sobota, 10 grudnia 2016


Mt 17, 10-13
Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: «Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?» on odparł: «Eliasz istotnie przyjdzie i wszystko naprawi. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy ma od nich cierpieć». Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.
Chrystus wobec uczniów dokonuje rekomendacji nieprzeciętnego człowieka. Jan Chrzciciel jawi się w przepowiadaniu jako postać wyjątkowa, charyzmatyczna, odgrywająca niezwykłą rolę „pomostu” pomiędzy przesłaniem Starego Testamentu, a tym co się rozpocznie wraz z nadejściem Syna Człowieczego. Jan- Prorok adwentu, gwałtownik i Boży szaleniec pustyni. Wszyscy którzy proklamowali słowo Boga przed Nim, byli niczym widzący- dlatego proroków nazywano „widzącymi”. Jan jest nie tylko widzącym, ale staje się wielką tubą Boga. „Ta posługa świętego Jana pozwalała dopatrywać się w nim także poprzednika Paruzji. I w tym miejscu napotykamy najbardziej zagadkowy rys osobowości  Chrzciciela. Przyszedł w „duchu i mocy Eliasza” (Łk 1,17). Te dwie osobowości (Jan i Eliasz ) w zdumiewający sposób wyrażają tę samą duchową jakość- przybywają z głębi pustyni, ubrani w skóry zwierzęce, ale też w odzieniu synów światłości (por. 2 Krl 2,11-14). Solarny Eliasz na swoim wozie ognistym i święty Jan Chrzciciel- „lampa co płonie i świeci” (J 5,35).” Apostołowie pewnie zastanawiali się dlaczego nadejście Mesjasza nie było poprzedzone posługą Eliasza jako Poprzednika. Jezus udziela im czytelnej odpowiedzi, iż nie rozpoznali Eliasza w Janie. Według tradycji żydowskiej, prorok Eliasz jest „Pasterzem dusz”. Przyjmuje dusze zmarłych i wprowadza je do raju. Jest prefiguracją świętego Jana Chrzciciela który zwiastuje nastanie raju wraz z Wcieleniem Bożego Syna. Jan staje się gwałtownikiem, mężem wielkiej dojrzałości aż do złożenia ofiary z własnego życia.  Nauczał miłości, sprawiedliwości i łagodności. Tym, którzy go pytali: „Cóż mamy uczynić ?”, odpowiedział: zmień swoje życie, sposób myślenia, postrzegania rzeczywistości… Nie wszystkim odpowiadał Jego radykalizm, budził również skrajne emocje; szczególnie wtedy kiedy widziano go wśród grzeszników których rzesze podążały za nim na pustynię. „Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości”. Według przekazów pozabiblijnych, przed nadejściem Chrystusa Jan Chrzciciel głosił kazanie wiernym Starego Testamentu znajdującym się w eschatycznym stanie oczekiwania na zbawienie. W scenach zstąpienia Chrystusa do otchłani ukazany jest zawsze św. Jan Chrzciciel. W przedstawieniach Deesis, a zwłaszcza w scenach Sądu Ostatecznego Prorok, będący orędownikiem ludzkości, zajmuje honorowe miejsce bezpośrednio obok Chrystusa, po przeciwnej stronie niż Maryja. Jakub z Voragine średniowieczny hagiograf wylicza najaważniejsze określenia związane z Pańskim Poprzednikiem: „Prorok, przyjaciel Oblubieńca, lampa, anioł, głos, Eliasz, Chrzciciel Zbawiciela, herold Sędziego, poprzedziciel Króla”. Kończę to rozważanie tropem allelujatycznym z X wieku: „Sanctus Iohannes, Praecursor Christi, Amicus Sponsi, Una cum sanctis Dei exorare Pro nobis non cessa !”
                                               
 

czwartek, 8 grudnia 2016

Łk 1,26-38

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” Wtedy odszedł od Niej anioł.

