środa, 15 lipca 2026

 

W naszym obecnym świecie wszystko jest odwrócone do góry nogami. Zło posępnie ubiera się w szaty dobra. Brzydota przywdziewa szaty piękna. Niesprawiedliwość operuje elokwentnie frazesami prawnej poprawności i rzekomej sprawiedliwości, rozpisywanej zakulisowo i strategicznie; takiej która ogłupia, a nie porządkuje świat prawa i przyzwoitości. Długoterminowa wojna to biznes dla zapasionych polityków pomnażających zasobność kont w rajach podatkowych, a pokój to marzenie malutkich i bezbronnych których zgniata każdego dnia machina cierpienia i śmierci. Choć polityka wielu z nas mierzi, to i tak dajemy wiarę demagogom, mistyfikatorom, sprzedajnym kłamcom i propagandzistom próbującym urządzić wszystko podłóg europejskiego porządku, coś na kształt „czerwonego kraju rad” – w którym chleba ma starczyć dla wszystkich- choć wywołuje on czerstwość duszy. Wszystko jest na opak. Miłość jest pomylona z żądzą, a jej wewnętrzna siła do zespalania, komunii i ofiary, została zgrabnie zastąpiona potrzebą konsumpcji i indywidualnego zadowolenia. Konfiguracji miłości i płci jest tyle, że nie wystarczy w piekle apartamentów, aby pomieścić ten ogród ziemskich rozkoszy. „Nic nie rozumiemy z cywilizacji współczesnej – pisał odlegle i zarazem aktualnie Bernanos – jeżeli z góry nie założymy, że jest ona powszechnym sprzysiężeniem przeciw wszelkiego rodzaju życiu wewnętrznemu.” Poruszamy się w rzeczywistości fantomów piękna, pozornej długowieczności, sfabrykowanych recept na udane życie i natychmiastowych podpowiedzi – płynących wprost z telefonu zlepionego z naszą dłonią. Jak się rozwiąże owa „dramatyczna walka z produktami własnego geniuszu” (G. Friedmann). Brodzenie we mgle stało się domeną płytkich, przekonanych o swojej boskiej samoświadomości istot i wykarmionych głupotą narcyzów, toczonych przez pychę zasklepienia w świecie rzeczy. Przestaliśmy należeć do Boga i mądrości której przebłyski możemy jeszcze dostrzec w przyrodzie, opierającej się destrukcji którą niosą synowie rajskiego Adama, nie porzucając owocu pragnienia bycia jak Stwórca. Wobec tych usterek ducha, potrzeba nam dzisiaj geniuszów wiary. Takich jak starzec Zosima z powieści Dostojewskiego, kiedy padł na kolana przed pięknym młodzieńcem Dymitrem Karamazowem, przed głębią jego cierpienia i pustką wolności,  wskazując iż tylko Chrystus może być lekarstwem na choroby tego świata. Ta lekcja człowieczeństwa jest ciągle do odrobienia. Przebudzenie sumień tam, gdzie jest deficyt dobra i nadziei. W jednej części świata pociski rozszarpują na kawałki dzieci, a po drugiej stronie kurorty i plaże na których wylegują się turyści korzystający z wakacji all inclusive. Duchowość to słowo klucz, brzmiące przyjaźnie i przenikające stopniowo przez gwar, spiekotę i ludzką pustkę samotności. „Temu, kto czeka, wszystko się objawi, o ile ma odwagę nie zaprzeczać w ciemności temu, co widział w świetle”- pisał poeta Patmore. Posługując się słowami świętego Makarego „strzeżmy ścian” naszego wnętrza i tego, co jest na zewnątrz. Strzeżmy przestrzeni w której przebywamy, odpoczywamy i pracujemy. Pilnujmy oczu i serca, a kiedy wszystko jest w nas zmęczone i skłonne do narzekania, spójrzmy na ikonę Chrystusa i syćmy się światłem które emanuje z Jego Oblicza, bowiem tam jest Królestwo wnętrza !

