piątek, 27 stycznia 2012



Mk 4,26-34

Jezus mówił do tłumów:

„Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”.

Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”.

W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją zrozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.



Gorczyca w Palestynie jest maleńkim ziarenkiem, z którego może urosnąć drzewko. W ciągu roku roślina może osiągnąć wysokość jednego metra. Gdy rośnie nad wodą, może się lepiej zakorzenić i osiągnąć wysokość trzech lub czterech metrów. "Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy ?" Jezus wykorzystuje tu charakterystyczny semicki styl nauczania. W słowach Mistrza prawdopodobnie dostrzec różne akcenty, np. trudność adekwatnego wyrażenia rzeczywistości królestwa, gdyż ludzki język nie "przystaje"do przedmiotu. Trudno jest znaleźć obraz, który nie tyle wyraża rzeczywistość królestwa, ile przybliża nas do niej. To opowieść o Królestwie które jest jeszcze przed nami zakryte, a jednocześnie o nas samych. Mamy być rozwijającycm się ziarnkiem gorczycy. Jesteśmy tym, co najmniejsze, najmniej przydatne. I nawet nie chodzi o to abyśmy się stali majestatycznym i zarozumiałym w sobie "drzewem". Bóg chce ułamać z nas małą gałązkę, jest nią nasz sposób bycia nacechowany dobrocią, wrażliwością, pełną pokory modlitwą, autentycznością bycia dla innych, dzieciectwem Bożym. On tak zwyczajnie poszukuje we mnie tego co jest najbardziej szlachetne "poszukuje marzenia, które jeszcze nie zostało zniszczone przez realizm, szczerości, naiwności, ubóstwa. A wówczas wszystko zawsze można rozpoczynać od nowa."To jest tworzywo z którego Miłość tworzy lepszy świat, przedsionek Królestwa do którego chce wrzucić mnie Siewca.  Często sami się dziwimy dlaczego Bóg jest taki daleki, to Królestwo jest bardziej odległe niż bliskie. Odpowiedzią jest rabinacka mądrość "Zapytano pewnego mędrca, dlaczego Bóg wydaje się czasami taki niedostępny. Mędrzec odparł: Dlatego bo dziś jesteśmy tacy sami jak wczoraj". To my tacy sami jak wczoraj, a jutro tacy sami jak dzisiaj...i jak to ziarno ma się rozwinąć w nas, jak ma wyrosnąć drzewo, aby ktoś inny mógł wspiać się po gałęziach i sięgnąć nieba? A może jako ptak schować się w cieniu Jego rąk. "Bóg nie zamieszka w kimś, kto nie zamieszkał w sobie". Zamieszkaj w sobie a z małego ziarenka stanie się drzewo sięgające Nieba.

środa, 25 stycznia 2012



Łk 10,1-9

Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.

Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.

Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was.

W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę.

Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże


Chrystus wybiera jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch meżczyzn, aby mocniejsze i skuteczniejsze było przepowiadanie Ewangelii. Mają być jak "agresywne owce", między wilkami, mają być znakiem Bożej siły i mocy, wśród zamętu świata. Wyraża to powołanie Tymoteusza i Tytusa współpracowników św. Pawła. Tymoteusz został przez niego ochrzczony i przez nałożenie rąk otrzymał od Pawła dar duchowy, ustanawiający go "szafarzem słowa i prawdy", czyli głosicielem Dobrej Nowiny. Paweł zachęcał go jako swe umiłowane dziecko do bycia wzorem dla wierzacych w Kościele (Efez) przez nauczanie, życie, wiarę i miłość. Tyus pochodzacy z Antiochii, został doprowadzony do wiary przez Pawła który nazywa go "swoim prawdziwym synem we wspólnej wierze"- w czasie jego pierwszej podrózy misyjnej. Pełnił on rolę pośrednika między Apostołem a wspólnotą w Koryncie i został postawiony na czele wspólnoty na Krecie gdzie pracował jako biskup do końca swego życia.
Do wiarygodności świadectwa życia według Ewangelii, niesienia Bożego Pokoju wzywa nas też Chrystus. mamy być świadkami, światełkami w ciemności, zaczynem pod lepszy świat. Mamy czynić uczniów, rodzić w wierze braci i sióstr dla Chrystusa. Na koniec słowa zachęty Apostoła, które powinny być naszymi słowami odwagi i programem życia.

