niedziela, 28 lutego 2021
A gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko, wybiegł naprzeciw niego, rzucił się mu na szyję i ucałował go"(Łk 15,20). Jest to jeden z najpiękniejszych, a jednocześnie z najbardziej poruszających wewnętrznie fragmentów Ewangelii. Zobaczyć gest Ojca który rozpościera w akcie miłości swoje ramiona. Wychodzi każdego dnia na drogę z tęsknotą, wyczekując swojego zagubionego- zniszczonego przez grzechy- dziecka. Pocałunek, przytulenie, wzruszenie i eksplozja miłości która czyni chrześcijaństwo wrażliwym na przebaczenie. To wielkość daru przebaczenia który wypływa z pełnego miłosierdzia serca Boga. Chrześcijaństwo mierzy się otwartymi ramionami- głębią serca, potokiem łez które przynoszą oczyszczenie i wskrzeszają na nowo do życia. Ile to razy w naszym życiu zranieni jesteśmy grzechem, zagubieni, pełni buntu i wewnętrznej pychy ? Przechodząc przez dramat upadku, potykając się o swoje iluzje szczęścia, w pewnym momencie przypominamy sobie, że ktoś nas autentycznie i prawdziwie kocha, dla Niego jesteśmy ważni. Pięknie pisał św. Jan Klimak: "Nawrócenie i uznanie swojej grzeszności jest córką nadziei i odrzuceniem rozpaczy". Bóg się nami nie brzydzi, ciągle wychodzi cierpliwie na drogę i wygląda naszego powrotu, ponieważ wie że słabi jesteśmy i pełni lęku. Kiedy duma, pycha i egoizm się wyczerpią pozostanie tylko tęsknota za Miłością. św. Ambroży wypowiedział taki zdumiewający pogląd: "Bóg stworzył człowieka i wówczas odpoczął mając wreszcie kogoś, komu może przebaczyć grzechy". Te słowa stanowią całą wielką wyobraźnię miłości jako daru. Kiedy odnajdę w sobie marnotrawnego syna, stanę w prawdzie, dokonam autorefleksji nad swoim postępowaniem, wejdę na drogę, jest szansa że spotkam na niej Ojca, który przyjmie mnie z rozpostartymi ramionami..., to już jest uzdrowienie, odnaleziona darmowa miłość. "Teraz wreszcie czuję, jak ogarnia mnie tęsknota za tym uściskiem. Biegnę do Ojca, zarzucam Mu ręce na szyję. Przebacz mi, że byłem Ci wierny bez miłości.” Wielki Post to czas duchowej wiosny, powstania z kolan i zmartwychwstania- bycia opromienionym nadzieją Paschy. U początku czasu duchowego powstawania, wołam słowami Kanonu św. Andrzeja z Krety: „Zgrzeszyłem jak nierządnica wołam do Ciebie: Ja jedyny zgrzeszyłem przed Tobą. Przyjmij, Zbawco, ode mnie jako olejek moje łzy.”
