Artyści są szczególnie
wyjątkową percepcyjnie grupą społeczną, mają oczy pełne kolorów, a jednocześnie
tak bardzo uczuciowo kruchą, delikatną- niczym ikebana potrząsana falami
wiatru. Potrafią oni dostrzegać w świecie obrazy utkane z barw- obrazy, których
inne spoglądające na to samo oczy, nie są wstanie wychwycić. Te percepcyjne wrażenia
charakteryzują nielicznych: marzycieli ,fantastów, romantyków, ezoteryków, mistyków
dla których otaczająca rzeczywistość jest aż nazbyt wyrazistą paletą licznych
bodźców i przeżyć. To wszystko pulsuje, wymaga wewnętrznego przetworzenia i
uobecnienia przez akt w formie. Poruszają się w świecie migotliwej chromatyki ,
której najbliższe spowinowacenie można jedynie dostrzec w muzyce. „Kolory i
muzyka utrzymują bliski związek i używają wspólnego słownictwa: ton, niuans,
zakres, akordy, wartości, harmonia, nie zapominając o przymiotniku
chromatycznym”- pisał M. Pastoureau. Wielu współczesnych artystów postulowało
korespondencję sztuk plastycznych z muzycznymi, poszukiwaniem wspólnego ogniwa
pozwalającego doświadczyć synestezji – „słyszenia barw.” Dla Angelusa Silesiusa barwy i dźwięki były
czymś jednym. Baudelaire dzięki pośrednictwu muzyki postrzegał plastyczne
dźwięki, zapachy jawiły mu się niczym barwy. „Barwa jest klawiszem. Oko-
młoteczkiem. Dusza- fortepianem z jego licznymi strunami. Artysta jest ręką,
która wprawia w wibrację ludzką duszę, naciskając ten lub inny klawisz”-
rozmyślał W. Kandinsky. Barwy należą zatem do najbardziej ekspresyjnych środków
wyrazu. Wzmacniają naszą percepcję świata, bez nich otaczająca nas
rzeczywistość byłaby bezbarwna i pozbawiona ukrytych znaczeń. Artysta przez
całe życie myśli kolorami, synchronizuje je, wydobywa na zewnątrz w zrozumiałym
dla siebie malarskim opowiadaniu oraz zaprasza do wejścia w jego krainę odczuć.
Nawet słowa – tworzywo wytrawnych pisarzy, czerpią swoją moc z chromatyki.
Autor dobrze napisanej powieści tworzy tak naprawdę, utkane ze słów- malarskie
szkice, wywołując niezmierzoną falę skojarzeń, zapachów i odczuć. Biel
opisanego w opowiadaniu obrusu, przy którym dokonuje się dialog kluczowych dla
fabuły postaci, może stać się samoistnym symbolem- czymś więcej niż sztafażem;
marginalnym aforyzmem. W języku rosyjskim krasny
oznacza tyle co piękny, ale też i kolor czerwony- żar miłości lub boskości.
Dla fizyków barwa to światło w intensywności swego oddziaływania, która za
pomocą elektromagnetycznych fal manifestuje swoje istnienie. Dla myślicieli –
filozofów, kolory były fascynującym przejawem boskiego światła. Już Philip Otto
Runge dostrzegał w nich najgłębszą tajemnice. Jego zdaniem barwa jest „ostateczną
sztuką”, w „tysiącu barw” rozpoznaje się godną podziwu wielką światłość świata.
Czyż nie w barwnym odblasku poznajemy absolutną Prawdę ? Barwy intensyfikują wymiar naszej cielesności
i duchowości. Prawdopodobnie dlatego sztuka sakralna wzmacnia teologiczne
przesłanie za pomocą barw; nadając im symboliczne znaczenie. Chciałbym się
zatrzymać na najsilniej obecnej barwie jaką jest biel. „Malarz zostaje zmuszony
do widzenia całości swego dzieła zanurzonego w świetle”(J.O. Gasset). Symbol bieli to światło- iluminacja. „Dla
ludzi miłujących pokój i światło odpowiednim kolorem jest biel”(Klemens
Aleksandryjski). Biel jest zawsze w opozycji do czerni i otchłani którą wyraża.
