Cisza jest tą
przestrzenią której wypatruje dusza chrześcijanina. Wielkopostna droga
nawrócenia jest odkrywaniem bezbrzeżnej ciszy w zgiełku przeszywającego zewsząd
hałasu miasta. Istnieją obok nas ludzie, którzy nie potrafią już egzystować w
milczeniu. Ich uszy przenika nieustannie rozlegający się dźwięk, gwar,
technologiczna kakofonia. Hałas i dźwięk – znamionują naszą nowoczesną
cywilizację, która potrafi otępiać i dezorientować nawet ludzi głęboko
wrażliwych. Wejście w przestrzeń ciszy wymaga odwagi i konfrontacji ze sobą.
Takie doznanie pozwala uchwycić nicość z jaką stajemy wobec Tego, którego słowo
wydobyło świat z ciszy wieczności. Człowiek staje się bytem rozmyślającym-
reflektującym wszystkie zakamarki własnego jestestwa. Cisza potrafi wyzwalać z
obsesji siebie; orbitowania wokół własnych i banalnych spraw. Prawdziwa i
szczera modlitwa rezonuje siłą słowa dopiero wtedy kiedy przejdzie przez
komnatę ciszy, zatopionej w pragnieniu bycia naprzeciw Tajemnicy. „Panie, nie
pozwól nam zapomnieć- pisze S. Kierkegaard- że Ty mówisz również wtedy, kiedy
milczysz.” Żywa teologia rodzi się z poczucia niewystarczalności słów i słuchu
wyostrzonego do granic możliwości. Negotiosum
silentium- aktywna i twórcza cisza- jak mawiał św. Ambroży z Mediolanu. Nie
bez przyczyny w średniowiecznych klasztorach cisza spowijała rytm codziennego
życia mnichów. „Zamknij drzwi swej celi dla ciała, wrota swego języka dla mowy,
a wewnętrzne drzwi dla złych duchów”(św. Jan Klimak). Kamienne wsporniki
instruowały wchodzących wędrowców, że cisza jest córą beznamiętności; cnotą
ludzi wielkiego ducha. Usta przewiązane powrozem stanowiły zaproszenie do
medytatywnej dyscypliny bycia naprzeciw Boga. Pokornego nasłuchiwania kroków
Oblubieńca: „Jezus Chrystus, Słowo, które wyłania się z milczenia”(św. Ignacy z
Antiochii). „Katedry były wznoszone wokół ciszy... jak milczenie osadzone w
kamieniu. Ogromna skarbnica ciszy”- twierdził M. Picard. Milczenie stawało się
przeistoczoną mową- bezdźwięcznym dialogiem miłości. „Kiedy się modlicie, wasze
„ja” musi zamilknąć... Uciszcie się i pozwólcie mówić modlitwie”(T.
Colliander). Pozwólcie mówić Bogu, który jest wewnątrz was ! W tradycji
prawosławnej heyzchasta, to człowiek przeobrażony- ktoś, kto dostąpił
wewnętrznego pokoju- posiadł piękno ciszy. Wyraża to niezwykle wymownie
nubijskie malowidło ścienne przedstawiające św. Annę składającą palec na ustach
i zapraszającą do modlitwy. Człowiek, który nauczył się słuchać i stawać
naprzeciw Boga; odkrywać, że Królestwo Boże jest w nim (Łk 17,21). Cisza jest
częścią tej wielkiej ascezy, która jest najtrudniejszą z wyzwań współczesności.
„Milczy, kto wychodząc od ciszy, rezygnuje, by afirmować swoją egzystencję”( M.
Laroche). Na ścianie mam dużą ikonę Krzyża przed którą najczęściej składaną
modlitwą jest przeniknięte codziennym zmęczeniem milczenie. Wobec cierpiącego
Chrystusa, tylko cisza staje się najbardziej właściwym językiem wdzięczności. piątek, 28 lutego 2020
Cisza jest tą
przestrzenią której wypatruje dusza chrześcijanina. Wielkopostna droga
nawrócenia jest odkrywaniem bezbrzeżnej ciszy w zgiełku przeszywającego zewsząd
hałasu miasta. Istnieją obok nas ludzie, którzy nie potrafią już egzystować w
milczeniu. Ich uszy przenika nieustannie rozlegający się dźwięk, gwar,
technologiczna kakofonia. Hałas i dźwięk – znamionują naszą nowoczesną
cywilizację, która potrafi otępiać i dezorientować nawet ludzi głęboko
wrażliwych. Wejście w przestrzeń ciszy wymaga odwagi i konfrontacji ze sobą.
