niedziela, 30 kwietnia 2017

Łk 24, 13-35

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali… Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Niezwykła opowieść o uczniach przygniecionych tragicznymi wspomnieniami, idących w stronę Emaus ukazuje jak we wspólnocie wzrastała wiara w Zmartwychwstanie Chrystusa. Uczniowie, idący do Emaus opowiadają napotkanemu Nieznajomemu historię o Jezusie jako proroku, wyrażając żal z powodu tego, że został On fałszywie oskarżony i zamordowany rękami zaślepionego i odartego z poczucia sprawiedliwości tłumu. Wcześniejsze opowieści niewiast o pustym grobie, pozostawionych płótnach, odsuniętym kamieniu i tajemniczych postaciach nie zdołały podnieść ich na duchu. Kerygmat głoszony przez kobiety nie może sforsować serc i umysłów apostołów. Zatem sam Chrystus próbuje uświadomić owym wędrowcom sens tych wydarzeń; pokazać siebie nie jako nadzwyczajnego proroka, ale Mesjasza którego Śmierć i Zmartwychwstanie zostaje zapowiedziana w Starym Testamencie. On objawia się jako „zmartwychwstanie i życie”- jak sam to oznajmiał przemierzając wraz z nimi drogi Palestyny. Wspólne wędrowanie i zatrzymanie się w gospodzie wypełnione jest atmosferą intymności, napięcia i ostatecznie euforią radości. Nasuwają mi się tu słowa poety Herberta: „Boga oglądają nieliczni jest tylko dla tych z czystej neumy. Reszta słucha komunikatów o cudach i potopach z czasem wszyscy będą oglądali Boga. Kiedy to nastąpi nikt nie wie”. Dla uczniów to oglądanie- raczej rozpoznanie i bliskość będzie najpiękniejszym świętem które przejdzie do Liturgii chrześcijańskiej. „Oto postać życia. Oczywiście dopóki On nie umarł i nie zmartwychwstał, oczy duszy uczniów trzymane są na uwięzi i potrzebują dystansu, aby nie tylko jakoś wierzyć w Boską treść, ale aby w ogóle widzieć ją w oczywistości… Na podstawie obrazu widzianego oczyma wiary oraz na podstawie rozumienia w wierze, naoczni świadkowie złożyli swe ustne, a następnie pisemne świadectwo. Dali świadectwo, w jaki sposób Duch Święty obecny był w ich oczach, aby rozświetlić obraz”. Zobaczyli Zmartwychwstałego Pana i zrozumieli, że pozostaje On z nimi „aż do skończenia świata” w przełamanym chlebie- Pokarmie Życia. „Bo mając udział w Ciele i Krwi Chrystusa- powie św. Leon Wielki- przemieniamy się w Tego, którego pożywamy. Mamy więc stale nosić w ciele i duchu tego, w którym umarliśmy i zostaliśmy pogrzebani, lecz również powstaliśmy z martwych”. Tyle razy przychodzimy na Eucharystię, karmimy się Boskim Pokarmem, a paradoksalnie zmysły ciągle mamy na uwięzi. Mijamy Go w drodze i Kościele szamocząc się w wątpliwościach zapominając, że trzeba pytać własnego serca- poznawać sercem. Chrystus jest obecny w Eucharystii, jest obecny w przygodnych ludzkich spotkaniach, tam gdzie się objawia choć odrobina miłości.

piątek, 28 kwietnia 2017

J 6, 1-15

Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami… Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów.

