Dezorientacja i
rozproszenie, to słowa klucze do zrozumienia człowieka poddanego nieustannym
aktywnościom i zadaniom którym musi w pocie czoła sprostać. Nie jest łatwo
funkcjonować w świecie w którym coś trzeba zrobić na czas lub dostosować się do
określonej i narzuconej ideologiami trajektorii myślenia. Obarczeni stygmatem
błędu i niedopasowania, wewnętrznie wykrzykują bunt swego jestestwa. Tysiące
sposobów aby się wykazać i nie pozostać w tyle za tymi którzy obrali kurs ku
zauważeniu, profitowania i materialnym korzyściom- za cenę utraty zdrowia i
duszy. Nie przegapią nadarzającej się okazji, aby wyeliminować innych z
powziętej uprzednio drogi sukcesu i mniemaniu o przyszłości w której usadowią
się w poczuciu spełnienia, jeśli nie całkowitego wypalenia- autodestrukcji.
Zaćma spojrzenia i dewastacja wnętrza to niczym zrujnowane miasto, czekające na
kogoś kto je odgruzuje i odbuduje. „Jednym z najgorszych demonów cywilizacji
technologicznej jest pragnienie rozwoju”(R. Dubos). Nowe technologie i
wtórująca im polityka, wymusza konieczność dopasowania się do cywilizacyjnych
nowinek, mających rzekomo poprawić jakość egzystencji i uprościć wymianę
przepływających naprędce informacji. Ludzie każdego dnia wymieniają naprawdę
niewiele słów- są bierni i wycofani- skotłowani w gąszczu własnych myśli i
naglących potrzeb, wobec których obmyślają płoche strategie bezpieczeństwa. Człowiek
przestał twórczo rozmawiać. Posługiwać się tworzywem słowa ! Kiedyś rozmowa
była powinnością ludzi otwartych i zadowolonych z najbardziej prozaicznych
spraw i rzeczy. Wymianą spostrzeżeń i wzajemnym ubogaceniem- podpartym życiową
mądrością innych. Obecnie dialog stał się czymś uporczywym i zawłaszczającym
czas, którego puls obwieszcza dźwięk przychodzących sms. „Wszystkie media mają
tę władzę narzucania komukolwiek, kto nie jest uważny, postulatów, na których się
opierają”- twierdził McLuhan. „Wiadomość to medium”- silnie paraliżujące percepcję
i uwagę posiadaczy nowych technologii. Powolność i spokój w świecie pulsujących
krzemowych obwodów, jest przywilejem i komfortem nielicznych, tych którzy
odcinając liczne maski Gorgony, uciekli na peryferia świata lub znaleźli
bezpieczną przystań w klasztorach lub samotniach, odcinając się od Internetu i
nachalnych akwizytorów postępu. Ci ostatni, wybrali przestrzeń serca, niż
opryskliwą i butną inteligencję rodzącą zasklepionych w sobie narcyzów,
demagogów i kłamców sprzedających podstępnie złudzenia szczęścia. „Ziemia jest
pokryta nową rasą ludzi, którzy są zarówno wykształceni, jak i analfabetami-
pisał Ch. Bobin- opanowali komputery i nie rozumieją nic o duszach, a nawet
zapominają, co kiedyś oznaczało takie słowo.” Poruszamy się w świeci bożków, wygenerowanych
recept na życie i kompulsywnego przeglądania się w ekranie telefonu. Substytut „szczęścia”
i „religia konsumpcji” podszyta lękiem przed pustką i niezauważeniem-
odrzuceniem poza nawias wirtualnego podwórka. „Przesadne uwielbienie Internetu
rozwija się w atmosferze, która jawi się jako atmosfera nowej religijności.
Jest coraz wyraźniejsza w miarę zbliżania się danej osoby do środowisk, które
są najbardziej gorliwymi neofitami”- twierdzi socjolog Philippe Breton. Dlatego
w najbliższym czasie Kościół zaprasza swoje dzieci na drogę postu i zmiany
myślenia- dystansu i czujności wobec tego, co odbiera nam wolność i wewnętrzny
spokój. Post jako rezygnacja i przebudzenie świadomości. Przemienienie postawy
wobec rzeczywistości, „aktywne oddanie się wierze” która pozwala stanąć nam w naprzeciw
Tego, który jest tchnieniem życia. „Panie Jezu Chryste, Boże nasz- pisał św.
Izaak Syryjczyk- swoimi cierpieniami ukój moje cierpienia. Swoimi ranami ulecz
moje rany… Niechaj Twoje ciało rozciągnięte na drzewie krzyża pociągnie ku
Tobie mego ducha, którego niszczą demony…”






