niedziela, 12 kwietnia 2026

 


Wzeszło na horyzoncie Słońce Nieśmiertelności; Jego blask uświęca oczy niedowiarków i budzi zmarłych na cmentarzach świata. „Oto dzień, który Pan uczynił. Jakże inny od tych dni, które się zaczęły wraz z początkiem świata i które odmierzamy biegiem czasu. Dzień Pana jest początkiem nowego stworzenia...” (św. Grzegorz z Nyssy). Wydarzenie Zmartwychwstania Chrystusa jest sercem całej teologii, liturgicznego uniesienia, piękna utrwalonego w sztuce, energii życia poruszającej ciało- Kościół otulony światłem rezurekcyjnego poranka. „Święto świąt i uroczystość nad uroczystościami.” To przyjęcie przez każdego wierzącego paschalnej radości, którą w całej głębi oddają słowa podniosłej antyfony: Christos anesti ek nekron... wyraża się w nich epicentrum radości całego stworzenia od nadmiaru życia i łaski. Tej podniosłej chwili nic i nikt, nie jest wstanie zdyskredytować lub w jakikolwiek sposób pomniejszyć. „Zmartwychwstanie- pisze N. Chatzinikolaou – przeobraziło krzyż i śmierć Chrystusa w symbol zwycięstwa i życia. Ale nie tylko dla Niego, lecz także dla nas. Chrystus nie zmartwychwstał po to, aby zmusić nas do uznania Jego boskości, ale żeby dać nam życie wieczne.” Jego zmartwychwstanie jest zapowiedzią naszego powstania martwych i zniszczenia zamykającej ciało grobowej płyty. „Zmienia się porządek rzeczy: grób pochłania śmierć, a nie zmarłego, dom śmierci staje się mieszkaniem życia” (św. Piotr Chryzolog). Jesteśmy poderwani w przypływie radości i niewzruszonej wiary do oznajmienia światu najpiękniejszego i najpotężniejszego przesłania wiary: Chrystus żyje, a śmierć traci swoją moc zniszczenia. Trzeba z głęboką wiarą kontemplować to Święto Życia; otwiera się ono bowiem dla tych, których oczy i serca są przemienione. „Zmartwychwstanie nie narzuca się- pisał O. Clement- Nie ukazuje się władcom tego świata, objawia się tylko tym, którzy przyjmują Go w wierze i miłości. To nie Zmartwychwstanie wzbudza wiarę, to wiara pozwala przejawić się Zmartwychwstaniu. Jezus woła nas delikatnie, jak zawołał Marię Magdalenę - a ona dopiero wtedy obróciła się, jej serce się poruszyło, rozpoznało Go.” Kościół jest ciągle w drodze na której spotyka Żyjącego, który zachował znaki swojej męki. Kroczy zwycięski rozpromieniając ludzkie przygnębione twarze; czyniąc je świetlistymi. W tym szczególnym dniu- pełnym łaski, pragnę złożyć wszystkim szczere życzenia. Przede wszystkim odwagi wiary i wychylenia ku cudownemu światu Boga. Pozdrawiam wszystkich ludzi dobrej woli słowami św. Serafina z Sarowa: „Chrystus Zmartwychwstał radości moja !”

sobota, 11 kwietnia 2026

 

Pascha Pana ! Jeszcze raz powiem: Pascha, ku czci Trójcy. Dla nas jest to święto świąt, uroczystość uroczystości, która przyćmiewa wszystkie święta- nie tylko ludzkie i doczesne, lecz także święta samego Chrystusa, które obchodzi się ku Jego czci- tak jak słońce zaćmiewa gwiazdy (św. Grzegorz z Nazjanzu).