 „Troszczcie się o pokarm, który trwa”. Wydaje się, że cud rozmnożenia chlebów i ryb zadziałał socjologiczne- można ten akt mierzyć w kategorii sukcesu. Rozgłos który towarzyszy Jezusowi rozdającemu pokarm, przyciąga jeszcze większe rzesze. Najbardziej kłopotliwy jest fakt, iż większość z tych ludzi nie odczytała poprawnie intencji Mistrza z Nazaretu. Ich obecność było podyktowana potrzebą czysto ludzką- ktoś za darmo rozdawał jedzenie. Jeżeli wejdziemy poza warstwę zewnętrzną, to możemy dostrzec fundamentalną rzecz. Cuda, których dokonuje Chrystusa mają nade wszystko znaczenie sakramentalne. Są one bowiem zapoczątkowaniem tych różnorodnych form, które działanie Słowa przybierze w dalszym ciągu dziejów. Cullman wykazał w swoich badaniach nad Ewangelią św. Jana, że cuda Chrystusa wiążą się z Chrztem i Eucharystią. Zdają się być- jak pisał Danielou- niejako poprzez odwrócenie- materialnym i niedoskonałym zarysem tego, co sakramenty dokonują w sferze ducha i w sposób doskonały”. Pełne kosze chlebów i ryb, rozmnożone dla zmęczonych wędrowaniem i słuchaniem tłumów, są zapowiedzią prawdziwego chleba, który zstąpił z nieba, aby dać życie światu, „aby każdy, który spożywać go będzie, nie umarł” (J 6,50). Zaspokojenie fizycznego głodu, stanowi doskonały przyczynek ku temu, aby wskazać na o wiele głębszy i przeszywający duszę człowieczą głód. Tym największym pragnieniem jest głód Boga. „Tej łączności pożądamy; musimy jej pożądać, a pożądanie znajduje wyraz nader głęboki. Kładzie go nam na usta Pismo Święte oraz liturgia: chcielibyśmy przez życie nasze tak się połączyć z Bogiem, jak ciało nasze łączy się z jadłem i napojem. Przeto łakniemy i pragniemy Boga. Nie dość nam Go poznać, nie dość kochać. Chcemy Go objąć, zatrzymać, mieć u siebie; tak, powiedzmy śmiało, chcemy Go pożywać i pić, brać Go całkowicie w siebie, póki się Nim nie nasycimy, nie zaspokoimy, całkowicie nie będziemy Nim napełnieni.” (R. Guardini). O takie zrozumienie cudu, chodziło Chrystusowi; aby uwierzyć w żywą obecność Tego, którego posłał Ojciec. Wielu dzisiejszych ludzi szuka nadzwyczajnych znaków, tropi cuda, wytęża się ku przeżyciu jakiego nadzwyczajnego zjawiska. A największy Cud świata każdego dnia, dokonuje się na wielu ołtarzach świata. Zbawienie urzeczywistnia się w mistycznej dramaturgii Kościoła: „udzielanie Słowa przechodzi przez udzielanie sakramentów i dokonuje się w akcie przyjęcia Ciała Chrystusa. Ale Ciało wylewa się poza historię i właśnie dzięki takiemu przekroczeniu wyzwala człowieka z wszelkiej socjologicznej alienacji”. W każdej minucie której upływ wskazuje nasz ziemski zegar, przychodzi w materii świata- prawdziwy Bóg. Przychodzi do człowieka, aby nasycić, przemienić i przeobrazić w Miłość.

czwartek, 27 kwietnia 2017

J 3, 31-36

Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkim, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba przychodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a bez miary udziela mu Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży nad nim wisi.

Ewangelia nakreśla nam obraz Chrystusa w którym zbiegają się wszystkie człowiecze drogi, wyobrażenia, niewiadome czy targające umysłem i sercem intuicje. Władza jest oddana w ręce Syna który nie tylko ogarnia rzeczywistość swoim spojrzeniem ale wszystko wypełnia siłą przeobrażającą i otwierającą na perspektywę przyszłości. Alfa i Omega- Świadek Wierny, zatrzymujący się przy odkupionym człowieku. On nie potrafi przejść obojętnie wobec ludzkiej egzystencji- nadaje jej sens i przeobraża ją według własnego zamysłu. Jak pisał jeden z teologów: „W największych ciemnościach mego piekła Przyjaciel patrzy na mnie wzrokiem, który nie paraliżuje, lecz wyzwala. Oblicze Ukrzyżowanego- Zmartwychwstałego jest absolutnym pięknem, jedynym które może przyciągnąć cały świat”. Bóg którego proklamuje chrześcijaństwo nie jest jakąś mniej lub lepiej prezentowaną ideą religijną. Jego obecność jest najbardziej dostrzegalna w losie jednostki; w głębinach serca które gdzie rozszerza się miłość wiecznie Obecnego. Takie przekonanie wychyla człowieka w stronę Chrystusa. Rodzi zdumienie i wdzięczność. Bóg jest polifoniczny i zaskakujący, rozpościerający przed człowiekiem narrację której nie można sobie nawet wyśnić.  Przychodzący z nieba podnosi człowieka wrośniętego w glebę efemerycznego świata. „Krzyż przywracający życie”, z którego rozbrzmiewa śpiew paschalnego triumfu wiary w życie. Jedyne co człowiek może uczynić, to dokonać wyboru; pozostać z Chrystusem lub być poza Nim. Uczepić się życia, czy pozostać peryferiach wieczności. Trzeba być ślepym aby nie zauważyć tej Bożej filantropii. „Gdyby Bóg patrzył na zasługi, nikt nie wszedłby do Królestwa”- głosił św. Marek Pustelnik. Człowiek odkrywa, że jest kochany „szaloną miłością”- wskrzeszającą, pozbawioną boskiej nonszalancji. „Całe chrześcijaństwo polega na tym, że On bardzo nas umiłował”. Zbawienie człowieka i świata dokonało się przez miłość. W swoim Umęczonym i Zmartwychwstałym Synu Ojciec odsłonił pełne miłości oblicze, tym samym odryglowując dla rzeszy Adamów i Kainów bramy swego Królestwa. Jeżeli Ewangelia zaprasza nas do szukania Królestwa Bożego, to ono jest na wyciągnięcie dłoni- urzeczywistnia się przez wielkie dzieło miłości. „Bóg pochyla się nad światem, Duch przenika jego otchłanie, a Chrystus staje się wewnętrzną rzeczywistością człowieka”.  

