poniedziałek, 26 listopada 2018


Ps 24  

Kto wstąpi na górę Pana,
kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
którego dusza nie lgnęła do marności.

Każdy z nas nosi w sobie głębokie i utrwalone wspomnienia z dzieciństwa bardzo intensywnie połączone z przeżywaną zewnętrznie wiarą. Pamiętam kiedy jako mały chłopiec próbując mówić do Boga, patrzyłem w niebo i wyciągałem wysoko dłonie; towarzyszyło mi przekonanie że On mnie widzi i za chwilę wychyli się z błękitnie umalowanego nieba. Biegłem na łąkę i kładłem się na ziemi wypatrując ufnie znaku. Dziecko intensywniej przeżywa komunikaty rodziców, że Bóg jest wysoko i przybliża się w momentach kiedy Go usilnie o coś błagamy. Znamienne jest w chrześcijańskiej rzeczywistości modlitwy- wychylenie ku Bogu- jest zawsze orientacją ku Misterium. Orygenes błyskotliwy teolog twierdził, że „najprostszy nawet chrześcijanin wie dobrze, że każde miejsce na świecie jest częścią wszechświata, a cały świat jest świątynią Boga; modląc się więc w dowolnym miejscu, zamyka oczy zmysłowe, otwiera oczy duszy i wznosi się ponad świat cały; nie zatrzymuje się na szczycie nieba, lecz wznosząc się myślą ponad niebo, prowadzony przez ducha Bożego, jak gdyby opuścił już świat...” Liturgia w całej duchowo- symbolicznej konstrukcji modeluje w ludziach postawę otwartości, jak również integruje w sposób niezwykle harmonijny ciało i duszę w akcie uwielbienia, dziękczynienia czy prośby. Dzięki modlitwie zachwytu i prostodusznego pragnienia Boga, wstępuje się w wieczność, doświadczając pokoju, miłości i nadziei – „oczy ducha stają się oczami gołębicy” przedzierającej się przez warstwy niepoznania, pustki i brakowi adekwatności słów zdolnych opisać cudowną aurę spotkania.  „Człowiek modli się tak, jak żyje, a żyje tak, jak kocha” – pisał J. Corbon. Dynamika modlitwy- jej intensywność zależy od intensywności „wychylenia ku górze.” Zawsze mnie poruszają wczesnochrześcijańskie obrazy orantów na ścianach katakumb, czy późniejsze bizantyjskie interpretacje tego tematu. „Wyciągam ręce jako ofiarę Panu. Gdy stoję z wyciągniętymi rękoma oznacza to postawiony krzyż. Alleluja !” (Ody Salomona). Chrześcijanin z dłońmi skierowanymi ku górze- ewokujący krzyż i zmartwychwstanie- personifikujący w całym pięknie drganie modlitwy, współodpowiedzialny za wspólnotę skoncentrowaną na eucharystycznej uczcie Baranka. Kościół to również orantka na wzór Maryi niosącej Światłość i wypowiadającej bez wahania swoje „fiat.”  W Adwencie modlitwa powinna wybrzmiewać mocniej, rozpinać niebo, aby Ten który przychodzi wpadł w nasze rozpostarte dłonie. Czuwanie połączone z modlitwą, otwiera świątynię serca na Teofanię. Przykleiłem w miejscu najlepiej widocznym dla wszystkich kartkę z cytatem św. Jana Chryzostoma o domu chrześcijańskim jak miejscu nieustannej modlitwy: „Niech twój dom będzie kościołem; wstań w środku nocy. W nocy dusza jest czystsza, lżejsza. Zachwycaj się twoim Mistrzem. Jeśli masz dzieci, obudź je i niech przyłączą się do ciebie we wspólnej modlitwie.” Często  budzę się w nocy, tuląc do siebie płaczącego synka, szeptając z ufnością: Kocham Cię, Boże !

niedziela, 25 listopada 2018


W owym czasie wystąpił Jan na Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki. Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i psa skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny... (Mt 3,1-12).

