wtorek, 31 marca 2026

 

Si fueris Romae, Romano vivito more; si fueris alibi, vivito sicut ibi. Powróciłem myślami do Rzymu w którym niespełna dwa tygodnie temu dane mi było spacerować. Nie sposób opisać tych rozległych horyzontów sztuki które się tam smakuje powoli, aby nie dostać zadyszki lub estetycznej niestrawności. Kultura tak pełna zapożyczeń a zarazem najbardziej oryginalna w konstelacji tzw. europejskości. Zawiłe do prześledzenia stadia rozwoju cywilizacji tak rozwibrowanej jak meander Tybru – w którego tafli przeglądali się cesarze i papieże, mierząc swoje siły na zamiary. Wszystko tam oddycha historią i duchowością zaprzeszłych wieków, nie stając się tym samym, jakimś zatęchłym skansenem czy przyprószonym kurzem reliktem - czekającym na obłaskawienie, czy wybudzenie w oczach pielgrzymów i turystów.  Wieczne Miasto potrafi rozbudzić nawet tych, którzy są skupieni na sobie i dalekie jest im przesiewanie piasków historii, czy uciążliwy ból w stopach pokonujących kilometry bazaltowych ścieżek. Już teraz rozumiem aluzję Herberta: „Jeżeli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku żebyś nie tylko oczami, ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi i abyś całą skórą zmierzył się ze światem.” Warto odrobinę pocierpieć, wyprażyć się w słońcu i być obmytym deszczem w drodze ku kolumnadzie Berniniego; miejscu chwilowego schronienia. Tam nawet dyletanci przecierają oczy i dostrzegają ów smaczki które zapadają w sercu i rzeźbią w pamięci łaknienie znalezienia się tu ponownie. „Każdy, kto widział najpierw fotografię jakiegoś miejsca, a potem je odwiedził, wie, jak bardzo odmienna jest rzeczywistość. Oddychamy atmosferą tego miejsca, słyszymy należące do niego dźwięki, czujemy jak są one odbijane przez niewidoczne domy z nami”(S. Rasmussen). Nie wiem czy istnieje coś, na kształt syndromu rzymskiego nad którym mogliby deliberować przy łyku kawy psychologowie. „Muzea i galerie Rzymu, choć tak bogate, mieszczą w sobie zaledwie część tego piękna, jakie tu wieki kuły w kamieniu, utrwalały na płótnach, freskach, mozaikach – pisał Jan Parandowski – Pełno ich w kościołach, w pałacach, w gmachach państwowych, w domach prywatnych, gdzie wrosły dziedzictwem, w zakamarkach, gdzie się ich nikt nie spodziewa: na ustronnym i zaniedbanym podwórzu nagle spomiędzy rupieci wyłania się słowa posągu, a w iluż miejscach strumyk wody sączy się w sarkofagu o pięknych reliefach ! Marmury i brązy rozbiegły się po mieście, po ulicach i placach, w alejach parków odkrywamy je znienacka w niefrasobliwej przechadzce, tak jak w ciemnym zaułku zatrzymuje nas Madonna, niespodziana ozdoba starej, złuszczonej ściany, i swym wdziękiem każe nam szukać jej twórcy wśród sławnych artystów.” Te zatrzymania i fragmentaryczne fascynacje ogarniały każdego wytrwanego podróżnika który w tym miejscu szukał czegoś więcej, niż poczucie ekstrawagancji, luksusu, prestiżu, czy zaistnienia na fotografii – pośród rozsiadłych na wzgórzach krajobrazów – rozsianego obficie piękna. Są to doznania pod którym dukt pióra drży, a klawiatura komputera jest niczym klawisz fortepianu, rozpoczynająca niepewnie takt i muzyczną frazę utworu. Kultura Rzymu jest jak warstwowy tort którego smaczne porcje, przywodzą dziecinne wprost odczucie radości z chwili, która już taka sama się nie powtórzy. Rzym antyczny, wczesnochrześcijański, bizantyjski, średniowieczny, renesansowy i barokowy… w nakładających się kostiumach estetycznej wirtuozerii mistrzów pędzla, dłuta, pióra, czy instrumentów poderwanych w bezsenną noc, otwierając źrenice oczu na widok Forum Romanum, Koloseum, czy Bazyliki św. Piotra z kopułą w której dosłownie, można zmieścić Panteon. Tutaj nigdy nie zapada noc, bowiem gwar miasta przeistaczając się w delikatnie odczuwalną ciszę, zaprasza do kolejnej wędrówki krętymi uliczkami i tawernami w których podochocony winem niejeden Rzymianin w imię miłości, wykonywał arystokratycznie usposobiony arię na cześć miasta których to protoplastów napoiła mlekiem wilczyca z Kapitolu. Miał rację poczciwy Giotto mówiąc: „Rzym to miasto echa, miasto iluzji i miasto pragnień.” Zmęczony wszedłem do bazyliki Santa Prassede, słyszałem kołatanie własnego serca. Położyłem się na ławce i spoglądałem na sklepienie na którym Chrystus zamknięty w medalionie był otoczony gibkimi aniołami – atletami wieczności.  Wspomnienia wyryte w pamięci są źródłem szczęścia !

