niedziela, 29 grudnia 2019


Rodzice Jego chodzili co roku do Jeruzalem na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice... Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami... (Łk 2,41-52).

Wyobrażam sobie tę ewangeliczną scenę oczami artysty- V. Polenova. Jego liczne obrazy potwierdzają wyrazistą diagnozę sztuki którą dokonał Grudziński: „Kiedyś chyba istniał splot życia i wiary tak silny, że sakralność przenikała z natury do dzieła sztuki i na odwrót. Artysta patrzył wzrokiem czystej wiary na otaczający go świat, po czym własnym dziełem odciskał w nim swoje spojrzenie.” Takie przenikliwe spojrzenie- malarskie odzwierciedlenie wiary posiadał Polenov. Oddał z prostoduszną szczerością scenę w której dwunastoletni Chrystus w murach świątyni Jerozolimskiej dyskutował z uczonymi w Piśmie. Według tradycji żydowskiej dwunastoletni chłopiec nie jest już dzieckiem, ale uprzywilejowanym odbiorcą Słowa. Można zapytać się skąd tak pełna podziwu błyskotliwość umysłu ? „Właściwie Jezusa wychowała Jego własna natura, promienna, potężna (boska)”- zauważa E. Renan.Wnętrze teologicznego dyskursu zostaje spowite zdumieniem wobec młodzieńca którego nauka wypływa z głębokości serca; obecnego wewnątrz dialogu z Ojcem. Jest w przestrzeni która należy do Jego Ojca. Twarze słuchaczy przybierają pergaminowy i pełen wyrazistego zachwytu wygląd. Za plecami młodzieńca na którym zatrzymuje się wzrok podstarzałych mędrców, rozlega się pejzaż Świętego Miasta i smuga światła oddająca drganie odwiecznej Mądrości przenikającej mury dawnej Świątyni Salomona. Fantastycznie rysuje słowem scenę spotkania R. Brandstaetter: „W tej właśnie chwili Miriam i Josef spostrzegli Jezusa. Miriam w przypływie radości biegła do Niego, by Go uścisnąć. Lecz Josef, urzeczony widokiem Chłopca wśród doktorów, przytrzymał niewiastę o ramię i zapomniawszy o niedawnym niepokoju, chłonął w siebie Jego natchnione i mądre słowa.” Radość odnalezienia dziecka łączyła się z duchowym pokarmem- jakim były pełen mądrości słowa- zwiastujące obecność Adonai. Orygenes w swojej egzegezie tego fragmentu, zachęca nas do szukania Mistrza z Nazaretu. „Ty więc także szukaj Jezusa w Kościele Boga, szukaj w świątyni, szukaj Go pośród nauczycieli, którzy są w świątyni i nie wychodzą z niej; a gdy będziesz szukał, odnajdziesz Go.”

