czwartek, 29 listopada 2018


Łk 21, 20-28

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec huku morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie».

Nasilające się erupcje społecznego niezadowolenia, pokazują jak bardzo kruche i efemeryczne jest nasze poczucie pewności oraz bezpieczeństwa. Chrystus zapowiada stan zaskakującego i paraliżującego momentu próby. W Starym Testamencie, trzęsienia ziemi opiewały zwycięskiego Boga, który kroczył przez pola Edomu, a ziemia pod Nim drżała: „Góry drżały przed obliczem Pana” (Sdz 5,4). „Pan króluje, drżą narody, zasiada na cherubach, a ziemia się trzęsie”- wykrzyczy natchniony psalmista (Ps 99,1). Trzęsienie ziemi towarzyszy Bogu, gdy pojawia się jako Sędzia. Kiedy Bóg objawił się na Synaju, „rozległy się grzmoty z błyskawicami, a gęsty obłok rozpostarł się nad górą i rozległ się głos potężnej trąby, tak że cały lud w obozie drżał ze strachu” (Wj 19,16). W wyroczniach prorockich głód i pragnienie są oznakami sądu. Apokalipsa- ostatnia księga Biblii, roztacza wizję poruszenia wszystkiego, kiedy zostaje złamana szósta pieczęć. Tutaj zdaje się sypać cały świat, niczym domek z kart. Czy takie wydarzenia będą miały miejsce, czy tylko stanowią terapeutyczny zbiór obrazów, mających na celu przebudzić świadomość ludzi ? Nie wiem, co się wydarzy. Mamy nadzieję, że te obrazy nie będą aż tak rzeczywiste, jak rysuje je Biblia. Osobiście chciałbym, żeby to były tylko boskie metafory- pedagogiczne strategie wyzwalające uśpione dobro... Jedyne, co możemy zrobić to ufać Bogu. Już na samym początku Księgi Rodzaju Bóg ukazuje się jako Ten, który obejmuje wszystko: niebo, ziemię, przestrzeń i czas. Jest Życiem, udzielającym stworzeniu życia. W Apokalipsie jest Panem historii, interpretatorem dziejów- Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec. „Lepiej nie mówić, że świat ma dwa końce: wojny, powstanie narodu przeciw narodowi, królestwa przeciw królestwu, głód, zarazy, trzęsienia ziemi, wymieranie immanentnych następstw zła i – przemienienie świata, nowe niebo i nowa ziemia, powtórne przyjście Chrystusa”(M. Bierdiajew). Mistrz w jakiś sposób uspokaja swoich wyznawców, nie dajcie się zwieść fałszywym prorokom, nie dawajcie wszystkiemu wiary… Miejcie pogodne usposobienie, zachowując w sercu nadzieję. Przez pryzmat nadziei, można zobaczyć więcej- sięgnąć dalej, uspokoić emocje. Wiara podpowiada nam jedno: nie bój się, wszystko będzie dobrze ! Ów dzień- oznacza dzień Epifanii, czyli pojawienia się w chwale, Paruzji- obecności Pana, dzień sądu nad światem i uwielbienia Kościoła. To, co się wydarzy w czasie- choćby najbardziej katastroficznego- ostatecznie będzie zwycięstwem Boga. Dlatego też starożytni chrześcijanie, potrafiąc widzieć dalej, wołali: Christos nika- Chrystus zwycięzcą !

środa, 28 listopada 2018


Mk 1,1-8

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: „Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów...  

