czwartek, 11 grudnia 2014


Mt 11,11-15

Jezus powiedział do tłumów: „Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je. Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana. A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść. Kto ma uszy, niechaj słucha”.

Chrystus na kartach Ewangelii dokonuje niezwykłej rekomendacji człowieka. Jan Chrzciciel jawi się w przepowiadaniu jako postać wyjątkowa, charyzmatyczna, odgrywająca niezwykłą rolę „pomostu” pomiędzy przesłaniem Starego Testamentu a tym co się rozpocznie wraz z nadejściem Syna Człowieczego. Jan- Prorok adwentu, gwałtownik i Boży szaleniec pustyni. Wszyscy którzy proklamowali słowo Boga przed Nim, byli niczym widzący- dlatego proroków nazywano „widzącymi”. Jan jest nie tylko widzącym, ale staje się wielką tubą Boga. „Ta posługa świętego Jana pozwalała dopatrywać się w nim także poprzednika Paruzji. I w tym miejscu napotykamy najbardziej zagadkowy rys osobowości  Chrzciciela. Przyszedł w „duchu i mocy Eliasza” (Łk 1,17). Te dwie osobowości (Jan i Eliasz ) w zdumiewający sposób wyrażają tę samą duchową jakość- przybywają z głębi pustyni, ubrani w skóry zwierzęce, ale też w odzieniu synów światłości (por. 2 Krl 2,11-14). Solarny Eliasz na swoim wozie ognistym i święty Jan Chrzciciel- „lampa co płonie i świecie” (J 5,35).” Apostołowie pewnie zastanawiali się dlaczego nadejście Mesjasza nie było poprzedzone posługą Eliasza jako Poprzednika. Jezus udziela im czytelnej odpowiedzi, iż nie rozpoznali Eliasza w Janie. Według tradycji żydowskiej, prorok Eliasz jest „Pasterzem dusz”. Przyjmuje dusze zmarłych i wprowadza je do raju. Jest prefiguracją świętego Jana Chrzciciela który zwiastuje nastanie raju wraz z Wcieleniem Bożego Syna. Jan staje się gwałtownikiem, mężem wielkiej dojrzałości aż do złożenia po utratę głowy- męczeństwo. Jesteśmy w adwencie przynagleni do profetyzmu na wzór Jana, aby przywrócić światu świadomość nadejścia Pana. To żywe doświadczenie Boga i na miarę naszych możliwości próba ukazania światu Jego obecności. To stanięcie pośrodku zgiełku świata i wykrzyczenie na całe gardło ze wszystkich sił: Marana Tha  – Przybądź Panie !    

środa, 10 grudnia 2014


Nie musimy szukać Boga, jakby krył się daleko, ani też trudzić się w wyczerpujących poszukiwaniach, wyobrażeniach, rozmyślaniach i studiach książkowych, bo On jest blisko bram naszego serca i nigdy się stamtąd nie oddala. .. Naszym błędem jest chcieć Go wiedzieć w danym czasie i pośród codziennych wydarzeń, które wypełniają pustkę naszych umysłów i uczuć. Pan przecież jest obecny teraz poza tym wszystkim, poza czasem i wszystkimi wydarzeniami, którymi kieruje według swej mądrości.  Dusza prosta i wrażliwa rozróżnia Jego rękę, która z biegiem lat i następujących po sobie wydarzeń pisze historię naszego zbawienia. Nasze sukcesy, podobnie jak i niepowodzenia, współdziałają pozytywnie, pod kierunkiem Wszechmocnego, w naszej drodze zbawienia. Straty doczesne nie oznaczają straty duchowej; przykrości, smutek, ból i choroba są językiem Bożej Opatrzności. A język ten, odczytany w Duchu, mówi nam o wywyższeniu nas, o radości i o wiecznej chwale.


o. Matta el-Maskine

wtorek, 9 grudnia 2014




Mt 11,28-30


Jezus przemówił tymi słowami: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.