Pustynia dla współczesnego człowieka, usadowionego w zabieganej egzystencji może wydawać się czymś nazbyt egzotycznym, a nawet przerażającym. Pozbawienie kogoś poczucia bezpieczeństwa, technicznych udogodnień i elektronicznych komunikatorów, mogłoby spowodować sytuację newralgiczną pod każdym względem. Pustynia rządzi się swoimi prawami, dobrze to rozumieją nomadzi akceptujący jej kaprysy, przywykli do natychmiastowej zmiany aury. Pustynia przez wieki wydawała ludzi wielkiego formatu. Pustynia rodzi proroków ! Mężczyzna odziany w skóry i na pierwszy rzut oka szalony, wyprowadza czytelnika Ewangelii na odludzie. Dopiero na pustyni zaczynamy rozumieć głębiej pewne sprawy; tam zaczynamy potrzebować innych ludzi, a nawet za nimi tęsknić. Widzimy wyraźniej siebie... Brat Daniel Ange wymyślił piękne stwierdzenie: „Samotność oddziela od innych, by człowiek mógł stać się bratem każdego.” Dobrze to rozumieli starożytni mnisi, kiedy całymi tabunami zaludniali pustynię; tam odkrywali topografię Raju i ślady stóp przechadzającego się Boga. Ewagriusz z Pontu- mnich i dogłębny znawca ludzkiej natury, pozostawił zaskakującą definicję: „Mnich to człowiek, który odseparował się od wszystkiego, by być złączonym ze wszystkimi.” Takim „mnichem” był święty Jan Chrzciciel- przyobleczony w skóry prorok który zaprzyjaźnił się z pustynią. Była ona dla niego domem, miejscem przepowiadania, przestrzenią w której doświadczało jego serce muśnięć Ducha Świętego. „Pustynia miłuje ludzi nagich”- twierdził Hieronim. Takim był Prorok którego głos kruszył ludzkie serca i sprawiał, że miejsce niebezpiecznie – siedlisko węży i skorpionów, stawało się przestrzenią nawrócenia i łaski. „Anioł na ziemi” – tak Go wychwala Kościół i utrwala na deskach barwna ikonografia. Przydano mu skrzydła i świetliste oczy, aby podkreślić Jego dar przenikania skamieniałych ludzkich wnętrz. „Albowiem mówić o Janie, to prorokować o Chrystusie” – stwierdza św. Ambroży. Modlitewna litania opiewająca wielkość Poprzednika nazywa go kwiatem pustyni. W Adwencie chrześcijanie wychodzą na pustynię; to duchowa wędrówka w głąb swego serca. To zatrzymanie się w zgiełku miasta i wielokrotne wyszeptanie: Marana Tha ! Niektórym jest dane udać się na prawdziwą pustynię, poczuć wiatr i piasek w oczach. Odnaleźć ciszę ! W pierwszych wiekach chrześcijaństwa Ojcowie Pustyni byli ludźmi wewnętrznie spójnymi, żyjącymi w harmonii ze światem który ich otaczał. Oszczędni w słowach, rozmodleni, czasami urokliwi w swoim uszczypliwym poczuciu humoru. Przeczytałem o pewnym pustelniku, który z powodu spiekoty wszedł do jaskini i natknął się tam na lwa. Ten zaczął zgrzytać zębami i ryczeć. Starzec rzekł do niego: „Dlaczego się rzucasz ? Wystarczy miejsca dla mnie i dla ciebie. Jeśli ci się nie podoba, to wstawaj i wychodź stąd.” Lew po chwili uspokoił się i wyszedł z stamtąd. Pomyślałem sobie po lekturze tego fragmentu. Adwent to droga przez pustynię i szukanie schronienia w jaskini. Tam trzeba się zderzyć ze swoimi lękami, obawami i wątpliwościami. Po doświadczeniu pustki i niemocy, wystarczy tylko blask oczu Chrystusa, aby zostać napełnionym nadzieją. Pustynia – miejsce nawrócenia i spotkania !

sobota, 24 listopada 2018


Ps 144

Błogosławiony Pan, Opoka moja,
On moje ręce zaprawia do walki,
moje palce do bitwy.
On mocą i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą,
moją tarczą i schronieniem, On, który mi poddaje ludy.