Wielka Sobota- dzień uroczystego Szabatu Boga. Milczenie spowija grób i ludzkie serca; święty bezruch który za chwilę przemieni się w pełną splendoru i radości liturgię Wigilii Paschalnej. Kościół zatopiony w kontemplacji, oczekuje chwili w której otworzą się „bramy Raju,” kiedy drzwi kościoła i carskie wrota ikonostasu zostaną rozpostarte dla tych którzy oczekują zstąpienia Słońca. „Głęboka cisza ogarnia stworzenie w spoczynku- pisała Minke de Vres- Lecz Bóg Ojciec, współczujący, działa dalej. Życie zstępuje w otchłań śmierci wypełniając swym blaskiem najciemniejsze jej dno. Owocowanie ziarna wrzuconego w ziemię, które obumiera w swej pierwotnej postaci, by powstać do życia nowego i wiecznego.” Chrystus złożony w grobie odpoczywa, po tak wielkim boju, który dokonał się na drzewie kaźni. Zranione Jego dłonie, bok i nogi, są świadectwem dramatu, który zgotowała mu ludzkość; odciśnięte niczym pieczęć w pamięci Kościoła, staną się znakami chwalebnego zwycięstwa nad śmiercią i królestwem demona. „Dzisiaj grób ogarnął Tego, który w swojej dłoni trzyma całe stworzenie, kamień okrywa Tego, który niebo okrywa pięknością, śpi życie i drży otchłań.” W sobotę dokonuje się jedynie to, co wyrażają słowa chrześcijańskiego Credo- „zstąpił do piekieł”. Zstąpienie do piekieł widziane oczyma wiary, stanowi jedno, powiązane i komplementarne wydarzenie: męki, śmierci krzyżowej i zwycięskiego zmartwychwstania. Krzyż i zmartwychwstanie ukazują się w tej perspektywie jako dwa oblicza tego samego Misterium. Tę właśnie jedność Chrystusowej Paschy wyraża ikonografia chrześcijańskiego Wschodu, przedstawiając Anastasis jako zstąpienie i wyjście z Otchłani: Chrystus kruszy bramy krainy zmarłych, dźwiga Adama i Ewę za rękę i wprowadza wszystkich oczekujących Go do królestwa życia. Słowa radosnego Troparionu powtarzane wiele razy, oddają podniosłość tego misterium wiary: „Chrystus powstał z martwych, śmiercią podeptał śmierć, i będących w grobach życie dał”. W ten sposób każdy wierzący może z właściwą dla siebie wrażliwością, kontemplować tajemnicę zbawienia, która stanowi jakże ważną prawdę o ostatecznej perspektywie życia w Bogu. Tu ciemność zostaje ostatecznie pokonana, ponieważ grzech został ugodzony w samo serce. Bunt Adama który stał się przyczyną strącenia w ciemność, teraz zostaje rozświetlony obecnością zstępującego Życia. W apokryficznej Ewangelii Nikodema czytamy: „I ujrzałem, że Pan Jezus Chrystus nadchodzi w chwale światła, w pokorze, wielki, a jednak skromny, trzymając w dłoni łańcuch pętający szyję Szatana i jego związane plecami ręce, i wtrąca go na powrót do Tartaru, a wsparłwszy świętą stopę na jego szyję, rzecze: Dziś skazuję cię na wieczny ogień.” Wielka Sobota stanowi już antycypację wydarzenia wielkanocnego – centrum chrześcijańskiego obchodu- Nocy triumfu- w czasie której w Paruzji może nadejść Pan. Otchłań napełnia się chwałą zmartwychwstania. „I samo piekło staje się Kościołem” (H. Balthasar). Wieczorem kiedy rozbłyśnie światło Paschału- wszystko zostanie zapłodnione życiem i światłością. Tak jak od światła świat zaczął istnieć jako przygotowany do wejścia w relację z Bogiem, tak światło Chrystusa Zmartwychwstałego oświeci ciemności ludzkich serc, i pozwolić na nowo uchwycić oczom duszy,  wielką eksplozję światła, które rozsadzi kamienny grób. „Oczyśćmy zmysły, a ujrzymy Chrystusa Jaśniejącego- będą opowiadać o tym apofatycznym wydarzeniu teksty liturgii wschodniej- w niedostępnym świetle swego Zmartwychwstania. I usłyszymy wyraźnie jak mówi: Witajcie !”