sobota, 28 grudnia 2019


Uwielbiam delektować się czasem świątecznym i tym, co po nim następuje. Po suto zastawionym stole pełnym smacznych wiktuałów i kielonków, przychodzi moment na odpoczynek. Chwile wytchnienia, spokoju i lektury odłożonych na wczoraj książek w zaciszu rodzinnego domu. Czasami trzeba odłożyć na bok mądre i opasłe od teologicznej mądrości książki. Zanurzyć się w egzystencji- próbować ważne tematy rozwikłać w zakamarkach swojej duszy. Strumień literatury w którym z przyjemnością zadziwionego młodzieńca trzeba się zanurzyć. Dobra książka w której „szeleszczą liście” jest nie tylko miłą odskocznią od codziennej krzątaniny i zawodowych wyzwań- to relaks dla umysłu, który na co dzień jest nieubłaganie eksploatowany. Badacz kultury renesansowej Berenson, cierpliwie utyskiwał: „Kto uwolni mnie od pośpiechu, szaleństwa, poczucia tłumu pchającego się za mną, bycia zgniecionym i zmiażdżonym ?” Błogosławiony czas bycia w swoim towarzystwie, spacerów i spokojnego delektowania się ciszą. Czasami trzeba uciec od zgiełku miasta i zaszyć się w swojej „pustelni” aby nasłuchiwać ciszy smaganej szumem podrywającego korony drzew wiatru. Wziąłem sobie do serca mądrą radę poety: „Usłysz delikatny hałas, który jest ciągły i który jest ciszą. Słuchaj tego, co słychać, gdy już nic nie słychać” (P. Valery). Za horyzontem milczenia wyłania się Bóg, czekający uparcie na człowieka. Pochylałem się wnikliwie nad esejami Herberta i Grudzińskiego- arystokratów słowa, wędrowców po ogrodzie sztuki- mistrzów portretujących ludzi i ich zagmatwane perypetie. Nakreślam nieporadnie myśli i notuje je skrzętnie w niepozornym zeszycie wspomnień. Powróciłem do wierszy mojego taty; schowanych w sekretarzyku i czekających na zebranie w tomik. Brakuje mi ojca- przemierzającego już niebiański szlak, jego inteligentnego spojrzenia i trafnych spostrzeżeń. Intuicji wiary ! Koniec kalendarzowego roku wymusza refleksję nad upływem czasu w którym to przywoływanie wspomnień staje się procesem twórczym i ubogacającym wewnętrznie. Za chwilę nastanie sylwestrowa noc i szaleństwo karnawału. Świat będzie podrygiwał w pląsach radości. Czas okraszony tańcami, maskaradami, fajerwerkami i wymianą uprzejmych życzeń które niczym strumień popłyną przez ciało świata. Mądry i przenikliwy Kohelet miał rację: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem”

 