„Świat żyje, jak gdyby Boga nie było”- słyszymy z ust wielu przenikliwych obserwatorów rzeczywistości i zatroskanych o przyszłość chrześcijaństwa ludzi. Czy płynne i zlaicyzowane społeczności rzeczywiście utraciły z horyzontu przeczucie Boga ? W odpowiedzi na tak niepokojącą diagnozę przychodzą jeszcze inne słowa, sformułowane przez pewnego francuskiego księdza: „Żyj tak, by patrząc na ciebie, było nie do pomyślenia, że Bóg nie istnieje.” Czas przygotowania na przyjście Pana powinien skruszyć w sercach chrześcijan lęk przed niewydolnością i słabością proklamowanej wiary. Przychodzi taki moment kiedy życie musi stać się żywą katechezą; promieniowaniem na zewnątrz łaski, pokojem i światłością. Odkryć sens własnej egzystencji w Bogu- bez jakichkolwiek kompleksów i nieprzychylnych zaczepek ze strony świata. Święta Teresa Wielka pisała: „Niech nic cię nie niepokoi, niech nic cię nie przeraża. Wszystko mija, Bóg się nie zmienia. Cierpliwość osiąga wszystko. Temu, kto ma Boga, nie brakuje niczego. Bóg sam wystarcza.” Te słowa spowite nadzieją, niezwykle mocno korespondują z wielokrotnie powtarzanymi pouczeniami świętego Serafina z Sarowa: „Zdobądź pokój wewnętrzny a wielu wokół ciebie się nawróci.” Wielkość chrześcijaństwa nie wyraża się już w dumnym i triumfalnych pochodzie- tak jak to miało miejsce w pierwszym tysiącleciu- wypowiada się ono przez zaczyn miłości, w twórczej zdolności bycia naprzeciw człowieka zagubionego i wewnętrznie dotkniętego cierpieniem. Chrześcijaństwo nie musi już wyważać drzwi historii, czy ziemskich instytucji- aby zamanifestować swoją obecność. „Moc w słabości się doskonali.” Stało się ciche, pokorne, transparentne, a zarazem charyzmatycznie gwałtowne i skuteczne w mocy terapeutycznego leczenia ran świata. Stać się bezgraniczną przestrzenią Boga ! Zaspokoić duchowy głód świata. Radosna nowina która emanuje z Ewangelii, nie tylko podnosi dachy domów, lecz uzdrawia najtwardsze ludzkie serca. „Słowo Boże jest antidotum na truciznę, jaka żywiła tych, którym brakowało miłości lub którzy ją utracili; przywraca Ono strukturę tkanki psychicznej, która została zniszczona- słyszymy z ust Simone Pacot- w ten sposób ludzie docierają do Paschy, do momentu, kiedy mogą porzucić drogę śmierci, fałszywe przekonanie, aby odrodzić się w płodności.” Tak jak Duch Święty zstąpił gwałtowanie w łono Dziewicy i uczynił Ją miejscem obecności wcielonego Boga- Tabernakulum, tak również uświęca dzieci Kościoła, uzdalniając je do płodnej obecności i świadectwa. Kościół nie może być zatęchły od wzdychania za dawnym splendorem, rozpamiętywania dawnych wieków- obwarowany, czy okopany. Słowa Chrystusa mają udrażniać jego żyły. Sakramenty napełniają go sokami witalności, czyniąc go „mistycznym fundamentem świata.” Każdego poranka wraz z moimi bliskimi odmawiamy modlitwę przypisywaną świętemu Franciszkowi z Asyżu; tchnie z tych słów nadzieja na świat już przemieniony w Bogu. „O Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju. Abym wnosił: Nadzieję, tam, gdzie panuje rozpacz. Światło, tam, gdzie panuje mrok. Radość, tam gdzie panuje smutek...”

czwartek, 22 listopada 2018


Ap 5, 1-10       

Ja, Jan, ujrzałem na prawej dłoni Zasiadającego na tronie księgę zapisaną wewnątrz i na odwrocie opieczętowaną siedmiu pieczęciami... I mówi do mnie jeden ze Starców: «Przestań płakać! Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida, tak że otworzy księgę i siedem jej pieczęci».