Słowo o konieczności nawrócenia rozbrzmiewa z pustyni. Przepowiadanie Jana Chrzciciela ma ogromną moc uczynić z pustyni rozkwitający ogród. Miejscem adwentu jest pustynia. W takiej przestrzeni trzeba zderzyć się z pustką, obcością, poczuciem lęku i brakiem życia. Siedlisko szarańczy, skorpionów i wijących się jak fale wydm piasku. Z drugiej strony to miejsce bezludne staje się przestrzenią zamieszkaną- przestrzenią dla Słowa które ożywia to, co martwe. Pustynia jest miejscem interwencji Boga, tam najczęściej wyprowadza człowieka, aby przemówić do serca. „Istotne by człowiek wiedział, że Bóg go kocha” (Mikołaj Kabasilas). Przez doświadczenie pustyni przechodzi sam Chrystus, pokazując że kiedy człowiek zmierzy się ze swoimi lękami i pokusami, po nich może przyjść tylko śmierć lub rozkwit życia- metanoia. „Jeśliby życie wokół mnie zamieniło się w pustynię, muszę pamiętać że jest to czas próby”. A Bóg zbliża się o wiele bardziej do ludzi poddanych próbie. Współczesne malarstwo jest wypełnione motywem pustyni, surrealistyczne, pełne ekscentryczności, naszpikowane metaforami oraz symbolicznymi wizjami, zaczerpniętymi z otchłani świadomości obrazy choćby Salvadora Dali.  Dla Heideggera człowiek jest zawsze w sytuacji historycznej, jest w świecie i zawsze z innymi. Bez jakiegokolwiek uzasadnienia stawia tezę: „człowiek spadł nie wiadomo skąd i został rzucony w absurdalność świata. Żyje w świecie pełnym trosk, co utrudnia jego poznanie; jest roztargniony, unika siebie samego i staje się przedmiotem anonimowym, bezosobową cząstką społeczeństwa. Świat jest zbudowany z trosk i sztucznych konstrukcji, dlatego ludzkie „ja” jest uchwytne tylko na tle niebytu, nicości. Nicość jest bardziej realna niż złudny, kłamliwy świat. Tylko wolność jest nieograniczona- zdaniem filozofa, i przeciwstawia się śmierci. Na pustyni człowiek czuje się „bogiem bezsilnym”. Dopiero w takim środowisku wychodzi cała prawda o nim samym. Wędrujesz przez wydmy piaskowe i na przestrzeni dziesięciu kroków nogi zapadają się pod ziemię, a po chwili człowiek zapada się po pas- totalna bezradność. Mają rację mistycy muzułmańscy, którzy twierdzą, ze pustynia stwarza możliwości rozwoju „kultu własnego jestestwa wewnętrznego”. Przemierzanie tych obszarów samotności uwalnia człowieka od chęci przypodobania się ludziom, do dostosowania własnego oblicz i własnych gestów do gustów widowni”. Na pustyni jesteśmy skazani tylko na siebie, obnażeni z egoizmu i chęci popisywania się, czy kreowania fałszywego obrazu siebie. To sprawia że jesteśmy najbliżej spotkania się z prawdą o sobie, czasami bolesną ale jakże terapeutyczną. Tu dokonuje się nawrócenie człowieka, chrzest w Duchu i Prawdzie. Wtedy nabierają głębokiego sensu słowa ojców pustyni: „Kiedy nauczysz się żyć bez ludzi, wówczas ludzie zobaczą, że nie mogą żyć bez ciebie”. Tam mocne słowa Jana Chrzciciela muszą rozerwać wszystkie krępujące łańcuchy. Wyzwolić w sobie ogromny, a stłumiony potencjał duchowy… odkryć na nowo łaskę chrztu. Ważne jest wyjście na pustynię, opuścić schematy myślenia, porzucić skrupulatnie zapisany kalendarz, wyjść na otwartą przestrzeń w której można wykrzyczeć z całych sił ból swojej duszy. Wyłączyć komputer, zaryglować „okno na świat”, a wejść w świat Boga. Nie bójmy się porzuceń tych spraw do których przywykliśmy, dać czas który nie posiadam Bogu. Pamiętajmy Pan nadejdzie z pustyni.  

poniedziałek, 26 listopada 2018


Ps 24  

Kto wstąpi na górę Pana,
kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
którego dusza nie lgnęła do marności.