piątek, 10 kwietnia 2026

 

Wielki Piątek. Stwórca bity ręką stworzenia, na drzewo skazany Sędzia zostaje sędzia żywych i umarłych, w grobie zamknięty jest zwycięzca piekła. Wszystko jest spowite ciszą która przeszywa tkankę zaganianej codzienności. Osie teologii są odwrócone. „Świat zaczyna wyobrażać sobie siebie w ludzkiej zadumie”(G. Bachelard). Perspektywa bólu i śmierci, wbrew tragizmowi rozmyślań, spowita jest nadzieją i światłem przebijającym zlegający mrok. Śmiech szyderstwa i przeraźliwy rechot demona zostaje zmiażdżony triumfem miłości; pęknięciem ludzkich serc i rozdarciem zasłony świątynnego Przybytku. „Trzeba nam było, aby Bóg wcielił się i umarł, abyśmy mogli ożyć”- twierdził św. Grzegorz Teolog. Miniatury z których buduje się ewangeliczny obraz Pasji, stają się częścią większej całości- darem chwili i ekonomią miłości- odsłaniającym trudną do zrozumienia pedagogię Odkupienia i Zbawienia. „Milknie sakrament ustępując miejsca zdarzeniu, które dało początek wszystkim sakramentom”(R. Cantalamessa). Liturgia poprowadzi nas przez urwisko cierpienia. „Smutna jest moja dusza aż do śmierci”(Mk 14,34). W dramatycznym rozproszeniu myśli i paraliżującym wolność strachu uczniów, chowających się po kątach z obawy o własne życie- egzamin z płochej lojalności jest jedną z wielu prób przez które chrześcijaństwo będzie musiało przejść, aby rozpoznać dowody wiary za pomocą przepełnionego ogniem serca. Trzeba pójść pod prąd racjonalności, aby stanąć naprzeciw Jezusa ugiętego pod ciężarem krzyża. „Ukrzyżuj Go !” Ten wściekły krzyk tłumu nie przestał rezonować ani na moment. Jego wulgarność i determinacja w uśmiercaniu Boga, spowija umysły wielu nam współczesnych. „Bolesny pesymizm przeżera korzenie życia i to jest właśnie piekło serca, serca walczącego z nieistniejącym Bogiem, ku któremu człowiek krzyczy w swojej rozpaczy”(P. Evdokimov). W ferworze spragnionego krwi motłochu i grze kłamstw, zapada wyrok skazujący. Getsemani i Golgota- teatr powtórnej pogardy, rozgrywa się na naszych oczach w wyszydzeniu i wdeptaniu Go w niepamięć historii. „Stwórca świata wydany w ręce nieprawych. Przyjaciel człowieka podniesiony na drzewie, aby uwolnić więźniów znajdujących się w otchłani i wołających: Wielce cierpliwy Panie, chwała Tobie”(Stichera). Ciało Ptaka rozciągniętego na przestworzach, wygiętego w konwulsyjnym ruchu zstępującej nań miłości. „Rozpostarł swe opiekuńcze skrzydła, aby pod nimi zgromadzić w pokoju wszystkie narody obu części świata”(Laktancjusz).  Jest to jedyny dzień w ciągu roku, gdzie nasze oczy zostają zawłaszczone przez narzędzie tortury, a usta zostają przynaglone porywem uczuć, aby złożyć na nim swój pocałunek. „Krzyż uzupełnia fragmentaryczny sens tego świata, który ma znaczenie, gdy jest postrzegany jako dar posiadający swą wartość, ale jedynie relatywną i nie absolutną. Krzyż objawia przeznaczenie świata, który Chrystus prowadzi do przekształcenia w Bogu… Cały świat jest darem Boga i przez krzyż cały świat musi być przekraczany w Bogu. Tylko w Chrystusie to znaczenie krzyża jest w pełni objawione”(D. Staniloae). Później On jest oddany w nasze ręce, przytulony i obmyty łzami. Ciało wydane kochającej Matce i w dłonie grzesznego Kościoła, który na ołtarzach świata będzie antycypował Jego śmierć, zstąpienie do Otchłani i triumfalne Zmartwychwstanie. Piękno wzgardzone i oszpecone, stanie się wstępującym Słońcem.

