środa, 3 kwietnia 2019


Jesteśmy zanurzeni w rytmie czasu, odkrywając dowody naszej nieśmiertelności. Pozostały ponad dwa tygodnie do wejścia w Paschę. To dobry czas na bilans lub rewizję własnych postanowień, podjętych zobowiązań i osobistych- drobnych umartwień. To czas leczniczy i terapeutyczny, pozwalający na porzucenie rozmaitych i głęboko schowanych w zakamarkach duszy lęków. Obawy przed porzuceniem, brakiem miłości, akceptacji, czy namacalności i nieuchronności nadejścia śmierci. Patrzę w twarze tych, którzy stoją na opłotkach Kościoła- zbuntowanych, obrażonych, poranionych, pretensjonalnych, płaczących. Rozdawać nadzieję tam, gdzie wiara zdaje się być obumarłą, zmurszałą i ciasną. Człowiek wiary widzi rzeczywistość szerzej i głębiej. Kiedy się pokajam, to Bóg wychodzi naprzeciw- Miłosierny Ojciec- pokazując mi krajobrazy- fascynujące  perspektywy życia. Znowu kiedy zaczynam czuć się bezpieczny w moim mieszkaniu wiary- natrafiam na chropowaty krzyż. Chciałbym do jego niesienia zaprosić ludzi zapętlonych i czujących się na marginesie kościoła instytucji. Niech wyjdą z zaryglowanego szczelnie grobu. Modlę się za tych którzy są mniej szczęśliwi niż ja. Reżyser Andrzej Tarkowski napisał mądre słowa: „Dokądkolwiek się wybieramy, zawsze w gruncie rzeczy będziemy szukali własnej duszy.” Mamy poszukać swojej duszy, to znaczy mojego własnego wewnętrznego świata w którym Bóg Ukrzyżowany i Zmartwychwstały, dokonuje naszego duchowego odrodzenia. Zstąpić do wewnętrznej świątyni. W tym czasie mamy odpocząć, wyciszyć się, przestać biec na oślep. „Odpocząć. To znaczy począć się na nowo”- pisał Norwid. Wydobyć z siebie nowego człowieka- przeobrażonego- utkanego w Duchu Świętym. Chodzi o krzyż, który zostaje wbity w sam środek mojego serca. Baranek, który na nim zawisł- poi mnie strugami swojej miłości- taka jest prawda o Krzyżu. Z tej perspektywy rozpościera się krajobraz ocalenia. Bóg doświadczył odrzucenia i wyniszczenia, abyśmy zrozumieli na czym polega bezinteresowna miłość. Przez Jego chwalebne rany emanuje światło naszego zmartwychwstania. Jak powie w swojej katechezie św. Cyryl Jerozolimski: „Nie umarł wbrew swej woli ani też nie został ofiarą przemocy, ale uczynił to dobrowolnie… Z własnej woli przyjął na siebie mękę, radując się wspaniałym dziełem, ciesząc się przyszłym triumfem i weseląc z powodu zbawienia ludzi. Nie wstydził się krzyża, bo przezeń dawał życie światu…” Nastał czas duchowej wiosny. Nie bądźmy smutni, przygnębieni czy osieroceni. Odkryjmy Krzyż- emanujący światłem. Krzyż, który wyzwala od zwątpienia i bezradności. „Krzyż jest początkiem nieba”- tylko po nim możemy się wdrapać wyżej. Na horyzoncie wydarzeń kamień odpieczętowuje grób i dokonuje się zaskakująca inwazja Życia.

poniedziałek, 1 kwietnia 2019


Ps 30  

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś...
 Panie, mój Boże,
z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

