Człowiek to suma drobnych
natchnień i radości, eterycznie uwolnionych w przestrzeni rozleniwionego życia.
Nieuniknione wahania na linii czasu, gnającego bezpowrotnie i pozostawiającego
zmarszczki. Chciałbym być posłuszny myślom kotłującym się obficie w głowie,
które uwalniając na zewnątrz, mogą mnie przygnieść, onieśmielić, wstrząsnąć, a
nawet przerazić. Wolę intensywnie rozmyślać, niż wchodzić do cyberprzestrzeni „labiryntu”
w poszukiwaniu wszystkiego, a zarazem niczego. Odczuwam jakąś uwierającą
nieufność wobec Internetu i przesiewanych w nim informacji o świecie, polityce,
religii, czy zdobyczach nauki i techniki. Rzeczywistość wykreowana przez
sztuczną inteligencję to nowy gatunek chimer które skutecznie ogłupiają i
pozbawiają trzeźwości myślenia i postrzegania. „Smutne w sztucznej inteligencji
jest to, że brakuje jej sztuczności, a więc inteligencji”(J. Baudrillard).
Dramatycznym wydaje się fakt, że wielu ludzi nie potrafi już się obejść bez
telefonu czy komputera. Zakładnicy coraz to nowych i udoskonalanych
technologii, co na kształt miniaturowego więzienia, pozbawionego prawa
amnestii. Zdają się być zastygli i przyssani do ekranu w którym ciągle coś miga,
zmienia się, symuluje zmysły do granic nadwyrężenia- przenikniętego przez
pustkę, rozproszenie i dojmujące poczucie osamotnienia. „Dzięki łatwości
tworzenia, manipulowania i rozpowszechniania obrazów, a także przez nadaną im
istotność, nowe media ustanowiły świat wirtualny paralelny do świata realnego,
zyskujący większą władzę niż ten ostatni”- pisał J. C. Larchet w książce Chorzy od nowych mediów. Urojone przystanie
szczęścia szturmowane przez anonimowy tłum gapiów, podglądaczy, cenzorów i
narcyzów. Obawiam się o jutro w którym nie spotkam człowieka którego ręce będą
wolne, oczy szeroko otwarte, usta przysposobione do wymiany kilku życzliwych
fraz. Mętnieje mój optymizm pod naporem spostrzeżeń i obserwacji młodych ludzi,
których jakby ktoś na niewidzialnej dla oka smyczy - trzymał na uwięzi - rozdrabniając
na kawałki wolność której frazesami są wypchane ich usta. Życie musi być
przeżyte realnie, przeniknięte namacalnością spotkań, słów i westchnień,
rzeźbiących duszę istoty, zdolnej przekraczać siebie i niebezpieczeństwa które kiełkują
pod warstwą przecieranego szlaku. Zerwać z twarzy blagierską maskę kogoś, kto
uważa się za nowoczesnego i poinformowanego o każdym odruchu zewnętrzności. Marnotrawi
swój cenny czas na ślęczenie przed ekranem, będąc przekonanym jak pierwsi
rodzice po spożyciu owocu z zakazanego drzewa, że będą jak Bóg. Być może należy
zacząć posługiwać się jak sugerował Platon „jakimś zmysłem innym od zmysłów
ciała.” Wzrokiem duszy wypatrującej miłośnie świtu. Na progu Apokalipsy dobrze
jest stać twardo na ziemi i być wylogowanym !