piątek, 27 grudnia 2019


Jesteśmy przyzwyczajeni od dzieciństwa do obrazów sentymentalnych i pełnych ciepła szopek bożonarodzeniowych. Taki wdrukowany kod kulturowy- Chrystus narodził się w szopce. To przekonanie jest w nas taki silne i kształtuje całą gamę wyobrażeń na temat miejsca narodzin Mesjasza. Od dzieciństwa pamiętam jak z moim ojcem budowałem w kościele szopki, to był mój dziecięcy świat w którym dojrzewała wiara i pewnie rozkwitała ckliwa wyobraźnia tego zbawczego wydarzenia. Najpierw musiała być drewniana konstrukcja z mnóstwem siana, aniołków, świecidełek i innych dodatków. Najpierw zaplanowane miejsce dla owieczek i baranków, osiołka a jakże, dopiero finalnym momentem była reprezentacja dzieciątka na białym prześcieradełku. Chrześcijaństwo zachodnie dzięki kulturze skrzętnie przechowywało to wyobrażenie przestrzeni narodzenia Boga- Człowieka w swojej wyobraźni. Muszę niestety zburzyć nasze dziecięce, czasami infantylne wyobrażenia. Dzięki ikonografii renesansowej promieniującej na inne epoki sztuki, utrwalił się w powszechnym przekonaniu model szopki jako tego szczególnego miejsca przyjścia na świat dzieciątka Jezus. Mówimy że pierwszą szopkę zbudował święty Franciszek z Asyżu aby jeszcze mocniej kontemplować Wcieloną Miłość którą odrzucił świat. „Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli”. Chyba źle odczytali wierzący intencję Franciszka, on nie zbudował szopki wprowadzając ją do kościoła i czyniąc częścią liturgicznego misterium, ale poszedł zabierając ze sobą braci i polecając odprawić Eucharystię w szopie. Szopa wyrażała klimat ubóstwa, opuszczenia, chłodu i narodzin Dziecięcia pośród zwierząt. Franciszek miał cudowną wyobraźnie i oczyma wiary widział więcej niż my dzisiaj. Tak naprawdę narodzenie Chrystusa miało miejsce w grocie. Od najdawniejszych czasów chrześcijanie pielgrzymujący do miejsc związanych z życiem Pana, a udając się do Betlejem zwiedzali jedną z grot. Do grot zaganiali pasterze swoje stada przed nocą która była zimna, jak również chroniąc swój bezcenny żywy inwentarz przed drapieżnikami wykradającymi owce ze stada. To w grocie Maryja powiła Dzieciątko, ponieważ nie było miejsca dla nich w mieście. Bóg narodził się pośród zwierząt, w smrodzie, wilgoci i śpiewie czteronogich adorantów. Położony na gnoju, bo gdzież tam było sianko narodził się Król królów i Pan panów ! Taka aura towarzyszyła Jego przyjściu, a grota stała się niemym świadkiem największego cudu historii. Wyraz temu przekonaniu daje w swoich słowach Roman Melodos: „Panna porodziła dzisiaj Ponadnaturalnego, a ziemia proponuje grotę Niedostępnemu”. Natomiast wielu Ojców Kościoła porównywało ciało Panny w grocie do kwitnącego i życiodajnego ogrodu w Edenie. Grota jest również obrazem matczynego łona. Jak wyśpiewa nabożeństwo „Akatystu” do Bogurodzicy: „łono Twoje większe niż niebo i ziemia”. Łono Maryi wskazuje na łono i serce ziemi. „Człowieczeństwo Boga rozpoczyna się zstąpieniem Jezusa w głębię ziemi, do ciemności groty”. Dlatego chrześcijański Wschód w narodzeniu Chrystusa dostrzega już wydarzenie Paschy. Takim dogmatycznym obrazem tych duchowych poszukiwań staje się ikona Narodzenia Chrystusa. „Ikona zachowuje ścisły związek z tekstami liturgicznymi i przedstawia szczególnie wstrząsającą ich interpretację: trójkąt