czwartek, 28 czerwca 2012



Chwałą Boga jest człowiek, który żyje,
życiem zaś człowieka jest oglądanie Boga


         Majestat Boga ożywia. Ci zatem, którzy oglądają Boga, otrzymują życie. Niewypowiedziany, niepojęty i niewidzialny Bóg pozwala się ludziom zobaczyć, zrozumieć i pojąć dlatego, aby dać życie przyjmującym Go i oglądającym. Nie ma życia bez życia pochodzącego od Boga. Albowiem życie w swej istocie polega na uczestnictwie w Bogu. Uczestnictwo to jest oglądaniem Boga i radością z powodu Jego dobroci.

Ludzie więc będą oglądać Boga, aby żyć. Dzięki temu oglądowi stają się nieśmiertelni i wznoszą się ku Bogu. Jak już mówiłem wcześniej, prorocy zapowiadali, iż Boga będą oglądać ci, którzy mają Jego Ducha i stale oczekują Jego nadejścia. W Księdze Powtórzonego Prawa Mojżesz powiada: "W owym dniu ujrzymy, albowiem Bóg przemówi do człowieka, a on pozostanie żywym".

Ten, który sprawia wszystko we wszystkim, w potędze swej i majestacie jest niewidzialny i niewypowiedziany dla swoich stworzeń. Nie jest wszakże nieznany. Wszyscy bowiem poznają przez Słowo, że jeden jest Bóg Ojciec, który podtrzymuje wszystko i wszystkiemu daje istnienie, jak to jest napisane w Ewangelii: "Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Syn, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył".

Tak więc od samego początku Syn objawia Ojca, ponieważ od początku jest z Ojcem. On to dał ludziom we właściwym czasie i dla ich pożytku czy to widzenia prorockie, czy różnorodność charyzmatów, swe urzędy, a także uwielbienie Ojca, wszystko w zgodnej harmonii i ładzie. Gdzie bowiem ład, tam i harmonia; gdzie zaś harmonia, tam odpowiedni na wszystko czas; gdzie zaś odpowiedni czas, tam pożytek.

Tak więc Słowo stało się szafarzem łask Ojca dla dobra ludzi. Dla nich dokonało tylu dzieł. Ono ukazało Boga ludziom, a człowieka przedstawiło Bogu. Zachowało niewidzialność Ojca, aby człowiek nie lekceważył Boga i miał cel swoich pragnień. Ukazało zarazem różnymi sposobami Boga człowiekowi, aby jako zupełnie pozbawiony Boga nie przestał w ogóle istnieć. Albowiem człowiek żyje na chwałę Boga, a życiem człowieka jest oglądanie Boga. Jeśli zatem objawienie się Boga poprzez dzieło stworzenia dało życie wszystkim istotom na ziemi, o ileż bardziej objawienie się Boga w Słowie daje życie tym, którzy oglądają Boga.



  św. Ireneusz z Lyonu  Traktat „Przeciw herezjom”




środa, 27 czerwca 2012

Mt 7,15-20

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.

Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach”.

Człowiek żyje kołysany różnymi sprawami, wiele różnych sytuacji pełnych leków, napięć. Często wsłuchujemy się w świat, szukając odpowiedzi dla siebie, pytamy jak żyć...wzrastać, jak być mądrym ? Szukamy przewodników duchowych, autorytetów.  To wszystko stanowi o naszej tęsknocie za szczęściem, którego ciągle brakuje. Dzisaj świat jest pełen wilków- którzy wyciagają swoje pazury, mamiąc łatwą ideologią życia. Rozpoczyna się czas wakacji, za chwilę wyłonią się ludzie różnych sekt próbując werbować swoich członków, będzie to bój o dusze. Pozorne poczucie bezpieczeństwa i miłość która prowadzi do zamknięcia w klatce bez wyjścia. Wszystko rozpoczyna się od pseudo poczucia bezpieczeństwa, pombardowania miłością, przemycania "zaufania" a kończy się rozdarciem, pustką i duchową alienacją lub brakiem wolności. Manipulacja i wypranie mózgu powodują zerwanie jakichkolwiek relacji. Jezus przestrzega nas przed złymi ludźmi, którzy nie chcą naszego dobra, a chcą nas zagarnąć dla swoich potrzeb, którzy chcą instrumentalizować kogoś dla jakiś celów. To porównianie do drzewa które poznaje się po dojrzałych owocach.
 „Poznacie ich po ich owocach"
Zastanówmy się na jakie owoce Pan chce przyciągnąć naszą uwagę, aby rozpoznać drzewo. Niektórzy uważają za owoce to, co stanowi ubranie owiec - w ten sposób wilki mogą ich zmylić. Chcę tutaj wypuklić posty, jałmużny i inne dzieła, których mogą dokonywać hipokryci. Bez tego Jezus by nie powiedział: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli” (Mt 6,1)... Wielu daje ubogim w sposób ostentacyjny, a nie przez życzliwość; wielu się modli lub sprawia takie wrażenie; nie szukają ze względu na Boga, ale dla uznania ludzkiego; wielu pości i okazuje zadziwiającą ascezę, aby przyciągnąć podziw tych, którzy widzą ich dokonania. Wszystkie te dzieła są oszustwem... Pan z tego wnioskuje, że te owoce nie wystarczą, aby sądzić drzewo. Podobne uczyniki, dokonywane z uczciwym zamiarem i w prawdzie, stanowią ubranie prawdziewj owcy...
Apostoł Paweł nam mówi, po jakich owocach rozpoznamy złe drzewo: „Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne” (Ga 5,19-21). Ten sam apostoł mówi nam następnie, po jakich owocach poznaje się dobre drzewo: „Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (w. 22-23).