Umiłowany synu, Tymoteuszu, przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez nałożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga ! On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam została dana w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię (2Tm 1,6-10)

wtorek, 24 stycznia 2012

Zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa



Dz 9,1-22

Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł.

Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: „Szawle, Szawie, dlaczego Mnie prześladujesz?”

Powiedział: „Kto jesteś, Panie?”

A On: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”.

Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.

W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. Pan przemówił do niego w widzeniu: „Ananiaszu!”

A on odrzekł: „Jestem, Panie!”

A Pan do niego: „Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się modli”. (I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na nim ręce, aby przejrzał).

Odpowiedział Ananiasz: „Panie, słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia”.

Odpowiedział mu Pan: „Idź, bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia”.

Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: „Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Swiętym”. Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakarmiono, odzyskał siły.

Jakiś czas spędził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synogogach, że Jezus jest Synem Bożym.

Wszyscy, którzy go słyszeli, mówili zdumieni: „Czy to nie ten sam, który w Jerozolimie prześladował wyznawców tego imiel1ia i po to tu przybył, aby ich uwięzić i zaprowadzić do arcykapłana?” A Szaweł występował coraz odważniej, dowodząc, że Ten jest Mesjaszem, i szerzył zamieszanie wśród Żydów mieszkających w Damaszku.


Spoglądamy dzisiaj przez teksty biblijne na wyjatkową postać w historii młodego Kościoła. Szaweł, Żyd z Cylicji, wychowany w szkole rabbiego Gamaliela, mniej więcej sześć lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, udając się do Damaszku, aby przywieźć stamtąd w kajdanach  do Jerozolimy  wyznawców "drogi" Chrystusa. Szweł oświecony przez Chrystusa pada na ziemię, doświadcza takiej iluminacji która powoduje w nim narodzenie się nowego człowieka, stary człowiek ten uparty, zawistny i oddany tylko literze prawa umiera w jego wnętrzu. Po pewnym czasie Apostoł sam napisze o sobie "Bóg może mocą uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy". (Ef 3,20). Szaweł który chciał zniszczyć pierwsze gminy chrześcijańskie które były zagrożeniem dla judaizmu, teraz sam namacalnie doświadcza Bożej interwncji, spotyka Chrystusa Zmartwychwstałego, który zwraca się do niego osobiście i po imieniu. Zostaje oślepiony aby się na nowo przebudzić z ciemności próżnego "ja" i stać się posłanym aby nieść Chrystusa światu. "Dla mnie żyć to Chrystus"!
"Boże prawdy, przez przepowiadanie św. Pawła rozpaliłeś światło Ewangelii wśród narodów. Składamy Ci dzięki za jego nawrócenie i prosimy Cię, bys dał nam żyć wiarą Chrystusa, zgodnie ze świadectwem, jakie zostawił nam apostoł. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen"


Mk 3,31-35

Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie”.

Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.


Każdego dnia kiedy trwam przy Chrystusie, jestem Jego bratem. Kiedy upadam i powstaję, wracam do Jego miłości jestem jego bratem. Kiedy przez łzy, opuszczenie, samotność, ból... chce się zwyczajnie  wyć jak pies, ale się ciagle pokłada w Nim ufność. To jest wiara, która otwiera moje serce..wtedy jestem bratem, siostrą i matką...

poniedziałek, 23 stycznia 2012



Mk 3,22-30

Uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili o Jezusie: „Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy”.

Wtedy Jezus przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: „Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie, nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi.

Zaprawdę powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnier-stwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego”. Mówili bowiem: „Ma ducha nieczystego”.


Fragment Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II DOMINUM ET VIVIFICANTEM- O Duchu Świętym w życiu Kościoła i świata.

