sobota, 31 marca 2018


Wielka Sobota- dzień uroczystego Szabatu Boga. Milczenie spowija grób i ludzkie serca; święty bezruch który za chwilę przemieni się w pełną splendoru i radości liturgię Wigilii Paschalnej. Kościół zatopiony w kontemplacji, oczekuje chwili w której otworzą się „bramy Raju,” kiedy drzwi kościoła i carskie wrota ikonostasu zostaną rozpostarte dla tych którzy oczekują zstąpienia Słońca. „Głęboka cisza ogarnia stworzenie w spoczynku- pisała Minke de Vres- Lecz Bóg Ojciec, współczujący, działa dalej. Życie zstępuje w otchłań śmierci wypełniając swym blaskiem najciemniejsze jej dno. Owocowanie ziarna wrzuconego w ziemię, które obumiera w swej pierwotnej postaci, by powstać do życia nowego i wiecznego.” Chrystus złożony w grobie odpoczywa, po tak wielkim boju, który dokonał się na drzewie kaźni. Zranione Jego dłonie, bok i nogi, są świadectwem dramatu, który zgotowała mu ludzkość; odciśnięte niczym pieczęć w pamięci Kościoła, staną się znakami chwalebnego zwycięstwa nad śmiercią i królestwem demona. „Dzisiaj grób ogarnął Tego, który w swojej dłoni trzyma całe stworzenie, kamień okrywa Tego, który niebo okrywa pięknością, śpi życie i drży otchłań.” W sobotę dokonuje się jedynie to, co wyrażają słowa chrześcijańskiego Credo- „zstąpił do piekieł”. Zstąpienie do piekieł widziane oczyma wiary, stanowi jedno, powiązane i komplementarne wydarzenie: męki, śmierci krzyżowej i zwycięskiego zmartwychwstania. Krzyż i zmartwychwstanie ukazują się w tej perspektywie jako dwa oblicza tego samego Misterium. Tę właśnie jedność Chrystusowej Paschy wyraża ikonografia chrześcijańskiego Wschodu, przedstawiając Anastasis jako zstąpienie i wyjście z Otchłani: Chrystus kruszy bramy krainy zmarłych, dźwiga Adama i Ewę za rękę i wprowadza wszystkich oczekujących Go do królestwa życia. Słowa radosnego Troparionu powtarzane wiele razy, oddają podniosłość tego misterium wiary: „Chrystus powstał z martwych, śmiercią podeptał śmierć, i będących w grobach życie dał”. W ten sposób każdy wierzący może z właściwą dla siebie wrażliwością, kontemplować tajemnicę zbawienia, która stanowi jakże ważną prawdę o ostatecznej perspektywie życia w Bogu. Tu ciemność zostaje ostatecznie pokonana, ponieważ grzech został ugodzony w samo serce. Bunt Adama który stał się przyczyną strącenia w ciemność, teraz zostaje rozświetlony obecnością zstępującego Życia. W apokryficznej Ewangelii Nikodema czytamy: „I ujrzałem, że Pan Jezus Chrystus nadchodzi w chwale światła, w pokorze, wielki, a jednak skromny, trzymając w dłoni łańcuch pętający szyję Szatana i jego związane plecami ręce, i wtrąca go na powrót do Tartaru, a wsparłwszy świętą stopę na jego szyję, rzecze: Dziś skazuję cię na wieczny ogień.” Wielka Sobota stanowi już antycypację wydarzenia wielkanocnego – centrum chrześcijańskiego obchodu- Nocy triumfu- w czasie której w Paruzji może nadejść Pan. Wieczorem kiedy rozbłyśnie światło Paschału- wszystko zostanie zapłodnione życiem i światłością. Tak jak od światła świat zaczął istnieć jako przygotowany do wejścia w relację z Bogiem, tak światło Chrystusa Zmartwychwstałego oświeci ciemności ludzkich serc, i pozwolić na nowo uchwycić oczom duszy, blask światła- zapowiadającego wielką eksplozję światła, które rozsadzi kamienny grób. „Oczyśćmy zmysły, a ujrzymy Chrystusa Jaśniejącego- będą opowiadać o tym apofatycznym wydarzeniu teksty liturgii wschodniej- w niedostępnym świetle swego Zmartwychwstania. I usłyszymy wyraźnie jak mówi: Witajcie !”

