środa, 31 sierpnia 2016


Łk 4, 38-44
O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: «Ty jesteś Syn Boży!» Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem.
Nasz świat w którym egzystujemy coraz bardziej staje się światem ludzi chorych. Chyba nie ma takiej rodziny w której nie byłoby doświadczenia osoby dotkniętej chorobą, cierpieniem czy bezsilnością. Przechodząc ulicami miast można spotkać wielu ludzi smutnych, przygniecionych ciężarem cierpienia. W ich twarzach i oczach wypisuje się tęsknota za nadzieją na uzdrowienie. Ludzie przekonani od swojej doskonałej kondycji fizycznej i witalności, za chwilę mogą przegrać z pojawiającym się niczym intruz nowotworem. Nerwowy i toksyczny świat uśmierzany farmakologicznymi znieczulaczami i psychologicznymi pocieszeniami na chwilę. Na każdym kroku jesteśmy bombardowani reklamami coraz to nowych leków mających rzekomo wyeliminować poczucie bólu i po natychmiastowym zastosowaniu odzyskaniu zdrowia. Kolejki do aptek i przychodni są dłuższe niż do rozsianych po wielu miejscach świątyń. Każdy chce własnymi siłami i przy pomocy dostępnych środków zapobiec nieodwracalnemu procesowi chorobowej regresji. Wielu ludzi nie tylko cierpi fizycznie, często przeżywają o wiele bardziej dręczącą i konwulsyjną walkę duszy. Ilu jest ludzi poranionych duchowo- zainfekowanych kłamstwem oraz pozorami, obumierających w poczuciu bezradności. Wielu przyzwyczaiło się do okłamywania samych siebie; wymuszony uśmiech ma oszukać spojrzenie innych ludzi. Znam ludzi przygniecionych tak wielkim cierpieniem- nie potrafiących zaakceptować swojego losu, którym pozostaje tylko nienawiść siebie i odtrącanie kochanych osób wyciągających do nich pomocną dłoń. Człowiek pragnie szczęścia, chciałby uniknąć cierpienia- a kiedy się ono pojawi, niczym intruz- to najlepiej uciec lub zepchnąć w nieświadomość. Jakże trudno jest powiedzieć Bogu: „Bądź wola Twoja”. Boimy się chodzić do lekarzy i z drżeniem duszy odbieramy wyniki zleconych odgórnie badań. Choroby są niczym uśpione wulkany, które za chwilę mogą wybuchnąć i zdestabilizować nasz poukładany świat. Człowiek chory uczepia się niczym tonący ostatniej deski ratunku. Niektórzy słysząc o wybitnym lekarzu lub klinice sprzedają swoje majątki i płyną za ocean, aby przedłużyć o jeden rok kalendarz swojego życia. Szukają lekarza. Ci cierpiący z dzisiejszej Ewangelii jedyne co mogli zrobić to przynieść swoich cierpiących do Jezusa. Bóg uzdrawiający człowieka ! Przecież do tego potrzebna jest wiara, a nie opinia nawiedzonej sąsiadki zaliczającej wszystkie charyzmatyczne spotkania niczym terapeutyczne mitingi. Nie wystarczy świadomość, że Bóg może przywrócić zdrowie. Trzeba jeszcze się do Niego zwrócić- WIARA. Aby uzyskać od Chrystusa wyleczenie swoich chorób, człowiek musi najpierw chcieć. Jak trafnie zauważył św. Jan Chryzostom: „Boski lekarz nie uzdrawia nas wbrew nam samym”. Powierzyć się Bogu. „Twoje rany nie przewyższają umiejętności lekarza. Tylko powierz mu się sam z wiarą, opowiedz swoją chorobę lekarzowi” (św. Cyryl Jerozolimski). Wiara jest najskuteczniejszym lekarstwem. „Bóg przychodzi z pomocą tym, którzy pragną się leczyć, dając im wiarę” (Teodoret z Cyru). Często pozostaje modlitwa- pełna łez i zawierzenia: „Lekarzu dusz i ciał, uzdrawiający, sługę twego ogarniętego niemocą nawiedź miłosierdziem Swoim, wyciągnij swą rękę napełnioną siłą uzdrawiającą i uzdrów go podnosząc z łoża i niemocy, uwolnij od ducha słabości…, ze względu na swoją miłość do człowieka”.
 

