poniedziałek, 31 lipca 2017


Mt 13,31-35

Powiedział im inną przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło”. To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: „Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata”.

Czytając przypowieści wypowiedziane przez Chrystusa, czasami bardzo proste- codzienne, bez filozoficznej otoczki; często odwołują się do naszego doświadczenia po to, aby przenieść nas do świata niewidzialnego. „Teologia- pisał Chenu- to nie ściśle zorganizowany system zasad, wyprowadzanych ze Słowa Bożego. Jest ona przede wszystkim słowem działającym w historii. Później dopiero idą moje racje. Tędy niewątpliwie biegnie droga, którą należy podążać: Bóg wszedł nade wszystko wraz z wcieleniem Słowa w dzieje świata, a zatem poprzez dzieje dochodzę do zrozumienia tajemnicy.” Należy przebić się przez oczywistość, aby dotknąć całkiem innego wymiaru. „Są rodzajem mostu łączącego dwa brzegi: czas i wieczność, teraźniejszość i przyszłość, świat ludzki i świat Boski, rzeczy dnia codziennego i tajemnicę. Te dwa brzegi nie znajdują się jednak na tym samym poziomie. Dzieli je jednak olbrzymia przepaść”. Przejście z jednego brzegu na drugi, wymaga naszego duchowego wysiłku i otwartości serca. Chrystus porównuje Królestwo niebieskie do zaczynu. Każda gospodyni doskonale wie, iż bez zaczynu nie wyrośnie ciasto; czynność zakwaszania wpływa na jakoś wypiekanego bochenka chleba. Przypowieść można rozumieć na dwa sposoby. Pierwszy to wizja Kościoła- wspólnoty wierzących, który powinien stać się zaczynem dla świata; uobecnić rzeczywistość Królestwa tu  i teraz. Apostołowie byli tym ugniecionym, dobrze wyrobionym ciastem z którego uformowało się „Ciało”- Kościół w którym spożywa się Chleb Życia- Chrystusa. Zakwasem może być również ożywcze i uświęcające działanie Ducha Świętego- od pierwszej Pięćdziesiątnicy, Kościół jest zapładniany wiarą, nadzieją i miłością- formowany dłońmi Boga.   

 

niedziela, 30 lipca 2017


Mt 13, 44-46

Jezus opowiedział tłumom taką przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją».

Chrystus po raz kolejny posługuje różnymi obrazami z życia codziennego, aby przybliżyć swoim słuchaczom prawdę o Królestwie Bożym. Dwie przypowieści na których zatrzymuje się nasz uwaga, odsłaniają pewne zadanie które musi podjąć człowiek wierzący. Chodzi o to, aby szukać, wyjść ku przygodzie, pracować, dokonywać wyboru, zaangażować się, by zrobić coś na co wcale nie mamy ochoty i bardzo możliwe że jest to sprzeczne z naszym osobistym interesem. „Życie musi się skończyć..., miłość nie” (M. Abom). Przybliżanie się ku tej innej rzeczywistości- odsłanianej trochę enigmatycznie przez Chrystusa wymaga odwagi i przeorganizowania własnego życia. Odkrycie stawia człowieka przed wyborem. Jeśli Królestwo Boże jest rzeczywistością najcenniejszą, to ze względu na nie trzeba poświeć wszystko inne... Trzeba dobrze zrozumieć słowo „poświęcić”, nie jest to bowiem starta, ale w szerszej perspektywie zysk. W tym kontekście z pewnym wyrzutem o odwadze wyjścia poza, pisał M. Delbrel: „Odczuwamy potrzebę stawiania Boga na tej samej płaszczyźnie co aktualna moda dnia, tak jakby nie był On „modny” w każdy dzień, jakby można Go było wyretuszować. Kiedy już poznaliśmy słowo Boże, nie mamy prawa nie przyjmować go, kiedy już raz je przyjęliśmy, nie mamy prawa nie pozwolić mu wcielić się w nas, nie mamy prawa zatrzymywać go dla siebie: od tej chwili należymy do tych, którzy oczekują na to słowo.” Aby doświadczyć zbawienia eschatologicznego trzeba najpierw podjąć misję ucznia, potrzeba mądrości wiary- ewangelizatora i świadka. Wierzyć, to znaczy mieć świadomość, że jest się kochanym, i odpowiadać swoim życiem na tę miłość. Ks. Maliński pytał: „Po co pracujesz ? Nie uciekaj od tego pytania, nie prześlizguj się obok niego. Praca wypełnia twoje życie: poświęcasz jej lwią część swojego czasu... Pytaj o intencję. On cię kształtuje. Taki jesteś, jaka jest odpowiedź na to pytanie.” Miał rację św. Augustyn mówiąc, że my już należymy do Królestwa Bożego i do ludu Bożego „wierząc w Niego i postępując w łasce.”

