czwartek, 28 września 2017

Ps 149
Śpiewajcie Panu pieśń nową,
głoście Jego chwałę w zgromadzeniu świętych.
Niech się Izrael cieszy swoim Stwórcą,
a synowie Syjonu radują swym Królem.

Niech imię Jego czczą tańcem,
niech grają Mu na bębnie i cytrze.
Bo Pan swój lud miłuje,
pokornych wieńczy zwycięstwem.

W pierwszej księdze swego traktatu O muzyce święty Augustyn określił muzykę jako „naukę dobrego modelowania.” Mówiąc o modelowaniu Ojciec teologii łacińskiej miał na myśli relacje jakie zachodzą pomiędzy poszczególnymi jednostkami muzycznymi- posiłkując się techniczną terminologią- interwałami. Modelowanie można rozumieć również jako uwznioślenie, kształtowanie zmysłu słuchu, otwieranie duszy. „Wiara rodzi się ze słuchania” i odpowiedzi na dźwięki schodzące z góry niczym łuna spowijająca budzący się pejzaż po śnie nocnym. „Muzyka zaczyna się tam, gdzie słowo jest bezsilne- nie potrafi oddać wyrazu; muzyka jest tworzona dla niewyrażalnego”- przekonywał Debussy. Człowiek wyśpiewuje, wygrywa, wydobywa muzykę która poprzez harmonię dźwięków, staje się potokiem uwielbienia. Muzyka jako czysta modlitwa rodzi się w sercu człowieka jako odpowiedź na uprzednie obdarowanie. „Muzyka – kąpiel duszy,”- w której zawiera się cała gama uczuć i ciepła rozgrzewającego do czerwoności duszę. Psalm jako utwór poetycki opowiada o sile muzyki niosącej radość i wyzwolenie od rzeczywistości bezdusznej, wyrachowanej w której wszystko jest produkowane lub reprodukowane. Modlitwa utkana w partyturę staje się wejściem w wymiar innego postrzegania; zapraszająca do dialogu i kontemplacji. Poruszamy się w świecie w którym „postrzeganie ustępuje miejsca manipulowaniu, kontemplacja działaniu, a myślenie przedsięwzięciu, mowa przedmiotom” (B. Ronze) którym jest wypełnione nasze życie niczym magazyn. „We wszelkiej działalności artystycznej- pisał M. Bierdiajew- (a taką bez wątpienia jest muzyka) już jest tworzony inny świat, kosmos, świat przemieniony i wolny... Sztuka może być odkupieniem grzechu.” W tym kontekście zrozumiałym się wydaje taniec nagiego Dawida w miłosnym uniesieniu; każda cząstka jego ciała została rozedrgana niczym struny lutni, stając się modlitwą nie potrzebującą słów. Również starochrześcijańscy artyści mieli odwagę przedstawiać Chrystusa pod szatą Orfeusza- herosa i śpiewaka mitycznych Traków. Nie dlatego, że uważali Go za Orfeusza, który powrócił do życia, za kogoś stojącego na tym samym poziomie co grecki śpiewak, ale dlatego, że chcieli dać wyraz idei, że Chrystus jest tym który wprowadza Boską harmonię w kosmosie. Wyjaśnia to niezwykle subtelnie Klemens Aleksandryjski: „O jakąż moc ma ta nowa pieśń, która zamienia kamienie i dzikie zwierzęta w ludzi; ci nawet, którzy byli jakby martwi, jako że pozbawieni byli tego życia, które jest jedynie prawdziwe, gdy usłyszeli tę pieśń, natychmiast ożywali. Śpiew ten wprowadzał ład i porządek we wszechświecie...” Chrystus jest Bogiem który śpiewa i tańczy, tak pokazuje Go malarstwo ikonowe przełamując granicę niepoznania. „Ludzie nauczcie się śpiewać i tańczyć- daje nam dobrą radę św. Augustyn- bo aniołowie w niebie nie będą widzieli, co z wami zrobić.”

środa, 27 września 2017

Łk 9, 1-6

Jezus zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami oraz władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. Mówił do nich: «Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, pozostańcie tam i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśliby was gdzieś nie przyjęli, wychodząc z tego miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim!» Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie.

