wtorek, 15 września 2026

 

Poczekalnia myśli które trzeba właściwie dobierać, ważyć, dopasowywać na miarę codzienności w której przyszło oddychać i jakoś żyć. „Myśl – podobnie jak światło czy kolor – jest zjawiskiem nieposiadającym stanu. Błyska i znika, rozpada się. Trzeba było wynaleźć literaturę, by myśl stała się zjawiskiem odczuwalnym”- twierdził Sandor Marai. Teksty powstają z nalotu wspomnień i przetrawionych osobiście historii. W dzieciństwie wszystko jest niespodzianką, każda chwila i odkryte miejsce jest magiczną krainą upojenia szczęściem. „Być wszędzie, rozlać się w zapachach, rozkwitać w kwiatach, popłynąć wodą, drgać jak dźwięk, świecić jak światło, wtulić się we wszystkie kształty, przeniknąć wszystkie atomy, zejść do samej głębi – być Materią !” – jak pisał upojnie Flaubert. Dorastanie to okres podekscytowania i mocowania się żywiołami które niczym wulkany przebudzają się z uśpienia i czekają na coś w rodzaju erupcji. A później przychodzi dorosłość i gwałtowne przyśpieszenie czasu, czyniącego z dzieci o szeroko otwartych zmysłach, wędrowców odmierzających każdy kolejno postawiony krok ku śmierci. Kowale własnego losu, zdanego na kaprysy innych. Potykanie się, upadki i podnoszenie się z nich to sztuka wymagająca i wyczerpująca. Poszukujemy straconego czasu i kurczowo wypatrujemy świtu, kiedy ponownie zbudzi nas ciepły jak mleko, głos matki i jej delikatna dłoń na twarzy zaspanego i niechętnego do wstania z łóżka małego buntownika. Później przychodzi sztorm miłości. Serce zaczyna bić intensywnie a ciało wiotczeje pod naporem siły która mogłaby stać się wiecznym trwaniem naprzeciw paraliżującego rozum żywiołu. Eros rozprzestrzenia się w obiegu ciała, czyniąc je darem i świątynią najwznioślejszej modlitwy. Pierwszy styk ust którego smak i nieudolność pozostanie w pamięci, a po nim wszystkie inne pocałunki będą jedynie powrotem do tego pierwszego momentu przekroczonej intymności – innego i jakże boskiego Ty. Ta na pozór ekstaza będzie trwać do pierwszego zawału serca i miłosnego zawodu, którego najczęstszą wirusową infekcją jest egoizm której ze stron. „Nie przemówię do ciebie, lecz będę myślał o tobie, gdy usiądę samotny lub samotny zbudzę się w nocy, Będę czekał, bo nie wątpię, że spotkam cię znowu, I zadbam o to, aby cię nie utracić”- dotkliwie wyrazi to napięcie język poezji. Poturbowana i przetrącona przez los istota, będzie zbierać okruchy sensu, aby powstać i pójść dalej. To wszystko przywodzi malarskie stadia przemian postaci w momencie przesypywanej klepsydry. Panta rei aby dotrzeć do oceanu światła. Na końcu jesień i obumieranie liści z drzewa które rodziło owoce i nagle zastygło – stając się suchą i niezwracającą na siebie uwagi ikebaną. W jej wnętrzu zachowała się jednak starcza mądrość której młodość nie rozumie i prześmiewczo ignoruje. Ona nie musi już nikomu nic udowadniać; jej ostatnim zadaniem jest milczące wyczekiwanie wieczności. Znowu czekamy na towarzyszącą czułość i muśnięcie dłoni. Następuje wyjście ku tajemnicy którą chrześcijaństwo bezpośrednio utożsamia z nadzieją. Przeżycie bliskie biblijnemu Hiobowi, bez narzekania i dokonujące się w milczącej zgodzie na to, co nieuniknione i do teraz zakryte. To powtórne przejście przez rodny kanał, a u jego nasady oślepiające światło nowonarodzonego. Ciało walczy i opiera się cierpieniu, ale musi  przekroczyć ten punkt newralgiczny – aby wszystko przeniknął powiew życia - zmartwychwstanie. Gasną oczy. Skóra staje się pofałdowanym pergaminem nieodwracalnych zmian. Kości kruszeją jak wysuszona gruda ziemi. Aby mogło pokonać gwiezdną ławicę ku bramom Nieba, musi zejść w ciemną szczelinę chwilowej samotności i rozkładu. Śmierć i monada czekająca na bilet wstępu! Ostatnia poważna inicjacja bytu rozumnego. Wszystko staje się prochem i cieniem „tak że ciemność będzie światłem a bezruch tańcem.” To jedno z najkrótszych streszczeń historii człowieka. Proust zagniłby mnie za pominięcia i uogólnienia, ale Bóg który na zegarek nie zerka, oddałby mi słuszność intencji. Kończy się czas stawianych pytań. Nastaje czas odpowiedzi i miłosnego teraz !

