środa, 30 listopada 2016

Rz 10,9-18

Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami -do zbawienia.

Gdybym miał dokonać natychmiastowej odpowiedzi czym jest chrześcijaństwo, odpowiedziałbym następująco: Chrześcijaństwo to Chrystus, Emmanuel, Bóg z nami. W tej nieprawdopodobnej bliskości Boga odkrywamy najgłębszy sens i znaczenie religii; nie jako jednej z wielu- niczym wyrwany kadr z panteonu różnych wierzeń, ale jako spotkanie z Kimś najbardziej realnym i bliskim. Na tym przekonaniu zasadza się również tęsknota, która przenika adwentową refleksję o przychodzącym do człowieka Bogu. „Cały ród ludzki- napiszę św. Augustyn- leżał poraniony przez zabójców i ciężko chory. Na szczęście Jednorodzony Syn Boży ulitował się nad nieszczęśnikiem, pochylił się nad nim, przyjmując ludzką naturę i stając się jednym z nas, a następnie opatrzył rany winem i oliwą”. W tych słowach można odczytać najlepiej zarysowaną perspektywę zbawienia. Przygotowujemy się na przyjście Chrystusa w dwóch wymiarach. Pierwszy to świadomość Jego nadejścia na końcu czasów- nie można tego wydarzenia przewidzieć, zweryfikować, czy wypatrzyć. To drugie jest o wiele bardziej bliskie, okraszone ckliwym wypatrywaniem Małego Dzieciątka w żłóbku. Antycypacja Wcielenia dokonująca się w blasku betlejemskiej nocy, a uobecniona w znakach liturgii. Nam ludziom współczesnym: zabieganym, rozproszonym, nerwowym, zniecierpliwionym, tupającym o wszystko w jednym momencie, bardzo trudno jest wypatrywać znaków Jego przyjścia.   Na zewnątrz zgiełk i hałas świata przesuwa niewidzialną kurtynę delikatnych i spokojnych uzewnętrznień się Boga. Zdaje się jakby media całkowicie rozchwiały naszą duchową percepcję. Wszędzie rozlega pusty i naszpikowany konsumpcją komunikat: Magiczne święta. Cóż przychodzący Bóg ma wspólnego z ckliwością, obżarstwem, prezentomanią, czy bezmyślnym wydawaniem pieniędzy.  Ten, który przychodzi omija stragany tego świata- rodzi się na „obrzeżach miast”. Ciągle odrzucany i marginalizowany. Jego przyjście nasłuchuje się sercem !  

poniedziałek, 28 listopada 2016

Mt 8,5-11


Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi”. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim”.


W czasie Adwentu słowa setnika który błaga Chrystusa o uzdrowienie swojego sługi wybrzmiewają o wiele mocniej. Powiedzieliśmy sobie że adwent to tęsknota za Kimś bliskim. Najgłębiej ta tęsknota wypełnia się w doświadczeniu Eucharystii. Spotkanie z Bogiem dokonuje się w Sakramencie Kościoła- prawdziwie, namacalnie i bezpośrednio. Wydarzenie liturgii jest niczym innym jak tęsknotą za komunią, bezpośrednim pragnieniem Boga. Kapłan  ukazując wiernym Chleb eucharystyczny, który mają przyjąć w Komunii, najpierw zaprasza ich na ucztę miłości słowami św. Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1,29), „błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego ucztę” (Ap 19,9). Następnie wszyscy wspólnie odpowiadają posługując się słowami setnika z Kafarnaum, który błagał o uzdrowienie sługi- to słowa pragnienia i ludzkiej bezradności. „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Setnik dobrze wiedział kim jest Chrystus, widział w Nim kogoś o wiele większego niż jakiegoś uzdrowiciela, zresztą takich było na pęczki. Był przekonany że słowo Jezusa wypowiedziane na odległość, mam moc uzdrowić, wskrzesić z martwych, czy wzbudzić świat na nowo do istnienia w płodnym akcie miłości. W misterium liturgii dokonuje się nasz adwent, przyjście Boga do naszego życia. Jak pisał o. Tomasz Kwiecień: „My słowami setnika wyznajemy, że Komunia z Jezusem jest naszym lekarstwem i że otrzymujemy o wiele więcej, niż wystarczyłoby do naszego uzdrowienia. Wyznajemy świętą rozrzutność Pana: wystarczyłoby słowo, a On daje wszystko ! Wie że nie jesteśmy wstanie wszystkiego przyjąć, ale i tak cały nam się daje !”. To jest adwent bliskości Boga odnajdującego swoje zagubione dziecko. „Adamie, gdzie jesteś ? – ten głód Boga żywego, szukającego człowieka w pierwszym raju, zaspokaja Komunia. Adam, człowiek lęku, zostaje w końcu odnaleziony, a Jezus, nowy Adam, wydobywa go, stawiając wobec doskonałej miłości, która usuwa wszelki lęk. Syn umiłowany pociąga nas ku Ojcu, wpierw odnalazłszy nas w otchłani: „Powstań wyjdź stąd ! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie… Powstań, pójdźmy stąd ! – ze śmierci do życia, ze zniszczenia do nieśmiertelności, z mroków do wiecznej Światłości !”


