sobota, 12 stycznia 2013




Kościół Wschodni w swej liturgii i teologii ikon rozwinął to rozumienie chrztu i je pogłębił. Dostrzega on daleko idący związek pomiedzy treścią Objawienia (ogłoszenie synostwa Bożego przez głos z nieba; Objawienie jest dniem chrztu Wschodu) i Wielkanocy. W słowach Jezusa do Jana "godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe"(Mt 3,15) widzi antycypację słów Jezusa z Getsemani: "Ojcze (...) nie tak jak Ja chcę, ale jak Ty [niech się stanie]" (Mt 26,39). Śpiewy liturgiczne z 3 stycznia są odpowiednikami Wielkiej Środy, z 4 stycznia- Wielkiego Czwartku, a z 5 stycznia- Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty. Ikonografia nawiązuje do tych odpowiedników. Ikona chrztu Chrystusa ukazuje napełniony wodą grób, mający kształt ciemnej jaskini, która jest ikonograficznym znakiem Hadesu, podziemi, piekła. Zejście Jezusa do tego pełnego wody grobu, do tego otaczającego Go z wszystkich stron Inferna, stanowi więc znak zapowiadajacy Jego zstąpienie do Otchłani: "Wszedłszy do wody, związał Mocnego"- mówił Cyryl Jerozolimski. Jan Chryzostom pisze: "Zanurzenie i wynurzenie są obrazem zstąpienia do piekieł i Zmartwychwstania". Troparia bizantyjskiej liturgii dołączają do tego inne symboliczne odniesienie: "Jordan cofnął się wtedy pod uderzeniem płaszcza Elizeusza, wody się rozstąpiły i ukazała się sucha droga, jako obraz chrztu, mocą którego kroczymy drogą życia".
Papież Benedykt XVI "Jezus z Nazaretu".
 
Ty przez cudowne znaki nad wodami Jordanu * objawiłeś nam tajemnicę chrztu nowego. * Twój głos rozległ się z nieba, * abyśmy uwierzyli, że Twoje Słowo zamieszkało wśród ludzi. * Duch Święty, zstępując w postaci gołębicy, * dał świadectwo, że Chrystus, Twój Sługa, * został namaszczony i posłany, * aby głosić dobrą nowinę ubogim

piątek, 11 stycznia 2013

Chrzest- wejście do misterium Kościoła


 
 

"Daj mi Panie Boże żyć jeszcze troszeczkę, ponieważ jeszcze nie jestem do końca ochrzczony. woda chrzcielna jeszcze nie dotarła wszędzie, gdzie dotrzeć powinna. Jeszcze we mnie jest tak dużo starego poganina". „Jestem chrześcijaninem z metryki”, bardzo często można usłyszeć od wielu ludzi. „Rodzice wbrew mojej woli przynieśli mnie do chrztu, nie prosiłem oto”. To są często smutne słowa, tak jakby wypowiadający je rozmówcy do końca nie wiedzieli o co, tak naprawdę chodzi. Często brakuje świadomości samym rodzicom którzy przynoszą swoje dzieci aby mogły stać się uczestnikami tych rzeczywistości które są przywilejem a nie koniecznością, zapożyczoną z tradycji. W ważnych decyzjach życiowych a szczególnie takich jak sakrament chrztu, niemożna wyłączyć świadomości. W czasie obrzędu prezbiter stawia fundamentalne pytanie: „O co prosicie Kościół Boży dla swoich dzieci ? Rodzice odpowiadają „O chrzest”. Po tej deklaracji następują słowa upomnienia, które mają wskazać na wymiar odpowiedzialności jaki na nich spoczywa, na wagę danego zobowiązania. To nie jest tylko zwykła formuła, to świadectwo ich życia, środowisko w którym ma dojrzewać człowiek do wiary w taki sposób, aby nigdy Kościół  nie stał się dla niego reliktem, a wiara przeżytkiem. Dlatego takie mocne słowa: „Drodzy rodzice, prosząc o chrzest dla swoich dzieci, przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania ich w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowali Boga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku ? Rodzice odpowiadają: „Jesteśmy tego świadomi”.

