wtorek, 25 sierpnia 2026

 

Nie ma już czarodziejskiego świata. Zostawiono cię. Jakże melancholijny ton ma wyrażona przez Borgesa myśl. Samotność na peryferiach podekscytowanego wszystkim i niczym miasta. „Mam jedną radę: nigdy, ale to nigdy nie odwiedzajcie miejsca, które opuściliście jako dzieci - pisał Gospodinov- Zostało podmienione, opróżnione przez czas, opuszczone, widmo. Tam. Nie ma. Nic.” Napawa mnie smutkiem świadomość, iż świat w którym się wychowałem i który mnie ukształtował - przechodzi do lamusa – w niebyt. Świat w którym obserwacja i zdumienie, połączone z wytężoną pracą umysłu, pozwalało czytać rzeczywistość w wielu fascynujących wymiarach, staje się migotliwym wspomnieniem ludzi cierpliwych i intelektualnie pracowitych: odmieńców i wrażliwców potrafiących marzyć oraz stawiać twórcze i dotykające niemalże kosmosu czy wieczności pytania. Nawet trawa i kwiaty inaczej pachną, niż wtedy kiedy pozbawiały mnie tchu i wymuszały miłosny uśmiech. W dobie AI nasze codzienne życie, praca i edukacja ulegają dramatycznym zmianom. Ludzie z tytułami naukowymi sięgają po te narzędzie, rezygnując z trudu przebywania w bibliotece – miejscu które wykarmiło mądrością gigantów nauki i kultury. „Czemuż wszystko się kurczy, wszystko chce się rozmienić na drobne, ścieśnić się, ustąpić w cień…”nie bez przesady, utyskiwał w Szkicu o mieszczuchu Dostojewski. Wszystko stało się paskudnie banalne, tendencyjne i głupie, zamknięte w dossier ludzkiego inwentarza. Żyjemy szybko i myślmy szybko, bez wczorajszej delektacji i zauroczenia. Przechodzień z dostępem do śmigającego w zawrotnym tempie Internetu, uważa się za „mędrca” znajdującego od zaraz odpowiedzi dotyczące fragmentarycznie, ale jakże przekonująco zdeponowanej gdzieś tam, każdej dziedziny wiedzy. Lecz kiedy odbierze się istocie dwunożnej narzędzie, nagle staje się jak dziecko we mgle. Jak ślepiec potykający się o własną nogę i spadający twarzą na bruk. To nie satyra, a jedynie częściowa prawda o człowieku zalogowanym. Obowiązek obserwatora każde mi nadmienić jeszcze, że ten scenariusz może mieć miejsce i będzie miał tragiczne konsekwencje dla jednostki stającej przed koniecznością zaufania własnym siłom i zasobności swojej wiedzy która, co tragikomiczne  jest już tylko śladowa. „Kultura nie jest posiadaniem dobrze zaopatrzonego magazynu wiadomości, lecz zdolnością jaką ma nasz umysł do zrozumienia życia”- pisał Alberto Moravia. Nie chcemy rozumieć życia i tego, co nas zewsząd otacza. Człowiek pragnie być nieśmiertelny w śmiertelnym przeżywaniu swojej cielesności, obarczonej temporalnością i skazami. Jesteśmy gotowi na wszystko, byle usłyszeć komplement o pięknie naszej materialnej powłoki w która jesteśmy przez Stwórcę odziani. Przestaliśmy cenić mądrość, porzucając ją na rzecz sprytu i strategii obliczonej na sukces lub porażkę. „Ułomna pozbawiona dotyku i zmysłu relacji cywilizacja zamraża piękno w obiektywnym spektaklu, którym handluje. Wszędzie odciśnięta nagość, martwy spektakl erosa, którego trudno rozpoznać w otchłani pustki, między spektaklem i widzem”(Ch. Yannaras). Potrzebujemy pustyni, gdzie schowane w krajobrazie śmierci źródła, czekają na odkrycie. Tam potrafią opaść z ludzkiej twarzy maski które przesłaniają obraz prawdziwego Piękna.

niedziela, 23 sierpnia 2026

 

A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i zapytał: «Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?»… Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego…(Mt 19,16-26).