 

sobota, 26 listopada 2016

Mt 24, 37-44

Jezus powiedział do swoich uczniów: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. a to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie».

Dzisiaj wieczorem zabrzmi radosny hymn Akatystu do Bogurodzicy wprowadzając wspólnotę wierzących w nowy czas liturgiczny. Światło świecy rozproszy ciemność wieczoru i rozbudzi jeszcze bardziej świadomość, iż Pan jest blisko ! Adwent- jest niczym piękna tkanina; utkany z różnorodnych sensów i znaczeń: przyjście, oczekiwanie, tęsknota, radość, obdarowanie, a nade wszystko subtelna bliskość Boga. Posłużę się słowami Rahnera: „I znów jest adwent w Twym, Kościele Boże. Znów wracamy do modlitwy, tęsknoty, wyglądania, do pieśni nadziei i obietnicy. Wszelka niedola ludzka, wszelki niedosyt, całe wierzące oczekiwanie zbiega się znowu w tym jednym słowie: Przybądź ! Nie zwlekaj ! Bo przecież już przyszedłeś, przecież już rozbiłeś miedzy nami swój namiot. Przecież już podzieliłeś z nami całe nasze życie… Czy mógłbyś przyjść jeszcze bliżej, niż już przyszedłeś, wchodząc tak głęboko w naszą zwykłość, że nie umieliśmy Cię odróżnić do innych ludzi ? A jednak o Boże nasz, któryś nazwał siebie Synem Człowieczym, mówimy Ci wciąż, modlimy się ciągle: Przybądź !”  Adwent jest szczególnym momentem uchylenia niebios i zstępowania Emanuela do naszego życia, jak również czujności serca i wypatrywania znaków Paruzji. Za każdym razem przeżywam ten czas inaczej, stając naprzeciw minionych wydarzeń i próbując zgłębić te sprawy w taki sposób w jaki to uczyniła Maryja-ciągle świeży i aktualizujący. Dostrzegam i kontempluję w milczeniu największą z tajemnic chrześcijańskiej wiary. Zwiastowanie jest „początkiem naszego zbawienia i objawieniem odwiecznej tajemnicy: Syn Boga staje się Synem Dziewicy i Gabriel głosi łaskę”. Nie zrozumiemy tego do końca, możemy jedynie poddać się zdumieniu. „Teologia zajmuje się sprawami nadprzyrodzonymi i ciągle napotka na tajemnice- pisał Newaman- których rozum nie może wyjaśnić ani do których nie można się przystosować…” Adwent jest podążaniem po niełatwych tropach wiary i odkrywaniem przenikającej serce Maryi radości z tego, że w Niej „Słowo stało się Ciałem”. Jest również drogą wątpliwości i wycofania świętego Józefa. Mocowania się z racjami rozumu które i tak poniesie klęskę pod naporem serca. Misterium fidei ! „Maryja jako osoba obdarzona wolnością nie jest biernym narzędziem. Nie jest Ona tylko łonem, przez które przechodzi Słowo, które staje się ciałem. Jej chwała nie polega jedynie na wykarmieniu własnym mlekiem Syna Bożego” (E.B. Siegl). W jakimś sensie wszystko, co staje się udziałem Dziewczyny z Nazaretu, staje się błogosławionym udziałem każdego chrześcijanina. Wyraża się to w postawie przyjęcia Chrystusa, jako największego daru. Maryja jawi się jako pierwsza współpracowniczka Boga, a za Nią podąża Kościół w tej charyzmatycznej i profetycznej misji. Obwieszczać zagubionemu światu miłość. Trzeba wyraźniej wpatrywać się w Nią, odkrywać Jej talent wiary- potencjał wielkich możliwości, postawę bycia dla Boga. W sercu adwentowych liturgii Oblubienica Kościoła i Baranka, będzie nas prowadzić w oświetlonym blaskiem świec- korowodzie ludzie szczęśliwych nad których domostwami zatrzyma się w pewnym momencie betlejemskie światło pokoju- zwiastujące- że On już przyszedł ! Hodegetria- „Ta, która wskazuje drogę”.

