czwartek, 24 września 2026

 

Czasami kroki czasu się zatrzymują i wtedy zapada cisza, czasem straszna… Każdy dzień to pewnego rodzaju gra miedzy beztroską a niepokojem wobec nieprzewidzianych kaprysów jutra. „Nie chodzi o to, żeby przewidywać przyszłość, ale żeby ją tworzyć”( Denis de Rougemont). Człowiek targuje się z Bogiem o odrobinę świętego spokoju i poczucie stabilizacji – towaru luksusowego – reglamentowanego dla tych, których nie niosą plecy wpływowych olbrzymów. Świat bez gwarancji bezpieczeństwa, zawieszony na nadwyrężonej gałęzi którą napręża grawitacja kłamstwa i przemocy. Jakże wielu ludzi nie ma odwagi być sobą. Czekają na instrukcję obsługi życia i klucze do wyjść ewakuacyjnych. Lęk przed wejściem w śmierć z otwartymi oczami ! Spóźnienie dociera do nas bolesna informacja, że wojna za naszą wschodnią granicą nie skończy się za szybko, a nawet przybiera coraz bardziej dramatyczne oblicze, rozszerzając w źrenicy oka pole śmiercionośnego rażenia. Jak coś się zacznie dziać to uciekaj do schronu którego nie ma, słyszymy podprogowe komunikaty w mediach. Ponieważ instrukcja obsługi na wypadek wojny, nie przewidziała braku miejsca schronienia, gdzie należy przeczekać preludium dramatu – rozsiąść się w fotelu i wyczekiwać rozbłysku. Politycy z szyderczym uśmiechem informują opinię publiczną, że na wypadek zagrożenia mają przygotowany plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami – od takimi jak na wakacyjny biwak. Z nieprzejrzystego cienia wychodzi zło, skrzętnie pudrowane i  kamuflowane,  przebudzając stan paniki i bezradności. W życiu każdej istoty nadchodzi dzień, kiedy trzeba wyruszyć w podróż z której się już nie wraca. Cywilizacja rozdrażnionych i neuropatycznych wędrowców których oko – niczym Cyklopa – fiksuje wszystko w samozachowawczym i gorączkowym pędzie chwili. Dusze wrażliwców inaczej przeżywają kaprysy historii, jej powtórzeń, tąpnięć, niespodziewanych zwrotów akcji. „Niebezpieczeństwo kryje się w uleganiu podszeptom pychy prowadzącej człowieka do tego, że sam siebie chce uczynić Bogiem”- twierdził nieprzedawnienie Blondel. Kiedy byt kruchy i przygodny uwierzy w to, że jest kimś na kształt nadczłowieka, to wtedy z wielką łatwością wyciągnie zawleczkę lub detonuje ładunek w tłumie uśmiechniętych i niczego nieświadomych przechodniów. Niegdyś Baudelaire zapytany o miejsce, gdzie pragnąłby żyć, odparł: „Gdziekolwiek, gdziekolwiek… byle tylko poza światem !” Pragnienie opuszczenia miejsca i wydostania się poza siebie, trapi wielu współczesnych ludzi refleksyjnie i zaangażowanie obserwujących antagonizmy politycznej gry miedzy przepychającymi się mocarstwami. „To świat finansów ze swoją Świątynią – pisał Evdokimov – Giełdą i jej żądnymi luksusu westalkami, polityczny świat ambicji i chciwości, zbiorowej neurozy, szalonych namiętności i wypaczonego erosa. Świat chwiejący się nad przepaścią, bez żadnej stabilności, utkany z mgieł i zaludniony widmami, który w każdej chwili grozi tym, że zniknie tak, rozwiewa się dym i topnieje w ogniu wosk.” Potrafią to dostrzec ci, którzy wyłączyli telewizory i wygasili poczytne strony internetowe, przecierając oczy nad ogromem wszędobylskiej głupoty i kłamstwa. Pewien młody mnich przyszedł do zaprawionego w ascetycznym życiu pustelnika i zapytał: „Mistrzu, naucz mnie, jak ocalić moją duszę i zdobyć zbawienie.” Mądry starzec spoglądając na niego odparł: „Zanim cię nauczę, idź i usiądź u podnóża wzgórza które widzisz i policz ziarenka piasku. Jak to uczynisz to wróć.” Uczeń nigdy nie wrócił, piasek, drobiny kamieni, czy partykuły liści niesionych przez wiatr – zawsze znajdziemy coś wokół siebie, co zaspokaja naszą potrzebę nieskończoności.