Każdy z nas nosi w sobie głębokie i utrwalone wspomnienia z dzieciństwa bardzo intensywnie połączone z przeżywaną zewnętrznie wiarą. Pamiętam kiedy jako mały chłopiec próbując mówić do Boga, patrzyłem w niebo i wyciągałem wysoko dłonie; towarzyszyło mi przekonanie że On mnie widzi i za chwilę wychyli się z błękitnie umalowanego nieba. Biegłem na łąkę i kładłem się na ziemi wypatrując ufnie znaku. Dziecko intensywniej przeżywa komunikaty rodziców, że Bóg jest wysoko i przybliża się w momentach kiedy Go usilnie o coś błagamy. Znamienne jest w chrześcijańskiej rzeczywistości modlitwy- wychylenie ku Bogu- jest zawsze orientacją ku Misterium. Orygenes błyskotliwy teolog twierdził, że „najprostszy nawet chrześcijanin wie dobrze, że każde miejsce na świecie jest częścią wszechświata, a cały świat jest świątynią Boga; modląc się więc w dowolnym miejscu, zamyka oczy zmysłowe, otwiera oczy duszy i wznosi się ponad świat cały; nie zatrzymuje się na szczycie nieba, lecz wznosząc się myślą ponad niebo, prowadzony przez ducha Bożego, jak gdyby opuścił już świat...” Liturgia w całej duchowo- symbolicznej konstrukcji modeluje w ludziach postawę otwartości, jak również integruje w sposób niezwykle harmonijny ciało i duszę w akcie uwielbienia, dziękczynienia czy prośby. Dzięki modlitwie zachwytu i prostodusznego pragnienia Boga, wstępuje się w wieczność, doświadczając pokoju, miłości i nadziei – „oczy ducha stają się oczami gołębicy” przedzierającej się przez warstwy niepoznania, pustki i brakowi adekwatności słów zdolnych opisać cudowną aurę spotkania.  „Człowiek modli się tak, jak żyje, a żyje tak, jak kocha” – pisał J. Corbon. Dynamika modlitwy- jej intensywność zależy od intensywności „wychylenia ku górze.” Zawsze mnie poruszają wczesnochrześcijańskie obrazy orantów na ścianach katakumb, czy późniejsze bizantyjskie interpretacje tego tematu. „Wyciągam ręce jako ofiarę Panu. Gdy stoję z wyciągniętymi rękoma oznacza to postawiony krzyż. Alleluja !” (Ody Salomona). Chrześcijanin z dłońmi skierowanymi ku górze- ewokujący krzyż i zmartwychwstanie- personifikujący w całym pięknie drganie modlitwy, współodpowiedzialny za wspólnotę skoncentrowaną na eucharystycznej uczcie Baranka. Kościół to również orantka na wzór Maryi niosącej Światłość i wypowiadającej bez wahania swoje „fiat.”  W Adwencie modlitwa powinna wybrzmiewać mocniej, rozpinać niebo, aby Ten który przychodzi wpadł w nasze rozpostarte dłonie. Czuwanie połączone z modlitwą, otwiera świątynię serca na Teofanię. Przykleiłem w miejscu najlepiej widocznym dla wszystkich kartkę z cytatem św. Jana Chryzostoma o domu chrześcijańskim jak miejscu nieustannej modlitwy: „Niech twój dom będzie kościołem; wstań w środku nocy. W nocy dusza jest czystsza, lżejsza. Zachwycaj się twoim Mistrzem. Jeśli masz dzieci, obudź je i niech przyłączą się do ciebie we wspólnej modlitwie.” Często  budzę się w nocy, tuląc do siebie płaczącego synka, szeptając z ufnością: Kocham Cię, Boże !

niedziela, 25 listopada 2018


W owym czasie wystąpił Jan na Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki. Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i psa skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny... (Mt 3,1-12).