niedziela, 13 września 2026

 

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (Mt 22,35-46). Miłość do Boga i człowieka, nie można opisać tylko i wyłącznie słowami oscylującymi w kategorii uczuć, pragnień, tęsknot, szczęścia… Właściwie na gruncie teologii i praktycznego przekraczania jej- miłość- implikuje wszystko w człowieku, całe jestestwo zostaje zdeterminowane, aby być naprzeciw tego Drugiego. „Miłować to odnajdywać własne dobro poza samym sobą i wiedzieć, że nie można go osiągnąć inaczej, jak tylko przez wolny dar z siebie”(S. Tugwell). Ten stan odniesienia wypływa z przestrzeni serca i jest mniej dyskursywny, niż komuś się może wydawać. Miłość wymaga czytelnych i jednoznacznych aktów. „Prawdziwa wartość miłości polega na tym, że zawsze rozrzutnie darzy sobą niegodnych”(R. Tagore). Miłość wymaga przestrzegania przykazań- to fundament na którym powstaje gmach uczuć, emocji, gestów i pragnień skierowanych ku Bogu oraz drugiemu człowiekowi. „Kto kocha Boga, kocha też bez reszty swego bliźniego”- pisał św. Maksym. Taka miłość kosztuje; nie jest płytka, krótkowzroczna, opakowana kaprysami chwili czy zmieniających się nastrojów. Miłość prawdziwa jest stała, kreatywna, detonująca przytwierdzone do serca znamiona egoizmu i pychy. Miłość otwiera i udrażnia zatamowane arterie dobra. Miłość jest „lekarstwem na nasze grzechy”- rodzi współczucie, wrażliwość, współodczuwanie cierpienia z innymi, uśmierza ból egzystencjalnych porażek. Aby kochać prawdziwie, trzeba przejść przez doświadczenie cierpienia. „Boga trzeba kochać, by bolały mięśnie i kości”- mówił św. br. Albert. Z tego „bólu” rodzi się świat przepełniony ogniem miłości. „Kiedy Twoja miłość jest już przyjęta i otwierają się przed Tobą ramiona, wówczas proś Boga, niech zachowa tę miłość od zepsucia…”(A. Exupery). Jak sobie poradzić z tą koncepcją Chrystusowej miłości ? Możemy przytaknąć i przyznać rację jak faryzeusze; ale za chwilę wrócić do swojego schematu myślenia. A może spróbować żyć inaczej- nasycać życie Miłością.

 

 

poniedziałek, 7 września 2026

 

