czwartek, 24 listopada 2016


Łk 21, 20-28
Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec huku morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie».
Przyszłość którą obwieszcza Ewangelia, zmierza ku ostatecznemu spełnieniu w przychodzącym z mocą Chrystusie. „Rzeczywiście, człowiek znajduje się na granicy różnych światów, nie trwa całkowicie tylko w jednym świecie. Człowiek jest istotą wieloplanową, albo zajmuje się innym światem, albo dotyka otchłani” (M. Bierdiajew). Adventus Domini przypomina wspólnocie wierzących, że wszystko jest zorientowane ku eschatologicznej pełni bytu. Futurum jest naznaczone tęsknotą i wyglądaniem znaków przychodzącego Boga. Jak u początku świata w edenicznej szczęśliwości można było usłyszeć kroki nadchodzącego Boga- Przyjaciela człowieka, tak u końca ziemskiej historii- wszystko zadrży w posadach wywołując w śmiertelnikach jakże różnorodną skalę emocji. Jedynego możemy być pewni- będziemy zaskoczeni i zdezorientowani. „Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione” (2 P 3,10). Nie mamy w tym opisie jakiego fatalistycznego, czy dekonstrukcyjnego wydarzenia. Raczej bym przywołał pojęcie dekonkretyzacji- jakkolwiek paradoksalnie to brzmi- wzmocnienia realności, której celem jest zogniskowanie uwagi na Zwycięskim Chrystusie A i Q. „Oblicza świętych zajaśnieją jak słońce i Chrystus objawi się światu. Ci, którzy zostaną zbawieni, zobaczą Jego chwałę twarzą w twarz” (M. Quenot). Na wschodnich ikonach transcendentna obecność Chrystusa ukazana jest najczęściej tak, „że w sercu światłości panuje ciemność, co wskazuje na absolutną niepoznawalność istoty Boga. Doświadczenie niepoznawalności istoty Bożej” (K. Ch. Felmy). Tak ikoniczna wizja urzeczywistni w eschatycznym momencie przyjścia, uobecni się w całej pełni, a wymownym znakiem tego będzie spowijająca wszystko światłość. „I ów promień Przeistoczenia, owo światło Taboru nie zgasło, szuka go i tęskni za nim całe stworzenie, i to wołanie o Przeistoczenie jest coraz wyraźniej słyszalne w świecie- pisał o. S. Bułgakow. W jaki sposób przemawia chrześcijańska nadzieja, która chroni nas przed niezdrowym, niemożliwym do zaistnienia pesymizmem, przed zatruciem eschatologicznym przerażeniem. Zanim nastąpi straszny i tragiczny koniec świata…, rozbłyśnie na ziemi promień Przeistoczenia, pojawi się, choćby tylko jako krótka zapowiedź, Królestwo Chrystusa na ziemi”. Człowiek nie może zamknąć się w sobie, niczym kokonie. Nie może być zalękniony i stłamszony wewnętrznie, nie będąc pewnym ostatecznego przeznaczenia. Apokalipsa nakreśla nam obraz Zbawiciela, który wszystko będzie czynił nowym- „Oto czynię wszystko nowe”. Kończę to rozważanie życzeniem, które wypowiedział św. Maksym Wyznawca: „O cudzie, oby ludzie mogli mieć kształt Boga i oby w nich przyjął kształt Ten, którego nic nie może ogarnąć…, aby każdy jaśniał tak, jak w swoim zmartwychwstaniu jaśniał mój Bóg”.
 

