piątek, 28 lutego 2020


Cisza jest tą przestrzenią której wypatruje dusza chrześcijanina. Wielkopostna droga nawrócenia jest odkrywaniem bezbrzeżnej ciszy w zgiełku przeszywającego zewsząd hałasu miasta. Istnieją obok nas ludzie, którzy nie potrafią już egzystować w milczeniu. Ich uszy przenika nieustannie rozlegający się dźwięk, gwar, technologiczna kakofonia. Hałas i dźwięk – znamionują naszą nowoczesną cywilizację, która potrafi otępiać i dezorientować nawet ludzi głęboko wrażliwych. Wejście w przestrzeń ciszy wymaga odwagi i konfrontacji ze sobą. Takie doznanie pozwala uchwycić nicość z jaką stajemy wobec Tego, którego słowo wydobyło świat z ciszy wieczności. Człowiek staje się bytem rozmyślającym- reflektującym wszystkie zakamarki własnego jestestwa. Cisza potrafi wyzwalać z obsesji siebie; orbitowania wokół własnych i banalnych spraw. Prawdziwa i szczera modlitwa rezonuje siłą słowa dopiero wtedy kiedy przejdzie przez komnatę ciszy, zatopionej w pragnieniu bycia naprzeciw Tajemnicy. „Panie, nie pozwól nam zapomnieć- pisze S. Kierkegaard- że Ty mówisz również wtedy, kiedy milczysz.” Żywa teologia rodzi się z poczucia niewystarczalności słów i słuchu wyostrzonego do granic możliwości. Negotiosum silentium- aktywna i twórcza cisza- jak mawiał św. Ambroży z Mediolanu. Nie bez przyczyny w średniowiecznych klasztorach cisza spowijała rytm codziennego życia mnichów. „Zamknij drzwi swej celi dla ciała, wrota swego języka dla mowy, a wewnętrzne drzwi dla złych duchów”(św. Jan Klimak). Kamienne wsporniki instruowały wchodzących wędrowców, że cisza jest córą beznamiętności; cnotą ludzi wielkiego ducha. Usta przewiązane powrozem stanowiły zaproszenie do medytatywnej dyscypliny bycia naprzeciw Boga. Pokornego nasłuchiwania kroków Oblubieńca: „Jezus Chrystus, Słowo, które wyłania się z milczenia”(św. Ignacy z Antiochii). „Katedry były wznoszone wokół ciszy... jak milczenie osadzone w kamieniu. Ogromna skarbnica ciszy”- twierdził M. Picard. Milczenie stawało się przeistoczoną mową- bezdźwięcznym dialogiem miłości. „Kiedy się modlicie, wasze „ja” musi zamilknąć... Uciszcie się i pozwólcie mówić modlitwie”(T. Colliander). Pozwólcie mówić Bogu, który jest wewnątrz was ! W tradycji prawosławnej heyzchasta, to człowiek przeobrażony- ktoś, kto dostąpił wewnętrznego pokoju- posiadł piękno ciszy. Wyraża to niezwykle wymownie nubijskie malowidło ścienne przedstawiające św. Annę składającą palec na ustach i zapraszającą do modlitwy. Człowiek, który nauczył się słuchać i stawać naprzeciw Boga; odkrywać, że Królestwo Boże jest w nim (Łk 17,21). Cisza jest częścią tej wielkiej ascezy, która jest najtrudniejszą z wyzwań współczesności. „Milczy, kto wychodząc od ciszy, rezygnuje, by afirmować swoją egzystencję”( M. Laroche). Na ścianie mam dużą ikonę Krzyża przed którą najczęściej składaną modlitwą jest przeniknięte codziennym zmęczeniem milczenie. Wobec cierpiącego Chrystusa, tylko cisza staje się najbardziej właściwym językiem wdzięczności.

środa, 26 lutego 2020


Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu.
A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie
(Mt 6, 17-18).