niedziela, 29 marca 2026

 

Zagubiłem początkowe piękno i wspaniałość moją, a teraz leżę nagi i wstydzę się. Piąta niedziela Wielkiego Postu stawia wiernym za wzór świętości Marię z Egiptu – córkę Sodomy, prostytutkę gwałtownie poruszoną łaską. Żyła ona na przełomie V i VI wieku. Ciężko jest słowami odmalować jej dramatyczne życie i wtargniecie w nie Boga. Choć nigdy nie miałem bezpośredniego kontaktu z ulicznicą, to wyobrażam sobie jej uwikłaną w grzechy profesję. „Nierząd jest głęboką samotnością człowieka, śmiertelnym chłodem samotności. Nierząd jest pokusą niebytu, krokiem ku niebytowi. Żywioł lubieżności jest ognistym żywiołem. Kiedy lubieżność przekształca się w nierząd, ognisty żywioł wygasa, namiętność staje się lodowatym zimnem”- pisał Bierdiajew. Wstajesz, myjesz się, wykonujesz na twarzy wyrazisty makijaż, wychodzisz na ulicę i wymieniasz wabiące spojrzenia z tymi, którzy mogą być twoimi potencjalnymi klientami. Zaułek ulicy, czy mała obdrapana nora z łóżkiem, poszarpana pończocha i rozpięty gorset, szelest banknotu i rozkładasz nogi. Oddajesz się za pieniądze, ponieważ towarzyszy ci przekonanie, że już inaczej nie można żyć. Po wszystkim zostaje brud którego nie można zmyć z ciała, ponieważ oblepia potwornie duszę i tłamsi w pułapce umysł. Przychodzi taki dzień kiedy wsiadasz na statek i wraz z żeglarzami dzielisz trud podróży, wydając swoje ciało dla pocieszenia, rozkoszy, namiastki fałszywie pojmowanej miłości. Oni się bawią, a ty już nic nie czujesz – jesteś umarła w każdym włóknie swojej cielesności; toczona zgnilizną duchowej śmierci. Przekazywana z rąk do rąk. Zużyta ! Dobijacie do portu, a ta nieunikniona pauza w pracy zmienia wszystko. Łzy ciemnej otchłani. Przebudzone sumienie i dotknięcie Ducha. W dniu Podwyższenia Krzyża, próbujesz wejść do bazyliki Grobu Pańskiego, a niewidzialna dłoń zatrzymuje ciebie w drzwiach. Nieczystość zostaje na zewnątrz, do środka musi już wejść „dziewica” – czysta owieczka Ukrzyżowanego Mistrza. „Miłość zapala wiarę, oświeca nadzieję. Miłość jest nowym narodzeniem serca. Już nie masz serca takiego jak przedtem, lecz masz nowe serce i ono w tobie żyje. Jesteś nowym stworzeniem. Ponieważ stajesz się tym, co kochasz”(M. Quoist).Spojrzenie Maryi z cudownej ikony i żar przenikający duszę, czynią z niej istotę przebudzoną i przemienioną – pustelniczkę wysuszoną słońcem pustyni, przyjaciółką skorpionów, węży i lwów, oblubienicę której oczy ujrzały zbawienie – świt Raju. W tym miejscu przypomina mi się scena ze Zbrodni i kary Dostojewskiego kiedy Raskolnikow pyta prostytutkę Sonię: „Bóg, cóż On dla ciebie uczynił ? – Uczynił wszystko, szybko wyszeptała, całując znowu jego oczy.” Bóg potrafi z największej ludzkiej nędzy uczynić duszę czystą i zmartwychwstałą. „Miłość zmienia nawet istotę rzeczy”(św. Jan Chryzostom). Cerkiew czci świętą Marię Egipską, ponieważ jest ona wyraźnym przykładem, że można porzucić życie grzeszne, obrośnięte czarną pajęczyną pragnień i pokus. „Świat jest kobietą źle się prowadzącą, przyciągającą do siebie mężczyzn, którzy spoglądają na nią pożądając jej piękna”- jakże aktualne wydają się słowa świętego Izaaka Syryjczyka. W tym dniu równie mocno rozbrzmiewa fragment czytanej na Ewangelii. Otrzeźwia fałszywie sprawiedliwych. Mówi bowiem o pragnieniu zajęcia pierwszego miejsca w Królestwie Bożym. Jakże wymowny akord prawdy o nas: „A kto z was chciałby być pierwszym, niech będzie niewolnikiem wszystkich (Mk 10, 44). Pierwszą jest nierządnica, która przywdziała szatę miłości !