Trzeba wiedzieć, że słowo „radość” jest tutaj użyte w sensie dosłownym, źli ludzie - w dosłownym sensie - nie wiedzą, co to jest radość, ale znają przyjemność... To dosłowny sens tego słowo, które znają jedynie dobrzy: „Nie ma pokoju dla bezbożnych - mówi Pan” (Is 48,22). Podobnie jest z prawdziwą wiarą. Za powyższymi cnotami mogą się ukrywać źli i oszczercy, ale nie zmyli to oka prostego i czystego, zdolnego do rozeznania.
Św. Augustyn      

wtorek, 26 czerwca 2012

Mt 7,6.12-14

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Nie dawajcie psom tego co święte i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami i obróciwszy się, was nie poszarpały.

Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy.

Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują”.



Często doświadczam w swoim życiu tego o czym z wielką ekspresją mówi Chrystus. Kiedy chce się wnosić bogactwo Ewangelii w życie ludzi, a  oni zwyczajnie  nie są tym zainteresowani, a czasami nawet reagują wrogością. To rzucanie pereł na ziemie...z nadzieją w oku, że ktoś się schyli.  Z drugiej strony nie można się zbyt szybko zniechęcić, trzeba postawy czyniu i wiarygodnego świadectwa, cierpliwości pokornego sługi który ma być narzędziem nadziei że świat dzieki mnie może być lepszy. Transparentność świadectwa pozwoli rozkwitać wartości przepowiadanego Słowa Życia. Trzeba wejść na drogę usłaną różami które nie tylko będą piękne ale również będą raniły stopy. Trzeba przejść przez ciasną bramę, drzwi...zmagając się ze sobą, po to aby życie Boga stalo się częścią mnie. ks. Aleksandro Pronzato napisał takie wymowne słowa: "Powinniśmy mieć odwagę przypomnienia o tych cisanych drzwiach, nie poszerzając ich w ramach nowego i bardziej funkcjonalnego stylu bytowania. Sądzę, że jednym z podstawowych kryteriów autentyczności życia chrześcijanskiego jest współczynnik jego trudności czy niewygody...nie martwię się kryzysem Kościoła, odejściami i pustymi ławkami. Tym, czego się boję, jest mdłe, banalne, niepotrzebne chrześcijaństwo, które nie ma niczego do powiedzenia. Chrześcjanstwo które nikomu nie przeszkadza. Chrześcjnaństwo bojaźliwe. Bardziej uspokajające niż niepokojące. Niezdolne do zakłócenia trawienia i snu. Chrześcjanstwo które rezygnuje z szorstkiego jezyka paradoksów ewangelicznych i posługuje się atrakcyjnymi "nowoczesnymi" formułami. Nie możemy sobie pozwolić na luksus nieszkodliwości. Nasze życie ma być "zaraźliwe". Nasza wiara albo jest wirusem, albo staje się szczepionką. Szczepionką która uodparnia, sprawia, że ludzie stają się obojętni, tak że w końcu nawet nas nie zauważają...Musimy potrafić poruszać siłą naszego uderzenia, nawet najbardziej solidnie umocnione mury...".