czwartek, 9 kwietnia 2026

 

Wieczerza podwójna, bowiem mieści Paschę Starą i Nową, Władcy Krew i Ciało. Wieczernik. „Błogosławieni, którzy widzieli koniec figur, a początek Prawdy”(św. Efrem). Pomiędzy słowami Ewangelii relacjonującymi to podniosłe wydarzenie, również ważna jest wyobraźnia pozwalająca wskrzeszać obrazy, czyniąc je bliskimi, pomimo odczuwalnego upływu czasu. Każdy detal zawiera głębię odczuć, zapachów, delikatnych muśnięć, malarskich reminiscencji- otwierających szeroko oczy na zdumienie i ciszę w której aurze obleką się słowa paschalnej Pamiątki. Przestrzeń jerozolimskiej architektury przeniknięta obecnością i przeszyta pokorną miłością Syna Człowieczego. Zapadł wieczór i mrok spowił kontury miasta. Słońce za oknami izby dogasło. Pomimo zalegającej ciemności, kontury niesamowitości kreślą scenariusz czegoś naprawdę podniosłego. Grupa mężczyzn krząta się po izbie, aby noc sederu przygotowana była według uświęconej tradycji ojców i następujących po sobie rytów. Na ich twarzach rysuje się radość i niepewność. Nic nie może umknąć uwadze ludzi ukształtowanych w kulturze Biblii i obyczajów tak silnie przenikających codzienność żydowskiego życia. Pieczołowitość przenika wiktuały kuchni: przaśne mace, gorzkie zioła, wodę i wino- materię codzienności i znoju ludu zrzucającego okowy niewolnictwa. Wnętrze rozbłysło oliwnymi lampkami. Zapach mirtu i cynamonu nęci zmysły, czyniąc uczestnikami wyjątkowej chwili błogosławieństwa. Na ścianach rozwieszono kotary, a podłoga pokryła się posłaniami na których w półleżącej pozycji domownicy będą spożywać ten wyjątkowy posiłek i wyśpiewywać radosny Hallel. Na glinianych paterach układano wypieczone w pośpiechu mace i  kielichy napełniono czerwonym winem, słodkie i mocne, którego smak miał ukoić rozterki tego, co dopiero miało nadejść i wywołać rzekę łez. Kiedy w czternastym dniu Nisan rodzina żydowska zasiadała do stołu, najmłodsze dziecko, według zwyczaju, zwracało się do ojca z następującym pytaniem: „Co oznacza ten ryt, który będziemy tej nocy celebrować ?”(Wj 12,26). To pytanie również wyszło z ust Jana (najmłodszego) i w całkowicie nowym blasku, powtarzane jest przez Kościół z pełną żaru charyzmą: „Dlaczego ta noc jest wyjątkowa ?” To, co robimy jest anamnezą, liturgią która rozdziera włókna czasu, czyniąc realnie obecnym Boga. Jest sakramentem, który aktualizuje wydarzenie. Nowa Pascha, Wieczna Wieczerza, Misterium Eucharystii ! Starożytna