piątek, 28 lipca 2017

Mt 13, 18-23

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Posłuchajcie przypowieści o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na grunt skalisty oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane wreszcie na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny».

Uważna lektura Ewangelii pozwala uchwycić obecność i nauczanie Chrystusa w niezwykłej bliskości względem słuchaczy. Pan posługuje się zręcznym zabiegiem formacyjnym, przechodzi niezwykle płynnie od opowieści jaką jest przypowieść do płaszczyzny głębszej- rozszerzającej nie tylko wyobraźnię odbiorców, ale i ich serca. „Istotnie, styl Pisma Świętego- pisał Klemens Aleksnadryjski w Kobieracach- jest stylem przypowieści, ponieważ Pan, nie będąc z tego świata, chciał przez poznanie, wznieść żyjącego w świecie człowieka do rzeczywistości zrozumiałych i pierwszych, a przez to sprawiać, by człowiek przeszedł z jednego świata do drugiego. Z tego powody posługiwał się metaforami… Przypowieść jest, sposobem wyrazu, który pomaga skutecznie pojąć sens główny przy pomocy innych słów. Dodajmy, iż cała prorocka ekonomia w odniesieniu do Pana, nieznającym prawdy wydaje się jedynie przypowieścią.” Jezus ma jasno spolaryzowane audytorium: „Tych, którzy słuchają słowa i rozumieją je”- mowa tu o uczniach i tych którzy przyjmą naukę dzięki ich przepowiadaniu, oraz „tych, którzy słuchają słowa i nie rozumieją go”, reprezentantami tej grupy są ludzie nie potrafiący sercem przyjąć prawdy. Święty Augustyn próbuje usunąć granicę pomiędzy jednymi i drugimi: „Jeśli jeszcze nie rozumieją, to zanim zaczniemy ich nakłaniać, trzeba ich pouczyć może poprzez znane im sprawy, zostaną tak pobudzeni, że nie potrzebne już będą wielkie wysiłki elokwencji, by ich nakłonić.” Wiara rodzi się ze słuchania- nie ma ten zabieg na celu działania podprogowego, czy w jakikolwiek sposób ubezwłasnowolnienia. Słowo padające na grunt serca powinno zrodzić owoc wiary. Doświadczenie siewcy o który opowiada Pan było czymś dobrze znanym słuchaczom, każdy rolnik powtarzał ten sam gest co roku. Z perspektywy czasu rozumiemy „słowo” jako chrześcijańskie przesłanie- Dobrą Nowinę. To słowo jest niepowtarzalne, ciągle świeże, pomimo wielokrotnego wsłuchiwania się w nie, sprawia duchowe skutki. Świat to nie tylko obsiane pole na które wchodzi Kościół, ale to miejsce wzrostu i ostatecznie dojrzałych plonów, lub nieurodzaju- ziarno może wpaść między ciernie i obumrzeć. Jezus pragnął w ten sposób wyrazić, co sądzi o trudnościach, jakie Jego słowo rodziło pośród słuchaczy. „Gdyby Pan raczył mi udzielić sztuki duchowej uprawy- rozmyślał w swojej homilii Orygenes- gdyby dał mi zręczność dobrego rolnika, to jedno z tych słów wystarczyłoby do zasiania tej powierzchni.” Tak naprawdę przypowieść o rozrzuconych przez Siewcę ziarnach dotyczy nas wszystkich; paradoksalnie ciągle jesteśmy zasiewaną ziemią i siewcą rzucającym ziarna tam, gdzie są ciernie, kamienie i peryferia nieprzychylne dynamice wiary. Ten „obrzęd” będzie cierpliwie ponawiany do momentu kiedy przyjdzie ponownie Chrystus i stanie na „polu świata,” mówiąc: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21,5).