Syntetyzuje w sobie całą tęczę barw. Światłość w którą są obleczeni wybrańcy-
apokaliptyczni przyjaciele Boga. Pierwsi chrześcijanie nazywali chrzest „oświeceniem,”
a katechumeni kiedy byli zanurzeni w wodzie i Ogniu, przywdziewali na znak
świetlistości białe tuniki. To kolor Teofanii i świata przepalonego żarem
Pięćdziesiątnicy; czystości która stanie znakiem rozpoznawalnym obywateli
Nieba. Teodor z Mopsuestii mówił do neofitów: „Od kiedy wyszedłeś ze chrztu, przyoblekłeś
się w olśniewającą szatę. Jest ona znakiem tego świetlistego świata, rodzaju
życia, w którym uczestniczysz dzięki symbolom.” Święty Grzegorz z Nyssy ukazuje
chrześcijanina jako noszącego na sobie „szatę Pana, błyszczącą niczym słońce,
tę która przyoblekała Go w czystość i niezniszczalność, kiedy wstępował na Górę
Przemienienia.” Biel odnajduje swoje poczesne miejsce w ikonografii- tej
religijnej, nakreślającej najważniejsze wydarzenie odnotowane i przekazane
przez Kościół w Ewangeliach. Ikony są dziełem sztuki epifanicznej, uwodzącej
wzrok i duszę w kontemplacji świata przemienionego. „Kolorowa kontemplacja”-
jako określił w tytule swojej książki E. Trubieckoj. Widział on w ikonie
świetlisty płomień nadziei, który wyrywa człowieka ku Bogu. Na ikonie
Narodzenia możemy dostrzec Dzieciątko Jezus- otulone białymi paskami, jest ono
plamą światła, błyszczącą niczym żarówka w ciemności groty. W zmartwychwstaniu
jawi się nam spowity bielą Zwycięzca tańczący radośnie w sercu zdruzgotanego
piekła. „Dusza, która została w pełni
oświecona przez niewypowiedziane piękno jaśniejącej chwały Chrystusa i
napełniona Duchem Świętym jest okiem, cała światłością, cała obliczem”(św.
Makary Wielki). Hólos Ophthalmós- całe
oko- postrzegające biel świetlistości obecnego pośród nas Boga.
sobota, 30 listopada 2019
piątek, 29 listopada 2019
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie,
kiedy czas ten nadejdzie.
Uważajcie i czuwajcie- te słowa Chrystusa brzmią niezwykle mocno
i przekonująco. W dzisiejszym świecie rezonują jednak w sercach tych
nielicznych, którzy pośród zamętu, hałasu, roztargnienia, potrafią wokół siebie
i w sobie wytworzyć przestrzeń milczenia oraz tęsknoty. „Zatroszczmy się o
siebie bracia, czuwajmy. Kto nam zwróci ten czas, jeżeli go zmarnujemy. Zaiste będziemy
szukać tych dni, a nie znajdziemy”- czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni. Pierwotne
chrześcijaństwo było nastrojone eschatologicznie. Oczekiwało intensywnie,
nagląco i radośnie nadejścia Paruzji. „Moje kroki dziś z Bogiem”- czytamy w
starożytnej modlitwie Celtów. Ludzie średniowieczni kiedy oglądali się za plecy
widzieli wielki korowód sióstr i braci śpieszących ku „nowej ziemi.” A kiedy
podnosili wzrok postrzegali „drabinę anielską” po której można się wspiąć-
wychodząc naprzeciw Oblubieńca. Do dzisiaj na świętej górze Athos istnieją
takie wspólnoty mnichów, którzy „nie śpią” a nieustannie czuwają na modlitwie.