poniedziałek, 21 września 2026

 

Myślę, że większą część naszego życia stanowi poszukiwanie przyczyn istnienia, wykreślanie odcinków które należy pokonać przy licznych obliczeniach, które jakże często okazują się niesprawdzalne i niepotwierdzalne, co ostatecznie powoduje rozterkę i dezorientację. W tumulcie zalewających nas sprzecznych wiadomości, martwimy się o kształt jutra wydanego drapieżnym siłom losu. Eony zagubione w krzywiźnie czasu i historii ! Wszystko jest pewnego rodzaju grą – pomiędzy względnym spokojem – a rozpryskiem jakieś zabłąkanego pocisku, skracającego dystans kolejnego wybuchu. W pogróżkach mocarstw odżyło widomo nuklearnej zagłady. Nawet jeśli to tylko słowa, to niosą one siłę paraliżującego umysł lęku. Znowu wszystko wrze i stoi nad przepaścią jakiejś trudnej do określenia katastrofy. Niektórzy ludzie będący na skraju apokaliptycznego obłąkania, zwiastują bez domieszki błędu koniec tego zapętlonego w swoich problemach świata. Czy można dać im wiarę ? „Nic nie jest brudniejsze niż miłość własna”- pisała Yourcenar. Ten brudny osad zatruwa dusze i jakże często popycha ludzi do egoizmu i szaleństwa przemocy. Nic nas nie nauczył XX wiek i dramat dwóch wojen światowych – torfowisk martwych ciał i pogwałconej ze wszech miar wolności. Ciągle przedzieramy się przez mgłę, przywyknięci do względnego spokoju i bezpiecznego domu w którym nic złego nie może się nam wydarzyć. Tak bardzo wszyscy byli zbulwersowani kiedy patriarcha Rosji Cyryl oświadczył w jednym ze swoich wystąpień, o „metafizyce wojny” i tu zapętlony w spirali zła pasterz Cerkwi miał szczyptę racji. Ponieważ każde zło rozpoczyna się w sercu człowieka, jego pragnieniach, zamiarach i planach, czekających na realizację. Kiedyś życzeniem zarośniętego Marksa, było aby wyjść ze sfery wierzeń do sfery faktów. A te złożone niczym puzzle potrafią niepokoić. Na świecie są swa rodzaje ludzi. Ci, którzy pukają do drzwi i wchodzą, ponieważ nikt im ich nie otwiera, oraz drudzy, którzy pukają do drzwi i cierpliwie czekają – zostając na miejscu- ponieważ drzwi są zamknięte. Ten pierwszy wariant może okazać się brutalnym wtargnięciem. „Rodzimy się, żyjemy, umieramy w sercu bagna, gasnącego piekła, w sercu popiołów – wciąż ciepłych – stworzenia, które rozpaliło miliony ognisk gwiazd we wszechświecie, które potrafiło utworzyć noc, światło, gwiazdy, ale nie potrafiło dać człowiekowi istoty ani wielkości, która jak sądzono, była jego prawem”(J. Lacarriere). Bóg musi szlochać przyglądając jak nieporadnie posługujemy się wolnością i jak w imię najbardziej szlachetnych haseł wzniecamy pożogę, spuszczając z łańcuchów wygłodniałe biesy. „Sumienie jest narzędziem trwałym, ale trudnym w obsłudze. Nigdy nie odstawimy go do kąta, ale prawie zawsze coś w nim szwankuje. To jakby zegar, którego wskazówki wciąż się poruszają, ale niestety godzina, jaką wskazują, jest nieprawidłowa… Dziełem mądrości jest oddalenie się o tych napierających prądów i wyregulowanie naszego zegara według słońca, to znaczy sumienia Boga, którego nasze sumienie jest tylko zatartym i zniekształconym obrazem”- rozmyślał Gustave Thibon.  Wektor sumienia. To jedyny ratunek dla niewyraźnej i labilnej przyszłości !

niedziela, 20 września 2026

 

Podobnie też [jest z królestwem niebieskim] jak z pewnym człowiekiem, który mając udać się w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał (Mt 25,14-30).