Takie doznanie pozwala uchwycić nicość z jaką stajemy wobec Tego, którego słowo
wydobyło świat z ciszy wieczności. Człowiek staje się bytem rozmyślającym-
reflektującym wszystkie zakamarki własnego jestestwa. Cisza potrafi wyzwalać z
obsesji siebie; orbitowania wokół własnych i banalnych spraw. Prawdziwa i
szczera modlitwa rezonuje siłą słowa dopiero wtedy kiedy przejdzie przez
komnatę ciszy, zatopionej w pragnieniu bycia naprzeciw Tajemnicy. „Panie, nie
pozwól nam zapomnieć- pisze S. Kierkegaard- że Ty mówisz również wtedy, kiedy
milczysz.” Żywa teologia rodzi się z poczucia niewystarczalności słów i słuchu
wyostrzonego do granic możliwości. Negotiosum
silentium- aktywna i twórcza cisza- jak mawiał św. Ambroży z Mediolanu. Nie
bez przyczyny w średniowiecznych klasztorach cisza spowijała rytm codziennego
życia mnichów. „Zamknij drzwi swej celi dla ciała, wrota swego języka dla mowy,
a wewnętrzne drzwi dla złych duchów”(św. Jan Klimak). Kamienne wsporniki
instruowały wchodzących wędrowców, że cisza jest córą beznamiętności; cnotą
ludzi wielkiego ducha. Usta przewiązane powrozem stanowiły zaproszenie do
medytatywnej dyscypliny bycia naprzeciw Boga. Pokornego nasłuchiwania kroków
Oblubieńca: „Jezus Chrystus, Słowo, które wyłania się z milczenia”(św. Ignacy z
Antiochii). „Katedry były wznoszone wokół ciszy... jak milczenie osadzone w
kamieniu. Ogromna skarbnica ciszy”- twierdził M. Picard. Milczenie stawało się
przeistoczoną mową- bezdźwięcznym dialogiem miłości. „Kiedy się modlicie, wasze
„ja” musi zamilknąć... Uciszcie się i pozwólcie mówić modlitwie”(T.
Colliander). Pozwólcie mówić Bogu, który jest wewnątrz was ! W tradycji
prawosławnej heyzchasta, to człowiek przeobrażony- ktoś, kto dostąpił
wewnętrznego pokoju- posiadł piękno ciszy. Wyraża to niezwykle wymownie
nubijskie malowidło ścienne przedstawiające św. Annę składającą palec na ustach
i zapraszającą do modlitwy. Człowiek, który nauczył się słuchać i stawać
naprzeciw Boga; odkrywać, że Królestwo Boże jest w nim (Łk 17,21). Cisza jest
częścią tej wielkiej ascezy, która jest najtrudniejszą z wyzwań współczesności.
„Milczy, kto wychodząc od ciszy, rezygnuje, by afirmować swoją egzystencję”( M.
Laroche). Na ścianie mam dużą ikonę Krzyża przed którą najczęściej składaną
modlitwą jest przeniknięte codziennym zmęczeniem milczenie. Wobec cierpiącego
Chrystusa, tylko cisza staje się najbardziej właściwym językiem wdzięczności. środa, 26 lutego 2020
Ty
zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że
pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie
(Mt 6, 17-18).
