środa, 28 listopada 2012


Jeśli będziemy owcami, zwyciężymy;
jeśli wilkami - ulegniemy

 
         Jak długo pozostajemy owcami, zwyciężamy; otoczeni niezliczoną gromadą wilków, jesteśmy mocniejsi. Gdy jednak stajemy się wilkami, ulegamy, ponieważ jesteśmy pozbawieni pomocy Dobrego Pasterza. Wszak nie jest On pasterzem wilków, ale owiec; dlatego opuszcza cię i odchodzi, gdy nie oczekujesz, aby okazał swoją potęgę.
Chrystus jakby chciał powiedzieć: Nie trwóżcie się, że gdy wysyłam was między wilki, nakazuję zachowywać się jak owce i jak gołębice. Mógłbym rozporządzić inaczej i posłać was nie narażając na żadne niebezpieczeństwo; mógłbym nie czynić was owcami słabszymi od wilków, ale straszniejszymi od lwów. Ale tak właśnie trzeba. W ten sposób uwidoczni się wasze męstwo i rozsławi moja potęga.
To właśnie powiedział świętemu Pawłowi: "Wystarczy ci mojej łaski, albowiem moc moja objawia się w słabości". To Ja postanowiłem - zda się mówić Chrystus - abyście takimi byli. Gdy przeto mówi: "Posyłam was jak owce", to jakby dodaje: Nie lękajcie się, wiem doskonale, że właśnie wtedy nie zwycięży was żaden nieprzyjaciel.
Aby zaś nie popadli w bezczynność i nie wydawało się im, że wszystko otrzymają zupełnie za darmo, że otrzymają nagrodę bez wysiłku, dodaje: "Bądźcie więc roztropni jak węże, a prości jak gołębie". Na cóż jednak się przyda - zapytają - nasza roztropność pośród tak licznych niebezpieczeństw? Jakże możemy zachować roztropność, miotani tylu falami? Czegóż może dokonać nawet najroztropniejsza owca otoczona gromadą wilków? Na co się zda choćby największa prostota gołębia, skoro zostanie osaczony przez wiele sępów? Na nic w wypadku stworzeń nierozumnych, ale gdy o was idzie na bardzo wiele.
Zobaczmy, jaki rodzaj roztropności jest tu wymagany. Roztropność węża - mówi Pan. Podobnie jak wąż porzuca wszystko, nawet część swego ciała, byle tylko ocalić głowę, tak i ty - powiada - z wyjątkiem wiary porzuć wszystko: bogactwo, ciało, a nawet życie. Wiara jest bowiem głową i korzeniem. Gdy wiarę ocalisz, to choćbyś wszystko inne postradał, odzyskasz w daleko większym stopniu. Dlatego Pan nie poleca samej tylko prostoty ani samej tylko roztropności, ale jedno i drugie zarazem, aby w ten sposób stały się naprawdę cnotą. Potrzebna jest roztropność węża, abyś unikał śmiertelnych ran, potrzebna też prostota gołębia, abyś nie szukał zemsty na tych, co cię skrzywdzili, ani żądał kary na tych, co knują zasadzki. Na nic się zda roztropność, jeśli zabraknie prostoty.
I niech nikt nie sądzi, że tych poleceń nie da się spełnić. Pan wie lepiej niż ktokolwiek inny, jak się rzeczy mają. Wie, że przemocy nie pokonuje się przemocą, ale łagodnością.
 
Homilia św. Jana Chryzostoma, biskupa, do Ewangelii św. Mateusza

 

piątek, 23 listopada 2012

Niebo istnieje...Naprawdę !


„Kiedy Colton Burpo cudem wyzdrowiał po nagłej operacji wycięcia wyrostka robaczkowego, jego rodzina nie posiadała się z radości. Nie spodziewała się tylko, że w ciągu następnych kilku miesięcy usłyszy piękną i wyjątkową historię o podróży małego chłopca do nieba i z powrotem.

Niespełna czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, wiarygodnie opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Opowiadał o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach, jakie miały miejsce jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył swoich rodziców opisami i mało znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a przecież nie mógł ich stamtąd znać, bo jeszcze nie umiał czytać.

Z rozbrajającą niewinnością i typową dla dziecka prostolinijnością Colton opowiada o spotkaniach z członkami rodziny, którzy już dawno odeszli z tego świata. Opisuje Jezusa, anioły, i twierdzi, że Bóg jest „bardzo, bardzo duży” i naprawdę nas kocha.