Duchowe płuca świata, przywracające namiastkę utraconego Raju ! Siła ich modlitwy
podnosi ludzką egzystencję z chaosu, grzechu i zapomnienia o Bogu. Postrzegam ich
jako ewangelicznych stróżów poranka, oddychających bliskością nadchodzącego
Pana. Każdy ich dzień jest metamorfozą- od ciała cielesnego, ku temu
przebóstwionemu- wyrywającemu się ku spokojnej toni bytów subtelnych. Ich oczy,
serca i ciała oddychają już czystym powietrzem wieczności. „Kto żyje w
przyszłości, dla tego przyszłość jaśnieje jak słońce, przemienia w upragnioną
przystań, na którą można wejść i zawołać: „Trwaj chwilo jesteś piękna !” Ludzie
autentycznie duchowi noszą w sobie pamięć o przyszłości, smakują się nią i
wyczuwają duszą najpiękniejszy ze wschodów słońca. Adwent odsłania nam prawdę,
że mamy wsłuchiwać się w szmer nocy, pulsowanie gwiazd i szept anioła budzącego
nas szturchaniem w bok. Każdego dnia chrześcijanie wzdychają z lekkim
niedowierzaniem, aby przyszło już Jego Królestwo. „Stworzyłeś nas jako
skierowanych ku Tobie i niespokojne jest serce nasze dopóki w Tobie nie
spocznie”- wzdychał święty Augustyn. Zanurzeni w liturgii źródła, zwracajmy się
ufnie słowami pochwycenia w miłości: „Niech przyjdzie Twa łaska i przeminie ten
świat.”
środa, 27 listopada 2019
Czcigodniejszą
od Cherubinów i Chwalebniejszą bez porównania nad Serafinów, Ciebie, Któraś bez
skazy zrodziła Boga Słowo, jako prawdziwą Bogarodzicielkę wysławiamy. Tymi
słowami modlitwy rozpoczynającymi dzień i przenikającymi wszelkie działania
liturgiczne Kościół powierza siebie opiece Najświętszej. Podążając drogą
adwentowego zamyślenia, nie można pominąć osoby Oblubienicy- Tej, która niesie
pod swoim sercem Życie. Adwent przenika teologiczna prawda o Zwiastowaniu i
Wcieleniu; pięknie kobiecości przez którą Bóg czyni z historii przestrzeń spotkania
i łaski. Orantka, Eleusa, Hodegetria,
Galactotrofousa, Grande Panaghia, Salve Regina, Maesta- to nie tylko
litania pięknie brzmiących określeń i typów ikonograficznych dotyczących
wyjątkowej i jedynej kobiety, lecz mistyczny kobierzec odzwierciedlający miłość
Kościoła do Matki Życia. „Tobą raduje się, Łaski Pełna, wszelkie stworzenie,
aniołów chóry i ludzki ród”- pisał w modlitwie uwielbienia św. Jan z Damaszku.
Prawosławie w sposób niezwykle głęboki i subtelny, podkreśla swoją wiarę w
szczególną obecność i wstawiennictwo Maryi. Prosząc o pomoc zwraca się do Niej
wezwaniem „zbaw nas,” a nie tylko „módl się za nami”- co jest tak charakterystyczne
dla chrześcijańskiego Zachodu. Rezultatem tego jest imponująca hymnografia i
ikonografia wskazująca na Jej szczególny udział w ekonomii zbawienia. Teksty
liturgiczne podkreślają prawdę o tym, że Maryja została dana światu, aby mogło
dokonać się Wcielenie- „Ziemio błogosławiona, błogosławiona Oblubienico Boga.