środa, 25 marca 2026

 

Wracając do domu zatrzymał mnie widok pękających pod naporem ciepła pąków magnolii. Człowiek  oderwany od fiksacji ekranu i bezruchu powiek pod wpływem zaciskanego w dłoni telefonu, może zostać wyswobodzony przez kontakt z naturą - jeśli tylko pozwoli się dać obezwładnić tej sile rozkwitającego zewsząd piękna. W egzystencji naznaczonej pośpiechem i nieustanną potrzebą bycia zalogowanym, kontakt z przyrodą wydaje się dla wielu, czymś sporadycznym a nawet rzadkim. Bez wątpienia jest to najbardziej terapeutyczne doświadczenie dla naszych zmysłów ! Nasz świat jest jak szklana bańka w której zakorkowani niczym z malarstwa Boscha, przemierzamy drogę od wyznaczonego, po ostatecznie zrealizowany cel, który jakże często jest przeliczalny na pieniądz i powoduje nieodwracalny uszczerbek na zdrowiu psychicznym. Obłęd poruszania się w wirtualnym świecie Internetu, uśmiercił potrzebę wyjścia na zewnątrz, tworząc tym samym świat równoległy na kształt labiryntu w którym się błądzi, aż po utratę sił i życiowego celu – alienacji na kształt cienia z platońskiej jaskini. Jadąc tramwajem zauważyłem piękną dziewczynę siedzącą frontalnie naprzeciwko mnie. Próbowałem nawiązać z nią jakiś kontakt wzrokowy, migotliwą i rozkruszającą zalegającą anonimowość zbiorowości – chwilę porozumienia. To było bez celowe, przegrałem z siłą ekranu telefonu zawłaszczającego wzrok, słuch i ruch twarzy którą migotliwie głaskało światło słońca przez brudne smugi szyby. Isaak Asimov nakreślił tak destruktywną sytuację w powieści Face aux feux do soleil ukazując wykreowanych przez siebie mieszkańców planety Solaris, jako zastygłych przy komputerach, pozbawionych wzajemnych relacji, przenikniętych lękiem na samą myśl o fizycznym kontakcie w którym nastąpi pewnego rodzaju materializacja osób i spotkanie ciał. „Ile rodzajów pieśni może zaśpiewać konik polny wokół starego domu, gdzie mieszkańcy osiedlają się na wieczne życie”- pytał zasadnie i targany poczuciem wrażliwości, węgierski pisarz Krúdy. Problem w tym, że my już nie słyszymy tej rapsodii w której śpiew ptaka spotyka się z akompaniamentem wiatru i pocałunkiem istnień przebudzonych ze śmierci do życia. Świat zabił powolność i chęć delektacji tym, co naszych przodków zapraszało do kontaktu z ziemią; wyczuwaniem jej pulsu i świętości pod opuszkami palców i w kącikach ust. Człowiek stał się banalnym i przewidywalnym w każdym odruchu swojej cielesności. Choć wystawiony na światło i obłaskawiony eterycznością, zdaje się być wydartym siłom ciążenia i samotności. Człowiek epoki kamiennej posiadał większą amplitudę wrażliwości, niż ten nowoczesny, zakotwiczony w klawiaturze zdyszanego komputera. Oczy przestały rejestrować tajemnicę, stając się jedynie receptorami zdarzeń w które wpisani zostaliśmy zadaniowo, zwodząc uparcie siebie że jesteśmy wolni. „Świat jest muzyką dla której trzeba znaleźć słowa”- przekonywał Pasternak wbrew sprofanowanej złem rzeczywistości w której dane mu było żyć. Z dna plecaka wyciągnąłem informator Akademii Sztuki w Szczecinie który ktoś mi włożył w pośpiechu. Zagotowała mnie w nim jedna myśl: „…bo piękno nie istnieje – istnieje wolność !” Sztuka wydestylowana z piękna wydaje się już być krok od katastrofy. Zatopiona w przepastnej wolności twórcy, może sięgnąć pustki. Lepiej powrócić do miejsca zachwytu. Drzewo magnolii ma w sobie mądrość i piękno Stwórcy !

