piątek, 11 marca 2016

Mdr 2, 1a. 12-22
Mylnie rozumując, bezbożni mówili sobie: «Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszemu działaniu, zarzuca nam przekraczanie Prawa, wypomina nam przekraczanie naszych zasad karności. Głosi, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jako ojcem. Zobaczmy, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zgonie. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z rąk przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony»…


Pisząc to rozważanie mam przed sobą ilustrację obrazu pt. „Mąż Boleści” Mistrza Francke. To przedstawienie jest bardzo wymowne i pośrednio koresponduje z treścią narady przeciwko Sprawiedliwemu, zawartą w Księdze Mądrości. Powzięcie zasadzki, skonstruowanie zarzutów, bardzo drobiazgowo zaplanowana zemsta. To nie tylko starotestamentalna zapowiedź męki i śmierci Bożego Syna, ale nade wszystko ludzka pełna wyrachowania i w pełni dramatyczna odsłona człowieczej duszy. Sąd nad Miłością ! Człowiek podnosi rękę na Boga- a On staje się „Cierpiącym Sługą”- dźwigającym ciężar ludzkiej perfidii. „Widzieliśmy przecież- napisze Ratzinger- że właśnie Jego bycie z Ojcem jest przyczyną niezrozumienia Go przez ludzi i tym samym Jego samotności w życiu publicznym. Egzekucja jest ostatnim, konsekwentnym aktem owego nierozumienia, owego zepchnięcia istoty nie rozumianej w sferę milczenia”. Tak przedstawia Chrystusa średniowieczny mistrz w swoim obrazie, którego określa się mianem Imago Pietatis- Syna Człowieczy zmiażdżony cierpieniem, z ranami, które pieczętują Jego największy akt miłości. Ręce złożone na piersi odzwierciedlają pokorę i świadczą o miłości… Bok ugodzony włócznia żołnierza i krew obficie spływająca na przykrywające biodra perizonium. Głowa z przymkniętymi, lecz nie zamkniętymi oczami pochylona nieco na bok- uciskana ciernistą koroną. Wprawdzie obok Jezusa nie ma już gapiów, ani krzywdzicieli- ale na twarzy wypisanej bólem, można uchwycić ich cienie. Jedynymi i dynamicznie obecnymi w akcie adoracji, są asyst jacy Mu aniołowie. Zbierają do naczyń drogocenne krople  Krwi. Bardzo wnikliwie pisał o tym typie obrazu Panofsky: „Pomysł tego przedstawienia zrodził się na gruncie bizantyjskim. Ze znamiennego połączenia pierwotnie samodzielnych typów przedstawień, przede wszystkim Ukrzyżowanego i Chrystusa w grobie, powstał typ przedstawieniowy, który- wyzwolony ze wszystkich uwarunkowań historycznej rzeczywistości, a nawet negujący przeciwieństwo życia i śmierci, stania i leżenia- połączył w jeden podniosły symbol jak gdyby całą pasję, kwintesencję wszystkich cierpień Chrystusa”. Mamy do czynienia z obrazem- symbolem. Syntezą dokonanego już dramatu- zawiera się w tym tragiczny akt zła- wymierzony w Chrystusa, a zarazem niesamowity spokój i wolność przyjęcia ciężaru cierpienia- uczynionego rękami bezbożnych. Obraz ma dwa wymiary; pierwszy pokazuje to, co się już stało, a drugi ma za zadanie ująć serce oglądającego- zadziałać na sferę emocji. Ostatecznym przesłaniem jest ukazanie cierpienia i śmierci, jako dokonanego już zwycięstwa. Akt największego wyszydzenia i zbrodni, stał się aktem największej afirmacji miłości. Agonia Chrystusa na krzyżu- ekstremum chwili, staje się w jakimś sensie „fotografią” ludzkiego „imago pietatis”. Ten duchowy sens w całej pełni oddaja wnikliwe słowa Kallistosa Ware: „Zatem cierpienia i śmierć Chrystusa mają wartość obiektywną; uczynił On dla nas coś, czego sami, bez Niego nie byliśmy wstanie dokonać… On cierpiał w naszym imieniu. Syn Boży cierpiał aż do śmierci, nie po to, byśmy byli wolni od cierpień, lecz by nasze cierpienie było jak Jego. Chrystus proponuje nam drogę wokół cierpienia, ale drogę przez nie, nie zastępstwo, ale zbawienne partnerstwo”.
 

