niedziela, 14 czerwca 2026

 

W owym czasie Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim*. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim ( Mt 4,18-23).

Kilka razy dane mi było spacerować po porcie rybackim i obserwować pracę znajdujących się tam ludzi. Nie jest to przestrzeń estetyczna dla przypadkowych przechodniów. Surowy sztafaż miejsca, gdzie dokonuje się szamotanina myśli, wypłynięcia i powroty; radość z ułowionych ryb, czy rozczarowanie z pustki wyszarpanych morzu sieci. Zbutwiałe i wypracowane łodzie rybackie, rzeźbione przez czas i kaprysy wody. Słowa fal uderzające o burtę, stają się filozofią człowieka oddalającego się od ziemi, wydanego samotności i cierpieniu. Rozciągnięte na palach i co jakiś czas łatane sieci, nadające pejzażowi nadbrzeża dość osobliwy i surowy charakter. Piasek wysadzany kamieniami i rozpościerająca się monotonia, tak silnie kontrastująca z nieprzewidywalnością akwenu na który trzeba wypłynąć, aby zarobić pieniądze i utrzymać rodzinę. W końcu rybacy – często z ojca na syna – zajmujący się ta niebezpieczną profesją obcowania z żywiołem wody i jego mirażami, dla których jak powie bohater Hemingwaya „tylko praktyczność ma sens.” Portrety tak wyraziste jak otwarta książka z której można czytać powieść. Każde opuszczenie portu, może być tym ostatnim. Widmowość egzystencji na którą pada cień śmierci. „Od skał po góry prowadziła nas droga mleczna, a gdy morze zniknęło Bóg był blisko”- powie grecki poeta Sarantaris. Mój kolega ze studiów, opisując ojca, rybaka z pod Pucka wspominał: Kiedy wychodził z domu czynił znak krzyża. Żegnał się z nami tak ciepło, jakby miał już do niego nie powrócić. Rybacy o dłoniach chropowatych, poranionych, mocujących się z ławicami ryb – tańczącymi w prądach wody. Patrzę na tę scenerię niczym malarz, powstrzymując w sobie chęć odtworzenia go aż do momentu, kiedy linie i kolory, ukształtują w moim wnętrzu obraz finalny, przeniknięty duchowym sensem i ponadczasowym przesłaniem. W tym duchu czytam ten fragment Ewangelii. Istnieje piękno zauważenia, splot okoliczności, zatrzymania, spojrzenia w prozaiczności miejsca i pracy ludzi, zagarniętych dla dzieła które w danej chwili może być niezrozumiałe, a nawet przerastające ludzkie możliwości. Rozmyślanie o przypadku jest bezcelowe. To miejsce wybrał Chrystus – najmniej sakralne, a zarazem tak magnetyzujące zmysły i wyobraźnię. „Nie pytaj, dokąd zmierza miłość, która cię porywa”- wyzna pewien mistyk w świetlistym upojeniu ciemnej nocy duszy. Kiedy On wypowiada imię stojąc boso na brzegu jeziora, to naturę przenika zapach eterycznych olejków i spokój, ponieważ drganie życie przenika serce świata. Po chwili kipi woda i sieci się rwą od dostatku ryb, znaku błogosławieństwa po którym słowa zdają się zbędne. Nastaje cisza, niczym przeistoczona mowa i gorący oddech Boga. Spotkanie rozpoczyna się od zauważenia osoby. On inicjuje przygodę wiary i czyni rybakami ludzi. Kołatanie serca i odwaga oddalenia się od brzegu. Zaropiałe i pozbawione snu oczy mężczyzn, przenika blik światła i nadziei; poderwanie do natychmiastowego pójścia za Nim.

wtorek, 9 czerwca 2026

 