niedziela, 22 marca 2026

 

Czwarta niedziela Wielkiego Postu. Przeszliśmy połowę drogi pokuty. Odkryliśmy chropowatość kamieni raniących nogi i drzazgi osadzone w osoczu serca. Przytuliliśmy rosochate drzewo Krzyża i ujrzeliśmy strugę światła ze szczeliny Golgoty. Pustynia zaczęła pachnieć eterycznymi olejkami, a święci wskazali nam kierunek wędrówki. Zrozumieliśmy, że jesteśmy grzesznikami – ślepcami, paralitykami, epileptykami, zdrajcami, cudzołożnikami i mordercami – grzesznikami na których oczy Chrystus kładzie błoto i przynagla do obmycia w sadzawce Siloe. Tak wiele biblijnych postaci kotłuje się w człowieku: pełen oporu i ucieczki Jonasz, przynaglony i bezradny wobec powierzonej misji Mojżesz, wadzący się z żywiołami śmierci Noe, poddany próbie wiary Abraham i Hiob, podniesiona z brudu nieczystości Maria z Magdali, Zacheusz wypatrzony na sykomorze i przyjaciel Łazarz wskrzeszony w Betanii. Przesłanie jest proste: Kain nie może posuwać się naprzód ze zwłokami Abla na ramionach. Grzech nie może triumfować. Śmierć musi ustąpić naporowi życia. Ból musi zostać zaakceptowany i ostatecznie przemieniony.„ Cierpienie wprowadza nas w samo serce tajemnicy egzystencji”(J. Danielou). Jeszcze przed nami pełna miłości wytrwałość świętego Jana i próba przez którą będą musieli przejść uczniowie w spowitym nocą zdrady ogrodzie Getsemani. Na wszystkich tych twarzach, pomimo osobistych udręk i wyborów, odzwierciedli się czuła i pełna przebaczenia miłość Mistrza z Nazaretu. Przeniknąć rzeczywistość sensem, a cierpienie – zatopić w nadziei rodzącego się świtu. „Bóg przychodzi z pomocą tym, którzy pragną się leczyć, dając im wiarę”(Teodoret z Cyru). Nieopisana słowami dialektyka wiary i miłosierdzia, zrozumiana najmocniej przez tych, którzy potrafią dostrzec piszący na piasku palec Boga. „Każde uderzenie serca to poryw, w którym Ojciec oddaje siebie. Te uderzenia pompują nam krew Syna, ożywioną Tchnieniem Ducha”(L. Gillet). Oto dlaczego potrzebna jest metanoia – wielka przemiana umysłu i serca, całego naszego rozumienia rzeczywistości, gdyż będąc córą nadziei, jest odrzuceniem rozpaczy – jak głosił świadek i wielki asceta święty Jan Klimak. Życie zwrócone ku Bogu jest kolejnym etapem wielkopostnej drogi, po łzach nowego chrztu, przychodzi czas na pełne duchowej wiosny spotkanie z Chrystusem. Wszystko staje się darem łaski, zaopiekowaniem i euforią radości z odnalezienia daru zbawienia. „Błogosławieni ci, których pragnienie Boga upodobniło się do żądzy ukochanego do ukochanej.”

piątek, 20 marca 2026

 