wtorek, 22 listopada 2016


W kalendarzu liturgicznym przypada szczególne wspomnienie najbardziej rozpoznawalnej i nietracącej nic ze swojej popularności męczenniczki starożytnego kościoła rzymskiego św. Cecylii. Pragnę poświęcić tej niezwykle barwnej postaci słów kilka. Zacznę od ozdobników: piękna, czysta, odważna, utalentowana Muza Kościoła. Żyła na przełomie II i III wieku. W dość młodym wieku postanowiła złożyć ślub czystości i oddać się na szczególną służbę Bogu. Pomimo rozlicznych prób i nacisków ze strony najbliższego Jej otoczenia, aby zmusić ją do małżeństwa z poganinem Walerianem, nie złamała swego postanowienia, lecz jeszcze nawróciła swojego męża i jego brata, Tyburcjusza. Wszyscy troje ponieśli śmierć męczeńską przez ścięcie. Ich śmierć jest datowana na okres panowania cesarza Aleksandra Sewera. Ciało Cecylii odnaleziono w nienaruszonym stanie w katakumbach św. Kaliksta i przeniesiono je do Bazylii NMP na Zatybrzu, wybudowanej już w IV wieku na prawdopodobnym miejscu domu świętej. Wpisała się na dobre w historię Kościoła- Jej ślady odnajdujemy w tekstach Sakramentarza leoniańskiego z V wieku, w modlitwie eucharystycznej powszechnie zwanej Kanonem Rzymskim, jak również w rozlicznej hagiografii, hymnografii i sztukach plastycznych. W średniowieczu bardzo mocno związano postać świętej Męczenniczki z Ars Musica, a dokonało się to dzięki błędnemu odczytaniu jednej z liturgicznych antyfon: Cantibus organis Coecilia Domino decantabat. Błogosławiona pomyłka nie tylko rozsławiła urodziwą niewiastę, ale wytworzyła cały szereg atrybucji, których przypisanie świętej postawiło Ją w roli patronki muzyki kościelnej. Teologią i mistyką tajemniczej świętej nie są opasłe i zarozumiałe tomy teologii, ale partytura zapisanych dźwięków wynosząca prostaczków ku rozwierającym się bramą Nieba. „Każda sztuka dąży do tego, by stać się muzyką”- pisał teoretyk sztuki Walter Pater. Można zgrabnie przekręcić te słowa i wypowiedzieć zgoła inaczej: Teologia dąży do tego by stać się muzyczną opowieścią o cudownym świecie Boga. Czym byłby Kościół bez muzyki- niczym ciało bez duszy. W ułożonych harmonijnie dźwiękach wibrujących w duszy człowieka odkrywamy coś na kształt niezgłębionej doskonałości będącej już w samym Bogu. „Muzyka stenografia uczuć” (L. Tołstoj), ponadziemska wędrówka naznaczona uwodzącym pięknem dnia ósmego. Najbardziej zachwycająca jest świadomość, że potrzeba było męczeństwa ślicznej dziewczyny- aby śmiałkowie rozmaitych muzycznych sztuk wypełnili wnętrza świątyń eksplozją niespotykanych dotąd dźwięków i pełnych wirtuozerii kompozycji. Przeszywający ściany gotyckich sklepień chorał gregoriański, mistyczna wielogłosowa muzyka Palestriny, toccaty i fugi Bacha, skończywszy na utkanych z kilku fraz śpiewów z Taize. Cecylia zdaje się ciągle wyglądać z zaświatów i dyrygować wielką symfonią Kościoła. Czasami rozpościera chwile ciszy, tylko po to- aby zagrać roztańczonemu w ekstazie nagiemu Dawidowi. Zakończę trafnym spostrzeżeniem św. Augustyna: „Nie szukaj słów, jak gdybyś był wstanie wyrazić to, w czym Bóg znajduje upodobanie. Śpiewaj z okrzykami radości. Śpiewać pięknie Bogu, to znaczy śpiewać z radością. Co znaczy śpiewać z radością ? Znaczy to, aby rozumieć, ze nie można wyrazić słowami tego, co śpiewa się sercem”.

niedziela, 20 listopada 2016

Łk 23, 35-43

Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. A członkowie Sanhedrynu szydzili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli jest Mesjaszem, Bożym Wybrańcem». Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: «Jeśli Ty jesteś Królem żydowskim, wybaw sam siebie». Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest Król żydowski». Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: «Czyż Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze mną w raju».