Posłanie Apostołów- pierwsza aktywność ewangelizacyjna porównywalna do pierwszego entuzjazmu który po zakończonym seminarium towarzyszy neoprezbiterom. Misje te musiały trwać zapewne kilka tygodni i zakończyły się po ludzku sukcesem. Bernanos wspaniale powiedział: „Świętość jest wybuchającą prostotą.” Taka prostota cechowała mężczyzn których Chrystus wyposażył w duchowe dary i umiejętności o których istnieniu nie mieli wcześniej zielonego pojęcia. Entuzjazm chwili spleciony z radosnego uniesienia serca i przygody której etapy będą osnute do końca tajemnicą. Jeszcze kilka miesięcy temu byli rybakami bez większych marzeń czy aspiracji, poborcami podatkowymi którym się oczy świeciły na widok pieniądza wpadającego do drugiej kieszeni, lub przypadkowymi wędrowcami na których zatrzymało się troskliwe spojrzenie Jezusa. Teraz stali się innymi ludźmi-nie w sensie charakteru, ale duchowo przeobrażonymi, bardziej pewnymi siebie- z bardziej zarysowanym horyzontem w kierunku którego leci się na oślep jak głupio zakochany. Weszli w świat pod dwóch z mocą Boga; wybrakowane naczynia rozlewające na drodze uzdrawiającą łaskę i miłość. Heroldowie zwiastujący pokój, egzorcyści wypędzający złe duchy, lekarze opatrujący rany; oczy, uszy, dłonie Chrystusa dzielące miłość na okruszyny dla każdego po równo i z należytym szacunkiem. Później dojdzie im jeszcze jedna posługa- być szafarzem miłości która będzie uobecniać się w Eucharystii- Pamiątce Pana. Bez tych posłanych wielu z nas nie byłoby wstanie dostrzec miłości która nas dźwiga z błota, „pozwala pokonać siły śmierci, odnawiać soki w uschłych korzeniach, wyrywać się do biegu i przeskakiwać mur, wszystkiemu wierzyć, wszystko przebaczać, wszystkiego się spodziewać i kochać” (M. Pascale). Dlaczego poszli w świat z imieniem Jezusa na ustach ? Towarzyszyło im ciągle żywe wspomnienie o Tym, który przemawiał jak nikt inny. „Świętość Jego Życia. Szalona miłość udowodniona przez Jego śmierć. Niezrównany autorytet Jego słowa. Cud Pisma Świętego, które całe skupia się na Nim. Świetlana moc proroctw, zapowiadających Go jako Mesjasza Bożego i tych, wypowiedział jako Chrystus- Pan. Trzy wskrzeszenia umarłych, które każdy mógł stwierdzić. I Jego własne zmartwychwstanie, któremu nikt nie mógł zaprzeczyć” (P. Delfieux). Chcieli być tacy jak On- wnieść w świat ferment i światło, blask nowej jakości istnienia. Zmartwychwstały, który wskrzeszał stał się z nimi jednym „ciałem i jedną krwią” kiedy sami weszli w śmierć, a życie ich stało się Paschą ! „Od tej pory wiatr wieje tam gdzie chce,” i popycha nowych śmiałków to przekroczenia siebie i świadectwa wiary.

wtorek, 26 września 2017


Ps 122  

 Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
«Pójdziemy do domu Pana».
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.

Do niego wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.