Kilka dni temu włócząc się uliczkami Florencji, zaszedłem do bazyliki San Spirito, a w jej zakrystii zobaczyłem krucyfiks autorstwa Michała Anioła. Okrzepły w przeświadczeniu, iż renesansowy rzeźbiarz tworzył tylko zmysłowe, sensualne i przesadnie muskularne ciała, moim oczom odsłoniła się smukła, krucha i ascetyczna figura Chrystusa. Ten ujmujący oczy widok pozostawił mnie przez chwilę w zupełnej ciszy, poza zgiełkiem przesuwających się przez przestrzeń kościoła turystów. Zupełnie inny od rzeźb które emanowały siłą antycznej nagości i erotyzmu- jakiejś przesadnie wykreowanej rasy ludzi którą można chociażby dostrzec na freskach z kaplicy Sykstyńskiej. „Na Golgocie, jakby utożsamiony z Hiobem, przeżywa naszą rozpacz wobec Bożego milczenia, może nawet opuszczenia przez Boga. Zmartwychwstaje w tajemnicy”- pisał  Clément. Nagi i wątły skazaniec o delikatnie zaciśniętych ustach i ujmująco dramatycznie opadniętej pod wpływem wewnętrznie tłumionego bólu głowie. Ciało lekko skręcone i wyrwane przez rzeźbiarza ze statycznego unieruchomienia na drzewie kaźni. Bezpośredni stosunek widza ze Skazanym wyraża się przez nagość; ciało na powrót przemienione i odarte z potrzeby zatrzymania i uprzedmiotowienia. Chrystus nie posiada perizonium – jest nagi i odarty z materii – zawstydzająco spokojny i przekonujący znaczniej mocniej, niż epatujące bólem i krwią przedstawienia gotyckiego średniowiecza. Bierdiajew kiedyś powiedział, że On wszedł w naszą egzystencję w uniżeniu „był incognito i to było jego kenozą.”  Akt oddania w całej rozciągłości ciała po przeszywający na wskroś wymiar ducha. To  „Boski Eros” –  przezwyciężający chaos stworzenia i pociągający świat ku sile paschalnego świadectwa wiary. „Przez Chrystusa cała nasza natura zostaje naprawiona”(św. Grzegorz z Nyssy). Stałem naprzeciw odartego ze wszystkiego Boga i poczułem się poruszony tak mocno, iż pociekła mi po policzku łza. Otchłań grzesznika przyzywająca daru miłosierdzia !

środa, 18 marca 2026

 

Spędziłem wraz z młodzieżą dziesięć dni w Italii. Trudno w kilku skondensowanych zdaniach oddać uczucia i nasycenie sztuką, które wzbierało i zarazem przygniatało mój umysł i duszę. Gdybym wędrował samotnie to poderwałbym pióro i rozszerzył horyzont do śledzenia niuansów które dostrzegali zafascynowani tym obszarem podróżnicy i literaci. Malowałbym pejzaż wraz z twarzami napotkanych ludzi i kulturą którą obrastały włoskie miasteczka – zapalczywie strzegąc swojej autonomii i pielęgnowanej z pokolenia na pokolenie tradycji. „Włochy nadal są przy mnie”- cytując klasyka i przywołując tym samym urokliwe wspomnienia z miejsc w których dane mi było się zatrzymać na chwilę. Dla człowieka od lat trawiącego sztukę, to kolejne zbliżenie na pozór bliskie miłości której intensywność oszałamia, a później pozostawia na długie chwile samemu; drżącemu naprzeciw napierających muśnięć piękna. Czuję w ustach smak wina i wyrafinowanej kuchni której delektacja zapewne sięga starożytności i bóstw, którym nie obce były uciechy cielesne i wprost misteryjne uniesienia. „Ów most miedzy pierwszym a ostatnim dniem życia człowiek może przejść tylko w ekstazie. A tę ekstazę przynosi wino”- twierdził Hamvas. Gdy wkraczamy w tak napęczniałą od materialnych wytworów historię, może pozostać jedynie pragnienie kolejnego powrotu. Cudowność życia odciśnięta w starożytnych ruinach Rzymu, chrześcijańskiej cywilizacji ukształtowanej na Ewangelii i męczeńskiej śmierci pierwszych wyznawców Chrystusa. Tak zawiłe ślady uwiecznione są skomplikowanych żywotach artystów, dających się ponieść wirtuozerii, przecież nie wolnej od zapomnienia o sobie. Po raz pierwszy byłem w Ravennie i nie rozczarowała mnie swoimi skarbami. Choć przez wiele lat tropiłem ślady bizantyjskiego malarstwa, to tym razem mogłem poczuć jego siłę namacalnie – wzrokiem rejestrując obłaskawiające kolorami panele bazylik i baptysteriów. Teraz rozumiem artystów końca XIX i XX wieku którzy tam kierowali swoje kroki, szukając barw tak czystych i wyrazistych, że źrenicę oka wypełniały łzy radości a powonienie zapach kwiatów. Mauzoleum Galii Placydii „Z niebem lśniącym gwiazdami i niebiesko-złotymi dekoracjami otoczonymi geometrycznymi wzorami trompe-l'oeil w jasnych kolorach, girlandami kwiatów i koszami wypełnionymi owocami, do dziś pozostaje jednym z najbardziej olśniewających ostatnich domów, jakie kiedykolwiek zbudowano. Kto odmówiłby spoczynku pod takim widokiem gwiazd, gołębi, jeleni i winorośli, w towarzystwie Dobrego Pasterza, autorów Ewangelii i św. Wawrzyńca”- pyta Judith Herrin. W tym mieście (niegdyś przyczółku bizantyjskiej cywilizacji Justyniana i Teodory) również odnalazłem grób Dantego, modląc się żarliwie i mając zarazem z tyłu głowy cytat mistrza włoskiej literatury, mówiący o „Miłości, która porusza słońce i gwiazdy” - takie bowiem dostrzegłem dzień wcześniej na weneckim sklepieniu bazyliki św. Marka. Po tych malarskich horyzontach wieczności, przychylam się do myśli Georgesa Mathieu: „Filozof panował nad starożytnością. Naukowiec tymczasowo rządzi światem. Wszystko wskazuje na to, że to artysta będzie panował nad światem jutra.”

