Jak dojść do celu, kiedy
bolą cię nogi ? Jak można kochać, kiedy serce jest rozdarte na strzępy ? Jak
trzeźwo myśleć, kiedy umysł przygniata balast niepewności o kształt jutra ? Jak
odkryć piękno, kiedy codzienność naznacza wulgarna i tandetna brzydota ? – to zaledwie
kilka pytań które składają się na litanię ludzkiego istnienia. Również mojego !
Życie bez tak stawianych pytań utraciłoby
swój smak, stało się gorzkie i bezbarwne, osnute jedynie na płochych marzeniach,
prowadzących do małych lub większych katastrof. Odwracam głowę za siebie i dostrzegam
przeszłość, jej ciężar i zmienność, naprężenie jak na cięciwie łuku; którą
smagają spękane od wypuszczania strzał opuszki palców. Te strzały to
zakamuflowane myśli i uczucia które pod skrzętnie nagromadzonymi warstwami,
czekają nowego otwarcia – świtu – jutra, które będzie piękniejsze niż to zagmatwane
dzisiaj. Przekręcasz twarz i patrzysz na horyzont. Wiatr smaga twarz a światło
obłaskawia pierwsze pojawiające się zmarszczki. Mrużysz oczy i niedowierzasz
im, sceptycznie przecierając je dłonią aż do uciążliwego bólu powiek. Wszystko naznacza zmienność i tonalność teraźniejszości, aż po partycypację w tajemnicy
czegoś jeszcze ukrytego – wyłaniającego się częściowo i jeszcze niewyraźnie. Umysł
obarczony pamięcią przywołuje obrazy i smaki, delektując się nimi aż do utraty tchu
i poczucia rzeczywistości. Sploty płochliwie przeżywanych zachwytów i miłosnych
uniesień, biologicznego przeżywania scalenia, po ból rozstania i porażki,
odsłaniającej fatum śmierci. Od ciała zwiniętego w powolnie otwierający i
pękający kokon życia, po ciało zbutwiałe – zwinięte w zwój który może unieść natychmiastowo
podmuch wiatru. „Piękno wzywa do pożądanego udziału w życiu, do przekroczenia
śmierci – pisze Christos Yannaras – w swoich scholiach poświęconych miłości –
Piękno ukochanej istoty, piękno ukochane, zaproszenie do życia, najwyższe wezwanie.
A za tym wezwaniem: natura, szyderczy grymas śmierci. Jesteśmy spragnieni
piękna: pragnieniem nienasyconym, pragnieniem natury, instynktu, popędu. Natura
nieuchronnie poddaje życie możliwości własnego trwania i kontynuacji.” Eros i
Tanatos trzymają się za dłonie w solennym korowodzie historii każdego z nas.
Zobacz jest w tym napięcie i harmonia, odrzucenie i scalenie, bunt i zespolenie,
szamocące żywiołem istot wychodzących przez macierzyńską bramę rozkoszy i
życia. „Gdy przebywamy w łonie matki, ze światem łączy nas pępowina. Kiedy się
urodzimy – usta. Spośród naszych zmysłów wzrok jest abstrakcyjny – oko nie ma
bezpośredniego kontaktu z tym, co widzi, nie potrafi się zrosnąć z obiektami
widzenia. Słuch poprzez swój organ, czyli ucho, jest już bliższe światu; ręka
dotyka, chwyta, nozdrza wciągają zapachy i opary”- rozmyślał o tej
różnorodności poznawczej zmysłów Hamvas. Przestałem już całować a zacząłem nasłuchiwać
ciszy. Zamiast łykać hausty powietrza, oddycham miarowo. Podnoszę głowę ku górze
jak chłopiec na obrazie Julio Reyesa. Zamykam częściej oczy, niż je otwieram.
Staram się mniej mówić i pisać o wierze, a świadomiej wierzyć. Staram się mniej
żyć, a bardziej umierać – aby móc żyć w pełni w Miłości. Kwintesencja dojrzałego
istnienia !






