W naszym obecnym świecie
wszystko jest odwrócone do góry nogami. Zło posępnie ubiera się w szaty dobra. Brzydota
przywdziewa szaty piękna. Niesprawiedliwość operuje elokwentnie frazesami
prawnej poprawności i rzekomej sprawiedliwości, rozpisywanej zakulisowo i
strategicznie; takiej która ogłupia, a nie porządkuje świat prawa i
przyzwoitości. Długoterminowa wojna to biznes dla zapasionych polityków pomnażających
zasobność kont w rajach podatkowych, a pokój to marzenie malutkich i
bezbronnych których zgniata każdego dnia machina cierpienia i śmierci. Choć
polityka wielu z nas mierzi, to i tak dajemy wiarę demagogom, mistyfikatorom,
sprzedajnym kłamcom i propagandzistom próbującym urządzić wszystko podłóg europejskiego
porządku, coś na kształt „czerwonego kraju rad” – w którym chleba ma starczyć
dla wszystkich- choć wywołuje on czerstwość duszy. Wszystko jest na opak. Miłość
jest pomylona z żądzą, a jej wewnętrzna siła do zespalania, komunii i ofiary,
została zgrabnie zastąpiona potrzebą konsumpcji i indywidualnego zadowolenia. Konfiguracji
miłości i płci jest tyle, że nie wystarczy w piekle apartamentów, aby pomieścić
ten ogród ziemskich rozkoszy. „Nic nie rozumiemy z cywilizacji współczesnej –
pisał odlegle i zarazem aktualnie Bernanos – jeżeli z góry nie założymy, że
jest ona powszechnym sprzysiężeniem przeciw wszelkiego rodzaju życiu
wewnętrznemu.” Poruszamy się w rzeczywistości fantomów piękna, pozornej długowieczności,
sfabrykowanych recept na udane życie i natychmiastowych podpowiedzi – płynących
wprost z telefonu zlepionego z naszą dłonią. Jak się rozwiąże owa „dramatyczna
walka z produktami własnego geniuszu” (G. Friedmann). Brodzenie we mgle stało
się domeną płytkich, przekonanych o swojej boskiej samoświadomości istot i
wykarmionych głupotą narcyzów, toczonych przez pychę zasklepienia w świecie
rzeczy. Przestaliśmy należeć do Boga i mądrości której przebłyski możemy jeszcze
dostrzec w przyrodzie, opierającej się destrukcji którą niosą synowie rajskiego
Adama, nie porzucając owocu pragnienia bycia jak Stwórca. Wobec tych usterek
ducha, potrzeba nam dzisiaj geniuszów wiary. Takich jak starzec Zosima z powieści
Dostojewskiego, kiedy padł na kolana przed pięknym młodzieńcem Dymitrem
Karamazowem, przed głębią jego cierpienia i pustką wolności, wskazując iż tylko Chrystus może być
lekarstwem na choroby tego świata. Ta lekcja człowieczeństwa jest ciągle do odrobienia.
Przebudzenie sumień tam, gdzie jest deficyt dobra i nadziei. W jednej części
świata pociski rozszarpują na kawałki dzieci, a po drugiej stronie kurorty i
plaże na których wylegują się turyści korzystający z wakacji all inclusive. Duchowość
to słowo klucz, brzmiące przyjaźnie i przenikające stopniowo przez gwar,
spiekotę i ludzką pustkę samotności. „Temu, kto czeka, wszystko się objawi, o
ile ma odwagę nie zaprzeczać w ciemności temu, co widział w świetle”- pisał
poeta Patmore. Posługując się słowami świętego Makarego „strzeżmy ścian”
naszego wnętrza i tego, co jest na zewnątrz. Strzeżmy przestrzeni w której
przebywamy, odpoczywamy i pracujemy. Pilnujmy oczu i serca, a kiedy wszystko
jest w nas zmęczone i skłonne do narzekania, spójrzmy na ikonę Chrystusa i
syćmy się światłem które emanuje z Jego Oblicza, bowiem tam jest Królestwo
wnętrza !






