sobota, 30 listopada 2019


Powstań ! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pana rozbłyska nad tobą ! (Iz 60, 1).

Artyści są szczególnie wyjątkową percepcyjnie grupą społeczną, mają oczy pełne kolorów, a jednocześnie tak bardzo uczuciowo kruchą, delikatną- niczym ikebana potrząsana falami wiatru. Potrafią oni dostrzegać w świecie obrazy utkane z barw- obrazy, których inne spoglądające na to samo oczy, nie są wstanie wychwycić. Te percepcyjne wrażenia charakteryzują nielicznych: marzycieli ,fantastów, romantyków, ezoteryków, mistyków dla których otaczająca rzeczywistość jest aż nazbyt wyrazistą paletą licznych bodźców i przeżyć. To wszystko pulsuje, wymaga wewnętrznego przetworzenia i uobecnienia przez akt w formie. Poruszają się w świecie migotliwej chromatyki , której najbliższe spowinowacenie można jedynie dostrzec w muzyce. „Kolory i muzyka utrzymują bliski związek i używają wspólnego słownictwa: ton, niuans, zakres, akordy, wartości, harmonia, nie zapominając o przymiotniku chromatycznym”- pisał M. Pastoureau. Wielu współczesnych artystów postulowało korespondencję sztuk plastycznych z muzycznymi, poszukiwaniem wspólnego ogniwa pozwalającego doświadczyć synestezji – „słyszenia barw.”  Dla Angelusa Silesiusa barwy i dźwięki były czymś jednym. Baudelaire dzięki pośrednictwu muzyki postrzegał plastyczne dźwięki, zapachy jawiły mu się niczym barwy. „Barwa jest klawiszem. Oko- młoteczkiem. Dusza- fortepianem z jego licznymi strunami. Artysta jest ręką, która wprawia w wibrację ludzką duszę, naciskając ten lub inny klawisz”- rozmyślał W. Kandinsky. Barwy należą zatem do najbardziej ekspresyjnych środków wyrazu. Wzmacniają naszą percepcję świata, bez nich otaczająca nas rzeczywistość byłaby bezbarwna i pozbawiona ukrytych znaczeń. Artysta przez całe życie myśli kolorami, synchronizuje je, wydobywa na zewnątrz w zrozumiałym dla siebie malarskim opowiadaniu oraz zaprasza do wejścia w jego krainę odczuć. Nawet słowa – tworzywo wytrawnych pisarzy, czerpią swoją moc z chromatyki. Autor dobrze napisanej powieści tworzy tak naprawdę, utkane ze słów- malarskie szkice, wywołując niezmierzoną falę skojarzeń, zapachów i odczuć. Biel opisanego w opowiadaniu obrusu, przy którym dokonuje się dialog kluczowych dla fabuły postaci, może stać się samoistnym symbolem- czymś więcej niż sztafażem; marginalnym aforyzmem. W języku rosyjskim krasny oznacza tyle co piękny, ale też i kolor czerwony- żar miłości lub boskości. Dla fizyków barwa to światło w intensywności swego oddziaływania, która za pomocą elektromagnetycznych fal manifestuje swoje istnienie. Dla myślicieli – filozofów, kolory były fascynującym przejawem boskiego światła. Już Philip Otto Runge dostrzegał w nich najgłębszą tajemnice. Jego zdaniem barwa jest „ostateczną sztuką”, w „tysiącu barw” rozpoznaje się godną podziwu wielką światłość świata. Czyż nie w barwnym odblasku poznajemy absolutną Prawdę ?  Barwy intensyfikują wymiar naszej cielesności i duchowości. Prawdopodobnie dlatego sztuka sakralna wzmacnia teologiczne przesłanie za pomocą barw; nadając im symboliczne znaczenie. Chciałbym się zatrzymać na najsilniej obecnej barwie jaką jest biel. „Malarz zostaje zmuszony do widzenia całości swego dzieła zanurzonego w świetle”(J.O. Gasset).  Symbol bieli to światło- iluminacja. „Dla ludzi miłujących pokój i światło odpowiednim kolorem jest biel”(Klemens Aleksandryjski). Biel jest zawsze w opozycji do czerni i otchłani którą wyraża. Syntetyzuje w sobie całą tęczę barw. Światłość w którą są obleczeni wybrańcy- apokaliptyczni przyjaciele Boga. Pierwsi chrześcijanie nazywali chrzest „oświeceniem,” a katechumeni kiedy byli zanurzeni w wodzie i Ogniu, przywdziewali na znak świetlistości białe tuniki. To kolor Teofanii i świata przepalonego żarem Pięćdziesiątnicy; czystości która stanie znakiem rozpoznawalnym obywateli Nieba. Teodor z Mopsuestii mówił do neofitów: „Od kiedy wyszedłeś ze chrztu, przyoblekłeś się w olśniewającą szatę. Jest ona znakiem tego świetlistego świata, rodzaju życia, w którym uczestniczysz dzięki symbolom.” Święty Grzegorz z Nyssy ukazuje chrześcijanina jako noszącego na sobie „szatę Pana, błyszczącą niczym słońce, tę która przyoblekała Go w czystość i niezniszczalność, kiedy wstępował na Górę Przemienienia.” Biel odnajduje swoje poczesne miejsce w ikonografii- tej religijnej, nakreślającej najważniejsze wydarzenie odnotowane i przekazane przez Kościół w Ewangeliach. Ikony są dziełem sztuki epifanicznej, uwodzącej wzrok i duszę w kontemplacji świata przemienionego. „Kolorowa kontemplacja”- jako określił w tytule swojej książki E. Trubieckoj. Widział on w ikonie świetlisty płomień nadziei, który wyrywa człowieka ku Bogu. Na ikonie Narodzenia możemy dostrzec Dzieciątko Jezus- otulone białymi paskami, jest ono plamą światła, błyszczącą niczym żarówka w ciemności groty. W zmartwychwstaniu jawi się nam spowity bielą Zwycięzca tańczący radośnie w sercu zdruzgotanego piekła.  „Dusza, która została w pełni oświecona przez niewypowiedziane piękno jaśniejącej chwały Chrystusa i napełniona Duchem Świętym jest okiem, cała światłością, cała obliczem”(św. Makary Wielki). Hólos Ophthalmós- całe oko- postrzegające biel świetlistości obecnego pośród nas Boga.