Ty, któraś zrodziła ziarno zasiane, Zbawiciela świata.” Licznie zachowane ikony
maryjne są potwierdzeniem tej prostodusznej i głębokiej wiary ludu w czułość,
macierzyństwo i pomoc Maryi. Ona wyraża Boże miłosierdzie i natychmiastowe
współczucie. „Chcąc stworzyć obraz piękna absolutnego i okazać jasno aniołom i
ludziom moc swojej sztuki, Bóg zaprawdę uczynił Maryję najpiękniejszą. Połączył
w Niej piękno, które rozdzielił innym stworzeniom, i uczynił Ją wspólną ozdobą wszystkich
bytów widzialnych i niewidzialnych, a raczej połączył w Niej całą doskonałość
boską, anielską i ludzką, delikatne piękno, ozdobę dwóch światów, podnosząc się
z ziemi do nieba i zstępując z tego ostatniego”- rozmyślał św. Grzegorz
Palamas. W ikonach odzwierciedla się świat przyobleczonej świętości, święta
kobiecości- Filokalii- zagarniającej wzrok
prostaczków i przynoszącej rozmaitość cudów. „Przez całe wieki wchłania Ona swe
potoki żarliwych modłów, błagalnych westchnień ludzi cierpiących i
nieszczęśliwych; musiała wypełniać się siłą bijącą od niej i spływającą na
wierzących. Stała się żywym narzędziem, miejscem spotkań Stwórcy z ludźmi”-
taką relację spotkania ludu z ikoną, opisał w liście Kiriejewski Hercenowi. Ta
atmosfera panująca w świątyni, podniosły nastrój i łzy wypisane na twarzach
modlących się kobiet, nie pozostały bez znaczenia. „Padłem wówczas na kolana i
zacząłem się kornie modlić.”niedziela, 24 listopada 2019
W
owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: „Nawróćcie
się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Do niego to odnosi się słowo proroka
Izajasza, gdy mówi: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu
prostujcie ścieżki” (Mt 1,1-3).
Pustynia dla współczesnego
człowieka, usytuowanego w zabieganej egzystencji może wydawać się czymś nazbyt
egzotycznym, a nawet przerażającym. Pozbawienie kogoś poczucia bezpieczeństwa,
technicznych udogodnień, mogłoby spowodować sytuację newralgiczną pod każdym
względem. Bezdomność ! Locus- gdzie
nasze poznanie kapituluje pod naporem żywiołów wewnętrznych. To nie jest tylko
przestrzeń otoczona usypanymi piachem wydmami i bezkresem, to miejsce gdzie
„oddycha się Duchem.” Pustynia rządzi się swoimi prawami, dobrze to rozumieją
nomadzi akceptujący jej kaprysy, przywykli do natychmiastowej zmiany aury i
miraży nęcących wzrok. Camus twierdził, że jedynym lekarstwem dla ludzi
znużonych i wyeksploatowanych życiem jest pustynia. Pustynia przez wieki wydawała
ludzi wielkiego formatu, jest „punktem wieczności, który każdy nosi w sobie”(M.
Davy). Przestrzeń gdzie człowiek jest
jedynie drobiną piasku, przesuwającą się mimowolnie ku niewiadomemu celowi.
Człowiek jest wygnańcem bez domu, pochodzenia i przywilejów. Prestiż i pozycja
społeczna rozpływają się w krajobrazie śmierci- siedliska skorpionów i węży.
Jest jednak ktoś, kto czyni to miejsce przyjaznym- oazą duchowych narodzin.
Mężczyzna odziany w skóry i na pierwszy rzut oka szalony, wyprowadza czytelnika
Ewangelii na odludzie. Dopiero na pustyni zaczynamy rozumieć głębiej pewne
sprawy; tam zaczynamy potrzebować innych ludzi, a nawet za nimi tęsknić.
Widzimy wyraźniej siebie. Dobrze to rozumieli starożytni mnisi, kiedy
całymi tabunami zaludniali pustynię; tam odkrywali topografię Raju i ślady stóp
przechadzającego się Boga. Ewagriusz z Pontu- mnich i dogłębny znawca ludzkiej
natury, pozostawił zaskakującą definicję: „Mnich to człowiek, który odseparował
się od wszystkiego, by być złączonym ze wszystkimi.” Takim „mnichem” był święty
Jan Chrzciciel- przyobleczony w skóry prorok który zaprzyjaźnił się z pustynią.