piątek, 26 lutego 2021
Od pewnego już czasu towarzyszy mi nieodparte przeświadczenie o konieczności wyeliminowania na jakiś czas wszelkiego rodzaju komunikatorów z przestrzeni własnego życia. Aktem desperacji staje się pozyskiwanie wiedzy o sprawach które aktualnie dzieją się w świecie z mediów jakimi są: telewizja, radio czy internet. „Poranna modlitwa filozofa polega teraz na tym, aby nie otwierać gazety, radia ani innych mediów”- przychylam się do tego urokliwego spostrzeżenia francuskiego myśliciela M. Serresa. Jestem przekarmiony natłokiem informacji o statystykach związanych z pandemią i „zbawczym” działaniu szczepionek oraz świetlanej przyszłości o której tak sugestywnie przekonują ludzie władzy w kanałach mediów. Człowiek zasypywany lawinowo newsami staje się nieuchronnie istotą roztargnioną. Podjąłem drogę małej- osobistej ascezy. Człowiek „pustyni” jest wyzbyty z informacji, nie zależy mu też na posiadaniu takiej wiedzy. Może być spóźnionym i niedoinformowanym, jednak szczęśliwym. Wyłączyć grające pudła. Dać czas Bogu ! Należy odsunąć do siebie te sfabrykowane wyobrażenia i jednostronne informacje. To narastanie pęknięć pod wpływem dźwięku i obrazów tak nachalnie się narzucających zmysłom. Uciec od krzyków, przesądów i insynuacji. „Kto naprawdę kieruje swoje modlitwy do Boga, nie życzy sobie, aby były podsłuchiwane przez innych”(W.H. Auden). Zdesakralizowanym światem rządzi pokusa przeciwstawiania jednych przeciw drugim- antropologia podglądactwa, ciekawości i antagonizmu- powodująca zacieranie granicy miedzy dobrem a złem. Stąd szukam azylu w lekturze Biblii, Ojcach Kościoła i literaturze której kilogramy leżakują na pułkach mojej zacisznej i uzupełnianej przez lata biblioteki, która nota bene- idąc za myślą Steinera „odzwierciedla i organizuje mapy świadomości i faktów… (gdzie) życie wewnętrzne i zewnętrzne są odczytywane.” Lubię ten szelest liści w książkach, przesuwanych palcem stronach pożółkłych już od upływu czasu. Miał rację Umberto Eco diagnozując, iż „nowoczesne nośniki bardziej służą rozpowszechnianiu informacji niż jej zachowywaniu. Książka natomiast oprócz tego, że jest podstawowym narzędziem rozpowszechniania służy także do przechowywania. Być może za kilkaset lat, gdy rozmagnetyzują się już wszystkie nośniki elektroniczne, jedynym źródłem informacji o przeszłości nadal będą inkunabuły.” Powrót do księgi. Smakuję pauz milczenia i słów, które nie formatują mojego umysłu- wystawiając go na chroniczne udręki ze strony medialnych wyroczni i manowce na które ktoś próbuje masy naiwnie wyprowadzić. Jakże nużące jest wysłuchiwanie nieustannych sporów politycznych i ideologicznych przepychanek, miedzy tymi, którzy stoją za, i tymi którzy są przeciw czemuś. Te spory nie tylko są miałkie, ale wydają się nie mieć już końca. Ten bełkot ubrany w kostium nowomowy, zdaje się jedynie paliwem na którym pewne grupy politycznego interesu pragną wzbić kapitał. Im większa demokracja i pluralizm poglądów, tym mnie wolności i „świeżego powietrza.” Świat mediów żyje sensacjami i ciągłą demistyfikacją spraw- wydobywanych rzekomo- aby zdemaskować, zdenuncjować i poddać natychmiastowemu osądowi społecznemu. Posługując się językiem Gogola jest w tym „dobru za mało dobra”, a raczej trąci to złem. Jakie to smutne, że jest tak wielu ludzi zaciskających w rękach kamienie ! Złe myśli, nierząd, kradzieże, korupcja, cudzołóstwa, wyuzdanie, zazdrość, głupota- to wytwory serca kamiennego i kalka nowoczesnego świata poddanego rygorowi postępu. To produkty dusznej i często egoistycznej rzeczywistości małych i przekonanych o swym boskim znaczeniu ludzi. Bóg próbuje wyrwać te kamienie, a w ich miejsce włożyć lustra. Tak lustra, aby każdy mógł się w nich uważnie przejrzeć i odzyskać wolność. Dla wielu chrześcijan Wielki Post- to czas uspokojenia zmysłów i rozłupania na kawałki serca kamiennego. Przestrzeń terapeutycznego dystansu, pozwalającego się skupić na tym, co naprawdę istotne. W świecie w którym marginalizuje się Boga, wiarę i wartości, wszystko wydaje się na opak. Być może przemiana tego świata wymaga ogromnego wysiłku ascetycznego. Być może trzeba przejść drogę od ducha tego świata, ku odkryciu w sobie człowieka autentycznie duchowego- widzącego dalej poza zasłonę tego zapętlonego- naszego teraz. „Nagi człowiek idzie za nagim Chrystusem”- stając się homo spiritualis.