niedziela, 12 lipca 2026

 

I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy». Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: «Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy też powiedzieć: "Wstań i chodź!" Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!» On wstał i poszedł do domu (Mt 9,1-8),

Niemoc człowieka zdanego na łaskę innych. Wątły płomień nadziei, że istnienie skazane na niebyt, może przeniknąć dotkniecie ufności i odrodzenia życia. Przekonujemy się namacalnie, że istnieje Ewangelia miłosiernego gestu Tego, który nie tylko zaskakuje i odbiera argumenty swoim oponentom – lecz jest nade wszystko Miłością, przebaczającą grzechy i uzdrawiającą ciało.  „Odpuszczają są twoje grzechy”- to wstrząsające dla faryzeuszów słowa mocy, które przejdą do sakramentalnego i terapeutycznego depozytu Kościoła. Grzech to choroba duszy, którą trzeba leczyć jak każdą chorobę ciała. Lekarz zadaje pytania i szczegóły dotyczące stanu ciała, tak kapłan pyta o stan duszy. Obie dążą do tego samego celu: odnaleźć chorobę i ją wyleczyć. W świecie którym przyszło nam żyć, „dotykamy wszystkiego i nic nas już nie może dotknąć” – a szczególnie zstępująca naglę i przenikająca każde włókno naszego jestestwa łaska.   Choroba duszy okazuje się poważniejsza niż dolegliwości somatyczne. Jak zauważył metropolita Kallistos Ware: „Nie ma całkowicie prywatnych grzechów. Wszystkie grzechy są grzechami przeciwko bliźniemu, a także przeciwko Bogu i przeciwko sobie. Nawet moje najbardziej skryte myśli faktycznie utrudniają otoczeniu podążanie za Chrystusem." Jesteśmy paralitykami innego rodzaju, zdruzgotani niemocą i bardzo często samotni – wyczekujący cudu i bezpośredniego dotknięcia miłosierdzia. „Pokuta otwiera niebiosa, zabiera nas do raju, pokonuje diabła”- przekonywał św. Jan Chryzostom. Łzy szczęścia na policzkach tych, którzy zrzucili balast grzechów i odeszli pojednani z Bogiem, a nade wszystko sobą. Oczy uzdrowionych to już krajobrazy zmartwychwstania.     

środa, 8 lipca 2026

 

Błogosławiony nadmiar czasu, to przywilej wakacyjnego odpoczynku. Status "bogactwa" którego wartość potrafią docenić wrażliwcy spacerujący po świecie z intensywnością stworzenia poddanego urokowi obłaskawiającego zewsząd piękna. Radość, która rodzi się ze splotu okoliczności i drobnych natchnień które przychodzą nagle i obezwładniająco. Obrazy i tonacje wychwytywane zmysłami, aby ostatecznie dotrzeć do duszy – użyźniając ją wymagającymi namysłu wartościami. Człowiek to suma drobnych natchnień i radości eterycznie uwolnionych w przestrzeni rozleniwionego życia i pęczniejącej historii. Istota refleksyjna, potrafiąca udźwignąć brzemię czasu, pod warunkiem że nie przymyka powiek i rozszerza źrenice oka z poznawczą i szczerą naiwnością dziecka. „Nasze życie jest piękne nie tylko dlatego, że tego chcemy, ale dlatego, że powinno być piękne. Bo innego wyjścia nie ma”- przekonywał Aleksander Wat. Chłonąć świat z jego powabami i spękaniami, będąc wolnym od uprzedzeń i fałszywych pytań, przynoszących jakże często wewnętrzne rozstrojenie i niepewność. Oddech musi się zestroić z pulsem świata – życiem które przechodzi przez tak wiele arterii i znajduje swoje źródło w tym którego nazywam Obecnością. Zatrzymania w miejscach nieoczywistych i wyrywających z banalności podróżowania. Spacer nad brzegiem morza, czy wspinaczka na szczyt góry. Zmienność przestrzeni których staję się na jakiś czas częścią. „Życie każdego człowieka jest drogą ku samemu sobie, próbą znalezienia drogi, zaznaczenia ścieżki”- twierdził Herman Hesse. Chrześcijanin jest dzieckiem drogi, stróżem poranka, naczyniem czekającym na wypełnienie, gwałtownikiem szamocącym się z burzą wciąż nowych wyzwań i prądów szturmujących umysł. Chrześcijanin najpiękniej został przedstawiony na ścianach rzymskich katakumb - postać oranta – personifikacj modlitwy i duszy ludzkiej całkowicie powierzonej Bogu. Bezbronność i zarazem wielkość świadka, gotowego przyjąć radykalizm miłości. „Modlitwa jest działaniem. Modlić się to być wielce skutecznym… Modlitwa jest dziedziną naukową intelektualistów i sztuką artystów. Artysta zajmuje się gliną lub kolorami, słowami lub dźwiękami; zgodnie ze swymi zdolnościami obdarza je znaczeniem i pięknem. Materiałem, nad którym pracuje modląca się osoba jest żywe człowieczeństwo. Kształtuje je swą modlitwą, obdarza je znaczeniem i pięknem; najpierw siebie, a tym samym wielu innych”(T. Colliander). Nicość zostaje wypełniona sensem. Zgiełk przenika radość milczenia. Świat staje się katedrą do której wchodzę i czuję się zaopiekowanym, godnym zasłuchania w wieczności. Jak ujął to św. Grzegorz z Nyssy: „gdzie Oblubieniec jest obecny, ale niewidzialny.”