Wielki post jest czasem ocalenia i powrotu... „Chrystus zmarł na krzyżu- tę słabość widzi cały świat; Chrystus zmartwychwstał- tę siłę widzi tylko kochający Go i wierzący w Niego” (M. Bierdiajew). Człowiek zostaje wydobyty z błota grzechu, zamętu i śmierci. Podnoszą nas dłonie Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Chrystusa- przytulając i uobecniając miłość. „Byliśmy umarli z powodu grzechu i niezdolni zbliżyć się do Ciebie, ale Ty dałeś nam najwyższy dowód swego miłosierdzia, gdy Twój Syn, jedyny Sprawiedliwy, wydał się w nasze ręce i pozwolił się przybić do krzyża”- czytamy w rzymskiej modlitwie o tajemnicy pojednania. Wraz z Chrystusem którego okrył całun śmierci, wchodzimy w chłód grobu, aby dokonało się przebudzenie naszego życia; może nawet reanimacja trupa. „Światło zwycięża ciemności, Życie unicestwia śmierć.” To nasz powtórny neokatechumenat i przebudzona z letargu obojętności świadomość chrzcielnego zanurzenia w wodzie- żywiole śmierci i powrocie do świata- jako ktoś zupełnie nowy. Istnieje ścisły związek pomiędzy pojęciem grobu i baptysterium. Święty Paweł porównuje chrzest do grobu; stąd liczne w chrześcijańskiej kulturze baseny chrzcielne, które przyjmują kształt sarkofagu- cysterny z wodą- w kształcie krzyża lub oktagonalnego frigidarium. Utopienie i współpogrzebanie z Chrystusem zostaje wyraźnie zobrazowane w rycie chrzcielnym przez potrójne zanurzenie- figurę triduum paschalnego. „Bądźmy pogrzebani wraz z Nim, aby i z Nim zmartwychwstać”- powie św. Grzegorz z Nazjanzu. „Chrzest oznacza mistyczny pogrzeb i zmartwychwstanie z Chrystusem” (K. Ware). Dzięki boskim misteriom- sakramentom- „łączymy się z Tym, który dla nas się wcielił, przebóstwił, umarł i zmartwychwstał”(M. Kabasilas). Tych teologicznych skojarzeń można przywoływać bardzo wiele, choć sens i przesłanie jest jedno- grób, szczelina świetlistości i nowe życie w Bogu. W liturgii człowiek staje się istotą ocaloną i zmartwychwstałą. Dotyka okruchów wieczności- świetlistej tuniki Chrystusa, której uczepiła się i nie chciała puścić Maria z Magdali w poranek wielkanocny. Jej dusza była ukwiecona i przeobfita od nadmiaru życia. Słońce wzniosło się ponad horyzont, piekło opustoszało, grób człowieczej duszy rozłupał się na dwoje- uchylając swe podwoje Zwycięzcy. „Wszystkie nasze Wielkanoce i każda Eucharystia ma tę moc ostatecznego przejścia”- pisał O. Clement. W ten sposób Kościół staje się przestrzenią rezurekcyjną- soma pneumatikon- ciało utkane ze światła- podniesione ku górze staje się uprzywilejowanym uczestnikiem wieczności- wspólnotą ocalonych wydartych paszczy Lewiatana i śmierci.

niedziela, 31 marca 2019


J 9,1-41
Jezus przechodząc ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia… Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe”- co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. 
 