środa, 24 lutego 2021
Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko ! (Iz 55, 6). W tym szczególnym czasie wielkopostnej drogi nawrócenia, powracam do rzetelnej i pełnej duchowej przenikliwości lektury dzieł Dostojewskiego- genialny antropolog i psycholog- odsłaniający ukryte krajobrazy podświadomości. „Jego życie- jak twierdził I. Aksakow- jest poematem tak wstrząsającym, że jego sens pozostanie ukryty długi czas, być może na zawsze.” Myśleć słowami i z pod ich warstw odkrywać zaskakujące sensy. Być może w opozycji do tych, co przywykli zerkać na świat przez pryzmat dobrze zmontowanego filmu. Literatury, której treści wizualne medium nie jest wstanie udźwignąć i przenieść na obraz. Dostojewski to pisarz na wskroś metafizyczny i religijny, ponadczasowy artysta z dozą absolutnego realizmu; potrafiący jak mało kto, penetrować zakamarki ludzkiego wnętrza. Prorok odsłaniający „tragiczną wiedzę o człowieku”(K. Jaseprs). Nie bez przyczyny rumuński myśliciel Emil Cioran widział w Dostojewskim najgenialniejszego pisarza: „Ale Dostojewski posunął się do granic rozumu, na rubieże otchłani. Poprzez ten skok w boskość, w ekstazę, dotarł do punktu, w którym wszystko się załamuje. Dla mnie jest on pisarzem największym, najgłębszym…” Cała twórczość Dostojewskiego będzie oscylować wokół tematu człowieka, jego zmagań, rozterek i trudnego losu. „Człowiek jest tajemnicą. Trzeba ją rozwiązać, i jeżeli będziesz ją rozwiązywać całe życie, to nie mów, że straciłeś czas; ja zajmuję się tą tajemnicą, chcę bowiem być człowiekiem”- pisał Fiodor w liście do swojego brata. Człowiek jawi się jako istota zagadkowa i problematyczna. Bohaterowie jego powieści to ludzie z krwi i kości, uwikłani w dręczące ich wewnętrznie problemy, rozpostarci między dobrem i złem. Ich egzystencję cechuje zwątpienie, błądzenie, a uwikłanie w życie staje się niewyobrażalnym cierpieniem na które jedynym lekarstwem okazuje się rozbłyskająca- niczym finalny akord- wiara w Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. „Dostojewski bada los człowieka wypuszczonego na wolność. Jego interesuje jedynie człowiek, który przeszedł drogę wolności, los człowieka w wolności i wolności w człowieku. „Ludowa i- jak twierdził pisarz- typowo rosyjska myśl o zbrodni jako nieszczęściu wywodziła się z chrześcijańskiej teodycei.” Wszystkie jego powieści są tragediami, są doświadczeniem wolności człowieka. Człowiek zaczyna od buntowniczego ogłoszenia swojej wolności, jest gotów na wszelkie cierpienia, na szaleństwo, aby tylko poczuć się wolnym. Równocześnie człowiek poszukuje wolności ostatecznej, granicznej”- pisał M. Bierdiajew. Wolność może pchać człowieka do samozniszczenia- zatracenia się „niebycie”(królestwie Antychrysta) lub otwierać ku zagarniającemu duszę pragnieniu Absolutu (Miłującego Filantropa). Chrystus posługuje się jedynie władzą miłości i przebaczenia, otwierając zmysły ludzi na głębię wieczności. „Wolność jest chrystologiczna. Aby być naprawdę wolnym, trzeba rzeczywiście przekroczyć granice człowieczeństwa i stać się „boskim”(T. Spidlik). Fenomenologia zbawienia które przychodzi przez doświadczenie innych ludzi; przez glebę ich serc. „Dusza ludzka jest polem walki między niebem i piekłem. Misterium tej walki nie jest widowiskowe”(P. Evdokimov). Pascha rozgrywająca się w otchłani ludzkiego wnętrza. Człowiek spotyka Żyjącego w ciemności własnych lęków i zranień; w krzyku złoczyńcy całującym ziemie po której stąpa. W Zbrodni i karze Raskolnikow pyta prostytutkę Sonię: „Bóg, cóż On dla ciebie uczynił ?