Jak dojść do celu, kiedy bolą cię nogi ? Jak można kochać, kiedy serce jest rozdarte na strzępy ? Jak trzeźwo myśleć, kiedy umysł przygniata balast niepewności o kształt jutra ? Jak odkryć piękno, kiedy codzienność naznacza wulgarna i tandetna brzydota ? – to zaledwie kilka pytań które składają się na litanię ludzkiego istnienia. Również mojego !  Życie bez tak stawianych pytań utraciłoby swój smak, stało się gorzkie i bezbarwne, osnute jedynie na płochych marzeniach, prowadzących do małych lub większych katastrof. Odwracam głowę za siebie i dostrzegam przeszłość, jej ciężar i zmienność, naprężenie jak na cięciwie łuku; którą smagają spękane od wypuszczania strzał opuszki palców. Te strzały to zakamuflowane myśli i uczucia które pod skrzętnie nagromadzonymi warstwami, czekają nowego otwarcia – świtu – jutra, które będzie piękniejsze niż to zagmatwane dzisiaj. Przekręcasz twarz i patrzysz na horyzont. Wiatr smaga twarz a światło obłaskawia pierwsze pojawiające się zmarszczki. Mrużysz oczy i niedowierzasz im, sceptycznie przecierając je dłonią aż do uciążliwego bólu powiek. Wszystko naznacza zmienność i tonalność teraźniejszości, aż po partycypację w tajemnicy czegoś jeszcze ukrytego – wyłaniającego się częściowo i jeszcze niewyraźnie. Umysł obarczony pamięcią przywołuje obrazy i smaki, delektując się nimi aż do utraty tchu i poczucia rzeczywistości. Sploty płochliwie przeżywanych zachwytów i miłosnych uniesień, biologicznego przeżywania scalenia, po ból rozstania i porażki, odsłaniającej fatum śmierci. Od ciała zwiniętego w powolnie otwierający i pękający kokon życia, po ciało zbutwiałe – zwinięte w zwój który może unieść natychmiastowo podmuch wiatru. „Piękno wzywa do pożądanego udziału w życiu, do przekroczenia śmierci – pisze Christos Yannaras – w swoich scholiach poświęconych miłości – Piękno ukochanej istoty, piękno ukochane, zaproszenie do życia, najwyższe wezwanie. A za tym wezwaniem: natura, szyderczy grymas śmierci. Jesteśmy spragnieni piękna: pragnieniem nienasyconym, pragnieniem natury, instynktu, popędu. Natura nieuchronnie poddaje życie możliwości własnego trwania i kontynuacji.” Eros i Tanatos trzymają się za dłonie w solennym korowodzie historii każdego z nas. Zobacz jest w tym napięcie i harmonia, odrzucenie i scalenie, bunt i zespolenie, szamocące żywiołem istot wychodzących przez macierzyńską bramę rozkoszy i życia. „Gdy przebywamy w łonie matki, ze światem łączy nas pępowina. Kiedy się urodzimy – usta. Spośród naszych zmysłów wzrok jest abstrakcyjny – oko nie ma bezpośredniego kontaktu z tym, co widzi, nie potrafi się zrosnąć z obiektami widzenia. Słuch poprzez swój organ, czyli ucho, jest już bliższe światu; ręka dotyka, chwyta, nozdrza wciągają zapachy i opary”- rozmyślał o tej różnorodności poznawczej zmysłów Hamvas. Przestałem już całować a zacząłem nasłuchiwać ciszy. Zamiast łykać hausty powietrza, oddycham miarowo. Podnoszę głowę ku górze jak chłopiec na obrazie Julio Reyesa. Zamykam częściej oczy, niż je otwieram. Staram się mniej mówić i pisać o wierze, a świadomiej wierzyć. Staram się mniej żyć, a bardziej umierać – aby móc żyć w pełni w Miłości. Kwintesencja dojrzałego istnienia !

niedziela, 7 czerwca 2026

 

Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10, 32-33). Sensem życia każdego chrześcijanina jest stawanie się każdego dnia o wiele bardziej świadomym swojego powołania i misji, która została dana wraz z chrztem i namszczeniem Duchem Świętym. „Ogień profetyczny zawsze był mocą odradzającą życie duchowe, które wystygło. Inną odradzającą mocą była mistyka”- twierdził Bierdiajew. W czasach glinianych naczyń, bezbarwnych i rozmytych postaw, wyroczni jaką jest Internet, radykalizm słów Chrystusa musi zabrzmieć z nową świeżością i głębią – budząc na nowo postawę i mentalność proroka, świadka i męczennika – świętość przenikającą skamieniałe ludzkie serca; wbijając się w ciało miejsca, gdzie toczy się codzienny zgiełk, przenikając jego grzeszne peryferia i  zaczepnie artykułowany bunt względem Boga. Wobec algorytmów fałszu, przedkładającego nachalnie, że nie ma nic, rozbrzmiewa w opozycji paschalne przesłanie Ewangelii: On jest Życiem ! Pomiędzy jej wersetami jest wystarczająco dużo światła, aby rozświetlić mrok wyparcia wiary, buntu, zobojętnienia, pogardy i fałszu. Świadectwo wolne od lęku, odrzucenia, wystawione na pogardę, a niekiedy ocierające się o konieczność złożenia swojego życia w ofierze. Wejść w rzeczywistość w której dokonuje się konfrontacja pomiędzy siłą człowieka a słabością Boga. „Przedmiotem wiary nie jest bowiem przekonanie o istnieniu jakiegoś niedostępnego Boga poznawanego przez symbole i mity – pisał J. Danielou – Do tego wystarcza religia. Wiara natomiast jest przekonaniem o działaniu Bożym. To wiara w Boga, który wkracza w egzystencję ludzką i objawia się spełniając dzieła, które spełniać może tylko On sam.” Przyznać się do Niego, to prawdopodobne pozwolić się ukrzyżować obok Tego, którego milczenie jest potężniejsze, niż najbardziej doniosły i przerażający skowyt ideologii zwiastujących zmierzch wiary. „Wierność: pamięć o źródle i przeczucie oceanu w mętnym nurcie przepływu wielkiej rzeki”(G. Thibon). Człowiek wiary zaproszony do ciągłego kiełkowania ziarna i wgryzania się w glebę jałową lub prawie martwą, aby dokonała się dynamika wzrostu i błogosławieństwa. To przynaglenie rozbrzmiewające ze szczelin i bijącego źródła wieczności: Idź naprzód. Nie lękaj się !

poniedziałek, 1 czerwca 2026

 