Światoobraz przypowieści nakreślonej przez Chrystusa wymaga od słuchaczy nie tylko elastyczności umysłu, co umiejętności czytania pomiędzy wierszami; drganie serca pośród napierającego zewsząd rozproszenia. Zdać rachunek przed Bogiem ! „Człowiek jest istotą dramatyczną, stającą się, niespokojną, zadaną samej sobie, istotą ocalającą swoje człowieczeństwo lub zatracającą się w egoizmie własnych dróg i wyborów wolności”- pisał W. Hryniewicz. Mamy tu wydźwięk eschatologiczny, wskazujący na rzeczywistość która nastanie jutro, a poprzedzać ją będzie dobrze i bez szemrania wykonana praca. Człowiek wiary ma zakasać rękawy i wziąć się do roboty, wbrew kalkulacją finansowym i oglądaniu się na innych. Pojemność konta w tej chwili nie jest ważna, liczy się jedynie wynik końcowy. Słowo Boga „jest proklamacją, w której realizuje się nadejście tego, co jest proklamowane”(K. Rahner). Obwieszczona rzeczywistość nowego czasu, wymaga udziału człowieka, mobilizacji, intelektualnych sprawności, talentów, a nade wszystko charyzmatycznej dyspozycyjności do zadań które przerastają najśmielsze oczekiwania i ludzkie siły. Bóg udziela człowiekowi darów i mocy do ich realizacji, aby je pomnożył. Radość niezależności i głębokiego namysłu. Czas „nieobecności” właściciela jest momentem próby, dojrzałości i odpowiedzialności. Egzamin z wiary i pracowitości, sprytu i dalekowzroczności. Jedność odzwierciedlona w eklezjalnym działaniu i twórczości. Czas inwestowania- „maklerski gwar”- mający na celu pomnożyć dobra i dystrybuować je, urzeczywistniając zarys krajobrazu Królestwa Bożego. „Cóż zaś większego może być dane wiernemu słudze, jeśli nie to, że może być razem z panem i oglądać radość swojego pana”- pyta św. Hieronim. Raj jest za drzwiami, a my posiadamy do niego klucze. Piękno wyczekiwanego świata musi przyczynić się do stanowczego działania na miarę osobistych predyspozycji, porzucając dogmat nicości, aby ostatecznie przekonać się jak cudowny jest oddech w Bogu. Zwrócić się ku niebu, nawet wtedy kiedy się zagubimy, roztrwonimy talenty i zaszyjemy się wstydliwie na peryferiach. Możemy wrócić do początku i zacząć jeszcze raz, a „łzy wyrzeźbią w nas warstwę nowej świadomości, będą czymś więcej, niż smutek, bunt czy rozpacz”(J. I. Leloup). Prawdziwe i pełne życie zaczyna się tutaj i ma swój finalny akord po drugiej stronie. Kończę to rozważanie modlitewnym westchnieniem nadziei Nersesa Snorhali: „W moich rękach leży czynienie dobra. Daj mi łaskę, abym przez talent mógł się Tobie jeszcze spodobać.”

wtorek, 15 września 2026

 

