wtorek, 30 marca 2021

Przyjdźcie, uwielbiajmy, padnijmy na twarze i zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył. Albowiem on jest naszym Bogiem, a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku (Ps 95, 6-7). Wszystko w tym czasie jest spowite niepewnością, obawami, grasującym ukradkiem wirusem i śmiercią. „Cierpieniami Pan wybawia nas od jeszcze większych cierpień”(św. Filaret). Całun smutku spowijał ten czas próby, przygniatał wielu ciężarem narzuconego na barki krzyża. Pustynia okazała się kapryśna, a ludzkość została poddana hiobowym próbom. „Wczoraj byłem Chryste pogrzebany, a dzisiaj powstaję z Tobą powstającym, wczoraj z Tobą na krzyżu, a dzisiaj, o Zbawco, uwielbij mnie z sobą w Twym świętym Królestwie”- wyśpiewuje podniośle liturgia. Wszystkie niedostatki i brzemienne doświadczenia były rozświetlone obecnością Ukrzyżowanego Mistrza; współodczuwaniem wraz z Nim bólu osamotnienia i porzucenia. Wśród mnóstwa piętrzących się pytań przenikało światło nadziei. Przypominają mi się w tym momencie słowa poety, napisane w chwili największych duchowych rozterek: „Znam wszystkich Chrystusów, co po muzeach wiszą. Ale w ten wieczór, Panie, idziesz ze mną ulicą”(B. Cendrars). Bóg przechodził ulicami miast, szpitalnych sal, domowych izb i miejsc gdzie ukradkiem spadały na ziemię łzy i gdzie dokonywało się milczące cierpienie. Ostatecznie jednak triumfuje życie i miłość; bliskość Chrystusa przytulającego i ocierającego łzy smutku. Śmierć jest naszym codziennym stanem, ale jednak opromienionym blaskiem wschodzącego Życia. „Nie bójcie się”- powiedział anioł do niewiast, przestraszonych otwarciem grobu i pełnym blasku widzeniem. „Wypowiedziane w grobie, siedlisku śmierci, rozładowują największą z naszych trwóg”(J. Pasierb). Weszliśmy ze smagającym duszę niepokojem w Wielki Tydzień. Pójdziemy śladami Chrystusa i uczniów, przyjaciół i świadków. Doznamy duchowych uniesień i smutku- dotknięci ogromem Chrystusowej miłości staniemy się ponownie ludźmi nadziei; stróżami poranka- pełnymi wielkanocnej euforii szczęścia. Z Jego ran wytryśnie na sposób sakramentalny źródło Życia. Liturgia- choć przeżywana w domowym Wieczerniku, stanie się przestrzenią uobecnienia i przejścia- anamnezą i antycypacją- ze śmierci ku życiu. „Lecz o północy każde ciało nagle zamilknie- jak pisał B. Pasternak- Wiosna rozgłosi wiadomość, że od pierwszego brzasku śmierć będzie w łunie wielkiego wołania Paschy.”