piątek, 29 listopada 2019


Mk 13,33-37

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie.  

Uważajcie i czuwajcie- te słowa Chrystusa brzmią niezwykle mocno i przekonująco. W dzisiejszym świecie rezonują jednak w sercach tych nielicznych, którzy pośród zamętu, hałasu, roztargnienia, potrafią wokół siebie i w sobie wytworzyć przestrzeń milczenia oraz tęsknoty. „Zatroszczmy się o siebie bracia, czuwajmy. Kto nam zwróci ten czas, jeżeli go zmarnujemy. Zaiste będziemy szukać tych dni, a nie znajdziemy”- czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni. Pierwotne chrześcijaństwo było nastrojone eschatologicznie. Oczekiwało intensywnie, nagląco i radośnie nadejścia Paruzji. „Moje kroki dziś z Bogiem”- czytamy w starożytnej modlitwie Celtów. Ludzie średniowieczni kiedy oglądali się za plecy widzieli wielki korowód sióstr i braci śpieszących ku „nowej ziemi.” A kiedy podnosili wzrok postrzegali „drabinę anielską” po której można się wspiąć- wychodząc naprzeciw Oblubieńca. Do dzisiaj na świętej górze Athos istnieją takie wspólnoty mnichów, którzy „nie śpią” a nieustannie czuwają na modlitwie. Duchowe płuca świata, przywracające namiastkę utraconego Raju ! Siła ich modlitwy podnosi ludzką egzystencję z chaosu, grzechu i zapomnienia o Bogu. Postrzegam ich jako ewangelicznych stróżów poranka, oddychających bliskością nadchodzącego Pana. Każdy ich dzień jest metamorfozą- od ciała cielesnego, ku temu przebóstwionemu- wyrywającemu się ku spokojnej toni bytów subtelnych. Ich oczy, serca i ciała oddychają już czystym powietrzem wieczności. „Kto żyje w przyszłości, dla tego przyszłość jaśnieje jak słońce, przemienia w upragnioną przystań, na którą można wejść i zawołać: „Trwaj chwilo jesteś piękna !” Ludzie autentycznie duchowi noszą w sobie pamięć o przyszłości, smakują się nią i wyczuwają duszą najpiękniejszy ze wschodów słońca. Adwent odsłania nam prawdę, że mamy wsłuchiwać się w szmer nocy, pulsowanie gwiazd i szept anioła budzącego nas szturchaniem w bok. Każdego dnia chrześcijanie wzdychają z lekkim niedowierzaniem, aby przyszło już Jego Królestwo. „Stworzyłeś nas jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest serce nasze dopóki w Tobie nie spocznie”- wzdychał święty Augustyn. Zanurzeni w liturgii źródła, zwracajmy się ufnie słowami pochwycenia w miłości: „Niech przyjdzie Twa łaska i przeminie ten świat.”