Mając ponad dwadzieścia lat człowiek kpi sobie i naigrywa się ze słów, że coś musi zrobić, zmienić, przewartościować. Przy zasobności portfela i konta, wszystko jest chwilą pochwyconego w ekscytacji szczęścia. Młodość potrafi karmić się złudzeniami i poddaje się szybko wyczerpującemu zużyciu. Jest się przekonanym o wieczności ciała i wszystko jest podporządkowane temu iluzorycznemu przeświadczeniu. Zło uzewnętrznia się w miejscach pięknych i niespodziewanie obezwładnia. W pulsującym życiu miasta odkrywa uciechy które zagłuszą każde wewnętrzne poruszenie duszy, znieczulą to, co potrafi uchwycić przenikliwe spojrzenie Chrystusa. Mistrz w tej przejmującej rozmowie, nie karze młodzieńcowi narzucić sobie ubóstwa i poślubić „pani biedy.” Daje mu szansę spojrzenia z innej perspektywy – z pozycji kogoś kto jest wolny i pozbawiony jakichkolwiek zabezpieczeń. „Rządzi tu perspektywa serca, które rysuje to, czego nie ma, aby lepiej dostrzec to, co jest.” Nasz świat stał targowiskiem próżności, a człowiek w nim zakorzeniony marionetką zaślepioną tragiczną parodią posiadania i kolekcjonowania przyjemności. Pod powierzchnią bogactwa kryje się pułapka, zasysająca umysł i wolę, przepaść do której wpadasz i nie możesz już o własnych siłach się wydostać. Według św. Bazylego Wielkiego „grzech jest brzemieniem który ciągnie duszę do piekła.” Zachłanna rzeczywistość obrzydliwie bogatych ludzi z tabloidów, gdzie po pozorami maksymalnie konsumowanych przyjemności, kryje się piekło samotności, niezrozumienia i balansowanie na krawędzie życia i śmierci. Luksus, największa pułapka naszej zagmatwanej egzystencji. W oparach adrenaliny stymulowanej alkoholem, narkotykami i seksem, można spłynąć do rynsztoku. „Życie zwrócone ku pieniądzom jest śmiercią”(A. Camus). Można się w tym zagubić i zatracić, ześwinić jak inny młodzieniec z przypowieści o marnotrawnym synu. Wbrew logice zachłanności, bankrutując można zyskać więcej. „Na wszystko, co jest na świecie, patrz jak na znikający cień i do niczego się nie przywiązuj, niczego nie uważaj za wielkie i w niczym nie pokładaj nadziei”- pouczał św. Jan z Kronsztadzki. Człowiek wywodzący się ze środowiska posiadaczy marzy o czymś więcej. Pomimo posiadania tak wiele, odczuwa niedosyt i rozczarowanie sobą. Pyta się swojego serca, miota się wewnętrznie i szuka natychmiastowego remedium na ten stan rzeczy. Nikt za niego życia nie przeżyje. Ten kto jest zdolny do rezygnacji z czegoś, potrafi być przyjacielem Boga i „biednym bratem wszystkich.” Zaczyna rozumieć ból i łzy świata, kruchość i głód – bezdomność tych którzy urodzili się poza wystawnie umeblowanym życiem. W oczach odtrąconych i zmarginalizowanych jest blik Raju. Nie był wstanie zrozumieć i udźwignąć przynaglenia Chrystusa. Odszedł zasmucony. „Tylko ten jest prawdziwie samotny, kto obcy jest samemu sobie”(I. Brianczaninow). Odszedł zrezygnowany i smutny ! Rzeczywistość ludzka oszalała od pokusy posiadania i konsumowania. Niech mądrym przesłaniem będą dla nas słowa św. Augustyna: „Dobra tymczasowe satysfakcjonują jedynie tych, którzy nigdy nie zaznali nawet pragnienia dóbr wiecznych.”

środa, 19 sierpnia 2026

 