- Uczynił wszystko, szybko wyszeptała, całując znowu jego oczy.” Miłość jest w stanie przeobrazić serce największego grzesznika. Pobrzmiewa z oddali historii pełna wrażliwości myśl św. Grzegorza Palamasa: „Już tutaj na ziemi spełnia się wszelki cud.” Zrozumie to udręczony wyrzutami Raskolnikow „wskrzeszony Łazarz” na katordze i spłynie na niego łaska przez miłość i oddanie anioła jakim będzie Sonia: „Sam nie wiedział, jak to się stało, lecz nagle jakby coś go poderwało i rzuciło do jej nóg. Płakał i obejmował jej kolana… Chcieli coś mówić, lecz nie mogli, łzy stanęły im w oczach… Wskrzesiła ich miłość, serce każdego z nich miało w sobie niewyczerpalne źródło życia dla serca drugiego.” Rodia wydał siebie, aby móc zmartwychwstać moralnie. Miłość otwiera okna wiary ! Jakże wymowne w tym miejscu stają się słowa starca Zosimy w Braciach Karamazow: „Bracia, nie bójce się grzechu ludzkiego, miłujcie człowieka i w grzechu jego, albowiem to jest podobieństwo Bożej miłości i szczyt miłości na ziemi.” Przez obmytą łzami grzeszność innych, Duch Święty dotyka „możliwego w niemożliwym i nadziei tam, gdzie nie ma już nadziei”(Symeon Nowy Teolog). Grzech ujawnia niemoc człowieka, rzucając go w ramiona wszechmocy i miłosierdzia Boga. „Jestem przeklęty, podły i zdegenerowany, ale całuję skraj szaty osłaniającej mojego Boga… Idę drogą diabelską, ale jestem Twoim synem, Panie, i kocham Ciebie, odczuwam radość bez której świat by nie istniał”- wyzna Mitia. Odkrywamy tu piękno i świetlistość chrześcijaństwa, pochylającą się nad człowiekiem prochem i zagadką. Ucieleśnienie autentycznej i niepodważalnej wolności upatrywał pisarz w osobie Chrystusa, którego „jaśniejący obraz” stał się dla przygniecionych kamieniem win- ikoną „Piękna które zbawia świat.” Dostojewski do końca życia pozostał przy swoim zaufaniu do Tego, którego wypisywały stronice janowej Ewangelii: „Jeśli nie mamy autorytetu w wierze w Chrystusa, to zbłądzimy we wszystkim.” Życie i zmagania pisarza z wiarą skłaniają do głębokiej refleksji i możliwej przemiany. Chrześcijaństwo Dostojewskiego spowite jest paschalnym zachwytem na życiem które zstępuje w całej pełni. Jego śmierć zapisana w pamięci najbliższych mu osób, przywodzi wymowne słowa Makarego z Młokosa: „Człowiek musi umrzeć w pełnym świetle swego ducha, w szczęściu i pięknie, pragnąc swojej ostatniej godziny, i odchodzi cały radosny, jak kłos w stogu siana, jego tajemnica się spełnia…”
niedziela, 21 lutego 2021
Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy pościł już czterdzieści dni i czterdzieści nocy, poczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem»… Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”». Wtedy opuścił Go diabeł, a oto przystąpili aniołowie i usługiwali Mu(Mt 4,1-11).