Poczekalnia myśli które trzeba właściwie dobierać, ważyć, dopasowywać na miarę codzienności w której przyszło oddychać i jakoś żyć. „Myśl – podobnie jak światło czy kolor – jest zjawiskiem nieposiadającym stanu. Błyska i znika, rozpada się. Trzeba było wynaleźć literaturę, by myśl stała się zjawiskiem odczuwalnym”- twierdził Sandor Marai. Teksty powstają z nalotu wspomnień i przetrawionych osobiście historii. W dzieciństwie wszystko jest niespodzianką, każda chwila i odkryte miejsce jest magiczną krainą upojenia szczęściem. „Być wszędzie, rozlać się w zapachach, rozkwitać w kwiatach, popłynąć wodą, drgać jak dźwięk, świecić jak światło, wtulić się we wszystkie kształty, przeniknąć wszystkie atomy, zejść do samej głębi – być Materią !” – jak pisał upojnie Flaubert. Dorastanie to okres podekscytowania i mocowania się żywiołami które niczym wulkany przebudzają się z uśpienia i czekają na coś w rodzaju erupcji. A później przychodzi dorosłość i gwałtowne przyśpieszenie czasu, czyniącego z dzieci o szeroko otwartych zmysłach, wędrowców odmierzających każdy kolejno postawiony krok ku śmierci. Kowale własnego losu, zdanego na kaprysy innych. Potykanie się, upadki i podnoszenie się z nich to sztuka wymagająca i wyczerpująca. Poszukujemy straconego czasu i kurczowo wypatrujemy świtu, kiedy ponownie zbudzi nas ciepły jak mleko, głos matki i jej delikatna dłoń na twarzy zaspanego i niechętnego do wstania z łóżka małego buntownika. Później przychodzi sztorm miłości. Serce zaczyna bić intensywnie a ciało wiotczeje pod naporem siły która mogłaby stać się wiecznym trwaniem naprzeciw paraliżującego rozum żywiołu. Eros rozprzestrzenia się w obiegu ciała, czyniąc je darem i świątynią najwznioślejszej modlitwy. Pierwszy styk ust którego smak i nieudolność pozostanie w pamięci, a po nim wszystkie inne pocałunki będą jedynie powrotem do tego pierwszego momentu przekroczonej intymności – innego i jakże boskiego Ty. Ta na pozór ekstaza będzie trwać do pierwszego zawału serca i miłosnego zawodu, którego najczęstszą wirusową infekcją jest egoizm której ze stron. „Nie przemówię do ciebie, lecz będę myślał o tobie, gdy usiądę samotny lub samotny zbudzę się w nocy, Będę czekał, bo nie wątpię, że spotkam cię znowu, I zadbam o to, aby cię nie utracić”- dotkliwie wyrazi to napięcie język poezji. Poturbowana i przetrącona przez los istota, będzie zbierać okruchy sensu, aby powstać i pójść dalej. To wszystko przywodzi malarskie stadia przemian postaci w momencie przesypywanej klepsydry. Panta rei aby dotrzeć do oceanu światła. Na końcu jesień i obumieranie liści z drzewa które rodziło owoce i nagle zastygło – stając się suchą i niezwracającą na siebie uwagi ikebaną. W jej wnętrzu zachowała się jednak starcza mądrość której młodość nie rozumie i prześmiewczo ignoruje. Ona nie musi już nikomu nic udowadniać; jej ostatnim zadaniem jest milczące wyczekiwanie wieczności. Znowu czekamy na towarzyszącą czułość i muśnięcie dłoni. Następuje wyjście ku tajemnicy którą chrześcijaństwo bezpośrednio utożsamia z nadzieją. Przeżycie bliskie biblijnemu Hiobowi, bez narzekania i dokonujące się w milczącej zgodzie na to, co nieuniknione i do teraz zakryte. To powtórne przejście przez rodny kanał, a u jego nasady oślepiające światło nowonarodzonego. Ciało walczy i opiera się cierpieniu, ale musi  przekroczyć ten punkt newralgiczny – aby wszystko przeniknął powiew życia - zmartwychwstanie. Gasną oczy. Skóra staje się pofałdowanym pergaminem nieodwracalnych zmian. Kości kruszeją jak wysuszona gruda ziemi. Aby mogło pokonać gwiezdną ławicę ku bramom Nieba, musi zejść w ciemną szczelinę chwilowej samotności i rozkładu. Śmierć i monada czekająca na bilet wstępu! Ostatnia poważna inicjacja bytu rozumnego. Wszystko staje się prochem i cieniem „tak że ciemność będzie światłem a bezruch tańcem.” To jedno z najkrótszych streszczeń historii człowieka. Proust zagniłby mnie za pominięcia i uogólnienia, ale Bóg który na zegarek nie zerka, oddałby mi słuszność intencji. Kończy się czas stawianych pytań. Nastaje czas odpowiedzi i miłosnego teraz !

niedziela, 13 września 2026

 