Pustynia dla współczesnego człowieka, usadowionego w zabieganej egzystencji może wydawać się czymś nazbyt egzotycznym, a nawet przerażającym. Pozbawienie kogoś poczucia bezpieczeństwa, technicznych udogodnień i elektronicznych komunikatorów, mogłoby spowodować sytuację newralgiczną pod każdym względem. Pustynia rządzi się swoimi prawami, dobrze to rozumieją nomadzi akceptujący jej kaprysy, przywykli do natychmiastowej zmiany aury. Pustynia przez wieki wydawała ludzi wielkiego formatu. Pustynia rodzi proroków ! Mężczyzna odziany w skóry i na pierwszy rzut oka szalony, wyprowadza czytelnika Ewangelii na odludzie. Dopiero na pustyni zaczynamy rozumieć głębiej pewne sprawy; tam zaczynamy potrzebować innych ludzi, a nawet za nimi tęsknić. Widzimy wyraźniej siebie... Brat Daniel Ange wymyślił piękne stwierdzenie: „Samotność oddziela od innych, by człowiek mógł stać się bratem każdego.” Dobrze to rozumieli starożytni mnisi, kiedy całymi tabunami zaludniali pustynię; tam odkrywali topografię Raju i ślady stóp przechadzającego się Boga. Ewagriusz z Pontu- mnich i dogłębny znawca ludzkiej natury, pozostawił zaskakującą definicję: „Mnich to człowiek, który odseparował się od wszystkiego, by być złączonym ze wszystkimi.” Takim „mnichem” był święty Jan Chrzciciel- przyobleczony w skóry prorok który zaprzyjaźnił się z pustynią. Była ona dla niego domem, miejscem przepowiadania, przestrzenią w której doświadczało jego serce muśnięć Ducha Świętego. „Pustynia miłuje ludzi nagich”- twierdził Hieronim. Takim był Prorok którego głos kruszył ludzkie serca i sprawiał, że miejsce niebezpiecznie – siedlisko węży i skorpionów, stawało się przestrzenią nawrócenia i łaski. „Anioł na ziemi” – tak Go wychwala Kościół i utrwala na deskach barwna ikonografia. Przydano mu skrzydła i świetliste oczy, aby podkreślić Jego dar przenikania skamieniałych ludzkich wnętrz. „Albowiem mówić o Janie, to prorokować o Chrystusie” – stwierdza św. Ambroży. Modlitewna litania opiewająca wielkość Poprzednika nazywa go kwiatem pustyni. W Adwencie chrześcijanie wychodzą na pustynię; to duchowa wędrówka w głąb swego serca. To zatrzymanie się w zgiełku miasta i wielokrotne wyszeptanie: Marana Tha ! Niektórym jest dane udać się na prawdziwą pustynię, poczuć wiatr i piasek w oczach. Odnaleźć ciszę ! W pierwszych wiekach chrześcijaństwa Ojcowie Pustyni byli ludźmi wewnętrznie spójnymi, żyjącymi w harmonii ze światem który ich otaczał. Oszczędni w słowach, rozmodleni, czasami urokliwi w swoim uszczypliwym poczuciu humoru. Przeczytałem o pewnym pustelniku, który z powodu spiekoty wszedł do jaskini i natknął się tam na lwa. Ten zaczął zgrzytać zębami i ryczeć. Starzec rzekł do niego: „Dlaczego się rzucasz ? Wystarczy miejsca dla mnie i dla ciebie. Jeśli ci się nie podoba, to wstawaj i wychodź stąd.” Lew po chwili uspokoił się i wyszedł z stamtąd. Pomyślałem sobie po lekturze tego fragmentu. Adwent to droga przez pustynię i szukanie schronienia w jaskini. Tam trzeba się zderzyć ze swoimi lękami, obawami i wątpliwościami. Po doświadczeniu pustki i niemocy, wystarczy tylko blask oczu Chrystusa, aby zostać napełnionym nadzieją. Pustynia – miejsce nawrócenia i spotkania !

sobota, 24 listopada 2018


Ps 144

Błogosławiony Pan, Opoka moja,
On moje ręce zaprawia do walki,
moje palce do bitwy.
On mocą i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą,
moją tarczą i schronieniem, On, który mi poddaje ludy.