Wiara zawiera w sobie pewną bardzo ważną czynność; wyjście ku Tajemnicy. Często wielu ludzi czyni wiarę trudną, zagmatwaną, rozdrobnioną, przytwierdzoną do pasma niekończących się konstrukcji myślowych, ciężką od spekulacji czy łamigłówek wprawiających intelekt w „depresję”. W adwencie chcemy być bliżej Tajemnicy, a może bardziej Ten który przychodzi okazuje się nam bliższy niż my sami sobie. Wiara rodzi się ze słuchania… zasłuchanie w rozbrzmiewającym przez wieki międzyludzkich relacji słowie: „Przyjdź do Mnie”. To wołanie niczym muzyka sfer rozbrzmiewająca i rozdzielająca posady kosmosu, pragnie wyżłobić w sercu człowieka inne oblicze- bardziej przemienione jarzmem misterium Krzyża. Ale głos Boga w przeciwieństwie do krzyku świata staje się milczeniem; wywiera nacisk nieskończenie subtelny i nigdy taki, by nie można było mu się oprzeć. Bóg nie wydaje rozkazów, podsuwa zaproszenia, spokojnie zachęca, cierpliwie szepta do ucha: „Słuchaj Izraelu”, „jeśli chcesz być doskonały”, „jeśli tylko chcesz”. Słowa Jezusa skierowane do nas wpisują się w ten pulsujący życiem dialog pomiędzy Tajemnicą a człowiekiem. Jakby powiedział ks. Tischner, dwie osoby dramatu spotykają się ze sobą. Zostajemy zaproszeni do zadziwienia się obecnością Boga, Jego sposobem myślenia, działania. To z tych głębokości wytryskują słowa św. Pawła: „Nic nas nie może odłączyć od miłości Chrystusowej” (Rz 8,35). Święty Grzegorz z Nyssy stwierdza iż Bóg pozostaje zawsze poszukiwanym i tajemniczym. Nawet więcej staje się zachęcającym i łaknącym przyjęcia przez człowiecze serce. W klimacie wszechogarniającej obojętności na życie duchowe, jedyną i najbardziej uzasadniającą racją zmieniającą tak zastaną sytuację, jest doświadczenie Bożej miłości. Miłość jest najlepszą reklamą Boga. „Tylko On wymaga pełnej ludzkiej wolności i ją zarazem warunkuje. Jest to „etyka przyjaciół Boga”. Jak pisał Mikołaj Kabasilas: „Za całe dobro, które nam uczynił, Bóg prosi w zamian jedynie o naszą miłość; w zamian za naszą miłość umorzył cały nasz dług. Ludzkie serce jest olbrzymią szkatułą, dość dużą, by pomieścić samego Boga”. Fascynujący jest Pan, odsłania swoje bijące serce, abyśmy usłyszeli rytm przepływającego życia. Wiara jest ukryta w tajemnicy serca „uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem…” Corbon pisząc o liturgii jako tajemnicy źródła wyraził istotę człowieczego serca- jako otwartego na Tajemnicę „Człowiek modli się tak, jak żyje, a żyje tak, jak kocha; wszystko zależy od obszaru, na którym zwykle się skupia i który wyznacza sens wszystkiego… We wszystkich tych peryferyjnych mieszkaniach człowiek jest jakby wizytą- nie jest u siebie, jeszcze się nie odnalazł. Serce jest miejscem autentycznego spotkania z sobą samym, z drugim człowiekiem, ale nade wszystko z Bogiem żywym- witalnie, jako wezwanie przez czyjąś obecność i jako twórcza odpowiedź”. Na drodze adwentowego przygotowania powinna się dokonać nasza osobista odpowiedź: „wierzę Tobie”.

poniedziałek, 8 grudnia 2014




Mt 18,12-14


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam : cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych”.