Całe nasze życie ma być świadectwem dawanym Chrystusowi




        Trzy rzeczy określają i znamionują życie chrześcijanina: działanie, słowo, myślenie. Wśród nich pierwsze miejsce zajmuje myślenie. Na drugim miejscu jest słowo, które odsłania i wyraża myśl zaistniałą i ukształtowaną w duszy. Po myśleniu i mówieniu następuje działanie wprowadzające w czyn powstały w umyśle zamiar. Kiedy zatem pod wpływem różnych okoliczności działamy, myślimy albo mówimy, trzeba, aby każde nasze słowo, czyn i myśl były zgodne z tym wszystkim, co oznacza imię Chrystus, abyśmy nic takiego nie myśleli, mówili albo czynili, co mogłoby nas oddalić od tego tak bardzo wzniosłego wzoru.

Kto więc otrzymał zaszczytne imię Chrystusa, powinien pilnie badać wszystkie swe myśli, słowa, czyny i osądzać, czy zmierzają one do Chrystusa, czy też oddalają się od Niego. W różny sposób można przeprowadzać tak doniosłą ocenę. Cokolwiek wykonuje się, wypowiada lub zamyśla pod wpływem namiętności, z pewnością nie godzi się z Chrystusem. Raczej nosi znamię oraz rysy przeciwnika, który pogrąża perły ducha w błocie namiętności, aby przyćmić i usunąć blask kosztownego kamienia.

Wszystko zaś, co jest czyste i wolne od jakiegokolwiek niewłaściwego pożądania, zwraca się ku Twórcy i Początkowi duchowego pokoju, którym jest Chrystus. Kto od Niego czerpie, jakby z czystego i nieskażonego źródła, myśli i uczucia serca, osiąga takie podobieństwo względem swego wzoru i początku, jakie istnieje pomiędzy wodą ze źródła a tą, która płynie w strumieniu albo rozbłyskuje w amforze.

Nieskażoność zatem, która się znajduje w Chrystusie i w naszych sercach, jest ta sama. Tamta jednak, to jest Chrystusa, znajduje się w swym źródle, nasza zaś stamtąd pochodzi i ku nam płynie niosąc ze sobą właściwe wskazania na życie. Kiedy owe wskazania pochodzące od Chrystusa kierują życiem w prawości i ładzie i prowadzą je, wówczas następuje zgodność i harmonia między człowiekiem zewnętrznym i wewnętrznym. W moim więc przekonaniu doskonałość chrześcijańska polega na tym, abyśmy nosząc imię Chrystusa, wyrazili w naszych myślach, słowach i czynach wszystko, co imię to oznacza.



  św. Grzegorz z Nyssy,  O doskonałości chrześcijańskiej


poniedziałek, 25 czerwca 2012


Mt 7,1-5

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim wy sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: «Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka», gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata”.

Ewangelia dzisiejsza stawia każdego człowieka w jakiejś pozycji konfrontacji z prawdą o sobie, etosie miłości wobec drugiego brata. Każdy ma w sobie jakieś drewno w swoim oku, może to być drżazga lub belka, albo zwalony pień... Wszystko w tej refleksji rozpościera się w percepcji zdolności do miłości. Czy miłość może mnie uzdolnić, do braku sądzenia brata...czy potrafię pokonać w sobie dumę, wyrachowanie i moją kalkukację która przestanie być tylko eksponowaniem siebie w jak najlepszym świetle. Bardzo łatwo widzi się braki innych, zbyt szybko wyciaga się paluszek aby innym powiercić w sumieniu i zaszufladkować do tych gorszych ode mnie. Łatwo przychodzi taka pokusa myślenia o sobie w samych najlepszych odcieniach, upadkach tych innych  mogą mnie stawiać w pozycji tego "sprawiedliwego"   mogą powodować poczucie sztucznej wielkości, pompowania swojego "ja". Jezus dobrze wie jaki jest człowiek, zna wszystkie człowiecze kliny wbite w serce, pęknięcia i ułomności. Może Pan zwyczajnie chce naszej konfrontacji ze słowem miłość. Wtedy nie będziemy produkować zbędnych słów o innych, nie będziemy z wilczą ciekawością moralizowali, łapczywie wyczekując potknięcia innych. Zanim zaczniesz sądzić...kochaj!
Pisał Phil Bosmans
Miłość znaczy kochać konkretnych ludzi,
takimi jakimi są.
Każdego dnia.
Także wtedy gdy codzienne obcowanie z nimi jest niełatwe, a wręcz trudne i wymaga opanowania oraz hartu ducha.
Kochac ludzi jedynie dlatego że są "mili" i "kochania godni", kończy się fiaskiem.
Ludzie nie zawsze są tak "mili", by ich kochać.
Wrogom przebaczać i przeciwników kochać, zło dobrem wynagradzać jest ponad możliwości człowieka,
gdy nie ma ku temu wyższego powodu ani żadnej głębszej, duchowej motywacji.
Rozdawać milość: promieniować miłością i nikogo nie ranić. Być ogniem, lecz nikogo nie palić.