Ewangelia dzisiejszej Niedzieli przenosi nas na pustynię, jesteśmy świadkami pierwszego i niezwykle ważnego pojedynku Chrystusa z diabłem. To moment kuszenia i próby, pewnie bez którego nie jesteśmy wstanie zrozumieć istoty Wielkiego Postu. Pustynia nie jest miejscem turystycznej włóczęgi, czy egzaltacji- to miejsce duchowej walki, mocowania się ze sobą i z przeciwnikiem naszej duszy. W traktacie O skrusze święty Jan Chryzostom mówi o dobrodziejstwach wyjścia na pustynię i samotności: „Jest tam w świecie tyle rzeczy, które gmatwają życie, tyle rzeczy, które zamykają uszy i krępują język, że trzeba byśmy się usunęli od tego zgiełku, uwolnili z tych oparów, wreszcie, byśmy uciekli w miejsce odludne, gdzie panuje głęboka cisza i błogość… Szukajcie zatem samotności, nie tylko samotnych miejsc, ale i samotności serca, a zwłaszcza zawiedźmy naszą duszę w krainę ciszy i zadumy.” Pustynia to środowisko naszego życia- codzienność przemierzana w pocie czoła i z oczami w których można wyczytać osobistą walkę ze złem. Na pustynię wychodzi się po to, aby wiarę pozbawić bałwochwalstwa, serce opróżnić z egoizmu- dostrzec własne grzechy i opłakiwać je. Atanazy Wielki pisał: „Umiłujmy post, bowiem post jest wielką ochroną, wraz z modlitwą i jałmużną. To one wyzwalają człowieka od śmierci. Jak Adam został wygnany z raju za to, że zjadł i przez to wyrzekł się wiary, tak każdy, kto chce, wchodzi do raju przez post i wiarę”. Pustynia jest miejscem wycofania się od wszystkiego, konfrontacji z tym, co uniemożliwia dalsze wędrowanie w kierunku Boga. Święty Izaak Syryjczyk opowiada, że trzeba wyruszyć odważnie w nieznane- szukać i wołać o dar przeobrażającej serce miłości: „Niech Duch Twój, oddany przez Ciebie na krzyżu w ręce Ojca, w miłosierdziu swym doprowadzi mnie do Ciebie. Nie ma odwagi, żeby Ciebie poszukiwać, brak mi ducha pokuty, brak też miłości… Ale Ty, Panie, Boże mój, Jezus Chryste, daj mi łaskę pokuty, potrząśnij mym sercem, abym całą duszą poszukiwał Ciebie, bez Ciebie bowiem nie istnieję…” Na pustyni można zajrzeć w głąb samego siebie, zobaczyć to wszystko co potrzebuje uzdrowienia i ocalenia. W tej duchowej bezsilności możemy zdać się jedynie na Boga. Nie jesteśmy wstanie nie doświadczyć trzech pokus, które stały się doświadczeniem Mistrza. Ilu dzisiaj współczesnych ludzi słyszy ten sam podszept złego ducha. Chcesz rozwiązać problemy ekonomiczne świata; przemienić kamienie w chleb- nakarmić rzesze, to daj mi tylko swoją wolność. Czy tak właśnie nie oskarżał chrześcijaństwa ateistyczny socjalizm ? Wypominał chrześcijaństwu to, że nie uczyniło ludzi szczęśliwymi, nie dało im spokoju, nie nakarmiło ich. Wielki Inkwizytor z powieści Dostojewskiego mówił, że „człowiek szuka nie tyle Boga, ile cudu”. Ilu to karmiło się chlebem rozdawanym przez ręce Kościoła. Najedli się do sytości i poszli swoją drogą. W taką pułapkę próbował wciągnąć demon Chrystusa, a teraz mami tym krótkowzrocznych i chorujących na materializm ludzi. Odpowiedź Pana jest prosta i radykalna: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”- wskazując prymat ducha nad materią. Nie chodzi tu o powszechną i pozbawiającą problemów świata dystrybucję dóbr. „Pokusy zostały odrzucone przez Chrystusa- mówił Bierdiajew- w imię wolności ludzkiego ducha. Chrystus nie chciał by duch ludzki był zniewolony przez chleb, cud i ziemskie królestwo… Tajemnica chrześcijańskiej wolności jest tajemnicą Golgoty, tajemnicą Ukrzyżowania. Prawda ukrzyżowana nikogo nie zmusza. Można ją dobrowolnie przyjąć. Prawda ukrzyżowana zwrócona jest do wolności ducha ludzkiego”. Dzięki pokornemu przemierzaniu pustyni z Chrystusem, chrześcijaństwo uczy się wewnętrznej wolności opartej na zaufaniu; odkrywa przemieniającą radość, odnajduje najcenniejszy dar- miłość samego Boga. Po zmierzeniu z pustynią, chrześcijanin staje się gwałtownikiem zwalczającym zło w swoim wnętrzu, a jego „serce oczyszczone staje się wewnętrznym niebem”.