Wielki Post- te dwa
słowa klucze rysują mozolny krajobraz drogi, którą powinien każdego roku
przejść chrześcijanin. Zbitka dwóch słów otwierających nowy czas w pulsującej
liturgii Kościoła, wyraża coś niezwykle anachronicznego i urzekającego-
misteryjnego i mistagogicznego. Ta atmosfera skupienia i refleksji, emanuje również na tych
dla których obecność Boga jest jeszcze odległa i mglista. „Świetliste święto”-
jak wyśpiewuje z poetyckim uniesieniem liturgia bizantyjska. Istnieje bowiem czas w którym
wszystko się odnawia, przybliża do Źródła- doświadcza duchowej wiosny. Pomimo
tego, że w świecie nie ustaje już zgiełk chronicznego karnawału, to zawsze
znajdą się ludzie dla których domem staje się pustynia; którzy pozostawiają za
sobą wygodnictwo i schemat codziennych zajęć, rezygnują z czegoś, wychodząc ku
spotkaniu z Bogiem i duchowemu przeobrażeniu. Musi w nas zabrzmieć cisza
pustyni z której staną się słyszalne kroki przychodzącego Oblubieńca. „By
usłyszeć w duszy głos Boga, potrzeba ciszy i całkowitego skupienia”(J. B.Bossuet)
Początek tej drogi rozpoczyna „obrzęd nicości”- konfrontacji z prochem którym
kapłan posypuje głowy na znak pokuty. Ta materia śmierci zmieszana z wodą,
staje się również błotem które Chrystus kładzie na nasze oczy, rany, serce,
szczeliny duszy- abyśmy stali się ludźmi uzdrowionymi mocą usłyszanej
Ewangelii. „Człowiek jest prochem. Istotą stale umierającą- pisał K. Rahner-
Istotą, która od pierwszej chwili swego istnienia zmierza ku śmierci,
jednoznacznie i nieubłaganie, jedyną istotą, która o tej nieuchronności swojej
śmierci wie. Jest prochem !” Na tej drodze wszystko jest zaskakujące. Nie jest
to coroczny scenariusz pokonywanej mozolnie drogi w którą wpisany jest człowiek
przygnieciony ciężarem grzechów. „Podczas chrztu rodzimy się z wody i Ducha;
podczas sakramentu pokuty odradzamy się łzami i Duchem”( I. Brianczninow). Tu
wszystko jest nieprawdopodobne, obłaskawione świeżym spojrzeniem i miłością
Boga. „Ten, kto pości przyobleka się w upokorzonego Chrystusa, by tym
świadomiej móc się przyoblec w Chrystusa uwielbionego, kiedy On przyjdzie w
radości paschalnej, eucharystycznej. Ta radość przenosi się na post, rzucone
światło, tak jak rzucony jest cień”(O. Clement). Odmawiana każdego dnia pokutna
modlitwa świętego Efrema Syryjczyka oczyszcza z tego, co jest przeniknięte
egoizmem i rządzą samostanowienia o sobie. Pozwala w świetle prawdy widzieć
swoje przewinienia i przyjmować słabych braci ze współczującą miłością Mistrza
z Nazaretu. Jestem grzesznikiem ! Adamem płaczącym u wrót Raju. Wypatrującym
ocalenia i przywołania po imieniu. „Nawrócenie i uznanie swojej grzeszności
jest córką nadziei i odrzuceniem rozpaczy”(św. Jan Klimak). Kościół namacalnie
zaczyna naśladować Chrystusa i przyobleka się w szaty nadziei i miłosierdzia.
Ma stoczyć bitwę z własnymi, wewnętrznymi demonami które próbują rozrywać w nim
włókna dobra. To przemienienie dokonuje się przez Krzyż Zbawiciela- przyjęty z
wiarą. „Dzięki krzyżowi przyoblekamy się w Chrystusa i porzucamy starego
człowieka”(św. Teodor Studyta). Być do niego przytulonym i przytwierdzonym, aby
doświadczyć wyzwalającej siły i darmowej miłości. „Post jest próbą, poprzez
którą osobowość wyzbywa się swego Ja. Jest to ćwiczenie, w czasie którego Ja
musi zostać odrzucone przez całą istotę, aby mu mogła się oprzeć. Można więc
uznać post za akt miłości wyższego rzędu, za fizyczny sposób wejścia w
doświadczenie krzyża, stanowiący integralną część tego doświadczenia” (M.
Maskine). Wielkopostna droga jest kamienna i chropowata, lecz u jej końca
rozbłyśnie świetlista Pascha- istnienie w Zmartwychwstałym
!
niedziela, 23 lutego 2020
Kiedy przybliżał się do
Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał
przeciągający tłum, wypytywał się, co to się dzieje. Powiedzieli mu, że
Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj
się nade mną!» Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz
on jeszcze głośniej wołał: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Jezus
przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się przybliżył, zapytał
go: «Co chcesz, abym ci uczynił?» On odpowiedział: «Panie, żebym przejrzał».
Jezus mu odrzekł: «Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał
i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę
Bogu (Łk 18, 35-43).