niedziela, 24 czerwca 2012


Narodziny Jana Kościół czci osobnym świętem. Natomiast nie obchodzimy urodzin żadnego innego spośród świętych; czcimy narodziny Jana, czcimy narodziny Chrystusa. Nie jest to bez znaczenia. Jeśli nawet z powodu wzniosłości tajemnicy nie zdołamy jej w pełni objaśnić, w każdym razie przyjrzymy się jej dokładniej i owocniej.

Jan rodzi się z podeszłej wiekiem i niepłodnej niewiasty, Chrystus zaś z młodziutkiej dziewicy. Zapowiedź narodzenia Jana spotyka się z niedowierzaniem i jego ojciec staje się niemy. Dziewica natomiast wierzy w narodzenie Chrystusa i w wierze przyjmuje Go do łona. Oto zapowiedzieliśmy wam, o czym zamierzamy rozważać i czego dociekać. Zapowiedzieliśmy, ponieważ nam samym brak czasu oraz umiejętności, aby całkowicie zgłębić tę tajemnicę. Lepiej pouczy was Ten, który przemawia do was bez naszego pośrednictwa; Ten, do którego zwracają się wasze święte myśli; Ten, którego przyjęliście do swego serca, którego staliście się świątynią.

Jan zda się stanowić granicę obydwóch Testamentów, Starego i Nowego. O tym, iż istotnie stanowi pewnego rodzaju granicę, świadczy sam Pan, kiedy mówi: "Prawo i Prorocy aż do Jana". Jan wyobraża zatem Stary Testament i zapowiada Nowy. Uosabia to, co dawne, dlatego rodzi się z ludzi w podeszłym wieku; uosabia także to, co nowe, dlatego ustanowiony został prorokiem już w łonie matki. Zanim się bowiem narodził, jeszcze w łonie swej matki uradował się przybyciem świętej Maryi. Już wtedy został wyznaczony do spełniania misji poprzednika; wyznaczony wpierw, nim narodzony; ukazany jako poprzednik Chrystusa, zanim jeszcze Chrystus go zobaczył. Są to sprawy Boże, które przerastają możliwości rozumu ludzkiego. W końcu rodzi się Jan, otrzymuje imię, ojciec zaś odzyskuje mowę. Zaistniałe wydarzenia unaoczniają rzeczywistość.

Zachariasz milknie i pozostaje niemy aż do narodzin Jana, poprzednika Pańskiego, i dopiero wtedy odzyskuje mowę. Cóż zatem oznacza milczenie Zachariasza, jeśli nie tajność proroctw, które przed przyjściem Chrystusa były jakby zasłonięte i zamknięte? Otwierają się wraz z nadejściem Chrystusa; stają się jawne, kiedy przychodzi zapowiadany. Odzyskanie mowy przez Zachariasza w czasie narodzin Jana odpowiada rozdarciu zasłony w świątyni w czasie śmierci Jezusa. Gdyby Jan zapowiadał samego siebie, Zachariasz nie odzyskałby mowy. Wraca mowa, albowiem rodzi się głos. Kiedy zapytano wtedy Jana, gdy zapowiadał już Chrystusa: "Kim jesteś? - odpowiedział - Jam głos wołającego na pustyni". Jan jest głosem, natomiast Pan jest Słowem: "Na początku było Słowo". Jan jest głosem na krótki czas; Chrystus Słowem od początku - na wieki.


Kazanie św. Augustyna, biskupa


sobota, 23 czerwca 2012


Łk 1,57-66.80

Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza.

Jednakże matka jego odpowiedziała: „Nie, lecz ma otrzymać imię Jan”.

Odrzekli jej: „Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię”. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać.