Wiara przez wieki zanurzona w kulturze multiplikowała barwne i rozpłomienione ludzkim umysłem wyobrażenia Boskiego finału dziejów. Wczytując się w końcowe stronnice Nowego Testamentu, ludzie wiary, próbowali ograniczonością umysłu i serca dotknąć choć fragmentu świata na którego widnokręgu pojawi się zwycięski Lew Judy. Symbole zrodzone z nadmiaru światłości w głowie już sędziwego Jana Apostoła zdają się tkać cudowny dywan po którym można odbyć przechadzkę ku bramie przemienienia czasu i przestrzeni. „Dalejże więc- pisał ogarnięty radością Henryk Suzo- serce, rozum i uczucie, zstępujcie w bezkresną przestrzeń rzeczy najbardziej umiłowanych.” Apokalipsa jest fascynującym zapisem końca i jednocześnie początku- już przeobrażonego świata w Bogu. Księga ta ze zdumiewającą siłą pozwala widzieć sens egzystencji w Zmartwychwstaniu i Pięćdziesiątnicy Chrystusa. Odsłania się zasłona i historia nabrzmiała od ludzkich dramatów i osobistych tragedii- galopująca na linii czasu wchodzi w pełnię rozkwitając ferią i pięknem świata którego kontury próbowała szkicować ludzka wyobraźnia. Czy ten świat w którym się rodzimy, wzrastamy, zdobywamy potrzebne umiejętności, kochamy i przeżywamy paletę różnorodnych emocji- jest jedynym z możliwych obszarów naszego przebywania ? „Ten, kto nie może zobaczyć, co jest za zasłoną, nie ma prawa powiedzieć, że tam nie ma niczego”(H. Kung). Mamy prawo nosić w sobie głębokie przeświadczenie o niezwykłym świecie Boga. Pierwsi wyznawcy wznosili modlitewne westchnienie: „Niech przyjdzie łaska i przeminie ten świat” (Didache). Chrześcijaństwo elastycznie posługuje się słowem: Nadzieja. Jestem przekonany, że nosimy w sobie obraz wieczności. W końcu jesteśmy ludźmi tęsknoty- Adwentu. Nadzieja uchyla niewidoczne drzwi naszej wyobraźni podprowadzając na paluszkach, cichutko ku Temu, który jest Zmartwychwstaniem i Życiem. Zdecydowanie łatwiej się żyje i umiera, będąc człowiekiem głęboko wierzącym. Noszę w sobie głębokie przekonanie, że spełnią się słowa Chrystusa które skierował do Natanaela: „Zobaczysz jeszcze większe rzeczy” (J 1,50).  Wieczność jest Boża i ludzka. Współpracujemy z Bogiem, aby ją osiągnąć. Cała nasza historia jak również sekwencje towarzyszących naszemu życiu wydarzeń, są wzlotem ponad teraźniejszość. Nieustannie transcendujemy naszą egzystencję. Dzięki temu przyszłość- jak wyraził to w swoich intuicjach rosyjski filozof Frank- nie jest po prostu przed nami, lecz stanowi część historii, teraźniejszość przeczuwaną, przeduczestniczącą, już realną. „Ponieważ Bóg istnieje, ja jestem nieśmiertelny- pisał z eschatologiczną wrażliwością Dostojewski- Moja nieśmiertelność jest nieodzowna choćby dlatego, że Bóg nie zechce zgasić na zawsze płomienia miłości, który zapłonął dla Niego w moim sercu”.  

środa, 21 listopada 2018


Mt 24, 37

Jezus powiedział do swoich uczniów: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.