Bardzo
ciężko jest pisać o niemożliwości widzenia świata przez niewidomych. Nawet
kiedy próbuję zamknąć oczy i poruszać się po mieszkaniu, ciemność staje się
doświadczeniem paraliżującym- pozbawiającym władzy nad ciałem, zdanym jedynie
na inne zmysły. Badania naukowe potwierdzają, że dziś około osiemdziesiąt pięć
procent informacji i bodźców zmysłowych zawdzięczamy wzrokowi. Brak tego zmysłu
staje się dramatycznym dryfowaniem przez życie. Pewnie inaczej jest z osobami
które urodziły się bez władzy wzroku; łatwiej jest im zaakceptować taki stan
rzeczy i zaadaptować się do zastanej sytuacji. Ci, którym dane było widzieć
piękno świata, stają się wędrowcami „krainy cieni”- ograbionymi z mocy
nasycania wzroku światłem. Oko ludzkie powołane do kontemplowania misterium
nieskończonego Piękna, zostaje zasłonięte ciemnością, przez którą musi przejść
struga innego spojrzenia- spojrzenia które zbawia. Ewangelia niesie przesłanie
o wielkim miłosierdziu Boga, który w Chrystusie rozprasza ciemność jasnością.
Człowieczeństwo Chrystusa jest sakramentem Boga; widzialnym i dotykalnym
znakiem uzdrowienia i przemienienia. On przywraca nadzieję tym, którzy są jej
pozbawieni. „Ślepiec nie wiedział, czym różni się dzień od nocy, światło od
ciemności. Dłonie jego dotykające szaty Rabiego bezsilnie obsunęły się na ziemię.
Wszystko było mu obojętne...Obojętny był mu świat, którego nie znając był
ciekaw”(R. Brandstaetter). Z tej pozornej obojętności wydobywa się piskliwe
milczenie dziecka: „Jezusie, ulituj się nade mną !” Błaganie i tląca się w
środku wiara, poruszyły dogłębnie Mistrza. Przywraca sprawność oczom, które
zasklepione potem, brudem i łzami otwierają się stopniowo na Światłość.
Przypominają mi się cudownie zestrojone słowa Dantego, gdy będąc w Raju śpiewał: „Jak wielka to łaska, że
się ośmieliłem utkwić spojrzenie w wieczystej światłości- takiej, że jej widok
by was strawił.” Kościół wczytując się uważnie w historię niewidomego z pod
Jerycha, uświadamia sobie własną- zalegającą oczy duszy ciemność. Nie jest
ciemność fizyczna lecz duchowa, której przytępienie separuje od miłości Boga.
Święty Jan Chryzostom zauważył: „Podobnie jak pogrążeni w ciemnościach nie znają natury rzeczy, tak i żyjący w
grzechu nie rozróżniają rzeczy, biegną ku cieniom, jakby były one rzeczywistością.”
Chrystus przychodzi i dotyka Kościół „nieskończoną delikatnością Boga,” otwiera
oczy proszących na blask prawdy. Mówimy zatem z drżeniem i ufnością: Κύριε ελέησον.
czwartek, 20 lutego 2020
Kilkanaście dni
odpoczynku jest doskonałą okazją do pochylenia się nad sprawami odłożonymi na
później. Powróciłem do tekstów poświęconych śmierci i zmartwychwstaniu, które
próbowałem zebrać już wcześniej; usystematyzować, podszlifować i złożyć w lekkostrawną,
choć nie zwalniającą czytelnika z głębszej refleksji książkę. Jest to ten
rodzaj eseistyki, który określam na własny użytek terminem- „graniczny”-
ponieważ jest pewnego rodzaju spacerem po zakrytych przed człowiekiem stanach
eschatycznych. Zresztą wszyscy kiedyś będziemy niesieni na marach lub
drewnianej trumnie, jak na tym cudownym zamieszczonym przeze mnie romańskim
kapitelu. Często czytelnicy mojej strony przyznają, iż dominującą tematyką
moich rozważań jest temat Paschy-
przejścia ze śmierci do życia. To trafne spostrzeżenie, gdyż rzeczywistość
odchodzenia i jawiący się na horyzoncie apofatycznego spojrzenia- nowy świat - jest
częstym obiektem moich rozmyślań. Hebrajskie słowo alam określa wieczność i znaczy tyle, co „ukrywać się.” Jeżeli coś
jest ukryte, to tym bardziej przywołuje nas do poszukiwania- ekscytuje
wszystkie władze poznawcze. Czyż nie jesteśmy dziećmi z którymi Bóg bawi się od
czasu do czasu w chowanego ? Daje nam jedynie ślady po których idziemy jakby po
omacku. „Wszystko szuka doskonałości w śmierci”- pisał poeta A.R. Bastos. Ja