niedziela, 5 lipca 2026

 

Gdy Jezus przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wybiegli Mu naprzeciw dwaj opętani, którzy wyszli z grobów, bardzo dzicy, tak że nikt nie mógł przejść tą drogą. Zaczęli krzyczeć: „Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?” A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy prosiły Go: „Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń”. Rzekł do nich: „Idźcie”. Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w falach. Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic (Mt 8, 28- 9,1).

Czytam dzisiejszy epizod Ewangelii jak rzetelnie podany news. W tym opisie wszystko jest tak nieprawdopodobne i budzące zainteresowanie, aż nawet trochę tragikomiczne według dzisiejszych standardów powierzchownego interpretowania rzeczywistości. Wejdźmy w sam środek tego wydarzenia, wczujmy się w położenie Gadareńczyków. W ich okolicy wydarzyło się coś tak bardzo zaskakującego. Biegną nad jezioro, wcale nie po to, aby oddać rekreacji – pływać, opalać się - ale ich wzrok zostaje dotknięty dwiema zaskakującymi sytuacjami. „Nie istnieje pełne przedstawienie rzeczywistości. Tylko wybór”( P. Lagerkvist). Dwa kadry zapierające dech w piersi. Z jednej strony trzoda potopionych świń, które do nich nie należały, a z drugiej dwóch opętanych ludzi, którzy w jednym momencie stali się normalni- wolni od irracjonalnych i niebezpiecznych zachowań. Bez wątpienia taka sceneria wyrywa obserwatorów z bierności i neutralności, budząc wewnętrzne zakłopotanie. A pośrodku tego wszystkiego stoi Chrystus dotknięty dylematem dokonania wyboru: trzoda świń lub dwóch potrzebujących uwolnienia ludzi. To gra o los człowieka i sprawdzian miłości Boga. Bilans jest klarowny- o dwóch ludzi zdrowych na ciele i duszy więcej, o stado świń mniej. W świetle przesłanek ekonomicznych ta decyzja to czyste szaleństwo. Człowiek którego te świnie są własnością będzie klepał biedę do końca życia. „Trzeba jednak zapłacić jakąś cenę za „wyzwolenie” dwóch ludzi. Chrystus żąda tej zapłaty od Gadareńczyków. Żąda by w swych sercach uznali, że człowiek jest ważniejszy do świń.” To nie jest prosta transakcja biznesowa. Przecież świnie to dobra lokata na dobrze zaplanowaną przyszłość; a tu w grę wchodzą takie straty. Chrystus również od nas żąda jasnego wyboru. Na jednej szali człowiek. Na drugiej wszystkie zabezpieczenia i finansowe wentyle bezpieczeństwa. Zgoda na obecność Chrystusa zależy od wahań tej wagi. Pewnie pomocą w tej refleksji będzie dobrze postawione pytanie. Czy potrafię postawić drugiego człowieka na pierwszym miejscu ? Przed moimi sprytnymi kalkulacjami, korzyściami, reputacją, zyskiem, za cenę utraty przywilejów i doraźnych profitów ? Osobiście boję się takich ludzi którzy przechodzą przez życie zgodnie z zaprogramowaną nawigacją, którzy w imię świętego spokoju udają, że nie widzą innych; ponieważ konfrontacja z bliźnim mogłaby wywołać jakieś zaangażowanie. Chrześcijanin to człowiek dla którego bliźni jest darem, a „świnie” to tylko sztafaż stanowiący element Bożej ekonomii zbawienia. „Jakież znaczenie mają łachmany naszych grzechów, jeśli zdarliśmy je z naszego ciała i stajemy w Twojej obecności nadzy i drżący ? – pytał Mauriac. Aktualność i przestroga dzisiejszej Ewangelii jest klarowna dla nas współczesnych. Nie wchodź w przestrzeń Lewiatana w której możesz się