Świadomość…świadomość i jeszcze raz świadomość. Chrzest to nie tylko piękna tradycja osadzona w kulturze religijnej narodu, nasza okazja do świętowania . To nie tylko kolejne wydarzenie rodzinne dzięki któremu towarzystwo może się spotkać przy stole i wypić wódkę. To misterium miłości Boga do człowieka. To start z pakietem w którym człowiek otrzymuje życie Boże, i gwarancję tego że Ktoś o nim pamięta i kocha go za darmo i wiecznie. „Bóg powołuje nas, chrześcijan, abyśmy byli w świecie Jego objawieniem przez miłość. Chrzest jest Bożym sposobem uzdolnienia nas do miłowania samego Boga. Dokonuje się to przez zanurzenie w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Bóg w chrzcie otwiera swoje miłujące serce, odsłania je i z niego wylewa miłość. Tak jak to uczynił na drzewie krzyża, kiedy z Jego przebitego boku wypłynęła krew i woda, źródło łaski dla każdego. W takiej sytuacji wobec takiego faktu, wsparty wiarą człowiek może powiedzieć jedynie: „Wierzę Panie! Wspomóż niedowiarstwo moje !”(Mk 9,24). Jeden z teologów chrześcijańskiego wschodu pisał kiedyś: Chrzest jest „kąpielą wieczności”, a przez to całkowitym powrotem do źródła, gdzie na nowo zostaje mu przywrócony obraz Boży. „Jest to odrodzenie naszej natury Adamowej, którą Chrystus odnowił przez swe dzieło zbawienia. Śmierć-pogrzeb i życie- zmartwychwstanie zostają przeniesione do symbolizmu chrztu. Woda chrzcielna czerpie swą moc sakramentalną z oczyszczającej Krwi Chrystusa; w ten sposób Krzyż znaczy prób nowego życia”. Można pójść jeszcze dalej w tej refleksji: „odkąd zostaliśmy ochrzczeni, dusza nasz oczyszczona przez Ducha jaśnieje bardziej niż słońce i nie tylko wpatrujemy się w chwałę Pańską, ale otrzymujemy jej odblask”- komentuje św. Jan Chryzostom. „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne minęło, a oto wszystko stało się nowe”. (2Kor 5,17). Nie jesteś już poganinem, wszystko w tobie jest nowe, szlachetne i świeże. Pozwól aby Bóg wydrążył w twoim sercu studnię aby została wypełniona wodą życia.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Adoration of the Magi - Giotto

Przebudź się, człowiecze: dla ciebie Bóg stał się człowiekiem! "Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus". Dla ciebie, powtarzam, Bóg stał się człowiekiem.

Umarłbyś na wieki, gdyby On nie narodził się w czasie. Przenigdy nie byłbyś wyzwolony z ciała grzechu, gdyby On nie przyjął ciała, podobnego do ciała grzechu. Byłbyś skazany na niemiłosierną wieczność, gdyby Bóg nie okazał ci wiecznego miłosierdzia. Nie byłbyś przywrócony życiu, gdyby On nie poddał się dobrowolnie prawu śmierci. Bez Jego pomocy byłbyś zgubiony, zginąłbyś, gdyby nie przyszedł.

Świętujmy więc z radością nadejście naszego zbawienia i odkupienia. Świętujmy dzień uroczysty, w którym Ten, co sam jest jedynym i wiekuistym dniem Ojca, zechciał zstąpić w krótki i przemijający dzień doczesności. On "stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby jak to napisano, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi".

"Prawda z ziemi wyrosła". Chrystus, który powiedział o sobie "Ja jestem prawdą", narodził się z Dziewicy. "A sprawiedliwość z nieba się wychyliła", bo ten, kto uwierzy w Narodzonego, dostępuje usprawiedliwienia nie z siebie, lecz od Boga. "Prawda z ziemi wyrosła", albowiem "Słowo Ciałem się stało"; a "sprawiedliwość z nieba się wychyliła", bo "każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępuje z góry".

"Prawda z ziemi wyrosła", to znaczy z łona Maryi, a "sprawiedliwość z nieba się wychyliła", albowiem "człowiek nie może otrzymać niczego, co by nie było mu dane z nieba".

"Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowujmy pokój z Bogiem", bo "spotkały się sprawiedliwość i pokój" przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, gdyż "prawda z ziemi wyrosła". "Dzięki Niemu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej". Apostoł nie mówi "chwały naszej", lecz "chwały Bożej", albowiem sprawiedliwość nie pochodzi od nas, lecz "z nieba się wychyliła". A więc ten, "kto się chlubi", niech się chlubi nie w sobie, ale "w Panu".