czwartek, 27 lipca 2017


Dn 3, 52. 53-54. 55-56  

Błogosławiony jesteś Ty, co spoglądasz w otchłanie,
który zasiadasz na Cherubach,
pełen chwały i wywyższony na wieki.
Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba,
pełen chwały i wywyższony na wieki.

Prorok Daniel jest pisarzem apokaliptycznym, z wielką starannością nakreśla wizję przyszłości ogłaszając, że Syn Człowieczy przybędzie na obłokach nieba i otrzyma od Jahwe wieczyste panowanie, chwałę i koronę królewską. Tak sformułowana starotestamentalna wizja będzie miała silne odzwierciedlenie w tradycji Nowego Testamentu, a szczególnie w rozumieniu osoby Chrystusa- Bogaczłowieka. To Chrystus jest w sercu historii zbawienia, w Nim i przez Niego wszystko zostaje włączone w ekonomię miłości i ostatecznego spotkania. Prorok wprowadza nas w kontemplację „jutrzejszego dnia”- stanowiącego akord do całkowitego przeobrażenia świata i człowieka. Kiedy przyjdzie apokaliptyczny Baranek i pękną pieczęcie, nastąpi odnowienie wszystkiego; nastąpi kosmoteoza, zgodnie z intuicją św. Pawła: „wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus- Boga” (1Kor 3,22-23). A wszelkie stworzenie w porywie onieśmielającego zachwytu, wypowie Królowi jednogłośne uwielbienie: „Zasiadającemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc na wieki wieków” (Ap 5,13). Próbował to zgłębić na sposób teologiczno-ewolucjonistyczny Teilhard de Chardin: „Jak błyskawica przebiegająca od jednego bieguna do drugiego, tak nagle objawi się obecność Chrystusa niedostrzegalnie wzrastająca w stworzonej rzeczywistości… Jak błyskawica, jak gwałtowny pożar, jak potop tak przyciąganie przez Syna Człowieczego obejmie wszystkie element spiral kosmicznych, aby je złączyć lub podporządkować Jego Ciału.” Zdaniem badacza wraz ze zmartwychwstaniem Chrystusa zostaje uwolniona energia miłości, by od tego momentu organizować noosferę i poruszać ją w kierunku punktu Omega. „Ciągłość między starą a nową ziemią nie zostaje przerwana, ale dokonuje się przejście, transcensus- pisał A. Turnicew- przeskok z jednego sposobu istnienia do drugiego… Paruzja jest zjawiskiem metafizycznym, meta kosmicznym, które zmienia naturę całego wszechświata.” Czyż w tej proroczej i pełnej apofazy atmosferze nie rodzi się twórcza intuicja, która zostaje utrwalona w ikonograficznej wizji ? Sztuka zostaje przesycona pragnieniem eschatologii. Ten obraz odkształca się w ikonie i staje się epifanią świata wyrywającego się poza naszą rozumową percepcję. Sztuka wdzięcznie podejmuje ten temat, otwierając „portal wieczności” i tęskniąc za utkanym ze światłości Kyriosem. „Aniołowie otaczający Tron z góry nazwani są Dniami, a ci, którzy otaczają Tron z dołu, nazwani są Nocami”- powie księga Zoharu. Dostrzegamy to wyobrażenie w cudzie bizantyjskiej sztuki, twórczości Mistrza Rublova i galopującego w swej płodnej kulturze średniowiecza; w bazylikowych przedstawieniach Chrystusa Pantokratora zasiadającego na tronie spowitym ogniem i piętrzącymi się sferami fantazyjnie utkanych bytów. W tych malarskich wizjach jest również miejsca dla nas podniesionych z nędzy grzechu i pęt śmierci. Na mozaikach w Ravennie i rozsianych licznie miejsc Imperium Bizantinum oglądamy licznie: pawie symbolizujące nieśmiertelność, jelenie pijące ze źródła będące symbolem wiecznego życia, gołębie chłepczące nieśmiertelność z lavacrum wieczności. Jesteśmy również częścią tej idyllicznej opowieści mającej swój finał w Bogu. Modlimy się słowami wielu pokoleń chrześcijan żyjących przed nami: Przyjdź, Panie Jezu !