Zakleszczony w tramwaju pośród przemieszczających się ludzi miasta, dostrzegam atmosferę zamknięcia i separacji, uwiarygodnioną przez zaciskane w dłoniach telefony, czy spiralach słuchawek osadzonych na uszach. Kotłuje się w moim umyśle spostrzeżenie Mouniera: „Osoba jest jedyną rzeczywistością zdolną do bezpośredniego komunikowania siebie, jest skierowana ku drugiej osobie.” Patrzę i doznaję pewnego poznawczego dysonansu. Neuronalna dysfunkcja cywilizacji pędu i stan permanentnego osłabienia interakcji. Nie ma już „buntu mas” tylko zobojętnienie i stagnacja. W samotności tłumu rozmawiam ze sobą – niczym prowokujący napotkanych przechodniów Sokrates - ponieważ nachodzi mnie ochota od czasu do czasu porozmawiania z kimś mądrym i uważnym. Ten wewnętrzy dialog wydaje się powinnością pożądaną i twórczą, jakże różną od tego wymuszonego bycia naprzeciw, wymagającego zerwania tych wszystkich protez egoistycznej samoafirmacji i odcięcia. Moi czytelnicy muszą zaufać mojej wnikliwej obserwacji rzeczywistości i amplitudom rozczarowań które przynosi mi kontakt z duszną zewnętrznością. Nobliwy łaciński termin transcendere- co znaczy tyle, co „wychodzić poza”- określającym tym samym, jakiś rodzaj przebywania w miejscu pozornie lub rzeczywiście bezpiecznym. Miejscu w którym mogę się schronić ! W średniowieczu ludzie poszukiwali kamienia filozoficznego, ufnie wierząc że z pierwiastków pozyskanych z materii, można wydestylować złoto. Dzisiaj człowiek ścieka jak szlam z przemierzaną gwałtownie nowoczesnością, będąc totalnie niezdolnym do krytycznego spojrzenia na siebie i otaczającego zewsząd świata. Naukowcy w panice przemijalności, próbują wydrukować organy – niczym puzzle do naszego zużywającego się ciała, chcąc przechytrzyć o jeden dzień śmierć lub rozśmieszyć Boga. Artyści wyparowawszy piękno, stojąc na krawędzi szaleństwa z ekskrementów czynią coś, co chcieliby uznać za sztukę. Człowiek naszego dzisiaj, nie musi posiadać jakiś wybitnych umiejętności czy wiedzy, którą przekopał i wydobył dla siebie w przeczytanych od dziecka książkach. Z irytacją podszytą nostalgią cytuję moim uczniom wiersz Borgesa: „Od pierwszego Adama, który ujrzał noc, i dzień i kształt swojej dłoni. Ludzie snuli opowieści i utrwalali w kamieniu, w metalu czy pergaminie. To wszystko, co zawiera ziemia czy tworzy sen. Oto ich dzieło: Biblioteka.” Kultura relacji i śladu. Od dłoni odbitej na ścianie jaskini, po słowo kaligrafowane i wypowiadane, które tworzy obrazy, emocje i międzypokoleniowe więzi. Dzisiaj jest na opak. Istoty wiedzione taksjami ameby, zawierzając los sztucznej inteligencji, stawiając ją w centrum własnego i pozornego życia intelektualnego, niczym wyrocznię szafującą wskazówkami jak ominąć owo nacierające fatum. Dobrze to ujął Lec: „Ludzie, zauważyłem, lubią takie myśli, które nie zmuszają do myślenia.” Iluzją jest wiara w to, że społeczeństwo młodych ludzi przyssane do tabletu, komórki, czy komputera będzie zdolne kształtować odważnie i rozsądnie teraźniejszość, już nie mówiąc o przyszłości utkanej z natręctw, nerwic i otarć o ekstremum śmierci. Tarkowski przekładając Solaris Lema na sekwencje filmu, postawił sobie ambitny i moralny cel: „sprawić, aby ludzie zrozumieli, że najważniejszym problemem jest uświadomienie sobie samego siebie. Tak jak gdy ktoś zbudzi się nagle w nocy i od razu wie, z całą jasnością gdzie jest żona, syn, córka. Dopiero po uświadomieniu sobie tego budzi się całkowicie.” Mam wrażenie, iż  ocieram się w dużej mierze o społeczeństwo neptyków, których życie rozpięte jest pomiędzy śniadaniem konsumowanym w biegu, a pseudo ambitnym i cynicznym pomnażaniem pieniędzy, aż po ostateczną utratę reflektowania rzeczywistości, wartości, sumienia i zdrowia. Moja znajoma artystka Agata Wolniewicz ukazała na jednym z obrazów dziewczynę z pochyloną głową, zatopioną w ciemnym homogenicznym tle z poświatą emanującą z ekranu telefonu. Większość oglądających to intrygujące i na czasie dzieło, było zauroczonych quasi mistyczną aurą tego ujęcia postaci, kompletnie nie dostrzegając faktu izolacji i kontaminacji z małym urządzeniem położonym na dłoni; z którą ta się zrosła. Dorastający syn moich przyjaciół już zasypia z telefonem przy poduszce, tak jak niegdyś podrostki zasypiały z piłką  i marzeniem o zwycięskim męczu. Jak wyhamować coś, co wydaje się zjawiskiem chorobotwórczym ? Towarzyszy temu tragiczne przeświadczenie o potencjalnym nakładzie pieniędzy na terapię tego zagubionego we mgle shortów i gier dziecka. Przyszedł czas na wyłączenie komórki i spojrzenie sobie w oczy. W liceum którym uczę, są pojedyncze przypadki osób spędzających każdą przerwę w towarzystwie książki. One przywracają wiarę w człowieka jutra, który choćby pozostawiony pośród gruzów naszej cywilizacji znajdzie drogę do domu - przetrwa. Sapere aude ! Myślenie twórcze, estetyka umysłu diagnozującego prawidłowo tętno ogłupiałego i schamiałego świata.  

niedziela, 31 maja 2026

 