czwartek, 10 marca 2016

Wj 32, 7-14
Pan rzekł do Mojżesza: «Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko zawrócili z drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca odlanego z metalu, i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: „Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”». I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: «Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Pozwól Mi, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem»…

Dzisiejsze czytanie zaczerpnięte z Księgi Wyjścia, pokazuje jak bardzo łatwo człowiek może zapomnieć o Bogu; dumnie odwracając się plecami i czyniąc sobie materialny substytut bóstwa. „Gromada emigrantów prowadzona przez Mojżesza, wkroczyła na pustynny Półwysep Synajski. Po blisko trzymiesięcznej wędrówce i odparciu napaści rozbójniczych plemion Izraelici stanęli u stóp góry Synaj (Horeb), którą Mojżesz odwiedził przed wyjściem. Tym razem Bóg rozkazał mu wspiąć się na szczyt góry i tam polecił Izraelitom, że jeżeli będą pilnie słuchać Jego głosu i strzec przymierza z Nim, staną się Jego szczególną własnością, królestwem kapłanów i świętym ludem… Gdy Mojżesz zszedł z góry (z tablicami Dekalogu), stwierdził, że jego lud zbuntował się i popadł w dawne grzechy, i wtedy w gniewie roztrzaskał tablice” (M. Grant). Jak bardzo łatwo można zapomnieć o wielkich dziełach Boga ! Tylko na chwilę Mojżesz oddalił się od ludu, a już wdziera się pokusa decydowania i myślenia po swojemu. Jakie straszne żądze uruchomiły się w ludzie, który przez długi czas był wychowywany przez Boga. To pokazuje, że na płaszczyźnie serca, nie dokonało się nawrócenie i zwrot ku Bożej wizji wolności. Złoty cielec, uformowany przez Aarona- stanowi o najbardziej bezmyślnej pokusie idolatrii. Mamy do czynienia z jaką religijną histerią, połączoną z najbardziej obrzydliwym zespołem zachowań (egoizm, hedonizm, okultyzm…). Jak również dokonuje się złamanie zasad; zakwestionowanie Bożego zakazu sporządzania jakichkolwiek podobizn Boga, ale nade wszystko, zaprzeczenie miłości do swojego Wybawcy- zanegowanie sensu przymierza- berit. „Wy będziecie moim ludem, a ja będę Bogiem waszym”. Ludowi zabrakło wiary i cierpliwości… W tym starotestamentalnym obrazie może się przejrzeć również chrześcijaństwo. Czy potrafimy być wierni Bogu ? Czy zbyt często nie rezygnujemy i tworzymy sobie własnego- odpowiadającego naszym oczekiwaniom, obrazu moralności, religii czy Boga ? Zdaje się jakby te wszystkie zapytania rozbijały się o jeden najważniejszy filar- wierność. Czasami kiedy spoglądamy na zewnątrz, wszystko się wydaje wyglądać tak, jakby człowiek oszalał- sumienia ludzkie zdają się jakby utracić sterowność; a każdy chce sam decydować o sobie. „Do wszystkich pożądliwości i skaz, jakie każdy człowiek posiada ze swojej natury, dzisiejsze społeczeństwo dorzuca ciągle podniety zmysłowe, olbrzymi napór wszelkiego rodzaju błyskotliwych i złośliwych błędów, którym pozwala się swobodnie krążyć po przestworzach inteligencji, i mówi do każdego  spośród biednych synów ludzkich, pogrążonych w tym wirze: „Jesteś wolną jednostką, broń się, zbaw się sam"- pisał J. Maritain.  Tu rodzi się pokusa negacji Boga- łatwej ucieczki, zdrady i zakwestionowania wartości, które zdaje się powinny być utrwalone w naszych sercach- niczym na kamiennych tablicach. Potrzeba nam cierpliwości i pokory. Przypominają się niezwykle mądre słowa, które napisał ks. Aleksander Mień- w kontekście przeżywania Wielkiego Postu: „Cierpliwość to umiejętność zachowania niezmąconego spokoju ducha w warunkach przeciwnych utrzymaniu takiego stanu. Cierpliwość to umiejętność dążenia do celu, kiedy na drodze do niego pojawiają się rozmaite przeszkody…” Tylko postawa cierpliwości jest wstanie zabezpieczyć naszą postawę wierności.
 
