Moje życie- i każde inne- jest nieskończenie cenne w Jego oczach…” Czy historia naszego życia, nie jest obarczona świadomością i lękiem przed byciem zapomnianym ? Człowiek wierzący jest o wiele bardziej szczęśliwy, ponieważ nosi w sobie przekonanie, „w Nim porusza się i jest”. Bóg, który nieustannie czuwa i nie odstępuje na chwilę. Już najstarsza ikonografia Kościoła ukazywała wychylającą się z niebios dłoń Boga- Manus Dei. Dłoń opieki i wsparcia, na której jest wypisane życie człowieka. Słynna ikona „Oko, które nigdy nie śpi” znajdujące się w cerkwiach prawosławnych, najczęściej w miejscu przygotowaniach darów chleba i wina do Eucharystii; uświadamia prawdę o przenikającym świat i ludzi miłosiernym spojrzeniu Pana. „Oto nie zdrzemnie się ani nie zaśnie Ten, który czuwa nad Izraelem” (Ps 121). Tłumaczą to przebywanie vis a vis, słowa Claudela: „Niezrównane jest staranie Boga wobec swojego ludu, strzeżonego dzięki Jego nigdy nie śpiącemu oku. Temu oku zaufali już zarówno lud Starego Testamentu, jak i psalmista. Także wierzący z Nowego Testamentu mogą być pewni Bożej czujności, której nigdy nie zabrakło boskiemu Logosowi, który stał się ciałem, Chrystusowi Emanuelowi”. Bóg o mnie pamięta !

czwartek, 22 września 2016


Koh 1, 2-11

Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko jest marnością. Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje śpieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy zawracając, kolistą drogą wieje wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera; do miejsca, do którego rzeki płyną, zdążają one bezustannie. Każde mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem. To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie, więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem…

Mądrość Koheleta dla nas współczesnych jest często niewygodną i trzeźwą katechezą życia. Prorok nie jest fantastą, czy wycofanym moralistą snującym na uboczu „pesymistyczną” filozofię codzienności. Wręcz przeciwnie to człowiek mądry, przenikliwy, na wskroś realistyczny. Potrafić z wielką sprawnością rozgryźć świat i człowieka przyssanego do swoich przyzwyczajeń, rzeczy i zachcianek. Ów Kaznodzieja był zapewne wykształconym Żydem, pochodzącym z gruntownie wykształconej elity Izraela. Pisał w Palestynie, ale do aspiracji i zmagań swego narodu odnosił się obojętnie, a nawet sceptycznie. Miał przenikliwe spojrzenie, które potrafił przełożyć na ostre słowa krytyki rzeczywistości. Widział aż nadto wyraźnie, że ludzie dobrzy nie otrzymują żadnych nagród, a na złych nie spadają kary. Wedle Koheleta w ostatecznym rozrachunku losami ludzkimi rządzi czas i przypadek. Na świecie nic się nie zmienia, wszystko toczy się w ramach wiecznie powtarzających się cyklów, które donikąd nie prowadzą, a śmierć ingeruje w tok wydarzeń w sposób absolutnie bezsensowny. Ostatecznie jego przemyślenia, nie są aż tak pesymistyczne jak może się komuś wydawać przy początkowej i powierzchownej lekturze jego rozważań. Człowiek musi stanąć naprzeciw świata i wytrwać; nie może zrezygnować i poddać się fatalizmowi. Trzeba trzeźwo i roztropnie cieszyć się życiem, a tym samym nie pozwolić zawłaszczyć się rzeczom. Nie należy dopuszczać do przesytu, ale jeśli zachowuje się umiar, to trzeba iść dalej, spożywając swój chleb w radości i używać życia. Prorok wskazuje na inwestycję w pracę nad sobą, tym samym jawi się jako prekursor „odnowy wewnętrznej”. Myśliciel, nie wskazuje na ucieczkę od świata- w sensie porażki, bezczynności, braku sił. Świat stworzony został jako dobry, tylko człowiek zaczął go źle uprawiać, użytkować- tym samym doprowadził do deprawacji i naruszenia stanu harmonii. W Jego przemyśleniach możemy odkryć podstawy chrześcijańskiej ascetyki, wyrażonej w dystansie do tego, co zewnętrze i mogące odebrać człowiekowi wolność istnienia. Obecne życie określane jest jako „krótkie, ulotne, pełne cierpień i złudzeń”. Kiedyś całe rzesze chrześcijan- nie tylko mnichów udawało się na pustynię, ale nie gardzieli oni społeczeństwem ludzkim, poza takim które św. Bazyli określał jako społeczeństwo „ludzi próżnych i rozwiązłych”, które może utrudniać skoncentrowanie się na Bogu i zawłaszczyć w sferze ludzkich przyjemności. Według Abby Izajasza świat, od którego winniśmy uciekać to świat, który zmusza nas do zapomnienia Boga i wciąga nas w grzech. „Mamy unikać tego, co nas oddala od Boga, a równocześnie przeżywać to, co daje nam okazję do służenia Mu.”( T. Spidlik). Rosyjski filozof Sołowjow próbuje ten stan przełożyć na etykę i wyjaśnia: „We wszystkim, co istnieje, powinniśmy dojrzeć możliwość (potencjalność) dobra i przyczynić się do tego, aby owa możliwość stała się rzeczywistością”. Stąd serca ludzi szukających Boga i przechadzających się przez świat, jak przez wielki przedpokój- winny być wypełnione pokojem wewnętrznym i sercem opróżnionym od niepokojów. Stąd staje się bardziej wyraźne stwierdzenie o. Floreńskiego, „że celem ascezy jest nie tyle stworzenie osobowości dobrej, ile raczej pięknej- oblicza, które rozświetla swoje otoczenie”. Chyba wyszliśmy bardzo poza myśl Koheleta, ukazując, że człowiek nie jest niewolnikiem, czy konsumpcyjną ubezwłasnowolnioną marionetką- lecz istotą przekraczającą struktury świata, zahaczającą tym samym o piękno i świętość Boga.