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (Mt 22,35-46). Miłość do Boga i człowieka, nie można opisać tylko i wyłącznie słowami oscylującymi w kategorii uczuć, pragnień, tęsknot, szczęścia… Właściwie na gruncie teologii i praktycznego przekraczania jej- miłość- implikuje wszystko w człowieku, całe jestestwo zostaje zdeterminowane, aby być naprzeciw tego Drugiego. „Miłować to odnajdywać własne dobro poza samym sobą i wiedzieć, że nie można go osiągnąć inaczej, jak tylko przez wolny dar z siebie”(S. Tugwell). Ten stan odniesienia wypływa z przestrzeni serca i jest mniej dyskursywny, niż komuś się może wydawać. Miłość wymaga czytelnych i jednoznacznych aktów. „Prawdziwa wartość miłości polega na tym, że zawsze rozrzutnie darzy sobą niegodnych”(R. Tagore). Miłość wymaga przestrzegania przykazań- to fundament na którym powstaje gmach uczuć, emocji, gestów i pragnień skierowanych ku Bogu oraz drugiemu człowiekowi. „Kto kocha Boga, kocha też bez reszty swego bliźniego”- pisał św. Maksym. Taka miłość kosztuje; nie jest płytka, krótkowzroczna, opakowana kaprysami chwili czy zmieniających się nastrojów. Miłość prawdziwa jest stała, kreatywna, detonująca przytwierdzone do serca znamiona egoizmu i pychy. Miłość otwiera i udrażnia zatamowane arterie dobra. Miłość jest „lekarstwem na nasze grzechy”- rodzi współczucie, wrażliwość, współodczuwanie cierpienia z innymi, uśmierza ból egzystencjalnych porażek. Aby kochać prawdziwie, trzeba przejść przez doświadczenie cierpienia. „Boga trzeba kochać, by bolały mięśnie i kości”- mówił św. br. Albert. Z tego „bólu” rodzi się świat przepełniony ogniem miłości. „Kiedy Twoja miłość jest już przyjęta i otwierają się przed Tobą ramiona, wówczas proś Boga, niech zachowa tę miłość od zepsucia…”(A. Exupery). Jak sobie poradzić z tą koncepcją Chrystusowej miłości ? Możemy przytaknąć i przyznać rację jak faryzeusze; ale za chwilę wrócić do swojego schematu myślenia. A może spróbować żyć inaczej- nasycać życie Miłością.

 

 

poniedziałek, 7 września 2026

 

Gdybym tylko mógł spowolnić czas. Lepiszczem zaklajstrować szczeliny przez które przecieka i znajduje ujście ku śmierci. Łudzę się, że zostało mi jeszcze trochę życia, że zdążę na czas opisać słowami to, co łapczywie rejestrują moje oczy i dotykają dłonie. Pisarz jest opowiadaczem historii – najpierw swojej, a następnie tych innych – przedłożonej trochę na kształt mitu o uniwersalnym przesłaniu dla wszystkich, którzy zapragną stać się jego częścią. „Piszę, żeby się przeglądać”- twierdził Michaux. Śniło mi się, że mam nowotwór mózgu i gasnę niczym roślina pozbawiony światła i wody. Tracę trzeźwość zmysłów. Oczy przestają wiedzieć a uszy stają się częścią kosmicznego milczenia odległych planet. Z powodu nacisku guza na mózg, nie mogę  poruszyć dłonią ani palcami, a głowa staje się wielką dynią czekającą na zgnicie i eksplozję od środka. To paskudna fabuła, odstręczająca skutecznie czytelnika, obniżająca amplitudę życiowych motywacji i aspiracji do zrobienia czegokolwiek. Jeżeli ktoś w tym miejscu przestanie mnie czytać zrozumiem i nie będę się gniewał. „Słowa są naszymi pierwszymi nauczycielami śmierci. Pierwszym sygnałem rozdzielności między ciałami i ich nazwami”- spostrzegł w Fizyce smutku Gospodinow. Jako pięcioletni chłopiec będąc z wizytą u przyjaciół moich rodziców, otworzyłem drzwi do piwnicy ich nowo wybudowanego domu i spadłem z kilku merów w ciemność na beton. Z domu do piwnicy nie było jeszcze schodów, a drzwi nie były zakluczone. Ciekawość dziecka i pierwszy postawiony krok – najprostszy przepis na tragedię. Przerażenie, płacz i ból przeszywający dość giętkie ciało chłopca, wiezione w panice i pośpiechu do szpitala fiatem 125 p. Czy to już koniec ? Pewnie ma kręgosłup połamany w kilku miejscach – szeptali w nerwach. Takie myśli rozbijały się o brzeg świadomości moich rodziców. Prześwietlenie i zdumienie trzech zawezwanych lekarzy, że dziecko jest całe i zdrowe, poza krwawiącą od przetarcia o beton twarzą. Kot który spadł na cztery łapy. Cud ? Słowo które wyszeptał nieporadnie jeden z medyków pochylony nade mną kiedy zagryzałem z nerwów suchą bułkę. Ojciec po powrocie do domu na klęczkach ze łzami w oczach długo się modlił. Tego dnia Bóg rozdzielał błogosławieństwa i rozpylał eliksir życia. Przez dwa dni nic nie mówiłem. Nosiłem bolesne wspomnienie ciała bezładnie spadającego w dół. Byłem jak Odys schodzący do Hadesu po radę jak żyć i jaki obrać dalszy kierunek drogi. W rodzinie już nigdy więcej nie wracaliśmy do tego feralnego wydarzenia. Wryło się w moją pamięć mocno, stając się mądrą lekcją ostrożności. Tylko słowa potrafią właściwie rezonować z naszą przeszłością. Kończę słowami poeta Whitmana „Pomyśl o czasie, kiedy jeszcze się nie urodziłeś; Pomyśl o czasie, kiedy stałeś obok umierających; Pomyśl o czasie, kiedy twoje ciało będzie umierać.” Dodam od siebie: Pomyśl o czasie, kiedy twoje ciało będzie zmartwychwstałe !