W życiu Cerkwi której jest dzieckiem i w której posługuję jako kapłan, już intensywnie zaczęliśmy przeżywać czas przygotowania na przyjście Pana.  Adwent- jest niczym piękna tkanina; utkany z różnorodnych sensów i znaczeń: przyjście, oczekiwanie, tęsknota, radość, obdarowanie, a nade wszystko subtelna bliskość Boga. Posłużę się słowami Rahnera: „I znów jest adwent w Twym, Kościele Boże. Znów wracamy do modlitwy, tęsknoty, wyglądania, do pieśni nadziei i obietnicy. Wszelka niedola ludzka, wszelki niedosyt, całe wierzące oczekiwanie zbiega się znowu w tym jednym słowie: Przybądź ! Nie zwlekaj ! Bo przecież już przyszedłeś, przecież już rozbiłeś miedzy nami swój namiot. Przecież już podzieliłeś z nami całe nasze życie… Czy mógłbyś przyjść jeszcze bliżej, niż już przyszedłeś, wchodząc tak głęboko w naszą zwykłość, że nie umieliśmy Cię odróżnić do innych ludzi ? A jednak o Boże nasz, któryś nazwał siebie Synem Człowieczym, mówimy Ci wciąż, modlimy się ciągle: Przybądź !” Adwent jest szczególnym momentem uchylenia niebios i zstępowania Emanuela do naszego życia, jak również czujności serca i wypatrywania znaków Paruzji. Za każdym razem przeżywam ten czas inaczej, stając naprzeciw minionych wydarzeń i próbując zgłębić te sprawy w taki sposób w jaki to uczyniła Maryja-ciągle świeży i aktualizujący. Dostrzegam i kontempluję w milczeniu największą z tajemnic chrześcijańskiej wiary. Zwiastowanie jest „początkiem naszego zbawienia i objawieniem odwiecznej tajemnicy: Syn Boga staje się Synem Dziewicy i Gabriel głosi łaskę”. Nie zrozumiemy tego do końca, możemy jedynie poddać się zdumieniu. „Teologia zajmuje się sprawami nadprzyrodzonymi i ciągle napotka na tajemnice- pisał Newaman- których rozum nie może wyjaśnić ani do których nie można się przystosować…” Adwent jest podążaniem po niełatwych tropach wiary i odkrywaniem przenikającej serce Maryi radości z tego, że w Niej „Słowo stało się Ciałem”. Jest również drogą wątpliwości i wycofania świętego Józefa. Mocowania się z racjami rozumu który i tak poniesie klęskę pod naporem argumentów serca. Misterium fidei ! „Maryja jako osoba obdarzona wolnością nie jest biernym narzędziem. Nie jest Ona tylko łonem, przez które przechodzi Słowo, które staje się ciałem. Jej chwała nie polega jedynie na wykarmieniu własnym mlekiem Syna Bożego” (E.B. Siegl). W jakimś sensie wszystko, co staje się udziałem Dziewczyny z Nazaretu, staje się błogosławionym udziałem każdego chrześcijanina. Wyraża się to w postawie przyjęcia Chrystusa, jako największego daru. Maryja jawi się jako pierwsza współpracowniczka Boga, a za Nią podąża Kościół w tej charyzmatycznej i profetycznej misji. Obwieszczać zagubionemu światu miłość. Trzeba wyraźniej wpatrywać się w Nią, odkrywać Jej talent wiary- potencjał wielkich możliwości, postawę bycia dla Boga. W sercu adwentowych liturgii Oblubienica Kościoła i Baranka, będzie nas prowadzić w oświetlonym blaskiem świec- korowodzie ludzie szczęśliwych nad których domostwami zatrzyma się w pewnym momencie betlejemskie światło pokoju- zwiastujące- że On już przyszedł ! Hodegetria- „Ta, która wskazuje drogę”.

poniedziałek, 19 listopada 2018


Jak błyskawica wybiega ze wschodu  jawi się na zachodzie, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Nagle objawi się wszystkim i nikt nie będzie potrzebował pytać, czy Chrystus jest tu, czy tam- św. Jan Chryzostom

Chrześcijaństwo zostaje zaproszone do postawy czujności i gotowości na przyjście Pana. Tylko nieustanna świadomość adwentu, stawia ludzi wierzących w perspektywie przyszłości, której centralnym momentem będzie Parousia- triumfująca obecność, przybycie i objawienie się Chrystusa- połączone z odnowieniem człowieka i świata. W jednym ze swoich listów św. Paweł napisał, że powinniśmy spieszyć się w życiu, albowiem czas jest zwodniczy (1Kor 7,29). „Wszystkie dni naszego życia przeżywamy tak, jak gdybyśmy w pośpiechu i niedbale przepisywali „na brudno” nasze dzieje, planując że, pewnego dnia przepiszemy ten „brudnopis” na czysto. Żyjemy tak z roku na rok, nie dokonując dokładnie i w pełni tego, czego możemy dokonać. Usprawiedliwiamy się, przy tym, że przyjdzie na to czas. Wmawiamy sobie: później coś jeszcze w tym życiu osiągnę; można będzie zrobić to później; któregoś dnia przepiszę to na czysto…” (A. Bloom). Widać w tych słowach potrzebę przeżywania swojego życia w perspektywie nadejścia Pana. Tak porządkować swoje życie, aby się później nie zdziwić i  nie zawstydzić; wiele chciałem uczynić- a wszystko to, okazało się słomianym zapałem. Obraz chrześcijanina z zapaloną lampą w dłoni i przepasanymi biodrami, wyraża błogosławione napięcie- wypełnione miłością Oblubienicy Kościoła do swojego Umiłowanego. Powinniśmy sobie nieustannie uświadamiać prawdę, iż żyjemy w eonie eschatologicznym, który odmierzany za pomocą naszych ziemskich zegarów przybliża nas ku aktualizacji Dnia Pańskiego, który dokonuje się „teraz”- przekraczając ową błogosławioną chwilę, poczuciem „opóźniania się”. Bóg przekracza nasz czas, dowodząc, że chwila Jego nadejścia, nie jest możliwa do uchwycenia i przewidzenia. Czasami Bóg się spóźnia, aby sprawdzić czy potrafimy na Niego cierpliwie czekać. Mamy czuwać i przeżywać życie w wierności Panu i pokornemu poddaniu się mądrości Ewangelii- która usuwa z serc poczucie lęku i objawia nadzieję zmartwychwstania i nowego świata. Czuwanie, nie polega na założeniu rąk i wpatrywaniu się w niebo; jest maksymalnym przeżywaniem egzystencji, która uobecnia tu i teraz Królestwo Boże. Czuwanie opromienione światłem lampy, do której dolewa się systematycznie oliwę wiary. Hilary z Poitiers nazywa lampę „promieniującym światłem duszy, oświetlonej sakramentem Chrztu Świętego”.   Chrześcijanin staje się w pełni człowiekiem, kiedy jego dusza zostaje rozświetlona blaskiem wiary.  Staram się wbrew odczuwalnemu  pesymizmowi świata,  żyć nadzieją i trwać na modlitwie, wołając: Marana Tha !