środa, 26 kwietnia 2017


J 3, 16-21
Jezus powiedział do Nikodema: «Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony… A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu».
Świat przeniknięty światłością, człowiek oświecony, a nade wszystko Bóg, od którego emanuje oślepiająca światłość. „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności”- powie św. Jan Apostoł. Obszerny, teologiczny komentarz do tego stwierdzenia uczynił św. Symeon Nowy Teolog: „Bóg jest Światłością, i ci, których czyni on godnymi oglądania Go, widzą Go jako Światłość; ci, którzy Go otrzymali, otrzymali Go jako Światłość. Światło bowiem Jego chwały poprzedza Jego oblicze i nie może On ukazać się inaczej jak tylko w świetle. Ci, którzy nie widzieli tej Światłości, nie widzieli Boga, gdyż Bóg jest Światłością… Skrucha bowiem jest bramą, która prowadzi z krainy ciemności do krainy światła. Ci, więc, którzy nie są jeszcze w światłości, nie przekroczyli godnie wrót skruchy…” Stąd zdaniem mistyka, życie w łasce i odwrócenie się od grzechu, jest nieustannym procesem świadomości i wzrastaniem ku Boskiej światłości. „Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, to mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu”. Apostoł Jan, uświadamia nam niezwykle ważną sprawę; pójście za Chrystusem wymaga porzucenia ciemności- bowiem ciemność wyraża stan chaosu, czegoś, co nie zostało jeszcze prześwietlone światłem Bożym. Dlatego w chwili agonii Chrystusa na krzyżu nastały ciemności- wymiar infernalny, demoniczny, infekujący świat grzechem. Co takiego w tej sytuacji, dla nas- uczynił Chrystus ? „Jezus na krzyżu wyniszczył ciało, które nosiło grzech świata, i gdy w poranek wielkanocny zwycięsko powstał z grobu, był to triumf światła. Tym razem ciemność została ostatecznie pokonana, ponieważ grzech został ugodzony w samo serce. Bowiem pełen pychy bunt człowieka przeciw Bogu, bunt, który strącił go w ciemność, obecnie przez posłuszeństwo drugiego Adama został przezwyciężony i pokonany na zawsze. Wielkanocne słońce, promienne wschodzące na grobem, było symbolem Bożej światłości” (Odo Casel). To doświadczenie światła, czyni chrześcijaństwo opromienionym wydarzeniem Paschy Pana. Twarz każdego człowieka, została opromieniona światłem Zmartwychwstałego Pana. „Albowiem w Tobie jest źródło życia i w Twej światłości oglądamy światłość” (Ps 36). Nasze kroczenie za Światłością, jest niczym innym jak orientacją swojego życia ku Chrystusowi- który skruszywszy pęta grzechu, przechadza się w tanecznym korowodzie miłości, odbijając niczym lustro światło wydobywające się z głębin Ojca. Jeśli we wszystkim będziemy potrafili dostrzegać Chrystusa, wówczas cały świat stanie się przeniknięty światłością. Zakończę słowami patriarchy Athenagorasa: „Dziś chodzi o to nie by burzyć i odrzucać ale napełniać pokojem i światłem życie codzienne”.


wtorek, 25 kwietnia 2017

Mk 16,15-20

Jezus ukazawszy się Jedenastu rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie”. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli
i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.