Wielki Post- te dwa słowa klucze rysują mozolny krajobraz drogi, którą powinien każdego roku przejść chrześcijanin. Zbitka dwóch słów otwierających nowy czas w pulsującej liturgii Kościoła, wyraża coś niezwykle anachronicznego i urzekającego- misteryjnego i mistagogicznego. Ta atmosfera skupienia i refleksji, emanuje również na tych dla których obecność Boga jest jeszcze odległa i mglista. „Świetliste święto”- jak wyśpiewuje z poetyckim uniesieniem liturgia bizantyjska. Istnieje bowiem czas w którym wszystko się odnawia, przybliża do Źródła- doświadcza duchowej wiosny. Pomimo tego, że w świecie nie ustaje już zgiełk chronicznego karnawału, to zawsze znajdą się ludzie dla których domem staje się pustynia; którzy pozostawiają za sobą wygodnictwo i schemat codziennych zajęć, rezygnują z czegoś, wychodząc ku spotkaniu z Bogiem i duchowemu przeobrażeniu. Musi w nas zabrzmieć cisza pustyni z której staną się słyszalne kroki przychodzącego Oblubieńca. „By usłyszeć w duszy głos Boga, potrzeba ciszy i całkowitego skupienia”(J. B.Bossuet) Początek tej drogi rozpoczyna „obrzęd nicości”- konfrontacji z prochem którym kapłan posypuje głowy na znak pokuty. Ta materia śmierci zmieszana z wodą, staje się również błotem które Chrystus kładzie na nasze oczy, rany, serce, szczeliny duszy- abyśmy stali się ludźmi uzdrowionymi mocą usłyszanej Ewangelii. „Człowiek jest prochem. Istotą stale umierającą- pisał K. Rahner- Istotą, która od pierwszej chwili swego istnienia zmierza ku śmierci, jednoznacznie i nieubłaganie, jedyną istotą, która o tej nieuchronności swojej śmierci wie. Jest prochem !” Na tej drodze wszystko jest zaskakujące. Nie jest to coroczny scenariusz pokonywanej mozolnie drogi w którą wpisany jest człowiek przygnieciony ciężarem grzechów. „Podczas chrztu rodzimy się z wody i Ducha; podczas sakramentu pokuty odradzamy się łzami i Duchem”( I. Brianczninow). Tu wszystko jest nieprawdopodobne, obłaskawione świeżym spojrzeniem i miłością Boga. „Ten, kto pości przyobleka się w upokorzonego Chrystusa, by tym świadomiej móc się przyoblec w Chrystusa uwielbionego, kiedy On przyjdzie w radości paschalnej, eucharystycznej. Ta radość przenosi się na post, rzucone światło, tak jak rzucony jest cień”(O. Clement). Odmawiana każdego dnia pokutna modlitwa świętego Efrema Syryjczyka oczyszcza z tego, co jest przeniknięte egoizmem i rządzą samostanowienia o sobie. Pozwala w świetle prawdy widzieć swoje przewinienia i przyjmować słabych braci ze współczującą miłością Mistrza z Nazaretu. Jestem grzesznikiem ! Adamem płaczącym u wrót Raju. Wypatrującym ocalenia i przywołania po imieniu. „Nawrócenie i uznanie swojej grzeszności jest córką nadziei i odrzuceniem rozpaczy”(św. Jan Klimak). Kościół namacalnie zaczyna naśladować Chrystusa i przyobleka się w szaty nadziei i miłosierdzia. Ma stoczyć bitwę z własnymi, wewnętrznymi demonami które próbują rozrywać w nim włókna dobra. To przemienienie dokonuje się przez Krzyż Zbawiciela- przyjęty z wiarą. „Dzięki krzyżowi przyoblekamy się w Chrystusa i porzucamy starego człowieka”(św. Teodor Studyta). Być do niego przytulonym i przytwierdzonym, aby doświadczyć wyzwalającej siły i darmowej miłości. „Post jest próbą, poprzez którą osobowość wyzbywa się swego Ja. Jest to ćwiczenie, w czasie którego Ja musi zostać odrzucone przez całą istotę, aby mu mogła się oprzeć. Można więc uznać post za akt miłości wyższego rzędu, za fizyczny sposób wejścia w doświadczenie krzyża, stanowiący integralną część tego doświadczenia” (M. Maskine). Wielkopostna droga jest kamienna i chropowata, lecz u jej końca rozbłyśnie świetlista Pascha- istnienie w  Zmartwychwstałym !

niedziela, 23 lutego 2020


 Kiedy przybliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał przeciągający tłum, wypytywał się, co to się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się przybliżył, zapytał go: «Co chcesz, abym ci uczynił?» On odpowiedział: «Panie, żebym przejrzał». Jezus mu odrzekł: «Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu (Łk 18, 35-43).