Gdybym tylko mógł spowolnić czas. Lepiszczem zaklajstrować szczeliny przez które przecieka i znajduje ujście ku śmierci. Łudzę się, że zostało mi jeszcze trochę życia, że zdążę na czas opisać słowami to, co łapczywie rejestrują moje oczy i dotykają dłonie. Pisarz jest opowiadaczem historii – najpierw swojej, a następnie tych innych – przedłożonej trochę na kształt mitu o uniwersalnym przesłaniu dla wszystkich, którzy zapragną stać się jego częścią. „Piszę, żeby się przeglądać”- twierdził Michaux. Śniło mi się, że mam nowotwór mózgu i gasnę niczym roślina pozbawiony światła i wody. Tracę trzeźwość zmysłów. Oczy przestają wiedzieć a uszy stają się częścią kosmicznego milczenia odległych planet. Z powodu nacisku guza na mózg, nie mogę  poruszyć dłonią ani palcami, a głowa staje się wielką dynią czekającą na zgnicie i eksplozję od środka. To paskudna fabuła, odstręczająca skutecznie czytelnika, obniżająca amplitudę życiowych motywacji i aspiracji do zrobienia czegokolwiek. Jeżeli ktoś w tym miejscu przestanie mnie czytać zrozumiem i nie będę się gniewał. „Słowa są naszymi pierwszymi nauczycielami śmierci. Pierwszym sygnałem rozdzielności między ciałami i ich nazwami”- spostrzegł w Fizyce smutku Gospodinow. Jako pięcioletni chłopiec będąc z wizytą u przyjaciół moich rodziców, otworzyłem drzwi do piwnicy ich nowo wybudowanego domu i spadłem z kilku merów w ciemność na beton. Z domu do piwnicy nie było jeszcze schodów, a drzwi nie były zakluczone. Ciekawość dziecka i pierwszy postawiony krok – najprostszy przepis na tragedię. Przerażenie, płacz i ból przeszywający dość giętkie ciało chłopca, wiezione w panice i pośpiechu do szpitala fiatem 125 p. Czy to już koniec ? Pewnie ma kręgosłup połamany w kilku miejscach – szeptali w nerwach. Takie myśli rozbijały się o brzeg świadomości moich rodziców. Prześwietlenie i zdumienie trzech zawezwanych lekarzy, że dziecko jest całe i zdrowe, poza krwawiącą od przetarcia o beton twarzą. Kot który spadł na cztery łapy. Cud ? Słowo które wyszeptał nieporadnie jeden z medyków pochylony nade mną kiedy zagryzałem z nerwów suchą bułkę. Ojciec po powrocie do domu na klęczkach ze łzami w oczach długo się modlił. Tego dnia Bóg rozdzielał błogosławieństwa i rozpylał eliksir życia. Przez dwa dni nic nie mówiłem. Nosiłem bolesne wspomnienie ciała bezładnie spadającego w dół. Byłem jak Odys schodzący do Hadesu po radę jak żyć i jaki obrać dalszy kierunek drogi. W rodzinie już nigdy więcej nie wracaliśmy do tego feralnego wydarzenia. Wryło się w moją pamięć mocno, stając się mądrą lekcją ostrożności. Tylko słowa potrafią właściwie rezonować z naszą przeszłością. Kończę słowami poeta Whitmana „Pomyśl o czasie, kiedy jeszcze się nie urodziłeś; Pomyśl o czasie, kiedy stałeś obok umierających; Pomyśl o czasie, kiedy twoje ciało będzie umierać.” Dodam od siebie: Pomyśl o czasie, kiedy twoje ciało będzie zmartwychwstałe !

niedziela, 6 września 2026

 

A Jezus znowu w przypowieściach mówił do nich: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: "Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!" Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: "Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie"…(Mt 22,1-14).

W Ewangelii Chrystus tworzy obrazy które mają sugestywnie dotrzeć do odbiorcy. „Żyć w Chrystusie, to żyć już tu i teraz poza śmiercią, to pozwolić zakiełkować w sobie ziarnu „ciała chwalebnego”(O. Clement). Przypowieści są wielką szkołą mądrości, ale jednocześnie zaszyfrowanym i nie łatwym do bezpośredniego odczytania przesłaniem. W przekazie Mateusza wyłaniają się dwa plany – weselna uczta królewska i motyw biesiadnika nie ubranego w strój weselny. „Wiara jest początkiem rozumienia”- przekonuje nas św. Cyryl Aleksandryjski. Kluczowe dla rozszyfrowania tego eschatologicznego przesłania są słowa klucze- zaproszenie i ostrzeżenie przed wypowiedzeniem Bogu „biletu wstępu.” Akcent zostaje silne położony na wolność człowieka i jego osobisty wybór. Przyjęcie lub odmowa zaproszenia. Pan domu którym jawi się sam Bóg, wyraża pragnienie i przynagla, aby wszyscy stali się uczestnikami jego radości; obficie czerpali z owoców zbawienia. Z przypowieści emanuje prawda o ludzkim nawróceniu, perspektywie serca, otwartych oczach, dostrzegających już dalekosiężnie przygotowane dary szczęśliwości do których dostęp ma każdy bez wyjątku. On jest przyszłością i Tym w którym dokonuje się odkupienie czasu i determinującym przez miłość optymistyczne wydarzenie końca. Nie stwarza miejsce eksterminacji i cierpienia, ale nadziei z której wyłania się „nowe stworzenie”- istota świtu. „Oko, którym dostrzegam Boga, jest zarazem okiem, przez które patrzy na mnie Bóg”- powie Mistrz Eckhart. Los człowieka jest losem Boga i przenika go czułość, miłość i troska. „W domu Ojca jest mieszkań wiele”(J 14,2). „Z przypowieści Jezusa wyłania się obraz Boga jako miłosiernego Ojca- pisał W. Hryniewicz- który oczekuje powrotu tych, którzy pobłądzili, wybacza winy, przekonuje, zaprasza, wzywa do zmiany myślenia i sposobu życia. Bóg Jezusa dale wszystkim szansę nowego początku. Nikomu tej szansy nie odmawia… Siła illokucyjna przypowieści skierowana jest dla każdego, przekracza wszelkie granice, etniczne, kulturowe i religijne.” W perspektywie przyszłości rysuje się wizja ludzkości przenikniętej obecnością Boga i darem nieśmiertelności. „Byt skończony powraca do Nieskończonego, z którego wyszedł, do którego zmierza, w którym już jest”- rozmyślał J.Y. Leloup. Chrześcijanin staje się ikoną Obecności. Promieniem w Słońcu. Kroplą wody w ocenie wiecznego drgania i istnienia. Materią przebóstwioną. Biesiadnikiem Miłości !