szukam doskonałości w życiu. „Wszelka radość pragnie wieczności, pragnie
głębokiej, głębokiej wieczności”(F. Nietzsche). Nie piszę o czymś nowym,
jedynie ukierunkowuję ludzką percepcję na możliwość świata o którym zdaje się,
że zapomnieliśmy. „Śmierć jest bramą życia”- mówili starożytni uwikłani w śmierć
i tęskniący za czymś wiecznie trwałym. Tylko Biblia będzie przynosiła promienne
słowa pokrzepienia i nadziei: „Deus mortem non fecit”- Bóg nie jest sprawcą
śmierci, lecz Tym który z niej wyzwala ! Kultura opowiada nam o śmierci i
przechodzeniu. Muzyka przenosi poza objęciami Thanatosa; dźwięki wprawiają w drganie wieczność, uobecniając tym samym
źródło spełnienia i piękna. Ikony przypominają o świecie przeobrażonym, którego
korowód ocalonych z paszczy Lewiatana prowadzi zmartwychwstały Chrystus „Obalił
On potęgę śmierci i przekształcił ciało dla niezniszczalności”(św. Cyryl
Jerozolimski). Pochlam się nad mrocznymi obrazami Boscha i nie widzę tam świata
zatopionego w otchłani lęku, lecz zapętlone stworzenie, oczekujące na
zatopienie w wibrującym tunelu światła. Nawet w paskudnie ukazanej malarskiej
wizji piekła- tli się wątłe światło zapowiadające poranek. „Wszystko, czego
tutaj na ziemi poszukujemy w sztuce- harmonia, niezwykłość, absolutne piękno-
wszystko to otrzymamy w życiu wiecznym”(A. Grun). Życie człowieka utkane jest
drobnych kroków prowadzących ku ostatecznemu przeobrażeniu. Lękamy się
odchodzenia, ponieważ nasza biologia bardzo często naznaczona jest cierpieniem
i konwulsyjnie wyrywa się, próbując wydrzeć się natarczywie przenikającemu każdą
cząstkę ciała bólowi. W następnym tygodniu rozpocznie się już Wielki Post. To
czas w którym chrześcijaństwo będzie proklamować prawdę o Chrystusie który
stoczył na krzyżu walkę ze śmiercią. Niezwykle głęboko to doświadczenie będą
nam przybliżać teksty Ojców Kościoła: „Śmierć- pisze św. Efrem- zabiła Go w
ciele, które On przyjął, lecz tą samą bronią On zatriumfował nad nią. Boskość
skryła się w człowieczeństwie i zbliżyła się do śmierci, która zabijając je,
sama została zabita i pokonana na krzyżu. Śmierć zabiła życie przyrodzone, lecz
została zabita przez życie nadprzyrodzone. Ponieważ śmierć nie mogła przełknąć
Słowa bez ciała, narodziło się Ono z Dziewicy, by móc zejść dzięki ciału do
piekieł.”
poniedziałek, 17 lutego 2020
Największy
z was niech będzie sługą waszym. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się
poniża będzie wywyższony (Mt 23,11-12).
Ewangelia próbuje
uchronić współczesnego człowieka od psychologicznie akceptowanego
indywidualizmu, przejawiającego się najczęściej w postawach egoistycznych i
narcystycznych. Jesteśmy w świecie na
którym piętno odcisnął grzech autoafirmacji. Pokora- znamionująca ludzi
naprawdę wielkich, jest postrzegania obecnie jako przejaw słabości, naiwności,
archaicznej uległości. Każdy chciałby być panem własnego losu i brać sprawy w
swoje ręce. Wielu ma ambicję, aby zajmować najbardziej intratne stanowiska. Zasiadać
na wyeksponowanych stanowiskach i kształtować jakiś fragment korporacyjnej egzystencji.
Model człowieczeństwa empatycznego, szlachetnego, nacechowanego silnym
komponentem dobra, zostaje wydarty z tradycyjnego systemu międzyludzkich
odniesień, ku byciu silnym i pozbawionym moralnych rozterek. W globalnym i
pospiesznie trudzącym społeczeństwie ludzi sukcesu- ambitnych herosów, liczą
się jedynie osobnicy bezwzględni, mocno chodzący po ziemi, kalkulujący możliwie
jak najlepsze strategie dla siebie. Iluzja wielkości, bogactwa,
nieograniczonych możliwości spędza sen z powiek wielu. Choć jest to jedynie utopia
nowoczesności ! Świat jest zaludniony wiecznie panoszącymi się próżnymi „ja”
którzy wcześniej czy później wykolejają się na zakręcie własnego rozdętego indywidualizmu.