 
 
 

środa, 9 marca 2016

J 5, 17-30
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak również dał to Synowi: mieć życie w sobie. Dał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, kiedy wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego: i ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie do potępienia.

Przez całe wieki w centrum zainteresowania wrażliwych ludzi, obdarzonych odrobiną talentu malarskiego- była scena Sądu Ostatecznego; stanowiła temat ważny, interesujący i inspirujący tak bardzo, że wyobraźnia musiała się często, uzbrajać w okowy pokory. Chyba nie było takiego okresu w sztuce, gdzie artyści nie mocowaliby się z tematem apokaliptycznego końca dziejów świata. Zmieniały się tylko szczegóły- elementy składowe- dominanty w tak trudnym dla ludzkiej percepcji temacie. Słowa Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii wydają się również tajemnicze, enigmatyczne, spowalniające pracę umysłu; a zarazem paradoksalnie- sprawiające, że serce bije szybciej, a ciekawość w zawrotnym tempie pokonuje marazm. „Sztuka nie odtwarza tego, co widzialne, ale czyni widzialnym”- pisał Paul Klee. Im bliżej dzieło sztuki związane jest ze sferą eschatologiczno-apokaliptyczną, tym bardziej prawdopodobna i mocno pojemnościowa jest jego sfera symboliczna. Tego, co znajduje się w przepowiadaniu Chrystusa- co, odsłania przyszłość w sposób zawoalowany, niejasny, naszymi zmysłami pojąć nie sposób (co nie znaczy, że trzeba porzucać poszukiwania). Ciekawość kulminacyjnego momentu historii jest tak wielka, że pomimo nieporadności malarskiej wizji; plastyczna impresja uchyla mistyczną kurtynę, przez którą można uchwycić prześwity, lub drobne- rozproszone, niczym molekuły, refleksy innego świata. Sąd Ostateczny- jawi się jako wielkie „teatrum” Boga. Dramaturgia skonstruowana z mnóstwa atrybutów i środków wyrazu. Z jednej strony budzi uzasadnioną trwogę, z drugiej zaś, radość- bowiem kulminacyjnym momentem jest wieczne przebywanie z Bogiem (przynajmniej dla części „śmiertelników”). We wszystkich scenach Sądu- może zobaczyć w centrum zasiadającego Syna Człowieczego. Prawa strona zastrzeżona jest dla raju i błogosławionych, a lewa dla piekła i potępionych. Tak jak w scenach ukazujących ukrzyżowanie Chrystusa- prawa strona odpowiada życiu wiecznemu i sugeruje jego boskość, lewa wskazuje na jego życie doczesne. „Skruszony łotr po prawej spogląda z nadzieją na Odkupiciela w górze, natomiast zatwardziały łotr po lewej odwraca głowę.” Wróćmy do sceny sądu. Mamy tu reminiscencję niezwykle mądrych słów: „o zmierzchu naszego życia będziemy sądzeni wedle miłości, wedle tego, co kochaliśmy na ziemi”. Urzeka mnie szczególnie scena sądu nad światem, wymalowana według wzoru wschodniego- bizantyjskiego. Chrystus siedzący na tęczy, lub tronie, wyciągający ręce, aby pozdrowić  błogosławionych i odtrącić potępionych; po