piątek, 13 lipca 2012


Przede wszystkim, gdy coś dobrego zamierzasz uczynić, módl się najpierw gorąco, aby Bóg sam to do końca doprowadził. Skoro raczył nas już zaliczyć do grona swoich synów, oby nie musiał kiedyś się smucić naszymi złymi postępkami. Posługując się dobrem, jakie w nas złożył, powinniśmy zatem zawsze być Mu posłuszni, bo w przeciwnym razie mógłby nas nie tylko wydziedziczyć, jak rozgniewany Ojciec swoich synów, lecz także jak groźny Pan, obrażony naszą nikczemnością, wydać na wieczną karę sługi niegodne, gdyż nie chcieliśmy iść za Nim do chwały.

Powstańmy więc wreszcie, skoro Pismo święte zachęca nas słowami: "Teraz nadeszła dla nas godzina powstania ze snu". A otworzywszy oczy na przebóstwiające światło, słuchajmy uważnie głosu Bożego, który nas codziennie napomina wołając: "Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: nie zatwardzajcie serc waszych"; i znowu: "Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów".

A co mówi? "Pójdźcie, synowie, słuchajcie Mnie, nauczę was bojaźni Pańskiej; biegnijcie, dopóki macie Światłość życia, aby ciemności śmierci was nie ogarnęły".

Pan pośród licznego tłumu, któremu mówi te słowa, szuka sobie współpracownika i raz jeszcze powtarza: "Któż jest człowiekiem, co miłuje życie i pragnie dni, by zażywać szczęścia?" Jeśli słysząc to, odpowiesz: "ja", rzecze ci Bóg: "Skoro chcesz mieć prawdziwe i wieczne życie, «powściągnij swój język od złego, od słów podstępnych twe wargi. Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju, idź za nim». Gdy to uczynicie, oczy moje zwrócone będą na was, a uszy moje otwarte na wasze prośby. I zanim Mnie wezwiecie, powiem: «Oto jestem»".

Cóż dla nas milszego, bracia najdrożsi, nad to zaproszenie? Oto w swej łaskawości Pan ukazuje nam drogę życia.

Przepasawszy więc biodra wiarą i pełnieniem dobrych uczynków, podążajmy ścieżkami Pana za przewodem Ewangelii, abyśmy zasłużyli na oglądanie Tego, który nas wezwał do swego królestwa. Jeśli zaś pragniemy zamieszkać w tym królestwie i w Przybytku Pańskim, musimy biec drogą dobrych uczynków, gdyż inną tam się nie dochodzi.

Podobnie jak istnieje zawziętość zła i gorzka, która oddala od Boga i prowadzi do piekła, tak jest i gorliwość dobra, która oddala od grzechów, a prowadzi do Boga i do życia wiecznego. Ta więc właśnie gorliwość niechaj wyróżnia mnichów w ich życiu żarliwej miłości tak, aby w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzali. Niech słabości swoje duchowe i cielesne znoszą cierpliwie. Niech prześcigają się nawzajem w posłuszeństwie. Niechaj nikt nie stara się o to, co uważa za pożyteczne dla siebie, lecz raczej o to, co pożyteczne dla drugiego. Niech darzą się wzajemnie czystą miłością braterską. Niech Boga się boją dlatego, że Go miłują. Opata swego niech kochają miłością szczerą i pokorną. Niechaj nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa, który oby nas razem raczył doprowadzić do życia wiecznego.



 Św. Benedykt  Reguła


Mt 10,16-23

Jezus powiedział do swoich apostołów:

„Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie.

Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was.

Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy”.


