Przez otwarte okno
obserwuję ptaki rywalizujące miedzy sobą o kawałek chleba rozrzuconego na
parapecie. Nawet w świecie natury jest wyścig i walka o wyszarpywanie sobie jak
najwięcej, przy użyciu sprytu i siły. Ale to widowisko konkurowania jest
łagodniejsze, niż w świecie ludzkiego mocowania o cokolwiek, stymulowanego siłą
okrutnej inteligencji i cynicznego wyrachowania. Zbyt wiele mocowania i
szarpaniny w świecie kurczącym się do granic możliwości. Tylko na upływ czasu
nie mamy wpływu, jego bieg zmienia więcej niż się może wydawać. „Przyszłość nie
jest taka jak kiedyś”- pisał Paul Valery. Przyszłość nastręcza fałszywie
brzmiącą nutę niepokoju, pomimo przywdziewanych masek optymizmu. Wedle prawideł
rzeczywistości historycznej, klasyfikuję siebie jako bankruta, ponieważ obca
jest mi filozofia perswazji, cwaniactwa, czy chęci kontrolowania wszystkiego
wokół siebie. Coraz częściej marzę i śnię, wybierając tę drugi i jeszcze ukryty
za zasłoną niepoznania pejzaż. Niewidzialny świat bardziej mnie uwodzi, niż
chęć zatrzymania się na pragnieniach moich oczu, dotykalności i zbieractwa
rzeczy – będących próżnym substytutem szczęścia które powinno emanować z
wnętrza. In illo tempore jest
wyjściem poza; wyprowadzką poza czas i wkroczeniem w wieczność. Nie jest to próba
ucieczki, lecz przekroczenie i przejście w kategoriach już dokonującej się
eschatologii. Nasz świat jest naznaczony obecnością ludzi płytkich,
bezrefleksyjnych, których ikonografia tatuaży na ciele mówi aż nazbyt wiele o ich
zasobności rozumu i jałowości wnętrza. „Idiota, który wątpi, jest mniej
niebezpieczny niż imbecyl, który wie. Wszyscy się mylą, zarówno geniusz, jak
umysłowo niedorozwinięty, i to nie błąd jest niebezpieczny, lecz fanatyzm
kogoś, kto sądzi, że jest nieomylny”- czytam u E.E. Schmitta. Wybieram zatem samotność,
ponieważ w niej znajduję pocieszenie i duchową strawę. Cisza samotności jest
antidotum na okultystyczną płytkość powszechnego ogłupienia i zabobonną wiarę w
siłę pieniądza. Żyć głębszymi warstwami swojej osoby, to profesja nielicznych
wrażliwców – skazanych jakże często na ostracyzm i pogardę. Miał rację Mounier
mówiąc, że „nie można dać ludziom wolności z zewnątrz wraz z życiowymi
ułatwieniami czy konstytucjami: zasną w swych wolnościach i obudzą się jako
niewolnicy.” Czas zamieszania w różnych przestrzeniach życia, wymaga czujności
i hartu ducha, aby władać samym sobą tam, gdzie wydaje się już kres wszystkiego
a nawet odczucie rozpaczy. „Człowiek duchowy, patrząc na realne słońce, wie
jednak, że istnieje inne słońce, to, które oświeca człowieka wewnętrznego,
rozświetla jego glebę. Również ono ma swoją energię i blask. Nasyca światłem
spojrzenie człowieka duchowego i przemienia w ciało uwielbione”(M. Davy).
Potrafi zrozumieć to jedynie ten, który wychodzi naprzeciw Obecności i jest Jej
świadkiem, stając się duchowym w każdym włóknie własnego ciała i materialnym w
tym, co utkane jest z powiewu Ducha. „Płaczę i łkam kiedy pomyślę o śmierci”-
ale wiem, że wszystko jest poddane sile Zmartwychwstania. Obraz gołębi pijących
ze źródła na wczesnochrześcijańskich mozaikach, to najbardziej wymowna teologia nadziei.