środa, 21 września 2016


Mt 9,9-13
Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary». Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.
Chrystus przychodzi do Kafarnaum, a właściwie to wchodzi do życia konkretnego człowieka. To symboliczna scena, której słowo wybrania będzie przenikać przez czas i miejsca, „zawłaszczając” dla siebie całe rzesze osób w których sercach rozbrzmiewać będzie słowo Chrystusa: „Pójdź za Mną”. Janusz Pasierb pisał: „Nie ma miłości bez odpowiedzi. Serce odeszło dalej choć odeszło, byle nie dla siebie”. Powołanie jest zawsze „fuzją” dwóch woli i serc- komplementarności i harmonii, przy jednoczesnym porzuceniu przez człowieka tego, do czego się przywykło, przyzwyczaiło, własnego poukładanego pozornie świata. "Komora celna"- to również przestrzeń naszej egzystencji- miejsce nawiedzenia i duchowej metamorfozy. „Nadzwyczaj silna łaską mnie ogarnęła. Poszedłem do Kościoła nie posiadając wiary, czułem się dobrze jedynie tam. Spędziłem tam długie godziny powtarzając tę dziwną modlitwę: Mój Boże, jeśli Jesteś, spraw bym Ciebie poznał”- zwierzał się w swoich pismach bł Karol de Foucauld. Chyba niezwykle ważnym wymiarem drogi powołania jest niedostrzegalne na zewnątrz napięcie duszy, emocjonalne- rozpostarte pomiędzy euforią chwili wybrania i spojrzenia Boga pełnego miłości, a momentem próby- cierpienia, lęku, męczeństwa. Powołanie należy odczytywać w perspektywie Krzyża- Miłości- całkowitego daru z siebie. Powołanie jest włóczęgą po śladach Chrystusa, aż do utożsamienia się z Jego Krzyżem. Wielki kapłan o. Sergiusz Bułgakow, doświadczony cierpieniem choroby nowotworowej napisał niezwykłe słowa: „Szukam Tego, który, za nas umarł; pragnę Tego, który za nas Zmartwychwstał”.