Była ona dla niego domem, miejscem przepowiadania, przestrzenią w której
doświadczało jego serce muśnięć Ducha Świętego. „Pustynia miłuje ludzi nagich”-
twierdził Hieronim. Takim był Prorok którego głos kruszył ludzkie serca i
sprawiał, że miejsce niebezpiecznie – siedlisko węży i skorpionów, stawało się
przestrzenią nawrócenia i łaski. „Anioł na ziemi” – tak Go wychwala Kościół i
utrwala na deskach barwna ikonografia. Przydano mu skrzydła i świetliste oczy,
aby podkreślić Jego dar przenikania skamieniałych ludzkich wnętrz. „Albowiem
mówić o Janie, to prorokować o Chrystusie” – stwierdza św. Ambroży. Modlitewna
litania opiewająca wielkość Poprzednika nazywa go kwiatem pustyni. W Adwencie
chrześcijanie wychodzą na pustynię; to duchowa wędrówka w głąb swego serca. To
zatrzymanie się w zgiełku miasta i wielokrotne wyszeptanie: Marana Tha !
Niektórym jest dane udać się na prawdziwą pustynię, poczuć wiatr i piasek w
oczach. „Bóg jest milczący, a wszystko, co ma na świcie jakiekolwiek wartości,
jest nasycone milczeniem”(E, Mounier). Odnaleźć ciszę ! Chodzi o to, by – jak mówią Arabowie- „czytać
przy pomocy uszu.” Milczenie przynosi oczyszczenie. Tylko w sercu uspokojonym i
przygotowanym Słowo Boga może zrodzić życie według Ducha.
piątek, 22 listopada 2019
W środę miałem w Muzeum
Narodowym wykład poświęcony ikonie i początkach chrześcijańskiej ikonografii. „Ikona
bizantyjska przetrwała do naszych czasów jako niemy świadek ogromnego bogactwa
ludzkich uczuć i doświadczeń. W ciągu wieków była przedmiotem modlitwy,
kontemplacji i medytacji, uczestnicząc w chwilach nieskończonego cierpienia i
radości. Czasami w chwilach największej intensywności uczuć, ikony potrafiły
„działać”, kiedy indziej stawały się subtelnym wezwaniem do przeżyć
estetycznych”(R. Cormac). Zaskoczyła
mnie liczna obecność słuchaczy i żywe zainteresowanie tą problematyką. Wykład w
którym przenika się żwawo teologia i ikonografia; słowo i obraz- staje się urokliwym
spacerem w odległą, a zarazem mi bliską historię wizerunków Boga i promieniowania
świętości utrwalonej na twarzach Jego przyjaciół. „Artystyczną ojczyzną ikony
jest starożytny Egipt (zwłaszcza portrety pogrzebowe). Bizancjum dziedzic i
kontynuator Hellady, jest ojczyzną chrześcijańskiej sztuki ikony, to tutaj
malarstwo ikony przeżywało kilka okresów rozkwitu. Stąd też sztuka przeszła na
Bałkany i do Rosji, gdzie osiągnęła wyżyny rozwoju w XV wieku w Moskwie i
Nowogrodzie”- pisał lapidarnie S. Bułgakow. Zawsze widzę u moich słuchaczy
poruszenie, kiedy przypominam prawdę o tym, że ikony przez ponad tysiąc lat zdobiły
kościoły Wschodu i Zachodu, że były teologicznym traktatem wiary- liturgiczną
symfonią barw przełożoną w materialną płaszczyznę obrazu. Ikony były wyrazem
nie tylko ortodoksji i rozważanych dyskursywnie dogmatów, ale nade wszystko
autentycznej ekumenii- wyrażonej za pomocą piękna otwierającego zmysły na inny
świat. „Ikona jest doskonałą ilustracją paradoksów języka mistyki, gdzie
wszelkie słowo i opis muszą ustąpić wobec własnej bezsilności. To, co
materialne, wydaje się w zamyśleniu oczekiwać przesłania; tylko spojrzenie
wyraża całe napięcie działających energii Bożych” (P. Evdokimov). Ikona ukazuje
świat skąpany w pięknie, rozszerzający przestrzeń bytu erupcją świętości
emanującej z ciał już przebóstwionych i zastygłych w oczekiwaniu pełni. „Świat
na ikonie wydaje się być odwróconym, to nie my patrzymy na niego, lecz on nas
otacza, spojrzenie nie jest skierowane na zewnątrz, ale jakby od wewnątrz”(I.
