Spędziłem wraz z młodzieżą
dziesięć dni w Italii. Trudno w kilku skondensowanych zdaniach oddać uczucia i
nasycenie sztuką, które wzbierało i zarazem przygniatało mój umysł i duszę.
Gdybym wędrował samotnie to poderwałbym pióro i rozszerzył horyzont do śledzenia niuansów które dostrzegali zafascynowani tym obszarem podróżnicy i literaci. Malowałbym
pejzaż wraz z twarzami napotkanych ludzi i kulturą którą obrastały włoskie
miasteczka – zapalczywie strzegąc swojej autonomii i pielęgnowanej z pokolenia
na pokolenie tradycji. „Włochy nadal są przy mnie”- cytując klasyka i przywołując
tym samym urokliwe wspomnienia z miejsc w których dane mi było się zatrzymać na
chwilę. Dla człowieka od lat trawiącego sztukę, to kolejne zbliżenie na pozór
bliskie miłości której intensywność oszałamia, a później pozostawia na długie
chwile samemu; drżącemu naprzeciw napierających muśnięć piękna. Czuję w ustach
smak wina i wyrafinowanej kuchni której delektacja zapewne sięga starożytności
i bóstw, którym nie obce były uciechy cielesne i wprost misteryjne uniesienia. „Ów
most miedzy pierwszym a ostatnim dniem życia człowiek może przejść tylko w
ekstazie. A tę ekstazę przynosi wino”- twierdził Hamvas. Gdy wkraczamy w tak
napęczniałą od materialnych wytworów historię, może pozostać jedynie pragnienie
kolejnego powrotu. Cudowność życia odciśnięta w starożytnych ruinach Rzymu,
chrześcijańskiej cywilizacji ukształtowanej na Ewangelii i męczeńskiej śmierci
pierwszych wyznawców Chrystusa. Tak zawiłe ślady uwiecznione są skomplikowanych
żywotach artystów, dających się ponieść wirtuozerii, przecież nie wolnej od
zapomnienia o sobie. Po raz pierwszy byłem w Ravennie i nie rozczarowała mnie
swoimi skarbami. Choć przez wiele lat tropiłem ślady bizantyjskiego malarstwa,
to tym razem mogłem poczuć jego siłę namacalnie – wzrokiem rejestrując obłaskawiające
kolorami panele bazylik i baptysteriów. Teraz rozumiem artystów końca XIX i XX
wieku którzy tam kierowali swoje kroki, szukając barw tak czystych i
wyrazistych, że źrenicę oka wypełniały łzy radości a powonienie zapach kwiatów. Mauzoleum Galii Placydii „Z
niebem lśniącym gwiazdami i niebiesko-złotymi dekoracjami otoczonymi
geometrycznymi wzorami trompe-l'oeil w jasnych kolorach, girlandami kwiatów i
koszami wypełnionymi owocami, do dziś pozostaje jednym z najbardziej
olśniewających ostatnich domów, jakie kiedykolwiek zbudowano. Kto odmówiłby
spoczynku pod takim widokiem gwiazd, gołębi, jeleni i winorośli, w towarzystwie
Dobrego Pasterza, autorów Ewangelii i św. Wawrzyńca”- pyta Judith Herrin. W tym
mieście (niegdyś przyczółku bizantyjskiej cywilizacji Justyniana i Teodory)
również odnalazłem grób Dantego, modląc się żarliwie i mając zarazem z tyłu
głowy cytat mistrza włoskiej literatury, mówiący o „Miłości, która porusza
słońce i gwiazdy” - takie bowiem dostrzegłem dzień wcześniej na weneckim
sklepieniu bazyliki św. Marka. Po tych malarskich horyzontach wieczności, przychylam
się do myśli Georgesa Mathieu: „Filozof panował nad starożytnym. Naukowiec tymczasowo
rządzi światem. Wszystko wskazuje na to, że to artysta będzie panował nad
światem jutra.”

.jpg)