niedziela, 28 marca 2021

Nazajutrz wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: Hosanna ! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie !oraz: Król izraelski ! (J 12, 12-13). Niedzielą Palmową- antycypacją uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, rozpoczynamy celebrację najważniejszych wydarzeń, stanowiących szczyt i źródło liturgicznego obchodu Kościoła. Przez kilka dni poprzedzających Paschę staniemy się „bezpośrednimi” uczestnikami najbardziej podniosłych i przenikniętych duchowymi treściami scen. Przejdziemy ostatnią ziemską drogą Jezusa; wejdziemy w dialog Jego duszy, zmaganie, lęk i osamotnienie. Być może pojawi się dar łez- niczym dar źródła które wytrysnęło dla zmęczonego wędrówką Izraela na pustyni. Zatopimy obumierającego w nas grzesznika w sadzawce chrztu, której woda poruszona niewidzialną dłonią świetlistego Anioła, stanie źródłem wytryskującym ku pełni życia. Dostrzeżemy odważną i pełną akceptacji miłość Maryi- Matki Bolesnej- ufającej do końca i wraz z Ukochanym Synem zbierającej pokłosie ludzkiej niesprawiedliwości i odtrącenia. „Bóg, który nakłada krzyż, pomaga nam go nieść” (Tichon Zadoński). Prześledzimy zmagania apostołów, od ich wewnętrznych dylematów, aż po zdumienie dzięki nowo rozbudzonej nadziei i wierze w Zmartwychwstałego. „Nikt nie rodzi się chrześcijaninem, każdy chrześcijaninem się staje”- twierdził Tertulian. Te kadry złożone w jedną teologiczną opowieść staną się przesłaniem dla nas dzisiejszych ludzi wiary- ciągle dorastających do bycia uczniami Chrystusa. W bliskości Mistrza znajdą się najwierniejsi przyjaciele, jak również i zdrajcy zasklepieni własnym interesem lub tchórzostwem, bezsilną niemożliwością udźwignięcia osobistego krzyża. Pomimo tych ludzkich dylematów, wszystkich tych ludzi obejmą przytwierdzone do krzyża dłonie cierpiącego Baranka. Jego czułe spojrzenie przenika historię świata, stając się potwierdzeniem największej miłości nowego Adama który przyszedł ocalić grzesznika. Liturgia i ikonografia odsłoni przed nami narracje, które staną się naszymi wewnętrznymi odpowiedziami wiary. Wielkopostna droga pokajania musi mieć swój finał w odzyskaniu utraconej przez grzech wolności dzieci Bożych. „Nie wystarczy opuścić Egipt, trzeba jeszcze wejść do ziemi obiecanej”- pisał św. Jan Chryzostom. Nasza Via Crucis przecina się z zawsze z drogą Męża Boleści. Uroczysty wjazd Chrystusa do Jerozolimy wypełniony na pozór radosnym introitem Hosanna, zorientuje chrześcijan w perspektywie Krzyża. „Krzyż objawia przeznaczenie świata, który Chrystus prowadzi do przekształcenia w Bogu.” Bardzo szybko radosne Hosanna- „błagam, zbaw mnie Boże,” zabrzmi zgoła inaczej: „Na krzyż z Nim !” Euforia skandowanej radości przeobrazi się w język niebywałej sadystycznej ludzkiej kaźni. „Gromadzimy się, aby wspominać śmierć naszego Pana- powie św. Augustyn- kiedy celebrujemy to wydarzenie na sposób misterium, nie zadowalamy się przywoływaniem jakiegoś zdarzenia z przeszłości w dniu, w którym miało ono miejsce, lecz przywołujemy je w taki sposób, aby wziąć w nim udział.” Trzymamy w dłoniach palmy, ale one nie tylko wyrażają naszą radość, lecz również symbolizują drzewo na którym jedyny Sprawiedliwy złoży siebie w ofierze „za życie świata” i cud nowego życia które wytryśnie lada chwila z zapieczętowanego szczelnie grobu. Wyrażają to pełne podniosłego nastroju teksty Kościoła Wschodniego: „Ponieważ związałeś nieśmiertelną otchłań i uśmierciłeś śmierć, i świat wskrzesiłeś, dzieci z palmami sławiły Ciebie, Chryste, jak zwycięzcę i wołały do Ciebie: Hosanna Synowi Dawida” (ikos). Patrzymy na oślicę niosącą na swym grzbiecie Króla, ale tak naprawdę to Kościół ma stać się najpokorniejszym dźwigarem i rozdawcą najpokorniejszej miłości. Odkupienie człowieka i świata- wyrażone w bogactwie treści i znaczeń; Chrystus wchodzący w otchłań śmierci i wychodzący jako Zwycięzca, a ludzkość wraz z Nim. „Wszystkie drzwi naraz się otwierają- pisał P. Claudel- wszystkie przeciwieństwa się rozpływają, wszelkie sprzeczności się rozwiewają.” Nie pozwólmy sobie na to, aby pozostać poza tymi wydarzeniami- jako widz lub, co tragiczniejsze- niedowiarek.