Toteż i Panu, narodzonemu z Dziewicy, aniołowie śpiewają: "Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał". Skąd bowiem bierze się pokój na ziemi, jeśli nie z tego, że "prawda z ziemi wyrosła", to znaczy, że Chrystus narodził się z ciała? "On jest naszym pokojem, On, który obie części ludzkości uczynił jednością", abyśmy byli ludźmi, w których sobie upodobał, złączeni więzią jedności, pełną słodyczy.

Radujmy się więc dostąpiwszy takiej łaski, a świadectwo sumienia niech będzie naszą chlubą; a wtedy będziemy się chlubili w Panu, a nie w sobie: Jest bowiem powiedziane: "Ty jesteś moją chwałą, Ty głowę mą wznosisz". Czy mógł nam Pan okazać większą łaskę? Swojego Jedynego Syna uczynił Synem Człowieczym, a synów ludzkich uczynił synami Bożymi.

A jeśli chcesz wiedzieć, jaka jest w tym twoja zasługa, jaki powód tak wielkiego daru i jaka twoja sprawiedliwość, to doszukując się przyczyn nie znajdziesz nic innego, jak tylko łaskę Boga.

Kazanie św. Augustyna

 
Adoration of the Shepherds - Bartolome Esteban Murillo
Dzięcię nam się narodziło Syn Boży został nam dany !
W tym bezbronnym Dziecku ukazała się wielka łaska Boga, który niesie zbawienie wszystkim ludziom. Niemowle leżące w ubogim żłóbku wśród zwierząt i oglądane oczyma pasterzy jest Bożym znakiem. Jezus Miłość wcielona, pragnie być kochany...w zamian przynosi pocieszenie i pokój, poczucie sensu i radość, że można żyć i kochać wszystkich. Niech święta Bożego Narodzenia będą pełne miłości i obdarowania, spokoju i duchowej refleksji na darem życia. Niech Chrystus rodzi się w sercu każdego człowieka i niech będzie wielkim darem dla innych, tych których serca już dawno przestały kochać.
Z darem modlitwy
Rafał Szwedowicz

