Początek września jest
zawsze pełen obaw. Światło miesiąca w którym dogasa lato. Nadmiar wspomnień
wieńczących beztroskę rozleniwionego w czasie urlopu. Naprzeciw tego
szturmujące głowę myśli. Jak być mądrym w niemądrym świecie ? Jak widzieć będąc
otoczonym ślepcami ? Jak słyszeć kiedy wszystko zdaje się być jazgotem,
kakofonią, słowotokiem fraz rzucanych na wiatr ? W jaki sposób dokonać uników
tam, gdzie pojawiają się chropowate słowa, marudne sformułowane pytania,
fałszywo brzmiące dźwięki, czy trącące jakimś rodzajem zawiści spojrzenia ?
Czas pochłania wszystko, trawiąc powoli i dyskretnie ludzkie sprawy którymi tak
od niechcenia – ale z konieczności się obrasta w tłuszcz. Starłem kurz na półkach
mojej opasłej biblioteczki. Przetarłem szybę okna z szacunku do brata słońce,
który nie przysyła rachunku za energię. W końcu jak sądził Hugo: „Nauczyciel
jest ogrodnikiem ludzkiej inteligencji.” Powinien dbać o swoje atelier i
narzędzia którymi będzie się posługiwał. Książki są jak najlepsi przyjaciele o
których się przypomina w momencie amnezji i intelektualnego bezdroża. Wierne i
uszeregowane alfabetycznie i tematycznie. Alchemia słowa i magia budowania za
ich pomocą cudownych miejsc które można dzięki wysiłkowi wyobraźni odwiedzić. Książki
w twardej lub miękkiej obwolucie, ze złotą bordiurą, pożółkłe i ugryzione zębem
przeszłości. Pozwalają przetrwać nawałnice zapracowania i znudzenia w deszczowe
dni. Jednak zwleka się na mnie, moment tęsknoty za moimi uczniami. To jest inna
forma kontaktu, której pasmem transmisyjnym jest świeżość młodych umysłów,
czekających na wybudzenie, ów prometejski i wykradziony wprost z tygla wiedzy
żar. Pozwolić mu wybuchnąć jak gejzerowi. Młodość charakteryzuje się
ciekawością, tak jak starość pewnością i doświadczeniem przemijania. To
przepoczwarzenie larw w piękne motyle, oblepione brokatem kwiatowych pyłków. Prawdziwych
mistrzów rozpoznaje się po takim rodzaju tęsknoty. Skoro mam siłę wstać z łóżka
i wykonać kilka fizycznych wygibasów, to jeszcze mogę coś wywalczyć w
przestrzeni wiedzy, którą można porównać do walki Tezeusza z Minotaurem lub
mocowania biblijnego Jakuba z Aniołem. „Granice mego języka oznaczają granice
mego świata”- twierdził Wittgenstein. Czasami przesuwam te granice lub otwieram
ich bramy tak szeroko, aby młodzi mogli tam zajrzeć i przekonać się, iż
istnieje inna rzeczywistość – którą jakże nachalnie przesłania ekran telefonu
komórkowego, tabletu i Bóg wie jeszcze czego... Przestrzeń ciekawości i
dyskursu, powabów pędzących ku lekturze szeleszczących książek, czy poskramianych wzrokiem dzieł
sztuki z którymi można się zaprzyjaźnić, czy poczynić milczący dialog. Myślenie
samodzielne i postrzeganie, gra zmysłów na których opiera się sztuka wychowania
człowieka dojrzałego i przysposobionego w chwytaniu idei. Mądrość demaskuje
głupotę. Drogą wyboistą do niej jest lekko przeterminowana edukacja ! Szkoła – archaiczna instytucja - służy nie tyle wychowaniu człowieka
spolegliwego i przewidywalnego w swoim etosie rozlicznych kombinacji przyzwoitego
zachowania, lecz kogoś kto szuka pytając, a nie mogąc znaleźć odpowiedzi z
odwagą śmiałka, forsuje w impecie zaryglowane drzwi poznania. Ewangelicznie szukać
aż się znajdzie i nie ustawać w powziętych zamiarach ! „Nie uczy się ludzi, jak
być ludźmi, a uczy się ich wszystkiego innego; im zaś nigdy tyle nie zależy na
reszcie, co na tym, aby być ludźmi”- wyzna mądry Pascal. Szkoła to nie
targowisko próżności i czerwony pasek na świstku papieru, to wydobywanie
człowieka z głębi jego ograniczeń, leków i niedowierzań w żywioł własnych
możliwości i zasobności intelektu który bywa zakotwiczony w bierności lub letargu. Rzeczywistość
odczuwalna i upajająca tak mocno, iż umysł wariuje na podobieństwo szlachetnego
odkrywcy nowego lądu. „Świat rozumiem tylko wtedy, gdy patrząc na cud jego
istnienia, odczuwam drżenie”(B. Hamvas). Nie trzeba dokonać wielkich rzeczy.
Wystarczy usiąść na skraju drogi lub wzgórza i chłonąć wiedzę z tej wielkiej
biblioteki życia.