czwartek, 25 marca 2021

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”(Łk 1,26-38). Wielu chrześcijan przeżywa zaskoczenie odkrywając, że w wielkopostnym kalendarzu przypada Święto Zwiastowania. Niekiedy Zwiastowanie jeszcze głębiej wybrzmiewa w swoich treściach będąc w bliskości tajemnicy Krzyża. Historia chrześcijaństwa rozpoczyna się wbrew pozorom w pierwszym- najbardziej intymnym Nazaretańskim Wieczerniku. Tam dokonuje się pierwsze przyjęcie Boga przez człowieka; przyjęcie przez Kobietę- nową Ewę. To również nasza izdebka przyjęcia Boga. Jak pisał w swoim poemacie Gerard Hopkins: „Nowy Nazaret w nas, gdzie Ona dopiero ma począć, Jego poranek, południe i wieczór..” Intymność i niezwykłą głębię momentu zwiastowania oddaje nawet werset Koranu: „I oto powiedzieli aniołowie: „O Mario ! Zaprawdę, Bóg wybrał ciebie i uczynił czystą, i wybrał ciebie ponad kobietami światów.” Chrześcijanie poszli w swojej refleksji jeszcze dalej, bowiem teologiczne treści tego wydarzenia zawsze wiązali z cudem Wcielenia. Główne znaczenie tego obchodu i duchowych treści wybrzmiewających w liturgicznych celebracjach chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu było umocowane w przesłaniu Ewangelii św. Jana: Słowo stało się Ciałem (J 1,14), i stało się w chwili, w której jak powie św. Paweł: „Bóg posłał swojego Syna, zrodzonego z Niewiasty” (Ga 4,4). Maryja sama będąc stworzeniem, została wybrana na Tą, przez którą Logos Stworzyciel zjednoczył się z ludzką naturą. Bóg wybierając Maryję nie tylko przeciwstawił ją edenicznej Ewie, ale nade wszystko dostrzegając Jej wiarę i miłość uczynił ją „Naczyniem Łaski” prezentującym grzesznemu światu Zbawiciela- nowego Adama. Wyrażają to słowa św. Grzegorza z Nyssy: „…za pierwszym razem Bóg Logos wziął proch z ziemi i ukształtował człowieka, ale tym razem wziął proch z Dziewicy, i nie tylko ukształtował człowieka, ale ukształtował człowieka wokół siebie samego”. Chrystus zatem przyszedł przez ciało Dziewicy, poczęty w sposób cudowny „z nasienia Ojca”. Syn Boży wszedł w świat, stał się uczestnikiem prawdziwego człowieczeństwa, samemu zaświadczając, iż został „zrodzony z Niewiasty”. Jeżeli zatem pierwszy człowiek Adam nadał swej żonie imię Życie- Hava, Zoe, to druga Maryja stała się w sposób najpełniejszy Matką wszystkich wierzących, dzięki wierze w Jej Syna. „Dlatego więc słusznie i zgodnie z prawdą nazywamy świętą Maryję Matką Boga- napisze św. Jan z Damaszku- A tytuł ten zawiera całą tajemnicę Wcielenia”. Dlatego chrześcijanie od początku Kościoła odkrywali w Maryi również własną Matkę i Orędowniczkę. Termin Theotokos był pradawnym i zaszczytnym tytułem, używanym by okazać cześć Maryi i dobrze udokumentowanym w najstarszych modlitwach. Wyrażają to słowa ciągle żywej modlitwy pochodzącej z III wieku a powstałej w środowisku koptyjskim: „Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko, naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ale od wszelkich złych przygód racz nas wybawiać, Panno chwalebna i błogosławiona”. Zwiastowanie w cieniu Krzyża- ta korespondencja dwóch pozornie przeciwstawnych treści, stanowi jedno wielkie opowiadanie o Odkupieniu człowieka. Koncentruje spojrzenie Kościoła na Oblubienicy i Oblubieńcu- Maryi i Chrystusie. Ona była cichą, dyskretną towarzyszką dzieła swego Syna- „Droga”, którą Zbawiciel pokonywał aby dojść do ludzi. Z oddali brzmi w naszych uszach treść kontakionu Romanosa Melodosa: „Smutek serdeczny dotyka mnie, o Dziecię. I nie mogę znieść myśli o przebywaniu w moich komnatach, gdy Ty jesteś na krzyżu; Ja w domu, gdy Ty w grobie. Pozwól mi iść z Tobą ! Twój widok uśmierza mój ból. Na to odpowiada Chrystus: Porzuć smutek, Matko, porzuć go… Jesteś pośrodku mojej weselnej komnaty”. Ona była pod Krzyżem w największym doświadczeniu wiary i miłości- pełna ufności- widząc historię świata w miłości sączącej się z nabrzmiałych ran Jej Dziecka. „Ona cierpiała wraz z Synem, i doświadczała duchowo Jego śmierci” (H. Balthasar). Otulona blaskiem wielkanocnego poranka przytula Kościół czyniąc go swoim Nazaretem- miejscem Zwiastowania, Wcielenia i Zmartwychwstania.