Historia ta – opowiedziana przez ojca, przywołującego proste słowa własnego syna – ukazuje miejsce, które czeka na nas wszystkich, i gdzie, jak mówi Colton, „nikt nie jest stary i nikt nie nosi okularów”.

„Niebo istnieje…Naprawdę!” na zawsze zmieni sposób, w jaki myślisz o wieczności, pozwalając ci przyjąć perspektywę dziecka i uwierzyć jak ono.”

 
Dwie siostry (rozdz.17)
Zielone dni lata ustąpiły złotej jesieni, a temat nieba ciągle powracał w naszych rozmowach z Coltonem. Ale jedna kwestia przewijała się nieustannie: kiedy nasz syn widział Jezusa w niebie, to jak on wtedy wyglądał? Byliśmy tym zainteresowani, ponieważ ja jako pastor ciągle spędzam czas w szpitalach, księgarniach katolickich, przeróżnych kościołach, a w tych wszystkich miejscach znajduje się mnóstwo obrazów przedstawiających Chrystusa. Często towarzyszą mi Sonja z dziećmi, więc zaczęliśmy bawić się w pewną grę. Gdy napotykaliśmy jakiś obraz Jezusa, pytaliśmy Coltona, czy tak wygląda Chrystus. Chłopiec zawsze wpatrywał się przez chwilę, po czym kręcił swoją małą główką i wyrokował: „Nie, na tym włosy się nie zgadzają” albo „Tutaj ma inne ubranie”. Powtarzaliśmy tę grę setki razy przez następne trzy lata. Niezależnie od tego, czy był to plakat w salce szkółki niedzielnej, okładka książki lub kopia obrazu któregoś ze starych mistrzów wisząca u kogoś w domu, Colton zawsze reagował tak samo. Był za mały, żeby wyjaśnić, co dokładnie było złe w obrazie, potrafił tylko stwierdzić, że były nie takie i już. Pewnego wieczora, w październiku siedziałem przy kuchennym stole, przygotowując kazanie. Sonja w salonie ślęczała nad księgami rachunkowymi i regulowała płatności. Cassie bawiła się obok niej lalkami Barbie. Usłyszałem krokiColtona w korytarzu i zobaczyłem, jak obiegł kanapę i stanął naprzeciwko Sonji. – Mamusiu, mam dwie siostry – oznajmił. Odłożyłem długopis. Sonja pracowała dalej. – Mamusiu, mam dwie siostry – powtórzyło dziecko.Żona podniosła wzrok znad dokumentów i pokręciła lekko głową. – Nie, masz siostrę Cassie i… masz na myśli swoją siostrę cioteczną Traci? – Nie – stanowczo zaprzeczył. – Mam dwie siostry. Przecież dziecko zmarło w twoim brzuchu, prawda? W tym momencie w domu rodziny Burpo czas się zatrzymał, a oczy Sonji robiły się ogromne. Jeszcze kilka sekund wcześniej Colton usiłował bez skutecznie skupić na sobie uwagę matki. Teraz mu się to w końcu udało. – Kto ci powiedział, że dziecko zmarło w moim brzuchu? – zapytała poważnym głosem. – Ona, mamusiu. Powiedziała, że umarła w twoim brzuchu. Colton obrócił się i chciał odejść. Powiedział, co miał do powiedzenia i był gotów ruszyć dalej. Ale po bombie, którą właśnie spuścił, Sonja dopiero sięrozkręcała. Zanim zdążył obejść kanapę, głos Sonji zadudnił w całym domu. – Coltonie Toddzie Burpo, wracaj tutaj natychmiast! Colton obrócił się i odszukał mój wzrok. Jego twarz wyrażała tylko jedno pytanie: „Co ja takiego zrobiłem?”.Wiedziałem, co moja żona wtedy czuła. Utrata tego dziecka była jednym znajboleśniejszych przeżyć w jej życiu. Wytłumaczyliśmy to Cassie, bo była starsza. Jednak nic nie mówiliśmy Coltonowi, ponieważ wydawało się, że czterolatek tego nie zrozumie. Obserwowałem z kuchni, jak po twarzy Sonji przemknęły wszystkie możliwe emocje. Colton, trochę zdenerwowany, obszedł znowu kanapę i stanął naprzeciwko swojej mamy, ale tym razem znacznie mniej pewnie. – Wszystko w porządku, mamusiu – powiedział. – Nic się jej nie stało. Bóg ją adoptował. (...)