groty, ten ciemny otwór do jej wnętrza, to piekło. Aby dotknąć otchłani i stać się „sercem stworzenia”, Chrystus mistycznie umieszcza swoje narodzenie w głębi otchłani, gdzie zło butwieje w swym ostatecznym zagęszczeniu. Chrystus narodził się w cieniu śmierci, Boże Narodzenie pochyla niebiosa aż po piekło, a my wpatrujemy się w leżącego w żłobie Baranka z Betlejem, który zwyciężył węża i dał pokój światu”. Ta wizja wydaje się jakże odmienna od zachodniego sposobu obrazowania miejsca narodzin jak również ukazania samego Dziecięcia. Mamy tu do czynienia z Izajaszowym Mężem Boleści (Iz 53,3). Mamy tu teologiczne paralele do wydarzenia złożenia Chrystusa do grobu, cieszy wielkiego szabatu- wydarzenia Wielkiej Soboty. Jak głoszą teksty liturgiczne z wielką dramaturgią i podniosłością chwili: „Życie się uśpiło, a piekło drży z trwogi”. Chrystus na ikonach złożony jest przez swoją Matkę w żłobie który przypomina katafalk, jakby grób kamienny. Powijaki Dzieciątka mają dokładnie ten sam kształt co śmiertelny całun, który anioł pokaże niewiastom niosącym wonności w poranek zwycięstwa życia nad rozpaczą śmierci. „Świetliste Dzieciątko odcina się na czarnym tle i antycypuje „zstąpienie do piekieł”. Ono samo jest „światłem, które w ciemnościach świeci”; „Słońce zaszło wraz z Nim, ale ciało Boga pod ziemią rozprasza ciemności piekła. „Światło zwycięża ciemności, Życie unicestwia śmierć”. Chrystus narodzony w grocie, owinięty w całuny, jest niczym innym jak mistagogiczną wykładnią zstąpienia Słowa do piekieł, tu rozbrzmiewa w oddali echo słów Ewangelii Janowej: „Światłość w ciemności świeci”. Pewnie warto byłoby się zapytać gdzie w tej grocie jest miejsce dla mnie ? Do groty trzeba mieć odwagę wejść, najpierw przejść przez ciemność aby w głębinie skalnej zobaczyć Światłość położoną  w sercu stworzenia. Tam zobaczymy szczęśliwą Rodzicielkę, zmęczoną po porodzie, ale w matczynym zachwycie kontemplującą Cud Życia. Ukazana w pozycji leżącej i wyraźnie dominująca w kompozycji całości, staje się przedstawicielką ludzkości- Kościołem będącym w akcie adoracji. Drugi taki moment nastąpi wtedy kiedy weźmie w swoje ramiona Syna zdjętego z krzyża, tyle że tam miecz boleści dotknie Jej matczynego serca. Trzeba zadumać się nad postacią św. Józefa zawsze ukazywanego z boku tej sceny. Wycofany, niemy, obarczony mnóstwem myśli…, pogrążony w trudnym do określenia stanie emocjonalnym- serce mężczyzny trudem mogące pomieścić radość tej chwili. Musi zderzyć się z Misterium. Jego ojcostwo objawi się w wielkim akcie przyjęcia Syna który jest prawdziwym Bogiem. W zwątpieniach i niepewności Józefa może się odnaleźć każdy z nas, a szczególnie ci, dla których Boże Narodzenie jeszcze funkcjonuje w sferze mitu czy racjonalnego nieprzyjęcia. To opowiadanie o dramacie ludzi którzy jeszcze nie zgodzili się na miłość, emanującą z ciemności. Przesłanie Ewangelii i ikonograficzna wizja groty w której poczęło się Życie Świata, niech będzie źródłem inspiracji w medytacji chwili narodzin każdego dziecka, a szczególnie narodzin każdego człowieka w do wiary. W „grocie” wraz Maryją każdy wierzący powinien począć Boga- Człowieka, aby Go ofiarować dla innych i tym samym napełnić życie miłością i pokojem. „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom w których znajdzie upodobanie."