piątek, 19 lutego 2021
Czas wielkopostnego nawrócenia i przepełniona nadzieją kontemplacja Krzyża, pozwala chrześcijanom odkryć najbardziej wiarygodne i przepełnione miłością oblicze Boga-Człowieka. Filanthropos- Przyjaciel człowieka, którego oblicze wzgardzone, oplute, odrzucone, zaświadcza o największej miłości. Krzyż Chrystusa, staje się wyrazem tej irracjonalnej, bezprecedensowej „szalonej miłości”. Tylko taka perspektywa odsłania nam prawdziwy sens Odkupienia. Mamy do czynienia z przeobrażającą człowieka i świat manifestacja miłości. Ten strumień miłości wypływający z ran Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Baranka- ożywia, uświęca, stygmatyzuje, przebóstwia zranionego grzechem człowieka. Bóg przez krzyż schodzi do najbardziej infernalnej przestrzeni ludzkiego świata, aby swoją obecnością rozświetlić mroki absurdu i zwątpienia. Ludzkość może przyjąć to terapeutyczne zstąpienie miłości lub odrzucić. Bierdiajew pisał: „Chrystus przyszedł na świat, jako uniżony, nie w chwale, był w świecie incognito i to było Jego kenozą”. Ale owocem tego upokorzenia i wyniszczenia, staje się największe zwycięstwo. Dlatego Krzyż splata w sobie dwa aspekty: niewypowiedziane cierpienie, które wydaje się po ludzku nie do uniesienia i triumf życia rozkwitającego, tak jak pokazują to wschodnie ikony krzyża. „Bóg króluje z drzewa życia”. Pokazuje swoje rany- niczym trofea zdobyte w boju i nieustannie przekonuje człowieka o miłości. „Ukrzyżowany solidaryzuje się ze wszystkimi tymi, którzy z własnej winy zostali pozbawieni Ducha i doświadczyli wygnania- oddzielenia od Boga. Właśnie tak, Syn ukrzyżowany umożliwia grzesznikom pogodzenie się z Ojcem dzięki darowi Ducha wylanego na Niego podczas Paschy, i przez Niego, Zmartwychwstałego, danego wszelkiemu ciału”. Bóg w sposób najbardziej maksymalny wypowiedział nam miłość. A gdzie jest człowiek ze swoim krzyżem ? Chrześcijaństwo dzisiaj wstydzi się krzyża, który jest niewygodny, nieprzyjemny, demaskujący, wymagający określonych postaw. Gdzieś zagubiliśmy Krzyż. Jesteśmy reprezentantami chrześcijaństwa wypalonego, wątpiącego, zbutwiałego, pozbawionego duchowej witalności. Wielu ludzi wierzących wyrzuciło krzyż ze swojego życia; zapomniało o nim. To dobrym moment na duchowe przebudzenie z letargu. „Post to czas, w którym człowiek jest ukrzyżowany przez ascezę i przez to, że jest ukrzyżowany, gdy zasiada przy „stole grzeszników,” oślepiony światłością Zmartwychwstałego ma „spuszczony wzrok”- rozmyślał Evdokimov. Patrzę na ikonę krzyża i zaczynam rozumieć sens Miłości która zbawia świat.
środa, 17 lutego 2021
Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6, 17-18).