Dlaczego bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu jest nieodpuszczalne ? Jak rozumieć owo bluźnierstwo? Odpowiada św. Tomasz z Akwinu, że chodzi tu o grzech nieodpuszczalny z samej swojej natury, gdyż wyklucza to, czym dokonuje sie odpuszczenie grzechów". Wedle tego bluźnierstwo nie polega na słownym zniewazaniu Ducha Świętego; polega natomiast na odmowie przyjęcia tego zbawienia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha Świętego, działającego w mocy Chrystusowej ofiary Krzyża. Jeśli człowiek nie przyjmuje owego "przekonywania o grzechu", które pochodzi od Ducha Świętego i które ma charakter zbawczy, to zarazem odrzuca "przyjście" Pocieszyciela - to "przyjście" jakie dokonało się w tajemnicy paschalnej, a które zespolone jest z odkupieńczą moca Krwi Chrystusa: Krwi, która oczyszcza sumienia z martwych uczynków.Wiemy, że owocem takiego właśnie oczyszczenia jest odpuszczenie grzechów...Bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu polega więc w konsekwencji na radykalnej odmowie przyjęcia tego odpuszczenia, którego wewnętrznym szafarzem jest Duch Święty, a które zakłada całą prawdę nawrócenia, dokonanego przezeń w sumieniu.