„Świat żyje, jak gdyby Boga nie było”- słyszymy z ust wielu przenikliwych obserwatorów rzeczywistości i zatroskanych o przyszłość chrześcijaństwa ludzi. Czy płynne i zlaicyzowane społeczności rzeczywiście utraciły z horyzontu przeczucie Boga ? W odpowiedzi na tak niepokojącą diagnozę przychodzą jeszcze inne słowa, sformułowane przez pewnego francuskiego księdza: „Żyj tak, by patrząc na ciebie, było nie do pomyślenia, że Bóg nie istnieje.” Czas przygotowania na przyjście Pana powinien skruszyć w sercach chrześcijan lęk przed niewydolnością i słabością proklamowanej wiary. Przychodzi taki moment kiedy życie musi stać się żywą katechezą; promieniowaniem na zewnątrz łaski, pokojem i światłością. Odkryć sens własnej egzystencji w Bogu- bez jakichkolwiek kompleksów i nieprzychylnych zaczepek ze strony świata. Święta Teresa Wielka pisała: „Niech nic cię nie niepokoi, niech nic cię nie przeraża. Wszystko mija, Bóg się nie zmienia. Cierpliwość osiąga wszystko. Temu, kto ma Boga, nie brakuje niczego. Bóg sam wystarcza.” Te słowa spowite nadzieją, niezwykle mocno korespondują z wielokrotnie powtarzanymi pouczeniami świętego Serafina z Sarowa: „Zdobądź pokój wewnętrzny a wielu wokół ciebie się nawróci.” Wielkość chrześcijaństwa nie wyraża się już w dumnym i triumfalnych pochodzie- tak jak to miało miejsce w pierwszym tysiącleciu- wypowiada się ono przez zaczyn miłości, w twórczej zdolności bycia naprzeciw człowieka zagubionego i wewnętrznie dotkniętego cierpieniem. Chrześcijaństwo nie musi już wyważać drzwi historii, czy ziemskich instytucji- aby zamanifestować swoją obecność. „Moc w słabości się doskonali.” Stało się ciche, pokorne, transparentne, a zarazem charyzmatycznie gwałtowne i skuteczne w mocy terapeutycznego leczenia ran świata. Stać się bezgraniczną przestrzenią Boga ! Zaspokoić duchowy głód świata. Radosna nowina która emanuje z Ewangelii, nie tylko podnosi dachy domów, lecz uzdrawia najtwardsze ludzkie serca. „Słowo Boże jest antidotum na truciznę, jaka żywiła tych, którym brakowało miłości lub którzy ją utracili; przywraca Ono strukturę tkanki psychicznej, która została zniszczona- słyszymy z ust Simone Pacot- w ten sposób ludzie docierają do Paschy, do momentu, kiedy mogą porzucić drogę śmierci, fałszywe przekonanie, aby odrodzić się w płodności.” Tak jak Duch Święty zstąpił gwałtowanie w łono Dziewicy i uczynił Ją miejscem obecności wcielonego Boga- Tabernakulum, tak również uświęca dzieci Kościoła, uzdalniając je do płodnej obecności i świadectwa. Kościół nie może być zatęchły od wzdychania za dawnym splendorem, rozpamiętywania dawnych wieków- obwarowany, czy okopany. Słowa Chrystusa mają udrażniać jego żyły. Sakramenty napełniają go sokami witalności, czyniąc go „mistycznym fundamentem świata.” Każdego poranka wraz z moimi bliskimi odmawiamy modlitwę przypisywaną świętemu Franciszkowi z Asyżu; tchnie z tych słów nadzieja na świat już przemieniony w Bogu. „O Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju. Abym wnosił: Nadzieję, tam, gdzie panuje rozpacz. Światło, tam, gdzie panuje mrok. Radość, tam gdzie panuje smutek...”

czwartek, 22 listopada 2018


Ap 5, 1-10       

Ja, Jan, ujrzałem na prawej dłoni Zasiadającego na tronie księgę zapisaną wewnątrz i na odwrocie opieczętowaną siedmiu pieczęciami... I mówi do mnie jeden ze Starców: «Przestań płakać! Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida, tak że otworzy księgę i siedem jej pieczęci».