wtorek, 30 sierpnia 2016

1 Kor 2, 10b-16
Bracia: Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży. Otóż my nie otrzymaliśmy ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania dobra, jakim Bóg nas obdarzył. A głosimy to nie za pomocą wyszukanych słów ludzkiej mądrości, lecz korzystamy z pouczeń Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha. Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego pojąć, bo tylko duchem można to zrozumieć. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony. Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go mógł pouczać? My właśnie znamy zamysł Chrystusowy.
Chrześcijanin jest człowiekiem epikletycznym- przyzywającym nieustannie Ducha Świętego i pozwalającym się kształtować, niczym plastyczna materia w rękach artysty. Człowiek duchowy, nie stoi w opozycji do człowieka cielesnego, bowiem jak mawiał jeden z ojców, „to co cielesne winno stać się duchowym, a duchowe cielesnym”. Dla chrześcijan ukształtowanych w tradycji teologicznej Kościoła Wschodniego, mamy do czynienia z dwoma pojęciami: „przebóstwienia”(theosis) i „uduchowienia”(oduchotwornieje) człowieka, zapożyczonych ze spuścizny intelektualno-duchowej greckich myślicieli. Tradycja rosyjska opisuje ten stan duchowej dyspozycyjności człowieka, jako bogoczłowieczeństwo. Słowo to lepiej wyraża chrystologiczny charakter tej tajemnicy, i zarazem jej aspekt dynamiczny. „Chrześcijaństwo- pisał Sołowjow- jest nie tylko wiarą w Boga, lecz również wiarą w człowieka, w możliwość realizacji bóstwa w człowieku”. Stać się bogiem, dostąpić theosis- przebóstwienia, czy też „upodobnienia do Boga”- theopoiesis, dlatego św. Atanazy posłużył się stwierdzeniem, „że Bóg stał się człowiekiem po to, abyśmy mogli stać się bogiem”. Cały człowiek, cielesno-duchowy, staje się bytem penumatoforycznym. Teofan Pustelnik pisze: „Istota życia w Jezusie Chrystusie, życia duchowego, polega na przemianie ciała i duszy”, na ich wprowadzeniu w sferę Ducha. Stąd celem życia chrześcijańskiego, jest „zdobywanie Ducha Świętego”. Duch ponieważ jest „w sercu”, stanowi część składową człowieka, staje się „duszą ludzkiej duszy”. Ten wewnętrzny i trudny dla ogarnięcia rozumem proces duchowego przeobrażenia, polega na tym, „że my stajemy się jednym duchem z Panem” (T. Spidlik). To pokazuje jak bardzo życie duchowe jest aktywne o tyle, o ile jest ukierunkowane na Boga. Trzeba dać Duchowi wiele miejsca w naszej duszy, aby w niej mógł żyć i żeby dusza naprawdę odczuwała Jego obecność. Człowiek, który „staje się bogiem”, nie przestaje być człowiekiem- „Pozostaje stworzeniem, stając się Bogiem przez łaskę, tak jak Chrystus został Bogiem, stając się człowiekiem przez Wcielenie” (W. Łosski). Reasumując- przebóstwienie zakłada otwartość człowieka- wychylenie się ku Tajemnicy i wołanie, które przeistacza się w nieustaną modlitwę pragnienia wyrażoną w słowie: Przyjdź !