niedziela, 22 stycznia 2012

CHRYSTUS I MENAS IKONA PRZYJAŹNI



Ikona przyjaźni taki często tytuł nadaje się przedstawieniu Chrystusa z Menasem. Jest to jedno z najbardziej znanych przedstawień w chrześcijaństwie, prosta a jakże wymowana ikona oddaje całe mnóstwo emocjonalnych treści. Ikona jest temperą na desce o wymiarach 57x57, powstała w nurcie tradycji koptyjskiej w VI wieku. Ten pochodzący z klasztoru Apollona z Bawit obraz cechuje się żywą kolorystyką, bardzo przemawiająca do odbiorcy.To ilustracja duchowej więzi- przyjaźni, a może mistyki relacji. O przyjaźni wiele słów wypowiedziano, tutaj obraz przenośi nas do kontemplacji duchowej więzi pomiędzy Zbawicielem a człowiekiem. Wschód bardzo mocno podkreśla troskę i miłość Boga do człowieka. Jako miłostiw i czełowiekolubiec Bog jesi i Tiebie sławu wozsyłajem, Otcu i Synu i Swiatomu Duchu, nynie i prysno i wo wieki wiekow. Pochylmy się nad ikoną próbujac wejść w dialog przyjaźni. Kim jest ów meczyzna o imieniu Menas ? "Był on bardzo popularnym świętym tamtych czasów, męczennikiem. Do jego grobu położonego w delcie Nilu, w Mariud, przybywało bardzo wielu pielgrzymów, szczególnie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Tam też powstało słynne miasto Menas. Ale tak naprawde o samym Menasie wiemy bardzo niewiele; istnieja jakies szczatkowe informacje na temat jego osoby, pewne jest to, że żył w prostocie, na pustyni, nieustannie szukając Chrystusa. Na ikonie Chrystus został podpisany jako Zbawiciel, a Menas jako Ojciec Menas - Obrońca. Ikonę malowali chłopi. Malowali ja w założeniu dla odbiorców z niższych warst społecznych, prostaczków, na pierwszy rzut oka może wydaac się mało estetyczna. "Ulega zakłóceniu geometria obrazu, postacie są trochę nieproporcjonalne. Menas jest ubrany w habit zakonny, zarzucony płaszczem, a Chrystus w zwiewną szatę. Chrystus trzyma w rękach wielką księgę. To znak Jego odwiecznego istnienia jako Logosu - Słowa. Menas ma w ręku zwój- rotulus, który świadczy o jego mądrości, typ antycznego filozofa który czerpie ze skarbnicy zapisanej mądrości. Kierując się mądrością wskazuje na Chrystusa. Chrystus zaś prostym i wiele mówiącym gestem obejmuje Menasa swym ramieniem." Menas był przełożonym klasztoru św. Apollona w Bawit, zginął w okresie prześladowań chrześcijan w 296 roku, za czasów cesarza Diokolecjana.
"Każdy z nas idąc przez życie z własnym zwojem mądrości życiowej pod pachą, może stanąć w miejscu Menasa. Oczywiście, nie jesteśmy świetymi mężami pustyni, pewnie nie będziemy męczennikami, ale pragnienia w głebi serc są podobne- może ten mnich jest ucielesnieniem tego uczucia i tęsknoty."Może jest to lustracja przyjaźni, która dopiero nadejdzie wraz z naszym poruszeniem serca, nawróceniem. Takie zwroty akcji mają w życiu czlowieka miejsce wiele razy. Bóg idzie w drodze z nami tylko często brakuje nam siły, aby zapytac Go, czy to rzeczywiście On. "Bóg nie każe nam iść żadną drogą, której  by On sam nie przeszedł i na której by nie szedł z nami." (D. Bonhoffer). Wpatrując się w ikonę po chwili szybko spostrzeżemy że nie jest statyczna, jak się wydaje przy pierwszym oglądzie. Przyjaciele są w drodze, to jest bardzo wymowne, ida razem przez życie. "Ta przyjaźń nie jest sposobem ucieczki od codzienności, od problemów, od męczącego czasami życia. Ona nie jest nieobecna, wręcz przeciwnie - rozgląda się uwaznie dookoła, patrzy szeroko otwartymi oczami na całe życie". Kiedyś spytany trapista Tomasz Merton, kim jest mnich ?, udzielił następującej odpowiedzi: "mnich to ten który, nie ucieka przed światem i ludźmi, ale ten który chce ludzi odnaleźć w Bogu", ich wypowiedzieć. Menas idzie na pustynie aby spotkać Przyjaciela, to jest źródłem jego autentycznego szczęścia, tu mu się jawi cały świat na który patrzy pięknymi oczyma, jako wielki ślad obecności Boga. Ikona Przyjaźni to dwa oblicza skierowane  na nas, jakby chcieli nas zaprosić do tej wspólnoty przyjaźni. "Ta przyjaźń nie alienuje nas ze świata ani nie jest ucieczką od siebie samego. Chrystus nie chce anektowac naszego serca, nie chce nam nakładać klapek na oczy, bysmy nie widzieli niczego poza Nim samym. wręcz przeciwnie poszerza nasze horyzonty, wskazuje na cały świat i na to, co się w nim dzieje. Chrystus chce z nami usiąść i popatrzeć na zachód słońca." Bóg chce być blisko nas, chce położyć dłoń na naszym ramieniu chce wejść w ślady naszych kroków...i wędrowac z nami do końca, do ostatecznego spotkania miłości. A nam pozostaje szukać takiego Przyjaciela, a gdy Go spotakmy to się ze szcześcia zarumienimy.

Prorok to usta Boga



Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: Wstań idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam. Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak Pan powiedział ( Jn 3,1-2).