Kiedy obserwujemy żywo pulsującą rzeczywistość ma się wrażenie iż chrześcijaństwo będzie musiało na nowo odważnie wypowiedzieć swoją przynależność do określonego systemu wartości, który ma źródło w Ewangelii. Mam takie wrażenie iż chrześcijanie mówią różnym językiem, jakby każdy miał depozyt na prawdę i próbował usprawiedliwiać świat że jest taki wybrakowany. Słowo dzisiejsze mówi o posłaniu uczniów miedzy wilki, tymi owymi drapieżnikami jawią się ci, którzy posługują się językiem pogardy, nienawiści i kontestacji tego najogólniej mówiąc jest święte. To charakterystyka tych których serca i życie jest w niebezpieczeństwie ciemności i braku miłości. Ludzie którzy tworzą rzeczywistość na hybrydzie tolerancji pod którą można potpiąć z wielką łatwością wszelkie działanie które będzie przeciwne wartościom. Zawsze istnieją dwie drogi którymi można z łatwością podążyć...droga życia i śmierci. Możemy pozwolić się ogarnąć tak kreowanej rzeczywistości kompromisów moralnych, etycznych i światopoglądowych...bo taki wybór nic niekosztuje a jest pozornie atrakcyjny ( do czasu) Jakie trudne wydaje się dzisiaj przyznanie do wartości, które określają sens naszej egzystencji. Często sami zachowujemy się szablonowo: ja wiem że, tak nie można...ale jak zachować inaczej, presja...jeszcze raz presja...wszyscy tak robią. Takie slogany i presing otoczenia chce wyrwać Boga z serca, przez życie bez zasad. Jak nie ma zasad to wszystko wolno i wszysko można łatwo uargumentować jako pożądane i utylitarne. Jaką trzeba mieć wiarę, głęboką ufność aby powiedzieć JESTEM CHRZEŚCIJANINEM mówię radykalne NIE temu co, jest obce moim przekonaniom i miłości do Boga. Jaką trzeba mieć odwagę aby pójść pod prąd, stać się jak waleczna owca, lub otrzymać skrzydła i wzlecieć jak gołąb ponad bezsensem codzienności pompowanej filozofią hedonizmu i idolatrii. Jeżeli przyjdzie na nas niebezpieczeństwo, słowo pogardy a może nawet naruszenie godności lub cielesności, pamiętajmy ON ZWYCIEŻYŁ ŚWIAT, a my Jego mocą pokonamy wszelkie przeszkody. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

 


niedziela, 1 lipca 2012

Mk 5,21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd Go ściskali.

A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc zbliżyła się z tyłu między tłumem i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krowotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości.

Jezus także poznał zaraz w sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto dotknął się mojego płaszcza?”

Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: «Kto się Mnie dotknął?»”. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę.

On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości”.

Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela ?”

Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi : „Nie bój się, tylko wierz”. I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.

Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: « Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go.

Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań”. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.


Chrystus dokonuje w dzisiejszej Ewangelii dwóch cudów pierwszy to uzdrowienie kobiety która od długiego czasu cierpiała na upływ krwi. Kobieta przeżywała straszne cierpienia, ból i świadomość że otoczenie traktuje ją jako nieczystą, bowiem w mentalności żydowskiej krwawienie kobiety powoduje nieczystość, z tym się wiązał brak możliwości uczestniczenia w religijności. Spotkała Jezusa, a właściwie to zakradła się od tyłu aby być anonimową, dotknęła się szaty i odzyskała zdrowie. Jezus pozwolił się dotknąć, a później znalał jej twarz w tłumie, a ona pełna lęku przyszła i wyznała całą prawdę. Drugi epizod Ewangelii to dziewczynka dwunastoletnia która umarła, wydawało się że jest już po wszystkim, ale Jezus pełen milości przywraca ją do życia. "dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka".  Jezus każdego z nas chwyta za dłoń i mówi: Nie bój się, tylko wierz...mówię ci, wstań ! Wstań ze swoich upadków, przyzwyczajeń, próżnych pragnień. Bóg chce uzdrawiać nasze skołatane serca, spracowane ręce i wypalone emocje, powracające wspomnienia, zranienia i balasty przeszłości...Czasami trzeba wykrzyczeć swoją małość, powiedzieć Panie, proszę dotknij moje życie, uzdrów to, co we mnie potrzebuje uzdrowienia. Dotknij, przytul i pociesz. Uzdrów moja przeszłość i teraźniejszość. Proszę, obejmij mnie swoimi ramionami, daj poczuć miłość i pozwól wypowiedzieć: Abba - Ojcze. Brat Remi napisał takie świadectwo: "Na zawsze zapamiętam mężczyznę, którego znaleźliśmy powieszonego. Na stole zostawił Biblię otwartą na Ośmiu Błogosławieństwach: Błogosławieni którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni". Pomyślałem, że Jezus był z nim w tym trudnym momencie. Ludzie umierają na raka, który niszczy ich ciało, ale umierają też na raka duszy, z rozpaczy". Jezus chce nas wyprowadzić z poczucia lęku i rozpaczy, chce abyśmy żyli, abyśmy czuli się kochani, a w trudnym i pełnym łez dramacie chwili czuli uścisk dłoni Boga.