On zażądał tabliczki i napisał: „Jan będzie mu na imię”. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się. zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: „Kimże będzie to dziecię?” Bo istotnie ręka Pańska była z nim.

Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem; a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.



„Tyle było niezwykłości w narodzeniu się tego dziecka. Już sama zapowiedź jego przyjścia na świat spotkała się z niedowierzaniem jego ojca Zachariasza, mimo że anioł Gabriel zwiastował to przyjście w przybytku Pańskim, gdy stary kapłan składał Bogu ofiarę. Nawet imię dla tego dziecka zostało zaplanowane i znaczyło: dar od Boga, Bóg jest łaskawy". Jan miał przyjść na świat, kiedy rodzice byli już w podeszłym wieku, a ponadto żona Zachariasza, Elżbieta była niepłodna. Ta zapowiedź przerastała możliwość przyjęcia jej przez Zachariasza, za co został ukarany utratą mowy. Matka chłopca, Elżbieta w oczach współczesnych była napiętnowana z powodu niepłodności i nagle w podeszłych latach przyszło jej cieszyć się z tego niezwykłego macierzyństwa. Najświętsza Maryja Panna odwiedziła ją, gdy Elżbieta była już w szóstym miesiącu. Mały Jan już w łonie matki wyczuł obecność Tego, którego będzie zapowiadał; i przez Niego został uświęcony. Pomyśl, dlaczego Kościół czci osobnym świętem te niezwykłe narodziny, przecież nie obchodzi tak narodzin żadnego innego spośród świętych Pańskich”.
„Zrodziła Elżbieta syna, a krewni jej tego winszowali. Narodziny świętych budzą radość u wielu, gdyż są wspólnym dobrem. (...) Jan jest jego imię. A więc nie my mu je nadajemy, gdyż je od Boga otrzymał. Ma swoje imię, które my przyjmujemy, ale którego wybór nie zależał od nas. To jest właśnie zasługą świętych, że imiona swoje otrzymują od Boga. Tak np. Jakub został nazwany Izraelem. Tak Pan nasz został nazwany Jezusem, zanim się narodził, któremu imię nadał nie anioł, ale Ojciec (...)”.
Św. Ambroży

„Poza narodzeniem świętym Pana nie czytamy, by jako święto obchodzono inne narodziny, jak Jana Chrzciciela. U innych świętych i wybrańców Bożych, wiemy, że obchodzi się jako święto (czci się) dzień końca ich trudów ziemskich i triumfalnego zwycięstwa (...), co do niego zaś pierwszy już dzień, pierwsze początki ludzkiego istnienia się konsekruje. (...) Nienarodzony jeszcze a już z tajemniczego łona matki przepowiada i daje świadectwo o świetle, którego sam doświadczył” (Sermo de Sanctis).
Św. Augustyn


„W ósmym dniu po urodzeniu, jak tego wymagały przepisy, należało obrzezać nowo narodzonego oraz nadać mu imię. Ale co do tej ostatniej kwestii wybuchł spór. Zazwyczaj nadawało się dziecku imię dziadka, by w ten sposób zachować imię rodowe i uniknąć mylenia syna z ojcem. W tym jednak wypadku, ponieważ ojciec był niemy i w wieku dziadka, można było odstąpić od zwyczaju i ze względu na tradycje rodu nadać synowi imię ojca. Jedynie matka upierała się przy imieniu Jan i dobrze wiedziała, dlaczego to czyni. (...) Znak próby i oczyszczenia, który zapowiedział Zachariaszowi anioł, to jest utrata mowy, nie był już potrzebny. Wszystko co się stać miało, dokonało się (...)” (Życie Jezusa Chrystusa).
J.Riccotti
 O świętym Janie Chrzcicielu wiemy dużo i mało. Nie wiemy, co działo się z nim w czasie długiego pobytu na pustyni. Wiemy natomiast, że chciał przygotować grzeszników na spotkanie z Panem. Święty Jan Chrzciciel od początku do końca nie jest taki, jakiego chcielibyśmy widzieć. Wskazał Jezusa ręką, ale za nim nie poszedł. Dlaczego pozostał na pustyni? Pierwsza zagadka Jana Chrzciciela. Gdybyśmy sami wymyślili Jana Chrzciciela, na pewno podalibyśmy, że Jan Chrzciciel wskazał na Jezusa, po czym poszedł za Nim i został Jego uczniem.
Ks. Jan Twardowski