Od momentu powstania z martwych Chrystusa- en nekron, dzieje ludzkości zostają opromienione światłem Paschy i naznaczone mocą zmartwychwstania. Zmartwychwstały Chrystus posyła swoich uczniów w świat i tym samym Kościół wchodzi w czas eschatologiczny, pełen tęsknoty i nadziei.  Stagnacja i lęk zostają przezwyciężone odwagą którą wskrzesza w nich moc z wysoka- Obietnica Ojca. „Święty Duch daje wszystko: On rozlewa proroctwa. On czyni doskonałymi kapłanów. On niewykształconych nauczył mądrości. On rybaków uczynił teologami. On zbiera w jedno cały sobór Kościoła. Współistotny i współzasiadający na tronie z Ojcem i Synem. O Pocieszycielu, chwała Tobie !” Od tej pory Chrystus będzie obecny w świecie pod ukrytą postacią Ducha. Wieczernik szczelnie zaryglowany zostaje opustoszały- apostołowie przynagleni miłością i wyposażeni pewnością wiary idą w nieznane- stają się homo viator- wędrowcami i gwałtownikami Królestwa Bożego. Od tej pory moc Parakleta będzie towarzyszyć wszelkim ich poczynaniom. Tam gdzie postawią swoje stopy, tam zrodzą się młode i przeniknięte entuzjazmem wiary wspólnoty. Uczniowie nie otrzymują obietnicy, że wszędzie znajdą wiarę, nie mogą mieć złudzeń. Pomyślność ich misji będzie zależała od ognia wiary, który ma płonąć w ich sercach. Mają być pokornymi narzędziami w rękach Boga. „Będziecie moimi świadkami aż po krańce ziemi”. Swe odejście do Ojca przypieczętowuje Jezus błogosławieństwem, które będzie towarzyszyć przyszłym losom Kościoła, którego skutki będą się objawiać przez wszystkie czasy i któremu mamy podporządkować wszelkie działanie Kościoła”. Z perspektywy dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa widać wyraźnie jak wielkie dzieło wskrzesił Bóg. Ruch który rozpoczął się z garstki Żydów w Jerozolimie, stał się religią o zasięgu globalnym. Jego dynamiczny rozwój potwierdza bogata historia społeczności, będąca świadectwem kulturowego zróżnicowania i zdolności adaptacyjnych. Przemijały ustroje polityczne, sprawowane władze, ideologie- a chrześcijaństwo, które „wgryzło” się w ciało świata pozostało niezmienne w swojej posłudze, emanując nieustannie twórczą siłą Ewangelii. „Niewidzialna moc wiary wyryła w murach i sarkofagach znaki świadectwa, które rozsiewają blask życia wiecznego”. Chrześcijanie będą dumnie przemierzać historię i czas ją spajający wpatrzeni w jeden punkt- Ex Oriente Lux- skąd nadejdzie Ten, który ich rozesłał w przygodę wiary u początku Kościoła. Intensywność chrześcijaństwa w dużym stopniu zawsze będzie zależeć od tej ciepłoty duchowej- otwarcia na ożywcze działanie Ducha Świętego. Już prawosławny teolog O. Clement zauważył, że nie zawsze Kościół potrafił właściwie uchwycić obecność Parakleta w swojej historii, jakby się bał całkowicie otworzyć na Jego działanie; a to w konsekwencji doprowadziło do wewnętrznych pęknięć i wzajemnych podziałów. „Zamknął się w obawie przed życiem i wolnością osobistą w moralizmie rytualistycznym na Wschodzie, a jurydycznym na Zachodzie. Wówczas porywy Ducha powiały na peryferiach Kościoła, a niekiedy przeciwko niemu, w ogromnym wołaniu o życie twórcze, o sprawiedliwość, o zjednoczenie i piękno.” Miał rację święty Sylwan z Atosu: „Kto może pojąć raj ? Ten, kto nosi w sobie Ducha Świętego”.  

niedziela, 23 kwietnia 2017

J 20, 19-31

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».