Ewangelia opowiada nam o niewidomym od urodzenia. My też jesteśmy „niewidomi” jeśli nie fizycznie to przynajmniej duchowo. Potrzebujemy bliskości Jezusa- delikatnego muśnięcia duszy i błota na oczach które zadziała niczym lekarstwo; obmycia w sadzawce sakramentu pojednania. Gdybyśmy uświadomili sobie że jesteśmy ślepi, jakże usilnie szukalibyśmy uzdrowienia ! Pisze o tym doświadczeniu św. Grzegorz Wielki: „Kto więc nie zna blasku wiekuistego światła, jest ślepy; jeśli jednak nie wierzy w Odkupiciela, to jest tym który siedzi koło drogi. Ale gdyby miał wiarę i nie dbał o to, aby prosić o otrzymanie wiecznego światła, i nie modlił się, byłby podobny do tego, kto będąc niewidomym   siedząc przy drodze, ale wcale nie żebrze. Jeśli zaś wierzy i poznaje ślepotę swego serca, i prosi o odzyskanie światła prawdy, jest jak ten, kto będąc niewidomym żebrze siedząc przy drodze. Kto więc poznaje ciemności swej ślepoty, kto pojmuje, że brak mu wiecznego światła, niech woła z głębi serca, niech woła także głosem ducha: "Jezusie, Synu Dawida, zmiłuj się nade mną!". Od pierwszego dnia Wielkiego Postu Mistrz kładzie błoto na nasze oczy, abyśmy dostrzegli to, że nędzni jesteśmy i zasklepieni w sobie. Tak wielu ludzi jest jeszcze w mroku, nie pozwala się zagarnąć uzdrawiającej miłości Boga. Ewangelia przynosi nam radość i światłość- orientuje nas ku Słońcu, które niebawem wzejdzie w wielkanocny poranek. Wszystko zdaje się być przeniknięte szczęściem. Wyraża to antyfona liturgiczna: „Raduj się Jerozolimo, zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie. Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni, weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy”. Połowa drogi za nami- tak blisko jest Pascha ! Nie bójmy się wejść w Chrystusową światłość- zaniewidzieć od nadmiaru światła. Poczuć na twarzy i sercu dotyk Jezusa.  „Niech moje łzy będą mi sadzawką Siloe, abym mógł w niej obmyć niewidome oko mojej duszy ! Wówczas ujrzę, Panie, Ciebie, światłości przedwieczna”- wyśpiewuje Kościół w Kanonie pokutnym św. Andrzeja z Krety. Wybiegnijmy pełni wdzięczności ku naszemu Panu, mówiąc: „Wierzę, Panie !” Na tym etapie naszej drogi jesteśmy już w pełni przekonani, że wiara w Chrystusa przywraca światu zmysł duchowego widzenia i pełnię życia. „Chrześcijaństwo- powie Sołowjow- nie jest tylko wiarą w Boga, lecz również wiarą w człowieka, w możliwość realizacji bóstwa w człowieku”. Dlatego na końcu ziemskiej drogi może nastąpić już tylko uchrystusowienie człowieka; spotkanie ze Zmartwychwstałym Panem. Kończę to rozważanie modlitwą pragnienia, słowami św. Dymitra z Rostowa: „O miłości czysta, szczera, doskonała ! O światło substancjalne ! Użycz mi światła, ażebym w nim poznał Twoją światłość. Oświeć mnie, żebym zobaczył Twoje ojcowskie serce. Daj mi serce, abym Cię kochał… Ty jesteś moim jedynym pragnieniem, moją pociechą, kresem wszystkich moich udręk i cierpień. Szukam tylko Ciebie, w Tobie jedynym jest moja radość i moje szczęście. Teraz, i mam nadzieję- na wieki”.

czwartek, 28 marca 2019


Niech Pan rozpromieni swe oblicze nad Tobą, niech cię obdarzy łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem (Lb 6,25-26).

Być chrześcijaninem to oddychać nadzieją- łapać i zasysać żwawo powietrze, nieustannie być w drodze zbawienia, którą w trudzie trzeba pokonać, aby dojść do Źródła. Człowiek jest istotą tragiczną, ale wyzwoloną. Wbrew temu co głosił Epikur, że „Substancja tego ogromnego świata jest wydana śmierci i zniszczeniu”- chrześcijanie odkrywają horyzont nowej egzystencji. Pragną przyłożyć do ziemi ucho, „aby móc usłyszeć szmer ukrytych źródeł i niewidoczność kiełkowania” (J. Maritain). Przejście przez duchową pustynię, otwiera zmysły na niepoznane dotąd obszary obecności Boga. Pustynia zaczyna śpiewać dla tych, którzy widzą oczami duszy horyzont wieczności- skapanej w kroplach spadającego w darze światła. Wiara w ten świat musi się otworzyć na zmartwychwstanie. Wschód jest krainą Objawienia. Czas zaczyna się kurczyć, a pod stopami wypełnionego tęsknotą pielgrzyma zaczyna drżeć ziemia na której utrwaliły się ledwie zarysowane stopy Boga. Idziemy za Nim, choć może nie rozumiemy do końca sensu i celu tej włóczęgi. Żyjemy i poruszamy się w przestrzeni wiary- wątpiącej, nieporadnej, migotliwej niczym lampa oliwna lub głębokiej - intensywnej niczym żar ognia. „Światło pochodni jest obrazem oświecenia wewnętrznego” (Dionizy Areopagita). Chrześcijanin jest dzieckiem Dnia Ósmego. „Ów dzień rozświetlony jest nie przez materialne słońce, lecz przez prawdziwe światło- powie św. Grzegorz z Nyssy- słońce sprawiedliwości, które prorok nazywa wschodem, bo słońce to nigdy nie zachodzi.” Człowiek w pulsującym od nadmiaru łaski Ciele Kościoła, wychyla się niczym kwiat ku wschodowi Słońca- Tego, które wzeszło w poranek wielkanocny. Słońca którego świetlista aura rozpromieni twarze zmęczonych poszukiwaczy w dniu przeobrażenia- przeistoczenia świata w Królestwo Życia- Wieczność ! „Ten ósmy dzień jest figurą zmartwychwstania Chrystusa, które nastąpiło nazajutrz po szabacie; jest figurą chrztu, który jest początkiem nowej epoki i pierwszym dniem nowego tygodnia; wreszcie jest figurą ósmego dnia, który nastąpi po całym czasie świata” (J. Danielou). Człowiek wiary jest istotą na wskroś paschalną i apokaliptyczną, zorientowaną ku chwili odrodzenia i przeobrażenia. „Nie zapominajcie, że życie jest chwałą,” przekonywał Rilke. Każdy nasz krok który stawiamy, spojrzenie, słowo i gest- czyni z prozy życia liturgię tęsknoty- proroczą zapowiedź wydarzenia już zanurzonego w Bogu. Paschalna egzystencja Jezusa staje się darem odkupionej ludzkości. Na tę chwilę odczuwamy tę rzeczywistość na sposób sakramentalny jako przedsmak pełni istnienia. „Sakramenty są naszym pielgrzymowaniem do Emaus, do Eschatonu- pisał E. Schillebeeckx- Idziemy u boku Pana i choć Go nie widzimy, wiemy, że jest blisko nas.” Z każdym dniem jesteśmy bliżej wschodu Słońca. W dniu ósmym „Bóg bez zasłony zbliży się do człowieka, a człowiek w swej nagości do Boga”(G. Greshake). Bóg wyjdzie ku nam i przyjmie nas wszystkich. Katarakty serca się otworzą, z oczu popłyną zły szczęścia. Serce zabije jak uczniom w drodze do Emaus. Życie objawi się w całej pełni. Pustynia rozkwitnie i stanie się Rajem !