W ramach zajęć ze średniowiecznej architektury, zabrałem moich „żaków” na spacer w obrębie dawnej zabudowy. Głównym obiektem była gotycka katedra oparta na „porządku, rozplanowaniu, eurytmii, symetrii i pięknie” (Wincenty z Beauvais). Zawsze biję się z myślami w jaki sposób mówić i wprowadzać w te uświęcone modlitwą pokoleń święte przestrzenie, aby nie było zbyt muzealnie lub anachronicznie. Continuum- wchodząc w czas przeszły dokonany, nie sposób zatracić nic z dynamicznej aktywności Boga i człowieka. Katedra ciągle żyje duchem tamtych czasów- utrwala pamięć o ludziach i zaprasza ciągle nowych do przekroczenia portalu wiary- niczym duchowej inicjacji. Zawsze towarzyszy mi zdanie Jeana Hani z książki Symbolika świątyni chrześcijańskiej: „Do świątyni nie wchodzi się jak do kupieckiego kramu. Strefa, jaką świątynia ogranicza jest przestrzenią sakralną, taki jest właśnie sens łacińskiego słowa templum i greckiego temenos- oba wywodzą się ze wspólnego źródła oznaczającego „ciąć”, „odgraniczać.” Zamknięty obręb świątyni wyraźnie odgranicza i oddziela od otaczającej strefy świeckiej przestrzeń sakralną, zarezerwowaną dla Boskości.” Dla ludzi średniowiecza świat był naszpikowany symbolami, tak jak dzisiejszy znakami drogowymi z taką różnicą, że ci z przeszłości potrafili z wielką wrażliwością poruszać się po nim i odkrywać jego głębokie sensy. My jesteśmy zbyt często rozproszeni i zmęczeni, a dłoniach dźwięczą nam komórki hamując naszą duchową percepcję. Współczesny człowiek tak bardzo jest przyodziany w profanum, że znajdując się w przestrzeni sacrum może odczuwać swoisty dysonans poznawczy, lub traktować to miejsce jak relikt przebrzmiałej historii. Otto von Simon wybitny mediawista próbował przybliżyć średniowieczny obszar sztuki sobie współczesnym. Pisał: „Epokę gotycką nazywano epoką duchowej wizji. Świat nadprzyrodzony objawiał się zmysłom. Życie religijne było owładnięte pragnieniem oglądania świętej rzeczywistości cielesnymi oczyma. Architektura wychodziła temu pragnieniu naprzeciw. W murach kościoła Bóg był w tajemniczy sposób obecny. Świątynia stanowiła obraz Nieba... Świątynia objawiała doskonałość porządku kosmicznego.” Katedra nie była dziełem przypadku czy spontanicznej kreacji zdolnych rzemieślników- przekonywałem moich uczniów- była dziełem geniuszu zrodzonego w tyglu kontemplacji i rozumu oświeconego wiarą. „Oglądający potrzebuje ogromnego skupienia, aby móc uczestniczyć w tym wyrównaniu kontrastów i triumfie ostatecznie równowagi. Podobnie jak bachowska fuga, żąda gotycka katedra udziału naszego umysłu i naszego uczucia, bo gdy z jednej strony mieniący się rubinową czerwienią żar ażurowych okien skłania nas do zatopienia się w mistycznym uniesieniu, to z drugiej strony precyzyjny rysunek delikatnych, a mimo to mocnych linii absorbuje nasz umysł” (N. Pevsner). Cud tego wnętrza wyraża się w imponujących wysokościach kamiennych sklepień i arkad- tak bardzo smukłych że przypominają las drzew pnących się wysoko ku niebu. Wszystko tu posiada teologiczne znaczenie; najdrobniejszy detal był częścią większej całości opowiadającej o wielkości Boga, który schodzi w ten święty przybytek i „staje” naprzeciw człowieka. U Durnada de Mende, można wyczytać te metaforyczne znaczenia, że okna kościoła oznaczają szczerą gościnność i czułe miłosierdzie, że witraże ilustrują Pismo Święte, że posadzka symbolizuje fundament naszej wiary albo wyobraża ubogich duchem z racji ich pokory, że dźwigary łączące poszczególne części budowli kościelnej oznaczają możnych tego świata lub kaznodziejów, którzy bronią jedności Kościoła i podtrzymują ją... Wreszcie wzrok będącego w środku świątyni widza galopuje ku sanktuarium, miejscu Bożej Obecności, ześrodkowanej wokół ołtarza- oznaczającego samego Zbawiciela, Jego betlejemski żłóbek czy jerozolimski grób z którego wychodzi do ludzi zwycięski i przyobleczony w światłość pierwszego dnia. W średniowiecznej świątyni kamienie wraz witrażami i ściennymi malowidłami opowiadają o wielkiej tęsknocie człowieka za światem idealnym, pięknym, pozbawionym znamion bólu i śmierci. „Bóg żyje tu też, ale nie w pełni- przekonywał Simon Vostre, myśliciel z XV wieku- w materialnym niebie: w kościele.”

poniedziałek, 25 września 2017


Łk 8, 16-17

Jezus powiedział do tłumów: «Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz umieszcza na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło.  