Dobry Pasterz zatroskany o swoje owieczki, trochę sentymentalny obraz Boga, ale jak najbardziej autentyczny. Owca zawsze idzie na przodzie, spokojnie krocząc szuka pożywienia. Kiedy owca jest prowadzona na śmierć to wyczuwa ten moment i zaczyna płakać, to głęboko przejmujący obraz. Czasami pojawia się taka pokusa aby odbiec od stada. Wzbudzenie zainteresowania nieobecnością i uruchomieniem automatycznego zatroskania o jedną owieczkę. Czasami chcielibyśmy aby ktoś nas zechciał poszukać, abyśmy dla drugiego człowieka który często nas mija obojętnie, stali się powodem troski. Aby ktoś o mnie zaczął myśleć, zainteresował moim życiem,  rozpoczął poszukiwanie, podążając po niewyraźnych śladach pozostawionych na drodze. Bóg się o mnie troszczy, myśli mnie…, bliskie są Mu moje zmagania, chwile radości i zwątpienia. Bierze w swoje ramiona moje życie, jak garncarz skleja pęknięcia i niweluje wszelkie braki. Podnosi odważnie i przenosi w miejsca bezpieczne z tych które mogą poranić i zatracić. Opatruje rany, przytula, podnosi na duchu. „Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, wtedy gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne !” (Ez 34,12). Bóg który kocha- całkowicie dając miłość bez żadnego interesowanego pytania próbującego coś uszczknąć dla Siebie. Jak wyraża to cudownie Księga Pieśni nad Pieśniami: „Mój miły jest mój, a ja jestem jego, on stada swe pasie wśród lilii”. Nie gorszy się mną gdy upadam, kiedy tracę z przed oczu cel mojej drogi, kiedy jestem nie do wytrzymania dla innych. Chrystus niesie na ramionach Kościół, pokazując iż tylko w Nim jest ocalenie. Pasterz oddał swoje życie za owce, to najbardziej heroiczny akt Boga. Szalona miłość Boga to sprawiła. Pasterz stał się barankiem złożonym za życie świata, zamienił się rolami; uniżył się tak całkowicie aż do zatracenia siebie w miłości Krzyża. „Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich !” (Iż 53,7). Mocą tego czynu obdarzył owieczki życiem wiecznym, tu i teraz w zdroju łaski który wypływa z Chrztu i Eucharystii, jak również w perspektywie życia wiecznego. Sztuka starożytności chrześcijańskiej ukazywała najczęściej Dobrego Pasterza, jak zresztą wszystkie ówczesne przedstawienia Chrystusa, jako młodzieńca i bez brody, czy dawała wyraz wieczności i nieprzemijającej piękności Syna Bożego- Oblubieńca niosącego na swoich dłoniach Oblubienicę Kościół.

niedziela, 7 grudnia 2014




Łk 1,26-38


Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!”


W Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, Ewangelia zaprasza nas po raz kolejny do kontemplacji sceny Zwiastowania. To wydarzenie z jednej strony jakoś misteryjne, a zarazem bardzo intymne...pełne emocjonalnej głębi, delikatności i przekraczającej rozum siły oddziaływania. Mistyka spotkania Człowieka i pomysłu Boga. Tu wszystko jest osłonięte tajemnicą spotkania woli Boga, i pełnej dojrzałości zgody Maryi. Oblubienica zachowana od zmazy grzechu pierworodnego jako jedyna z córek Ewy. Nowa Ewa- przebóstwiona łaską Oblubienica.  Maryja zostaje przeniknięta łaską, ocieniona Mocą z Wysoka... napełniona „Nasieniem Boga”- Duchem Świętym. Wybraną ze wszystkich kobiet ziemi do misji urzeczywistnienia pomysłu Boga. Bardzo często na chrześcijańskim Wschodzie "Liturgia Zwiastowania nazywa to wydarzenie- początkiem naszego zbawienia i objawieniem odwiecznej tajemnicy oraz ogłasza Dziewicę "świętą świątynią i łonem macierzyńskim większym od nieba". W swojej homilii na święto Zwiastowania Mikołaj Kabasilas ukazuje całą pełnię piękna odpowiedzi Niewiasty z Nazaretu: "Wcielenie  było nie tylko dziełem Ojca, Jego Mocy i Jego Ducha, ale także dziełem  woli i wiary Dziewicy. Bez Jej zgody, bez współpracy wiary, ekonomia ta byłaby tak samo nie do spełnienia, jak i bez działalności samych Trzech Boskich Osób. Tylko nauczywszy i przekonawszy Maryję, Bóg mógł wybrać Ją sobie na Matkę i przyjąć od Niej ciało, które Ona zgodziła się Mu dać. On pragnął, aby Matka zrodziła go tak samo dobrowolnie, jak i On dobrowolnie się wcielił". Jej wypowiedziane Bogu "Tak", staje się słowem mocy, obietnicy i światła...wobec bardzo wielu wypowiadanych ludzkich "nie". Wiara chrześcijanina to ciągłe uczenie się odpowiadania "tak" nawet jeżeli kosztuje to rezygnacją z siebie, kiedy świat wciska postawę negacji, absurdu, braku poczucia sensu... zgoda na wiarę, sakralizuje życie. Bo nawet jeśli się człowiek pomyli, zagubi i porani, to Bóg będzie pamiętał o wypowiadanym z pokorą "tak". Każdy człowiek ma w swoim życiu epizod zwiastowania, taki swój osobisty, gdzie staje propozycja współpracy, zachęty, inspiracji i doświadczenia łaski. To moment dotknięcia przez Boga, który może coś zainicjować lub pozostać tylko w pamięci jako wydarzenie którego nie potrafiłem udźwignąć, ponieważ się bałem. Maryja staje dziś przed nami i uczy nas postawy wyjścia ku przygodzie wiary.