sobota, 22 grudnia 2012


 
Sztuka pozwala tak wizualnie stać się uczestnikami betlejemskiej tajemnicy narodzin Boga-Człowieka. Dobrze się zatrzymać i zdumieć nad obrazem dominikańskiego artysty bł. Fra Angelico. Udajmy się do klasztoru Sam Marco we Florencji. W jednej z cel zakonnych znajduje się fresk przedstawiający Narodzenie Pana. Przedstawienie jest niezwykle ujmujące swoim przekazem. Miejsce narodzin Jezusa pokazał tak, jak widziała je tradycja chrześcijańska od początku swojej religijnej refleksji. Łącząc dwa motywy, groty i stajenki wymalował szopę przybudowaną do jaskini. Takie połączenie tradycji ikonograficznej wschodu i zachodu chrześcijańskiego. Szopa z malowidła zbita jest z solidnych desek, ma spadzisty dach i boczne ściany, stanowiące jakby obramowanie groty. od reszty świata osłaniają ją tylko dwie przegrody, zapewne kamienne, przesłaniające wnętrze do połowy, między którymi znajduje się wejście. Aby nie było wątpliwości, że jest to pomieszczenie dla domowych zwierząt, zza przegród wystawiają swoje łby wół i osioł. Malarz nawiązał do apokryficznej Ewangelii Pseudo- Mateusza: "Trzeciego dnia po urodzeniu Panna Maryja weszła do groty i udała się do stajni. tam złożyła Dzieciątko w żłobie, a wół i osioł oddali mu pokłon". Artysta przedstawił już późniejszą chwilę kiedy to Maryja wyjęła już Dziecię ze żłóbka. Przed ową szopą znajduje się obszerne klepisko, które zajmuje dużą część malowidła. Rzuca się w oczy jego surowa nagość i bezczelna twardość. To jest zbita glina, z której kiedyś ulepił Bóg człowieka. To jest materia w całej swej mizerności. Na niej właśnie, złożywszy dłonie jak do modlitwy, klęczą cztery osoby adorujące Jezusa. Maryja i Józef są szczególnie wyróżnieni. Górna połowa ciała każdego z ziemskich rodziców, a zwłaszcza głowa ze złotą aureolą, znajduje się na tle owych przegród ze zgrzebnie obrobionego jasnofioletowego kamienia. Św. Piotr Męczennik tworzy z nimi jakby trójkąt. Nieco z boku, za Matką Boską, znajduje się św. Katarzyna ze Sieny. Zamiast pasterzy, którzy jeszcze nie przybyli lub już odeszli, mamy dwoje świętych zakonu dominikańskiego, do którego należał klasztor San Marco. Geneza szopki jest dość jasna. Św. Franciszek pragnął unaocznić poniżenie i upokorzenie Boskości "Miłość nie jest kochana". Angelico malując szopkę chciał zaczerpnąć z duchowej wrażliwości Franciszka, ukazać tajemnicę poniżenia Boga. Goła ziemia była dla niego miejscem umartwienia. Usuwajac się na gołą ziemię chciał się przybliżyć do osamotnionego w akcie kenozy Jezusa. Stąd nagusieński Jezus leży na klepisku na podrzuconej pod Niego wiązce słomy. Nie zielonego sianka, lecz żółtej słomy, symbolizującej kruchość i przemijalność. Jego nimb oznaczony jest czerwonym krzyżem, znakiem przyszłej męki. Znajduje się ona dokładnie naprzeciw wejścia do stajenki, którego nie przesłaniają klęczące postaci. Na tle wystających zza przegród łbów woła i osła widoczny jest pusty żłób. Wystawiony do nas krótszym bokiem, ukazany w perspektywie, nasuwa skojarzenie ze zbitą z desek otwartą trumną. Za tym żłobem, na tej samej linii prostej, osi poniżenia możemy dostrzec ciemność groty. Tajemnicze wnętrze ziemi tak jak często zostaje przedstawione na wschodnich ikonach. To pieczara w której kiedyś zostanie złożone po okropnej śmierci ciało Pana. Żłób trumna do której chowa się po śmierci nasze kruche ciała- oto tło tajemnicy Wcielenia Pana, nazanaczonego męką, strąconego na twardą glinę i wiązkę słomy. Bóg stał się człowiekiem aby przyjąć śmierć, to nas odsyła na Golgotę "gdzie Bóg będzie królował z drzewa życia". Wprowadzając do stajenki znaki męki i śmierci, artysta chciał skierować naszą myśl od misterium Żłóbka do rzeczywistości Krzyża po, to aby przypomnieć nam istotę kerygmatu, który rozbrzmiewa przez wieki chrześcijaństwa: Bóg przyszedł aby odnowić w nas obraz Adama, i zrehabilitować miłością urzeczywistnioną w akcie Wcielenia i Odkupienia.
 
Mała dziewczynka w czasie ulicznej kolędnicy chwyciła mnie kiedyś za dłoń i powiedziała: proszę księdza Bóg musi bardzo kochać dzieci, zapytałem skąd wiesz ? Takim pewnym głosem odpowiedziała: ponieważ Bóg sam stał się Dzieckiem ! Wzruszyłem się ogromnie, radość wypisała sie na mojej twarzy od ucha do ucha i poruszyłem skrzydłami, ponieważ byłem przebrany za anioła. Prosta i piękna zarazem teologia małego człowieczka. Czy święta Bożego Narodzenia sprzyjają takim rozmyślaniom ? W tym czasie pewnie wolimy myśleć o zakupach, dobrze przygotowanym mieszkaniu, świecidełkach które oblepiają centra handlowe itd. Pragniemy radosnej atmosfery, góry prezentów, i bliskości osób wśród których czujemy się dobrze. To wszystko jest pewnie ważne, ale czy powinno aż tak, nas angażować. "Ale prawda jest taka, że Bóg przyszedł na świat, bo człowiek jest zły. Nie dlatego jednak, że został wadliwie stworzony. Jest zły, bo nie spełnia własnych oczekiwań. Jest zły, bo nie dorasta do wyobrażeń o sobie. Jest zły, bo chciałby być inny, ale nie potrafi". Boimy się tak myśleć, żeby przypadkiem nie naruszyć klimatu świątecznej sielanki. A przecież Bóg wchodzi w nasze życie, naszą nędzę i kruchość. Przynosi światło, tak jak rozświetlił ciemności betlejemskiej nocy, gdy iluminacja wytrysnęła z groty. Jezus przyszedł na świat aby zmierzyć się z naszymi lękami, obdarować serce człowieka szczęściem. "BÓG STAŁ SIĘ CZŁOWIEKIEM, ABY CZŁOWIEK MÓGŁ STAĆ SIĘ BOGIEM". Wcielenie Chrystusa samo w sobie jest już aktem zbawienia. Biorąc na siebie nasze rozbite człowieczeństwo, On odnawia je i, według słów pewnej Bożonarodzeniowej pieśni "podnosi ku górze upadły obraz". Dobrowolne uniżenie się Boga pozwala nam uchwycić najważniejsze treści wiary, mianowicie to, że nasze człowieczeństwo zostaje przeistoczone miłością. Kiedy weźmiemy do naszych dłoni opłatek to gest łamania odsyła nas do Eucharystii- Miłości i bezgranicznego daru Boga. Życie nasze ma być łamane i rozdawane w liturgii miłości. O tyle staję się człowiekiem o ile potrafię kochać, wtedy jest Boże Narodzenie. Bóg chce kochać przez nas świat, tych najmniejszych, bezradnych i łaknących miłości.