czwartek, 24 listopada 2016


Łk 21, 20-28
Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec huku morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie».
Przyszłość którą obwieszcza Ewangelia, zmierza ku ostatecznemu spełnieniu w przychodzącym z mocą Chrystusie. „Rzeczywiście, człowiek znajduje się na granicy różnych światów, nie trwa całkowicie tylko w jednym świecie. Człowiek jest istotą wieloplanową, albo zajmuje się innym światem, albo dotyka otchłani” (M. Bierdiajew). Adventus Domini przypomina wspólnocie wierzących, że wszystko jest zorientowane ku eschatologicznej pełni bytu. Futurum jest naznaczone tęsknotą i wyglądaniem znaków przychodzącego Boga. Jak u początku świata w edenicznej szczęśliwości można było usłyszeć kroki nadchodzącego Boga- Przyjaciela człowieka, tak u końca ziemskiej historii- wszystko zadrży w posadach wywołując w śmiertelnikach jakże różnorodną skalę emocji. Jedynego możemy być pewni- będziemy zaskoczeni i zdezorientowani. „Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione” (2 P 3,10). Nie mamy w tym opisie jakiego fatalistycznego, czy dekonstrukcyjnego wydarzenia. Raczej bym przywołał pojęcie dekonkretyzacji- jakkolwiek paradoksalnie to brzmi- wzmocnienia realności, której celem jest zogniskowanie uwagi na Zwycięskim Chrystusie A i Q. „Oblicza świętych zajaśnieją jak słońce i Chrystus objawi się światu. Ci, którzy zostaną zbawieni, zobaczą Jego chwałę twarzą w twarz” (M. Quenot). Na wschodnich ikonach transcendentna obecność Chrystusa ukazana jest najczęściej tak, „że w sercu światłości panuje ciemność, co wskazuje na absolutną niepoznawalność istoty Boga. Doświadczenie niepoznawalności istoty Bożej” (K. Ch. Felmy). Tak ikoniczna wizja urzeczywistni w eschatycznym momencie przyjścia, uobecni się w całej pełni, a wymownym znakiem tego będzie spowijająca wszystko światłość. „I ów promień Przeistoczenia, owo światło Taboru nie zgasło, szuka go i tęskni za nim całe stworzenie, i to wołanie o Przeistoczenie jest coraz wyraźniej słyszalne w świecie- pisał o. S. Bułgakow. W jaki sposób przemawia chrześcijańska nadzieja, która chroni nas przed niezdrowym, niemożliwym do zaistnienia pesymizmem, przed zatruciem eschatologicznym przerażeniem. Zanim nastąpi straszny i tragiczny koniec świata…, rozbłyśnie na ziemi promień Przeistoczenia, pojawi się, choćby tylko jako krótka zapowiedź, Królestwo Chrystusa na ziemi”. Człowiek nie może zamknąć się w sobie, niczym kokonie. Nie może być zalękniony i stłamszony wewnętrznie, nie będąc pewnym ostatecznego przeznaczenia. Apokalipsa nakreśla nam obraz Zbawiciela, który wszystko będzie czynił nowym- „Oto czynię wszystko nowe”. Kończę to rozważanie życzeniem, które wypowiedział św. Maksym Wyznawca: „O cudzie, oby ludzie mogli mieć kształt Boga i oby w nich przyjął kształt Ten, którego nic nie może ogarnąć…, aby każdy jaśniał tak, jak w swoim zmartwychwstaniu jaśniał mój Bóg”.
 