Tylko ludzie o szlachetnych uczuciach, pięknym i przenikliwym spojrzeniu-
dalekowzroczni mistycy- potrafią przeobrażać świat, użyźniać go glebą
maksymalnie przeżywanego człowieczeństwa. Ludzie o pojemnych sercach, potrafiący umywać nogi innych. Zdolni do pomniejszenia siebie... Chrześcijaństwo
przypomina, że każdy nasz dzień jest porzucaniem siebie- umieraniem dla spraw
tego świata; dojrzewaniem ku dorosłości człowieka odkupionego. Nie zbawiamy się
w pojedynkę, ściska nasze dłonie niewidzialna nić solidarności i impuls
bezwarunkowej miłości. Odpowiedzialność za los innych, pozbawiony nonszalancji
i dominacji. Brama wieczności otwiera swoje podwoje dla maluczkich którzy
zatrzymali spojrzenie na tych drugich; biorąc słabych na swoje ramiona- giganci pokory.
Samarytanie przemierzający pustynię duchowej zimy i zamieniający w radość to czego dotkną ich spracowane serca Jesteśmy jedynie drobinkami
na dłoniach Boga; odpryskami miłości które próbują bezmyślnie zakwestionować swoją
zdolność do bycia wielkimi w okazywaniu pokory i miłości. Kończę refleksję
wierszem Jana Twardowskiego o Przemienieniu, choć tak naprawdę o wywyższonej
ludzkiej małości: „Wiem już, Panie, dlaczego na Tabor zabrałeś Piotra, Jakuba i
Jana. W zakurzonych szatach, najmniej udanych uczniów (najgorszych ze
wszystkich, powiodłeś na śnieg szczytów. Na siwiznę świata). Piotra, że zbyt
wierzył w Twą ludzką potęgę, i Jakuba i Jana, obu Synów Gromu- popędliwych. Po
ludzku Cię widzącym, lękliwym o Ciebie, gdy zachód rany krwawił na niebie.
Przemieniłeś się nagle w srebrną- Bożą jasność- otwarli wielkie ludzkie oczy
zadziwione.
piątek, 14 lutego 2020
W
ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta, Jezus stojąc zawołał donośnym
głosem: «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie
i pije! Jak rzekło Pismo:
Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza». A powiedział to o
Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był
dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony (J
7, 37-39).
Liturgia pragnienia i źródła,
która na krzyżu wytryśnie obficie się z przebitego boku Baranka. To zapowiedź
Kościoła który stanie się drogocennym rezerwuarem łaski z którego całe
pokolenia świadków, będą spożywać Miłość- Ducha Świętego. „Takie były cel i
przeznaczenie całego dzieła naszego zbawienia przez Chrystusa, by wierzący
otrzymali Ducha Świętego”- pisał Symeon Nowy Teolog. W podobny sposób wiele wieków
później będzie wypowiadał się Schelling w swoich Lectures sur la Philosophie de l’art.: „Chrystus powrócił do świata
nadzmysłowego i na swoje miejsce powołał Ducha. W ten sposób położył kres
minionemu wiekowi; jest On ostatnim Bogiem, po Nim przyjdzie Duch, idealna
zasada, dusza, która pokieruje nowym światem.” Pascha Baranka będzie poprzedzać Zielone Świątki, stanie się „rozciągnięciem”
uwielbionego ciała Pana na uczniów osieroconych i poddanych próbie wiary. „W
tym darze była zawarta głębia daru Chrystusa, to jest Duch Święty... Tam bowiem
gdzie jest Kościół (ecclesia) jest
także Duch Boży; tam zaś gdzie jest duch Boży, jest Kościół i wszelka łaska. I
Duch to jest prawda”(św. Ireneusz z Lyonu). Ten Trzeci z Trójcy, staje się
duszą wspólnoty ożywionej i przebóstwionej bogactwem darów i charyzmatów. „Bóg
we wspólnocie”(Hegel). Najbardziej Tajemniczy- Rouah i Parakletos- „ten,
który znajduje się przy nas.” Pełen kobiecego piękna jak na ikonie Rublova „wieloraki,
przenikający, ruchliwy, bystry, czysty, łagodny, miłujący dobro, przyjaciel
ludzi, czuwający, stały, pewny, widzący wszystko, mogący wszystko, nieskalany !”-
tymi ozdobnikami charakteryzował osobę Ducha średniowieczny myśliciel Anzelm z
Havelbergu. Wezwany nad nami i jednocześnie
wymykający się ludzkim zmysłom, przychodzący z mocą w przeciwstawnych sobie
żywiołach tego świata, taki jak choćby: wicher i milczenie. Henryk Suzo
twierdził, że „tam, gdzie kończą się zmysły, zaczyna się prawda.” Nie możemy Go
ogarnąć wzrokiem, powonieniem, dotykiem, choć przez nie przenika nasze
człowieczeństwo. Zstępuje zatem w otchłanie duszy czyniąc ją świątynią-
miejscem spotkania, nawiedzenia, przeistoczenia w „świętość która jest istotnym elementem Jego natury”(św.