obrzędowość przeniknięta ukrytym sensem i literalną precyzją. Na początku należało umyć ręce. Chrystus przyjmuje rolę niewolnika w niezrozumiałej logice uniżenia. Pochyla się nad spoconymi i zakurzonymi nogami uczniów, aby w geście obmycia zawrzeć całą pedagogię miłosiernej służby kapłana. Trudno opisać zamieszanie obecnych na widok tego, co uczynił Jezus. Wzbranianie się i poddanie, aż po sugestię Piotra, aby uczynić czystymi również inne miejsca ciała. „Pan pokazuje uczniom przykład pokory. On, który obłokami przyodziewa niebo, przepasuje się ręcznikiem i klęka, aby sługom obmyć nogi. On, w którego ręce oddech wszystkich żyjących”- słyszymy w tekstach liturgii. To, co następuje później staje się sercem Kościoła- źródłem największego obdarowania: „Czyńcie to na Moją pamiątkę.” Chleb i wino, stają się Jego prawdziwym Ciałem do spożycia- Materia nieśmiertelności, Przyobleczoną w pokarm Miłością nasycającą największy z ludzkich głodów. „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim”(J 6, 54- 56).  „Kto spożywa”- użyty tutaj czasownik troguein, oznacza dosłownie „rozgniatanie,” „miażdzenie” dokonujące się w czasie spożywania posiłku w ustach konkretnej osoby - wchłaniania go w substancje własnego ciała. „Dokonał Wchlebowstąpienia. Stał się Chlebem”(R. Brandstaetter). Sakramentalny realizm liturgii wprowadza w oblubieńczą komunię. „On jednoczy nas ze sobą, prowadząc do Ojca- pisał J. Corbon- aż będziemy żyć Jego życiem.” Po tej chwili podniosłości i przeistoczenia, przychodzi dramatyczny moment samotności i zdrady. Zapowiedź ogrójca: „Wy wszyscy zgorszycie się tej nocy…” To pierwsze i inicjujące w historii jakże wiele zgorszeń związanych z osobą Jezusa. Próba wiary w której tyglu wypieczone będą pokolenia świadków i zdrajców. Mistrz „demontuje wiarę naiwną, prymitywną, opartą na ludzkich wyobrażeniach, wyliczoną z jakieś sytuacji ziemskiej. Nie chciał wiary łatwej, bezkonfliktowej, która nic nie kosztuje. Nie znosił wiary „ubezpieczonej”, pewnej siebie, sytej”(J. Pasierb). Topos ogrodu zdrady ciągle jest żywy w świadomości tych którzy potrafią płakać wraz z Nim. Rosochate drzewa po dziś dzień kształtują jego krajobraz i niemo szepczą pełną trwogi modlitwę Jezusa do Ojca. „Jezus- powie Pascal- będzie konał aż do skończenia świata; nie wolno nam spać przez ten czas.” Wyjście z samotni ogrodu, zapowiada teofanię bólu i ostatecznego triumfu życia. Rajskie drzewo musi na nowo zakwitnąć i wydać owoc !