wtorek, 22 listopada 2016


W kalendarzu liturgicznym przypada szczególne wspomnienie najbardziej rozpoznawalnej i nietracącej nic ze swojej popularności męczenniczki starożytnego kościoła rzymskiego św. Cecylii. Pragnę poświęcić tej niezwykle barwnej postaci słów kilka. Zacznę od ozdobników: piękna, czysta, odważna, utalentowana Muza Kościoła. Żyła na przełomie II i III wieku. W dość młodym wieku postanowiła złożyć ślub czystości i oddać się na szczególną służbę Bogu. Pomimo rozlicznych prób i nacisków ze strony najbliższego Jej otoczenia, aby zmusić ją do małżeństwa z poganinem Walerianem, nie złamała swego postanowienia, lecz jeszcze nawróciła swojego męża i jego brata, Tyburcjusza. Wszyscy troje ponieśli śmierć męczeńską przez ścięcie. Ich śmierć jest datowana na okres panowania cesarza Aleksandra Sewera. Ciało Cecylii odnaleziono w nienaruszonym stanie w katakumbach św. Kaliksta i przeniesiono je do Bazylii NMP na Zatybrzu, wybudowanej już w IV wieku na prawdopodobnym miejscu domu świętej. Wpisała się na dobre w historię Kościoła- Jej ślady odnajdujemy w tekstach Sakramentarza leoniańskiego z V wieku, w modlitwie eucharystycznej powszechnie zwanej Kanonem Rzymskim, jak również w rozlicznej hagiografii, hymnografii i sztukach plastycznych. W średniowieczu bardzo mocno związano postać świętej Męczenniczki z Ars Musica, a dokonało się to dzięki błędnemu odczytaniu jednej z liturgicznych antyfon: Cantibus organis Coecilia Domino decantabat. Błogosławiona pomyłka nie tylko rozsławiła urodziwą niewiastę, ale wytworzyła cały szereg atrybucji, których przypisanie świętej postawiło Ją w roli patronki muzyki kościelnej. Teologią i mistyką tajemniczej świętej nie są opasłe i zarozumiałe tomy teologii, ale partytura zapisanych dźwięków wynosząca prostaczków ku rozwierającym się bramą Nieba. „Każda sztuka dąży do tego, by stać się muzyką”- pisał teoretyk sztuki Walter Pater. Można zgrabnie przekręcić te słowa i wypowiedzieć zgoła inaczej: Teologia dąży do tego by stać się muzyczną opowieścią o cudownym świecie Boga. Czym byłby Kościół bez muzyki- niczym ciało bez duszy. W ułożonych harmonijnie dźwiękach wibrujących w duszy człowieka odkrywamy coś na kształt niezgłębionej doskonałości będącej już w samym Bogu. „Muzyka stenografia uczuć” (L. Tołstoj), ponadziemska wędrówka naznaczona uwodzącym pięknem dnia ósmego. Najbardziej zachwycająca jest świadomość, że potrzeba było męczeństwa ślicznej dziewczyny- aby śmiałkowie rozmaitych muzycznych sztuk wypełnili wnętrza świątyń eksplozją niespotykanych dotąd dźwięków i pełnych wirtuozerii kompozycji. Przeszywający ściany gotyckich sklepień chorał gregoriański, mistyczna wielogłosowa muzyka Palestriny, toccaty i fugi Bacha, skończywszy na utkanych z kilku fraz śpiewów z Taize. Cecylia zdaje się ciągle wyglądać z zaświatów i dyrygować wielką symfonią Kościoła. Czasami rozpościera chwile ciszy, tylko po to- aby zagrać roztańczonemu w ekstazie nagiemu Dawidowi. Zakończę trafnym spostrzeżeniem św. Augustyna: „Nie szukaj słów, jak gdybyś był wstanie wyrazić to, w czym Bóg znajduje upodobanie. Śpiewaj z okrzykami radości. Śpiewać pięknie Bogu, to znaczy śpiewać z radością. Co znaczy śpiewać z radością ? Znaczy to, aby rozumieć, ze nie można wyrazić słowami tego, co śpiewa się sercem”.

niedziela, 20 listopada 2016

Łk 23, 35-43

Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. A członkowie Sanhedrynu szydzili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli jest Mesjaszem, Bożym Wybrańcem». Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: «Jeśli Ty jesteś Królem żydowskim, wybaw sam siebie». Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest Król żydowski». Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: «Czyż Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze mną w raju».