poniedziałek, 29 sierpnia 2016


Jr 1,17-19
Pan skierował do mnie następujące słowa: „Przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi. A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną ze stali i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą, mówi Pan, by cię ochraniać”.
W obrazie powołania proroka Jeremiasza, mogą się odnaleźć całe rzesze ludzi charyzmatycznych- przynaglonych do wyruszenia w przygodę wiary. Wielkość świętych- tzw. burzycieli sumień- utalentowanych atletów ducha, nie wyrasta z jakiś nadzwyczajnych predyspozycji, czy konstrukcji psychicznej (choć pewnie te sfery człowieczeństwa są ważne), lub uprzywilejowanego środowiska, ale nade wszystko z pokory- którą na własny użytek określam mianem „duchowej uległości”. U wielkich ludzi wiary, pokora oznacza sztukę znajdowania się dokładnie na swoim miejscu. Bycia dokładnie tam, gdzie życzy sobie tego Bóg. Wczesnochrześcijański tekst o tytule Pasterz Hermasa, opowiada w jaki sposób rozpoznać prawdziwego i odważnego męża Bożego. „Na podstawie jego życia poznasz człowieka który ma ducha Bożego. Po pierwsze to ten, co ma Ducha przychodzącego z wysoka, łagodny jest, spokojny, pokorny, stroniący od wszelkiego występku czy próżnej pożądliwości tego świata. Czyni się sam niższym od wszystkich ludzi…” Człowiek pokorny i wychylony ku światłu łaski, staje się zwiastunem prawdy i sprawiedliwości; przyobleczony w odwagę- uobecnia triumf dobra nad wrogimi siłami zła. Sztuka często ukazuje ludzi wiary przyodzianych w świętość; emanuje od nich niewypowiedziana siła zdolna kruszyć najtwardsze ludzkie zwątpienia, negacje i absurdy niewiary. W swoim życiu spotkałem kilku takich ludzi którzy krocząc po ziemi, nie tylko roznosili wonność świętości- ale towarzyszyła im jakaś nadzwyczajna aura innego świata. Pamiętam pewnego kapłana na którego twarzy zawsze rysował się blask światła. Przenikliwe spojrzenie, miarowo wypowiadane słowa, a nade wszystko ujmujący serce- spokój wewnętrzny. Święty Symeon Nowy Teolog pisał w swoich Hymnach: „Moje ręce są dłońmi nieszczęśnika, a stopy stopami Chrystusa. Ja niegodny, jestem ręką i nogą Chrystusa. Poruszam ręką i moja ręka jest cała Chrystusem, albowiem boskość Boga nierozdzielnie złączyła się ze mną”. To całkowite oddanie się Chrystusowi- dyspozycyjność bez zbędnych pytań, odnajdzie również swoje owoce w życiu dzisiejszych ludzi- bardziej nam współczesnych. „Dobro czyni się nie przez to co się mówi ani co się robi, ale tym czym się jest i na miarę tego na ile Jezus w nas żyje”- pisał Karol de Foucauld- pokorny Brat Jezusa.
 
  
 