Bardzo ciężko jest pisać o niemożliwości widzenia świata przez niewidomych. Nawet kiedy próbuję zamknąć oczy i poruszać się po mieszkaniu, ciemność staje się doświadczeniem paraliżującym- pozbawiającym władzy nad ciałem, zdanym jedynie na inne zmysły. Badania naukowe potwierdzają, że dziś około osiemdziesiąt pięć procent informacji i bodźców zmysłowych zawdzięczamy wzrokowi. Brak tego zmysłu staje się dramatycznym dryfowaniem przez życie. Pewnie inaczej jest z osobami które urodziły się bez władzy wzroku; łatwiej jest im zaakceptować taki stan rzeczy i zaadaptować się do zastanej sytuacji. Ci, którym dane było widzieć piękno świata, stają się wędrowcami „krainy cieni”- ograbionymi z mocy nasycania wzroku światłem. Oko ludzkie powołane do kontemplowania misterium nieskończonego Piękna, zostaje zasłonięte ciemnością, przez którą musi przejść struga innego spojrzenia- spojrzenia które zbawia. Ewangelia niesie przesłanie o wielkim miłosierdziu Boga, który w Chrystusie rozprasza ciemność jasnością. Człowieczeństwo Chrystusa jest sakramentem Boga; widzialnym i dotykalnym znakiem uzdrowienia i przemienienia. On przywraca nadzieję tym, którzy są jej pozbawieni. „Ślepiec nie wiedział, czym różni się dzień od nocy, światło od ciemności. Dłonie jego dotykające szaty Rabiego bezsilnie obsunęły się na ziemię. Wszystko było mu obojętne...Obojętny był mu świat, którego nie znając był ciekaw”(R. Brandstaetter). Z tej pozornej obojętności wydobywa się piskliwe milczenie dziecka: „Jezusie, ulituj się nade mną !” Błaganie i tląca się w środku wiara, poruszyły dogłębnie Mistrza. Przywraca sprawność oczom, które zasklepione potem, brudem i łzami otwierają się stopniowo na Światłość. Przypominają mi się cudownie zestrojone słowa Dantego, gdy będąc w Raju śpiewał: „Jak wielka to łaska, że się ośmieliłem utkwić spojrzenie w wieczystej światłości- takiej, że jej widok by was strawił.” Kościół wczytując się uważnie w historię niewidomego z pod Jerycha, uświadamia sobie własną- zalegającą oczy duszy ciemność. Nie jest ciemność fizyczna lecz duchowa, której przytępienie separuje od miłości Boga. Święty Jan Chryzostom zauważył: „Podobnie jak pogrążeni w ciemnościach  nie znają natury rzeczy, tak i żyjący w grzechu nie rozróżniają rzeczy, biegną ku cieniom, jakby były one rzeczywistością.” Chrystus przychodzi i dotyka Kościół „nieskończoną delikatnością Boga,” otwiera oczy proszących na blask prawdy. Mówimy zatem z drżeniem i ufnością: Κύριε ελέησον.

czwartek, 20 lutego 2020


Nie bój się wyroku śmierci, pamiętaj o tych, co przed tobą byli i będą po tobie (Syr 41, 3).