obu stronach Zbawiciela ukazane zostają postaci Marii i św. Jana Chrzciciela (Deesis). Chrystus jest sędzią, który rozpościera ręce niczym arcykapłan w arcyliturgicznym geście triumfu; lub jako Orant prezentujący swoje przebite  dłonie, przez które Ojciec ma ogląd wszystkiego, aby dokonać finalnego aktu sprawiedliwości. U stóp apokaliptycznego Baranka umiejscowieni zostają protoplaści rodzaju ludzkiego- Adam i Ewa. Możemy zaobserwować również wypływającą z pod tronu rzekę ognia- rozpruwającą całość obrazu na pół. Ten wijący się niczym wąż ogień, niszczy wrogów Boga. Pod postacią Chrystusa stoi tron z narzędziami męki Pańskiej, a anioł zwija gwiaździste niebo jako zwój- jakby chciał zawrzeć je w prenatalnym momencie aktu stworzenia. Martwych budzi dmący w trąbę anioł, powstają oni ze swych grobów na sąd. Budzą się przerażeni i totalnie zdezorientowani. Trąba jest symbolicznym zwiastunem zmartwychwstania. „Sam bowiem Pan zstąpi na hasło i na głos archanioła i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi” (1 Tes 4,16). Następnie ważone są dusze. „Zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki” (Dn 5,27). W tej fantasmagoryjnej ekspresji- potępieni zostają zrzuceni do piekła; a finalnym akordem szczęścia, staje się scena zbawionych przez aniołów ku górze. Ich nagrodą staje się Raj. „W krainie życia będę widział Boga”. Aniołowie na widok błogosławionych mieszkańców nieba tańczą z radości, dmąc nieprzerwanie w trąby. Taniec odkupionych staje się symbolicznym obrazem powrotu do edenicznej szczęśliwości. „Po powrocie do swego boskiego źródła człowiek będzie uczestniczyć w chorus angelorum, korowodzie aniołów. Sąd to nic innego jak wizja całego człowieka- ponieważ przy całkowitym objawieniu się Boga, pozostaje tylko wieczna miłość. W tej ikonograficznej wizji dotarcia człowieka do punktu Omega, wszystko zostaje przeniknięte nadzieją na ocalenie. Pomimo jasnego podziału na zbawionych i potępionych, dla nas pozostaje przestrzeń dla nadziei i modlitwy: „Jestem obrazem Twojej niewypowiedzianej chwały, chociaż noszę blizny grzechów. Zmiłuj się na swoim stworzeniem, Władco, oczyść mnie z Twego miłosierdzia i daj mi upragnioną ojczyznę, czyniąc mnie na nowo mieszkańcem Raju”. Zawsze pozostaje miejsce dla nadziei i ocalenia, że w miłosiernych oczach Syna Człowieczego- odbije się obraz zbrukanego ciemnością człowieka, który może po raz pierwszy doświadczy miłości. Zakończę to rozważanie fragmentem rozmowy dzieci z powieści Dostojewskiego  „Bracia Karamazow” , które pytają o przyszłe zmartwychwstanie. „Panie Karamazow !- zawołał Kola. Czy słusznie religia twierdzi, że wszyscy zmartwychwstaniemy i zobaczymy się wszyscy, i zobaczymy Iluszeczkę ? Na pewno zmartwychwstaniemy, na pewno się zobaczymy i wesoło, radośnie opowiemy sobie nawzajem, co było- na poły z uśmiechem, a na poły z zachwytem, odpowiedział Alosza”.