piątek, 30 marca 2018


Dzisiaj na drzewie wisi Ten, który na wodach ziemię zawiesił, na króla aniołów zakładana jest korona cierniowa, w szatę hańby obleczony jest Ten, Który niebo przyodziewa obłokami, policzkowany jest Ten, który w Jordanie uwolnił Adama, gwoźdźmi przybity Oblubieniec Kościoła, włócznią przebity jest Syn Dziewicy. Kłaniamy się Twym cierpieniom, Chryste. Okaż nam Twe chwalebne zmartwychwstanie !

Wielki Piątek to jedyny taki dzień w ciągu roku, kiedy to przez skorupę zabieganego i pochłoniętego sprawami świata człowieka, przebija się prawda o Krzyżu do którego został przytwierdzony Syn Boży. To również w liturgii Kościoła jedyny dzień w którym spojrzenie z Eucharystii przechodzi na jej Owoc- Chrystusa- Baranka wchodzącego w objęcia odtrącenia i śmierci. Tego dnia jakaś trudna do opisania łaska przechodzi przez ludzkie serca powodując sejsmiczny wstrząs; czyniąc je uspokojonymi- wychylonymi ku miłości Boga i ludzi. „Jaśnieje tajemnica Krzyża”- jak to wyraża starożytny hymn liturgiczny. Jaśnieje i swoim blaskiem zagarnia ludzkie spojrzenia, kruszy najbardziej stwardniałe serca, a usta wychyla do pocałunku złożonego na Ciele umęczonego Boga. Dzisiaj chyba najmocniej dociera do nas prawda o tym, że „Chrystus umarł za nasze grzechy i został wskrzeszony dla naszego usprawiedliwienia” (1 Kor 15,3-4). Jego agonia staje się odpowiedzią dla cierpiącego człowieka i stworzenia, nadając sens nawet temu, co jest pozbawione tego sensu. „Krzyż wskazuje nam wskrzeszenie i drogę, która do niego prowadzi... Przez krzyż świat i nasze życie stają się przejrzyste” (D. Staniloae). W sercu chrześcijanina rodzi się na powrót pytanie: Dlaczego umarł za moje grzechy ? Odpowiedzią która niczym wschodzące słońce rozpromienia wszystko, staje się najprostsze z możliwych wyjaśnień: „Chrystus nas umiłował i samego siebie wydał za nas” (Ef 5,2). Umiłował każdego człowieka i zajął jego miejsce unicestwienia. „Umiłował Kościół i dlatego wydał za niego samego siebie” (Ef 5,25). Zostaliśmy ochrzczeni w Jego śmierci, rozgrzani miłością, stworzeni z przebitego boku, niczym rajska Ewa z boku pogrążonego w śnie Adama. „Być ochrzczonym w Jego śmierci oznacza wejść w serce Jezusa- powie R. Cantalamessa- wziąć udział w dramacie miłości i cierpienia Boga... Z tego chrztu wychodzi się jako nowe stworzenie, gotowe służyć w nowy sposób dla Królestwa Niebieskiego.” Oznacza to śmierć dla grzechu i odkrycie bijącego źródła w sakramencie Chrztu i Eucharystii – Woda i Krew- totalne uchrystusowienie człowieka- Theosis. Jezus stał się „świątynią” w której wytrysnęła fontanna życia- rozszczelniło się serce Ojca i wytrysnęła miłość przykrywając duszny i pozbawiony miłosiernego współczucia świat. Zwyciężył Lew z pokolenia Judy- Syn Człowieczy, a sztandarem tego zwycięstwa stał się Krzyż. Przez niego „wstąpił na wyżynę, powiódł jeńców” (Ps 68,19), przez niego „zstąpił w głębiny otchłani”- jako powie Orygenes- ponieważ Krzyż ma „wysokość i głębokość.” Zrozumie to tylko ten, przez którego serce przechodzi cząstka tego palladium zwycięstwa- Drzewa Życia, gdzie rozkwitają pąki najpiękniejszych kwiatów. Stojąc pod tym drzewem każdy z nas jest zwyczajnym łotrem i bluźniercą- żebrakiem miłości ! Tak powinniśmy się czuć tego dnia, kiedy całujemy całun i przedstawionego zranionego w dłonie, bok i nogi Chrystusa. Święty Grzegorz z Nazjanzu streszcza tę wielką tajemnicę miłości w kilku słowach: „Żaden cud nie jest taki jak cud mojego zbawienia: nieliczne krople krwi odnawiają cały świat.”