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 

sobota, 6 grudnia 2014

II Niedziela Adwentu- z pustyni rozbrzmiewa głos Boga






Mk 1,1-8


Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: „Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: „Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym”.


Jak ten czas płynie. Rozpoczynamy drugi tydzień Adwentu. Słowo o konieczności nawrócenia rozbrzmiewa z pustyni i dobrze koresponduje z tematem nowego  roku duszpasterskiego. Przepowiadanie Jana Chrzciciela ma ogromną moc uczynić z pustyni rozkwitający ogród. Już wcześniej mówiliśmy że miejscem adwentu jest pustynia. W takim miejscu można zderzyć się z pustką, obcością, poczuciem lęku i wszechogarniającym brakiem życia. Siedlisko szarańczy, skorpionów i wijących się jak fale wydm piasku. Z drugiej strony to miejsce bezludne staje się przestrzenią- wzmacniaczem dla Słowa które przynosi życie. Pustynia jest miejscem interwencji Boga, tam najczęściej wyprowadza człowieka aby przemówić do serca i zdrowego rozsądku. Przez doświadczenie pustyni przechodzi sam Chrystus, pokazując że kiedy człowiek zmierzy się ze swoimi lękami i pokusami, po nich może przyjść tylko śmierć lub rozkwit życia- metamorfoza wnętrza. „Jeśliby życie wokół mnie zamieniło się w pustynię, muszę pamiętać że jest to czas próby”. A Bóg zbliża się o wiele bardziej do ludzi poddanych próbie. Współczesne malarstwo jest wypełnione motywem pustyni, surrealistyczne, pełne ekscentryczności, naszpikowane metaforami oraz symbolicznymi wizjami, zaczerpniętymi z otchłani świadomości obrazy Salvadora Dali. Z pustyni wyrastają dziwne przedmioty i groteskowe postacie. Zasadę dowolnych spotkań przedmiotów, hipertrofii lub atrofii ich części stosuje artysta z wielką pomysłowością. „Wszystko to, co pokazuje w swych obrazach, jest cielesne, substancjalne, dotykalne, ale często substancje rzeczy zostają zamienione w sposób perwersyjny”. Przedmioty stają się miękkie, ciało staje się twarde jak z blachy, lub następuje dekonstrukcja świata którego fiksacji dokonuje ludzkie oko. Analiza snów i wyobraźni odkrywa ze świadomością bardzo tajemną sferę podświadomości. Jest to źródło irracjonalnych myśli, ukrytych pragnień i niepojętych dla rozumu wzlotów, które zostają wtopione w materię sztuki. Dla Heideggera człowiek jest zawsze w sytuacji historycznej, jest w świecie i zawsze z innymi. Bez jakiegokolwiek uzasadnienia stawia tezę: „człowiek spadł nie wiadomo skąd i został rzucony w absurdalność świata. Żyje w świecie pełnym trosk, co utrudnia jego poznanie; jest roztargniony, unika siebie samego i staje się przedmiotem anonimowym, bezosobową cząstką społeczeństwa. Świat jest zbudowany z trosk i sztucznych konstrukcji, dlatego ludzkie „ja” jest uchwytne tylko na tle niebytu, nicości. Nicość jest bardziej realna niż złudny, kłamliwy świat. Tylko wolność jest nieograniczona- zdaniem filozofa, i przeciwstawia się śmierci. Na pustyni człowiek czuje się „bogiem bezsilnym”. Dopiero w takim środowisku wychodzi cała prawda o nim samym. Wędrujesz przez wydmy piaskowe i na przestrzeni dziesięciu kroków nogi zapadają się pod ziemię, a po chwili człowiek zapada się po pas- totalna bezradność. „Mają rację mistycy muzułmańscy, którzy twierdzą, ze pustynia stwarza możliwości rozwoju „kultu własnego jestestwa wewnętrznego”. Przemierzanie tych obszarów samotności uwalnia człowieka od chęci przypodobania się ludziom, do dostosowania własnego oblicza i własnych gestów do gustów widowni”. Na pustyni jesteśmy skazani tylko na siebie, obnażeni z egoizmu i chęci popisywania się, czy kreowania fałszywego obrazu siebie. To sprawia że jesteśmy najbliżej spotkania się z prawdą o sobie, czasami bolesną ale jakże terapeutyczną. Tu dokonuje się nawrócenie człowieka, chrzest w Duchu i Prawdzie. Wtedy nabierają głębokiego sensu słowa ojców pustyni: „Kiedy nauczysz się żyć bez ludzi, wówczas ludzie zobaczą, że nie mogą żyć bez ciebie”. Tam mocne słowa Jana Chrzciciela muszą rozerwać wszystkie krępujące łańcuchy. Wyzwolić w sobie ogromny, a stłumiony potencjał duchowy… odkryć na nowo łaskę chrztu. Ważne jest wyjście na pustynię, opuścić schematy myślenia, porzucić skrupulatnie zapisany kalendarz, wyjść na otwartą przestrzeń w której można wykrzyczeć z całych sił ból swojej duszy. Wyłączyć komputer, zaryglować „okno na świat”, a wejść w świat Boga. Nie bójmy się porzuceń tych spraw do których przywykliśmy, dać czas który nie posiadam Bogu. Pamiętajmy Pan nadejdzie z pustyni. On nie zatracił czasu przechadzania się. I czy to będzie pustynia, piasek, autostrada, galeria, gdy Bóg przychodzi, to dlatego że kogoś szuka.