Wydarzenie Zwiastowania opisane na kartach Ewangelii najbardziej tajemniczym i intymnym świadectwem szczególnej roli do której zostaje zaproszona Dziewczyna z Nazaretu. Aby mówić o wielkości i duchowym pięknie Maryi, należy skomponować bukiet kilku słów: czystość, transparentność, kobieta, oblubienica, miłość. Te słowa są ze sobą powiązane i w całości tkają fascynujący wizerunek Niewiasty Zbawienia. Edeniczna historia u której początku stała skuszona i sparaliżowana kłamstwem węża Ewa, odnalazła swoje ocalenie i drogę przeobrażenia na powrót ku Bogu w Dziewicy- apokaliptycznej wojowniczce depczącej głowę węża. „Aby ludzkość przyoblekła się w Boga, trzeba było, aby dobrowolnie Go przyjęła- pisze O. Clement. Ale wiemy, że dla tej nieustannej odnowy strasznego dramatu ciemności, Bóg jak mówią Ojcowie bizantyjscy, stał się „Królem bez miasta”, „bez domu”. Historia Izraela, ta ciężka walka miłości, wydaje się wtedy być przygotowaniem na czyste słuchanie i to ono pozwoliło boskiemu „Wykluczonemu” odtworzyć tajemniczo swoje stworzenie, stać się ziarnem zmartwychwstania w sercu stworzenia”. Nie do przecenienia jest rola Maryi- przez Nią „Słowo stało się ciałem”- Bóg stał się jednym z nas. Zwiastowanie jako najbardziej intymna pięćdziesiątnica, stało się początkiem boskiej ekonomii zbawienia; zaistnienia harmonii w której człowiek spotkawszy Boga nie będzie się już wstydził siebie. „W ten sposób Dziewica okazała pomoc rodzajowi ludzkiemu jeszcze przed nastąpieniem czasu zbawienia. Gdy czas ten nastąpił i Zwiastun stanął przed Nią, uwierzyła i wyraziła zgodę, i przyjęła posługę dlatego, że było to niezbędne dla naszego zbawienia, a gdyby to nie stało się, to zbawienie nie mogłoby nastąpić” (M. Kabasilas). Kościół w Niej proklamuje świat, który już stał się nowym stworzeniem, poddanym metamorfozie, dzięki miłości Boga która niczym rzeka rozlała się przez wnętrze Oblubienicy. W Niej każdy człowiek odkrywa zalążki osobistej świętości, wzniesienia ku górze, dystansu wobec świata który tłamsi i skupia na złu. Piękna Dziewczyna napełniona Ogniem prowadzi Kościół ku eschatologicznej pełni Dnia Nowego. W Niej najbardziej zatwardziali grzesznicy uzyskują przystęp do Boga i stają barankami pijącymi ze źródła życia. Nam zwiastunom Jej piękna pozostaje modlitwa, abyśmy nie utracili Jej macierzyńskiego wejrzenia: „Pragnę, aby Twój obraz odbijał się bez przerwy w zwierciadle dusz i zachowywał je w czystości aż do skończenia wieków, aby podnosił tych, którzy są zgięci do ziemi, i aby dawał nadzieję i radość wszystkim tym, którzy czczą i naśladują ten wieczny model Piękna”.

środa, 7 grudnia 2016

Ps 103  

Błogosław, duszo moja, Pana,
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach

W kalendarzu liturgicznym Kościoła Zachodniego przypada dzisiaj wspomnienie św. Ambrożego biskupa Mediolanu. W moim osobistym przekonaniu, obok Ojców wschodnich których niezmiernie cenię i teksty nieustannie czytam, na szczególną uwagę zasługuje św. Ambroży, wywodzący się ze środowiska zachodniego chrześcijaństwa ze swoją głęboką teologicznie spuścizną literacką. Ambroży urodził się w Trewirze ok. 339 roku, w arystokratycznej rodzinie chrześcijańskiej pochodzenia rzymskiego. Jego ojciec był wysoko postawionym urzędnikiem przy prefekcie pretorianów w Galii. Po wczesnej śmierci ojca matka z trojgiem dzieci powróciła do Rzymu. Ambroży wzrastał w środowisku intelektualnym Rzymu otrzymując staranne wykształcenie klasyczne. Rozkochany w literaturze i filozofii, dociekliwy i pełen pasji poszukiwacz mądrości. Z natury był subtelny, wrażliwy i nieśmiały. Najbardziej znaczący wpływ na jego życie duchowe i późniejsze decyzje miała pobożna matka oraz siostra Marcelina, która do końca życia poświęci się Bogu jako konsekrowana dziewica. Gdy po śmierci ariańskiego biskupa Mediolanu Auksencjusza, doszło przy wyborze nowego biskupa do gwałtownych sporów miedzy katolikami i arianami, a Ambroży dokładał starań, by zaprowadzić porządek w mieście, niespodziewanie został przez obydwa stronnictwa wybrany biskupem i mimo, że się bronił przed przyjęciem tej godności, w osiem dni po otrzymaniu chrztu został wyświęcony na biskupa. Tradycja przechowuje pewien charyzmatyczny szczegół związany z samym wyborem na biskupa, gdzie rzekomo małe dziecko z tłumu miało zawołać: „Ambroży biskupem”. Własny majątek rozdał ubogim i potrzebującym, podejmując odtąd nowy styl życia- przeniknięty duchem ascezy i wnikliwego studium teologii. Wiedzę teologiczną uzupełnił pod kierunkiem kapłana Symplicjana. Czerpał mądrość z pism Ojców greckich, upatrując w nich najbardziej ortodoksyjny przejaw nauki Kościoła. Cieszył się jako kaznodzieja niezwykłym powodzeniem, o czym daje świadectwo w swoich „Wyznaniach” św. Augustyn. Jego myślenie i działanie było przeniknięte troską o jedność Kościoła, miłość we wspólnotach i czystość przepowiadanej wiary. Był otwarty na potrzeby wiernych, dla których zawsze miał czas- cierpliwie i ze spokojem wsłuchując się w ich osobiste problemy i duchowe rozterki. Postrzegał wspólnotę Kościoła jak znak sprzeciwu wobec wrogiego świata. Pisał: „Jest pewne, że wśród zmiennego świata Kościół Pana, zbudowany na fundamencie Apostołów, pozostaje na nim niewzruszony, mimo że wokół niego burzy się rozpętane morze. Uderzają weń fale, lecz nie mogą nim zachwiać, a chociaż często prądy świata z szumem rozbijają się o niego, pozostaje on dla wszystkich zbawiennym portem”. Ambroży zmarł 4 kwietnia 397 roku i został pochowany w swej bazylice. Najstarsze przedstawienie świętego znajduje się na mozaice w kaplicy San Vittore w Mediolanie. Powstała ona około 470 roku i ma charakter portretowy. Ambroży ubrany jest w rzymską tunikę, ma krótko przycięte włosy oraz włosy nad mięsistymi wargami. W późniejszych wiekach ukazywano zazwyczaj świętego w stroju biskupa z takimi atrybucjami jak: księga, pióro, czy gołębica- symbol Ducha Świętego. Kończę to rozważanie fragmentem modlitwy św. Ambrożego: „Wszystko mamy w Chrystusie. Niech zbliży się doń każda dusza… Jeśli chcesz uleczyć ranę, On jest lekarzem. Jeśli płoniesz w gorączce, On jest źródłem… Jeśli lękasz się śmierci, On jest życiem; jeśli pragniesz nieba, On jest drogą; jeśli uciekasz przed ciemnością, On jest światłem… Spróbujcie i zobaczcie, jak słodki jest Pan: Błogosławiony ten, który w Nim pokłada nadzieję”.

wtorek, 6 grudnia 2016

Mt 18, 12-14

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jak wam się zdaje? Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych».

Według najstarszych zachowanych przedstawień Chrystusa, obraz Dobrego Pasterza niosącego owcę był najbardziej przemawiającym i przekonującym komponentem katechezy pierwotnego Kościoła. Sztuka przedkonstantyńska i późniejsza z wielką atencją posługiwała się tym wizerunkiem, przedzierając się przez warstwę treści alegoryczno-symbolicznej do centralnego przesłania jakim było zbawienie człowieka. Obraz przedchrześcijańskiej philantropii- miłości do uwikłanego w grzech i śmierć człowieka, wyrazem największej afirmacji ze strony miłosiernego Boga. Ocalenie zagubionej owcy, w którym egzegeza zazwyczaj dostrzegała obraz nawrócenia człowieka- który przez grzeszne życie był wstanie separacji od Boga. Kościół ten motyw postrzegał jeszcze szerzej upatrując w nim powszechne ocalenie całej ludzkości, która się rozpoczęła wraz z faktem inkarnacji; kiedy Syn opuścił Ojca i przyszedł na ziemię. „Zstępuje” to znaczy przyjmuje ludzką postać i kondycję. Doskonale to komentują teksty Ojców Kościoła. „Jezus Chrystus, nasz Pan, z powodu niezmierzonej miłości stał się tym, czym my jesteśmy, aby uczynić nas tym, czym On jest” (św. Ireneusz z Lyonu),  „Zniżył się z powodu naszej słabości do niezdolnych Go pojąć i pod osłoną ciała ukrył blask swego majestatu, bo wzrok ludzki byłby go nie wytrzymał. Stąd powiedziane jest, że „wyniszczył samego siebie”, jak gdyby wyzbył się własnej potęgi, gdy w pokorze, w której nam przybył na pomoc, stał się niższym nie tylko do Ojca, ale też od siebie samego. Ale przez to uniżenie nie stracił niczego”(św. Leon Wielki). Refleksje myślicieli chrześcijańskich akcentujące soteriologiczny wymiar przyjścia Pana pokrywają się z liturgiczną pamięcią i oczekiwaniem który przywołuje liturgiczny okres Adwentu. Kończę to rozważanie lapidarną interpretacją wizji Dobrego Pasterza zachowanego w słynnym mauzoleum Galii Placydii w Ravennie. Przedstawienie pasterza odbiega od tego katakumbowego wyobrażenia pełnego idylicznej prostoty i antykizującej szaty. Tutaj Pasterz jest przyobleczony w atrybucje monarsze. Na głowie Chrystusa dostrzegamy złotą aureolę i długą tunikę kontrastującą z purpurowym płaszczem majestatycznie udrapowanym i ozdobionym ciemnoniebieskimi paskami. Zamiast laski pasterskiej, podpiera się na wysokim złotym krzyżu, prawą zaś ręką delikatnie głaszcze pysk owieczki. Pięć innych owieczek jest rozpierzchniętych w bukolicznej scenerii, nie traci ze wzroku najważniejszej postaci jaką jest Chrystus Zbawca.  Pod wpływem tego wyobrażenia wciskają się w duszę słowa św. Anzelma z Cantenbury: „Zajmij się nieco Bogiem i spocznij w Nim na chwilę. Wejdź do izdebki twego umysłu, wyrzuć z stamtąd wszystko oprócz Boga i tego, co cię wspomaga w poszukiwaniu Go, i zamknąwszy drzwi, szukaj Go… Obym szukał Cię, pragnąc i pragnął, szukając ! Obym Cię znalazł, kochając i kochał znajdując !”- dopowiem- tak Ty, uczyniłeś to pierwej.