Nie lubię mówić o Chrystusie jako królu- władcy- hegemonie, czy upatrywać w Nim kogoś na wzór ziemskiego monarchy. Drażnią mnie ludzie którzy nas siłę domagają się powszechnej intronizacji Chrystusa. Uważam, że nie wszystko należy obwieszczać, prawnie zatwierdzać,   oznajmiać, robić niepotrzebny rozgłos; jakby nie wystarczyła nam oczywistość, że Chrystus i tak jest Królem. On nie potrzebuje naszej zgody, czy politycznego dekretowania aby rozciągać nad światem swoją wszechmocną władzę. Jego wielkość i władzę nie mierzy się ziemską siłą, a Jego królestwa nie ogarniają żadne granice. Deus absconditus- Król ukryty pod postacią przestępcy i skazanego na śmierć wśród pospolitych złoczyńców. Takiego odsłania nam Ewangelia. To obraz trudny do zaakceptowania. Jakże trudno nam jest przyjąć fakt, iż największe zwycięstwo Chrystusa dokonuje się w wydarzeniu tragicznym- po ludzku bezsensownym i beznadziejnym. Na Krzyżu uobecnia się największa władza Boga, Jego miłość do ludzkości- druzgocząca skamieniałe ludzkie serca. Ile musiało upłynąć czasu, aby ludzie zrozumieli iż na Golgocie dokonało się zwycięstwo Trójcy Świętej- Bóg wypowiedział się w całej pełni. Chrześcijanie przez wieki mieli ogromny problem z zaakceptowaniem faktu, że Chwała Ojca osiągnęła szczyt w momencie największego upokorzenia i uśmiercenia Jezusa. A wylanie Ducha Świętego nastąpiło wtedy, kiedy z przebitego boku nowego Adama wytrysnęło niewyczerpane źródło miłości. Ta dramatyczna sekwencja wydarzeń nie odbiera umęczonemu Chrystusowi nic z Jego królewskości; On zachowuje swój majestat:  „Widzę Go ukrzyżowanego i nazywam Królem”- pisał św. Jan Chryzostom. Potwierdza to zachowanie Dobrego Łotra: „wspomnij na mnie…”. Łotr rozpoznaje w Chrystusie Króla w chwili największej porażki. „Łotr potrafił przeniknąć wzrokiem ciemności porażki i pośród nich zobaczyć rysy Bożego oblicza”(A. Pronzato). W tym wstrząsającym widoku zmiażdżonego cierpieniem Sługi, grzeszny człowiek odkrył Kogoś kto na siebie przyjął grzechy całego świata. „Trzeba nam było, aby Bóg wcielił się i umarł, abyśmy mogli ożyć” (św. Grzegorz Teolog). Bóg-Człowiek przeszedł przez ludzkie umieranie, ale nie poddał się niszczycielskiej sile śmierci. Wręcz przeciwnie, „śmiercią podeptał śmierć” i odryglował zamknięte drzwi do Raju. „Poprzez ruiny naszego świata widzimy jaśniejące oblicze Jezusa, oblicze, którego żadna przemoc, nienawiść ani wojna nie są wstanie zniszczyć. Widzimy Jego czułe i prawdziwe człowieczeństwo, kiedy prosi by odłożyć na bok nasze lęki i przyjść do Niego z ufnością i miłością. Widzimy Jego oczy, oczy przenikające nie tylko wnętrze Boga, ale również ogrom ludzkiego cierpienia w ciągu całej historii. Tak więc, patrzenie na Chrystusa (ogołoconego z triumfalizmu) prowadzi nas do serca Boga, jak i do wszystkiego, co ludzkie” (H.J. Nouwen). On jest autentycznie zwycięski. Nie jest to zwycięstwo pozorne, nic nieznaczące, ono przekształciło miłością z Krzyża całą historię świata. „Wszystko zostaje pochłonięte przez życie. Poprzez śmierć ukazuje się piękno, które nie ma charakteru estetycznego w sensie kulturowym, które nie jest już dwuznaczne, ale utożsamia się z miłością. Odtąd przez oblicze najbardziej zdegradowane, można przeczuć możliwość ikon- inne piękno, niepozwalające się wyalienować, piękno „człowieka ukrytego w głębi serca”, jak mówi apostoł Piotr” (O. Clement). Możemy zapytać odważnie: w czym wyraża się najpełniej królowanie Chrystusa ? Myślę, że w zapewnieniu które nieustannie przeobraża dusze grzeszników: „Dziś będziesz ze Mną w raju”.