Święto Taboru. Przemienienie Pańskie. Misterium Światła. Góra Obecności. Cud Spotkania ! To tylko kilka pięknych określeń święta które prawosławie celebruje z wielką pieczołowitością i duchową świadomością, podrywającą chrześcijan ku przemienieniu które stanowi rdzeń jego mistyki. Szczyt góry Tabor – święte miejsce par excellence- gdzie oczy apostołów dotyka emanacja Boskiego Światła. Utkane świetlistością ciało Chrystusa pozostanie w pamięci uczniów, rozszerzając tym samym geografię biblijnej Palestyny o kolejne miejsce o wymiarze teofanicznym i trynitarnym. W takiej przestrzeni dokonuje się bezpośrednia łączność z sacrum i dialog z Tym, którego oczy starotestamentalnych proroków i patriarchów, nie mogły zobaczyć – a stawały w postawie świętego drżenia i pokory. Święty Grzegorz Palamas objaśnia to wydarzenie: „Chrystus nie przyjął wówczas na Siebie nic obcego, nie przybrał nowej postaci, ale po prostu objawił się swoim uczniom, kim jest.” Przemienienie to odsłonięcie się dla ludzkiej percepcji ukazanie się chwały Bożej Drugiej Osoby Trójcy Świętej. „Tym, którzy postępują w wierze jak Piotr, wstępują w nadziei jak Jakub i sięgają doskonałości w miłości jak Jan, Pan – który wstąpił na szczyt teologii – przemienia się. On to w objawieniu i w zjawieniu właściwym czystemu Słowu rozbłyskuje w ich obliczu niczym słońce i w pojęciach niewymownej mądrości staje się błyszczący niczym światło. W nich to widać Słowo, które stoi miedzy Prawem i proroctwem: z jednej strony prawodawca i mistrz, z drugiej zaś objawiciel głębi i ukrytych skarbów mądrości, które czasami przewiduje i zapowiada. Duch Święty zacienia ich niczym świetlany obłok, skąd dosięga ich głos mistycznej teologii, który wprowadza ich w misterium Boga Trójjedynego” – pisał Niceta Stetatos. Ojcowie Kościoła powiedzą, że Mistrz ukazał uczniom stan przebóstwienia, do którego wezwani są wszyscy ludzie. Na ikonie możemy dostrzec jak refleksy blasku emanującego z postaci Pana, przenikają również Mojżesza i Eliasza, szaty wirujących lub powalonych na ziemię apostołów, a nawet schodkowe stoki góry która rozczepia się na trzy części. Tam w przypływie impresji Piotr chce stawiać trzy namioty, bo co miał powiedzieć lub zrobić w tak poruszającym momencie łaski. Podmuch promieni przenika materię, czyniąc krajobraz na kształt wieczności w której Bóg „będzie wszystkim we wszystkich.” Kościół i świat staje się światłoczułym oraz podniesionym ku tajemnicy Królestwa Bożego. Symeon Nowy Teolog wyraża tę prawdę jeszcze inaczej: „Łaska Świętego Ducha spływająca jako światło umysłowe przybywa w ciszy i przynosi radość. Jest odbiciem światła wiekuistego, odblaskiem wiecznego piękna i czyni człowieka przyjacielem i synem Boga, a nawet Bogiem – na ile to możliwe dla człowieka. Umysł jednoczący się z Bóstwem staje się niczym światło; jest wtedy światłem i kontempluje światło, czyli Boga. Ogląda samego siebie w zjednoczonym z sobą świetle, trwając w trzeźwości na czuwaniu.” Apostołowie schodząc z góry, staną się innymi ludźmi; w tajemnicy serca niosącymi bliki światła i nadziei. My również jesteśmy uczestnikami tego daru i tajemnicy. W Boskiej Liturgii przyjmując Ciało Boga wołamy w odruchu uniesienia i wdzięczności: „Widzieliśmy światłość prawdziwą, przyjęliśmy Ducha z Niebios, znaleźliśmy wiarę prawdziwą, kłaniamy się niepodzielnej Trójcy, albowiem Ona nas zbawiła.”  

niedziela, 16 sierpnia 2026

 

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów.  Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: "Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam". Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: "Oddaj, coś winien!" (Mt 18,23-35).