czwartek, 28 czerwca 2012



Chwałą Boga jest człowiek, który żyje,
życiem zaś człowieka jest oglądanie Boga


         Majestat Boga ożywia. Ci zatem, którzy oglądają Boga, otrzymują życie. Niewypowiedziany, niepojęty i niewidzialny Bóg pozwala się ludziom zobaczyć, zrozumieć i pojąć dlatego, aby dać życie przyjmującym Go i oglądającym. Nie ma życia bez życia pochodzącego od Boga. Albowiem życie w swej istocie polega na uczestnictwie w Bogu. Uczestnictwo to jest oglądaniem Boga i radością z powodu Jego dobroci.

Ludzie więc będą oglądać Boga, aby żyć. Dzięki temu oglądowi stają się nieśmiertelni i wznoszą się ku Bogu. Jak już mówiłem wcześniej, prorocy zapowiadali, iż Boga będą oglądać ci, którzy mają Jego Ducha i stale oczekują Jego nadejścia. W Księdze Powtórzonego Prawa Mojżesz powiada: "W owym dniu ujrzymy, albowiem Bóg przemówi do człowieka, a on pozostanie żywym".

Ten, który sprawia wszystko we wszystkim, w potędze swej i majestacie jest niewidzialny i niewypowiedziany dla swoich stworzeń. Nie jest wszakże nieznany. Wszyscy bowiem poznają przez Słowo, że jeden jest Bóg Ojciec, który podtrzymuje wszystko i wszystkiemu daje istnienie, jak to jest napisane w Ewangelii: "Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Syn, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył".

Tak więc od samego początku Syn objawia Ojca, ponieważ od początku jest z Ojcem. On to dał ludziom we właściwym czasie i dla ich pożytku czy to widzenia prorockie, czy różnorodność charyzmatów, swe urzędy, a także uwielbienie Ojca, wszystko w zgodnej harmonii i ładzie. Gdzie bowiem ład, tam i harmonia; gdzie zaś harmonia, tam odpowiedni na wszystko czas; gdzie zaś odpowiedni czas, tam pożytek.

Tak więc Słowo stało się szafarzem łask Ojca dla dobra ludzi. Dla nich dokonało tylu dzieł. Ono ukazało Boga ludziom, a człowieka przedstawiło Bogu. Zachowało niewidzialność Ojca, aby człowiek nie lekceważył Boga i miał cel swoich pragnień. Ukazało zarazem różnymi sposobami Boga człowiekowi, aby jako zupełnie pozbawiony Boga nie przestał w ogóle istnieć. Albowiem człowiek żyje na chwałę Boga, a życiem człowieka jest oglądanie Boga. Jeśli zatem objawienie się Boga poprzez dzieło stworzenia dało życie wszystkim istotom na ziemi, o ileż bardziej objawienie się Boga w Słowie daje życie tym, którzy oglądają Boga.



  św. Ireneusz z Lyonu  Traktat „Przeciw herezjom”




środa, 27 czerwca 2012

Mt 7,15-20

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.

Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach”.