ześwinić, ubrudzić, spodlić w świecie który jest otchłanią demonicznych sił, opozycją wobec piękna i miłości Boga. „Zło to postrzeganie siebie i świata jako pozbawionych Boga, czyli pozbawionych miłości i świadomości”(J.Y. Leloup). Przesłanie może być bolesne dla wolności samostanowienie o sobie. Nie wchodź od „podziemia”, abyś i ty ze świniami nie spadł do urwiska. Niech dopełnieniem tego rozważania będą słowa św. Izaaka Syryjczyka: „Ten, kto widzi swój grzech, jest większy od tego, kto wskrzesza umarłych.”

niedziela, 28 czerwca 2026

 


Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi»”. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary (Mt 8,5- 13).

Rozglądam się w scenerii dzisiejszej Ewangelii i muszę ze smutkiem stwierdzić, że bardzo często brakuje mi wiary setnika, rzymskiego centuriona; wrażliwości i czułości mężczyzny, reagującego natychmiast na agonię drugiego człowieka. Tej determinacji, odwagi i ufności w możliwość uzdrowienia, wbrew dramatycznym okolicznościom czasu i miejsca. W obliczu cierpienia, choroby, gaśnięcia życia - Bóg i człowiek są sobie bliscy – połączeni niewidzialną nicą miłości i milczącego porozumienia. „Znalezienie w Bogu tego, co absolutnie upragnione, i złożenie tam swego serca odsłaniają zdumiewającą bliskość Boga”(P. Evdokimov). Ikoniczność „Samarytanina” o szeroko otwartych oczach i sercu. Mozolne naciskanie na Mistrza, aby wybłagać cud na odległość, bez fatygi i narażania się na otarcie z nieczystością domu człowieka i jego najbliższych – przez wyszeptane słowo, mające moc przywracania wszystkiego, poza ciekawskimi oczami tłumu cwaniaków, niedowiarków, naciągaczy, zdrajców i plotkarzy od kolportowania galilejskich nowinek, jak również paradoksom losu. „Obecność dyskretnego Boga zda się nieobecnością… Cechą cudów Bożych jest dyskrecja.” Trud zrozumienia ponadczasowości sensu tego wydarzenia, odsłania jakże powierzchowną i pełną wahań wiarę współczesnych chrześcijan. Można się potykać o ciała cierpiących braci, nie zauważać ich, ignorować, iść przed siebie i myśleć tylko o sobie. „Samolubny jest ten, kto kocha tylko siebie samego, z czego wynika dlań fakt braku miłości dla siebie”(Teofilakt). Antropologiczna martwota postaw i emocjonalny chłód. Łatwiej się uprząta zmarłych (utylizuje), niż pochyla się nad chorymi i podnosi się ich ku nadziei nowego świtu. Ludzie miasta są częścią tej jakże chorej tkanki, skazanej na obojętność i bezruch. „Tym, czym się nie staliście, tym nie jesteście”- pouczał św. Grzegorz z Nyssy. Przestaliśmy być ludźmi pragnienia, prośby, człowieczeństwa osuwającego się na kolana i błagającego Boga o wejrzenie i podmuch miłosierdzia. Nie przenika naszego wnętrza ten wielki powiew miłości, budzący olbrzymów podtrzymujących w posadach kruchy i ledwie chwiejący się świat który przeobrazi się niebawem w szpital. Polegamy na sobie i zabezpieczeniach które w chwilach dramatycznej próby, tak naprawdę nie są wstanie nic zmienić – jedynie zatrzymają na chwilę wskazówkę zegara. Wiara pozwala zdiagnozować w człowieku to, co święty Jan z Karpathos nazywa „chorobą niedowiarstwa.” Być dla innych świadkami czułej miłości Jezusa ! U Quoista przeczytałem takie intrygujące i bardzo osobiste wspomnienie: „Tej nocy umarł mój przyjaciel, Panie, i płaczę. Ale moje serce jest pełne pokoju. Bo tej nocy umarł mój przyjaciel, ale razem z Tobą dał mi życie.”