wtorek, 20 września 2016

Ikonostas Zachodu


„To, co słowo mówi, ukazuje nam milcząco obraz. Zobaczyliśmy to, o czym usłyszeliśmy”- to stwierdzenie Ojców Kościoła uzasadniających rolę i sens sztuki, stanowi asumpt do pełniejszego zrozumienia malarstwa jakim jest witraż. „Ikonostas Zachodu”, tak wielu teologów postrzega specyficzną i wyróżniającą się od pozostałych warsztatowo gałęzi malarstwa sztukę. Chociaż witraże były znane poza średniowieczem, to swój renesans i zastosowanie na szeroką skalę zyskały w budowlach sakralnych od XII wieku. Wraz z rozwojem architektury gotyckiej- zastosowanie ogromnych okien, które przepruwały ogromne połacie ścian- umożliwiając tym samym na doświetlenie przestrzeni. Niezwykle ważną rolę pełniło światło, ze względu na jego znaczenie symboliczne, jak również praktyczne. Praca witrażownika wymagała znajomości kompozycji i właściwego doboru barw, jak również wiedzy teologicznej pozwalającej zaprojektować katechetyczne narracje. Najpierw przygotowywano projekt kompozycji, początkowo na drewnianej tablicy pokrytej warstwą gipsu, na której wykonywaną kompletny szkic. Później drewnianą tablicę zastąpiono tańszym papierem. W naniesionym szkicu, niczym skompletowanych fragmentach puzzli umieszczano poszczególne barwy. Później na tafli szkła wycinano fragmenty o wymaganym kształcie i wielkości, posługując się rozżarzonym żelaznym prętem. Poszczególne kolory uzyskiwano, używając szkła barwionego w masie lub pokrywając szklaną taflę pigmentem. Po nałożeniu koloru, zręczny rzemieślnik wypalał szklaną taflę w celu utrwalenia pigmentu na jego powierzchni. Później układano elementy zgodnie z wcześniejszym konceptem i oprawiano je w ołowiane ramki. Finałem był montaż w otworze okiennym z pomocą metalowej ramy, nadającej trwałość i stabilność w pełni ukończonemu dziełu. To bardzo uproszczony rys technologiczny. Podążając tropem materialnej kultury średniowiecza, nie sposób pominąć tak efektowną teologiczną opowieść, zatrzymaną w ołowianych ramach. „Witraże są to pisma Boże, które wznoszą blask prawdziwego słońca, to znaczy Boga, do kościoła, to znaczy do serc wyznawców” (G. Durand). Chyba nie ma takiego człowieka, który wchodząc do gotyckich katedr, nie poddałby się mistycznemu pięknu- urzeczywistnionemu dzięki roli światła przechodzącego przez barwne szkła. Jednak na przykładzie kilku zespołów, które zachowały się do naszych czasów, takich jak: Sainte- Chapelle w Paryżu oraz katedry w Chartres, Yorku i Canterbury, widać wyraźnie, że witraże mocniej działają na zmysły niż malarstwo, a nawet mozaiki ułożone ze złotych i szklanych płytek. „Gdy światło wpada przez okna, wnętrza wypełnia feeria barw, kolorowe refleksy kładą się na posadzce, ścianach i postaciach ludzi, tworząc niezwykłą atmosferę. Nadając materialną formę pierwiastkowi duchowemu- symbolizowanemu przez światło- średniowieczne witraże kreowały wirtualny boski świat” (M. Bird). Czy ówczesny człowiek, nie stawał się uczestnikiem niesamowitego widowiska form. Przenikające wszystko światło, zdawało się opowiadać nieustannie, iż Bóg nie zakończył stwarzania świata- a każdy wschód słońca zapowiada Jego życiodajną obecność. Kiedy kapłan celebrował Eucharystię- ad Orient, wtedy światło niczym snop, czy „kolumna ognia”  przechodziło przez rozetę, uwiarygodniając nieustannie powtarzający się cud zstępowania Boga w sakramentalnych znakach liturgii. Mamy tu reminiscencję biblijnych słów: „Niech się stanie światłość”- Światłość jako najszlachetniejszym atrybut Boga. Chrystus jako Światłość. Jego moc „oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1,0). Nie sposób zrozumieć w pełni sztuki witrażu, bez teologicznych przesłanek wynikających z głębokiej myśli Pseudo- Dionizego: „Nie jest rzeczą dla naszego umysłu możliwą odtwarzać  i kontemplować hierarchie niebiańskie inaczej niż posługując się sposobami materialnymi. Dla myślącego zjawiskowe piękności stają się obrazami piękna niewidzialnego. Wonie zmysłowe są odbiciem umysłowej przyczyny, a światła materialne są obrazami niematerialnego źródła”. A według św. Symeona Bóg „przemienia w światło tych, których oświeca”. Może te nieporadnie złożone myśli, pozwolą nam inaczej czytać malarstwo- nie tylko jak zadziwiająca grę form i estetycznych podniet dla zmysłu wzroku, ale nade wszystko jako przyszłe Święto Światła- zapowiadające skąpany w światłości cudowny świat Boga.