Cały świat zatacza wokół ciaśniejsze kręgi. Na szyi zaciska się sznur bezradności i poddania. Czy nie takie uczucia towarzyszą tym, których dług rośnie, a odsetki pęcznieją- odbierając dech i wolę życia ? Żywioł ludzkiego dramatu, naznaczony desperacką decyzją. „Popełnił samobójstwo, ponieważ nie zdołał spłacić długów.” Takie lapidarne informacje pojawiają się w prasowych nekrologach, będących niczym przestroga dla zwlekających z płatnościami na czas. „Życie jest wychowawcą i potrafi zmuszać do posłuszeństwa okropnymi sposobami”- twierdził Mauriac. Wbrew tragizmowi uprzedniej myśli, wobec Boga również jesteśmy niewypłacalnymi dłużnikami, ale nie musimy popełniać samobójstwa ! On nie jest twórcą zła, nie pragnie dla nas cierpienia, ciężarów które nie jesteśmy wstanie unieść. Stąd anulowanie win i rehabilitacja. „Bóg pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni”(1 Tm 2,4). To główny wątek niedzielnej przypowieści. Brutalna prawda o bezradności i zbawieniu, które wytryskuje z miłosiernego serca Boga. To zdaje się odpowiedź na targające umysł pytanie Piotra o bliźniego i arytmetykę przebaczenia. Ile razy mam przebaczyć ? Komu przebaczyć ? Mistrz odpowiada radykalnie: przebacz siedemdziesiąt siedem razy, czyli zawsze, wszędzie i każdemu (bez względu na okoliczności). Przebaczenie, nie jest aktem wybiórczym, odzwierciedlającym nasze aktualne preferencje. Naprawianie świata rozpoczyna się od gestów dotykających dna portfela i przechodzących następnie do przepastnych krajobrazów wnętrza. Król darował słudze dług w wysokości dziesięciu tysięcy talentów. To suma kosmiczna, zwarzywszy na realia życia w ówczesnej Palestynie. Żaden dzisiejszy bank nie anulowałby takiej ilości pieniędzy, nie mówiąc już o majętnych, choć ciągle pomnażających trzos- indywidualnych biznesmenach. Bezmiar hipokryzji i strzępy szczęścia; rozkład ducha. Wbrew twórczemu humanizmowi, pieniądze muszą pracować, pomnażać się, zamieniać świat w korporację. Niszczyć słabych i budować potęgę gigantów bez sumień. Przebaczenie dla świata jest objawem słabości, nawet szaleństwa. Piekło dzisiejszego świata objawia się w postawie zawłaszczania wszystkiego dla siebie. Brutalnym współzawodnictwie, oślepieniu pod wpływem pieniądza i rozrastającej po jej wpływem władzy. Każdy żyje na własną rękę, ulepiony z iluzji i  poddany perwersji posiadania. Ludzie miasta stają się jakże często pasożytniczą częścią materii pieniądza. Taką postawę przyjmuje sługa, nie potrafiąc ustąpić i darować długu człowiekowi od stu denarów. Nie zdał sprawdzianu z człowieczeństwa i miłości. „Smutna filozofia, która nie chce zrozumieć, że wieczność jest niczym innym jak życiem sprawiedliwego, życiem- jak pisał Czaadajew- którego wzór zapisał nam Syn Człowieczy.” Zawiódł na każdej linii, ogarnięty chciwością i zgubną kalkulacją, stał się istotą z piętnem bankructwa. Kiedy będą domykać wieko jego trumny, usłyszą żałosne brzmienie monet wysypujących się z kieszeni i nogawek. Zamknął tym samym sobie drogę do prawdziwej wolności dziecka Bożego. „Kiedy Bóg zaczyna liczyć nasze długi, to liczby są ogromne, gigantyczne, a ich ostateczną sumą jest śmierć”(A. Maillot). Cud tworzy wołanie o miłosierdzie, a każda sekunda zawahania, odbiera przebaczeniu i miłości siłę przeobrażenia świata w Królestwo Niebieskie. Nie pozwólmy zamknąć się w czasach odbierających oddech współczuciu i wyrównaniu szans dla słabych oraz przygniecionych ciężarem grzechów- ogołacaniu piekła z jego siły !

wtorek, 11 sierpnia 2026

 

Spacerowałem wczoraj nad brzegiem morza. Lekko pochmurna pogoda sprzyjała intymności na plaży którą normalnie przykrywa kołdra wygrzewających się w słońcu ciał. Było spokojnie, a natura mówiła językiem szeptów i muśnięć. Usiadłem na drewnianym falochronie i wpatrywałem się w horyzont bezkresu, odpoczywając od spraw i myśli które na co dzień uwierają i męczą. Już mnie nie unosi czas, ale chwila której pozwalam trwać. „Istnieć oznacza świadomie żyć tragiczną antynomią siebie w sobie i świata wokół ciebie”(Ch. Yannaras). Czasami trzeba się oddalić od miejsc w których nie da się żyć. Gdzie umysł przygniata nieznośność egzystencji, podszytej koniecznością zrobienia czegoś na czas. „Gdyż o to właśnie idzie, o chwilę wytchnienia, tego właśnie szuka człowiek w wytęsknionej dali, w spokoju po niewypowiedzianie przytłaczjącym, bolesnym i szalonym niepokoju, który go ogarnia, gdy pomyśli o swojej sytuacji – pisał w książce A świat trwa Krasznahorkai. Pomimo licznych moich powrotów i oddaleń od malarstwa, to nigdy nie przedstawiłem w obrazie pejzażu morskiego. Mój ojciec kochał morze i góry, jego sztuka była rozpięta pomiędzy tymi obłaskawiającymi oczy żywiołami natury. Mógł godzinami leżeć ma ziemi, delektując się powabami miejsc które napełniały go sensem i szczęściem. W pokoju gościnnym znajduje się duży obraz z wizerunkiem mojej mamy na piaszczystej plaży, której to sztafażem są rozwieszone sieci rybackie i turkusowy blask rozbijających się o brzeg fal. Oczy poszukujące ekstazy w przestrzeni, gdzie taniec wody i szczyt góry – przestają być punktami orientacyjnymi, a stają się doznaniem czegoś zupełnie duchowego. „Poczuć w powiewie wiatru westchnienie błękitu”- jak to w jednym z poematów oddał Viktor Hugo. Można malować nie tylko pędzlem, lecz również słowami nagłe impresje i pozostawić je w pamięci na całe życie. Czyż świat nie jest wielką galerią sztuki w której buzują pierwociny piękna, ponętnie obezwładniając zmysły ? W zwierciadle natury można rozszyfrować najbardziej skomplikowane sekrety wnętrza i uśmierzyć ból niepowodzeń. Ten moment onieśmiela świeżością i pozwala na kolejny wybór. Odwaga życia !