środa, 24 czerwca 2026

 

Za kilka dni rozpoczynają się wakacje. Pauza od czynności i powtarzalności do której się przez dziesięć miesięcy przywykło. Odpoczynek to powinność konieczna dla rozwoju duchowego i fizycznego. To odmienne spojrzenie na rzeczywistość, bycie w drodze i odkrywanie zupełnie nowych przestrzeni – rzeźbionych przez czas i obecność ludzi których losy splatają się z konkretnym oddechem natury i tembrem miejsca. Szlachetny podróżnik z apetytem na to, co jeszcze nieodkryte. Nostalgia za wymiarem o którym się śni lub marzy, na kształt wiecznie ciekawskiego i bystrego dziecka. „Kiedy otwiera się niewidzialny świat, kontemplacja staje się radosna. Wewnątrz rozkwita radosna atmosfera. A ta radość, wyniesiona w przestrzeń, dociera do wszystkich "żebraków Absolutu". (M.M. Davy). Wolność od bycia na czas i realizacji poleceń wynikających w wyuczonej profesji. Bycie poza, bez limitu degustowanych kaw; na kształt pragnienia ptaków wzbijających się do lotu i szybujących zgodnie z oddechem wiatru. „Pragnij tego, by wędrowanie było długie: żebyś miał wiele takich poranków lata, kiedy, z jaką uciechą, z jakim rozradowaniem, będziesz wpływał do portów nieznanych...” – powie poeta Kawafis. Cały świat niewyrażonych rzeczy, czekający uzewnętrznienia za pomocą pośpiesznie odnotowanych słów na zupełnie świeżych stronach notatnika. Naprawdę wszystko może być zdumieniem i namacalnością zmysłów łapczywie próbujących zatrzymać dla siebie jak najwięcej. Świadomość łączności z przestrzenią w której można się na chwilę zadomowić, pozostawiając na jakiś czas swój bezpieczny matecznik, stając się odmieńcem przygarniętym na chwilę. Intryguje mnie przeszłość odkrywana w zakamarkach zachowanej architektury, przesiewanych przez czas artefaktach, czy zatrzymanych na wieczność szczególikach obrazów artystów – których już z nami nie ma, a jedynie ich sztuka coś ma jeszcze mądrego do powiedzenia. Z nią można toczyć wewnętrzny i upajający dialog. Poruszają mnie bez reszty ludzie wczorajszego świtu, z zupełnie odmienną perspektywą życia, bardziej zrównoważeni i będący w harmonii z ziemią, której niegdyś granice wykreślały ślady ich stóp lub spracowanych dłoni. Patrząc na dzieci mojej epoki, czuliby rozbawienie zmieszaną z  irytacją szklącą oczy, marszcząc czoła na widok technologii od której zależą kaprysy i codzienna monotonia szekspirowskiego pytania: „to be, or not to be” – targanego demonem absolutu. Być może nie trzeba się tym tak martwić, dbając o własną higienę intelektu i duszy. Torba spakowana i oparta o ścianę. „Słońce wschodzi tylko dla tych, którzy idą je spotkać"(Henri le Saux). Wystarczy zakluczyć drzwi, pozostawiając wszystko na swoim miejscu. Wyruszyć w przygodę przyglądania się i przeżywaniu świata  !