Zstąpił Ogień ! Wytrysnęło Źródło Życia, poruszyło w posadach grunt pod nogami bojaźliwych i niepewnych własnego jutra apostołów. Młody Kościół poczuł tak wielkie drżenie… Rozległ się tak gwałtowny szum i płomienie ognia przepruły na wskroś mury Jerozolimskiego Wieczernika. Ten żar przepływa przez mury Wieczerników historii. Wielkie bierzmowanie czasu, przestrzeni, stworzenia, a nade wszystko ludzkości zwołanej od tej chwili jako Kościół. Eksplozja Miłości ! Bez Ducha Świętego nie jesteśmy wstanie zrozumieć Kościoła- On jest „duszą Kościoła”, nieustannym źródłem życia, piękna i duchowej harmonii. Duch Święty sprawia, że grzeszna społeczność ludzka staje się wspólnotą uświęconą i przebóstwioną- „nowym stworzeniem”. „Jesteście bowiem kamieniami świątyni Ojca- powie św. Ignacy Antiocheński- przygotowani na budowę, jaką sam wznosi. Dźwiga was do góry machina Jezusa Chrystusa, którą jest Krzyż, a Duch Święty służy wam za linę”. Wydarzenie Pięćdziesiątnicy odsłania życiodajną - napełnioną „szumem z nieba” i „ogniem”- całkowicie nową rzeczywistość. Rodzi się Kościół „wydobyty” z boku Baranka, upieczony w ogniu rozdzielających się niczym języki płomieni. „Duch tworzący, na nowo budujący przez chrzest, przez zmartwychwstanie; Duch poznający wszystko, uczący, wiejący gdzie chce i ile chce, prowadzący, mówiący, posyłający, odłączający, odkrywający, oświetlający, ożywiający, raczej zaś sam światło i życie budujący świątynie; czyniący Bogiem, wtajemniczający, tak że nawet uprzedza chrzest i szukany po chrzcie; czyniący to wszystko, co Bóg, rozdzielony w językach ognistych, rozdzielający dary, czyniący apostołów, proroków, ewangelistów, pasterzy, nauczycieli; rozumy, wieloraki, otwarty, wyraźny, niepowstrzymany…, wielostronny w działaniu” (św. Grzegorz z Nazjanzu). W tej słownej ektenii pochwalnej wyraża się ludzki podziw teologa wobec zdumiewającego działania Tego, którego święty Andrzej Rublov na ikonie Trójcy Świętej wymalował jako najbardziej pokornego sługę miłości. Pięćdziesiątnica to wylanie Ducha, które zapowiedział przed wiekami prorok Joel, Ezechiel i wielu innych posłańców. W święto Pięćdziesiątnicy Kościół w niedzielę czci trójcę Świętą, a poniedziałek poświęcony jest Duchowi Świętemu. Rozpoczyna się od dzieła Ducha Świętego – objawienia prawdy o Trójcy Świętej, a następnie kontempluje się prawdę o Tym, który ją odsłania i nam przybliża. Od kultury wzroku, po poruszenie duszy i oświecenie intelektu rozprawiającego się z obecnością Misterium. To wydarzenie które ciągle trwa w intensywności modlitwy Kościoła, który niczym Oranta rozkłada ręce i woła z głębin jestestwa: Przyjdź ! Czy nosimy w sobie ten sam Ogień, co uczniowie w Wieczerniku ? „Kościół dziś nie tryska radością. Ach gdyby płonął w nas ogień Ducha, zobaczylibyśmy, jak ludzie tłumnie by się do nas zbiegali. Przydałoby się, żeby Kościół dziś na nowo pokazał widowisko Pięćdziesiątnicy”- mówił z zakłopotaniem wiele lat temu J.M. Lustiger. Widowisko o którym zostało powiedziane to nic innego jak ludzka asystencja wychylona ku Temu, który potrafi wypełnić serce Kościoła miłością i odwagą przekraczania siebie. „Piećdziesiątnica jest życiem w obecnej, Boskiej mocy Chrystusa- powie Odo Casel- która uzdalnia do heroizmu w życiu moralnym…, (to zarazem pewność), że już teraz jako chrześcijanie chodzimy w nowym życiu, które kiedyś, w wiecznej, przepełnionej szczęściem Pięćdziesiątnicy zwycięsko zajaśnieje i niepodzielnie zapanuje”. Duch Święty- „palec Boży” dotyka każdego z  nas, abyśmy byli mężni i napełnieni wiarą; byśmy poruszając się w miłości, zaowocowali na Dzień w którym Uświęciciel odsłoni nam piękno „Wieczernika” w którym blask Trójcy zajaśnieje oczom ludzkim. I dlatego zdaniem św. Serafina z Sarowa, celem życia chrześcijańskiego jest osiągnięcie Ducha Świętego, bowiem przez niego urzeczywistnia Królestwo Niebieskie.