niedziela, 5 kwietnia 2026

 


Świat poszedł za Nim (J 12,19).

Wielu ludzi stoi na skraju świata i jest jak gałązka palmy szeleszcząca pod naporem euforii lub zwątpienia. „Sprawiedliwy zakwitnie jak palma”(Ps 91,13). Przestaliśmy już skandować imię żywego Boga na placach miast, bo tak jest łatwiej i wygodniej- wbrew nachalności i głębi sumienia, przypominającej, że jesteśmy utkani z miłosnego oddechu Ukrzyżowanego Króla- wydanego z nas, wbrew logice świętego spokoju i obojętności. Rzeczywistość dotknięta duchową schizofrenią i odrętwieniem czynów. „W obłędzie człowiek upada w prawdę o sobie: a to jest sposób całkowitego się z nią utożsamienia i równocześnie utracenia”- pisał M. Foucault. PRAWDA stoi przed światem, ale on nie jest nią zainteresowany jak Piłat. Wybiera dla niej drogę powtórnego odtrącenia i śmierci. „Ukrzyżowany Bóg jest największym zgorszeniem dla Żydów. Bóg może być jedynie wielkim i potężnym. Kenoza była bluźnierstwem, zdradą dawnej wiary w wielkość i chwałę Boga. Taka jest żydowska religia, z której wyrosło odrzucenie Chrystusa”(M. Bierdiajew). Jedni patrzą na twarz mężczyzny, widząc w niej wszystkie prerogatywy władcy, a jeszcze inni – skazańca, niewolnika, uzurpatora, politycznego wichrzyciela, bluźniercę- uważającego siebie za JA JESTEM. „Rozciągnęli Cię na ołtarzu krzyża jakby ofiarę. Przybito Cię, jakbyś był złoczyńcą… Ciebie, który jesteś wielkością nietykalną”(Grzegorz z Nareku). Oszpecona ludzką nienawiścią i ślepotą Twarz pokornej Miłości, odbita na poszarpanej tkaninie ludzkich dusz. Tylko oślica niosąca Go na swoich ramionach, nie zwątpiła i stała się pomimo zwierzęco wrodzonej upartości, dyspozycyjnym narzędziem w drodze do wypełnienia powziętego planu zbawienia. Entuzjazm tłumu szybko zamienia się w posiedzenie sądowe. „Złorzeczą Bogu, a potem nuży ich złorzeczenie Mu. Obierają sobie innego, bardziej schlebiającego ich gustom… Prawda nigdy nie jest tak wielka jak w poniżeniu Tego, kto ją głosi”(Ch. Bobin). Im głębiej uczestniczymy w wydarzeniu Niewinnego i skazanego na Krzyż, tym wyraźniej dostrzegamy przestrzeń naszej wolności. Nie chodzi wcale, aby się ugiąć pod straszliwym brzemieniem moralnego udręczenia, ale doświadczyć opamiętania i nawrócenia. Możemy nakładać „maskę bestii” lub „naśladować Chrystusa, to znaczy przekształcać się w Chrystusa całkowicie, a następnie zstąpić do otchłani naszego świata”(P. Evdokimov). Satanistyczna teologia rozkrzyczana na dachach miast, próbuje wyrwać historii osobę Mistrza z Nazaretu i „czyni Go tak niemożliwie pięknym, że musi On pozostawać niezmiernie daleko od nędzy naszego bytowania”(T. Merton). Bóg zohydzony, wygnany i urojony- postrzegany jako projekcja maluczkich, prostaczków, sentymentalnych słabeuszy i wsteczników- pariasów anachronicznego zabobonu. Pomimo tytanicznej pracy tych którzy próbują wygnać na peryferia zapomnienia Boga i wymazać Jego imię, Sprawiedliwy otwiera ranę swego boku i miłosiernie przebacza. Wbrew zakusom zła, On nieustannie zmartwychwstaje i przypomina: „Jam jest Pierwszy i Ostatni, i żyjący”(Ap 1,17-18). 

wtorek, 31 marca 2026

 