piątek, 18 listopada 2016


Ap  10, 8-11
Ja, Jan, znów usłyszałem głos z nieba, jak zwracał się do mnie w słowach: «Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła stojącego na morzu i na ziemi!» Poszedłem więc do anioła, mówiąc mu, by dał mi książeczkę. I rzecze mi: «Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w ustach twych będzie słodka jak miód». I wziąłem książeczkę z ręki anioła, i połknąłem ją, a w ustach moich stała się słodka jak miód, gdy zaś ją spożyłem, goryczą napełniły się moje wnętrzności. I mówią mi: «Trzeba ci znów prorokować o ludach, narodach, językach i o wielu królach».
W apokaliptycznej wizji przyszłości, proroctwo zostaje poprzedzone momentem „spożywania Księgi”, „konsumowania Słowa”. Tej czynności towarzyszy szereg przeciwstawnych odczuć- słodycz i gorzkość. Poczucie triumfu Oblubienicy Kościoła i droga oczyszczającego cierpienia. Podobną czynność spożywania tekstu, odnajdujemy również na kartach Starego Testamentu. Prorok Ezechiel słyszy dziwne polecenie: „Otwórz usta swoje i zjedz, co ci podam. Popatrzyłem, a oto wyciągnięta była w moim kierunku ręka, w której był zwój księgi… A On rzekł do mnie: Synu człowieczy, zjedz to, co masz przed sobą. Zjedz ten zwój i idź przemawiać do Izraelitów”(Ez 2,8- 3,3).. Podobne doświadczenie miał również Jeremiasz: „Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, chłonąłem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością mego serca. Bo imię Twoje zostało wezwane nade mną, Panie, Boże Zastępów !” (Jr 15,16). Mamy do czynienia z niezwykle wymowną czynnością, do której przynagla człowieka Bóg. „Człowiek jest tym, co je”- mówił niemiecki materialista Feuerbach. Nie przewidział tylko jednego, iż Bóg posłuży się pokarmem aby przeobrazić życie człowieka…, nasycić duszę, zmienić wektor myślenia i działania. Chrześcijaństwo zrodziło się w mocy przepowiadanego Słowa. W sercu Kościoła- w centrum jego jestestwa, zostało położona Księga. Nowy Testament wraz z ostatnią księgą Objawienia Janowego świadczy, że eschatologiczne magnalia Dei zostały w Chrystusie dokonane. Moc i miłość Boga uwiarygodniają się w całej pełni przez głoszenie Ewangelii- Dobrej Nowiny. Człowiek wiary stanął naprzeciw największej- uobecnionej Mądrości. Oddaje to w swojej dramaturgii bizantyjska liturgia słowa, kiedy kapłan wychodzi z sanktuarium i unosząc Ewangelię,  intonuje donośnie: „Oto Mądrość”, które jest pozdrowieniem Logosu- prawdziwej obecności Chrystusa zamieszkałej w sercach wierzących. Stąd odnowienie wszystkich rzeczy dokonuje się w Nim- wypowiedzianym odwieczne przez usta Ojca. Dobrze to uchwycił św. Ireneusz z Lyonu: „Jako, że Chrystus jest Słowem Boga wszechmogącego, którego obecność niewidzialna jest w nas i napełnia świat cały, przeto wywiera On nadal swój wpływ na świat w całej jego długości, szerokości, wysokości i głębokości. Albowiem przez Słowo Boga wszystko jest pod wpływem zamiaru odkupienia…”  Kiedy człowiek z wiarą słucha- więcej, karmi się Słowem, wtedy nie pozostaje bierny, reaguje natychmiast- z entuzjazmem i w zachwycie. Nie chodzi to element intelektualny, który jest skądinąd ważny- ale bardziej o duchowy proces dokonujący się we wnętrzu. Pamiętam jak na jednym z pierwszych spotkań młodych w Lednicy odbywało się nabożeństwo spożywania Bożego Słowa. Zrobiło to na mnie tak silne wrażenie, iż pozostało w mojej pamięci do dnia dzisiejszego. Wniesiono ogromną Księgę Pisma Świętego z bodajże ręcznie wypisanym tekstem, a międzyczasie rozdawano młodzieży pierniki wyobrażające księgę, które spożywano. Temu karmieniu tłumów słowem towarzyszyło słowo przesłania: „Przyjmij słowo Chrystusa, zaufaj Mu i podejmij swą życiową misję. Ludzie nowego wieku oczekują twojego świadectwa…” Mały ułamek ugryzionego piernika trzymałem jeszcze długi czas na pamiątkę, przypominając sobie o tym, do czego zostałem powołany i posłany. Ile jest w tym nieprawdopodobnego ładunku duchowego. Człowiek nie może żyć bez pokarmu- tego materialnego i duchowego. W Eucharystii, jak również w zaciszu naszego domu otwieramy Biblię i karmimy się słowem. To w liturgii- pisał Floreński- człowiek staje się logikos w pełnym znaczeniu tego słowa. Człowiek wyraża się przez słowo, które jest środkiem komunikowania się. „Bóg zstępuje do nas przez Logos- Boże Słowo- a człowiek za pośrednictwem ludzkiego słowa wznosi się do Boga”.