Nie lubię mówić o Chrystusie jako królu- władcy- hegemonie, czy upatrywać w Nim kogoś na wzór ziemskiego monarchy. Drażnią mnie ludzie którzy nas siłę domagają się powszechnej intronizacji Chrystusa. Uważam, że nie wszystko należy obwieszczać, prawnie zatwierdzać,   oznajmiać, robić niepotrzebny rozgłos; jakby nie wystarczyła nam oczywistość, że Chrystus i tak jest Królem. On nie potrzebuje naszej zgody, czy politycznego dekretowania aby rozciągać nad światem swoją wszechmocną władzę. Jego wielkość i władzę nie mierzy się ziemską siłą, a Jego królestwa nie ogarniają żadne granice. Deus absconditus- Król ukryty pod postacią przestępcy i skazanego na śmierć wśród pospolitych złoczyńców. Takiego odsłania nam Ewangelia. To obraz trudny do zaakceptowania. Jakże trudno nam jest przyjąć fakt, iż największe zwycięstwo Chrystusa dokonuje się w wydarzeniu tragicznym- po ludzku bezsensownym i beznadziejnym. Na Krzyżu uobecnia się największa władza Boga, Jego miłość do ludzkości- druzgocząca skamieniałe ludzkie serca. Ile musiało upłynąć czasu, aby ludzie zrozumieli iż na Golgocie dokonało się zwycięstwo Trójcy Świętej- Bóg wypowiedział się w całej pełni. Chrześcijanie przez wieki mieli ogromny problem z zaakceptowaniem faktu, że Chwała Ojca osiągnęła szczyt w momencie największego upokorzenia i uśmiercenia Jezusa. A wylanie Ducha Świętego nastąpiło wtedy, kiedy z przebitego boku nowego Adama wytrysnęło niewyczerpane źródło miłości. Ta dramatyczna sekwencja wydarzeń nie odbiera umęczonemu Chrystusowi nic z Jego królewskości; On zachowuje swój majestat:  „Widzę Go ukrzyżowanego i nazywam Królem”- pisał św. Jan Chryzostom. Potwierdza to zachowanie Dobrego Łotra: „wspomnij na mnie…”. Łotr rozpoznaje w Chrystusie Króla w chwili największej porażki. „Łotr potrafił przeniknąć wzrokiem ciemności porażki i pośród nich zobaczyć rysy Bożego oblicza”(A. Pronzato). W tym wstrząsającym widoku zmiażdżonego cierpieniem Sługi, grzeszny człowiek odkrył Kogoś kto na siebie przyjął grzechy całego świata. „Trzeba nam było, aby Bóg wcielił się i umarł, abyśmy mogli ożyć” (św. Grzegorz Teolog). Bóg-Człowiek przeszedł przez ludzkie umieranie, ale nie poddał się niszczycielskiej sile śmierci. Wręcz przeciwnie, „śmiercią podeptał śmierć” i odryglował zamknięte drzwi do Raju. „Poprzez ruiny naszego świata widzimy jaśniejące oblicze Jezusa, oblicze, którego żadna przemoc, nienawiść ani wojna nie są wstanie zniszczyć. Widzimy Jego czułe i prawdziwe człowieczeństwo, kiedy prosi by odłożyć na bok nasze lęki i przyjść do Niego z ufnością i miłością. Widzimy Jego oczy, oczy przenikające nie tylko wnętrze Boga, ale również ogrom ludzkiego cierpienia w ciągu całej historii. Tak więc, patrzenie na Chrystusa (ogołoconego z triumfalizmu) prowadzi nas do serca Boga, jak i do wszystkiego, co ludzkie” (H.J. Nouwen). On jest autentycznie zwycięski. Nie jest to zwycięstwo pozorne, nic nieznaczące, ono przekształciło miłością z Krzyża całą historię świata. „Wszystko zostaje pochłonięte przez życie. Poprzez śmierć ukazuje się piękno, które nie ma charakteru estetycznego w sensie kulturowym, które nie jest już dwuznaczne, ale utożsamia się z miłością. Odtąd przez oblicze najbardziej zdegradowane, można przeczuć możliwość ikon- inne piękno, niepozwalające się wyalienować, piękno „człowieka ukrytego w głębi serca”, jak mówi apostoł Piotr” (O. Clement). Możemy zapytać odważnie: w czym wyraża się najpełniej królowanie Chrystusa ? Myślę, że w zapewnieniu które nieustannie przeobraża dusze grzeszników: „Dziś będziesz ze Mną w raju”.