czwartek, 29 marca 2018


Bracia: Ja otrzymałem od Pana to, co wam przekazuję, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: „To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę.” Podobnie skończywszy wieczerze, wziął kielich, mówiąc: „Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę.” Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie (1 Kor 11,23-26).

Wielki Czwartek- to dzień szczególnie podniosły ze względu na ustanowiony przez Chrystusa Sakrament Sakramentów- Eucharystię. Wieczernik to moment przekroczenia czasu- wejścia w wieczne „teraz” Boga. Najpiękniejsza chwila, która swoją doniosłością przysłania wielkie dzieło stworzenia świata. Wydarzenie powtarzane od początku istnienia Kościoła. Chrystus pozostawia siebie w materii świata- chleb i wino. Nie są to substytuty jego obecności, ale najbardziej realny dar dla człowieka. Wyraża to entuzjazm świętego Efrema: „O miejsce błogosławione ! Nikt nie widział ani nigdy nie zobaczy tego, co ty ujrzałeś. Pan stał się Ołtarzem, Kapłanem, Chlebem i Kielichem zbawienia, Sam z siebie wszystkim wystarcza, a nikt nie wystarczy dla Niego, sam jest Ołtarzem i Barankiem, Ofiarą i Ofiarnikiem, Kapłanem i Pokarmem. O miejsce błogosławione ! W tobie baranek paschalny spotkał się Barankiem prawdziwym: symbol słabości wszedł w spokojne łono i w nim został zamknięty. Błogosławione mieszkanie, w którym została odprawiona Pascha, do której nigdy nie było podobnej…”  Eucharystia jest więc antycypacją dóbr niebieskich. Jak mówi Teodor z Mopsuestii: „przez nią my, którzy byliśmy umarli z natury, oczekujemy daru nieśmiertelności; podatni zepsuciu, stajemy się niezniszczalni; z ziemi i z ziemskiego zła przechodzimy do dóbr słodyczy niebieskich…” W znakach i gestach, które powtarza Kościół- wpatrzony w tajemnicę Wieczernika- uobecnia Liturgię Nieba. Pokornie naśladuje Jego ryt miłości. Wchodzimy w najbardziej możliwą na sposób somatyczny bliskość z Bogiem. Grzegorz z Nazjanzu napisze: „Eucharystia jest ofiarą bezkrwawą, przez którą łączymy się z cierpieniami i bóstwem Chrystusa”. Nasze grzeszne człowieczeństwo spotyka się z człowieczeństwem Chrystusa, aby mogło zostać podniesione ku Jego Bóstwu. „Pan wciąż jest z nami- będzie przekonywał nas św. Jan Kronsztadzki- On pozwala nam dotknąć siebie, włożyć dłonie naszego serca w Jego rany przebite gwoźdźmi, i włożyć palce nasze w Jego bok.” 