„Twoja światłość jaśnieje na twarzach Twoich świętych”- wyśpiewuje w liturgicznym uniesieniu Kościół, spowity blaskiem świec i dymu kadzidła. „Liturgia chrześcijańska- powie Schmemann- w istocie jest epifanią (wejściem w światłość), to jest ujawnieniem, przedstawieniem, darem i włączeniem się do Królestwa objawionego w Chrystusie, a dopełnionego przez Ducha Świętego...” Światłość utrwalona na twarzach chrześcijan, którzy dzięki sakramentom inicjacji stali się widzącymi wyraźnie i nosicielami Ducha Świętego. Zanurzeni w kąpieli wieczności przybrali szatę świetlistą i podążyli za Chrystusem Przemienionym i Zmartwychwstałym. „Wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle”- powie św. Paweł- pamiętając ów dzień w którym pod Damaszkiem zalała go wszechogarniająca zewsząd światłość. Był bezradny wobec tego faktu, ale począł się jako nowe stworzenie. „W religiach całego świata najbardziej adekwatne objawienie bóstwa dokonuje się poprzez światłość”- pisał P. Saintyves. Ale w chrześcijaństwie najbardziej intensywne jest doświadczenie światłości które ogniskuje się na osobie Chrystusa- Bogaczłowieka, „w takim blasku, że twarz Jego jaśnieje, jak słońce, a szaty Jego są, jak śnieg białe” (św. Leon Wielki). Pitagorejskie epitafium głosiło, że „ciało jest tuniką duszy”- soma chiton psyches. To samo ciało na które antyczni filozofowie spoglądali sceptycznie, w religii którą przyniósł Chrystus, stało się świetliste- przebóstwione; znak przyszłego świata. Przemienienie zapowiada zmartwychwstanie i wejście w światłość nieznającą zachodu. Chrześcijanin partycypujący w światłości swego Mistrza powinien stawać się lampą oświetlającą innym ścieżki, umożliwiając tym samym poznanie prawdziwej wiary. W Apoftegmatach Ojców Pustyni możemy przeczytać o którym św. Pambo opowiadał, że „Bóg tak go wsławił, że nikt nie mógł patrzeć na jego twarz, z powodu chwały, jaką jego twarz zajaśniała- tak i twarz abba Pambo lśniła jak błyskawica i był jak król siedzący na tronie.” Jesteśmy lampą, spróbujmy udzielić światu odrobiny światła !

niedziela, 24 września 2017

Iz 55, 6-9

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.