niedziela, 4 grudnia 2016

Mt 3, 1-12

W owym czasie pojawił się Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: «Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie». do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: «Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki!»

Jan Chrzciciel należy do szczególnych przewodników na drodze adwentowego zamyślenia. On nigdy nie zatrzymywał wzroku tłumów na sobie; ascetyczny, bezkompromisowy prorok prawdy, nieustannie wskazujący na to, że po nim przyjdzie ktoś „mocniejszy”. Jan to głos wołającego na pustyni, jego nawoływanie sprawia że serca ludzkie biją mocniej, trzęsą się posady ziemi, a pustynia z martwego siedliska demonów dzięki działaniu tego człowieka zostaje uświęcona postawą czytelnej świętości. Jego zadaniem jest przypomnienie o tym, że czas jest bliski, wywołanie postawy oczekiwania, skierowanie uwagi na kogoś większego. Jan wskazuje na Chrystusa który przychodząc nie będzie już chrzcił wodą zaczerpniętą z Jordanu, ale ogniem. „Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki !” (Mk 1,3). Na pustyni zabrzmiał adwentowy głos. Pustynia jest dla nas dzisiaj obrazem naszej zabieganej, nacechowanej samotnością i alienacją egzystencji. Mimo że jesteśmy z każdej strony bombardowani hałasem, przemocą, podniesionym cieśnieniem rodzącym się z ludzkiej obojętności, to mimo tych zjawisk dla wielu jest to pustynia. Nie chodzi o betonową pustynię naszych miast, blokowiska wypełnione pozbawionymi sensu życia młodymi ludźmi, którzy w akcie desperacji podejmują czyny samobójcze lub inne najbardziej szalone rzeczy... tylko po,  aby nie spotkać się ze sobą i znaleźć wyjście z trudnych sytuacji. Pustynia to obraz ludzkiej pustki, stanu duszy, zagubienia. Na tej pustyni skołatanych i bezradnych ludzkich serc, powinno się przygotować drogę Panu. „Jest już najwyższy czas, aby Kościół wybrał pustynię jako miejsce swojego przepowiadania- nie dlatego, aby uciekać od świata, aby uniknąć nieprzyjemnej rzeczywistości, lecz po to, aby nadać swojemu przesłaniu intensywność i głębię, odkryć niedwuznaczne oznaki słowa, które przychodzi z daleka i coś porusza”.

 

środa, 30 listopada 2016

Rz 10,9-18

Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami -do zbawienia.