wtorek, 1 września 2026

 

Początek września jest zawsze pełen obaw. Światło miesiąca w którym dogasa lato. Nadmiar wspomnień wieńczących beztroskę rozleniwionego w czasie urlopu. Naprzeciw tego szturmujące głowę myśli. Jak być mądrym w niemądrym świecie ? Jak widzieć będąc otoczonym ślepcami ? Jak słyszeć kiedy wszystko zdaje się być jazgotem, kakofonią, słowotokiem fraz rzucanych na wiatr ? W jaki sposób dokonać uników tam, gdzie pojawiają się chropowate słowa, marudne sformułowane pytania, fałszywo brzmiące dźwięki, czy trącące jakimś rodzajem zawiści spojrzenia ? Czas pochłania wszystko, trawiąc powoli i dyskretnie ludzkie sprawy którymi tak od niechcenia – ale z konieczności się obrasta w tłuszcz. Starłem kurz na półkach mojej opasłej biblioteczki. Przetarłem szybę okna z szacunku do brata słońce, który nie przysyła rachunku za energię. W końcu jak sądził Hugo: „Nauczyciel jest ogrodnikiem ludzkiej inteligencji.” Powinien dbać o swoje atelier i narzędzia którymi będzie się posługiwał. Książki są jak najlepsi przyjaciele o których się przypomina w momencie amnezji i intelektualnego bezdroża. Wierne i uszeregowane alfabetycznie i tematycznie. Alchemia słowa i magia budowania za ich pomocą cudownych miejsc które można dzięki wysiłkowi wyobraźni odwiedzić. Książki w twardej lub miękkiej obwolucie, ze złotą bordiurą, pożółkłe i ugryzione zębem przeszłości. Pozwalają przetrwać nawałnice zapracowania i znudzenia w deszczowe dni. Jednak zwleka się na mnie, moment tęsknoty za moimi uczniami. To jest inna forma kontaktu, której pasmem transmisyjnym jest świeżość młodych umysłów, czekających na wybudzenie, ów prometejski i wykradziony wprost z tygla wiedzy żar. Pozwolić mu wybuchnąć jak gejzerowi. Młodość charakteryzuje się ciekawością, tak jak starość pewnością i doświadczeniem przemijania. To przepoczwarzenie larw w piękne motyle, oblepione brokatem kwiatowych pyłków. Prawdziwych mistrzów rozpoznaje się po takim rodzaju tęsknoty. Skoro mam siłę wstać z łóżka i wykonać kilka fizycznych wygibasów, to jeszcze mogę coś wywalczyć w przestrzeni wiedzy, którą można porównać do walki Tezeusza z Minotaurem lub mocowania biblijnego Jakuba z Aniołem. „Granice mego języka oznaczają granice mego świata”- twierdził Wittgenstein. Czasami przesuwam te granice lub otwieram ich bramy tak szeroko, aby młodzi mogli tam zajrzeć i przekonać się, iż istnieje inna rzeczywistość – którą jakże nachalnie przesłania ekran telefonu komórkowego, tabletu i Bóg wie jeszcze czego... Przestrzeń ciekawości i dyskursu, powabów pędzących ku lekturze szeleszczących  książek, czy poskramianych wzrokiem dzieł sztuki z którymi można się zaprzyjaźnić, czy poczynić milczący dialog. Myślenie samodzielne i postrzeganie, gra zmysłów na których opiera się sztuka wychowania człowieka dojrzałego i przysposobionego w chwytaniu idei. Mądrość demaskuje głupotę. Drogą wyboistą do niej jest lekko przeterminowana edukacja !  Szkoła – archaiczna instytucja -  służy nie tyle wychowaniu człowieka spolegliwego i przewidywalnego w swoim etosie rozlicznych kombinacji przyzwoitego zachowania, lecz kogoś kto szuka pytając, a nie mogąc znaleźć odpowiedzi z odwagą śmiałka, forsuje w impecie zaryglowane drzwi poznania. Ewangelicznie szukać aż się znajdzie i nie ustawać w powziętych zamiarach ! „Nie uczy się ludzi, jak być ludźmi, a uczy się ich wszystkiego innego; im zaś nigdy tyle nie zależy na reszcie, co na tym, aby być ludźmi”- wyzna mądry Pascal. Szkoła to nie targowisko próżności i czerwony pasek na świstku papieru, to wydobywanie człowieka z głębi jego ograniczeń, leków i niedowierzań w żywioł własnych możliwości i zasobności intelektu który bywa zakotwiczony  w bierności lub letargu. Rzeczywistość odczuwalna i upajająca tak mocno, iż umysł wariuje na podobieństwo szlachetnego odkrywcy nowego lądu. „Świat rozumiem tylko wtedy, gdy patrząc na cud jego istnienia, odczuwam drżenie”(B. Hamvas). Nie trzeba dokonać wielkich rzeczy. Wystarczy usiąść na skraju drogi lub wzgórza i chłonąć wiedzę z tej wielkiej biblioteki życia.