Kim Jesteś ? To pytanie człowieka które stoi w zasadzie u początku refleksji na gruncie wiary. To obszar tak rozległy jak bezkresne połacie przez które przemieszczają się fizycznie nomadzi, nie zważając na upływ czasu i możliwość zaistnienia zaskakującego obrotu spraw. „Bóg w sercu ludzkim złożył pragnienie Boga”(św. Maksym Wyznawca). Życie duchowe rozkwita przez akt poznania ukrytego Boga. Człowiek przemierza obszar własnej niewiedzy, a Bóg wychodzi poza własną transcendencję spotykając się w miejscu które ciężko znaleźć na mapie; droga ta bowiem przechodzi przez serce człowieka. „Judaizm jest religią usłyszanego słowa”- powie Kittel. Bóg objawia się w Torze- prawie. On sam kieruje do ludzi swoje słowo, objawia prawdę i domaga się posłuszeństwa. Człowiek zdaje się stawać naprzeciw Niepoznawalnego w poczuciu lęku i trwogi. Nie można oglądać Boga i pozostać przy życiu. To ostrzeżenie dla późniejszych poszukiwaczy, „że Boga oglądać  nie można w świetle ludzkiego umysłu, nie sposób Go zdefiniować, każda definicja stanowi bowiem pewne ograniczenie.” Pomimo tych usilnych dążeń człowieka, Bóg okazuje się bliższy człowiekowi niż człowiek sam sobie. To On określa granice poznania lub niepoznania; aranżuje dogodne okazje i wychowuje człowieka do pokornego- spokojnego oczekiwania na wskazówki. W chrześcijaństwie pojawiają się dwa kluczowe słowa w zależności od obranej ścieżki poznawczej: theoria i gnosis. Zostały one zapożyczone z antycznej filozofii i sprzężone w religijny aparat poznawczy. Theoria pochodzi od thea, czyli widzenie; Theon horao – widzieć Boga. Odnajdujemy tu pewną perspektywę wytyczoną przez Ojców Kościoła ze środowiska aleksandryjskiego. Jeśli zatem kontemplacja oznacza przyglądanie się Bogu, to jak pogodzić ją ze stwierdzeniem świętego Jana „Boga nikt nigdy nie widział” (1,18). Filozofia platońska lekceważyła zmysły i głosiła, że nie są one zdolne dojść do prawdy. Nawet myśliciele chrześcijańscy poddają się takiemu myśleniu- spoglądając na świat jako złudzenie, miraż. „To, co podpada pod zmysły- pisał św. Grzegorz z Nazjanzu- jest obce Bogu.” Jednak fakt Wcielenia Boga ustawia poznanie teologów w innym kierunku; od tej pory nie można lekceważyć zmysłów. Widzenie zostanie podniesione do rangi słuchania.  Poznanie wchodzi w mistagogię i rodzi się mistyka oparta na fundamencie serca. „Czyste serce” staje się organem kontemplacji duchowej; refleks tego odnajdujemy w słowach samego Chrystusa: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8). Czystość serca równa się doskonałości- swoistym katharsis zmysłów, nieustannym stawaniem w obecności Boga. „Oczy me zawsze zwrócone są na Pana” (Ps 24,15), „Ja śpię lecz serce moje czuwa” (Pnp 5,2). Święta Teresa z Avila wielokrotnie widziała obok siebie anioła cudownej urody, który trzymał w dłoni strzałę o ognistym grocie i przebijał jej serce; czuła ból, ale było to najbardziej intensywne doświadczenie miłości. Biedaczyna z Asyżu ugodzony miłością tak intensywnie, że utożsamił się z Ukrzyżowanym Mistrzem. Mistyka ugodzonego serca- tak będzie to przeżywał chrześcijański Zachód przechodząc przez ciemne noce duszy świętych wizjonerów. Wschód wejdzie w hezychazm i oślepiające światło Paschy. Chodzi tu o wrażliwość nous, wynikającą z mistycznego doznania energii oświecających. Tak jak fizyczne oczy i serca uczniów oglądających na Górze Tabor przemienionego Chrystusa, zostały otwarte, aby pochwycić obecność- epignoza. „Kto kontempluje światłość, przeistacza się w światłość”- nauczał św. Grzegorz Palamas. Postać św. Serafina z Sarowa spowitego światłem tak intensywnym że spojrzenie musi ustąpić zdumieniu. Naśladowanie Chrystusa i życie w Chrystusie, komplementarność dróg na których człowiek zostaje podniesiony wyżej. Powołaniem teologa jak również każdego człowieka ochrzczonego jest przybliżanie się do Chrystusa; jak te jelenie z wczesnochrześcijańskich mozaik przychodzące do wód życia. „Kto jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije !”- powie Chrystus. „Wiara w Chrystusa zwraca światu wolność, którą odebrała mu nauka. Świat widzialny jest sam z siebie niemy, ale dzięki Chrystusowi staje się słowem, przez które przemawia do nas Ojciec Niebieski” (T. Spidlik). Za poznaniem kryje się możliwość spełnienia- ostatecznej satysfakcji. „Zaleźć Boga, to szukać Go nieprzerwanie...nigdy nie nasycić się pragnieniem Boga, to widzieć Go rzeczywiście.”  

piątek, 22 września 2017


Łk 8, 1-3

Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób, Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, udzielając ze swego mienia.