czwartek, 17 listopada 2016


Ap 5, 1-10
Ja, Jan, ujrzałem na prawej dłoni Zasiadającego na tronie księgę zapisaną wewnątrz i na odwrocie opieczętowaną siedmiu pieczęciami. I ujrzałem potężnego anioła, obwieszczającego głosem donośnym: «Kto godzien jest otworzyć księgę i złamać jej pieczęcie?» A nie mógł nikt – na niebie ani na ziemi, ani pod ziemią – otworzyć księgi ani na nią patrzeć. A ja bardzo płakałem, że nie znalazł się nikt godny, by księgę otworzyć ani na nią patrzeć. I mówi do mnie jeden ze Starców: «Przestań płakać! Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida, tak że otworzy księgę i siedem jej pieczęci».
Ewangelia dla chrześcijaństwa jest nie tylko regułą, czy treścią życia, ale nade wszystko Słowem Prawdy. Dobra Nowina- niczym w zwierciadle odbija ludzkie losy, utrwala pamięć o najistotniejszych wydarzeniach, lakując je na finalny moment dziejów. Jesteśmy zamknięci w Księdze Życia- tam wypisane są nasze imiona i wszystko to, co próbowaliśmy zatuszować przed innymi, lub skrzętnie skryć przed Bogiem (dobre i złe czyny). „Ewangelia została zamknięta dla wysiłków ludzkich; otworzyć ją to dar Chrystusa”. Kościół zrodził się w dynamice Słowa- w posłaniu dla misji: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”(Mt 28,19) usłyszeli pierwsi wyznawcy i wyruszyli w przygodę wiary; oddali się bez reszty obwieszczaniu Słowa, „które stało się Ciałem”. Eschatologia jest przeniknięta na wskroś chrystologią, buduje swoje przesłanie na doświadczeniu przychodzącego w chwale Zbawiciela. Jest to szczególnie widoczne na ikonie Zbawca w Mocach, lub rozlicznych przedstawieniach Dessis, czy symbolicznej Etimazji. Tym scenom towarzyszy swoiste i trudne do opisania napięcie: Pan jest blisko ! W momencie Paruzji nastąpi zwrot akcji, Chrystus zasiadający na tronie zerwie siedem pieczęci i przewróci stronice Księgi, aby każdy w niej odczytał swój własny żywot. Posłanie, zastąpi święte zwołanie uczniów, aby zdali sprawę ze wszystkich dokonań. „Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale by świat zbawić. Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym” (J12,47-48). Dzisiejsza rzeczywistość niczym augustynowe państwo ziemskie wznosi się na egoistycznej miłości, która tak często urąga Bogu. Świat który skurczył się do granic możliwości i przestał karmić się Słowem Życia, lecz na nowo zostanie zwrócony ku Prawdzie. Już nikt nie będzie zdolny do pozbawienia Ewangelii jej ciężaru gatunkowego. „Najlepiej zrozumieć można Sąd Ostateczny jako chwilę prawdy- pisze K. Ware- kiedy to wszystko zostaje wyniesione na światło, kiedy to wszystkie nasz akty wyboru zostaną przed nami odkryte wraz z ich znaczeniem, kiedy jasno zdamy sobie sprawę z tego, kim jesteśmy oraz jaki był prawdziwy sens i cel naszego życia. A wtedy zgodnie z tym ostatecznym wyjaśnieniem, wstąpimy- z połączoną duszą i ciałem- do nieba lub do piekła, do wiecznego życia lub do wiecznej śmierci”. Nie odkrywamy w tych słowach straszenia, lecz głęboką zachętę do wejścia na powrót w tajemnicę Boga, który przekonuje nas nieustannie o jednej najważniejszej sprawie, że tylko w Nim i przez Niego przechodzi się na drugą stronę. Należy „wierzyć w marzenia, bo w nich ukryte są bramy wieczności”(K. Girban). Oprócz świata historii i osobistych perypetii człowiekowi został przydzielona wieczność, lepiej jest nie zmarnować tego daru.  
 