 

 

środa, 21 listopada 2012

Przeczysta świątynia Zbawcy, najcenniejszy pałac i Dziewica, święta skarbnica chwały Bożej dzisiaj wchodzi do Domu Bożego, wiodąc ze sobą łaskę Bożego Ducha. Sławią Ją aniołowie Boży: Oto jest niebieska arka. Na Jej cześć śpiewają Aniołowie Boży: Ona jest Przybytkiem Niebiańskim !
(kontakion -liturgia bizantyjska). Ofiarowanie Bogarodzicy do Świątyni należy do świąt liczby dwunastu które celebruje Kościół Wschodni, na Zachodzie obchodzi się to wydarzenie jako wspomnienie liturgiczne.  Jak scena Narodzin Marii ma formalno-ideowy związek z przedstawieniem Narodzenia Pańskiego, tak odpowiednikiem sceny Ofiarowania Marii, staje się ofiarowanie Chrystusa. Ilustrację święta stanowi tradycja ikonograficzna która swoje przesłanie czerpie z literatury apokryficznej  ( Protoewaneglii Jakuba) i zmysłu wiary przekazanego w sercu wspólnoty wierzących. To opowieść o trzyletniej Marii która zostaje przyprowadzona przez swoich rodziców Annę i Joachima, którzy pragnęli poświęcić ją Bogu. Maria została przyjęta przez kapłana Zachariasza, który wprowadził Ją do Świętego świętych, gdzie wzrastała w posłudze i uwielbieniu Boga. Chociaż wejście do miejsca Świętego odbywało się tylko raz w roku i było przywilejem arcykapłana, to jednak tradycja głosi że Maria weszła do przybytku sama, co stanowi znak jej szczególnego wybraństwa. Maria poddała się Prawu i Świątyni. Prawo zostało przezwyciężone przez miłość, Świątynią stał się Chrystus. W Niej spełniło się przejście od Starego do Nowego Testamentu. Ona jest w Świątyni, ale wkrótce stanie się Świątynią Wcielonego Słowa- Jezusa Chrystusa. Niegdyś obłok wypełniał świątynię do tego stopnia, że kapłan nie mógł wejść- to była Szekina, obecność Boga -Jego Chwała. Bóg napełnił swoją obecnością Marię, stworzenie wybrane pośród wszystkich stworzeń. Theotokos, Świątynia bardziej święta od jerozolimskiej, Maria jest świątynią par excellence, On sam Jej Syn, objawi światu nową świątynię, którą jest Kościół, lud Boży, Nowy Izrael, Jego mistyczne ciało.

sobota, 17 listopada 2012

Mk 13,24-32

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.

Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba.

A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.

Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”.

Eschatologiczna wizja końca czasów którą Ewangelia przed nami rysuje, w pierwszym odczuciu jest źródłem jakiegoś duchowego napięcia i lęku. Zjawiska atmosferyczne wzbudzające poruszającą grozę i przygodność świata której zwieńczeniem jest triumf Chrystusa Sędziego. Dokonuje się tutaj wielka refleksja  nad światem który zostaje oddany we władanie Boga. Należy tu przypomnieć o istotnej różnicy między eschatologią a apokaliptyką. Eschatologia idzie w refleksji w stronę rzeczy ostatecznych, definitywnych. Termin apokalipsa wywodzi się z greki oznacza tyle co "usunięcie zasłony"czyli możliwość obserwacji realizacji Bożego Objawienia. Jedno i drugie pojęcie kieruje nas na wydarzenie kieruje nasze spojrzenie na wydarzenie które się urzeczywistnia dzięki wielkiej ingerencji Boga. "W potocznych wyobrażeniach religijnych panuje przeświadczenie, że Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, gdyż nagradza za dobro, a karze za zło, oddając każdemu według jego uczynków. To katechizmowe rozumienie nie oddaje biblijnego bogactwa odcieni znaczeniowych. Pojęcia tego nie można redukować do jego sensu jurydycznego, który ukazuje Boga jako Sędziego, stojącego na straży ustanowionego w świecie porządku moralnego. Biblia zna o wiele szersze i głębsze pojęcie znaczenia pojecia sprawiedliwości, wykraczające poza koncepcję legalistyczną i moralną. Bóg jest "sprawiedliwym sędzią, który bada nerki i serce" (Jr 11,20). Czyni tak aby "każdemu oddać stosownie do jego postępowania, według owoców jego uczynków" (Jr 17,10). Sprawiedliwość Boża to jednak nie tylko wyrok potępienia lub kara zesłana na grzesznych ludzi, lecz również wyrok łaskawy i uwalniający (Jr 9,23; 23,6). Bóg sprawiedliwy jest również Bogiem miłosiernym (Ps 116,5-6; 129,3-4). Jego darem jest zbawienie." Piękne a zarazem mocne słowa wypowiedział kiedyś Antoni Bloom, brzmiały one tak: "gdyby Bóg był tylko sprawiedliwy to wszyscy byśmy byli w piekle", ale jest Miłosierdziem- Bogiem kochającym zranione przez grzech stworzenie. "Przemija bowiem postać tego świata" ale "kto pełni wolę Bożą trwa na wieki" (1 Kor 7,31; J 2,17). "Święty Paweł mówi o zdolności oglądania siebie z odsłoniętą twarzą, co już jest przygotowaniem do sądu, a Sąd Ostateczny polega właśnie na pełnej wizji całego człowieka. Wybitni ludzie ducha podkreślają ten wymiar sądu jako objawienie w pełnym świetle, nie zagrożenie karą, lecz Bożą Miłością. Bóg jest wiecznie tożsamy ze sobą, nie jest groźnym Sędzią, jest Miłością, i wówczas ta sama miłość subiektywnie "staje się cierpieniem dla odrzuconych i radością dla błogosławionych." Często boimy się że Bóg w momencie naszego sądu otworzy swój przenośny komputer odnajdzie plik z naszym imieniem i nazwiskiem, wtedy będzie widowisko prezentujące na samych. Zbyteczne będą te środki trochę antromorfizujące język Bożego sądu, każdy z nas zostanie dotknięty rzeczywistością prawdy, maski opadną, ludzkie kombinacje przestaną mieć sens, będziemy nadzy wobec Miłosiernej Miłości. Sąd Ostateczny będzie naszym osobistym sądem nad sobą. Pozostaje tylko mieć nadzieję że wszystko będzie dobrze.