W semickim świecie męskocentrycznym, wstrząsanym licznymi rywalizacjami i napięciami pojawia się  Chrystus i w gąszczu męskiej dominacji zauważa kobietę. Czy zostaje w ten sposób przełamana obojętność, a nawet wrogość wobec inności płci ? Do tej pory żydowski antyfeminizm opierał się męskiej dominacji nad kobietą- uważanej jako kogoś słabszego, wydobytego z żebra Adama człowieka drugiej kategorii. W modlitwach osiemnastu błogosławieństw odmawianych do dzisiaj przez chasydów pobrzmiewa nuta obojętności a nawet pogardy wobec towarzyszki mężczyzny: „błogosławiony bądź, Panie, że nie stworzyłeś mnie kobietą.” Lekceważenie „słabszej płci” przejawia się choćby w umiarkowanej radości głowy domu na wieść, że Bóg obdarował go córką a nie synem. Nawet święty Paweł, ukształtowany w tradycji rabinackiej, wydaje się ulegać tej tradycji, kiedy poucza o całkowitej zależności kobiety wobec mężczyzny. Nawet egzegeza starotestamentalna podejmująca na warsztat opis stworzenia przez Boga pierwszych ludzi, naznaczona jest typowo męską perspektywą; kobieta zostaje stworzona dla mężczyzny- służebnica sprowadzona do kategorii przedmiotu, bezwzględnie podporządkowana... Odkrywamy tutaj niezwykle bolesną diagnozę która w ustach Simone de Beauvoir po wielu wiekach stanie się wielkim wyrzutem sumienia: „Kobieta staje się całym światem dla mężczyzny w chwili, gdy mu służy jako wypełnienie upragnionej wizji, aby zaraz potem, spełniwszy swoją rolę, stać się niczym.” W ten nierówny i pozbawiony głębszego znaczenia dialog pomiędzy mężczyzną i kobietą wchodzi Chrystus. Dla Niego kobieta nie jest antyczną Lukrecją, którą można wziąć w posiadanie, czy „nadliczbową kością, nieistotną częścią Adama, gatunkiem podrzędnym”- jak mawiał Bossuet. W oczach Chrystusa kobieta jest bardzo ważna, zrównana z mężczyzną- towarzyszka; a nawet wyeksponowaną na pierwszym planie, co powoduje niejednokrotnie kręcenie nosem samych uczniów. Kobieta zostaje postawiona w centrum ekonomii zbawienia, jako Oblubienica, Matka, Gołębica nieskalana, przedłużenie życia... Faktem jest że do grona apostołów, nie została wybrana żadna kobieta, lecz wiele za nim podążało i zraszało drogę Jego wędrówki łzami i miłością. Po wielu wiekach Kościół zdobędzie się na odwagę orzeczenia o nawróconej grzesznicy Marii Magdalenie jako o równiej Apostołom. Kiedy Mesjasz będzie nawiązywał relacje z kobietami będzie miał w pamięci najbliższą Mu kobietę- Maryję- ucieleśnienie piękna i świętości. „Raj leży u stóp matki”- powie poetycko jedna z sur Koranu. Bierdiajew pisał, że „Kobieta jest bardziej niż mężczyzna związana z początkiem świata, z pierwszymi siłami elementarnymi; mężczyzna styka się ze światem przez kobietę..., przeznaczeniem kobiet jest, by były, jak w Ewangelii, tymi które przynoszą wonności. Nie kobieta wyemancypowana i podobna mężczyźnie, lecz wieczna kobiecość będzie miała do odegrania wielką rolę w nadchodzącym okresie historii.” Ton rosyjskiego filozofa jest profetyczny i wskazuje na twórczą rolę tej która ma do odegrania ważną, jeśli nie najważniejszą rolę w historii świata. „Kobiety otrzymują jako pierwsze wielkie objawienia: o Wcieleniu Boga, o tym, że Jezus jest Mesjaszem, o Zmartwychwstaniu- one przed wszystkimi ludźmi. Tylko one zobaczą aniołów przy grobie Zmartwychwstałego. Nie mężczyźni: ich wiara w triumf Jezusa nad śmiercią oparta jest na logicznej analizie stanu grobu. Kobiety nie zastanawiają się nad całunem i and płótnami. Włączają się natychmiast w to, co niewidzialne. Kobiety współcierpią z Jezusem, stojąc pod krzyżem. Jedna z nich namaszcza Go żyjącego, wyprzedzając dzień pogrzebu; inna ociera chustą zakrwawioną twarz Człowieka- Boga; jeszcze inna pozostawia usługiwanie Mu siostrze, by słuchać Jego słów i adorować Go. I tylko jedna osoba wystąpiła w obronie Jezusa: kobieta, żona Piłata, która próbuje Go ratować, gdy wrze przeciw Niemu gniew mężczyzn” (J.P. Roux). Aż trudno pojąć dlaczego w pewnych momentach dziejów chrześcijaństwo marginalizowało kobiety. On są duszą świata, najpiękniejszym kwiatem w ogrodzie Boga; bohaterki wiary i naczynia w których spoczywa życie świata, nosicielki pokoju, ideał dobroci.