Si fueris Romae, Romano vivito more; si fueris alibi, vivito sicut ibi. Powróciłem myślami do Rzymu w którym niespełna dwa tygodnie temu dane mi było spacerować. Nie sposób opisać tych rozległych horyzontów sztuki które się tam smakuje powoli, aby nie dostać zadyszki lub estetycznej niestrawności. Kultura tak pełna zapożyczeń a zarazem najbardziej oryginalna w konstelacji tzw. europejskości. Zawiłe do prześledzenia stadia rozwoju cywilizacji tak rozwibrowanej jak meander Tybru – w którego tafli przeglądali się cesarze i papieże, mierząc swoje siły na zamiary. Wszystko tam oddycha historią i duchowością zaprzeszłych wieków, nie stając się tym samym, jakimś zatęchłym skansenem czy przyprószonym kurzem reliktem - czekającym na obłaskawienie, czy wybudzenie w oczach pielgrzymów i turystów.  Wieczne Miasto potrafi rozbudzić nawet tych, którzy są skupieni na sobie i dalekie jest im przesiewanie piasków historii, czy uciążliwy ból w stopach pokonujących kilometry bazaltowych ścieżek. Już teraz rozumiem aluzję Herberta: „Jeżeli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku żebyś nie tylko oczami, ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi i abyś całą skórą zmierzył się ze światem.” Warto odrobinę pocierpieć, wyprażyć się w słońcu i być obmytym deszczem w drodze ku kolumnadzie Berniniego; miejscu chwilowego schronienia. Tam nawet dyletanci przecierają oczy i dostrzegają ów smaczki które zapadają w sercu i rzeźbią w pamięci łaknienie znalezienia się tu ponownie. „Każdy, kto widział najpierw fotografię jakiegoś miejsca, a potem je odwiedził, wie, jak bardzo odmienna jest rzeczywistość. Oddychamy atmosferą tego miejsca, słyszymy należące do niego dźwięki, czujemy jak są one odbijane przez niewidoczne domy z nami”(S. Rasmussen). Nie wiem czy istnieje coś, na kształt syndromu rzymskiego nad którym mogliby deliberować przy łyku kawy psychologowie. „Muzea i galerie Rzymu, choć tak bogate, mieszczą w sobie zaledwie część tego piękna, jakie tu wieki kuły w kamieniu, utrwalały na płótnach, freskach, mozaikach – pisał Jan Parandowski – Pełno ich w kościołach, w pałacach, w gmachach państwowych, w domach prywatnych, gdzie wrosły dziedzictwem, w zakamarkach, gdzie się ich nikt nie spodziewa: na ustronnym i zaniedbanym podwórzu nagle spomiędzy rupieci wyłania się słowa posągu, a w iluż miejscach strumyk wody sączy się w sarkofagu o pięknych reliefach ! Marmury i brązy rozbiegły się po mieście, po ulicach i placach, w alejach parków odkrywamy je znienacka w niefrasobliwej przechadzce, tak jak w ciemnym zaułku zatrzymuje nas Madonna, niespodziana ozdoba starej, złuszczonej ściany, i swym wdziękiem każe nam szukać jej twórcy wśród sławnych artystów.” Te zatrzymania i fragmentaryczne fascynacje ogarniały każdego wytrwanego podróżnika który w tym miejscu szukał czegoś więcej, niż poczucie ekstrawagancji, luksusu, prestiżu, czy zaistnienia na fotografii – pośród rozsiadłych na wzgórzach krajobrazów – rozsianego obficie piękna. Są to doznania pod którym dukt pióra drży, a klawiatura komputera jest niczym klawisz fortepianu, rozpoczynająca niepewnie takt i muzyczną frazę utworu. Kultura Rzymu jest jak warstwowy tort którego smaczne porcje, przywodzą dziecinne wprost odczucie radości z chwili, która już taka sama się nie powtórzy. Rzym antyczny, wczesnochrześcijański, bizantyjski, średniowieczny, renesansowy i barokowy… w nakładających się kostiumach estetycznej wirtuozerii mistrzów pędzla, dłuta, pióra, czy instrumentów poderwanych w bezsenną noc, otwierając źrenice oczu na widok Forum Romanum, Koloseum, czy Bazyliki św. Piotra z kopułą w której dosłownie, można zmieścić Panteon. Tutaj nigdy nie zapada noc, bowiem gwar miasta przeistaczając się w delikatnie odczuwalną ciszę, zaprasza do kolejnej wędrówki krętymi uliczkami i tawernami w których podochocony winem niejeden Rzymianin w imię miłości, wykonywał arystokratycznie usposobiony arię na cześć miasta których to protoplastów napoiła mlekiem wilczyca z Kapitolu. Miał rację poczciwy Giotto mówiąc: „Rzym to miasto echa, miasto iluzji i miasto pragnień.” Zmęczony wszedłem do bazyliki Santa Prassede, słyszałem kołatanie własnego serca. Położyłem się na ławce i spoglądałem na sklepienie na którym Chrystus zamknięty w medalionie był otoczony gibkimi aniołami – atletami wieczności.  Wspomnienia wyryte w pamięci są źródłem szczęścia !

niedziela, 29 marca 2026

 