 

środa, 26 lipca 2017

Mt 13,16-17

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli”.

Starożytne Ody Salomona mówią o niepoznawalności Boga i przepaści miedzy światem transcendentnym a człowiekiem; choć nie wykluczają absolutnie zmniejszenia tego dystansu: „Ponieważ wszystko jest w Górze, nic nie jest na dole. Ale tak się wydaje tylko tym, którzy nie mają poznania.” Ewangelia wręcz przeciwnie opowiada o poznaniu bezpośrednim Boga, jest novum w kontekście Starego Testamentu. To zdumiewający zwrot w historii relacji między człowiekiem a Tym, którego ludzkie oczy nie mogły dostrzec. Percepcja staje się fundamentalnym elementem wiary, a wizja zostaje utrwalona w materialnym wizerunku. Kult ikon w Kościele jest najbardziej namacalnym świadectwem przez które chrześcijaństwo proklamuje prawdę o tym, że Bóg pojawił się w ludzkim ciele w osobie Jezusa Chrystusa. „Czym byłby świat, gdyby nie narodził się w nim Chrystus- pytał rosyjski myśliciel Czadajew- Odpowiem jednym słowem: niczym.” Bez Wcielenia nie możliwe byłoby zobaczenie oblicza Boga i usłyszenie Jego słów. Ukazanie się Boga w ludzkiej postaci zrodziło sztukę; umożliwiło zobrazowanie Niezobrazowanego do tej pory. Zostaje zniesiony starotestamentalny zakaz wykonywania wizerunków. Mojżesz i Eliasz starotestamentowi nestorzy teologii uchwycili wzrokiem Przemienionego Pana na Górze Tabor. Światłość wypisała kontury Tego, którego zasłaniał krzak ognisty, czy obłok. Od tej pory córki i synowie Adama mogą oglądać oblicze Boga i pozostać przy życiu. Święty Paweł tłumaczy, że „My wszyscy z jaśniejącą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską”(3,18), jak również nazywa Chrystusa ikoną Boga. Święty Jan Damasceński powie, że obraz Chrystusa został „wypalony w duszy chrześcijan,” ponieważ możemy kontemplować Boga „widocznego w ludzkim ciele.” Obecność Chrystusa Przemienionego i Zmartwychwstałego- spowitego światłem jutrzenki, utrwaliło się w duszach apostołów, jak również stało się udziałem każdego wierzącego człowieka- w głębi duszy. Święty Makary mistyk i nauczyciel mnichów pisał o doświadczeniu przez duszę przemienionego Pana: „Dusza, którą w sposób doskonały oświeciło niewypowiedziane piękno i chwała światłości oblicza Chrystusowego i która ma doskonałe uczestnictwo w Duchu Świętym i stała się zasługująca na to, by być mieszkaniem  tronem Boga, staje się całkowicie okiem i całkowicie światłem oraz całkowicie obliczem Chrystusa, który ją wiedzie i kieruje i niesie i przyprowadza wszędzie, upiększa i ozdabia duchowym pięknem.”

wtorek, 25 lipca 2017


2 Kor 4,7-15

Bracia: Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele. Tak więc działa w nas śmierć, podczas gdy w was - życie.