Wiele razy próbowałem sobie wyobrazić przerażonych, zrezygnowanych uczniów zabarykadowanych przed światem. Poczuli się naprawdę osieroceni i samotni. Mistrz był dla nich wszystkim; dopiero teraz sobie to uświadomili w całej pełni. Ostatnie chwile bycia z Jezusem przemykały przez ich myśli w setkach różnych odsłon i skojarzeń; pewnie właśnie teraz coś do nich zaczęło docierać. Jednak pozostał paraliżujący serce strach. Marzyli o spokoju i pytali siebie jeden przez drugiego: Co z nami będzie dalej ? W to napięcie wchodzi zmartwychwstały Pan. Pokazuje im swoje rany i pozwala się nawet dotknąć. Wyprowadza ich z lęku, tak jak wtedy kiedy sparaliżowani siedzieli w łodzi bojąc się rozszalałego żywiołu wody. Dlatego Ewangelista Jan a zanim napełniony entuzjazmem Wielkanocy Kościół wyzna: dotykaliśmy Go własnymi rękoma. Ciało, które było martwe, złożone w grobie, owinięte całunami- jawi się przed nimi zmartwychwstałe. Od niedowierzającego Tomasza Kościół wyzwolił się ze sceptycyzmu, niepoprawnych pytań, czy aroganckiego dociekania. Od tej pory największym grzechem ludzi wierzących będzie brak wiary w Zmartwychwstanie. Chrystus staje przed apostołami i przynosi im sakramentalny dar odpuszczania grzechów, który urzeczywistnia się dzięki dynamicznej aktywności Ducha Świętego. „Wielkanoc jest tą uroczystością, podczas której Kościołowi podarowane zostaje pełnomocnictwo odpuszczania każdego grzechu, za który okazana zostaje skrucha; w tym celu Kościół przyjmuje od Jezusa Ducha Świętego”. Chrystus czyni ze zmartwychwstania wydarzenie pełne łaski i przebaczenia. Człowiek otrzymuje siłę wyrwania się z więzów śmierci, pokonania w sobie grzechu- duchowego przeobrażenia. Święty Cyryl Jerozolimski pisał: „czegokolwiek bowiem dotknie Duch Święty to wszystko jest uświęcone i przemienione”. Dzisiejsza Niedziela jest świętem Miłosierdzia- darmowej miłości, Bożej absolucji. Miał rację Mikołaj Kabasilas: „Duch nazwany jest Królestwem i daje początek królowaniu Boga w nas”.

sobota, 22 kwietnia 2017

Mk 16, 9-15

Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której przedtem wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to Jego towarzyszom, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak, słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie dali temu wiary. Potem ukazał się w innej postaci dwom spośród nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i obwieścili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!»

Maria Magdalena jako pierwsza osoba spotkała zmartwychwstałego Pana. Nie jest to przypadkowy zbieg okoliczności. Chrystus przez kobietę chciał rozgłosić prawdę o tym, że śmierć nie zatrzymała Go w objęciach grobu. Maria jest szczęśliwa, podekscytowana, wypełniona radością wielkanocnego zwycięstwa. Umiłowany jej duszy żyje ! Z jej twarzy musiała tryskać radość odkupionego człowieka. Kobieca pewność i świadectwo płynące z głębi serca, nie wystarcza aby skruszyć niedowierzanie uczniów i lęk spowijający mury Wieczernika. Kobieta spotkała Pana, to nie była iluzja, przewidzenie, czy projekcja tęskniącej za Mesjaszem nawróconej gwałtownie niewiasty. Wielu chrześcijanom- podobnie jak Marii z Magdali towarzyszy często jakaś niemoc wobec sceptycznego świata. „Kto chce mówić o paschalnej nadziei i radości spostrzega z zakłopotaniem, że zasób pojęć i obrazów szybko się wyczerpuje, że słowa łatwo zawodzą, stają się puste i niezdolne do przekazania myśli i uczuć… On sam oczekuje od swoich uczniów, że odnajdą w sobie radość, której przyczyna i źródłem jest rzeczywistość Boskiego świata zmartwychwstania” (W. Hryniewicz). Człowiekowi współczesnemu brakuje często żaru, który płonął w sercu kobiety równiej apostołom. Często tracimy czas i energię na gromadzenie smutku, przeżywanie go. Zapominamy nazbyt łatwo, że  w Chrystusowym zmartwychwstaniu dokonało się wielkie święto wiary i szczęścia. Radość odkupionych których euforia szczęścia niszczy w posadach pesymizm infernalnego świata zakutych w kajdanach smutku i cierpienia. „Dla każdego człowieka Zmartwychwstanie Chrystusa jest najradośniejszą i najważniejszą wiadomością. Czerpiemy wszyscy z tego wydarzenia światło i siłę, których tak bardzo potrzebuje współczesny człowiek” (Demetriors). Ocalmy ducha Wielkanocy. Niech przeniknie nasze serca radosne celebrowanie wiary w życie które podarował nam Baranek Zwycięski. „Gdzie raduje się miłość, tam jest święto”- przekonywał swoich wiernych św. Jan Chryzostom. Potrzeba wyjścia na ulicę i uśmiechu wiary, który będzie najbardziej wiarygodnym komunikatem człowieka paschalnego. Pozdrówmy wszystkich najpiękniejszym przesłaniem wiary: „Radości moja, Chrystus zmartwychwstał !”