wtorek, 26 marca 2019


Ps 25  

Wspomnij na swoje miłosierdzie, Panie,
na swoją miłość, która trwa od wieków.
Tylko o mnie pamiętaj w swoim miłosierdziu,
ze względu na dobroć Twą, Panie.

Wielki Post jest czasem bezpośredniego i namacalnego odczuwania miłosierdzia Boga. Egzekucja najstraszliwsza w dziejach świata, staje się świętem odkupienia. „Ja Pan stałem się mały, aby móc was wyprowadzić z powrotem na wyżyny, skąd upadliście”- czytamy w jednym z Apokryfów. Wpatrujemy się w Krzyż i kontemplujemy zawieszonego na jego gałęziach Baranka „który był przybity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy.” Na Golgocie zabiło serce Boga i eksplodowało z nadmiaru miłości wobec człowieka dźwigającego na swych ramionach balast przejmującej ciemności i zła. Jakże bardzo się pomylił Feuerbach pisząc w Istocie chrystianizmu, że „tajemnica Boga to tylko tajemnica miłości człowieka do samego siebie.” Nie można zredukować obrazu Boga do samolubnego- zakochanego w sobie włodarza świata, a człowieka- jako istoty egoistycznej, sfrustrowanej i próbującej być jak Bóg. „To ze względu na Chrystusa zostało stworzone ludzkie serce. Przepastna szkatuła by pomieścić samego Boga...”(M. Kabasilas). W tajemnicy Krzyża dokonuje się największy dialog miłości Boga i człowieka; otwiera się rana boku i wytryskuje miłość. „Nikt nie może wyobrazić sobie świata, który nie jest zbawiony, świata, który zawsze pozostanie w cierpieniu, zamknięty w sobie, świata, w którym krzyż nie wypełniałby całkowicie przeznaczenia świata... W Królestwie Boga, świat został przemieniony przez krzyż, przez który sam Bóg jest ostatecznie objawiony i wywyższony” (D. Staniloae). Jaka siła, jakie pragnienie życia ożywia tego człowieka na krzyżu ? On w milczeniu odpowiada na wszystkie najtrudniejsze i najbardziej dramatyczne pytania człowieka. „Wystarczy dla mnie ten Bóg, między czterema gwoździami”- ułoży ze słów proste wyznanie Claudel. Tylko ikonografia z właściwą dla siebie przenikliwością potrafi oddać misterium uobecnionej miłości. Sztuka- synteza piękna i prawdy- na obliczu sponiewieranego Chrystusa, przebija się przez tygiel kotłujących się myśli w głowie widza i obwieszcza już poranek Paschy. „Niechaj nikt się nie boi śmierci, albowiem śmierć Zbawiciela nas oswobodziła” (św. Jan Chryzostom). Ukrzyżowany bierze na siebie piekło- „nieobecność miłości” i rozświetla je blaskiem zwycięstwa: „Umiłowawszy, swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13,1). Przywołuję w pamięci Krucyfiks z Rozano- jeden z najstarszych toskańskich dzieł tego formatu; wykonany przez średniowiecznego mistrza Gugliema w 1138. Tym, co najbardziej przykuwa wzrok, to twarz Chrystusa- pogodna i pełna nadziei. Każdy fragment tej malarskiej wizji jest w pełni rezurekcyjny. Jego duże, szeroko otwarte oczy i pozbawione cierpienia oczy, członki odprężone z bezkrwawymi znakami gwoźdźmi w dłoniach i stopach, bez rany w boku (jakby zasklepiona po zrodzeniu Kościoła w sakramentalnym źródle miłości). Ciało triumfujące nad śmiercią, z charakterystyczną esowatą stylizacją anatomiczną piersi i brzucha. Rozpiętemu na drzewie Zwycięzcy towarzyszą wymalowane drobiazgowo epizody przywołujące Wielki Tydzień i finał Zmartwychwstania. „Chrystus na krzyżu- mówił Jakub z Saruga- stał się niczym drabina”- po której my, grzesznicy, może wdrapać się do Królestwa Miłości !