Kilkanaście dni odpoczynku jest doskonałą okazją do pochylenia się nad sprawami odłożonymi na później. Powróciłem do tekstów poświęconych śmierci i zmartwychwstaniu, które próbowałem zebrać już wcześniej; usystematyzować, podszlifować i złożyć w lekkostrawną, choć nie zwalniającą czytelnika z głębszej refleksji książkę. Jest to ten rodzaj eseistyki, który określam na własny użytek terminem- „graniczny”- ponieważ jest pewnego rodzaju spacerem po zakrytych przed człowiekiem stanach eschatycznych. Zresztą wszyscy kiedyś będziemy niesieni na marach lub drewnianej trumnie, jak na tym cudownym zamieszczonym przeze mnie romańskim kapitelu. Często czytelnicy mojej strony przyznają, iż dominującą tematyką moich rozważań jest temat Paschy- przejścia ze śmierci do życia. To trafne spostrzeżenie, gdyż rzeczywistość odchodzenia i jawiący się na horyzoncie apofatycznego spojrzenia- nowy świat - jest częstym obiektem moich rozmyślań. Hebrajskie słowo alam określa wieczność i znaczy tyle, co „ukrywać się.” Jeżeli coś jest ukryte, to tym bardziej przywołuje nas do poszukiwania- ekscytuje wszystkie władze poznawcze. Czyż nie jesteśmy dziećmi z którymi Bóg bawi się od czasu do czasu w chowanego ? Daje nam jedynie ślady po których idziemy jakby po omacku. „Wszystko szuka doskonałości w śmierci”- pisał poeta A.R. Bastos. Ja szukam doskonałości w życiu. „Wszelka radość pragnie wieczności, pragnie głębokiej, głębokiej wieczności”(F. Nietzsche). Nie piszę o czymś nowym, jedynie ukierunkowuję ludzką percepcję na możliwość świata o którym zdaje się, że zapomnieliśmy. „Śmierć jest bramą życia”- mówili starożytni uwikłani w śmierć i tęskniący za czymś wiecznie trwałym. Tylko Biblia będzie przynosiła promienne słowa pokrzepienia i nadziei: „Deus mortem non fecit”- Bóg nie jest sprawcą śmierci, lecz Tym który z niej wyzwala ! Kultura opowiada nam o śmierci i przechodzeniu. Muzyka przenosi poza objęciami Thanatosa; dźwięki wprawiają  w drganie wieczność, uobecniając tym samym źródło spełnienia i piękna. Ikony przypominają o świecie przeobrażonym, którego korowód ocalonych z paszczy Lewiatana prowadzi zmartwychwstały Chrystus „Obalił On potęgę śmierci i przekształcił ciało dla niezniszczalności”(św. Cyryl Jerozolimski). Pochlam się nad mrocznymi obrazami Boscha i nie widzę tam świata zatopionego w otchłani lęku, lecz zapętlone stworzenie, oczekujące na zatopienie w wibrującym tunelu światła. Nawet w paskudnie ukazanej malarskiej wizji piekła- tli się wątłe światło zapowiadające poranek. „Wszystko, czego tutaj na ziemi poszukujemy w sztuce- harmonia, niezwykłość, absolutne piękno- wszystko to otrzymamy w życiu wiecznym”(A. Grun). Życie człowieka utkane jest drobnych kroków prowadzących ku ostatecznemu przeobrażeniu. Lękamy się odchodzenia, ponieważ nasza biologia bardzo często naznaczona jest cierpieniem i konwulsyjnie wyrywa się, próbując wydrzeć się natarczywie przenikającemu każdą cząstkę ciała bólowi. W następnym tygodniu rozpocznie się już Wielki Post. To czas w którym chrześcijaństwo będzie proklamować prawdę o Chrystusie który stoczył na krzyżu walkę ze śmiercią. Niezwykle głęboko to doświadczenie będą nam przybliżać teksty Ojców Kościoła: „Śmierć- pisze św. Efrem- zabiła Go w ciele, które On przyjął, lecz tą samą bronią On zatriumfował nad nią. Boskość skryła się w człowieczeństwie i zbliżyła się do śmierci, która zabijając je, sama została zabita i pokonana na krzyżu. Śmierć zabiła życie przyrodzone, lecz została zabita przez życie nadprzyrodzone. Ponieważ śmierć nie mogła przełknąć Słowa bez ciała, narodziło się Ono z Dziewicy, by móc zejść dzięki ciału do piekieł.”