wtorek, 26 maja 2026

 

Na zewnątrz upał i ścieranie się z przeciwnościami losu. Słońce wypraża wszystko, nie pomijając niczego i nikogo. Kaprysy pogody na którą nie ma się wpływu i trzeba się jej poddać z inteligencją mikroskopijnej istoty, szukającej schronienia w cieniu napotkanego drzewa lub architektury, użyczającej cierpliwie swej przestrzeni w podcieniu, czy okapie nad schowanym od podwórza wejściu zakiszonej przez czas kamienicy. Nawet niewierzący zachodzą do średniowiecznych kościołów, ponieważ w nich można odnaleźć przyjemny i rześki chłód, połączony z błogostanem ciszy której jest w naszym świecie deficyt. „Cierpienie zadaje pytania” – twierdził Paul Riceur. Nie można zginać się pod naporem balastu, niezrozumienia, odtrącenia, czy fałszywych twierdzeń zawistnych ludzi. Trzeba odpowiadać na najtrudniejsze pytania w pozycji mędrca który nie ma nic do stracenia, a zarazem jest zaopatrzonym w to, czego nikt nie jest mu wstanie odebrać – rozwagi miłowania rzeczy trudnych. Na co dzień spotykam ludzi pięknych, zamieniających ze mną choć kilka słów w drodze do pracy, czy po pracy. Ludzi wierzących lub nie, wrażliwców z duszą i umysłem otwartym na to, co zaskakujące i nieodkryte. Opowiadających z dziecięcą wręcz szczerością o życiu, rodzinie, niespełnionych marzeniach i projektach które choć mgliste, mogą uczynią przyszłość bardziej znośną i strawną. Pytania o Boga, wiarę i nieśmiertelność – graniczne i niewytłumaczalne – wymagające głębszego namysłu i nadziei pozwalającej sięgnąć wzrokiem poza horyzont widoczności lub jej braku. Mam przyjaciela który jest muzułmańskim Uzbekistańczykiem prowadzącym mały kebab i rozmawiającym ze mną o sprawach religii i życia z taką przenikliwością i mądrością, że może zawstydzić nie jednego chrześcijanina. Dobrzy ludzie ! Zatrzymując się z nimi na chwilę proszą o modlitwę i błogosławieństwo na egzystencję, której ciężar uwiera i odciskając się chorobami duszy i ciała. „Człowiek jest istotą bardzo złożoną, po co ją wyjaśniać drogą logiki ?” – pyta Sołżenicyn w Oddziale chorych na raka. Istnieją też ludzie zagubieni, uwikłani w złu, podli, cyniczni i wyrachowani, którzy z wielką łatwością maskują swoje słabości i przerzucają niesprawiedliwe sądy na innych. Pozbawieni miłości w dzieciństwie i uczeni języka siły i konfrontacji. Liberalni cynicy kryjący się za błazeńską maską poprawności, kulturalnej etykiety, czy wiedzy z której czerpią potrzebne instrumenty, aby innych zdeprecjonować, poniżyć i wyeliminować. Żonglują epitetami i komunałami o przekazie miałkim i w gruncie rzeczy ich samych zawstydzającym. Narcystyczne istoty kroczące w umysłach prostych i bezbronnych ku wyznaczonemu celowi który w istocie okazuje się bezdenną pustką- zasysającą dobro – niczym „czarną dziura.” W tym miejscu przypomina mi się fragment wiersza Kawafisa: „Wśród lęku i podejrzeń, z zamętem w myślach i trwogą w oczach, rozpaczliwie szukamy jakichkolwiek sposobów, aby uniknąć oczywistej grozy, która jest już przed nami. A jednak się mylimy: nie ma jej na drodze.” Od pierwszego Adama który usłyszał niewygodne i przeszywające ostrzem prawdy pytanie: Gdzie jesteś i czemu się ukryłeś ? – przenika nas jakiś trudny do uzasadnienia rodzaj niepokoju przysłaniającego widok Raju. „Zdobądź spokój wewnętrzny, a inni znajdą przy tobie zbawienie- to słowa świętego Serafina z Sarowa które powtarzam w oczekiwaniu na kolejną Pięćdziesiątnicę. Spotkać Żyjącego na drodze prawdy. Podążać ku Oceanowi przejrzystości który mały chłopiec z wizji św. Augustyna chciał przelać w dołek piasku. Nie zdołał !