wtorek, 18 grudnia 2012



Boże Narodzenie jest Paschą

 

Oto Bóg, który nie zamyka się w swym bóstwie, nasz Bóg wcielony, niebawem ukrzyżowany i zmartwychwstały. On, Słowo, które podtrzymuje świat, staje się dzieckiem bez słowa wśród bezsłownych zwierząt. On, zarzewie ognia, zamyka się w ciemnościach groty. Któregoś dnia albo raczej nocy, nocy świetlistej, gdy ciemności zostaną przemienione, poderwie się ze śmierci niczym ogromny, skrwawiony i promienny ptak, umocniony ptak- ludzkość, przemieniony ptak – świat. Dziś jest to jeszcze słaby ptak o podkurczonych skrzydłach, ale Maryja czuwa nad Nim w milczeniu, nosząc wszystkie te rzeczy w swoim sercu. Paradoks właśnie nie do pomyślenia. My rodzimy się we krwi matczynej, co jest znakiem, że przychodzimy na świat, aby umrzeć. Jezus rodzi się w sposób dziewiczy, aby pokonać śmierć i dać nam udział w swoim zwycięstwie. Już to, gdy oddychał Duchem Świętym, już to, gdy podskakiwał – i to z jakąż bezgraniczną radością – w Tchnieniu, Jego egzystencja była ukonstytuowana w Duchu. Było to bardziej ciało w duszy niż dusza w ciele- gdybyśmy chcieli bawić się tymi obrazami przestrzennymi…Bardzo szybko Maryja nauczy Go mówić abba, ojcze, przede wszystkim do Józefa, pokornej obecności nawiedzonej przez sny, Józefa który po opisach dzieciństwa znika z Ewangelii, jakby jego rola miała polegać głównie na prawnym wprowadzeniu Jezusa w potomstwo Dawidowe. Imię Józef oznacza „Bóg, który dodaje”. Ci, inni synowie to my, synowie w Synu, których Jezus uczy wymawiać abba, słowo pełen nieskończonej czułości, boskiej otchłani, o której On nam mówi, że jest otchłanią miłości.

