Nigdy nie czułem się tak
bezradnym jak teraz kiedy widzę jak moja mama gaśnie. Jest jak świeca która się
ledwie tli, przykryta korcem zrezygnowania i pogodzenia z tym, co nieuniknione.
Ikona bólu ! Starość obarczona chorobami jest jakimś trudnym do pojęcia
ościeniem człowieczeństwa. Ostatnią i najbardziej wymagającą próbą wiary.
Egzamin z cierpienia które odziera ze wszystkiego i czyni z osoby na powrót
dzieckiem, wydanym w ręce innych – a być może za chwilę tych - co myją
papierowe ciała zmarłych. Nie sposób tego zrozumieć, a jeszcze trudniej opisać
słowami. Ciężki oddech, gasnące oczy, mowa która staje się mozolną i już ciężką
do zrozumienia komunikacją z najbliższymi. Ból przeszywający ciało w każdym
centymetrze i jego odczuwalność tak intensywna przy każdym, nawet
najdrobniejszym ruchu. Zapach szpitalnej sali i towarzystwo współcierpiących
paraliżuje, tych zdrowych, asystujących przy łóżku chorej. Być zamkniętym w
bezładności materii na podobieństwo kokonu z którego nie można się już uwolnić
i złapać tchu. Patrzysz na to i sam to współodczuwasz, zraszając łzami niemoc
uczynienia czegokolwiek – odwrócenia feralnego stanu rzeczy. Medycyna staje się
doraźnym uśmierzeniem bólu; farmakologicznym znieczuleniem i ogłupieniem. Można
przeżyć osiemdziesiąt lat i nie być dostatecznie przygotowanym na takie
doświadczenia. To, co okazuje się niezniszczalne to miłość, wyrażona w mętnym
ale pełnym czułości spojrzeniu matki. Zawsze wydawało mi się, że nie ma takich
lęków które sparaliżują mój umysł i duszę. Nie lękam się bliskości śmierci, ale
odczuwam jakiś rodzaj przerażenia przed osieroceniem. Spotykam nieustannie
Żyjącego w modlitwie, a jednak boję się straty matki i odcięcia duchowej
pępowiny która w przekazaniu daru życia splotła nasze losy. „Jak trzeba by było
żyć, aby umierać bez żalu”- pyta jeden z bohaterów Sołżenicyna. Pocieszają mnie
przed laty zanotowane słowa Bierdiajewa: „Tylko ten, kto dojrzał w poniżonym i
pokonanym, w postaci sługi, w ukrzyżowanym – Króla i Boga, ten włącza się w
tajemnicę zbawienia. Ale w tym celu niezbędne jest wyzwolenie się od wyłącznej
władzy tego świata, z hipotezy panujących w nim śmiercionośnych sił.” Kiedy już
nie można uczynić pozostaje jedynie siła modlitwy. Mnogość szeptających ust, uwielbieniem Obecności w wydarzeniu przejścia.