środa, 28 marca 2018


Mt 26, 17-18

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?» On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Jezus jest już na progu przygody wielkanocnej, na samym brzegu odkupieńczego Misterium. Ma się stać pokarmem do spożycia, a następnie wydać na ukrzyżowanie jak baranek zabijany w świątyni przy śpiewie podniosłego Hallelu. Każde świętowanie poprzedzone jest etapem często żmudnego przygotowania. Aby przystąpić do celebrowania radości w jakiejkolwiek wspólnocie stołu, trzeba najpierw skupić uwagę na najdrobniejszych detalach, które później staną się częścią większej- świątecznej oprawy. Podobnie było z uczniami którym Chrystus polecił odnalezienie właściwego miejsca dla spożycia paschalnego posiłku. Oni byli przekonani, że ta kolacja będzie miała ten sam corocznie powtarzany rytuał. Powtarzalność religijnych gestów, ściśle określone menu, tak aby zachować wierność nomadycznej tradycji Izraela przechodzącego z niewoli do wolności; ze śmierci ku życiu. Wiele razy próbowałem sobie wyobrazić tę scenerię Wieczernika. Niski stół nakryty obrusem, migocące lampki oliwne, grubo tkane dywany na których można było przyjąć postawę półleżącą- jako ludzie wolni. „Aby każdy czuł się tak, jakby on sam był wyprowadzany z Egiptu” (Pesach 10,5). Przygotowanie pokarmów miało istotne znaczenie dla przebiegu wieczerzy. Cztery kielichy wina opróżniano według ściśle określonej kolejności. Po błogosławieniu pierwszego pucharu podawano chleb przaśny i gorzkie zioła z sałatą, następnie przynoszono baranka i napełniano drugi kielich, który rozpoczynał właściwe obrzędy paschalnego posiłku. Na stole pojawiły się przaśne chleby wypiekane w pośpiechu i zarumienione żarliwością wiary w ocalenie. Wdzięczność- to słowo które było osnową tego rytuału. Izraelici przypominali sobie: „Teraz Bóg nas wyzwala, to jest czas naszego zbawienia.” Wypijano drugi kielich i rozpoczynano spożywanie mięsa maczanego w sosie- charoset. Następnie trzeci kielich i odmawiano dziękczynienie. Apostołowie kiedy zasiądą do tego posiłku, staną się uczestnikami już nowego wydarzenia- Przymierza i uobecnienia miłości Boga. „On jest milczącym Barankiem, Barankiem zabitym, zrodzonym z Maryi, pięknej owieczki. Wzięty ze stada i poprowadzony na zabicie, wieczorem został złożony w ofierze...” (Meliton z Sardes). Będą ponawiali te gesty, wierząc że w nich zawiera się cały Chrystus. Po jakimś czasie uświadomią sobie głębię tego wydarzenia łaski- upieczeni w ogniu Ducha Świętego, zaczną spożywać Chleb Nieśmiertelności i pić z kielicha obfitej łaski. „Jest to bowiem podsumowanie cudów, przypowieści, życia ukrytego i posługi publicznej, a także ostateczna racja przyjścia Boga w naszym ciele: Oblubieniec staje przed oblubienicą i daje świadectwo swojej miłości, wydaje jej swoje ciało. A po dwudziestu wiekach Kościół otrzymuje i przyjmuje nadal to Ciało, które daje mu życie, miłość, a także płodność oblubienicy i matki” (B.S. Leger). Jutro rozpocznie się uczta naszego zbawienia. „Ty ofiarujący i ofiarowany, przyjmujący i rozdawany, Chryste Boże nasz.” Jesteśmy zaproszeni do Wieczernika, powołani do tego, by nauczyć się istnienia eucharystycznego. Przemienić się w Tego, który stał się pokarmem.

wtorek, 27 marca 2018


J 13,21

Jezus w czasie wieczerzy z uczniami swoimi doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi”.  