Jezus rodzi się nie raniąc swej Matki, ponieważ On jest czystym życiem, samym życiem, „życiem wiecznym”, można by powiedzieć, aby przywołać życie, z którym nie mieszają się żaden znak śmierci. To właśnie z posłuszeństwa Ojcu, z „szalonej miłości” ku nam – którzy uczyniliśmy i nieprzerwanie czynimy naszą skończoność zamkniętą- Słowo dobrowolnie wchodzi wchodzi w tę skończoność, niewinne Dziecię wśród mnóstwa zmasakrowanych niewiniątek. Dobrowolnie też pójdzie na mękę i swoją śmierć, aby pokonać śmierć i otworzyć- wśród naszych ciemności- drogi zmartwychwstania. Gdzie jest Bóg? – pytali Dostojewski i Camus wobec cierpienia dziecka, nierzadko cierpienia okrutnego i śmiertelnego. Gdzie jest Bóg?- pytali nasi bracia Żydzi, kiedy lud Maryi i Józefa wydawał się skazany na zagładę. Gdzie jest Bóg ? Nie tylko tam, gdzie dziecko kona, nie tylko tam, gdzie wiatr rozwiewa prochy krematoriów. Ale On jest tym dzieckiem i tym ludem, który stał się przez chwilę Izajaszowym „cierpiącym Sługą”. W dzień Narodzenia- głosi liturgia bizantyjska- „Stwórca staje się sercem swojego stworzenia”. Dzieckiem w grocie (którą ikony zawsze przedstawiają jako bardzo ciemną) jest Bóg, który przyszedł do tych, co „w mroku i cieniu śmierci mieszkają”. Jest to tajemniczo zwycięskie „zstąpienie” na ulice, którymi chodzi śmierć i które niekiedy noszą już jej ślady na ziemi… „Ogołocił się”, mówi św. Paweł, burząc w ten sposób całkowicie nasze rozumienie Boga, bo ogołocił się „stając się posłusznym”, oczywiście, aż do śmierci na krzyżu, ale wcześniej aż do narodzin w stajni. „Mesjasz na opak”- jak powiedzieliśmy – Chwała ukrzyżowana, a wiec wyzwalająca dla człowieka ukrzyżowanego w straszliwej Męce historii, Mesjasz niemal tajemniczy, dla którego nie ma miejsca w wielkiej gospodzie pożądliwości, ambicji i spektakularnych widowisk. Ten, który kładzie podwaliny pod naszą wolność, gdyż nie tylko nie narzuca się nam, ale tak bardzo nas szanuje, że pozwala nam Go ukrzyżować, aby mógł ofiarować życie- to prawdziwe- swoim zabójcom, nam, codziennym zabójcom miłości.  Bóg jest tak potężny, że oprócz swojej wolności może powołać do istnienia inne: wolność aniołów i wolność ludzi. Jego potęga w tak stworzonym świecie jest zatem potęgą prawdziwej wolności, to znaczy wolności miłości. Działa w świcie  jedynie jako przypływ światła, pod warunkiem że serca dobrowolnie się na nie otworzą. Wówczas uruchamia się szatańska spirala negacji. Odwracając się plecami do Boga, człowiek rzuca cień i przewrotne siły chaosu wybuchają z całą swą mocą w ciemnościach. Im silniej wybuchają, tym bardziej człowiek myśli, że Bóg nie istnieje. I w ten sposób ciemności gęstnieją, zło rośnie w siłę, człowiek coraz bardziej wątpi i neguje…Któregoś dnia pewna kobieta, Maryja, pozwoliła, aby odrzucony Król, który mógł dotąd podtrzymywać świat jedynie z zewnątrz, wszedł „w serce stworzenia”. I to jest Boże Narodzenie: jeśli piekło jest nieobecnością Boga, miejscem, gdzie dokonuje się rzezi niewinnych, to można powiedzieć, że Bóg przychodzi i wypełnia sobą miejsce swojej nieobecności. Milczenie Słowa zapowiada Jego ostatnie wołanie: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił ?”           

Ale mamy też: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam mego ducha”. W tej bardzo ciemnej grocie u boku Dziecięcia położyła się Maryja. Otwarcie nicości staje się łonem ludzkości zbawionej, ludzkości już wiecznej. Wśród nocy jaśnieje gwiazda, która się rozrośnie i będzie „Słońcem sprawiedliwości”.    Nic nie może oddzielić Boga od Boga. Ale to potężne pulsowanie miłości, o jakim wspomina prolog Ewangelii Jana – „Słowo było zwrócone ku Bogu (czyli ku Ojcu) i Słowo było Bogiem”- to potężne pulsowanie miłości, poczynając od Narodzenia    , wciąga, obejmuje całe stworzenie. To małe Dziecię jest Osobą Boską, to znaczy Osobą doskonałą, a więc całkowicie w komunii, całkowicie nierozłączną, współistotną Ojcu w Jego bóstwie, współistotna z nami w naszym człowieczeństwie. W Chrystusie ten sposób bycia Bogiem, jakim jest miłość, udziela się wszystkim ludziom. Słowo żywe, które stało się milczącym Dziecięciem, męką, zmartwychwstaniem, tajemniczo pociągnie ku sobie cały wszechświat. „Kiedy będę wywyższony nad ziemię, pociągnę wszystkich do siebie”.

On pociąga nas, nie tylko wchodząc do naszej rozpaczy i naszej udręki, ale wchodząc do naszych najmocniejszych radości. Czy są one silniejsze niż te płynące z dwóch macierzyństw połączonych w Maryi: macierzyństwa cielesnego i macierzyństwa duchowego, radości rodzenia i radości zbawienia ? 