Wielki Post- te dwa słowa klucze rysują mozolny krajobraz drogi, którą powinien każdego roku przejść chrześcijanin. Zbitka dwóch słów otwierających nowy czas w pulsującej liturgii Kościoła, wyraża coś niezwykle anachronicznego i urzekającego- misteryjnego i mistagogicznego. Ta atmosfera skupienia i refleksji, emanuje również na tych dla których obecność Boga jest jeszcze odległa i mglista. „Świetliste święto”- jak wyśpiewuje z poetyckim uniesieniem liturgia bizantyjska. Istnieje bowiem czas w którym wszystko się odnawia, przybliża do Źródła- doświadcza duchowej wiosny. Dla chrześcijan domem staje się pustynia; pozostawiając za sobą wygodnictwo i schemat codziennych zajęć, rezygnują z czegoś, wychodząc ku spotkaniu z Bogiem i duchowemu przeobrażeniu. Musi w nas zabrzmieć cisza pustyni z której staną się słyszalne kroki przychodzącego Oblubieńca. „By usłyszeć w duszy głos Boga, potrzeba ciszy i całkowitego skupienia”(J. B. Bossuet) Początek tej drogi rozpoczyna „obrzęd nicości”- konfrontacji z prochem którym kapłan posypuje głowy na znak pokuty. Ta materia śmierci zmieszana z wodą, staje się również błotem które Chrystus kładzie na nasze oczy, rany, serce, szczeliny duszy- abyśmy stali się ludźmi uzdrowionymi mocą usłyszanej Ewangelii. „Człowiek jest prochem. Istotą stale umierającą- pisał K. Rahner- Istotą, która od pierwszej chwili swego istnienia zmierza ku śmierci, jednoznacznie i nieubłaganie, jedyną istotą, która o tej nieuchronności swojej śmierci wie. Jest prochem !” Na tej drodze wszystko jest zaskakujące. Nie jest to coroczny scenariusz pokonywanej mozolnie drogi w którą wpisany jest człowiek przygnieciony ciężarem grzechów. „Podczas chrztu rodzimy się z wody i Ducha; podczas sakramentu pokuty odradzamy się łzami i Duchem”( I. Brianczninow). Tu wszystko jest nieprawdopodobne, obłaskawione świeżym spojrzeniem i miłością Boga. „Ten, kto pości przyobleka się w upokorzonego Chrystusa, by tym świadomiej móc się przyoblec w Chrystusa uwielbionego, kiedy On przyjdzie w radości paschalnej, eucharystycznej. Ta radość przenosi się na post, rzucone światło, tak jak rzucony jest cień”(O. Clement). Odmawiana każdego dnia pokutna modlitwa świętego Efrema Syryjczyka oczyszcza z tego, co jest przeniknięte egoizmem i rządzą samostanowienia o sobie. Pozwala w świetle prawdy widzieć swoje przewinienia i przyjmować słabych braci ze współczującą miłością Mistrza z Nazaretu. Jestem grzesznikiem ! Adamem płaczącym u wrót Raju. Wypatrującym ocalenia i przywołania po imieniu. „Nawrócenie i uznanie swojej grzeszności jest córką nadziei i odrzuceniem rozpaczy”(św. Jan Klimak). Kościół namacalnie zaczyna naśladować Chrystusa i przyobleka się w szaty nadziei i miłosierdzia. Ma stoczyć bitwę z własnymi, wewnętrznymi demonami które próbują rozrywać w nim włókna dobra. To przemienienie dokonuje się przez Krzyż Zbawiciela- przyjęty z wiarą. „Dzięki krzyżowi przyoblekamy się w Chrystusa i porzucamy starego człowieka”(św. Teodor Studyta). Być do niego przytulonym i przytwierdzonym, aby doświadczyć wyzwalającej siły i darmowej miłości. „Post jest próbą, poprzez którą osobowość wyzbywa się swego Ja. Jest to ćwiczenie, w czasie którego Ja musi zostać odrzucone przez całą istotę, aby mu mogła się oprzeć. Można więc uznać post za akt miłości wyższego rzędu, za fizyczny sposób wejścia w doświadczenie krzyża, stanowiący integralną część tego doświadczenia” (M. Maskine). Wielkopostna droga jest kamienna i chropowata, lecz u jej końca świetlista Pascha- istnienie w Zmartwychwstałym !