czwartek, 21 września 2017


Ps 19,2-3.4-5
Niebiosa głoszą chwałę Boga,
dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon.
Dzień opowiada dniowi,
noc nocy przekazuje wiadomość.

Nieboskłon rozpostarty przypomina genialnie zaprojektowane sklepienie, ziemia utkana niczym wykwintny arras wyszła z Bożych rąk i w oczach natchnionego Psalmisty jest emanacją Bożej dobroci i piękna. „Bóg kontemplował wszystkie rzeczy przed ich istnieniem, wyobrażając je sobie w myśli i każdy byt otrzymuje swoje istnienie w określonym momencie...”(św. Jan Damasceński). Świat wydobyty z pod palców Stwórcy staje się kosmiczną świątynią w której człowiek odnajduje miejsce spełnienia i zdumienia. „Proszę cię, synu, spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróć uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg”- przekonywała matka syna idącego na śmierć w Księdze Machabejskiej. Stworzenie zatem staje się aktem-darem Boga. „W ten sposób w jednej tajemnicy spotykają się dzień pierwszy i ósmy... Jest to bowiem równocześnie i pierwszy, i ósmy dzień tygodnia, dzień wstępowania w wieczność” (W. Łosski). Na drogę prowadzącą do wieczności zostaje zaproszony człowiek- zwieńczenie dzieła, za którym świat podąży w bezmyślnej euforii. Aby świat w pełni uświęcić, Bóg „stworzył drugi kosmos- człowieka, coś małego w czymś wielkim, i umieścił go na ziemi”- powiedzą zgodnie Ojcowie Kościoła. Ta misja ulepionego z prochu Adama zostanie wypełniona przez Niebiańskiego Adama- Chrystusa. W tych dwóch cudownych kreacjach utrwala się wielkość i geniusz największego Artysty. „Symbolika jest nauką zachwycającą- pisał Landirot- rzucającą cudowne światło na poznanie Boga i stworzenia, na stosunek Stwórcy do swego dzieła, na harmonijne związki wszystkich składowych wszechświata... Symbolika jest kluczem świętej teologii, mistyki i filozofii, poezji i estetyki, nauką o więzi łączącej Boga ze stworzeniem, świat naturalny ze światem nadprzyrodzonym, nauką o harmonii, w jakiej pozostają części uniwersum, tworząc tę wspaniałą całość, której każdy fragment każe domyślać się innych...” Nam współczesnym często brakuje tego myślenia symbolicznego, uważnego przenikania przez świat bytów i zdarzeń dalej i głębiej. Potrzeba innego rodzaju poznania, aby wejść w zachwyt stworzenia obdarowanego do granic możliwości. Ostatecznie zachwyt chrześcijanina zatrzymuje się na Chrystusie- na „najpiękniejszym spośród synów ludzkich...”(Ps 45,3). Nowy Adama rekapitulujący całe stworzenie i odnawiający zerwaną harmonię. W ten sposób „wszystko w Nim zostaje sprowadzone do jedności”- powie św. Grzegorz z Nazjanzu, albo jak twierdzi św. Maksym Wyznawca: „Chrystus jest centrum, gdzie się zbiegają wszystkie linie.” Cudowny jest Bóg, bowiem w Chrystusie każdego dnia czyni wszystko nowym.