środa, 16 listopada 2016

Ap 4, 1-11

Ja, Jan, ujrzałem: oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby rozmawiającej ze mną, powiedział: «Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać». Doznałem natychmiast zachwycenia: A oto w niebie stał tron i na tronie Ktoś zasiadał. A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu – podobna z wyglądu do szmaragdu. Dokoła tronu – dwadzieścia cztery trony, a na tronach dwudziestu czterech siedzących Starców, odzianych w białe szaty, a na ich głowach złote wieńce. A z tronu wychodzą błyskawice i głosy, i gromy, i płonie przed tronem siedem lamp ognistych, które są siedmiu Duchami Boga… A ilekroć Istoty żyjące oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, Żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie i oddają pokłon Żyjącemu na wieki wieków, i rzucają przed tron wieńce swe, mówiąc: «Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, bo Ty stworzyłeś wszystko, a z woli Twojej istniało to i zostało stworzone».

Apokaliptyczna kontemplacja Przedwiecznego, zasiadającego na tronie- utkanym z błyskawic i niemożliwej do ogarnięcia wzrokiem iluminacji, koresponduje wyraźnie z artykułem Credo w którym Kościół obwieszcza wiarę w zrodzonego z Ojca przed wszystkimi wiekami Syna Bożego. Wcielenie i Odkupienie- niczym dwa skrzydła tryptyku ekonomii zbawienia, uchylają się na oścież obwieszczając triumfalne nadejście Logosu. „Bóg z Boga, Światłość ze światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego”. Ikonografia wschodnia w całej rozciągłości malarskiej wizji potrafi unaocznić przemienione oblicze Zbawiciela. Mają rację mistycy i teologowie ortodoksyjni, kiedy mówią o charyzmatycznej i teurgicznej roli sztuki; dotkniętej niewidzialnym palcem ożywczego działania Ducha Świętego. „Ujrzałem ludzką postać Boga i zbawiona jest dusza moja”- powie pełen ekscytacji św. Jan Damasceński. A cóż dopiero zobaczyć oślepiającą światłem postać zasiadającego na tronie Żyjącego na wieki ? Totalnie niewyobrażalna sceneria do której jedynie po omacku-intuicyjnie podprowadzić może jedynie pokorna wiara i niewyobrażalna tęsknota człowieka ( zdolna do wzniesienia ponad jakiekolwiek oczekiwania czy projekcje obrazów). Jednak chrześcijaństwo „domaga się wizerunków” jak powie Malraux. Chrystus z Santa Pudenziana może i jest podobny do jakiegoś Jowisza, ale takiego, którego nikt nie namalował… Ten Chrystus jest stworzony, aby należeć do świata, którego poganie kompletnie nie rozumieli i pewnie potrzebowali światła wiary, aby przyjąć i pojąć tajemnicę Niepojętego, wypowiedzianą za pomocą kruchej malarskiej materii świata. Mnie osobiście fascynuje coś o wiele głębszego i jako człowieka wiary jakby uchwytnego. Eschatologiczna perspektywa spotkania z Kimś najbardziej wyjątkowym, podnosi mnie z kolan i kieruje mój wzrok ku górze. Ten wertykalizm odkrywam dzięki subtelnie wypowiedzianej w barwach ikonografii chrześcijańskiego Wschodu. Gdy człowiek zachodu wkracza do wnętrza kościoła bizantyjskiego, jego spojrzenie w płaszczyźnie wertykalnej przyciąga kopuła nad główną jej częścią. Jej usytuowanie wyznacza kosmiczne centrum świata który wychodzi ku kontemplacji Boga. „Kopułę zamieszkuje Chrystus, który jako wszechwładca z najwyższego punktu przestrzeni niczym ze sklepienia niebieskiego spogląda w dół jakby przez okno, jak to wyrażają teksty bizantyjskie”(H. Belitnig). Temu obrazowi zawsze będzie towarzyszyło poczucie niepoznawalności istoty Bożej. Wszystko nosi znamiona misterium ! Metropolita Makary pisał, że Bóg „objawił wszystko, co powinniśmy wiedzieć, ale przemilczał to, czego nie możemy ogarnąć”. To uświadamia mi całą skomplikowaną rozciągłość niepoznawalności. Poznanie Boga nie jest takim stanem, w którym możemy się zatrzymać, ale ruchem ku dalszemu i głębszemu poznaniu, które objawi się w całej pełni wraz z przychodzącym triumfalnie Synem Człowieczym. Nie mogę się doczekać tego momentu, a rozmyślanie o tym wydarzeniu będzie mnie absorbować do końca moich dni. Marana Tha !

wtorek, 15 listopada 2016

Ap 3, 1-6. 14-22

Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie.