środa, 27 listopada 2019


Czcigodniejszą od Cherubinów i Chwalebniejszą bez porównania nad Serafinów, Ciebie, Któraś bez skazy zrodziła Boga Słowo, jako prawdziwą Bogarodzicielkę wysławiamy. Tymi słowami modlitwy rozpoczynającymi dzień i przenikającymi wszelkie działania liturgiczne Kościół powierza siebie opiece Najświętszej. Podążając drogą adwentowego zamyślenia, nie można pominąć osoby Oblubienicy- Tej, która niesie pod swoim sercem Życie. Adwent przenika teologiczna prawda o Zwiastowaniu i Wcieleniu; pięknie kobiecości przez którą Bóg czyni z historii przestrzeń spotkania i łaski. Orantka, Eleusa, Hodegetria, Galactotrofousa, Grande Panaghia, Salve Regina, Maesta- to nie tylko litania pięknie brzmiących określeń i typów ikonograficznych dotyczących wyjątkowej i jedynej kobiety, lecz mistyczny kobierzec odzwierciedlający miłość Kościoła do Matki Życia. „Tobą raduje się, Łaski Pełna, wszelkie stworzenie, aniołów chóry i ludzki ród”- pisał w modlitwie uwielbienia św. Jan z Damaszku. Prawosławie w sposób niezwykle głęboki i subtelny, podkreśla swoją wiarę w szczególną obecność i wstawiennictwo Maryi. Prosząc o pomoc zwraca się do Niej wezwaniem „zbaw nas,” a nie tylko „módl się za nami”- co jest tak charakterystyczne dla chrześcijańskiego Zachodu. Rezultatem tego jest imponująca hymnografia i ikonografia wskazująca na Jej szczególny udział w ekonomii zbawienia. Teksty liturgiczne podkreślają prawdę o tym, że Maryja została dana światu, aby mogło dokonać się Wcielenie- „Ziemio błogosławiona, błogosławiona Oblubienico Boga. Ty, któraś zrodziła ziarno zasiane, Zbawiciela świata.” Licznie zachowane ikony maryjne są potwierdzeniem tej prostodusznej i głębokiej wiary ludu w czułość, macierzyństwo i pomoc Maryi. Ona wyraża Boże miłosierdzie i natychmiastowe współczucie. „Chcąc stworzyć obraz piękna absolutnego i okazać jasno aniołom i ludziom moc swojej sztuki, Bóg zaprawdę uczynił Maryję najpiękniejszą. Połączył w Niej piękno, które rozdzielił innym stworzeniom, i uczynił Ją wspólną ozdobą wszystkich bytów widzialnych i niewidzialnych, a raczej połączył w Niej całą doskonałość boską, anielską i ludzką, delikatne piękno, ozdobę dwóch światów, podnosząc się z ziemi do nieba i zstępując z tego ostatniego”- rozmyślał św. Grzegorz Palamas. W ikonach odzwierciedla się świat przyobleczonej świętości, święta kobiecości- Filokalii- zagarniającej wzrok prostaczków i przynoszącej rozmaitość cudów. „Przez całe wieki wchłania Ona swe potoki żarliwych modłów, błagalnych westchnień ludzi cierpiących i nieszczęśliwych; musiała wypełniać się siłą bijącą od niej i spływającą na wierzących. Stała się żywym narzędziem, miejscem spotkań Stwórcy z ludźmi”- taką relację spotkania ludu z ikoną, opisał w liście Kiriejewski Hercenowi. Ta atmosfera panująca w świątyni, podniosły nastrój i łzy wypisane na twarzach modlących się kobiet, nie pozostały bez znaczenia. „Padłem wówczas na kolana i zacząłem się kornie modlić.”

niedziela, 24 listopada 2019


W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: „Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki” (Mt 1,1-3).