Bazyli Wielki). Warunkiem dostrzeżenia w innych obecności Hagion jest znajdowanie się w stanie Ducha. Również dzisiaj
wierzący przychodzą do sakramentalnego źródła Kościoła. Spragnieni i utrudzeni
wędrówką piją pośpiesznie, ponieważ wiedzą, że to Źródło tryska energią i
przemienia oblicze świata. Dokonuje się synergia miłości- cudowna wymiana
darów. Przemienienie staje się urzeczywistnieniem Paruzji. Światem otulonym
światłością zstępującego Piękna.
czwartek, 13 lutego 2020
Niechaj
mnie nurt wody nie porwie, niech nie pochłonie mnie głębia, niech otchłań nie
zamknie nade mną swej paszczy (Ps 69, 16).
Dwudziesty wiek w
znaczący sposób przyczynił się do usunięcia obrazu człowieka ze sztuki. Już u
początku wieku nowoczesności rosyjski filozof Bierdiajew krytycznie i z wielką
uwagą analizował dynamizm rozpędzonej kultury: „W historii sztuki było wiele
kryzysów. Głębokie wiązały się z przejściem od antyku do średniowiecza i od
średniowiecza do renesansu. Ale, to co dzieje się ze sztuką w naszej epoce, nie
może być nazwane jednym szeregu kryzysów. Jesteśmy świadkami kryzysu sztuki w
ogóle, najgłębszego wstrząsu jaki dotyka jej tysiącletnie podstawy. Nadszedł w
końcu zmierzch dawnego ideału klasycznie pojmowanej sztuki i wydaje się, że nie
ma powrotu do ówczesnego sposobu przedstawiania... Człowiek ostatnich twórczych
dni pragnie stworzyć coś, czego jeszcze nie było i w swoim twórczym działaniu
wznosi się ponad wszelkie możliwości i przekracza wszelkie granice.” Nie można
odebrać tej prognozie aktualności i profetyzmu. Figuracja która była domeną
wizualnej kultury i zainteresowania człowiekiem w jego wymiarze
fizyczno-duchowym, uległa jakiejś trudnej do wytłumaczenia zapaści. Historia
przez całe wieki ilustrowała, dokumentowała i pielęgnowała refleksje o
człowieku- „byt fascynujący”- posługując się językiem filozofii, wymykający się
nieustannie jednoznacznej interpretacji. Człowiek to tajemnica ! Takim się
jawił oczom licznych myślicieli i artystów penetrujących jego ukryte światy
przez kilkanaście wieków barwnej historii. Współczesność zignorowała człowieka,
poddała licznym eksperymentom- sztuka rozbiła go na atomy, lub co gorsza,
uczyniła go bezużytecznym produktem nieprzydatnej materii- śmieciem !