niedziela, 28 sierpnia 2016

Hbr 12, 18-19. 22-24a
Bracia: Nie przyszliście do namacalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go usłyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Wy natomiast przyszliście do góry Syjon, do miasta Boga żywego – Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zgromadzenie, i do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów ludzi sprawiedliwych, którzy już doszli do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa.
Z niedzielnej liturgii słowa najbardziej do mnie przemawia czytanie z Listu do Hebrajczyków. Mamy do czynienia ze słowną impresją, która nie tylko uruchamia pokłady ludzkiej wyobraźni, a nade wszystko próbuje nasycić rozum i serce- tęsknotą za światem w którym człowiek spotyka Boga. To spotkanie rodzi zdumienie i zachwyt. Mamy zatem do czynienia z eschatologiczną wizją wstępowania ku Miejscu Świętemu. Czy przedsmakiem tej uszczęśliwiającej wizji nie jest liturgia chrześcijańska ? Człowiek, czas i przestrzeń wchodzą w inny wymiar bytowania- stając naprzeciw największej i niewypowiedzianej Chwały. „Pozwól mi zobaczyć Twoje oblicze” (Wj 33,18). Wspólnota Kościoła zgromadzona na celebracji Misterium, wstępuje w cudowny świat Boga. W dialogu prezbitera z ludem oczekującym na wejście w komunię z Chrystusem,  możemy doświadczyć podniosłości i duchowego uniesienia: eucharistesomen to Kyrio- „dzięki składajmy Panu”. Tak uroczyście rozpoczętą Eucharystię kapłan wyśpiewuje wchodząc w modlitewne uwielbienie, a „Kościół staje się niebem na ziemi, w którym zamieszkuje i działa Bóg” (św. German). Świątynia zatem staje się wypełniona ogniem obecności Trójcy Świętej. „Chwałą Boga jest żyjący człowiek- napiszę św. Ireneusz z Lyonu- a życie człowieka jest wizją Boga”. W rzeczywistości, kiedy przyjmujemy Komunię Świętą, jednoczymy się ze złociście promieniującym „światłem trzech słońc”. Liturgia jest dziełem bosko-ludzkim, wydarzeniem sakramentalnym, w którym Bóg żywy i prawdziwy daje swoje życie ludziom, którzy wierzą w Jego miłość, wydarzeniem, w którym On sam objawia, aktualizuje i komunikuje tajemnicę zbawienia dokonaną raz na zawsze w paschalny misterium Chrystusa. Aktorami tego wydarzenia są przede wszystkim twórcy liturgii niebieskiej, do której zostaje włączona ziemska wspólnota ludzi. Błogosławione Królestwo Ojca i Syna i Ducha Świętego, uobecnia się przez zasłonę wiecznego teraz i staje w samym sercu świata. Podchodząc procesyjnie do przyjęcia Świętych Darów, wspólnota orantów- staje naprzeciw Ognia. Wielki mistyk i poeta św. Efrem pisał: „W tym chlebie żyje ukryty Duch, który nie może być spożyty; w Twym winie płonie ogień, który nie może być wypity. Duch w Twym chlebie, ogień w Twym winie są wielkimi cudami, jakie przyjmują nasze usta. Pan zstąpił na ziemię do ludzi, czyniąc ich nowym stworzeniem. Jak Aniołom, tak i ludziom dał Ogień i Ducha, by stali się wewnętrznie ogniem i Duchem”.

wtorek, 23 sierpnia 2016

2 Tes 2, 1-3a. 14-17
W sprawie przyjścia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, i naszego zgromadzenia się wokół Niego prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakby już nastawał dzień Pański. Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi. Po to wezwał was przez nasze głoszenie Ewangelii, abyście dostąpili chwały Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Przeto, bracia, trwajcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu. Sam zaś Pan nasz, Jezus Chrystus, i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam wiecznego pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi w każdym działaniu i dobrej mowie.