Gdybym miał dokonać natychmiastowej odpowiedzi czym jest chrześcijaństwo, odpowiedziałbym następująco: Chrześcijaństwo to Chrystus, Emmanuel, Bóg z nami. W tej nieprawdopodobnej bliskości Boga odkrywamy najgłębszy sens i znaczenie religii; nie jako jednej z wielu- niczym wyrwany kadr z panteonu różnych wierzeń, ale jako spotkanie z Kimś najbardziej realnym i bliskim. Na tym przekonaniu zasadza się również tęsknota, która przenika adwentową refleksję o przychodzącym do człowieka Bogu. „Cały ród ludzki- napiszę św. Augustyn- leżał poraniony przez zabójców i ciężko chory. Na szczęście Jednorodzony Syn Boży ulitował się nad nieszczęśnikiem, pochylił się nad nim, przyjmując ludzką naturę i stając się jednym z nas, a następnie opatrzył rany winem i oliwą”. W tych słowach można odczytać najlepiej zarysowaną perspektywę zbawienia. Przygotowujemy się na przyjście Chrystusa w dwóch wymiarach. Pierwszy to świadomość Jego nadejścia na końcu czasów- nie można tego wydarzenia przewidzieć, zweryfikować, czy wypatrzyć. To drugie jest o wiele bardziej bliskie, okraszone ckliwym wypatrywaniem Małego Dzieciątka w żłóbku. Antycypacja Wcielenia dokonująca się w blasku betlejemskiej nocy, a uobecniona w znakach liturgii. Nam ludziom współczesnym: zabieganym, rozproszonym, nerwowym, zniecierpliwionym, tupającym o wszystko w jednym momencie, bardzo trudno jest wypatrywać znaków Jego przyjścia.   Na zewnątrz zgiełk i hałas świata przesuwa niewidzialną kurtynę delikatnych i spokojnych uzewnętrznień się Boga. Zdaje się jakby media całkowicie rozchwiały naszą duchową percepcję. Wszędzie rozlega pusty i naszpikowany konsumpcją komunikat: Magiczne święta. Cóż przychodzący Bóg ma wspólnego z ckliwością, obżarstwem, prezentomanią, czy bezmyślnym wydawaniem pieniędzy.  Ten, który przychodzi omija stragany tego świata- rodzi się na „obrzeżach miast”. Ciągle odrzucany i marginalizowany. Jego przyjście nasłuchuje się sercem !  

poniedziałek, 28 listopada 2016

Mt 8,5-11


Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi”. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim”.


W czasie Adwentu słowa setnika który błaga Chrystusa o uzdrowienie swojego sługi wybrzmiewają o wiele mocniej. Powiedzieliśmy sobie że adwent to tęsknota za Kimś bliskim. Najgłębiej ta tęsknota wypełnia się w doświadczeniu Eucharystii. Spotkanie z Bogiem dokonuje się w Sakramencie Kościoła- prawdziwie, namacalnie i bezpośrednio. Wydarzenie liturgii jest niczym innym jak tęsknotą za komunią, bezpośrednim pragnieniem Boga. Kapłan  ukazując wiernym Chleb eucharystyczny, który mają przyjąć w Komunii, najpierw zaprasza ich na ucztę miłości słowami św. Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1,29), „błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego ucztę” (Ap 19,9). Następnie wszyscy wspólnie odpowiadają posługując się słowami setnika z Kafarnaum, który błagał o uzdrowienie sługi- to słowa pragnienia i ludzkiej bezradności. „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Setnik dobrze wiedział kim jest Chrystus, widział w Nim kogoś o wiele większego niż jakiegoś uzdrowiciela, zresztą takich było na pęczki. Był przekonany że słowo Jezusa wypowiedziane na odległość, mam moc uzdrowić, wskrzesić z martwych, czy wzbudzić świat na nowo do istnienia w płodnym akcie miłości. W misterium liturgii dokonuje się nasz adwent, przyjście Boga do naszego życia. Jak pisał o. Tomasz Kwiecień: „My słowami setnika wyznajemy, że Komunia z Jezusem jest naszym lekarstwem i że otrzymujemy o wiele więcej, niż wystarczyłoby do naszego uzdrowienia. Wyznajemy świętą rozrzutność Pana: wystarczyłoby słowo, a On daje wszystko ! Wie że nie jesteśmy wstanie wszystkiego przyjąć, ale i tak cały nam się daje !”. To jest adwent bliskości Boga odnajdującego swoje zagubione dziecko. „Adamie, gdzie jesteś ? – ten głód Boga żywego, szukającego człowieka w pierwszym raju, zaspokaja Komunia. Adam, człowiek lęku, zostaje w końcu odnaleziony, a Jezus, nowy Adam, wydobywa go, stawiając wobec doskonałej miłości, która usuwa wszelki lęk. Syn umiłowany pociąga nas ku Ojcu, wpierw odnalazłszy nas w otchłani: „Powstań wyjdź stąd ! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie… Powstań, pójdźmy stąd ! – ze śmierci do życia, ze zniszczenia do nieśmiertelności, z mroków do wiecznej Światłości !”