„Zanikanie ciała w sztuce współczesnej jest znakiem unicestwienia, a nie
uduchowienia..., to radykalne usunięcie obrazu człowieka”(Ch. Godin). Już
Marinetti piewca postępowego futuryzmu, formułował manifest jawnie wrogi humanizmowi: „Człowiek nie
budzi więcej absolutnie żadnego zainteresowania. Zatem należy go usunąć z
literatury. Zastąpić go wreszcie materią, której istotę trzeba zrozumieć przez
porywy intuicji... Zastąpić psychologię człowieka, która się dawno wyczerpała,
liryczną aktywnością materii.” Sztuka stała się absolutnie „wolna”- wedle tego
aksjomatu można uprawiać sztukę w sposób nieskrępowany. Człowiek przestał być
postrzegany jako „mikrokosmos” w którym zawiera się również pierwiastek boski. W
licznych rozgałęzieniach abstrakcjonizmu- ciało staje się nieobecne,
rozczłonkowane, zdeformowane, okaleczane, nieprzyzwoicie sprofanowane. Jest to
wyrazem ucieczki od człowieka tajemnicy- w antyhumanizm i nihilizm. Utopia
współczesności jest o tyle niebezpieczna, że jej wytwory stają się przeraźliwym
udokumentowaniem pustki i zalegającej zewsząd śmierci. „Śmierć milczy, a jednak
mówi więcej niż życie”(A.A. Pilavoine). Już rzeźbiarskie postacie
Giacomettiego- wydłużone, chropowate, zdające się być w stanie rozpadu, symptomatycznie
podskórnie zapowiadały nadejście sztuki przenikniętej pesymizmem i cierpieniem.
Osamotnione sylwetki rzeźbiarza są wyrazem ujmującej- egzystencjalnej pustki-
znamionującej człowieka, jako byt wykolejony. „Oto więc człowiek... Jest tylko
długą niewyrażalną sylwetką kroczącą brzegiem horyzontu”(J.P. Sartre). Działania
„artystyczne” wywołujące skandal, szokujące, przesuwające wszelkie granice
przyzwoitości i estetycznej poprawności. Ciało okaleczone i poddane rygorowi
bólu- body art - Mariny Abramović,
czy u Armana Fernandeza, postacie skonstruowane z przemysłowych odpadków-
unicestwiające bezpowrotnie człowieka jako osobę. Od lat 60 XX wieku Keith
Sonnier filmował swoje ciało poddane różnym sytuacjom, ukazywał targające nim
„mikroemocje” wyzwalane rzekomo przez przeżywane doświadczenia. Gina Pane
kalecząc się kolcami róży lub żyletkami, wskazywała podobno na istnienie
związku pomiędzy gnębieniem a sadomasochizmem, charakteryzującym skomplikowane
relacje międzyludzkie. Zrozumiałą się
wydaje w tym kontekście, przenikliwa i niezwykle trafna diagnoza wystawiona
sztuce przez wybitnego pisarza Ryszarda Przybylskiego: „Większość obrazów,
które powstały w drugiej połowie XX wieku, ukazuje nam materię w hańbie
konwulsyjnego konania. Jest to niewątpliwie znak czasu, może najbardziej
wymowny i przejmujący. Homo faber ,
człowiek produkujący dobra, doprowadził nareszcie swoją działalność do absurdu,
otwierając tym samym paradoksalny okres historii: efektem jego mądrego
tworzenia stało się już tylko głupie niszczenie. Im wyżej szybuje jego myśl,
tym niżej upada jego dusza.” Historia nam podpowiada, że „istota ludzka godna
jest przyszłości”(H. Jonas), choć pewnie sztuka będzie się szamotała z tak
pojmowaną antropologią. „Poprzez pracę, sztukę, celebrację ciało ma wyrażać
teofaniczny i dialogiczny charakter świata...”(O. Clement). Często moi
uczniowie stawiają mi na zajęciach pytanie: „Jak można zdefiniować współczesną
sztukę... Co będzie jej treścią... Jakie niesie przesłanie i co, po sobie
pozostawi ? Tak postawione pytania są zasadne i zawiera się w nich jakiś
zakamuflowany niepokój. Próba odpowiedzi wydaje się szalenie skomplikowana i
można ją porównać do wyważania głową drzwi- nie jednych, ale wielu zamkniętych
szczelnie od środka. Jak uważny badacz kultury, spoglądam na wiele z tych
zjawisk z ogromnym niepokojem, lękiem- momentami z przerażeniem. „Jutro nie
jest bezbarwne”- jak mówił G. Apollinaire. Istnieje jednak nadzieja na
zrehabilitowanie sztuki- „zmartwychwstanie” odkrycie piękna jaśniejącego na
ludzkich twarzach. Kultura wymaga od nas wnikliwego i pokornego obserwowania. Oczekiwania
na przemienienie człowieka i świata. Ostatecznie pocieszają mnie słowa P. Evdokimowa:
„Jeżeli każdy człowiek stworzony na obraz Boży jest żywą ikoną Królestwa
Niebieskiego. W chwili swego wielkiego przejścia Duch Święty lekkim dotknięciem
swoich palców muśnie ikonę i ślad tego dotknięcia pozostanie w niej na zawsze.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)