Chrześcijanin jest niewzruszonym człowiekiem oczekiwania; próbującym umiejętnie odczytywać znaki czasu, stając w obronie depozytu wiary. Chrześcijaństwo wierne zapewnieniu Chrystusa i stojące na fundamencie Tradycji „przemieniło dawny świat, przyjmując go w siebie. Czy można sobie wyobrazić myśl Pawłową odciętą od tysiącznych korzeni wiążących ją z gruntem Tarsu, Jerozolimy, cywilizacji greckiej, mistyki wschodniej i Cesarstwa Rzymskiego ?” (H. Lubac). Zachwianie fundamentem powoduje naruszenie stabilności, wejście pierwiastka obcego- zacierającego naukę Chrystusa i osłabiającego wiarygodne przepowiadanie Kościoła. Jest w dzisiejszym świecie wielu chrześcijan zachwianych- stojących na zewnątrz i pozostających jako bierni widzowie; zastraszeni, niepewni, może rozczarowani, pozbawieni entuzjazmu wiary, niewyraźni. Na twarzach wielu wierzących, nie można już zobaczyć blasku świętości- nie wspominając już o pragnieniu Nieba. Taka postawa oziębłości i stagnacji, może grozić każdemu człowiekowi ochrzczonemu. Kilka pytań może bardzo łatwo przywrócić trzeźwą równowagę: czym żyją chrześcijanie dzisiaj…, co ich absorbuje…, ku czemu zmierzają ? Bez tych pytań, nie może dokonać się wewnętrzne scalenie i określenie dalszego kierunku drogi. Symbol Wiary- „Wierzę w jednego Boga… Wierzę w jeden, święty i powszechny Kościół”- nie może być tylko dostojnie recytowany, winien być przeniesiony na życie- przeżywany w głębi. Zaangażowane- świadome i przekraczające wszelakie ograniczenia wyznawanie wiary- doprowadza do spotkania z Chrystusem, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. „On bardziej wewnętrzny niż twoje serce. Gdziekolwiek zatem uciekniesz, tam jest. Gdzie uciekniesz przed sobą ? Czyż nie pójdziesz za sobą, gdziekolwiek byś uciekł- pyta św. Augustyn. Skoro zatem jest bardziej ci wewnętrzny niż ty sam sobie, nie masz gdzie uciec przed Bogiem”. Ojcowie Kościoła potwierdzają wielokrotnie w swojej refleksji, że człowiek nie jest bytem osieroconym- skazanym na utrapienie, niepewność czy duchową tułaczkę. Bóg szuka człowieka, a człowiek szuka Boga. „Znaleźć Pana to szukać Go nieustannie. Bo szukanie jest czymś jednym, a czymś innym znalezienie, ale pożytkiem szukania jest samo szukanie. Chcesz wiedzieć, jaki jest moment stosowny, by szukać Boga ? (św. Grzegorz z Nyssy) Powiem krótko: cała egzystencja ! Bo jedynym czasem właściwym, by zajmować się tylko tym, jest całe życie”. Jak bardzo „święci”- ludzie, którzy starają się brać na serio swoje uświęcenie przez Boga i żyć tak, by życie ich było odpowiedzią na uświęcenie- mogą wzajemnie dla siebie być, działać, cierpieć; być dla siebie tworząc komunię. „Chrześcijanin może siłę czerpać z dnia dzisiejszego i nie potrzebuje nikogo pocieszać jutrem. Ukazując dzisiejszą siłę miłości, nawrócenia, włączenia się i udziału zaczyna już dziś przemieniać świat, nadaje nowym kierunkom i prądom bieg, który- jak mówi doświadczenie- zawsze okazuje się krążeniem… I w ten sposób urzeczywistnia się uczestniczenie człowieka wierzącego w obejmującej wszystko Opatrzności, którą określamy jak wydarzenie Chrystusa, (ten kto wierzy i kocha) może współkierować biegiem dziejów” (H. Balthasar). W taki sposób chrześcijanin wyznawaną wiarą zmienia oblicze świata i z właściwym dla siebie optymizmem wygląda przyjścia Pana.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Łk 1,26-38
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”… „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”…

Zwiastowanie to wydarzenie intymnego spotkania, zaskakującej i zatrzymującej oddech w ustach chwili obdarowania- zdumienia i szczęścia- osobista Pięćdziesiątnica Dziewczyny z Nazaretu. Mamy w Ewangelii dwa wielkie zstąpienia Ducha Świętego; jedno ciche- niczym delikatny szum wiatru wprawiający w delikatny i prawie niezauważalny taniec liście drzew i duszę Maryi, a drugie gwałtowne w Wieczerniku- pełne spektakularnej gry form (wichru i ognia), rozgrywające się „ostatniego i wielkiego dnia Pięćdziesiątnicy”. Relacja między Maryją a Duchem Świętym jest niepowtarzalna, trudna do opisania, czy posługiwania się znanymi nam kategoriami teologicznymi. Jej wewnętrzne przyzwolenie i odważne wejście w plan Boga, należy kontemplować jak najpiękniejszy akt wiary. Bóg odnalazł Matkę w pięknej, wrażliwej, kochającej o przenikliwym spojrzeniu Kobiecie. Czysta i Piękna- niczym najpiękniejszy i pachnący świętością kwiat. „Ikona Zwiastowania ukazuje, jak Duch Święty przebija niebiosa, aby misteryjnie zapłodnić Dziewicę Marię, której Owoc pojedna ziemię i niebo. Przyjęcie Ducha Świętego w naturalny sposób poprzedza przyjęcie Syna” (M. Quenot). W Jej życie wchodzi Bóg- „Życiem, które Duch Święty daje Maryi, jest Chrystus”. Drobna i piękna Niewiasta, staje się drogocennym Naczyniem łaski, Tabernakulum obecności Tego, który do tej pory był nieuchwytny ludzkim oczom. W jakimś stopniu Maryja staje się również ikoną Ducha Świętego, który nie posiada swojego wyobrażenia, a który jest enigmatycznie i jakby abstrakcyjnie opisywany językiem skojarzeń i symboli. Tę scenę należy przenieść w liturgiczny zachwyt i uwielbienie, wyrażając to słowami modlitwy: „Śpiewajmy, wierni  Chwale Świata, Bramie niebios, Dziewicy Maryi, Kwiatu ludzkiego rodu i Theotokos- Matce Boga, Tej, która stała się Niebem i Świątynią Bóstwa”.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Łk 13, 22-30
Jezus przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?» On rzekł do nich: «Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas, stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!”… Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi».