niedziela, 24 maja 2026

 

Słowa bowiem, które mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi (
J 17, 1-13).

Rzeczywistość która jawi się naszemu poznaniu jest tylko fragmentaryczna, częściowa, zmienna, nasycona ulotnymi spostrzeżeniami które zapętlone są w krosnach czasu i miejsca. Bóg postrzega rzeczywistość szerzej, wyraźniej, całościowo, nie pozwalając światu być na opak. Nie ma dla u Niego zdarzenia które można opisać karkołomnym słowem: przypadek. Kiedy wybija właściwa godzina – staję błogosławioną i świętą – ponieważ w niej dokonuje się dzieło zbawienia i uświęcenia. „To dla Chrystusa zostało stworzone serce ludzkie, wielka szkatuła, dość obszerna, by pomieścić w sobie samego Boga. Dlatego tu na ziemi nic nas nie nasyci… Gdyż dusza ludzka pragnie tego, co nieskończone…, wszystko stworzone dla celu, a pragnienie serca – by wzbić się ku  Chrystusowi”( M. Kabasilas). Pękają stągwie historii,  a czas otwiera się na inny wymiar, pozwalając ujrzeć Męża Boleści zmiażdżonego cierpieniem, jako Żyjącego, którego moc odryglowuje bramy Otchłani i detonuje kamień grobu. To objawienie miłości Ojca która uzewnętrznia się w ikonie Chrystusa, przenikniętego energiami Ducha, które lada moment przenikną uczniów włączonych i zaproszonych do posługi świadectwa. Jakże wzruszająca i intymna jest modlitwa Jezusa zwrócona do Ojca, aby dzieło które zostało powołane i napełnione siłą Ewangelii – mogło być kontynuowane, aż do wydarzenia Pięćdziesiątnicy i Paruzji. Nie wszystkim jest dana tak klarowna konstrukcja myślenia o sprawach wiary i pewnościach, które osadzają się na kamieniach milowych nadziei i miłości. Na opłotkach są również i tacy, dla których Bóg zniknął z przestrzeni ich życia, „albo może nawet nigdy nie istniał. Obiektywnie, nasze wybory, złudzenia i fascynacje nie zmieniają niczego w Bogu. Bóg odrzucony, zapomniany, czy systematycznie ignorowany, pozostaje niezmiennie bliskim, kochającym Bogiem, który nie chce narzucać swojej obecności ani uszczęśliwiać swymi wzorcami piękna”- pisał J. Życiński. Pomimo tego, jest Bogiem pragnienia i daru, który jako najlepszą z propozycji tego świata, przedkłada każdemu tak – jak to uczynił najpierw względem uprzednio powołanych ludzi. Droga chrześcijanina jest wędrówką pełną duchowego sensu, nie wolną od błądzeń i upadków, ale drogą po śladach Mistrza z Nazaretu. Dostojewski wkłada w usta umierającego chłopca poruszające do głębi słowa: …życie jest rajem, i wszyscy jesteśmy w raju, ale nie chcemy tego uznać, a gdybyśmy chcieli to uznać, to już jutro byłby raj na całym świecie.” Tęsknota za wiecznością jest tak silna, że przenika również do świata który ma w sobie znamiona cierpienia. W wieku przyszłym, twierdził Orygenes, „wszyscy znajdą spełnienie w Człowieku doskonałym i staną się jednym słońcem.”