Pustynia dla współczesnego człowieka, usytuowanego w zabieganej egzystencji może wydawać się czymś nazbyt egzotycznym, a nawet przerażającym. Pozbawienie kogoś poczucia bezpieczeństwa, technicznych udogodnień, mogłoby spowodować sytuację newralgiczną pod każdym względem. Bezdomność ! Locus- gdzie nasze poznanie kapituluje pod naporem żywiołów wewnętrznych. To nie jest tylko przestrzeń otoczona usypanymi piachem wydmami i bezkresem, to miejsce gdzie „oddycha się Duchem.” Pustynia rządzi się swoimi prawami, dobrze to rozumieją nomadzi akceptujący jej kaprysy, przywykli do natychmiastowej zmiany aury i miraży nęcących wzrok. Camus twierdził, że jedynym lekarstwem dla ludzi znużonych i wyeksploatowanych życiem jest pustynia. Pustynia przez wieki wydawała ludzi wielkiego formatu, jest „punktem wieczności, który każdy nosi w sobie”(M. Davy).  Przestrzeń gdzie człowiek jest jedynie drobiną piasku, przesuwającą się mimowolnie ku niewiadomemu celowi. Człowiek jest wygnańcem bez domu, pochodzenia i przywilejów. Prestiż i pozycja społeczna rozpływają się w krajobrazie śmierci- siedliska skorpionów i węży. Jest jednak ktoś, kto czyni to miejsce przyjaznym- oazą duchowych narodzin. Mężczyzna odziany w skóry i na pierwszy rzut oka szalony, wyprowadza czytelnika Ewangelii na odludzie. Dopiero na pustyni zaczynamy rozumieć głębiej pewne sprawy; tam zaczynamy potrzebować innych ludzi, a nawet za nimi tęsknić. Widzimy wyraźniej siebie.   Dobrze to rozumieli starożytni mnisi, kiedy całymi tabunami zaludniali pustynię; tam odkrywali topografię Raju i ślady stóp przechadzającego się Boga. Ewagriusz z Pontu- mnich i dogłębny znawca ludzkiej natury, pozostawił zaskakującą definicję: „Mnich to człowiek, który odseparował się od wszystkiego, by być złączonym ze wszystkimi.” Takim „mnichem” był święty Jan Chrzciciel- przyobleczony w skóry prorok który zaprzyjaźnił się z pustynią. Była ona dla niego domem, miejscem przepowiadania, przestrzenią w której doświadczało jego serce muśnięć Ducha Świętego. „Pustynia miłuje ludzi nagich”- twierdził Hieronim. Takim był Prorok którego głos kruszył ludzkie serca i sprawiał, że miejsce niebezpiecznie – siedlisko węży i skorpionów, stawało się przestrzenią nawrócenia i łaski. „Anioł na ziemi” – tak Go wychwala Kościół i utrwala na deskach barwna ikonografia. Przydano mu skrzydła i świetliste oczy, aby podkreślić Jego dar przenikania skamieniałych ludzkich wnętrz. „Albowiem mówić o Janie, to prorokować o Chrystusie” – stwierdza św. Ambroży. Modlitewna litania opiewająca wielkość Poprzednika nazywa go kwiatem pustyni. W Adwencie chrześcijanie wychodzą na pustynię; to duchowa wędrówka w głąb swego serca. To zatrzymanie się w zgiełku miasta i wielokrotne wyszeptanie: Marana Tha ! Niektórym jest dane udać się na prawdziwą pustynię, poczuć wiatr i piasek w oczach. „Bóg jest milczący, a wszystko, co ma na świcie jakiekolwiek wartości, jest nasycone milczeniem”(E, Mounier). Odnaleźć ciszę !  Chodzi o to, by – jak mówią Arabowie- „czytać przy pomocy uszu.” Milczenie przynosi oczyszczenie. Tylko w sercu uspokojonym i przygotowanym Słowo Boga może zrodzić życie według Ducha.