Już na pierwszej Eucharystii i najbardziej podniosłym spotkaniu „hierarchicznej” struktury Kościoła ciąży bolesny cień zdrady. Apostołowie naprawdę poczuli się zakłopotani  wyznaniem o zdrajcy. Ja sam czytając te słowa przeżywam pewien dyskomfort duszy- być może jestem wpisany w jakieś „kolegium przekupnych zdrajców.” Jestem pierwszym z grzeszników !  Kościół dzisiaj też jest w Wieczerniku- z tymi czystymi i nieskazitelnymi, co jak Jan spoczywają słodko na piersi Zbawiciela, jak również i z  tymi, co jak Judasz wejdą w ciemność lub jak Piotr który zadrży o własne życie zapierając się wielokrotnie. Tu już nie ma żartów, tu na jaw wychodzą poważne sprawy, które w ostatecznym rozrachunku staną się osobistym sprawdzianem każdego człowieka. Ostatecznie zawsze pozostanie pytanie o miłość. Pocieszają mnie za każdym razem czytane słowa św. Sylwana z góry Athos: „Trzymaj swoją duszę w piekle, lecz nie trać nadziei.” Tak pełna ciepła i duchowych treści wieczerza sederowa, zostaje przerwana przez bolesną konieczność wskazania zdrajcy. „Czy to może ja, Panie ?”- to pytanie wypisywało się na twarzy każdego z siedzących tam mężczyzn, tylko migotliwe i nerwowe drgania oczu, pot na czołach, wskazywały na wiszącą w powietrzu niepewność. „Wśród trzydziestu srebrników, które brzęczą w kieszeni Judasza, znajduje się i moja część. Również ja, nie tylko najwyżsi kapłani, jestem zleceniodawcą. Również ja zapłaciłem. A Judasz jest tylko nieszczęsnym dowodem moich wszystkich zdrad”. Judasz- przyjaciel Jezusa, zamacza kawałek macy w misie i wychodzi w ciemność. Pozornie nie ma już odwrotu. Pierwsze dramatyczne odrzucenie Boga; po nim przyjdzie litania innych- mniej lub bardziej spektakularnych odtrąceń. Jedno tylko pytanie nie pozwala zachować spokoju. Dlaczego nikt za Judaszem nie wyszedł. Przecież to ich brat w kapłaństwie ? Jakże pozbawione współczucia i ogłady będą późniejsze sądy chrześcijaństwa nad tym pogubionym człowiekiem. Ile ekskomunik wyleje się w ust tych, których Ewangelia będzie zapraszała do przebaczenia i miłości ponad wszystko. Nawet liturgiczne teksty przeniknie ten gorzki wyrzut: „I oto nieprawy, trzymając w ustach niebiański chleb, przygotował zdradę Zbawiciela... Karmiciela i Pana sprzedaje, który go umiłował, wydaje na śmierć... Lepiej by było, tobie Judaszu, gdybyś nie został poczęty w łonie matki. Lepiej by było tobie zdrajco, gdybyś się nie urodził. Ty, oddzielony od Syna Bożego.” Jakże bolesne są te słowa. Judasz Apostoł- zdrajca i jednocześnie zdradzony. „Ta pierwsza komunia rodzącego się Kościoła była pierwszym sprzeniewierzeniem się. Została nam ofiarowana miłość, która nam karze wyrzec się samych siebie. Pierwszy Kościół zdradził Jezusa, zanim Judasz przyszedł Go pojmać. Był to pierwszy fakt z długiej historii miłości i zdrady Kościoła, który posiada w sobie Chrystusa i zdradza Go nieustannie. Była to zdrada miłości”.  To mądra lekcja dla każdego z nas. Nie bądźmy zbyt pochopni w wydawaniu jakichkolwiek sądów o innych. Bądźmy miłosierni i spoglądający w otchłań własnego serca bo tam również może brzęczeć dźwięk rozsypanych srebrników. Przeniknięte głęboką nadzieją zdają się być słowa Evdokimova: „Miłosierdzie Kościoła nie zna granic, niesie ono los zbuntowanych i składa go w dłonie Ojca.”

poniedziałek, 26 marca 2018


J 12,3-7

 Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który Go miał wydać: „Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?” Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. Na to Jezus powiedział: „Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie”.  