poniedziałek, 25 marca 2019


Łk 1,26-38

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”… 

Wielu chrześcijan przeżywa zaskoczenie odkrywając, że w wielkopostnym kalendarzu przypada Święto Zwiastowania. Niekiedy Zwiastowanie jeszcze głębiej wybrzmiewa w swoich treściach będąc w bliskości tajemnicy Krzyża. Historia chrześcijaństwa rozpoczyna się wbrew pozorom w pierwszym- najbardziej intymnym Nazaretańskim Wieczerniku. Tam  dokonuje się pierwsze przyjęcie Boga przez człowieka; przyjęcie przez Kobietę- nową Ewę. To również nasza izdebka przyjęcia Boga. Jak pisał w swoim poemacie Gerard Hopkins: „Nowy Nazaret w nas, gdzie Ona dopiero ma począć, Jego poranek, południe i wieczór..” Intymność i niezwykłą głębię momentu zwiastowania oddaje nawet werset Koranu: „I oto powiedzieli aniołowie: „O Mario ! Zaprawdę, Bóg wybrał ciebie i uczynił czystą, i wybrał ciebie ponad kobietami światów.” Chrześcijanie poszli w swojej refleksji jeszcze dalej, bowiem teologiczne treści tego wydarzenia zawsze wiązali z cudem Wcielenia. Główne znaczenie tego obchodu i duchowych treści wybrzmiewających w liturgicznych celebracjach chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu było umocowane w przesłaniu Ewangelii św. Jana:   Słowo stało się Ciałem (J 1,14), i stało się w chwili, w której jak powie św. Paweł: „Bóg posłał swojego Syna, zrodzonego z Niewiasty” (Ga 4,4). Maryja sama będąc stworzeniem, została wybrana na Tą, przez którą Logos Stworzyciel zjednoczył się z ludzką naturą. Bóg wybierając Maryję nie tylko przeciwstawił ją edenicznej Ewie, ale nade wszystko dostrzegając Jej wiarę i miłość uczynił ją „Naczyniem Łaski” prezentującym grzesznemu światu Zbawiciela- nowego Adama. Wyrażają to słowa św. Grzegorza z Nyssy: „…za pierwszym razem Bóg Logos wziął proch z ziemi i ukształtował człowieka, ale tym razem wziął proch z Dziewicy, i nie tylko ukształtował człowieka, ale ukształtował człowieka wokół siebie samego”. Chrystus zatem przyszedł przez ciało Dziewicy, poczęty w sposób cudowny „z nasienia Ojca”. Syn Boży wszedł w świat, stał się uczestnikiem prawdziwego człowieczeństwa, samemu zaświadczając, iż został „zrodzony z Niewiasty”. Jeżeli zatem pierwszy człowiek Adam nadał swej żonie imię Życie- Hava, Zoe, to druga Maryja stała się w sposób najpełniejszy Matką wszystkich wierzących, dzięki wierze w Jej Syna. „Dlatego więc słusznie i zgodnie z prawdą nazywamy świętą Maryję Matką Boga- napisze św. Jan z Damaszku- A tytuł ten zawiera całą tajemnicę Wcielenia”. Dlatego chrześcijanie od początku Kościoła odkrywali w Maryi również własną Matkę i Orędowniczkę. Termin Theotokos był pradawnym i zaszczytnym tytułem, używanym by okazać cześć Maryi i dobrze udokumentowanym w najstarszych modlitwach. Wyrażają to słowa ciągle żywej modlitwy pochodzącej z III wieku a powstałej w środowisku koptyjskim: „Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko, naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ale od wszelkich złych przygód racz nas wybawiać, Panno chwalebna i błogosławiona”. Zwiastowanie w cieniu Krzyża- ta korespondencja dwóch pozornie przeciwstawnych treści, stanowi jedno wielkie opowiadanie o Odkupieniu człowieka. Koncentruje spojrzenie Kościoła na Oblubienicy i Oblubieńcu- Maryi i Chrystusie. Ona była cichą, dyskretną towarzyszką dzieła swego Syna- „Droga”, którą Zbawiciel pokonywał aby dojść do ludzi. Z oddali brzmi w naszych uszach treść kontakionu Romanosa Melodosa: „Smutek serdeczny dotyka mnie, o Dziecię. I nie mogę znieść myśli o przebywaniu w moich komnatach, gdy Ty jesteś na krzyżu; Ja w domu, gdy Ty w grobie. Pozwól mi iść z Tobą ! Twój widok uśmierza mój ból. Na to odpowiada Chrystus: Porzuć smutek, Matko, porzuć go… Jesteś pośrodku mojej weselnej komnaty”. Ona była pod Krzyżem w największym doświadczeniu wiary i miłości- pełna ufności- widząc historię świata w miłości sączącej się z nabrzmiałych ran Jej Dziecka. „Ona cierpiała wraz z Synem, i doświadczała duchowo Jego śmierci” (H. Balthasar). Otulona blaskiem wielkanocnego poranka przytula Kościół czyniąc go swoim Nazaretem- miejscem Zwiastowania, Wcielenia i Zmartwychwstania. 