Człowiek żyje kołysany różnymi sprawami, wiele różnych sytuacji pełnych leków, napięć. Często wsłuchujemy się w świat, szukając odpowiedzi dla siebie, pytamy jak żyć...wzrastać, jak być mądrym ? Szukamy przewodników duchowych, autorytetów.  To wszystko stanowi o naszej tęsknocie za szczęściem, którego ciągle brakuje. Dzisaj świat jest pełen wilków- którzy wyciagają swoje pazury, mamiąc łatwą ideologią życia. Rozpoczyna się czas wakacji, za chwilę wyłonią się ludzie różnych sekt próbując werbować swoich członków, będzie to bój o dusze. Pozorne poczucie bezpieczeństwa i miłość która prowadzi do zamknięcia w klatce bez wyjścia. Wszystko rozpoczyna się od pseudo poczucia bezpieczeństwa, pombardowania miłością, przemycania "zaufania" a kończy się rozdarciem, pustką i duchową alienacją lub brakiem wolności. Manipulacja i wypranie mózgu powodują zerwanie jakichkolwiek relacji. Jezus przestrzega nas przed złymi ludźmi, którzy nie chcą naszego dobra, a chcą nas zagarnąć dla swoich potrzeb, którzy chcą instrumentalizować kogoś dla jakiś celów. To porównianie do drzewa które poznaje się po dojrzałych owocach.
 „Poznacie ich po ich owocach"
Zastanówmy się na jakie owoce Pan chce przyciągnąć naszą uwagę, aby rozpoznać drzewo. Niektórzy uważają za owoce to, co stanowi ubranie owiec - w ten sposób wilki mogą ich zmylić. Chcę tutaj wypuklić posty, jałmużny i inne dzieła, których mogą dokonywać hipokryci. Bez tego Jezus by nie powiedział: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli” (Mt 6,1)... Wielu daje ubogim w sposób ostentacyjny, a nie przez życzliwość; wielu się modli lub sprawia takie wrażenie; nie szukają ze względu na Boga, ale dla uznania ludzkiego; wielu pości i okazuje zadziwiającą ascezę, aby przyciągnąć podziw tych, którzy widzą ich dokonania. Wszystkie te dzieła są oszustwem... Pan z tego wnioskuje, że te owoce nie wystarczą, aby sądzić drzewo. Podobne uczyniki, dokonywane z uczciwym zamiarem i w prawdzie, stanowią ubranie prawdziewj owcy...
Apostoł Paweł nam mówi, po jakich owocach rozpoznamy złe drzewo: „Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne” (Ga 5,19-21). Ten sam apostoł mówi nam następnie, po jakich owocach poznaje się dobre drzewo: „Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (w. 22-23).

Trzeba wiedzieć, że słowo „radość” jest tutaj użyte w sensie dosłownym, źli ludzie - w dosłownym sensie - nie wiedzą, co to jest radość, ale znają przyjemność... To dosłowny sens tego słowo, które znają jedynie dobrzy: „Nie ma pokoju dla bezbożnych - mówi Pan” (Is 48,22). Podobnie jest z prawdziwą wiarą. Za powyższymi cnotami mogą się ukrywać źli i oszczercy, ale nie zmyli to oka prostego i czystego, zdolnego do rozeznania.
Św. Augustyn      

wtorek, 26 czerwca 2012

Mt 7,6.12-14

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Nie dawajcie psom tego co święte i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami i obróciwszy się, was nie poszarpały.

Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy.

Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują”.