niedziela, 21 czerwca 2026

 

Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność! (Mt 6,22-23).

Człowiek jest wydany spojrzeniu: pięknemu, magnetyzującemu, zawłaszczającemu, a czasami niszczącemu, odpychającemu natychmiast, powodującemu odwrócenie twarzy i zacisk powiek. „Przechodzimy przez życie z jednym okiem nadmiernie wyostrzonym, z drugim ślepym, zaciągniętym bielmem. Wystarczy, by widzieć ? Nie, nie wystarczy” – sugeruje Gustav Herling- Grudziński. Ewangelia mówi o oczach „zwierciadłach duszy” i instrumentach poznania rzeczywistości realnej i tej ukrytej za zasłoną mistycznego zdumienia. Znam ludzi o oczach szeroko otwartych, wypełnionych po brzegi miłością, głębią, współczuciem, dobrocią i łagodnością. Obok tych, istnieją oczy niewyraźne, odpychające, zaciemnione – zdradliwe, budzące niepokój, a nawet strach. Oczy w których można się przejrzeć i takie które mogą zwieść lub zatracić w niebycie. „Dzisiejszej nocy oczy mego wewnętrznego ja były otwarte: stały się zdolne do patrzenia w niebo, w świat idei i w piekło”- powie poddany rozdarciu widzenia Swedenborg. Istnieją jeszcze oczy świętych, doskonale oddane na ikonach w których jest żar – przyciąganie tak intensywne, że nie można mu się oprzeć. Ogień bijący ze źrenic tych, którzy zostali nasyceni światłem, stojąc naprzeciw Obecności na szczycie Synaju, Taboru i Golgoty, przemienieni mocą Paschy. „Być żywym oznacza być widzianym, wchodzić w światło kochającego spojrzenia"(Ch. Bobin). Chrystus wskazuje na dwa rodzaje oczu. Od jakości patrzenia zależy kondycja ludzkiej duszy, bowiem wszystko co do niej przenika – przechodzi od wzroku – uzdalniając lub nadwyrężając ludzką wolę wyboru pomiędzy dobrem i złem. Ilu jest takich, co spoglądają bezmyślnie, nieuważnie, nie zdając sobie sprawy jak przez te dwie wytrzeszczone „soczewki” przenika mnogość niebezpiecznych doznań. W strumieniu zalewających nas zewsząd obrazów, trzeba dokonać natychmiastowej selekcji. Duchowość jest związana z nieustanym procesem korekty świata, jego powabów i miraży. „Bóg sprawia wszystko w nas, do nas należy tylko dobra dyspozycja woli”(św. Maksym Wyznawca). Jeżeli trzeba coś w świecie ocalić, to czystość zmysłów z których spojrzenie jest rozstrzygające dla uzewnętrznienia się Królestwa Bożego. „Ten, kto ujrzał swój grzech, większy jest niż ten, kto widział anioły”(św. Izaak Syryjczyk). Można paść na twarz i schować w piasku lub błocie wzrok, albo podnieść się z kolan niewolnika i wystawić ku bijącym ze źródła energiom Życia.