Naczynia gliniane w egzegezie chrześcijańskiej są czymś więcej niż pobożnym artefaktem w ustach świętego Pawła. Naczynie gliniane nabiera znaczenia symbolicznego, jak twierdził Cassier  „jest częścią ludzkiego świata treści.” Maksym Wyznawca przekonywał chrześcijan że „Słowo objawione powinno być rozumiane w sensie wewnętrznym i duchowym, objaśnianym przez sam Kościół. Tylko wtedy może prawdziwie oświecić każdego człowieka żyjącego na tym świecie.” W tym kluczu wewnętrznym czytamy Pawłowy symbol. Powszechną funkcją naczynia wydrążonego w środku jest zawieranie czegoś, przechowywanie i zachowywanie na później. Idąc dalej postrzegamy naczynie jako obraz ziemskiego życia człowieka i jego relacji do Boga. Somatyczność człowieka odzwierciedla kruchość ukształtowanej w dłoniach Garncarza i wypalonej w ogniu gliny. U Jeremiasza czytamy o Jechoniaszu który zostaje nazwany „naczyniem wyrzuconym.” O pozyskanym dla chrześcijaństwa Szawle Pan powiedział: „Wybrałem sobie tego człowieka jak szczególne naczynie” (Dz 9,15). Stąd naczynie również można rozumieć jak wybrane przez Boga narzędzie: „Czyż garncarz nie ma mocy nad gliną i nie może z tej samej zaprawy zrobić jednego naczynia ozdobnego, drugiego zaś na użytek niezaszczytny ?” (Rz 9,21). Zatem człowiek wiary porównany zostaje do naczynia: ukształtowanego w dłoniach, wypalonego w ogniu, kruchego, zarysowanego, czy pękniętego w jakimś miejscu. Egzystencja duchowa zostaje wyartykułowana w glinianej formie, tak bardzo nie trwałej, choć jednocześnie użytecznej. „Cechą charakterystyczną współczesności nie jest odrzucenie religii, ale odrzucenie transcendencji” (G. Ruggeri). To tak jakbyśmy świat był wielkim ogrodem z nasadzeniami różnych kwiatów, ale pozbawionym naczynia które mogłoby dostarczyć tam wodę. Gliniane naczynia są plastycznym odzwierciedleniem Kościoła- często stłuczonego, ale nieustannie wypełnianego po brzegi miłością Chrystusa. Ta łaska musi przelewać się na zewnątrz; zatrzymana tylko w naczyniu nie czyni wzrostu. W epigrafice z pierwszych wieków Kościoła najbardziej wierni świadkowie wiary byli przedstawiani jako vas Christi – „naczynie Chrystusa.” Chrześcijanie winni zatem deponować w swoich sercach łaskę wiary, po to aby nią się dzielić. Klemens Aleksandryjski dawał wskazówki katechumenom: „Przyjmijcie więc wodę poznania; jesteście jeszcze zbrukani, obmyjcie się, pokropcie się kroplami prawdy… Jesteś człowiekiem, szukaj zatem swego Stwórcy; jesteś dzieckiem, uznaj zatem swego Ojca.” Nie mamy zatem prawa utyskiwać, że jesteśmy tylko wędrowcami poruszanymi podmuchami wiary, ale naczyniami łaski i źródłem „Wody Życia” dla spragnionego, a może będącego już w stanie powolnej agonii świata.

poniedziałek, 24 lipca 2017


Wj 15, 1-20.

 Pan, wojownik potężny,
«Ten, który jest», brzmi Jego imię.
Rzucił w morze rydwany faraona i wojsko jego,
wybrani wodzowie legli w Morzu Czerwonym.