wtorek, 24 grudnia 2019


Za chwilę będzie rozbrzmiewał wielki Psalm obwieszczający nadejście tak bardzo oczekiwanego Mesjasza: „Niech się cieszy niebo i ziemia raduje przed obliczem Pana, bo przyszedł” (Ps 96)- w podniosły sposób Psalmista oznajamia nadejście wyczekiwanego Zbawiciela. Towarzyszy temu wydarzeniu święte drżenie i spowijająca serce człowiecze radość z narodzenia Dziecięcia, którego powiła w sercu świata Maryja Dziewica. Radość narodzin i emanacja miłości z Betlejem przepływa przez każde stworzenie, które dogłębnie poruszone staje w postawie zdumienia i uwielbienia. Całe pokolenia wypatrywały wędrującej gwiazdy, której łuna wyznaczała szlak do miejsca pierwszego objawienia wcielonego Boga.  „Tajemnicę widzę, dziwną, niepojętą. Grota niebem się stała, Dziewica- Tronem cherubów. Żłób miejscem Tego, którego żadna przestrzeń nie zamknie: Chrystus w nim leży- wielbijmy Go pieśnią !”- wypowie pełna podniosłości i zachwytu ku górze liturgia bizantyjska. Noc narodzin Życia jest wypełniona euforią szczęścia, rozpościerającą się pomiędzy ludzkim niedowierzaniem i obojętnością, a niewiarygodnym zstępowaniem Bożej łaski. „Bóg na ziemi, Bóg pośród ludzi. Już nie jako dający Prawo, w ogniu i ogłuszającym ryku trąb, na buchającej dymem górze, ale w postaci ciała, cichy i pełen dobroci, przebywający razem z podobnymi sobie. Bóg w ciele… po to, by upodobniwszy się do nas przez ciało, przyprowadzić na powrót do siebie całą ludzkość”- to fragment bożonarodzeniowej homilii św. Bazylego, wskazujący iż w cielesnym narodzeniu Syna Człowieczego dokonuje się święta wymiana. Człowiek zostaje podniesiony i staje się uczestnikiem niebiańskich darów które wraz z pojawieniem się Emanuela stały się na powrót osiągalne. Wyrażają to pełne mistycznej aury słowa poety Angelusa Silesiusa: „Pomyśl tylko: Bóg mną się staje i na ten padół nędzy przychodzi, po to bym ja się znalazł w Królestwie i mógł się Nim stać”. W tych słowach odnajdujemy teologiczne orędzie które obwieszczały już wiele wieków temu, usta Ojców Kościoła;  odnowienie człowieka i przebóstwienie: „Bóg się stał człowiekiem, ażeby człowiek stał się Bogiem”. Nie chodzi tu o ludzkie i naznaczone egoizmem samoubóstwienie, ale duchowy postulat- aby stać się przyobleczonym w miłość, na wzór Bożego Syna. „Bóg przyjmuje ubóstwo mojego ciała po to, żebym ja otrzymał bogactwo Jego Bóstwa”(św. Grzegorz z Nazjanzu). To jest najważniejsze przesłanie płynące z misterium Wcielenia. Nie można zagubić tej świadomości i zasłonić jej gąszczem świątecznych świecidełek, czy nieumiarkowanego obżarstwa. Nasza radość wyrasta z wolności która staje się naszym przywilejem- przywilejem niezasłużonym. Bóg wchodząc w historię, tak wiele nam przebaczył: wiarę przenikniętą własnymi wyobrażeniami, brak zdolności kochania, zatwardziałość naszych serc, ludzkie ucieczki w gąszcze grzechu i pokusę samostanowienia o sobie, a nade wszystko paraliżujący serce egoizm. „Wcielony Chrystus…, spoczął w żłóbku nierozumnych stworzeń. Owinięty w pieluszki zerwał więzy naszych grzechów”(Kosma Jerozolimski). Jedyne, co powinniśmy sobie życzyć- to nie zmarnować  Jego miłości !