niedziela, 14 lutego 2021
Kiedy Jezus przybliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał przeciągający tłum, wypytywał się, co to się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się przybliżył, zapytał go: «Co chcesz, abym ci uczynił?» On odpowiedział: «Panie, żebym przejrzał». Jezus mu odrzekł: «Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga (Łk 18,35-43).
Niewidomi to bardzo specyficzna grupa ludzi, która pomimo niemożliwości widzenia posiada nadzwyczaj rozwinięty zmysł słuchu. W tradycji biblijnej zmysł słuchu odgrywał o wiele większą rolę niż wzrok. Czasami bycie niewidomym odsłania całkiem inne- nieznane obszary rzeczywistości. „Ucho jest bowiem zawsze otwarte, zmuszone do słuchania dźwięków i hałasów wytwarzanych wokół, tymczasem oko może być otwarte lub zamknięte, wedle naszego upodobania” (C. Rise). Niewidomy z dzisiejszej Ewangelii siedzi przy drodze i nasłuchuje zgiełku świata. Ten człowiek nie jest nieszczęśliwy, on przywykł i zaakceptował stan swojej ślepoty. „Być może czasami najlepiej jest być niewidomym, wtedy widzi się rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, a nie pozwala się oślepić ich wyglądowi”- pisał W. Wharton. Często mamy skłonność w powierzchownej egzegezie klasyfikować tego człowieka jak nieszczęśnika i żebrującego o cud bezdomnego. Myślę, że on postrzegał rzeczywistość w całkiem odmienny sposób- inny niż reszta wyposażonych w sprawne „zwierciadła”. „Człowiek zdolny jest nawet błogosławić cierpienie, kiedy ma je już za sobą, sam trwale nim naznaczony i przemieniony… Cierpienie człowieka jest przyzywaniem, bezsłowną epik lezą. Kiedy dzięki pośrednictwu drugiego człowieka ktoś odzyskuje poczucie bliskości Boga, trudna epikleza cierpienia zostaje wysłuchana” (W. Hryniewicz). Przemyka przed nim podekscytowany tłum ludzi, poruszony obecnością rozsławionego w okolicy Jezusa z Nazaretu. Nie sposób się nie poderwać z żebraczego kartonu lub kawałka sukna i podążyć za tłumem. Jedyne, co można zrobić to krzyczeć donośnie, błagając o zauważenie. Wraz z pojawieniem się Chrystusa w jakiś sposób zmienia się ontologiczny status tego człowieka. Zapragnął widzieć, ale nie po to aby być przeciętnym konsumentem kolorowego świata. Od tej pory będzie postrzegał świat w potencji wiary zdolnej urzeczywistniać rzeczy niemożliwe. Jest jeszcze jeden ważny aspekt. Zanim Chrystus otworzył mu oczy, to zapatrzył się w niego. Ciekawe w jaki sposób Bóg widzi człowieka, jak postrzega każdego z nas ? Ilu ludzi „widzących” nie pozwala, aby Bóg na nich patrzył. Zręcznie się zasłania różnymi banalnymi wytłumaczeniami, aby tylko nie spotkać utkwionego na sobie spojrzenia Boga. Gdyby podążać za platońskim przekonaniem, iż wzrok jest źródłem poznania. To należy zapytać: Poznania czego, kogo…? Dante przechadzający się przez Raj w Boskiej komedii, postrzegał wzrok jako organ utrwalający piękno nieskończonego misterium Piękna. „Spojrzenie to uobecnione na obliczu człowieka podobieństwo do Boga”(P. Floreński). Może duchową receptą na doświadczenie innego świata, jest żarliwa modlitwa o oczy otwarte na przeobrażającą i utrwaloną w cudach obecność Boga.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