wtorek, 8 marca 2016

Z okazji tzw. "Dnia Kobiet"- wszystkim feministkom, sufrarzystkom, emancypantkom i niezadowolonym ze swojej kobiecości paniom, życzę normalności i radości życia. (Samce nie są waszymi wrogami, czy spychaczami). A zwyczajnym kobietom zatroskanym o codzienny kształ trudnej egzystencji- kochającym matkom, wiernym żonom, cudownym przyjaciółkom i towarzyszkom kolorowego i czasami nachalnie męskiego świata- życzę miłości i serdeczności na każdy dzień. Niech ten "komercyjno- socjalistyczny" dzień, będzie autentycznym wyrazem afirmacji najcudowniejszego stworzenia jakim jest Kobieta. Panowie siła miłości i obdarowania, nie leży w kolorowych "badylach" kupionych w pośpiechu na ulicy, ale w pełnym miłości sercu i słowu- dziękuję, wypowiadanym swoim damom każdego dnia.
J 5, 1-16
W Jerozolimie zaś jest przy Owczej Bramie sadzawka, nazwana po hebrajsku Betesda, mająca pięć krużganków. Leżało w nich mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już dłuższy czas, rzekł do niego: «Czy chcesz wyzdrowieć?» Odpowiedział Mu chory: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną». Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje nosze i chodź!» Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje nosze i chodził…

Wielki Post- uświadamia nam prawdę o naszej duchowej kondycji; jesteśmy „chorymi” i czekającymi na uzdrowienie; trochę na wzór ewangelicznego nieszczęśnika, który wyczekiwał kogoś, kto zaprowadzi go w odpowiednim momencie do sadzawki i zostanie uzdrowiony. Dla nas sadzawką jest Kościół- Jego pulsujące życie- źródło Sakramentów, po które przychodzimy z wiarą. Sadzawką jest świadomość chrzcielna- stawanie się nowym człowiekiem- narodziny, które dokonują się przez Chrzest. „O ile jednak wody chrztu są grobem, w którym zostaje pogrzebany grzeszny człowiek, o tyle są one również ożywczym środowiskiem, w którym zostaje powołane nowe stworzenie” (o. J. Danielou). Sadzawka chrzcielna- baptysterium- miejsce naszego zrodzenia do wiary i uzdrowienia (przez odcięcie się od pogańskiego świata), staje się łonem matki, gdzie dokonuje się zrodzenie dziecka Bożego. W tym czasie nawrócenia serca, należy z jeszcze większą uwagą rozmyślać nad własnym zrodzeniem- w sposób szczególny nad momentem stania się chrześcijaninem (należącym do Chrystusa- uchrystusowionym). Tylko taka świadomość pozwoli nam w całej pełni z uczestniczyć w Misterium Paschalnym Chrystusa. Moje „zstąpienie w wody”, przez matczyne łono Kościoła, stawia mnie w samym centrum wydarzenia- którym jest samoudzielające się życie Boga. Dlatego woła święty Paweł: „Czyż nie wiecie, że my wszyscy ochrzczeni na Chrystusa Jezusa, na śmierć Jego ochrzczeni jesteśmy ? Jesteśmy więc wespół z Nim pogrzebani przez Chrzest”. Konsekwencją tego stanu rzeczy, jest wynurzenie i oświecenie światłem zmartwychwstałego Pana. To współpogrzebanie z Chrystusem zostaje w sposób szczególny zaakcentowane w liturgicznych rytach. Potrójne zanurzenie- jak miało to miejsce w praktyce starożytnego Kościoła (obecnie również)- stanowi figurę Triduum Paschalnego. Zejście do baptysterium było porównywane do faktu złożenia Chrystusa do grobu. Ten obrzęd odzwierciedla niezwykle wymownie modlitwa zaczerpnięta z Konstytucji Apostolskich. Brzmi następująco: „Bądźmy pogrzebani wrz z Nim, aby i z Nim zmartwychwstać, zstąpmy razem z Nim, aby z Nim wstąpić, bądźmy wyniesieni wraz z Nim, aby z Nim być wyniesionym do chwały”. Jesteśmy rybami płynącymi w wodach niosących życie. Wyraża to katecheza św. Ambrożego: „Podobno napisano o wodach: Niech wody wydadzą istoty żyjące, i narodziły się istoty żyjące. Tak było na początku przy stworzeniu. Ale dla ciebie pozostało jeszcze i to, żeby woda zrodziła cię do łaski, podobnie jak inna woda zrodziła niegdyś do życia. Naśladuj rybę”. Człowiek zanurzony stało się rybą. Ile symboli i ich ukrytych znaczeń; wyszliśmy od Betesdy- sadzawki przynoszącej zdrowie ciała, doszliśmy do duchowego lavacrum- gdzie niesieni przez materię wody, wpływamy do cudownego świata Boga. Misterium fidei !
 