Wiara przez wieki zanurzona w kulturze multiplikowała barwne i rozpłomienione ludzkim umysłem wyobrażenia Boskiego finału dziejów. Wczytując się w końcowe stronnice Nowego Testamentu, ludzie wiary, próbowali ograniczonością umysłu i serca dotknąć choć fragmentu świata na którego widnokręgu pojawi się zwycięski Lew Judy. Symbole zrodzone z nadmiaru światłości w głowie już sędziwego Jana Apostoła zdają się tkać cudowny dywan po którym można odbyć przechadzkę ku bramie przemienienia czasu i przestrzeni. „Dalejże więc- pisał ogarnięty radością Henryk Suzo- serce, rozum i uczucie, zstępujcie w bezkresną przestrzeń rzeczy najbardziej umiłowanych.” Apokalipsa jest fascynującym zapisem końca i jednocześnie początku- już przeobrażonego świata w Bogu. Księga ta ze zdumiewającą siłą pozwala widzieć sens egzystencji w Zmartwychwstaniu i Pięćdziesiątnicy Chrystusa. Odsłania się zasłona i historia nabrzmiała od ludzkich dramatów i osobistych tragedii- galopująca na linii czasu wchodzi w pełnię rozkwitając ferią i pięknem świata którego kontury próbowała szkicować ludzka wyobraźnia. Czy ten świat w którym się rodzimy, wzrastamy, zdobywamy potrzebne umiejętności, kochamy i przeżywamy paletę różnorodnych emocji- jest jedynym z możliwych obszarów naszego przebywania ? „Ten, kto nie może zobaczyć, co jest za zasłoną, nie ma prawa powiedzieć, że tam nie ma niczego”(H. Kung). Mamy prawo nosić w sobie głębokie przeświadczenie o niezwykłym świecie Boga. Pierwsi wyznawcy wznosili modlitewne westchnienie: „Niech przyjdzie łaska i przeminie ten świat” (Didache). Chrześcijaństwo elastycznie posługuje się słowem: Nadzieja. Jestem przekonany, że nosimy w sobie obraz wieczności. W końcu jesteśmy ludźmi tęsknoty- Adwentu. Nadzieja uchyla niewidoczne drzwi naszej wyobraźni podprowadzając na paluszkach, cichutko ku Temu, który jest Zmartwychwstaniem i Życiem. Zdecydowanie łatwiej się żyje i umiera, będąc człowiekiem głęboko wierzącym. Noszę w sobie głębokie przekonanie, że spełnią się słowa Chrystusa które skierował do Natanaela: „Zobaczysz jeszcze większe rzeczy” (J 1,50).  Wieczność jest Boża i ludzka. Współpracujemy z Bogiem, aby ją osiągnąć. Cała nasza historia jak również sekwencje towarzyszących naszemu życiu wydarzeń, są wzlotem ponad teraźniejszość. Nieustannie transcendujemy naszą egzystencję. Dzięki temu przyszłość- jak wyraził to w swoich intuicjach rosyjski filozof Frank- nie jest po prostu przed nami, lecz stanowi część historii, teraźniejszość przeczuwaną, przeduczestniczącą, już realną. „Ponieważ Bóg istnieje, ja jestem nieśmiertelny- pisał z eschatologiczną wrażliwością Dostojewski- Moja nieśmiertelność jest nieodzowna choćby dlatego, że Bóg nie zechce zgasić na zawsze płomienia miłości, który zapłonął dla Niego w moim sercu”.  