poniedziałek, 17 lutego 2020


Największy z was niech będzie sługą waszym. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża będzie wywyższony (Mt 23,11-12).
Ewangelia próbuje uchronić współczesnego człowieka od psychologicznie akceptowanego indywidualizmu, przejawiającego się najczęściej w postawach egoistycznych i narcystycznych.  Jesteśmy w świecie na którym piętno odcisnął grzech autoafirmacji. Pokora- znamionująca ludzi naprawdę wielkich, jest postrzegania obecnie jako przejaw słabości, naiwności, archaicznej uległości. Każdy chciałby być panem własnego losu i brać sprawy w swoje ręce. Wielu ma ambicję, aby zajmować najbardziej intratne stanowiska. Zasiadać na wyeksponowanych stanowiskach i kształtować jakiś fragment korporacyjnej egzystencji. Model człowieczeństwa empatycznego, szlachetnego, nacechowanego silnym komponentem dobra, zostaje wydarty z tradycyjnego systemu międzyludzkich odniesień, ku byciu silnym i pozbawionym moralnych rozterek. W globalnym i pospiesznie trudzącym społeczeństwie ludzi sukcesu- ambitnych herosów, liczą się jedynie osobnicy bezwzględni, mocno chodzący po ziemi, kalkulujący możliwie jak najlepsze strategie dla siebie. Iluzja wielkości, bogactwa, nieograniczonych możliwości spędza sen z powiek wielu. Choć jest to jedynie utopia nowoczesności ! Świat jest zaludniony wiecznie panoszącymi się próżnymi „ja” którzy wcześniej czy później wykolejają się na zakręcie własnego rozdętego indywidualizmu. Tylko ludzie o szlachetnych uczuciach, pięknym i przenikliwym spojrzeniu- dalekowzroczni mistycy- potrafią przeobrażać świat, użyźniać go glebą maksymalnie przeżywanego człowieczeństwa. Ludzie o pojemnych sercach, potrafiący umywać nogi innych. Zdolni do pomniejszenia siebie... Chrześcijaństwo przypomina, że każdy nasz dzień jest porzucaniem siebie- umieraniem dla spraw tego świata; dojrzewaniem ku dorosłości człowieka odkupionego. Nie zbawiamy się w pojedynkę, ściska nasze dłonie niewidzialna nić solidarności i impuls bezwarunkowej miłości. Odpowiedzialność za los innych, pozbawiony nonszalancji i dominacji. Brama wieczności otwiera swoje podwoje dla maluczkich którzy zatrzymali spojrzenie na tych drugich; biorąc słabych na swoje ramiona- giganci pokory. Samarytanie przemierzający pustynię duchowej zimy i zamieniający w radość to czego dotkną ich spracowane serca Jesteśmy jedynie drobinkami na dłoniach Boga; odpryskami miłości które próbują bezmyślnie zakwestionować swoją zdolność do bycia wielkimi w okazywaniu pokory i miłości. Kończę refleksję wierszem Jana Twardowskiego o Przemienieniu, choć tak naprawdę o wywyższonej ludzkiej małości: „Wiem już, Panie, dlaczego na Tabor zabrałeś Piotra, Jakuba i Jana. W zakurzonych szatach, najmniej udanych uczniów (najgorszych ze wszystkich, powiodłeś na śnieg szczytów. Na siwiznę świata). Piotra, że zbyt wierzył w Twą ludzką potęgę, i Jakuba i Jana, obu Synów Gromu- popędliwych. Po ludzku Cię widzącym, lękliwym o Ciebie, gdy zachód rany krwawił na niebie. Przemieniłeś się nagle w srebrną- Bożą jasność- otwarli wielkie ludzkie oczy zadziwione.

piątek, 14 lutego 2020


W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije!  Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza». A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony (J 7, 37-39).

Liturgia pragnienia i źródła, która na krzyżu wytryśnie obficie się z przebitego boku Baranka. To zapowiedź Kościoła który stanie się drogocennym rezerwuarem łaski z którego całe pokolenia świadków, będą spożywać Miłość- Ducha Świętego. „Takie były cel i przeznaczenie całego dzieła naszego zbawienia przez Chrystusa, by wierzący otrzymali Ducha Świętego”- pisał Symeon Nowy Teolog. W podobny sposób wiele wieków później będzie wypowiadał się Schelling w swoich Lectures sur la Philosophie de l’art.: „Chrystus powrócił do świata nadzmysłowego i na swoje miejsce powołał Ducha. W ten sposób położył kres minionemu wiekowi; jest On ostatnim Bogiem, po Nim przyjdzie Duch, idealna zasada, dusza, która pokieruje nowym światem.” Pascha Baranka będzie poprzedzać Zielone Świątki, stanie się „rozciągnięciem” uwielbionego ciała Pana na uczniów osieroconych i poddanych próbie wiary. „W tym darze była zawarta głębia daru Chrystusa, to jest Duch Święty... Tam bowiem gdzie jest Kościół (ecclesia) jest także Duch Boży; tam zaś gdzie jest duch Boży, jest Kościół i wszelka łaska. I Duch to jest prawda”(św. Ireneusz z Lyonu). Ten Trzeci z Trójcy, staje się duszą wspólnoty ożywionej i przebóstwionej bogactwem darów i charyzmatów. „Bóg we wspólnocie”(Hegel). Najbardziej Tajemniczy- Rouah i Parakletos- „ten, który znajduje się przy nas.” Pełen kobiecego piękna jak na ikonie Rublova „wieloraki, przenikający, ruchliwy, bystry, czysty, łagodny, miłujący dobro, przyjaciel ludzi, czuwający, stały, pewny, widzący wszystko, mogący wszystko, nieskalany !”- tymi ozdobnikami charakteryzował osobę Ducha średniowieczny myśliciel Anzelm z Havelbergu. Wezwany nad nami i jednocześnie wymykający się ludzkim zmysłom, przychodzący z mocą w przeciwstawnych sobie żywiołach tego świata, taki jak choćby: wicher i milczenie. Henryk Suzo twierdził, że „tam, gdzie kończą się zmysły, zaczyna się prawda.” Nie możemy Go ogarnąć wzrokiem, powonieniem, dotykiem, choć przez nie przenika nasze człowieczeństwo. Zstępuje zatem w otchłanie duszy czyniąc ją świątynią- miejscem spotkania, nawiedzenia, przeistoczenia w „świętość  która jest istotnym elementem Jego natury”(św. Bazyli Wielki). Warunkiem dostrzeżenia w innych obecności Hagion jest znajdowanie się w stanie Ducha. Również dzisiaj wierzący przychodzą do sakramentalnego źródła Kościoła. Spragnieni i utrudzeni wędrówką piją pośpiesznie, ponieważ wiedzą, że to Źródło tryska energią i przemienia oblicze świata. Dokonuje się synergia miłości- cudowna wymiana darów. Przemienienie staje się urzeczywistnieniem Paruzji. Światem otulonym światłością zstępującego Piękna.    