piątek, 22 listopada 2019


W środę miałem w Muzeum Narodowym wykład poświęcony ikonie i początkach chrześcijańskiej ikonografii. „Ikona bizantyjska przetrwała do naszych czasów jako niemy świadek ogromnego bogactwa ludzkich uczuć i doświadczeń. W ciągu wieków była przedmiotem modlitwy, kontemplacji i medytacji, uczestnicząc w chwilach nieskończonego cierpienia i radości. Czasami w chwilach największej intensywności uczuć, ikony potrafiły „działać”, kiedy indziej stawały się subtelnym wezwaniem do przeżyć estetycznych”(R. Cormac). Zaskoczyła mnie liczna obecność słuchaczy i żywe zainteresowanie tą problematyką. Wykład w którym przenika się żwawo teologia i ikonografia; słowo i obraz- staje się urokliwym spacerem w odległą, a zarazem mi bliską historię wizerunków Boga i promieniowania świętości utrwalonej na twarzach Jego przyjaciół. „Artystyczną ojczyzną ikony jest starożytny Egipt (zwłaszcza portrety pogrzebowe). Bizancjum dziedzic i kontynuator Hellady, jest ojczyzną chrześcijańskiej sztuki ikony, to tutaj malarstwo ikony przeżywało kilka okresów rozkwitu. Stąd też sztuka przeszła na Bałkany i do Rosji, gdzie osiągnęła wyżyny rozwoju w XV wieku w Moskwie i Nowogrodzie”- pisał lapidarnie S. Bułgakow. Zawsze widzę u moich słuchaczy poruszenie, kiedy przypominam prawdę o tym, że ikony przez ponad tysiąc lat zdobiły kościoły Wschodu i Zachodu, że były teologicznym traktatem wiary- liturgiczną symfonią barw przełożoną w materialną płaszczyznę obrazu. Ikony były wyrazem nie tylko ortodoksji i rozważanych dyskursywnie dogmatów, ale nade wszystko autentycznej ekumenii- wyrażonej za pomocą piękna otwierającego zmysły na inny świat. „Ikona jest doskonałą ilustracją paradoksów języka mistyki, gdzie wszelkie słowo i opis muszą ustąpić wobec własnej bezsilności. To, co materialne, wydaje się w zamyśleniu oczekiwać przesłania; tylko spojrzenie wyraża całe napięcie działających energii Bożych” (P. Evdokimov). Ikona ukazuje świat skąpany w pięknie, rozszerzający przestrzeń bytu erupcją świętości emanującej z ciał już przebóstwionych i zastygłych w oczekiwaniu pełni. „Świat na ikonie wydaje się być odwróconym, to nie my patrzymy na niego, lecz on nas otacza, spojrzenie nie jest skierowane na zewnątrz, ale jakby od wewnątrz”(I. Jazykowa). Postacie do nas frontalnie wychodzą i zapraszają nas do milczącego zamyślenia i dialogu wiary. Ich twarze są nasycone światłością, stają się lustrem ogniskującym strugę Bożych energii. Ikona wymaga szczególnej przestrzeni w której może być oglądana wzrokiem i duszą. Świątynia wypełniona migotliwymi płomieniami oliwnych kaganków, woskowych świec i woni kadzideł, stanowi jakże ważną oprawę dla percepcji tych unikatowych- sakralnych dzieł sztuki. W ikonie istnieje świat prostodusznej szlachetności i bezpośredniej bliskości tych, których przywołują chropowate i nadgryzione zębem czasu deski, czy mozaikowe dekoracje. W ikonie świat nakreślony konturem uszlachetnionego i wyciszonego wewnętrznie artysty jest już początkiem nowego zarysu świata- Epifanii- hipostatycznej Obecności i Piękna- niweczącego brzydotę i niedostatek otaczającego nas świata. „Chrześcijanin czuje swoją odpowiedzialność wobec widzialnego świata- pisał T. Spidlik- Wydaje mu się, że powinien go oczyszczać, uświecać i w pewnym sensie tworzyć, humanizować, przenikać Chrystusem.” Stąd tak silna w prawosławnej kulturze rola świętych wizerunków, których obecność podnosi, pobudza i otwiera na ciągle nowe zachwyty- mistyczne przeżycia.   

wtorek, 19 listopada 2019


Kiedy więc usłyszycie o wojnach i pogłoskach wojennych, nie trwóżcie się. To się musi stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu; będą miejscami trzęsienia ziemi, będą klęski głodu. To jest początek boleści (Mk 13, 7-8).

