W świecie którym przyszło
nam żyć jest tak wiele zmiennych sytuacji i wydarzeń, iż trudno prorokować o
kształcie następnego dnia. „Po co iść tropem tego, co już się skończyło”- pyta
w Mistrzu i Małgorzacie Bułhakow.
Rzeczywistość rozpięta na osi dwóch imperializmów i dwóch podstarzałych,
labilnych przywódców z zapalnikiem nuklearnym w dłoni, nie wróży nic dobrego –
stając się źródłem dojmującego niepokoju. „Nieograniczona władza w ręku
ograniczonych ludzi prowadzi do wybuchu okrucieństwa”(A. Sołżenicyn). Zimna
wojna tak naprawdę się nigdy nie zakończyła, przybierając różnej maści
mistyfikacje i znieczulenia, odwracając uwagę patrzących od sedna narastających
i ukrytych pod powierzchnią problemów. Ambicja wymieszana z szaleństwem o rząd
nad światem i eksploracje jego dóbr w sposób nieograniczony jest tym rodzajem
szaleństwa które leczy się doraźnie i ryzykowanie. Zawsze znajdzie wariat który
w imię rozhuśtanego ego, będzie chciał strawić świat w płomieniach, uprzedzając
tym samym najbardziej mroczny – quasi apokaliptyczny scenariusz końca. Civitas diaboli utkane z pozorów i
bezszelestnie wypluwające z siebie okruchy dobra. Choć z pozoru żyje się i
oddycha spokojnie, to z tyłu głowy kłębią się myśli o kształt jutra, konstruowanego
słowami i poczynaniami polityków, których działania jakże często nie skupiają
się na dobru ludzkości lecz wymiernym interesom uprzywilejowanej jednostki lub grupy
zaciskającej pętlę władzy i przywilejów, modelującej rzeczywistość podłóg
własnego widzimisię. Trzeba być naiwnym wierząc młócącym o pokoju ustom którzy
napierając na szkło kamery próbują wypaść lepiej i utrzymać korzystną dla
siebie pozycję politycznego poparcia. Pogarda dla ludzkich problemów,
nieszczęść, życiowych dramatów jest tak dostrzegalna, że człowiek się
wewnętrznie kotłuje i krzyczy, choć ma przeświadczenie że nikt tego nie
usłyszy. Im bardziej woła się o pokój, tym silniej trzeba się zbroić – błędne
koło – pozycjonujące człowieka w stanie napięcia i cieniu zbliżającej się katastrofy.
Powyżej umieściłem poruszającą pracę niemieckiej artystki Käthe Kollwitz pod
znamiennym tytułem Nasion nie należy
mielić. To praca nad wyraz antywojenna i ciągle aktualna, próbując uchronić
młode pokolenie przed absurdem i okropnościami wojny. Zapora macierzyńskiej
miłości przed złem, które odbiera resztki człowieczeństwa; tragiczne fatum
wojny, wyszarpuje i przerywa szczęście dzieciństwa. Przecięta pępowina,
rozdarty płaszcz matczynej opieki, wydarcie z domu i gwałt na rodzicielskiej i
synowskiej miłości. Odbieranie życia innym i zarazem wola przetrwania w chaosie
śmierci jest doświadczeniem na wskroś piekielnym i silnie stygmatyzującym historię
każdej jednostki. Po tym już nic pozostaje takie jakie było. Wszystko wokół
staje się inne, skarłowaciałe i moralnie upośledzone. Zbombardowane miasta,
przerwane życia, zmasakrowane ciała wydane w ręce obcych i zbiorowych dołów. Bydlęce
wagony, duszący fetor fekaliów i swędzącego ciało brudu, głód, kradzieże, to
jedynie sekwencja kadrów powracających raz jeszcze, kiedy wystrzeli się
pierwszą kulę z karabinu, czy naruszy spokój i intymność czyjegoś domu. Zawłaszczenie
terytorium i człowieka, rozpoczyna się od wyniesienia telewizora i
mikrofalówki, czy zdjęcia obrazu ze ściany. Kto rzetelnie na Ukrainie policzył
straty: zamordowanych cywili, zgwałconych kobiet, okaleczonych i wywiezionych
gdzieś tam na obcą ziemię dzieci, starców wywleczonych na pola i pozostawionych
sobie ? Tchórzostwem jest rozprawianie o pieniądzach włożonych w wojnę, kiedy
przestało się wspominać i opłakiwać umarłych, prześladowanych – których życie
zdeptano natychmiast bez zbędnych formalności i tłumaczeń. Pieniądze których
jest ciągle niewystarczająco, wchłaniają się w kieszenie nadętych i
skorumpowanych oligarchów, które uszczuplone, finalnie wychodzą jako ochłapy
dobroci, rzucone zrozpaczonym i bezsilnym ofiarom konfliktu. Nie akceptuję tego
stanu rzeczy i bulwersuję się na takie widmo niesprawiedliwości. Zgadzam się z
Tarkowskim, że „koniec cywilizacji może nastąpić, zanim spadnie pierwsza bomba
atomowa. Stanie się to z chwilą, kiedy umrze ostatni człowiek, który wierzy w
Boga: bez wiary w nieśmiertelność duszy – to już koniec, śmierć, cywilizacja
zwierząt.” Myślę, że Rosja może zakończyć tę wojnę, ponieważ ma ogromne siły
duchowe – sumienie - którego nie potrafi zrozumieć egoistyczny i skupiony na
sobie świat zachodu. To jakieś trudne do pojęcia starcie cywilizacji na
peryferiach których działają wrogie siły, podsycające militarny klincz i ciągle
rozdrapujące zabliźniające się rany. „Możemy zrozumieć się nawzajem – pisał
Hesse – lecz wyjaśnić samego siebie każdy może tylko sam.” Trzeba uważnie
wsłuchać się w głos dwóch stron i z właściwym ciężarem odpowiedzialności
poszukać drogi wyjścia z tego impasu. Pragnienie pokoju zawsze przechodzi przez
granicę serca człowieka. Prawosławie budząc sumienia, ciągle przypomina, iż
kochać bliźniego w jego grzechu to najtrudniejsza sprawa !