Często odnoszę wrażenie, że dzisiejszy chrześcijanin żyje tak, aby przepłynąć życie w sposób jak najmniej kolizyjny- a na drugi świat ( o którym sobie przypomni w momencie trudnego doświadczenia choroby, czy nieuniknionej konieczności śmierci ) próbuje się prześliznąć, tak jak kombinował całe życie, żyjąc beztrosko i bez większych wymagań wobec siebie. Boje się tej powszechnej obojętności, kurczowego trzymania się tego, co jest tu i teraz. Życia na fali i opróżniania swojego umysłu i serca- z myśli o nadchodzącej przyszłości. Przecież życie każdego chrześcijanina powinno być opowiadaniem o pięknie tamtego świata; tęsknocie za Bogiem jak wyrażają to słowa liturgicznej doksologii: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”. To w Nim, jak powie św. Paweł „poruszamy się i jesteśmy”. Bliskość nadchodzącego Królestwa Bożego i możliwość wejścia do niego, w dużej mierze zależy od każdego człowieka. „Chrześcijaństwo ułatwione mdłe, letnie, ryzykuje tym, ze stanie się nieszkodliwe, nic nie znaczące. Nie ma nikomu nic do powiedzenia”. Taka religia nie będzie potrafiła przepowiadać chrześcijańskiej nadziei, ale będzie skupiona na tym jak bez większego zmęczenia, znaleźć drogę na skróty do nieba- to najbardziej zatrważająca sytuacja. Zbawienie jest wielkim darem Bożego Miłosierdzia, ale jednocześnie wymaga zaangażowania i odpowiedzi człowieka. Zapytano kiedyś świętego starca Paisjusza Hagiorytę: „Abba, skąd niektórzy święci, dawni i nowi, wiedzieli kiedy przyjdzie ich ostatnia godzina albo kiedy coś się wydarzy ? (Starzec odrzekł) Wyróżniali się oni gotowością ofiary, wielką prostotą, pokorą i wiarą. Nie mieszali do swojego życia logiki, która nadszarpuje wiarę. Wielka to sprawa- wiara !” Tylko wiara pozwala zobaczyć w całej pełni własne życie. Chrześcijanin dojrzały- potrafiący stawiać pytania, szukać, wadzić się ze sobą i czytać świat jako wielki komunikat Boga- będzie potrafił wydedukować, że istnieją tylko dwie możliwości: życie w Bogu lub poza Nim. Często ludzie na których z wyższością spoglądamy i wydajemy o nich krzywdzące sądy- są dziedzicami nieba, pierwszymi spośród ostatnich. Może się okazać, że percepcja Bożych tajemnic dokonuje się w sercu tych, którzy powszechnie uchodzą za grzesznych, zmarginalizowanych, skazanych na odtrącenie… Nie pytajmy Pana kto będzie zbawiony ? Pytajmy raczej siebie, czy potrafimy kochać tak mocno i wierzyć bez jakichkolwiek kalkulacji w przekonaniu, że „jedynie prawdziwą przyszłością jest życie wieczne”.