wtorek, 17 marca 2026

 

Trzecia niedziela Wielkiego postu, inaczej zwana Niedzielą Adoracji Krzyża. W trakcie jutrzni będącej częścią całonocnego czuwania, po wielkiej doksologii, wynosi się na środek cerkwi Krzyż, aby wierni mogli oddać mu cześć. Czas wielkopostnego nawrócenia i przepełniona nadzieją kontemplacja Krzyża. „W śmierci Chrystus przebywa z nami jak gdyby na jednej linii ludzkiej bezradności, cierpienia i lęku tych, którzy przebywają w ciemnościach”(S. Bułgakow). Tylko taka perspektywa odsłania prawdziwy sens Odkupienia. Ten znak łaski, pozostanie tam przez cały tydzień orientując myśli i modlitwy ludzi na misterium miłości Boga do człowieka. „Krzyż to powstanie z martwych, to nadzieja chrześcijan – powie św. Efrem Syryjczyk – Krzyż to siła bezsilnych, lekarz zdrowych… Krzyż to oczyszczenie trędowatych, uzdrowienie paralityków, źródło spragnionych.” Całun smutku spowija czas próby, przygniatając ciężarem belki tak wiele ludzkich sumień, wyborów i powstań z obolałych od potykania się kolan. Bliskość Chrystusa przytulającego i ocierającego łzy smutku; wyjmującego z ludzkich ran drzazgi buntu i niewierności. Resuscytacja wnętrza i na powrót wsłuchanie się w głos sumienia; zdarcie z siebie łachmanów grzechu – rozbłysk wyzwalającej prawdy ! Ludzkość może przyjąć terapeutyczne zstąpienie miłości lub odrzucić. „Bóg króluje z drzewa życia” – odsłania miejsca przebite gwoźdźmi - niczym trofea zdobyte w boju, przekonując świat, że miłość jest silniejsza niż śmierć. „Im bardziej przyszłość zanurza się w mroku, tym bardziej trzeba nam przekonania, że w głębi tej otchłani może wykiełkować coś lepszego, i to w jakimś niemożliwym do przewidzenia kształcie”(J. Guitton). Chrześcijanin jest zaproszony do odkrycia radykalizmu wiary, odnalezienia Drzewa na którym trzeba skłonić głowę i zebrać do naczynia duszy – drogocenne krople krwi Baranka. Tylko taka postawa może ożywić chrześcijaństwo wypalone, wątpiące, zbutwiałe, wynajdujące przeróżne usprawiedliwienia, pozbawione duchowej witalności, obumarłe. W takiej optyce, wszystko staje się błogosławioną tęsknotą, przemienieniem, podekscytowanym oczekiwaniem na noc, która zajaśnieje jak dzień. To miłosne wypatrywanie Raju, kiedy na nowo rozkwitnie drzewo życia - a na nim Ten – który otwiera ranę swego boku, aby rozlała się obficie Miłość. „Lecz o północy każde ciało nagle zamilknie – pisał B. Pasternak - Wiosna rozgłosi wiadomość, że od pierwszego brzasku, śmierć będzie w łunie wielkiego wołania Paschy.”