Adwent nie jest jedynie oczekiwaniem na Boże Narodzenie. Już rozmyślał wnikliwie nad tymi sprawami święty Augustyn: „Najpierw przybył ukryty (Chrystus), bo przybył pokorny, to czy później, będąc w najwyższej chwale, nie ukaże się jawnie ? Objawi się wszystkim, nawet tym, którzy w Niego nie wierzą.” Adwent jest nade wszystko oczekiwaniem na drugie przyjście Chrystusa w Paruzji. „Czas się wypełnił w tych ostatnich dniach- te i inne sądy pierwszych pokoleń chrześcijan pokazują jasno, że w procesie formowania języka, który udźwignąłby ciężar znaczeń, jakie niosło ze sobą przyjście Chrystusa, musieli stworzyć gramatykę historii” (J. Pelikan). W Ewangelii jest wiele takich miejsc w których przesłanie wstrząsa głęboko czytelnikiem, ma ono charakter prorocki a w ustach Jezusa staje się wyraźnie ostrzeżeniem eschatologicznym. „Pan na każdym kroku nawołuje do pamięci o końcu wszystkiego” (Klemens Aleksandryjski). Pokolenia żyjące przed nami z równie silnie, a może nawet bardziej wzmożonym przejęciem czytały słowa o katastroficznych zjawiskach, wojnach, czy chorobach przynoszących śmierć. Historia ma tragiczny charakter i kładzie się na niej cień śmierci i niepewności na ludzkich losach. Historia pełna jest śmierci i napięć potęgujących cierpienie. Ludzie już wiele razy interpretowali wydarzenia których byli częścią i stawiali sobie pytanie: Czy ten dantejski czas już nastał ? Poczucie lęku zdaje się nie opuszczać nawet współczesnych wierzących- przywiązanych do słupów milowych tego świata. Jak słusznie zauważają liczni myśliciele chrześcijańscy, lęk ten nie odbiera pokoju ducha, a oszołomienie nie pozbawia poczucia pewności. „Nigdy nie jesteśmy bezbronni. Z modlitwą oczekujemy trąby anioła”(Tertulian). Wznosić się na  skrzydłach tęsknoty, której sens zawiera się w pełnym nadziei przesłaniu Ewangelii. Dobra Nowina otwiera oczy na inny poranek, którego centralnym punktem będzie nadejście Pana. Szczytem mistycznej drogi jest podniosła chwila nasycenia Bogiem. „Oto wszystko nowym czynię”- rozbrzmiewa apokaliptyczne przesłanie Syna Człowieczego, niczym ostatni akord Biblii. „Odnowienie wszystkiego.” Na tym polega dynamizm eschatologii- drgania nadziei wewnątrz Kościoła i świata. „Nocna godzin rzeka płynie od swego źródła, którym jest wieczne jutro”- pisał Miguel de Unamuno. „Przemija postać tego świata”(1 Kor 7, 31). Jest coś, co wchodzi w unicestwienie- niebyt, aby później zrodzić się na nowo. Przyjście ostateczne będzie jawne dla wszystkich. Poprzedzą je liczne znaki wskazujące koniec czasu i tej rzeczywistości. Czas i materia zostaną zatopione w nurcie wieczności wypełniającej szczelnie granice jedynego świata który znamy. Miejsce naszej udręczonej myślami ciekawości, powinna zająć czujność i żar wiary. Palącym problemem każdego wierzącego, powinna być nieustanna świadomość Paruzji. „Powinniśmy żyć ze świadomością, iż każda istota może być zbawiona, może odkupić grzech, może powrócić do Boga i że nie do nas należy sąd ostateczny, lecz tylko do samego Boga”(M. Bierdiajew). Mamy jedynie nasłuchiwać kroków Boga i podtrzymywać kaganek płonącej wiary. „Ale czy znajdzie wiarę na ziemi Syn Człowieczy, gdy przybędzie ?”(Łk 18,8).

niedziela, 17 listopada 2019


Głosimy przyjście Chrystusa - nie tylko pierwsze, ale i drugie, o wiele wspanialsze od pierwszego. Pierwsze zwiastowało cierpienie, drugie zaś przyniesie królewski diadem Bożego panowania. Albowiem to, co dotyczy naszego Pana, Jezusa Chrystusa, jest zarazem Boskie i ludzkie. I tak, dwojakie jest Jego narodzenie: jedno z Boga, przed początkiem czasów; drugie z Dziewicy, gdy dopełniły się czasy. Dwojakie też i przyjście: pierwsze - ukryte, jak rosy na runo; drugie - jawne, to, które nastąpi. Za pierwszym przyjściem został owinięty w pieluszki i złożony w żłobie; za drugim oblecze się światłem jak szatą. Przyszedł i przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, ale przyjdzie raz jeszcze, pełen chwały, otoczony zastępami aniołów. Dlatego nie poprzestajemy na pierwszym Jego przyjściu, lecz wyczekujemy także i drugiego. Za pierwszym mówiliśmy: "Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie". To samo powiemy i za drugim, a wychodząc z aniołami naprzeciw Panu, oddamy Mu hołd, wołając: "Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie"- Katecheza św. Cyryla Jerozolimskiego.