Ewangelia przenosi nas do Betanii, do domu bliskich przyjaciół; miejsca niezwykle ważnego sercu Jezusa. Atmosfera tego spotkania jest jak zawsze pełna ciepła, wdzięczności i miłości. Marta i Maria, siostry Łazarza, mają za co, dziękować Panu. Sam Łazarz nie opuszcza na krok Tego, który dał mu jeszcze jedną szansę oglądania świata i radości z daru życia. Marta jak zawsze zakrzątana, aby na stole nic nie zabrakło, a jej siostra wpatrzona w Jezusa, przemawia do nas nie tylko ufnością wiary, ale również śmiałym gestem którego wonność przepełni cały dom. Olejek nardowy- aromatyczny, intensywnie wnikający w skórę, tak że można jego zapach odczuwać przez kilka dni. „Woń boskich maści- powiada św. Grzegorz z Nyssy- nie jest zapachem wyczuwanym przez nozdrza, lecz wonią pewnej, niematerialnej i umysłem poznawalnej mocy, która wraz z tchnieniem Ducha umożliwia wdychanie słodkiej woni Chrystusa”. Maria musiała wydać mnóstwo pieniędzy na ten wonny balsam, bowiem kosztował mnóstwo pieniędzy. Święte marnowanie, które tak poruszyło fałszywie zatroskanego o ubogich Judasza. W tej scenie dokonuje się coś więcej, niż higieniczne namaszczenie, świadczące o wdzięczności domowników. To gest miłosierdzia- symbolicznie zapowiadający dzień pogrzebu i namaszczenia Jezusa. Wszystko dzieje się przed Paschą, a więc ostatnie dni i godziny, przed dramatycznymi wydarzeniami w Jerozolimie. Kobieta przez gest namaszczenia przenosi nas już, do kwitnącego, pięknego ogrodu gdzie będzie znajdował się grób wykuty w skale, i gdzie w poranek wielkanocny niewiasty udadzą się namaścić Jego ciało. „Oby starczyło duchowego oleju w naczyniach naszych dusz, abyśmy nie tracili czasu na zakupy, i mogli z niego korzystać w czas chwały, śpiewając: Błogosławcie Pana” (hirmos). W Ewangelii pojawia się jeszcze drugie podanie mówiące o namaszczeniu, ale z rąk innej kobiety- jawnogrzesznicy. W domu faryzeusza pojawia się kobieta poraniona licznymi grzechami i swoimi łzami obmywa stopy Pana. Wyciera je własnymi włosami i namaszcza aromatycznym olejem. Ilustruje dla nas tę scenę katyzma prawosławnej jutrzni: „Przyjacielu człowieka, nierządnica przystąpiła do Ciebie, miro ze łzami wylewając na Twoje nogi, i z Twego polecenia wybawiona została od smrodu zła, zaś uczeń Twój niewdzięczny (Judasz) odrzuca łaskę i odziewa się smrodem, z żądzy srebra sprzedaje Ciebie.” My również jako mistyczne członki Ciała Chrystusa- czyli Kościół, mamy być miłą wonią Chrystusa. Powie św. Paweł: „Lecz Bogu niech będą dzięki za to, że pozwala nam zawsze zwyciężać w Chrystusie i roznosić po wszystkich miejscach woń Jego poznania. Jesteśmy bowiem miłą Bogu wonnością Chrystusa, zarówno dla tych, którzy dostępują zbawienia, jak i dla tych, którzy idą na zatracenie; dla jednych jest to zapach śmiercionośny- na śmierć, dla drugich zapach orzeźwiający- na życie” (2 Kor 2,14-16).

niedziela, 25 marca 2018


Mk 11, 7-10

 Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili na nie swe płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki ścięte na polach. Ci zaś, którzy Go poprzedzali i którzy szli za Nim, wołali: «Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego, Dawida, które nadchodzi. Hosanna na wysokościach!»