 


 


 


Posłany Gabriel zgotował w Maryi goś­cinę swemu Panu. Natura małych ludzi w Niej się połączyła z naturą Boską, wzno­szącą się nad wszelką słabość. Ten, który od początku jest równy Ojcu, stał się dzieckiem w łonie Maryi, dał nam swą wielkość — a wziął naszą słabość, z na­mi stał się śmiertelny — a wszczepił w nas swe życie, byśmy nie umarli. Maryja jest runem, na które Ojciec spuś­cił deszcz błogosławiony. Skropiły je krople dla Adama, który wtrącony przez nieprzyja­ciela do otchłani na nowo ożył i powstał z grobu.Rosnące w środku raju drzewo nie dało Adamowi owocu dla podtrzymania życia. Owoc objawił się w łonie Maryi i dał ,się Adamowi, który otrzymał przezeń życie. Słowo Boże zstąpiło z wysokości nieba i zamieszkało w Pannie. Ona je poczęła i zro­dziła. Za wzniosłe są dla mówców słowa o Przeczystej! Syn ziemi zniósł na wieki choroby i do­legliwości i otworzył drzwi śmierci — Syn Maryi wziął na siebie cierpienia ludzkie i dał w darze życie. Nietknięta pozostała Maryja w swym dzie­wictwie jak nie uprawiana ziemia rajska. Z jej łona wyrosło drzewo w miłości swej dające duszom życie. Maryja jest czystym źródłem, nie zmie­szanym z niczym ziemskim. W swym łonie poczęła strumień życia, co zstąpił i zalał stworzenie. Przez niego umarli znów ożyli. Maryja jest świątynią czystą, do której zstąpił Bóg wieczny Mocarz (Iz 9, 6). Wypełniła się dziwnie tajemnica, w której Bóg stał się człowiekiem i Adama nazwał Ojciec „Synem". Maryja jest różdżką jawiącą się na win­nym szczepie Dawida. Jej gałązki wydały latorośl krwi życiodajnej. Adam pił z jej wina — wskrzeszony wrócił do raju. Błogosławiona jesteś Maryjo, Córko Dawi­da, i błogosławiony darowany Ci owoc (Łk l, 42)! Chwała niech będzie Ojcu, który posłał Syna dla naszego zbawienia, chwała i Duchowi, który nas pouczył o swej tajem­nicy — chwała Jego imieniu! ( św. Efrem Syryjczyk )