czwartek, 15 listopada 2012

chrześcijanin jest jak ryba w wodzie


Chrześcijanie są jak ryby w wodzie tak w starożytnym Kościele św. Ambroży określał  wyznawców  którzy przez sakrament chrztu zostali właczeni w nurt życia. Ewangelie przekazują, że Zbawiciel wielokrotnie posłużył się symbolem ryby. Pierwsi uczniowie których wezwał po imieniu, byli rybakami znad jeziora Galilejskiego: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi"(Mt 4,19, Mk 1,17). Innym razem słyszymy słowa przynaglenia wypowiedziane do Piotra: "Nie bój się, odtąd ludzi łowić będziesz" (Łk 5,10). W eschatologicznej wizji końca dziejów, Sąd Ostateczny przedstawiony zostaje jako obraz rybaka  zagarniającego w swoją sieć dobre i złe ryby; dobre zatrzymuje a złe odrzuca (Mt 13,47). Kiedy wielki tłum zgromadził się aby słuchać Mistrza, zostają nakarmieni kilkoma rybami które przynosi chłopiec, a po swoim zmartwychwstaniu na brzegu jeziora przygotowuje Pan posiłek dla siedmiu swoich uczniów- pieczoną rybę na ogniu (J 21,9). Pierwsze wspólnoty chrześcijan wraz z Radosną Nowiną przyjęły i szacunkiem otaczały symbol ryby. Odniesieni go do chrztu narzucało się prawie samo z siebie, tymbardziej że chrzest był rzeczywiście zanurzeniem w wodzie, kiedy wchodzili do baptysterium byli jak ryby pływające w wodzie. Tertulian pisał: "My natomiast rybki zgodnie z naszym Ichtys (Ryba) Jezusem Chrystusem rodzimy się w wodzie i nie możemy się inaczej zbawić jak tylko przebywając w wodzie". Wizerunki rybaka i ryby, przedstawiające kaznodzieję i nawróconego, są jak najbardziej zrozumiałe. Istnieją jeszcze inne przyczyny powszechności symbolu ryby w chrześcijaństwie. Najważniejsza z nich to tajemniczy sens pięciu liter skaładających się na słowo ICHTHYS (Iesous Christos Theou Yios Soter). Symbol ten znajduje się na sarkofagach, tablicach nagrobnych i róznego rodzaju obiektach. Chrześcijanie nosili zawieszone na szyi małe ryby z metalu, kamienia albo macicy perłowej z napisem: "Zechciej zbawiać" lub "Zbawiaj". Równocześnie jednak symbol ten zdawał się mieć dla chrześcijan pierwszych wieków tak wielką wartość, że ukrywali jego znaczenie o wiele dłużej niż to zdarzało się w przypadku innych symboli, do tego stopnia, że na ile można wnosić z dostępnych przekazów, jeszcze w IV wieku żaden autor nie poddaje jego pełnego wyjaśnienia. Po pierwsze więc i przede wszystkim ryba oznacza samego Chrystusa. Albowiem Chrystus mógł w bezdennej otchałani tej śmiertelności niczym w głębinie wód pozostać żywy, to jest trwać bez grzechu. św. Augusty porównuje to morze ludzkiego życia do głebiny wód. W Wyznaniach opowiada zaś o "Rybie podźwignietej z głębiny", którą ludzkość spożywa na uczcie przygotowanej przez Boga i którą wyciągnięto z głębin, aby