Jazykowa). Postacie do nas frontalnie wychodzą i zapraszają nas do milczącego
zamyślenia i dialogu wiary. Ich twarze są nasycone światłością, stają się
lustrem ogniskującym strugę Bożych energii. Ikona wymaga szczególnej
przestrzeni w której może być oglądana wzrokiem i duszą. Świątynia wypełniona
migotliwymi płomieniami oliwnych kaganków, woskowych świec i woni kadzideł,
stanowi jakże ważną oprawę dla percepcji tych unikatowych- sakralnych dzieł
sztuki. W ikonie istnieje świat prostodusznej szlachetności i bezpośredniej
bliskości tych, których przywołują chropowate i nadgryzione zębem czasu deski,
czy mozaikowe dekoracje. W ikonie świat nakreślony konturem uszlachetnionego i
wyciszonego wewnętrznie artysty jest już początkiem nowego zarysu świata- Epifanii-
hipostatycznej Obecności i Piękna- niweczącego brzydotę i niedostatek otaczającego
nas świata. „Chrześcijanin czuje swoją odpowiedzialność wobec widzialnego
świata- pisał T. Spidlik- Wydaje mu się, że powinien go oczyszczać, uświecać i
w pewnym sensie tworzyć, humanizować, przenikać Chrystusem.” Stąd tak silna w
prawosławnej kulturze rola świętych wizerunków, których obecność podnosi,
pobudza i otwiera na ciągle nowe zachwyty- mistyczne przeżycia. wtorek, 19 listopada 2019
Kiedy
więc usłyszycie o wojnach i pogłoskach wojennych, nie trwóżcie się. To się musi
stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo
przeciw królestwu; będą miejscami trzęsienia ziemi, będą klęski głodu. To jest
początek boleści (Mk 13, 7-8).
Adwent nie jest jedynie
oczekiwaniem na Boże Narodzenie. Już rozmyślał wnikliwie nad tymi sprawami
święty Augustyn: „Najpierw przybył ukryty (Chrystus), bo przybył pokorny, to
czy później, będąc w najwyższej chwale, nie ukaże się jawnie ? Objawi się
wszystkim, nawet tym, którzy w Niego nie wierzą.” Adwent jest nade wszystko
oczekiwaniem na drugie przyjście Chrystusa w Paruzji. „Czas się wypełnił w tych
ostatnich dniach- te i inne sądy pierwszych pokoleń chrześcijan pokazują jasno,
że w procesie formowania języka, który udźwignąłby ciężar znaczeń, jakie niosło
ze sobą przyjście Chrystusa, musieli stworzyć gramatykę historii” (J. Pelikan).