niedziela, 30 sierpnia 2026

 

Tyle wspaniałych książek napisano o cnotach Maryi. Opiewano Jej kobiecość, akcentowano walory bezgranicznego oddania i głębię wiary. Czy ktoś napisał o Jej twarzy ? A przecież jak mówił Terrien „Syn Boży uczynił Kościół na obraz swej Matki.” Ikona Czarnej Madonny ma najpiękniejszą twarz matki. Twarz jest wyrazistym traktatem teologicznym- który należy czytać, wzrokiem i sercem. Belting w Historii twarzy, pisał o twarzy jako najbardziej indywidualnej części ciała i elemencie tożsamości człowieka. W Jasnogórskim wizerunku całe pokolenia przyglądały się twarzy Matki; dostrzegając objawienie piękna, czułości, macierzyństwa, spokoju, ufności... Nie zabrakło tam również cienia strapienia i bólu. „Matka Boża to czarna ziemia nasza, i wielka w tym radość człowieka” (F. Dostojewski). Żadna inna ikona nie wyraża lepiej duchowych przeżyć jakie zatrzymują się na twarzy Maryi, wypisanej w kolorze ziemi. Tu zdają się szczególnie wybrzmiewać słowa św. Grzegorza Palamasa: „Chcąc stworzyć obraz piękna absolutnego i okazać jasno aniołom i ludziom moc swojej sztuki, Bóg zaprawdę uczynił Maryję najpiękniejszą. Połączył w Niej piękno, które rozdzielił innym stworzeniom, i uczynił Ją wspólną ozdobą wszystkich bytów widzialnych i niewidzialnych, a raczej połączył w Niej całą doskonałość boską, anielską i ludzką, delikatne piękno, ozdobę dwóch światów...” Dziewica typu Hodegetria, „Ta, która wskazuje drogę”, o „twarzy czarnej jak namioty patriarchów”- piastująca na rękach Zbawiciela świata, ogarniająca spojrzeniem ludzkie historie i troski. Oblicze Matki- oczy ciemne jak węgle, przenikliwe i wypełnione miłością, można w nich dostrzec wieczność. Usta delikatne i wąskie jakby szeptające Ewangelię nadziei adresowaną wprost dla prostaczków i potłuczonych przez życie. Na twarzy dwie blizny- stygmat ludzkiej bezmyślności i niewiary. Maryja uczestniczy w tej liturgii uwielbienia w milczeniu: zachowuje dokładnie w pamięci to, co Jej się wydarzyło, i stara się zrozumieć znaczenie tych wydarzeń. Tego wizerunku nie sposób zapomnieć, utrwala się w zbiorowej pamięci narodu i indywidualnych osób. „Znam na pamięć jasnogórskie rysy..., wiem po ciemku, gdzie twarz Twoja i koral, gdzie Twa rana, Dzieciątko i berło. Ręką farby sukni odgadnę- złote ramy, cyprysowe drewno- lecz dopiero gdzieś za swym obrazem żywa jesteś i milczysz ze mną”- wzdychał poetycko Jan Twardowski. Z twarzy tak wiele możemy powiedzieć o kimś innym- nawet nieznanym, jeszcze nieobarczonym społeczną projekcja stereotypów. Z twarzy Maryi można wyczytać tak wiele, a nade wszystko ciepło matczyne zagarniającego tak silnie wszystkich, którzy znajdą się w promieniu Jej bliskości. Matka każdego z nas, mówiąca przyciszonym głosem, miarowo: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.”