niedziela, 6 września 2026

 

A Jezus znowu w przypowieściach mówił do nich: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: "Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!" Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: "Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie"…(Mt 22,1-14).

W Ewangelii Chrystus tworzy obrazy które mają sugestywnie dotrzeć do odbiorcy. „Żyć w Chrystusie, to żyć już tu i teraz poza śmiercią, to pozwolić zakiełkować w sobie ziarnu „ciała chwalebnego”(O. Clement). Przypowieści są wielką szkołą mądrości, ale jednocześnie zaszyfrowanym i nie łatwym do bezpośredniego odczytania przesłaniem. W przekazie Mateusza wyłaniają się dwa plany – weselna uczta królewska i motyw biesiadnika nie ubranego w strój weselny. „Wiara jest początkiem rozumienia”- przekonuje nas św. Cyryl Aleksandryjski. Kluczowe dla rozszyfrowania tego eschatologicznego przesłania są słowa klucze- zaproszenie i ostrzeżenie przed wypowiedzeniem Bogu „biletu wstępu.” Akcent zostaje silne położony na wolność człowieka i jego osobisty wybór. Przyjęcie lub odmowa zaproszenia. Pan domu którym jawi się sam Bóg, wyraża pragnienie i przynagla, aby wszyscy stali się uczestnikami jego radości; obficie czerpali z owoców zbawienia. Z przypowieści emanuje prawda o ludzkim nawróceniu, perspektywie serca, otwartych oczach, dostrzegających już dalekosiężnie przygotowane dary szczęśliwości do których dostęp ma każdy bez wyjątku. On jest przyszłością i Tym w którym dokonuje się odkupienie czasu i determinującym przez miłość optymistyczne wydarzenie końca. Nie stwarza miejsce eksterminacji i cierpienia, ale nadziei z której wyłania się „nowe stworzenie”- istota świtu. „Oko, którym dostrzegam Boga, jest zarazem okiem, przez które patrzy na mnie Bóg”- powie Mistrz Eckhart. Los człowieka jest losem Boga i przenika go czułość, miłość i troska. „W domu Ojca jest mieszkań wiele”(J 14,2). „Z przypowieści Jezusa wyłania się obraz Boga jako miłosiernego Ojca- pisał W. Hryniewicz- który oczekuje powrotu tych, którzy pobłądzili, wybacza winy, przekonuje, zaprasza, wzywa do zmiany myślenia i sposobu życia. Bóg Jezusa dale wszystkim szansę nowego początku. Nikomu tej szansy nie odmawia… Siła illokucyjna przypowieści skierowana jest dla każdego, przekracza wszelkie granice, etniczne, kulturowe i religijne.” W perspektywie przyszłości rysuje się wizja ludzkości przenikniętej obecnością Boga i darem nieśmiertelności. „Byt skończony powraca do Nieskończonego, z którego wyszedł, do którego zmierza, w którym już jest”- rozmyślał J.Y. Leloup. Chrześcijanin staje się ikoną Obecności. Promieniem w Słońcu. Kroplą wody w ocenie wiecznego drgania i istnienia. Materią przebóstwioną. Biesiadnikiem Miłości !