W Ewangelii jest wiele takich miejsc w których przesłanie wstrząsa głęboko czytelnikiem,
ma ono charakter prorocki a w ustach Jezusa staje się wyraźnie ostrzeżeniem
eschatologicznym. „Pan na każdym kroku nawołuje do pamięci o końcu wszystkiego”
(Klemens Aleksandryjski). Pokolenia żyjące przed nami z równie silnie, a może
nawet bardziej wzmożonym przejęciem czytały słowa o katastroficznych
zjawiskach, wojnach, czy chorobach przynoszących śmierć. Historia ma tragiczny
charakter i kładzie się na niej cień śmierci i niepewności na ludzkich losach. Historia
pełna jest śmierci i napięć potęgujących cierpienie. Ludzie już wiele razy interpretowali
wydarzenia których byli częścią i stawiali sobie pytanie: Czy ten dantejski
czas już nastał ? Poczucie lęku zdaje się nie opuszczać nawet współczesnych
wierzących- przywiązanych do słupów milowych tego świata. Jak słusznie
zauważają liczni myśliciele chrześcijańscy, lęk ten nie odbiera pokoju ducha, a
oszołomienie nie pozbawia poczucia pewności. „Nigdy nie jesteśmy bezbronni. Z
modlitwą oczekujemy trąby anioła”(Tertulian). Wznosić się na skrzydłach tęsknoty, której sens zawiera się w
pełnym nadziei przesłaniu Ewangelii. Dobra Nowina otwiera oczy na inny poranek,
którego centralnym punktem będzie nadejście Pana. Szczytem mistycznej drogi
jest podniosła chwila nasycenia Bogiem. „Oto wszystko nowym czynię”-
rozbrzmiewa apokaliptyczne przesłanie Syna Człowieczego, niczym ostatni akord
Biblii. „Odnowienie wszystkiego.” Na tym polega dynamizm eschatologii- drgania
nadziei wewnątrz Kościoła i świata. „Nocna godzin rzeka płynie od swego źródła,
którym jest wieczne jutro”- pisał Miguel de Unamuno. „Przemija postać tego
świata”(1 Kor 7, 31). Jest coś, co wchodzi w unicestwienie- niebyt, aby później
zrodzić się na nowo. Przyjście ostateczne będzie jawne dla wszystkich. Poprzedzą
je liczne znaki wskazujące koniec czasu i tej rzeczywistości. Czas i materia
zostaną zatopione w nurcie wieczności wypełniającej szczelnie granice jedynego
świata który znamy. Miejsce naszej udręczonej myślami ciekawości, powinna zająć
czujność i żar wiary. Palącym problemem każdego wierzącego, powinna być
nieustanna świadomość Paruzji. „Powinniśmy żyć ze świadomością, iż każda istota
może być zbawiona, może odkupić grzech, może powrócić do Boga i że nie do nas
należy sąd ostateczny, lecz tylko do samego Boga”(M. Bierdiajew). Mamy jedynie
nasłuchiwać kroków Boga i podtrzymywać kaganek płonącej wiary. „Ale czy
znajdzie wiarę na ziemi Syn Człowieczy, gdy przybędzie ?”(Łk 18,8).
niedziela, 17 listopada 2019
Głosimy przyjście Chrystusa - nie tylko pierwsze, ale
i drugie, o wiele wspanialsze od pierwszego. Pierwsze zwiastowało cierpienie,
drugie zaś przyniesie królewski diadem Bożego panowania. Albowiem to, co
dotyczy naszego Pana, Jezusa Chrystusa, jest zarazem Boskie i ludzkie. I tak,
dwojakie jest Jego narodzenie: jedno z Boga, przed początkiem czasów; drugie z
Dziewicy, gdy dopełniły się czasy. Dwojakie też i przyjście: pierwsze - ukryte,
jak rosy na runo; drugie - jawne, to, które nastąpi. Za pierwszym przyjściem
został owinięty w pieluszki i złożony w żłobie; za drugim oblecze się światłem
jak szatą. Przyszedł i przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, ale
przyjdzie raz jeszcze, pełen chwały, otoczony zastępami aniołów. Dlatego nie
poprzestajemy na pierwszym Jego przyjściu, lecz wyczekujemy także i drugiego.
Za pierwszym mówiliśmy: "Błogosławiony, który przychodzi w imię
Pańskie". To samo powiemy i za drugim, a wychodząc z aniołami naprzeciw
Panu, oddamy Mu hołd, wołając: "Błogosławiony, który przychodzi w imię
Pańskie"- Katecheza św. Cyryla Jerozolimskiego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