środa, 21 listopada 2018


Mt 24, 37

Jezus powiedział do swoich uczniów: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.

W życiu Cerkwi której jest dzieckiem i w której posługuję jako kapłan, już intensywnie zaczęliśmy przeżywać czas przygotowania na przyjście Pana.  Adwent- jest niczym piękna tkanina; utkany z różnorodnych sensów i znaczeń: przyjście, oczekiwanie, tęsknota, radość, obdarowanie, a nade wszystko subtelna bliskość Boga. Posłużę się słowami Rahnera: „I znów jest adwent w Twym, Kościele Boże. Znów wracamy do modlitwy, tęsknoty, wyglądania, do pieśni nadziei i obietnicy. Wszelka niedola ludzka, wszelki niedosyt, całe wierzące oczekiwanie zbiega się znowu w tym jednym słowie: Przybądź ! Nie zwlekaj ! Bo przecież już przyszedłeś, przecież już rozbiłeś miedzy nami swój namiot. Przecież już podzieliłeś z nami całe nasze życie… Czy mógłbyś przyjść jeszcze bliżej, niż już przyszedłeś, wchodząc tak głęboko w naszą zwykłość, że nie umieliśmy Cię odróżnić do innych ludzi ? A jednak o Boże nasz, któryś nazwał siebie Synem Człowieczym, mówimy Ci wciąż, modlimy się ciągle: Przybądź !” Adwent jest szczególnym momentem uchylenia niebios i zstępowania Emanuela do naszego życia, jak również czujności serca i wypatrywania znaków Paruzji. Za każdym razem przeżywam ten czas inaczej, stając naprzeciw minionych wydarzeń i próbując zgłębić te sprawy w taki sposób w jaki to uczyniła Maryja-ciągle świeży i aktualizujący. Dostrzegam i kontempluję w milczeniu największą z tajemnic chrześcijańskiej wiary. Zwiastowanie jest „początkiem naszego zbawienia i objawieniem odwiecznej tajemnicy: Syn Boga staje się Synem Dziewicy i Gabriel głosi łaskę”. Nie zrozumiemy tego do końca, możemy jedynie poddać się zdumieniu. „Teologia zajmuje się sprawami nadprzyrodzonymi i ciągle napotka na tajemnice- pisał Newaman- których rozum nie może wyjaśnić ani do których nie można się przystosować…” Adwent jest podążaniem po niełatwych tropach wiary i odkrywaniem przenikającej serce Maryi radości z tego, że w Niej „Słowo stało się Ciałem”. Jest również drogą wątpliwości i wycofania świętego Józefa. Mocowania się z racjami rozumu który i tak poniesie klęskę pod naporem argumentów serca. Misterium fidei ! „Maryja jako osoba obdarzona wolnością nie jest biernym narzędziem. Nie jest Ona tylko łonem, przez które przechodzi Słowo, które staje się ciałem. Jej chwała nie polega jedynie na wykarmieniu własnym mlekiem Syna Bożego” (E.B. Siegl). W jakimś sensie wszystko, co staje się udziałem Dziewczyny z Nazaretu, staje się błogosławionym udziałem każdego chrześcijanina. Wyraża się to w postawie przyjęcia Chrystusa, jako największego daru. Maryja jawi się jako pierwsza współpracowniczka Boga, a za Nią podąża Kościół w tej charyzmatycznej i profetycznej misji. Obwieszczać zagubionemu światu miłość. Trzeba wyraźniej wpatrywać się w Nią, odkrywać Jej talent wiary- potencjał wielkich możliwości, postawę bycia dla Boga. W sercu adwentowych liturgii Oblubienica Kościoła i Baranka, będzie nas prowadzić w oświetlonym blaskiem świec- korowodzie ludzie szczęśliwych nad których domostwami zatrzyma się w pewnym momencie betlejemskie światło pokoju- zwiastujące- że On już przyszedł ! Hodegetria- „Ta, która wskazuje drogę”.