wtorek, 25 sierpnia 2026

 

Nie ma już czarodziejskiego świata. Zostawiono cię. Jakże melancholijny ton ma wyrażona przez Borgesa myśl. Samotność na peryferiach podekscytowanego wszystkim i niczym miasta. „Mam jedną radę: nigdy, ale to nigdy nie odwiedzajcie miejsca, które opuściliście jako dzieci - pisał Gospodinov- Zostało podmienione, opróżnione przez czas, opuszczone, widmo. Tam. Nie ma. Nic.” Napawa mnie smutkiem świadomość, iż świat w którym się wychowałem i który mnie ukształtował - przechodzi do lamusa – w niebyt. Świat w którym obserwacja i zdumienie, połączone z wytężoną pracą umysłu, pozwalało czytać rzeczywistość w wielu fascynujących wymiarach, staje się migotliwym wspomnieniem ludzi cierpliwych i intelektualnie pracowitych: odmieńców i wrażliwców potrafiących marzyć oraz stawiać twórcze i dotykające niemalże kosmosu czy wieczności pytania. Nawet trawa i kwiaty inaczej pachną, niż wtedy kiedy pozbawiały mnie tchu i wymuszały miłosny uśmiech. W dobie AI nasze codzienne życie, praca i edukacja ulegają dramatycznym zmianom. Ludzie z tytułami naukowymi sięgają po te narzędzie, rezygnując z trudu przebywania w bibliotece – miejscu które wykarmiło mądrością gigantów nauki i kultury. „Czemuż wszystko się kurczy, wszystko chce się rozmienić na drobne, ścieśnić się, ustąpić w cień…”nie bez przesady, utyskiwał w Szkicu o mieszczuchu Dostojewski. Wszystko stało się paskudnie banalne, tendencyjne i głupie, zamknięte w dossier ludzkiego inwentarza. Żyjemy szybko i myślmy szybko, bez wczorajszej delektacji i zauroczenia. Przechodzień z dostępem do śmigającego w zawrotnym tempie Internetu, uważa się za „mędrca” znajdującego od zaraz odpowiedzi dotyczące fragmentarycznie, ale jakże przekonująco zdeponowanej gdzieś tam, każdej dziedziny wiedzy. Lecz kiedy odbierze się istocie dwunożnej narzędzie, nagle staje się jak dziecko we mgle. Jak ślepiec potykający się o własną nogę i spadający twarzą na bruk. To nie satyra, a jedynie częściowa prawda o człowieku zalogowanym. Obowiązek obserwatora każde mi nadmienić jeszcze, że ten scenariusz może mieć miejsce i będzie miał tragiczne konsekwencje dla jednostki stającej przed koniecznością zaufania własnym siłom i zasobności swojej wiedzy która, co tragikomiczne  jest już tylko śladowa. „Kultura nie jest posiadaniem dobrze zaopatrzonego magazynu wiadomości, lecz zdolnością jaką ma nasz umysł do zrozumienia życia”- pisał Alberto Moravia. Nie chcemy rozumieć życia i tego, co nas zewsząd otacza. Człowiek pragnie być nieśmiertelny w śmiertelnym przeżywaniu swojej cielesności, obarczonej temporalnością i skazami. Jesteśmy gotowi na wszystko, byle usłyszeć komplement o pięknie naszej materialnej powłoki w która jesteśmy przez Stwórcę odziani. Przestaliśmy cenić mądrość, porzucając ją na rzecz sprytu i strategii obliczonej na sukces lub porażkę. „Ułomna pozbawiona dotyku i zmysłu relacji cywilizacja zamraża piękno w obiektywnym spektaklu, którym handluje. Wszędzie odciśnięta nagość, martwy spektakl erosa, którego trudno rozpoznać w otchłani pustki, między spektaklem i widzem”(Ch. Yannaras). Potrzebujemy pustyni, gdzie schowane w krajobrazie śmierci źródła, czekają na odkrycie. Tam potrafią opaść z ludzkiej twarzy maski które przesłaniają obraz prawdziwego Piękna.