poniedziałek, 7 marca 2016

J 4, 46-54
A był w Kafarnaum pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna, był on już bowiem umierający. Jezus rzekł do niego: «Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie uwierzycie». Powiedział do Niego urzędnik królewski: «Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko». Rzekł do niego Jezus: «Idź, syn twój żyje». Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, kiedy poczuł się lepiej. Rzekli mu: «Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka». Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, kiedy Jezus rzekł do niego: «Syn twój żyje». I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.

Wiara potrzebuje zaufania ! Właściwie to jedno zdanie mogłoby stanowić najbardziej wyczerpujący komentarz do dzisiejszej Ewangelii. Prośba o uzdrowienie syna, musi spotkać się z postawą bezgranicznego zaufania; nie może być miejsce na zwątpienie, powątpiewanie, czy szamotaninę myśli. Bóg wrażliwy na człowieka, działa niezwykle subtelnie i skutecznie. Przykład tego uzdrowienia, jak przekonujemy się z opisu- nie ma żadnego wymiaru sensorycznego, nie ma tu zaangażowania zmysłów. Najczęściej Pan uzdrawia przez dotyk, spojrzenie, przez szereg materialnych czynności (np. kładzie błoto na oczy niewidomego). W tym przypadku nie ma fizycznego spotkania z chorym dzieckiem. Moc, która wychodzi od Chrystusa przekracza to, co materialne i przestrzenne. Jedynym elementem konstytutywnym zaistnienia cudu, jest wiara i zaufanie proszącego. „Syn twój żyje. I uwierzył on sam i cała jego rodzina”. Ten znak łaski przyniósł również owoce w postaci nawrócenia całej rodziny. Dokonujące się dobro, zawsze ma reperkusje społeczne. Kiedy Bóg wchodzi w życie człowieka i dostrzeże żywe pragnienie wiary, wtedy wszystko zostaje przeobrażone; nic już nie pozostaje takim jakim było dotychczas. Człowiek i świat wokół niego, stają się miejscem uobecnienia łaski. Oddają to słowa nawróconego przed wielu laty Andre Frossarda: „Wtargnięcie Boga, gwałtowne, totalne, przynosi radość, która nie jest niczym innym, jak szczęściem uratowanego, szczęściem topielca wyciągniętego w ostatniej chwili z wody”. Bóg jest wybawcą człowieka- to przesłanie przynosi wielkopostna refleksja nad naszą sytuacją duchową. Zawsze, co roku w tym czasie powracam do lektury wczesnochrześcijańskich katechez mistagogicznych Ojców Kościoła. Wczytując się w nie uważnie, odkrywam nie tylko piękno chrześcijaństwa, ale nade wszystko drogę stawania się nowym człowiekiem w wymiarze życia sakramentalnego. Jest taki piękny tekst św. Grzegorza z Nyssy- mówiący o wartości Chrztu i nawrócenia: „Dlatego tarzałeś się w błocie: pośpiesz do mego Jordanu, na głos Chrystusa… Naśladuj  Jezusa. Nieś Ewangelię. Porzuć pustynię, czyli grzech. Przejdź przez Jordan. Pośpiesz do życia według Chrystusa, do ziemi, która przynosi owoce radości, gdzie zgodnie z obietnicą płynie mleko i miód. Zburz Jerycho, stary nawyk, nie pozostawiaj go za murami warownymi. Wszystkie te rzeczy są figurą. Wszystkie te rzeczy są prefiguracjami rzeczywistości, które objawiają się teraz”. Zobaczyć znaki i cuda… Droga ocalenia, którą przemierza każdy człowiek wierzący- pełen nadziei, na spotkanie z pełnym miłości spojrzeniem Chrystusa. To, o czym marzę i piszę, jest urzeczywistnieniem Królestwa Bożego.