niedziela, 18 listopada 2018


Łk 21,20-28

Jezus powiedział do swoich uczniów: … Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”.

Lektura dzisiejszej Ewangelii, może jednych wprawić w zakłopotanie, a innych w niepokorną ciekawość. Wielu ludzi żyje w napięciu wypatrywania niezwykłych znaków na firmamencie nieba. Jeszcze inne towarzystwo, próbuje w ciemno wróżyć- kiedy nastąpi koniec świata; bawiąc się w niepoprawnych krzykaczy głoszących nadejście czasu rozpaczy. Świadkowie Jehowy już kilka razy wyliczali nadejście nowego świata, jeszcze inni w chorobliwych ekstazach (raczej pod wpływem delirium narkotycznego) popełniali zbiorowe samobójstwa; ale ich wizje i czyny okazały się kompletnie niezgodne z zamysłem Pana Boga. Fałszywi prorocy, prognozujący koniec wszystkiego, sekty zniewalające umysły ludzi, oznaczające w kalendarzu destrukcyjny finał grzesznego świata- cóż, budzą politowanie. Pozostają jeszcze chrześcijanie; jak zawsze spokojni- z wiarą chodzący po ziemi, a unoszący od czasu do czasu dyskretnie głowę ku górze. Wiara jest również oczekiwaniem…, wypatrywaniem rozbłyskującego na horyzoncie światła. Najczęściej wyobrażam sobie nadejście Syna Człowieczego, jako doskonalszą ikonę Przemienienia. Przypominają mi się słowa św. Symeona Nowego Teologa: „Bóg jest Światłością i ci, których czyni godnymi, by Go widzieli, widzą Go jako Światłość”. Noszę w sobie głębokie przeświadczenie, że tak właśnie będzie. Moja twarz i twarze moich bliskich (jak również całe rzesze ludzi… nie tylko 144 tyś. wybranych w wyniku parcelacji władzy), zostaną przeniknięte światłością. Mam nadzieję, że tak będzie wyglądało Królestwo Boże przychodzące w mocy. Światłość stanie się przejawem Bożej wspaniałości, oczekiwanej bliskości…, fascynującego „spektaklu zadziwienia”. Jakże w tym marzeniu, stają się bliskie słowa św. Pawła: „ujrzymy Boga twarzą w twarz i zobaczymy Go takim, jakim jest”. Bóg zdejmie z naszych twarzy maski i pozwoli nam uchwycić blask swego Bóstwa. Finał będzie dopełnieniem dokonanego już w czasie, wydarzenia naszego Chrztu- gdzie oświeceni światłem, zostaliśmy uzdolnieni ku wyjściu, naprzeciw Chrystusa. Pragnę zakończyć rozważanie, pouczeniem św. Hieronima: „ Wyrzekamy się w misteriach (chrzcie) najpierw tego, który jest na zachodzie, który umiera dla nas wraz z grzechami, przeto zwróceni twarzą na wschód zawieramy przymierze ze Słońcem sprawiedliwości i przyrzekamy, że będziemy mu służyć”.