piątek, 18 listopada 2016


Ap  10, 8-11
Ja, Jan, znów usłyszałem głos z nieba, jak zwracał się do mnie w słowach: «Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła stojącego na morzu i na ziemi!» Poszedłem więc do anioła, mówiąc mu, by dał mi książeczkę. I rzecze mi: «Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w ustach twych będzie słodka jak miód». I wziąłem książeczkę z ręki anioła, i połknąłem ją, a w ustach moich stała się słodka jak miód, gdy zaś ją spożyłem, goryczą napełniły się moje wnętrzności. I mówią mi: «Trzeba ci znów prorokować o ludach, narodach, językach i o wielu królach».
W apokaliptycznej wizji przyszłości, proroctwo zostaje poprzedzone momentem „spożywania Księgi”, „konsumowania Słowa”. Tej czynności towarzyszy szereg przeciwstawnych odczuć- słodycz i gorzkość. Poczucie triumfu Oblubienicy Kościoła i droga oczyszczającego cierpienia. Podobną czynność spożywania tekstu, odnajdujemy również na kartach Starego Testamentu. Prorok Ezechiel słyszy dziwne polecenie: „Otwórz usta swoje i zjedz, co ci podam. Popatrzyłem, a oto wyciągnięta była w moim kierunku ręka, w której był zwój księgi… A On rzekł do mnie: Synu człowieczy, zjedz to, co masz przed sobą. Zjedz ten zwój i idź przemawiać do Izraelitów”(Ez 2,8- 3,3).. Podobne doświadczenie miał również Jeremiasz: „Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, chłonąłem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością mego serca. Bo imię Twoje zostało wezwane nade mną, Panie, Boże Zastępów !” (Jr 15,16). Mamy do czynienia z niezwykle wymowną czynnością, do której przynagla człowieka Bóg. „Człowiek jest tym, co je”- mówił niemiecki materialista Feuerbach. Nie przewidział tylko jednego, iż Bóg posłuży się pokarmem aby przeobrazić życie człowieka…, nasycić duszę, zmienić wektor myślenia i działania. Chrześcijaństwo zrodziło się w mocy przepowiadanego Słowa. W sercu Kościoła- w centrum jego jestestwa, zostało położona Księga. Nowy Testament wraz z ostatnią księgą Objawienia Janowego świadczy, że eschatologiczne magnalia Dei zostały w Chrystusie dokonane. Moc i miłość Boga uwiarygodniają się w całej pełni przez głoszenie Ewangelii- Dobrej Nowiny. Człowiek wiary stanął naprzeciw największej- uobecnionej Mądrości. Oddaje to w swojej dramaturgii bizantyjska liturgia słowa, kiedy kapłan wychodzi z sanktuarium i unosząc Ewangelię,  intonuje donośnie: „Oto Mądrość”, które jest pozdrowieniem Logosu- prawdziwej obecności Chrystusa zamieszkałej w sercach wierzących. Stąd odnowienie wszystkich rzeczy dokonuje się w Nim- wypowiedzianym odwieczne przez usta Ojca. Dobrze to uchwycił św. Ireneusz z Lyonu: „Jako, że Chrystus jest Słowem Boga wszechmogącego, którego obecność niewidzialna jest w nas i napełnia świat cały, przeto wywiera On nadal swój wpływ na świat w całej jego długości, szerokości, wysokości i głębokości. Albowiem przez Słowo Boga wszystko jest pod wpływem zamiaru odkupienia…”  Kiedy człowiek z wiarą słucha- więcej, karmi się Słowem, wtedy nie pozostaje bierny, reaguje natychmiast- z entuzjazmem i w zachwycie. Nie chodzi to element intelektualny, który jest skądinąd ważny- ale bardziej o duchowy proces dokonujący się we wnętrzu. Pamiętam jak na jednym z pierwszych spotkań młodych w Lednicy odbywało się nabożeństwo spożywania Bożego Słowa. Zrobiło to na mnie tak silne wrażenie, iż pozostało w mojej pamięci do dnia dzisiejszego. Wniesiono ogromną Księgę Pisma Świętego z bodajże ręcznie wypisanym tekstem, a międzyczasie rozdawano młodzieży pierniki wyobrażające księgę, które spożywano. Temu karmieniu tłumów słowem towarzyszyło słowo przesłania: „Przyjmij słowo Chrystusa, zaufaj Mu i podejmij swą życiową misję. Ludzie nowego wieku oczekują twojego świadectwa…” Mały ułamek ugryzionego piernika trzymałem jeszcze długi czas na pamiątkę, przypominając sobie o tym, do czego zostałem powołany i posłany. Ile jest w tym nieprawdopodobnego ładunku duchowego. Człowiek nie może żyć bez pokarmu- tego materialnego i duchowego. W Eucharystii, jak również w zaciszu naszego domu otwieramy Biblię i karmimy się słowem. To w liturgii- pisał Floreński- człowiek staje się logikos w pełnym znaczeniu tego słowa. Człowiek wyraża się przez słowo, które jest środkiem komunikowania się. „Bóg zstępuje do nas przez Logos- Boże Słowo- a człowiek za pośrednictwem ludzkiego słowa wznosi się do Boga”.