Obraz apokaliptycznego Chrystusa Zbawcy stojącego u drzwi człowieczego serca, jest najbardziej bezpośrednią i przekonującą ikoną ostatecznego triumfu miłości Boga do człowieka. Wizja świata którą rozpościera Apokalipsa, najczęściej przywołuje cały szereg tragicznych- traumatycznych skojarzeń. Przeciętnie zorientowany w egzegezie natchnionych tekstów czytelnik, zatrzyma się nad tym, co widowiskowe i budzące strach. Szukając sensacji i obracającej wszystko w proch destrukcji rzeczywistości, można zbyt łatwo pominąć pełne czułości spojrzenie Boga- który nie chce zatracać, ale zbawiać. Tak bardzo mamy utrwalone przez naszpikowaną strachem kulturę i powierzchowną teologię wyobrażenie Boga- Sędziego, iż porzucamy myśl o Jego ojcowskim, kochającym sercu. Wielu chrześcijan chciałoby w swojej gorliwości widzieć innych- mniej doskonałych (grzeszników) w czeluściach piekła, zapominając, że Ten którego wyznają jest Bogiem kołaczącym do bram  serc najbardziej zrujnowanych. Przecież Chrystus zstąpił w najgłębsze otchłanie ciemności, tylko dlatego, aby człowiek ujrzał światło nowego świata- bez znamienia śmierci, lęku, rozpaczy… Pewien prawosławny teolog napisał: „Otóż antropologia zmierza w sensie eschatologicznym do swego prawdziwego kresu, którym jest sacramentum futuri, włączenie całej ekonomii ziemskiej do Królestwa Niebieskiego”. Od momentu kiedy Bóg w Chrystusie wypowiedział zranionej przez grzech ludzkości miłość, „Raj stał się dostępny dla człowieka” (św. Grzegorz z Nyssy). Dla protestanckiego myśliciela Bartha, przyjście Chrystusa na Sąd Ostateczny, to nic innego jak radosna nowina- triumf Miłości. Zatem przyszłość jest naznaczona nadzieją na przeobrażającą wszystko siłę miłości. „Sędzia to w biblijnym świecie myśli przede wszystkim nie ten, kto jednych nagradza, a innych karze, lecz mąż, który zaprowadza porządek i naprawia to, co zniszczone. Musimy powrócić do prawdy, iż Sędzia, który jednych ustawia po lewej, a drugich po prawej, jest wszak Tym, który zamiast mnie stanął przed Bożym Sądem i zdjął ze mnie wszelkie przekleństwo. Jest Tym, który umarł na krzyżu i powstał w Wielkanoc”. W tych słowach jest ogromny potencjał nadziei, która została przygnieciona przez wielu chrześcijan poczuciem paraliżującej trwogi. Czasami mam wrażenie, że kultura- a szczególnie sztuka wyprzedziła w rozumieniu tych spraw teologię. Sztuka potrafi umiejętnie za pomocą symboli oddać nadprzyrodzoność- skąpany w blasku „dnia nowego” przyszły dom człowieka. Widać to na umieszczonym przeze mnie malowidle z bazyliki San Clemente. Zmartwychwstały Chrystus chwyta delikatnie choć stanowczo dłoń człowieka, aby go podnieść ku górze. W oczach Zbawiciela odbija się przejrzystość Królestwa Bożego. W tych oczach wypisuje się tylko współczucie i miłosierdzie. „Gdyby Bóg patrzył na zasługi, nikt by nie wszedł do Królestwa”- pisał Marek Pustelnik. On patrzy na grzeszne serce człowieka, uchylając je w miarę możliwości, pozwalając ludzkim oczom zakosztować cudu nowego stworzenia.