niedziela, 9 sierpnia 2026

 

Przyprowadźcie Mi go tutaj!» Jezus rozkazał mu surowo, i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie (Mt 17, 17-18).

Jakże trudno w zgiełku ekscentrycznego świata i psychologicznym racjonalizacjom rozmaitych zjawisk, przebić się z prawdą o duchowych zniewoleniach które mają bezpośredni wpływ na zdrowie i życie człowieka. „Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę”(Kol 2,8). Wielu ludzi wypiera prawdę o istnieniu rzeczywistości demonicznej, mającej realny wpływ na życie najbliższego im otoczenia. Egzorcyzmy kojarzą się ze średniowiecznymi zabobonami którymi kościół się posługiwał, aby utrzymywać ludzi w strachu, dyscyplinie i karności przed popełnianiem zła. Tak zbudowana opinia przyczyniła się do porzucenia terapeutycznych rytów, na rzecz poszukiwania innych, alternatywnych i niekiedy wadliwych dróg uzdrowienia. „Ten świat- mówił św. Izaak Syryjczyk- nie jest światem Bożym, lecz złudzeniem ludzi, i powszechnie obejmuje oraz wyraża różne popędy, które nazywają się namiętnościami.” Za tymi pęknięciami, stoją ciche podszepty tego, o którym się mówi, iż nie istnieje. „Gdyby oni mogli wszyscy zobaczyć siebie takimi, jakimi naprawdę są”- rozmyślał o utraconym pięknie w człowieku Merton. Cywilizacja w której ludzie przestają się modlić, staje się łatwą przestrzenią do zamieszkania dla obecności wypartej, wyśmianej, przerysowanej na sposób satyryczny. Ateizm wraz z obojętnością na sprawy religii i proklamacją śmierci Boga, zignorował te inferalne przestrzenie i przysłonił je wydumanymi wyjaśnieniami pseudonaukowymi. „Zło klei się do bytu jak pasożyt, wysysa go i pożera”- pisał P. Evdokimov. Chrystus w Ewangelii wiele razy konfrontował się ze złym duchem i wychodził naprzeciw cierpienia tych, których najbliżsi w swojej bezradności do Niego przyprowadzali. Zatrzymuje się na kamienistej drodze Galilei, spogląda w oczy, wyciąga dłoń i stwarza na nowo. Otwiera byt na tajemnicę miłości ! W każdym z tych ubezwłasnowolnionych istnieje zatarty wizerunek- ikona Boga. „Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”(łk 19,10). Miłość ta jest wielką mocą Królestwa Niebieskiego. Egzorcyzmował nie tylko samych opętanych, ale uzdrawiał świadomość tych, którzy z powątpiewaniem przyglądali się obrzędom uwolnienia. W Chrystusie Bóg wychodzi do swojego kruchego stworzenia. Podnosi go, dotyka, uzdrawia z niewoli i przywraca na powrót harmonię. W powieści Biedaczyna z Asyżu Kazantzakis wkłada w usta św. Franciszka jakże głęboko wyrażoną nadzieję: „Bóg trzyma w ręku gąbkę, którą zmazuje winy. Nie miecz, ani wagę…Gąbkę ! Gdyby mi przyszło malować obraz Pana, przedstawiłbym Go z gąbką w ręku. Wszystkie grzechy będą zmazane, bracie Leonie, wszyscy grzesznicy będą zbawieni.” Mam przed oczami obraz prawosławnego kapłana wchodzącego do meczetu z krzyżem i uzdrawiającego człowieka nad którym muezini nie mieli władzy i byli zatrwożeni zaistniałą sytuacją. Imię Chrystusa miało tak potężną moc, iż pokonało przeciwnika ! „Modlitwa Jezusowa” staje się doskonałym i najprostszym do wyartykułowania ustami egzorcyzmem. Wzywanie imienia Jezus, jest metodą do przemieniania świata; otwierania go na dar miłosierdzia. Promieniuje ono zbawczą siłą i sprasza obecność Tego, na którego słowo świat przebudza się w milczącym zmartwychwstaniu. Dlatego Pan powiedział starcowi Sylwanowi: „Umieść twego ducha w piekle i nie trać nadziei.”