niedziela, 6 marca 2016


IV Niedziela Wielkiego Postu- już upłynęła więcej, niż połowa czasu nawrócenia. Wspólnotę Kościoła przepełnia radość z bliskości Paschy i odnalezionego zbawienia. Jesteśmy zaproszeni do kontemplacji wielkiej i niezgłębionej miłości Boga. „A gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko, wybiegł naprzeciw niego, rzucił się mu na szyję i ucałował go". Jest to jeden z najpiękniejszych, a jednocześnie z najbardziej poruszających wewnętrznie fragmentów Ewangelii. Zobaczyć gest Ojca, który rozpościera w akcie miłości swoje ramiona, wychodzi na drogę z tęsknotą, wyczekując swojego marnotrawnego dziecka. Pocałunek, przytulenie, wzruszenie i eksplozja miłości, która czyni chrześcijaństwo wrażliwym na przebaczenie, to wielkość, która wypływa z pełnego miłosierdzia serca Boga. Chrześcijaństwo mierzy się otwartymi ramionami, głębią serca, potokiem łez które przynoszą oczyszczenie i wskrzeszają na nowo do życia. Ile to razy w naszym życiu zranieni jesteśmy grzechem, zagubieni...pełni buntu i wewnętrznej pychy. Przechodząc przez dramat upadku, potykając się o swoje iluzje szczęścia, w pewnym momencie przypominamy sobie, że ktoś nas autentycznie i prawdziwie kocha, dla Niego jesteśmy ważni. Bóg się nami nie brzydzi, ciągle wychodzi cierpliwie na drogę i wygląda naszego powrotu, bo wie że słabi jesteśmy i pełni lęku. Kiedy duma, pycha i egoizm się wyczerpią pozostanie tylko tęsknota za Miłością. św. Ambroży wypowiedział taki zdumiewający pogląd: "Bóg stworzył człowieka i wówczas odpoczął mając wreszcie kogoś, komu może przebaczyć grzechy". Te słowa stanowią całą wielką wyobraźnię miłości jako daru. Jest taki obraz Rembrandta, który głęboko wnika ducha tej przypowieści. Ojciec czcigodny starzec, w płaszczu szeroko rozpostartym, o obliczu promieniującym radością, mimo że jego oczy są wyblakłe od wielkiego płaczu. Ręce silnie opierają się na ramionach syna, by uniemożliwić mu powtórne odejście. Młodszy syn jest w cieniu, klęczy, widzimy jego plecy. Głowę kryje na piersi ojca. Tu się wszystko zawiera, położenie głowy blisko serca ojca, wyraża przywróconą miłość. Serce ojca nigdy nie przestało bić dla swojego dziecka, to centrum uczuć, to przestrzeń w której zostaje przywrócony do życia ten który był umarłym a ożył, zaginał a odnalazł się. W głębi widzimy starszego syna, tego "sprawiedliwego wyrobnika", gdybyśmy mieli opisać jego portret psychologiczny to zobaczymy: wściekłość, irytację, pogardę, ręce zaciśnięte w porywie gniewu, cała postawa wyraża naganę i zgorszenie słabością ojca. Jak ten obraz ma się do mnie ? Kiedy odnajdę w sobie marnotrawnego syna, stanę w prawdzie, dokonam autorefleksji nad swoim postępowaniem, wejdę na drogę, jest szansa że spotkam na niej Ojca, który przyjmie mnie z rozpostartymi ramionami..., to już jest uzdrowienie, odnaleziona darmowa miłość. "Teraz wreszcie czuję, jak ogarnia mnie tęsknota za tym uściskiem. Biegnę do Ojca, zarzucam Mu ręce na szyję. Przebacz mi, że byłem Ci wierny bez miłości".