Pragnę wszystkim moim bliskim, współbraciom w kapłaństwie, przyjaciołom, znajomym, studentom, uczniom, czytelnikom mojego bloga złożyć z serca płynące życzenia świąteczne. Niech Chrystus – Światłość ze Światłości, Książę Pokoju, napełnia wasze serca głębią wiary, miłością i pokojem. Promieniujcie szczęściem. Christos rażdajetsia. Sławitie Jeho !

 

niedziela, 22 grudnia 2019


Łk 1, 26-38

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a dziewicy było na imię Maryja... Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. a oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego».

Ewangeliczny obraz Zwiastowania towarzyszy mi przez cały okres oczekiwania na przyjście Pana. Adwent to liturgia spotkania i życia- rozgrywająca się w najbardziej intymnej, urokliwej scenerii w której onieśmielona i zaskoczona młoda Dziewczyna, spotyka po raz pierwszy w życiu Gabriela- „Zwiastującego człowieka”. Zwiastowanie rozpoczyna historię całkiem nowych tropów wiary, zaskakujących sytuacji, które dotąd były w jakimś stopniu intuicyjne i trudne do przewidzenia, a od pierwszej Pięćdziesiątnicy w Nazarecie wszystko staje nowe i zaskakujące. Bóg okazuje się niezwykle kreatywny w swoich działaniach i tak bardzo przekonujący, że odpowiedź Dziewicy staje się spontanicznie wypowiedzianym hymnem pochwalnym. Snując refleksję o Maryi można stawiać sobie cały różaniec pytań. Trudno wczuć się w Jej sytuację; takie wydarzenie miało miejsce tylko raz jedyny- zmieniając diametralnie człowiecze losy. „Jaka była reakcja na tę dziwną, szokującą wiadomość- stawiał to pytanie Lev Gilet. Moglibyśmy wyróżnić trzy reakcje. Najpierw reakcja duszy przepełnionej radością i nie powiedziałbym dumą, ale uzasadnioną świadomością, co ten przywilej zawiera jedynego, przepełniona równocześnie uniesieniem wewnętrznym, całkowicie zrozumiałym. Albo reakcja duszy, która w pewien sposób załamała się, pogrążyła w przeżywaniu własnej niegodności i niskości i zdawałaby się uchylać przed łaską tak nadzwyczajną. I wreszcie reakcja duszy, która nie mówiąc otwarcie „nie”, pozwoliłaby się opanować zdumieniu, wątpliwości, zakłopotaniu.” Tak naprawdę żadną z tych reakcji nie można przypisać Maryi. Jej uwielbienie przekracza wszelkie ludzkie przypuszczenia, domysły, gdybania. Miłość, która wypełniła Jej łono stała się źródłem największego szczęścia i spełnienia w Bogu. Odtąd będzie nieść i chronić Cud Życia. „W Zwiastowaniu spełniła się tajemnica przewyższająca wszelki rozum- Wcielenie Boga. Druga Osoba Trójcy Świętej, sam Bóg, w niepojęty sposób wcielił się w Dziewicę i z purpury krwi Przeczystej utkał swe odzienie: wziął jednak od Niej nie tylko ciało, lecz także duszę i wszystko, co ludzkie. W Zwiastowaniu zaczyna się tkanie purpury ciała Chrystusa, w tym momencie rodzi się Jego człowieczeństwo: Słowo wciela się przez Ducha posłanego od Ojca” (G. Krug).  Wiele razy pisałem o różnych dziełach malarskich podejmujących z mniejszym lub większym ładunkiem duchowym temat Zwiastowania. Odwołam się po raz kolejny do obrazu- XIV wiecznej  mozaiki Kościoła Chora w Istanbule. Ten sposób przedstawienia Zwiastowania odnajdujemy już na wcześniejszej mozaice z XII wieku w bazylice św. Marka- Wenecja. Większość przedstawień tego tematu, sytuuje osobę Maryi w izbie lub intymnej komnacie akcentując tym samym aspekt „świętej rozmowy”. Na mozaice w Chora jest zgoła inaczej. W sztuce bizantyjskiej ikonografia Zwiastowania oparta została na opisie wydarzenia zawartym w apokryficznej Protoewangelii Jakuba, stąd odbiega od znanych nam i reprodukowanych zachodnich przedstawień. Dziewica znajduje się poza domem i tam spotyka Posłańca. Maryja wyszła, aby zaczerpnąć wody ze studni, a słysząc słowa pozdrowienia rozejrzała się wystraszona, w pierwszej chwili nie zrozumiała bowiem skąd pochodzi głos. Dzban, którym czerpała wodę ze studni, stał się symbolem Oblubienicy, która w momencie Zwiastowania stała się „naczyniem” Ducha Świętego. Woda jest czymś więcej niż materią podtrzymującą życie, ale staje się symbolem narodzin. Wody studni wiążą się z pierwiastkiem macierzyńskim. Wydobywanie wody ze studni ewokuje proces narodzin. „Greckie słowo nymphe oznacza zarówno „źródło”, jak i „dojrzałą dziewczynę”, a nawet pierwotnie brzemienną” (G. Kutscher). Bóg wylewa miłość i zapładnia moc przyjmowania u Maryi Dziewicy. „Od tej pory moc miłości przenika wszystko, co jest ciałem- pisał J. Corbon- Rzeka wody życia, jednocząc się z mocą przyjmowania, przybiera nazwę; nareszcie jest to ludzkie imię, w którym Ojciec wypowiada siebie i mówi nam o swoim umiłowanym Synu- imię Jezus. Wówczas wybucha radość. Oto Źródło, jeszcze ukryte w kenozie, ale narodzone”. Drugie skojarzenie to sakramentalna rzeczywistość Chrztu i dziewicza płodność Kościoła, dzięki której każdy chrześcijanin przeżywa swoje własne „zwiastowanie i wcielenie”- stając się ikoną Miłości. 