nakarmić spragnioną ziemię. W swoim komentarzu do tekstu Ewangelii Jana (21,9) symbolikę ryby pieczonej w ogniu ujmuje krótko słowami: "Piscis assus, Christus passus" - "Pieczona ryba jest cierpiącym Chrystusem". Niektórzy wczesnochrześcijańscy autorzy nazywają czasami Pana naszego "Rybą niebieską" (Ichthys ouranios). Spotyka się wizerunek statku, symbolizujący Kościół, niesiony przez Rybę: Kościół wspiera się na Chrystusie, swoim Założycielu. Gdy wizerunek ma przedstawiać Chrystusa pośród chrześcijan, których On połączył przez Chrzest, widoczne są małe rybki zgromadzone wokół jednej, większej, jak mówił o tym Tertulian: "Rodzimy się z wody, tak jak nasza ryba Ichthys"i możemy być ocaleni jeżeli pozostaniemy w wodzie". Najbardziej wymowna jest eucharystyczna symbolika ryby. Rzeczywiście wszędzie tam, gdzie spotyka się przedstawienie Eucharystii, czy to pod postacią uczty, konsekracji, czy innego symbolu, niezmiennie towarzyszy mu ryba. O "świętej uczcie ofiarnej jako rybie" mówi też znana inskrypcja nagrobna Aberacjusza, biskupa Hierapolis we Frygii (II w.) Czytamy w niej: "Wiara zaś wszędzie była mi przewodniczką. I zastawiała mi wszędzie pokarm Rybę ze źródła, bardzo wielką, czystą, którą ujęła Dziewica Niepokalana i (wiara) dawała ją przyjaciołom stale na pożywienie, mając wyborne wino i zastawiając je zmieszane ( z wodą) jako też chleb". Język tego napisu przestrzegajacy prawa tajemnicy wskazuje wyraźnie na tajemnicę wcielenia. Przez "źródło' należy więc rozumieć element niebieskiej Ryby, życie Trójcy Przenajświętszej, z której wieczne Słowo zstąpiło w łono Dziewicy. "Wielka Ryba" jest przeciwstawieniem pisciculi, "małych rybek", ukształtowanych na wzór tej wielkiej, która udziela życia łaski. Pisał w IVw. Opat z Milewe pisał: "Chrystus jest Rybą, która zostaje przywołana przy chrzcie i zanurzona w źródle". Inny napis nagrobny pochodzi z Francji, z grobu Pektoriusza z Autun. Jest to akrostych w języku greckim, którego poczatkowe litery tworzą słowo Ichthys Elpis- Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawieciel, Nadzieja. W "wiecznych falach mądrości ofiarowującej skarby", w "boskich wodach", które odmaładzają duszę, "boska rasa niebiańskiej ryby otrzymuje nieśmiertelność". Następnie poemat zachęca do przyjmowania słodkiego niczym miód pokarmu Zbawiciela świetych i do spożywania ICHTHYS, "którą trzymasz w zagłębieniu dłoni". Bowiem wierni przyjmowali Komunię na prawą dłoń skrzyżowaną na lewej, tak jak czynią to dzisiaj wspólnoty neokatechumenalne. Jesteśmy rybkami płynącymi pod prąd, aby stać się wiarygodnymi   świadkami  RYBY- Zbawiciela. Celem tej wyczerpującej podróży jest niebiański staw do którego wpłyniemy aby zostać wyciągnietymi z wody przez ręce Boga.