czwartek, 13 lutego 2020


Niechaj mnie nurt wody nie porwie, niech nie pochłonie mnie głębia, niech otchłań nie zamknie nade mną swej paszczy (Ps 69, 16).

Dwudziesty wiek w znaczący sposób przyczynił się do usunięcia obrazu człowieka ze sztuki. Już u początku wieku nowoczesności rosyjski filozof Bierdiajew krytycznie i z wielką uwagą analizował dynamizm rozpędzonej kultury: „W historii sztuki było wiele kryzysów. Głębokie wiązały się z przejściem od antyku do średniowiecza i od średniowiecza do renesansu. Ale, to co dzieje się ze sztuką w naszej epoce, nie może być nazwane jednym szeregu kryzysów. Jesteśmy świadkami kryzysu sztuki w ogóle, najgłębszego wstrząsu jaki dotyka jej tysiącletnie podstawy. Nadszedł w końcu zmierzch dawnego ideału klasycznie pojmowanej sztuki i wydaje się, że nie ma powrotu do ówczesnego sposobu przedstawiania... Człowiek ostatnich twórczych dni pragnie stworzyć coś, czego jeszcze nie było i w swoim twórczym działaniu wznosi się ponad wszelkie możliwości i przekracza wszelkie granice.” Nie można odebrać tej prognozie aktualności i profetyzmu. Figuracja która była domeną wizualnej kultury i zainteresowania człowiekiem w jego wymiarze fizyczno-duchowym, uległa jakiejś trudnej do wytłumaczenia zapaści. Historia przez całe wieki ilustrowała, dokumentowała i pielęgnowała refleksje o człowieku- „byt fascynujący”- posługując się językiem filozofii, wymykający się nieustannie jednoznacznej interpretacji. Człowiek to tajemnica ! Takim się jawił oczom licznych myślicieli i artystów penetrujących jego ukryte światy przez kilkanaście wieków barwnej historii. Współczesność zignorowała człowieka, poddała licznym eksperymentom- sztuka rozbiła go na atomy, lub co gorsza, uczyniła go bezużytecznym produktem nieprzydatnej materii- śmieciem ! „Zanikanie ciała w sztuce współczesnej jest znakiem unicestwienia, a nie uduchowienia..., to radykalne usunięcie obrazu człowieka”(Ch. Godin). Już Marinetti piewca postępowego futuryzmu, formułował  manifest jawnie wrogi humanizmowi: „Człowiek nie budzi więcej absolutnie żadnego zainteresowania. Zatem należy go usunąć z literatury. Zastąpić go wreszcie materią, której istotę trzeba zrozumieć przez porywy intuicji... Zastąpić psychologię człowieka, która się dawno wyczerpała, liryczną aktywnością materii.” Sztuka stała się absolutnie „wolna”- wedle tego aksjomatu można uprawiać sztukę w sposób nieskrępowany. Człowiek przestał być postrzegany jako „mikrokosmos” w którym zawiera się również pierwiastek boski. W licznych rozgałęzieniach abstrakcjonizmu- ciało staje się nieobecne, rozczłonkowane, zdeformowane, okaleczane, nieprzyzwoicie sprofanowane. Jest to wyrazem ucieczki od człowieka tajemnicy- w antyhumanizm i nihilizm. Utopia współczesności jest o tyle niebezpieczna, że jej wytwory stają się przeraźliwym udokumentowaniem pustki i zalegającej zewsząd śmierci. „Śmierć milczy, a jednak mówi więcej niż życie”(A.A. Pilavoine). Już rzeźbiarskie postacie Giacomettiego- wydłużone, chropowate, zdające