niedziela, 24 marca 2019


Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierz,  nigdy pragnąć nie będzie (J 6, 35).

„Człowiek jest tym, co je”- wypowiedział te słowa niemiecki filozof- materialista Feuerbach. Był negatywnie ustosunkowany do chrześcijaństwa, ale w tym stwierdzeniu- rzecz jasna nieświadomie- zawarł największą dla chrześcijan prawdę o namacalnej bliskości Boga; wejście w komunię z Miłością przez pokarm. Jemu zapewne chodziło tylko o zwyczajną egzystencję człowieka osadzoną w zdobywaniu pożywienia i podtrzymywania istnienia substancji bytu. Chrześcijaństwo w tym stwierdzeniu rozumie sprawy głębiej; odkrywając głębokie pragnienie Chrystusa – „Kto spożywa moje ciało, ma życie wieczne”. Sakrament Ciała i Krwi Pana jest urzeczywistnieniem jedności naszej natury z Chrystusem i jednocześnie ze wszystkimi członkami Kościoła, przez udział życiodajnym misterium obecności Boga. Sprawia to pokarm, który został nam ofiarowany- Święte Postacie- czynią wierzących uczestnikami życia, które już jest w Bogu. Wyrażają to słowa św. Jana Damasceńskiego: „Mówimy o Komunii- i jest ona rzeczywiście, ponieważ wchodzimy we wspólnotę z Chrystusem i uczestniczymy w Jego Ciele i Bóstwie, a przez to wchodzimy również we wspólnotę i wzajemne zjednoczenie pomiędzy sobą, gdyż biorąc z jednego Chleba, stajemy się wszyscy jednym Ciałem i jedną Krwią, a dla siebie nawzajem członkami”. Eucharystia to wydarzenie zjednoczenia z Panem, zadatek wieczności, święto zstępującego Życia. Nie tylko upamiętnienie- ale realne uobecnienie w cudownej bliskości Kogoś dla którego jesteśmy ważni, który pragnie podarować nam życie wieczne. Ten Pokarm nie tylko zabezpiecza nad przed głodem fizycznym, ale w pełni nasyca duszę- to Pokarm Nieśmiertelności dla tych, których celem wędrówki jest Niebo. „Wschód wschodów rozszerza się na cały świat- czytamy w starożytnym tekście z II wieku- Nieśmiertelny, Niezmierzony, wielki Chrystus świeci nad wszystkimi ludźmi mocniej niż słońce.” Zmartwychwstałe Ciało Boga !