Niedzielą Palmową- antycypacją uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, rozpoczynamy celebrację najważniejszych wydarzeń, stanowiących szczyt i źródło liturgicznego obchodu Kościoła. Przez kilka dni poprzedzających Paschę staniemy się „bezpośrednimi” uczestnikami najbardziej podniosłych i przenikniętych duchowymi treściami scen. Przejdziemy ostatnią ziemską drogą Jezusa; wejdziemy w dialog Jego duszy, zmaganie, lęk i osamotnienie. Być może pojawi się dar łez- niczym dar źródła które wytrysnęło dla zmęczonego wędrówką Izraela na pustyni. Zatopimy obumierającego w nas grzesznika w sadzawce chrztu, której woda poruszona niewidzialną dłonią świetlistego Anioła, stanie źródłem wytryskującym ku pełni życia. Dostrzeżemy odważną i pełną akceptacji miłość Maryi- Matki Bolesnej- ufającej do końca i wraz z Ukochanym Synem zbierającej pokłosie ludzkiej niesprawiedliwości i odtrącenia. „Bóg, który nakłada krzyż, pomaga nam go nieść” (Tichon Zadoński). Prześledzimy zmagania apostołów, od ich wewnętrznych dylematów, aż po zdumienie dzięki nowo rozbudzonej nadziei i wierze w Zmartwychwstałego. „Nikt nie rodzi się chrześcijaninem, każdy chrześcijaninem się staje”-  twierdził Tertulian. Te kadry złożone w jedną teologiczną opowieść staną się przesłaniem dla nas dzisiejszych ludzi wiary- ciągle dorastających do bycia uczniami Chrystusa. W bliskości Mistrza znajdą się najwierniejsi przyjaciele, jak również i zdrajcy zasklepieni własnym interesem lub tchórzostwem, bezsilną niemożliwością udźwignięcia osobistego krzyża. Pomimo tych ludzkich dylematów, wszystkich tych ludzi obejmą przytwierdzone do krzyża dłonie cierpiącego Baranka. Jego czułe spojrzenie przenika historię świata, stając się potwierdzeniem największej miłości nowego Adama który przyszedł ocalić grzesznika. Liturgia i ikonografia odsłoni przed nami narracje, które staną się naszymi wewnętrznymi odpowiedziami wiary. Wielkopostna droga pokajania musi mieć swój finał w odzyskaniu utraconej przez grzech wolności dzieci Bożych. „Nie wystarczy opuścić Egipt, trzeba jeszcze wejść do ziemi obiecanej”- pisał św. Jan Chryzostom. Nasza Via Crucis przecina się z zawsze z drogą Męża Boleści. Uroczysty wjazd Chrystusa do Jerozolimy wypełniony na pozór radosnym introitem Hosanna, zorientuje chrześcijan w perspektywie Krzyża. „Krzyż objawia przeznaczenie świata, który Chrystus prowadzi do przekształcenia w Bogu.” Bardzo szybko radosne Hosanna- „błagam, zbaw mnie Boże,” zabrzmi zgoła inaczej: „Na krzyż z Nim !” Euforia skandowanej radości przeobrazi się w język niebywałej sadystycznej ludzkiej kaźni. „Gromadzimy się, aby wspominać śmierć naszego Pana- powie św. Augustyn- kiedy celebrujemy to wydarzenie na sposób misterium, nie zadowalamy się przywoływaniem jakiegoś zdarzenia z przeszłości w dniu, w którym miało ono miejsce, lecz przywołujemy je w taki sposób, aby wziąć w nim udział.” Trzymamy w dłoniach palmy, ale one nie tylko wyrażają naszą radość, lecz również symbolizują drzewo na którym jedyny Sprawiedliwy złoży siebie w ofierze „za życie świata” i cud nowego życia które wytryśnie lada chwila z zapieczętowanego szczelnie grobu. Wyrażają to pełne podniosłego nastroju teksty Kościoła Wschodniego: „Ponieważ związałeś nieśmiertelną otchłań i uśmierciłeś śmierć, i świat wskrzesiłeś, dzieci z palmami sławiły Ciebie, Chryste, jak zwycięzcę i wołały do Ciebie: Hosanna Synowi Dawida” (ikos). Patrzymy na oślicę niosącą na swym grzbiecie Króla, ale tak naprawdę to Kościół ma stać się najpokorniejszym dźwigarem i rozdawcą najpokorniejszej miłości. Odkupienie człowieka i świata- wyrażone w bogactwie treści i znaczeń; Chrystus wchodzący w otchłań śmierci i wychodzący jako Zwycięzca, a ludzkość wraz z Nim. „Wszystkie drzwi naraz się otwierają- pisał P. Claudel- wszystkie przeciwieństwa się rozpływają, wszelkie sprzeczności się rozwiewają.” Nie pozwólmy sobie na to, aby pozostać poza tymi wydarzeniami- jako widz lub, co tragiczniejsze- niedowiarek. Kończę to rozważanie słowami modlitwy zaczerpniętej z Sakramentarza Gelazjańskiego: „Boże, sprawiedliwością jest Ciebie miłować i kochać, pomnóż w nas dary swej niewymownej łaski; a jak sprawiłeś, że przez śmierć Syna Twego pokładamy nadzieję w tym, co wierzymy, tak spraw przez Jego zmartwychwstanie, abyśmy doszli tam dokąd zmierzamy.”