poniedziałek, 12 listopada 2012


W niedzielę przeżywaliśmy dzień solidarności z Kościołem prześladowanym, przez naszą pamięć, modlitwę i wsparcie materialne. Chrześcijaństwo na świecie, dozanje gwałtu z każdej strony, jest policzkowane przez "kulturę", i różne izmy...a przede wszystkim brak tolerancji ze strony innych religii. Dochodzimy do takiego apsuru gdzie chrześcijaństwo   bezkarnie można kopać za wszystko, wytykać palcami i obarczać odpowiedzialnością za wszystko co złe. Czy chrześcijaństwo które powołane zostało tak ewnagelicznie  aby być  głosem sumienia dla świata, ma być wdeptane w ziemię i jak kret schowane w ciemności ? Trafiłem na ciekawy tekst Pana Waldemara Łysiaka pt. "Milczenie owiec"opublikowany w stronie tygodnika "Uważam Rze", polecam lekturę i refleksję, budzi z uśpienia i otwiera oczy.
"Niedawno (we wrześniu) katolicki publicysta i reżyser, Zdzisław Bielecki, zapytał na łamach „Rzeczpospolitej": „ — Dlaczego chrześcijanie są tak bardzo cierpliwi wobec różnego rodzaju zniewag, prowokacji artystycznych i medialnych wymierzonych w swoją religię?
Dlaczego nie dbamy o to, by nasze prawdy wiary nie były szargane?". Rzucił to pytanie, lecz odpowiedzi nie udzielił. A przecież odpowiedź jest prosta: chrześcijanie drepczą pokornie przez wrogi im świat „politycznej poprawności", bo niczym stado bezwolnych owieczek i baranów dali się sterroryzować łobuzom, których sami demokratycznie wybierają do rządzenia. Ziemiami, które dawniej określano jako „świat chrześcijański", czyli tzw. Zachodem, rządzą dziś - i parlamentarnie (gabinetowo), i medialnie (opiniotwórczo) - prostytutki „tolerancji", ladacznice obyczajowego i kulturowego liberalizmu, który winien nosić znowu rokokowe miano libertynizmu. Gdzie idzie o problem kultu- ów toczący się już parę dekad i ciągle przybierający na sile dyskurs eksplodował wskutek wrześniowych ulicznych furii świata muzułmańskiego, bardzo krwawych, spowodowanych amerykańsko-izraelskim filmikiem postponującym Mahometa i księgę koraniczną. Jej nie wolno ruszać, nie wolno też ruszać ksiegi żydowskiej, tymczasem katolicką mozna bezkarnie gnoić. Latem tego roku deputowany izraelskiego Knesetu, Michael Ben-Ari, publicznie opluł "Nowy Testament", nazwał go "ksiegą odrażającą i nikczemną", rozdarł i cisnął do kosza ze śmieciami. Reakcja świata chrześcijańskiego była zerowa- potulne milczenie- tak zerowa jest reakcja świata Zachodu wobec prawodastw muzułmańskich karzących surowo za posiadanie Biblii lub krzyżyka. Piętnujemy rodzime chuligańskie mazanie na murach ( szubienice z wiszącą "gwiazdą Dawida"), lecz gdy żydowscy ortodoksi werbalizują sprayem na ścianach: "Jezus to małpka" - udajemy, iż nie widzimy, odwracamy wzrok."

niedziela, 11 listopada 2012

Mk 12,41-44

Jezus usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz.

Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: „Zaprawdę powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”.

Jezus jakby zawiesza się na chwilę i przerywa dyskusję z faryzeuszami, oddaje się obserwacji chwili, zatrzymujac wzrok na  przypadkowych ludzich składających swoje datki na świątynię. Spojrzenie zatrzymuje na ubogiej wdowie, kobiecie która pewnie była w trudnej sytuacji materialnej, ale ofiarowała wszystko co posiadała, nie z tego co jej zbywało lub aby zaznaczyć swój wielkoduszny gest hojności. Jezus dokonuje egzegezy gestu skromnej kobiety, jej pokornego serca, te dwie monety wpadające do skarbony są wyrazem hojności wnętrza, człowiek jak kocha to rozdaje siebie dla innych. Ważne podkreślenia jest to, iż posiadała dwie monety, mogła przecież jedną zachować dla siebie ale tego, nie uczyniła. św. Paulin z Noli tak skomentował gest niewiasty: "Oddała to, co miała, aby posiąść to, czego jeszcze nie widziała. Oddała rzeczy zniszczalne, aby zyskać nieśmiertelne. Sama biedna, nie pogardziła zapowiedzianą przez Boga zapłatą niebiańską i dlatego też nie zapomniał o niej Ten, który wszystkim rządzi, co wiecej Sędzia świata wyprzedził swój wzrok i tę, którą miał uwieńczyć na sądzie, przepowiedział już w Ewanagelii".