Często doświadczam w swoim życiu tego o czym z wielką ekspresją mówi Chrystus. Kiedy chce się wnosić bogactwo Ewangelii w życie ludzi, a  oni zwyczajnie  nie są tym zainteresowani, a czasami nawet reagują wrogością. To rzucanie pereł na ziemie...z nadzieją w oku, że ktoś się schyli.  Z drugiej strony nie można się zbyt szybko zniechęcić, trzeba postawy czyniu i wiarygodnego świadectwa, cierpliwości pokornego sługi który ma być narzędziem nadziei że świat dzieki mnie może być lepszy. Transparentność świadectwa pozwoli rozkwitać wartości przepowiadanego Słowa Życia. Trzeba wejść na drogę usłaną różami które nie tylko będą piękne ale również będą raniły stopy. Trzeba przejść przez ciasną bramę, drzwi...zmagając się ze sobą, po to aby życie Boga stalo się częścią mnie. ks. Aleksandro Pronzato napisał takie wymowne słowa: "Powinniśmy mieć odwagę przypomnienia o tych cisanych drzwiach, nie poszerzając ich w ramach nowego i bardziej funkcjonalnego stylu bytowania. Sądzę, że jednym z podstawowych kryteriów autentyczności życia chrześcijanskiego jest współczynnik jego trudności czy niewygody...nie martwię się kryzysem Kościoła, odejściami i pustymi ławkami. Tym, czego się boję, jest mdłe, banalne, niepotrzebne chrześcijaństwo, które nie ma niczego do powiedzenia. Chrześcjanstwo które nikomu nie przeszkadza. Chrześcjnaństwo bojaźliwe. Bardziej uspokajające niż niepokojące. Niezdolne do zakłócenia trawienia i snu. Chrześcjanstwo które rezygnuje z szorstkiego jezyka paradoksów ewangelicznych i posługuje się atrakcyjnymi "nowoczesnymi" formułami. Nie możemy sobie pozwolić na luksus nieszkodliwości. Nasze życie ma być "zaraźliwe". Nasza wiara albo jest wirusem, albo staje się szczepionką. Szczepionką która uodparnia, sprawia, że ludzie stają się obojętni, tak że w końcu nawet nas nie zauważają...Musimy potrafić poruszać siłą naszego uderzenia, nawet najbardziej solidnie umocnione mury...".

Całe nasze życie ma być świadectwem dawanym Chrystusowi




        Trzy rzeczy określają i znamionują życie chrześcijanina: działanie, słowo, myślenie. Wśród nich pierwsze miejsce zajmuje myślenie. Na drugim miejscu jest słowo, które odsłania i wyraża myśl zaistniałą i ukształtowaną w duszy. Po myśleniu i mówieniu następuje działanie wprowadzające w czyn powstały w umyśle zamiar. Kiedy zatem pod wpływem różnych okoliczności działamy, myślimy albo mówimy, trzeba, aby każde nasze słowo, czyn i myśl były zgodne z tym wszystkim, co oznacza imię Chrystus, abyśmy nic takiego nie myśleli, mówili albo czynili, co mogłoby nas oddalić od tego tak bardzo wzniosłego wzoru.

Kto więc otrzymał zaszczytne imię Chrystusa, powinien pilnie badać wszystkie swe myśli, słowa, czyny i osądzać, czy zmierzają one do Chrystusa, czy też oddalają się od Niego. W różny sposób można przeprowadzać tak doniosłą ocenę. Cokolwiek wykonuje się, wypowiada lub zamyśla pod wpływem namiętności, z pewnością nie godzi się z Chrystusem. Raczej nosi znamię oraz rysy przeciwnika, który pogrąża perły ducha w błocie namiętności, aby przyćmić i usunąć blask kosztownego kamienia.

Wszystko zaś, co jest czyste i wolne od jakiegokolwiek niewłaściwego pożądania, zwraca się ku Twórcy i Początkowi duchowego pokoju, którym jest Chrystus. Kto od Niego czerpie, jakby z czystego i nieskażonego źródła, myśli i uczucia serca, osiąga takie podobieństwo względem swego wzoru i początku, jakie istnieje pomiędzy wodą ze źródła a tą, która płynie w strumieniu albo rozbłyskuje w amforze.

Nieskażoność zatem, która się znajduje w Chrystusie i w naszych sercach, jest ta sama. Tamta jednak, to jest Chrystusa, znajduje się w swym źródle, nasza zaś stamtąd pochodzi i ku nam płynie niosąc ze sobą właściwe wskazania na życie. Kiedy owe wskazania pochodzące od Chrystusa kierują życiem w prawości i ładzie i prowadzą je, wówczas następuje zgodność i harmonia między człowiekiem zewnętrznym i wewnętrznym. W moim więc przekonaniu doskonałość chrześcijańska polega na tym, abyśmy nosząc imię Chrystusa, wyrazili w naszych myślach, słowach i czynach wszystko, co imię to oznacza.



  św. Grzegorz z Nyssy,  O doskonałości chrześcijańskiej