czwartek, 6 sierpnia 2026

 

Człowiek poszukuje cienia i wody, aby się ochłodzić w spiekocie dnia. Europę przetrąciła fala upałów i pożarów które trawią wszystko, co napotkają na swojej drodze. Człowiek pomimo umiejętności i technicznych innowacji jest jakże odrętwiały, zaskakiwany przez kaprysy i żywioł natury. Czekamy na krople deszczu, niczym pustynia otwierająca swe martwe pory ze zwałów piasku. Być może to trudne i momentami dramatyczne doświadczenie jest potrzebne, abyśmy nie popadli w pokusę panowania i kontrolowania świata, podłóg własnego widzimisię. Jakże często redukujemy i profanujemy wszystko wedle naszych krótkowzrocznych potrzeb, obsesyjnie i świętokradczo próbując zająć miejsce Stwórcy. Jakże często wypieramy ze świadomości prawdę, że „Bóg śpi w skale, śni w roślinie, porusza się w zwierzęciu i budzi się w człowieku”(Ibn’Arabi). Tętno życia Przedwiecznego – puls nieskończoności w materii – przenikniętej podmuchem i światłem Obecności ! „Dla człowieka religijnego natura nigdy nie jest tylko naturalna, zawsze przepełnia ją znaczenie religijne”- pisał M. Eliade. Mistycy potrafili wypytywać stworzenie jak należy wielbić Boga. Czytali alfabet istnienia i mądrość w Istniejącym, którego niewidzialne dłonie zasiewają kolejne ziarno, wychylają kłos ku słońcu, pozwalają ptakom rozsiadłym w koronie drzewa śpiewać swoje arie, czy co najpiękniejsze – tkają dzieci w łonach matek. Zapach kwiatów to kwintesencja utraconego raju. „Człowieku, wszystko odczuwa miłość do ciebie… Wszystko wyrywa się do ciebie, aby podążyć aż do Boga”- rozmyślał Angelus Silesius. Odkryć w sobie sekret poety ze zdumieniem przecierającego oczy, widzącego dalej i głębiej. To natura wyrywa nas z fatum zmęczenia, pospiechu i egotycznego stanu zasklepienia w sobie. Ta powierzchowność podsycana małostkami, zostaje dotknięta zdumieniem quasi mistycznym. Życie to poetycki stan, wymagający rozczytania i namysłu. „Ile oceanów światła drży niezauważalnie na całym świecie”(H. Michaux). Spektakl ucieleśnionego piękna, będącego już symbolem czego zgoła większego, przekraczającego władzę zmysłów i wymagającego poruszenia duszy. Jakże cudowna jest zdolność wyglądania kolejnego świtu, odpowiadania o swoich marzeniach, picia wody ze studni tak intensywnie jakby miały stać się liturgią. Wszystko wokół jest arcydziełem opierającym się temporalności i uwikłaniu w powinnościach nic nieznaczących wobec ogromu zstępującego nagle zadziwienia. Cud chwili, unieruchomiony przez drganie wieczności, odsłania pierwotną harmonię rzeczy i zarys rzeczywistości przebóstwionej. Japoński artysta nigdy nie przedstawia świata jako skończonego kosmosu, wszystko jest delikatną i miękko rozedrganą linią, jakże odmiennym ujęciem od tego, które oddaje dłoń człowieka zachodu. Kreska tuszu – znak – staje się czymś na kształt ikony. A ikonę czyta się wzrokiem przemienionym modlitwą !