się być w stanie rozpadu, symptomatycznie podskórnie zapowiadały nadejście sztuki przenikniętej pesymizmem i cierpieniem. Osamotnione sylwetki rzeźbiarza są wyrazem ujmującej- egzystencjalnej pustki- znamionującej człowieka, jako byt wykolejony. „Oto więc człowiek... Jest tylko długą niewyrażalną sylwetką kroczącą brzegiem horyzontu”(J.P. Sartre). Działania „artystyczne” wywołujące skandal, szokujące, przesuwające wszelkie granice przyzwoitości i estetycznej poprawności. Ciało okaleczone i poddane rygorowi bólu- body art - Mariny Abramović, czy u Armana Fernandeza, postacie skonstruowane z przemysłowych odpadków- unicestwiające bezpowrotnie człowieka jako osobę. Od lat 60 XX wieku Keith Sonnier filmował swoje ciało poddane różnym sytuacjom, ukazywał targające nim „mikroemocje” wyzwalane rzekomo przez przeżywane doświadczenia. Gina Pane kalecząc się kolcami róży lub żyletkami, wskazywała podobno na istnienie związku pomiędzy gnębieniem a sadomasochizmem, charakteryzującym skomplikowane relacje międzyludzkie.  Zrozumiałą się wydaje w tym kontekście, przenikliwa i niezwykle trafna diagnoza wystawiona sztuce przez wybitnego pisarza Ryszarda Przybylskiego: „Większość obrazów, które powstały w drugiej połowie XX wieku, ukazuje nam materię w hańbie konwulsyjnego konania. Jest to niewątpliwie znak czasu, może najbardziej wymowny i przejmujący. Homo faber , człowiek produkujący dobra, doprowadził nareszcie swoją działalność do absurdu, otwierając tym samym paradoksalny okres historii: efektem jego mądrego tworzenia stało się już tylko głupie niszczenie. Im wyżej szybuje jego myśl, tym niżej upada jego dusza.” Historia nam podpowiada, że „istota ludzka godna jest przyszłości”(H. Jonas), choć pewnie sztuka będzie się szamotała z tak pojmowaną antropologią. „Poprzez pracę, sztukę, celebrację ciało ma wyrażać teofaniczny i dialogiczny charakter świata...”(O. Clement). Często moi uczniowie stawiają mi na zajęciach pytanie: „Jak można zdefiniować współczesną sztukę... Co będzie jej treścią... Jakie niesie przesłanie i co, po sobie pozostawi ? Tak postawione pytania są zasadne i zawiera się w nich jakiś zakamuflowany niepokój. Próba odpowiedzi wydaje się szalenie skomplikowana i można ją porównać do wyważania głową drzwi- nie jednych, ale wielu zamkniętych szczelnie od środka. Jak uważny badacz kultury, spoglądam na wiele z tych zjawisk z ogromnym niepokojem, lękiem- momentami z przerażeniem. „Jutro nie jest bezbarwne”- jak mówił G. Apollinaire. Istnieje jednak nadzieja na zrehabilitowanie sztuki- „zmartwychwstanie” odkrycie piękna jaśniejącego na ludzkich twarzach. Kultura wymaga od nas wnikliwego i pokornego obserwowania. Oczekiwania na przemienienie człowieka i świata. Ostatecznie pocieszają mnie słowa P. Evdokimowa: „Jeżeli każdy człowiek stworzony na obraz Boży jest żywą ikoną Królestwa Niebieskiego. W chwili swego wielkiego przejścia Duch Święty lekkim dotknięciem swoich palców muśnie ikonę i ślad tego dotknięcia pozostanie w niej na zawsze.”