Jonasz jest zagadkową postacią na kartach Biblii, juz pomijając to że, był strasznie oporny i mało odważny do podjęcia zadania jakie Bóg mu wyznaczył.  Wielu proroków biło się z myślami czy podołają wyznaczonej im misji, dlatego jakoś naturalnie wzbraniali się wobec Bożego wołania. Jonasz wręcz ucieka, kiedy się dowiaduje że ma iść i głosić nawrócenie pogańskiemu miastu Niniwie. "Po wielu przejściach- sztorm, wyrzucenie za burtę, połknięcie przez wielką rybę, żarliwa modlitwa i wydostanie się na brzeg- Bóg przełamuje zewnętrzy opór Jonasza. Prorok słyszy głos po raz drugi i udaje się do Niniwitów. Pełen rezygnacji dochodzi jednak do wniosku, że w sumie nie ma innego wyboru, chociaż wewnętrznie nie zgadza sie z Jahwe. Niniwa nie lekceważy ostrzeżenia proroka i obleka się wór pokutny. Ale Jonasz opuszczając miasto, ciagle ma nadzieję, że nawrócenie mieszkańców jest tylko chwilowe. Prędzej czy póxniej zniszczenie i tak nastąpi. W przeciwnym wypadku jego misja zakończy się niepowodzeniem. Kiedy jednak okazuje się, że akcja nie rozwija się tak jakby chciał, na zewnatrz wychodzi jego głębokie oburzenie i pretensje. Jonasz poddaje się narzekaniu, że Bóg okazał się za bardzo Miłosierny." Czasami kiedy odwiedzam ludzi w domach przy okazji wizyty duszpasterskiej i przybijają mnie prymitywne argumenty usprawiedliwiające ich niewiarę i bezbożność, często wpadam w pułapke wewnętrznego osądu,  myślę jak Jonasz, jeszcze trochę i to wszystko się przepadnie, myslenia w kategoriach kary. Wczoraj wyrzuciła mnie kobieta z domu, gdyż prawda o jej życiu przerosła ją samą. Jestem chrześcijanką, a Kościół nie jest mi do zbawienia konieczne potrzebny, tylu tam pobożnych łajdaków, dla mnie mało wiarygodnych. Czasami staje z dylematem proroka czy mam głosić prawdę z całą konsekwecją, czy ładnie się uśmiechać i przyklasiwać bezrefleskyjności, i chrześcijaństwu bez miłości do Chrystusa i Jego Kościoła. Może powinienem pochwalić Panią za ładne zasłony i sliczne zaczesane włosy, wtedy w miłej atmosferze i z kopertką w dłoni byśmy się rozstali. A tak usłyszałem w podziekowaniu miły komplement takiego beszczelnego księdza jeszcze nie spotkałam.Ci, wszyscy ujadający na Kościół pokazujacy jego grzechy i rany, ekscytujący się upadkami braci i sióstr, czy oni rozumieją prawdziwe chrześcijaństwo? Kościół to nie jest idealna wspólnota ludzi którzy się klepią po ramieniu i szeptają sobie sztucznie do ucha jak dobrze ze jesteś. Chrześcijaństwo to wspólnota ludzi grzesznych, połamanych...potrzebujących nawrócenia. To miejsce dla męża alkocholika, prostytutki, narkomana, zranionego przez brak miłości młodego człowieka. Bóg do takich ludzi wychodzi, odnajduje ich i ma dla nich swoją miłość. To również wspólnota świadków wiary, ludzi sprawiedliwych a jednocześnie pokornych, którzy nie wydają sądów o innych, mają wrażliwe serce i spojrzenie które nie potępia innych ale przyjmuje jako mojego umiłowanego brata i siostrę. Kościół to z jednej strony grzesznica,  a z drugiej piękna, czysta Oblubienica   przygotowująca się na miłość swego Oblubieńca. Jeżeli ktoś takiego chrześcijaństwa nie zaakceptuje będzie sfrustrowany do końca życia, będzie tylko wypominał błędy i pogłębiał ranę w swoim sercu...przestanie kochać i żyć dla innych. Ciężko jest być ustami Boga ! Każdy chrześcijanin ma odkrywać wezwanie do szukania Królestwa Bożego, to zawiera największy pradoks: trzeba czesto znaleźć coś, czego nie ma w świecie..stawać się duchem to żyć już Innym, to być już Innym, wtedy Królestwo Boże znów staje się wewnętrzne wobec człowieka. "Chrześcijańska wspólnota, kiedy jest prawdziwa, wbija się w ciało świata jak drzazga, narzuca się jako znak, przemawia do świata jako miejsce, w którym świat prowadzi rozmowę z faktycznym chrześcijaństwem; do którego człowiek przychodzi, widzi i żyje; jako miejsce chrześcijańskiej obecności w służbie świata. (...) Najwazniejsza jest owa cudowna zdolność patrzenia na świat Jego oczami, oceniania rzeczy poprzez Jego gust. Komunia, usuwanie się w cień i pozwalanie aby przemówił sam Chrystus", za pomoca naszych ust, i skołatanych serc.