Zagubiłem początkowe piękno i wspaniałość moją, a teraz leżę nagi i wstydzę się. Piąta niedziela Wielkiego Postu stawia wiernym za wzór świętości Marię z Egiptu – córkę Sodomy, prostytutkę gwałtownie poruszoną łaską. Żyła ona na przełomie V i VI wieku. Ciężko jest słowami odmalować jej dramatyczne życie i wtargniecie w nie Boga. Choć nigdy nie miałem bezpośredniego kontaktu z ulicznicą, to wyobrażam sobie jej uwikłaną w grzechy profesję. „Nierząd jest głęboką samotnością człowieka, śmiertelnym chłodem samotności. Nierząd jest pokusą niebytu, krokiem ku niebytowi. Żywioł lubieżności jest ognistym żywiołem. Kiedy lubieżność przekształca się w nierząd, ognisty żywioł wygasa, namiętność staje się lodowatym zimnem”- pisał Bierdiajew. Wstajesz, myjesz się, wykonujesz na twarzy wyrazisty makijaż, wychodzisz na ulicę i wymieniasz wabiące spojrzenia z tymi, którzy mogą być twoimi potencjalnymi klientami. Zaułek ulicy, czy mała obdrapana nora z łóżkiem, poszarpana pończocha i rozpięty gorset, szelest banknotu i rozkładasz nogi. Oddajesz się za pieniądze, ponieważ towarzyszy ci przekonanie, że już inaczej nie można żyć. Po wszystkim zostaje brud którego nie można zmyć z ciała, ponieważ oblepia potwornie duszę i tłamsi w pułapce umysł. Przychodzi taki dzień kiedy wsiadasz na statek i wraz z żeglarzami dzielisz trud podróży, wydając swoje ciało dla pocieszenia, rozkoszy, namiastki fałszywie pojmowanej miłości. Oni się bawią, a ty już nic nie czujesz – jesteś umarła w każdym włóknie swojej cielesności; toczona zgnilizną duchowej śmierci. Przekazywana z rąk do rąk. Zużyta ! Dobijacie do portu, a ta nieunikniona pauza w pracy zmienia wszystko. Łzy ciemnej otchłani. Przebudzone sumienie i dotknięcie Ducha. W dniu Podwyższenia Krzyża, próbujesz wejść do bazyliki Grobu Pańskiego, a niewidzialna dłoń zatrzymuje ciebie w drzwiach. Nieczystość zostaje na zewnątrz, do środka musi już wejść „dziewica” – czysta owieczka Ukrzyżowanego Mistrza. „Miłość zapala wiarę, oświeca nadzieję. Miłość jest nowym narodzeniem serca. Już nie masz serca takiego jak przedtem, lecz masz nowe serce i ono w tobie żyje. Jesteś nowym stworzeniem. Ponieważ stajesz się tym, co kochasz”(M. Quoist).Spojrzenie Maryi z cudownej ikony i żar przenikający duszę, czynią z niej istotę przebudzoną i przemienioną – pustelniczkę wysuszoną słońcem pustyni, przyjaciółką skorpionów, węży i lwów, oblubienicę której oczy ujrzały zbawienie – świt Raju. W tym miejscu przypomina mi się scena ze Zbrodni i kary Dostojewskiego kiedy Raskolnikow pyta prostytutkę Sonię: „Bóg, cóż On dla ciebie uczynił ? – Uczynił wszystko, szybko wyszeptała, całując znowu jego oczy.” Bóg potrafi z największej ludzkiej nędzy uczynić duszę czystą i zmartwychwstałą. „Miłość zmienia nawet istotę rzeczy”(św. Jan Chryzostom). Cerkiew czci świętą Marię Egipską, ponieważ jest ona wyraźnym przykładem, że można porzucić życie grzeszne, obrośnięte czarną pajęczyną pragnień i pokus. „Świat jest kobietą źle się prowadzącą, przyciągającą do siebie mężczyzn, którzy spoglądają na nią pożądając jej piękna”- jakże aktualne wydają się słowa świętego Izaaka Syryjczyka. W tym dniu równie mocno rozbrzmiewa fragment czytanej na Ewangelii. Otrzeźwia fałszywie sprawiedliwych. Mówi bowiem o pragnieniu zajęcia pierwszego miejsca w Królestwie Bożym. Jakże wymowny akord prawdy o nas: „A kto z was chciałby być pierwszym, niech będzie niewolnikiem wszystkich (Mk 10, 44). Pierwszą jest nierządnica, która przywdziała szatę miłości !