piątek, 20 grudnia 2019


Jakże urokliwe są te dni przedświąteczne- atmosfera radosna i podniosła jednocześnie. Czytam po raz kolejny pierwszy tom Jezusa z Nazaretu Brandstaettera i jestem szczęśliwie wzruszony wyobrażając sobie świętego Józefa- świadka cudu Wcielenia: „Pośpiesznie, nerwowymi ruchami dłoni zagarnął słomę, ściągnął z siebie płaszcz i przykrył niewiastę, po czym pobiegł w głąb jaskini, zakrył twarz dłońmi i odwrócony plecami do rodzącej, drżąc ze strachu i wzruszenia, czekał. Gdy usłyszał kwilenie Dziecka, runął na ziemię i krzyczał: Bądź błogosławiony, Panie, Boże Izraela ! Święty Święty Święty.” Wszystko przenika święte oczekiwanie na dzień wzejścia magicznej gwiazdy. Poza banalnymi zajęciami, takimi jak sprzątanie mieszkania, zakupy i wybieranie prezentów, najważniejsza jest duchowa atmosfera towarzysząca wyczekiwaniu Chrystusa. W przedsionku kartonik z siankiem, gałązka jemioły i drewniane aniołki o porcelanowych twarzyczkach, czekające na zauważenie i szybowanie u szczytu sufitu. Pomimo adwentowego skupienia w uszach kołysze już dźwięk kolęd i zapach choinki czekającej na przyozdobienie. Cynamonowe pierniki nęcą zmysły, a zapach lepionych pierogów przywołuje wszystkie najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa- błogosławionego obżarstwa w wigilijny wieczór. Przypominają mi się pełne dziecięcej prostoduszności słowa poety Norwida: „Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie, ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny. Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie. Ten biały kruchy opłatek, pszenna kruszyna chleba, a symbol wielkich rzeczy, symbol pokoju i nieba.” Kilka dni temu znajomy rzeźbiarz wykonał dla mnie figurkę ukazującą małego uśmiechniętego Jezusa- owiniętego szczelnie opaskami, jakby wykadrowanego w ikon- czekającego na położenie w zaciszu domowego żłóbka. Mój syn Serafinek nosi na rączkach figurkę i czuje, że jest w tym coś naprawdę wyjątkowego. W dniu dzisiejszym uczestniczyłem w spotkaniu opłatkowym z moimi uczniami. Młodzi ludzie naprawdę są duchowo piękni ! Wspólne kolędowanie, miłe życzenia, wymiana spojrzeń, drganie serca- święto przemienionego człowieczeństwa. W dni poprzedzające Narodzenie Pańskie na ludzkich twarzach pojawia się niewidzialna, choć odczuwalna struga światła. Oby ta aura cudowności trwała jak najdłużej, przepruwała chropowatość i smutek świata. Niech wszystko będzie świetliste jak w betlejemską noc, kiedy niebo zstąpiło na ziemię.

środa, 18 grudnia 2019


W Twoim przyjściu, Chryste nasz Boże, Światłości ze Światłości i Ojca odbicie, oświeciłeś całe stworzenie...

Sztuka jest pełna wizerunków wcielonego Boga. Ikonografia dostarcza teologom i humanistom obszerny materiał do badań i kontemplacji. Przy deficycie słów, spojrzenie staje się aktem świętym. To, co mnie najbardziej osobiście urzeka- intryguje, są to liczne twarze małego Dzieciątka Jezus nasycone światłością, wyłaniające z się z mroku nocy- szukające tej drugiej twarzy będącej naprzeciw. „Oblicze zastąpione przez Twarz”(G.H. Grudziński). Twarz dziecka rozpromieniona świetlistą aurą- mówi tak wiele- inicjuje wewnętrzny, pozbawiony słów dialog miłości. „Twarz mówi- pisał E. Levians- Mówi w tym sensie, że to właśnie ona umożliwia i rozpoczyna wszelki dyskurs.” Wpatrzone w nas oczy dziecka potęgują moment wyjątkowości, nastrój podniosłego obdarowania i zacieśniają więzi pomiędzy Patrzącym a osobą obdarowaną owym uprzywilejowanym wejrzeniem. W oczach rysuje się krajobraz urokliwego i przeistaczającego zmysły świata Boga. „Twarzyczka dziecięcia rozdarła na zawsze matowość świata, sprawiając, że wytrysnęło w nim światło zmartwychwstania”(O. Clement). Na ikonach Jezus ma piękne i duże oczy, są jakby zwierciadłami w których może się odbić strudzone ludzkie życie. „Nie czułem lęku, patrząc na Niego- czytamy w starożytnych Odach Salomona-  albowiem On jest miłosierny dla mnie, On przyjął moją naturę, abym Go poznał. On przyjął moje oblicze, abym nie odwrócił się od Niego.” Dlatego na licznych obrazach Maryja proklamuje błogosławione spojrzenie; z nieprawdopodobną czułością spogląda w oczy swego dziecka, dostrzegając w nich piękno już odnowionego świata.  Człowiek wiary patrzący w „oczy Boga” zostaje wyzwolony z lęku przed rozpaczą, pustką, unicestwieniem- świadomością śmierci. Pełne zachęty i świątecznego przynaglenia stają się słowa św. Augustyna: „W Jego światłości światło nie podlegające zaćmieniu. Tego światła pragnij, niejako źródła: światła, którego nie znają twoje oczy.” Wyczekuję z niecierpliwością Misterium lucis, świetlistego spojrzenia Dziecka upewniającego świat, że ostatnie słowo należy do życia- humanitas Dei, philantropia tou Theou.