Zmartwychwstanie rozciąga się na świat, poczynając od kolebki, od żłobu, zaczęło się nie w gospodzie ani nawet, jak mówią archeologowie, nie w domu, lecz poza domem, w jednej z tych grot, gdzie trzyma się zwierzęta. „W nędznej stajni mojej duszy”- komentuje pewien tekst liturgiczny.

„Przyszedłem ogień rzucić na ziemię”- mówi Jezus. W dzień Narodzenia żar jest już w otchłani, „w cieniu śmierci”. I oto znów pojawia się raj i następuje antycypacja Królestwa: ziemia i niebo łączą się w osobach i muzyce aniołów, i przychodzą pasterze z oswojonymi zwierzętami ziemi, i mędrcy, którzy wpatrują się w gwiazdy…

Boże Narodzenie. Bóg ma już oblicze ludzkie- objawiające nam zarazem boskie oblicze człowieka, każdego człowieka, żywego „obrazu”, w którym uwidaczniają się pewne przyciąganie i wezwanie. Największą „monstrancją” Boga dziś w sercu groty nihilizmu, są pewne twarze, które stały się niemal ikonami, jak twarz ojca de Foucaulda pod koniec jego życia albo twarz „starca” Trawiona, wielkiego rosyjskiego mistrza duchowego, który przez długi czas żył w obozie koncentracyjnym i do którego napływały prawdzie tłumy. Boże Narodzenie. Bóg jest już nieodłącznie związany z człowiekiem. To już nie są dwie rywalizujące ze sobą wielkości w jakiejś zamkniętej przestrzeni, jak przez długi czas sobie wyobrażano, czy to żeby zmiażdżyć człowieka, czy to żeby „zabić” Boga. Bóg i człowiek połączeni bez rozdzielenia i bez zmieszania. Bóg jest tym silniej objawiony, im bardziej staje się człowiekiem. Człowiek tym silniej człowiekiem, im bardziej łączy się z Bogiem.

Boże Narodzenie. Bóg stał się człowiekiem i człowiek może na nowo wejść w życie Boże, w przestrzenie trynitarne. Przyjmuje go ogromne i przesłodkie światło, tak jak musiało przyjąć bandytę i prostytutkę.     

Bóg daje, a kiedy dar ulegnie zniszczeniu, daje jeszcze raz. Bóg daje i przebacza, a człowiek ze swej strony również może się stać istotą przebaczającą.

Twarzyczka Dziecięcia rozdarła na zawsze matowość świata, sprawiając, że wytrysnęło w nim światło zmartwychwstania. Betlejem znaczy „dom chleba”: oto nasz chleb wieczności, niezniszczalna manna. Zachodnia sztuka średniowiecza oraz pewne ikony przedstawiały dziecko w kielichu eucharystycznym. I jest niewątpliwie prawdą, że to życie, ta słodycz, ten pokój ofiarowuje się nam niewyczerpane w chlebie i winie, które Kościół konsekruje i rozdziela ( i które tworzą Kościół w takiej mierze, w jakiej Kościół je sprawuje). Wychodząc od tej małej twarzyczki, wychodząc od Eucharystii, zrodziły się Santa Sophia i Chartes, masywne kościoły romańskie Francji i urocze kościółki archipelagu greckiego, których biel przemienia ziemię. Również dzisiaj, jeśli chcemy, jeśli dołączymy do ognia współczesne rozumienie, ten płomień, którego Kościół w swojej wytrwałej pieśni uwielbienia pozostaje lampą, może stać się gwiazdą ludzkości zmierzającej do swej jedności. Wychodząc od tajemnicy Bożego Narodzenia, wychodząc od Boga, który stał się obliczem i od kobiety bez rozdarcia wśród rozdarcia świata, możemy położyć fundamenty pod etykę osoby i komunii, możemy niestrudzenie tworzyć szkic kultury, zdolnej zjednoczyć to, co Boskie, z tym co ludzkie, „bez rozdzielenia i bez zmieszania”: człowiek humanistów, uwolniony od swoje dumnej i rozpaczliwej skończoności, obraz Boga „deizmów”, uwolniony od zamkniętej i pożerającej transcendencji. W Narodzeniu Pańskim koncentruje się zarazem niedostrzegalna i niepohamowana siła zaczynania, rozpoczynania na nowo. I dla każdego płynie wielka pewność: jestem kochany, więc istnieję.
( Olivier Clement Boże Narodzenie)