W pierwszym odczuciu wydaje nam się, że mamy do czynienia z pełnym patetyczności obrazem Boga ocalającego Izraela. „Pojęcia tworzą idole Boga, tylko wielkie wzruszenie coś przeczuwa”- pisał św. Grzegorz z Nyssy. Czy tym wzruszeniem- być może chwilowym jest świadomość bycia ocalonym ? Szczelina, którą czyni Bóg w wodach Morza Czerwonego pozwala na uświadomienie sobie, że Ten który przynosili wybawienie, prawdziwie kocha człowieka w sytuacji dramatycznej i bez wyjścia. Wielu myślicieli XX wieku odrzucający przesłanie religii po Shohah stawiało to samo pytanie: Dlaczego Bóg milczał i nie wybawił cierpiących z ucisku ? Konsekwencje tych pełnych pretensji pytań pozostawiły swój ślad do dzisiaj. Ferry w książce pt. Człowiek-Bóg, czyli o sensie życia, snuje ważną refleksję: „Faktem jest że psychologia zdetronizowała teologię. Jednak w dzień pogrzebu, kiedy stoimy przed otwartym grobem, ogarnia nas zakłopotanie. Co powiedzieć matce, która straciła córkę, co powiedzieć zapłakanemu ojcu ? Tak oto brutalnie zostajemy postawieni wobec pytania o sens, a raczej uświadamiamy sobie brak tego pytania w dzisiejszym zlaicyzowanym świecie.” Milczenie Boga rozumiane przez wielu jako Jego słabość lub wycofanie, nigdy nie było wycofaniem się, On po raz kolejny „ogołocił samego siebie” (Flp 2,7), pozwolił zmiażdżyć się ogromem absurdalnej i wypaczonej ludzkiej wolności. Skazany na śmierć protestancki pastor Bonhoeffer napisał: „Tylko cierpiący Bóg może pomóc.” Może wstydzimy się mówić o tym, że Ten który jest Panem może współcierpieć z tymi którzy są bezbronni. „Kenoza jest drogą, przejściem (Paschą !)- powie ks. Hryniewicz- do pełnej chwały i wywyższenia. Objawia ona bezmiar ofiarnej miłości Boga do ludzi, a jednocześnie odsłania realizm uczestnictwa Chrystusa w śmierci każdego człowieka. Śmierć Chrystusa ma charakter uniwersalny. W Jego umieranie włączona jest śmierć każdego człowieka: jeżeli ocala On i wskrzesza każdego, to właśnie dlatego, że prawdziwie z każdym człowiekiem współcierpi i współumiera w ciągu całej historii zbawienia.” Dlatego w noc chrześcijańskiej Paschy – Zmartwychwstania Chrystusa chrześcijanie wyśpiewują triumfalny psalm przejścia przez „Morze Czerwone” – to obraz ocalonego od żądła śmierci Kościoła. Lęk przed cierpieniem, śmiercią i bezsensem jakiegokolwiek historycznie dokonanego zła zostaje rozświetlony obecnością Zwycięskiego Wodza. Apokalipsa św. Jana porównuje zwycięstwo, jakie wybrani odnieśli nad śmiercią, do przejścia przez żywioł wody i wkłada w usta Kościoła zwycięską pieśń siostry Mojżesza: „ I ujrzałem jakby morze szklane, pomieszane z ogniem, i tych, co zwyciężają Bestię i obraz jej, i liczbę jej imienia, stojących nad morzem szklanym, mających harfy Boże. A taką śpiewają pieśń Mojżesza, sługi Bożego, i pieśń Baranka” (Ap 15, 2-3). W Bestii rozpoznajemy faraona, figurę szatana, który został zniszczony wodą sądu, podczas gdy lud zwycięski stoi na drugim brzegu przechodząc suchą nogą przez otchłań śmierci. Nie trzeba jakiejś nadzwyczajnej wyobraźni teologicznej aby nie skojarzyć tego wielkiego obrazu z Chrztem jako aktualizujące się w łonie Kościoła dzieło Odkupienia. Przejście przez żywioł stało się prototypem odkupieńczego wyzwolenia i swoistego remedium na stan pustki egzystencjalnej. Wczytując się w język Odkupienia Ojcowie Kościoła będą głosić katechezę zwycięstwa. Święty Bazyli pisze: „To, co wiąże się z wyjściem Izraela, zostaje odniesione do tych, którzy zostają ocaleni przez chrzest… Może jest figurą chrztu, który wyzwala od faraona, tak chrzest od tyranii diabła… Lud wyszedł z morza cały i zdrowy: my także wynurzamy się z wody jak żywi spośród umarłych.” I na koniec jeszcze jeden fragment- św. Augustyna: „Cóż mogło być bardziej potrzebne dla podniesienia naszej nadziei…, jeśli nie to, żeby nam dowieść, jak bardzo Bogu na nas zależało i jak bardzo nas umiłował.”