środa, 24 marca 2021

Nie odrzucę Twojej miłości, bowiem stworzyłeś mnie z prochu, wyciągnąłeś rękę i chronisz mnie- modlił się starożytny mnich Ewagriusz z Pontu. Pandemia do której przywykliśmy i oswoiliśmy się z jej śmiercionośną obecnością, nie odchodzi, lecz jeszcze mocniej zbiera swoje żniwo. Media nabrzmiałe od mało optymistycznych informacji i ilość scenariuszy, których przewidywalność rozbija się o wielość niewiadomych niż pewników. Już nie wiadomo komu dawać wiarę, czy gdzie przykładać ucho, aby usłyszeć brzmienie prawdy i nutę otuchy. „Chcesz uciec z miasta zadżumionych dla szczęścia ? Uciekaj, nikt cię nie zatrzyma”- słyszymy słowa jednego z bohaterów Dżumy Camusa. Idąc tym literackim tropem, należy skonstatować, iż nie ma dokąd uciec- wszędzie jest wirus i co najtragiczniejsze- przyczajona za rogiem śmierć. Wydawało się, że dwudziesty pierwszy wiek będzie czasem spokojnym, stabilnym, refleksyjnie rewidującym dramatyzmy zadyszanej i przenikniętej odorem śmierci historii wieku poprzedniego. Nic bardziej mylnego ! Cień śmierci położył się na cywilizacji pośpiechu, eksploatacji witalnych siły przyrody, na człowieku- uzurpującym sobie boskie prerogatywy; zachłyśniętym pomnażaniem sukcesów i poszerzaniem nieodkrytych dotąd horyzontów. Pomimo tych wyczynów i błyskotliwości umysłu, jesteśmy jedynie opadłymi liśćmi- poddanymi kaprysom sił o wiele większych niż nasze poczucie pewności siebie i wiary w postęp. W obliczu smutku, efemeryczności istnienia i niedostatecznie adekwatnych słów pocieszenia, jedyną mogącą cokolwiek z tego wszystkiego zrozumieć jest wiara. W poezji Achmatowej znalazłem takie słowa: „Panie, widzisz, że jestem zmęczona. Tym, że żyje, konam i zmartwychwstaję.” Jest w tym odczuciu coś na wskroś rezurekcyjnego. Świadomość innego sensu. Odczucie życia przeobrażonego. Wiara nie daje gotowych odpowiedzi, nie chroni przed możliwie spadającymi zewsząd klęskami. Jak podkreślał ojciec D. Staniloae, sama racjonalność świata byłaby nie do wyjaśnienia bez odniesienia do jakiegoś wiecznego przedmiotu- dodam od siebie- Obecności ! Wiara rozświetla drogę w ciemności i budzi nadzieję; opróżnia serce z lęku. Sztuka umierania zostaje opromieniona nadzieją, zdumieniem i wdzięcznością. „Nadzieja nie jest zdana na milczenie. Nadzieja szuka uzasadnień i punktów oparcia”- pisał przed laty W. Hryniewicz. W świadomości ludzi wykarmionych wiarą i spowitych nadzieją, Bóg chroni świat w Chrystusie wydanym śmierci i jednocześnie zrywającym jej pęta. Jesteśmy w bliskości Paschy. Oblubieniec Kościoła za chwilę zdepcze bramy otchłani, a nam napotkanym w drodze wędrowcom powie: „Nie bójcie się, Jam zwyciężył świat !”

poniedziałek, 22 marca 2021

Łazarzu, wyjdź na zewnątrz ! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić (J 11, 44). Rozmyślałem wczoraj o tym fragmencie Ewangelii będąc w podróży. Jaka musiała być potężna siła przyjaźni i miłości, że Chrystus swoją boską mocą zawrócił z drogi Łazarza i zerwał pieczecie śmierci ? Wszystko w tym opisie jest przeniknięte życiem. Pieczara oraz szczeliny umysłów i serc gapiów z Betanii zostają zwrócone życiu. „Śmierć jest straszna. Ale myśl o tym, że można umrzeć nie żyjąc, jest nie do zniesienia”- pisał E. Fromm. Ten który jest Zmartwychwstaniem i Życiem niesie najbardziej poruszające przesłanie: Będąc ze Mną, nie umrzecie ! Śmierć jest Paschą, aby już więcej nie umierać. To zmartwychwstanie duchowe i cielesne. Światłość Chrystusa detonuje groby historii; podrywa ludzkie ciała ku przeistoczeniu. Trupi jad zostaje obmyty wodą życia. Tkankę świata przenika drganie wieczności- rezurekcyjny szum wiatru. Przypominam sobie Zbrodnię i karę Dostojewskiego z jej głównym bohaterem jakim był zabójca starej lichwiarki Raskolnikow (raskoł- rozdzielenie, odosobnienie) i prostytutka Sonia- „ucieleśnienie głosu świadomości religijnej” czytająca z podręcznej Ewangelii opowieść o wskrzeszeniu Łazarza. „Mocy niszczącej życie w morderstwie Ewangelia przeciwstawia dar życia, nieśmiertelność. Raskolnikow słucha bez zrozumienia tego, co zostało powiedziane. Lektura wywołuje w nim bunt”(P. Evdokimov). Dopiero po pewnym czasie zrozumie, że łzy ukochanej kobiety, modlitwa i wiara w moc miłości jest wstanie przywrócić go życiu. Światłość chrześcijaństwa Janowego zajaśnieje dla grzesznika i wyrwie go z mroku ciemności; zostaną zerwane bandaże buntu i nienawiści, aby przez nie przedarła się prawda o nowym- odkupionym życiu w Bogu. Niezwykła dramaturgia chwili jest tak bardzo realistyczna, że na widok wychodzącego człowieka widownia na wielu malarskich przedstawieniach zatyka nosy- ponieważ czuć jeszcze odór śmierci i cielesnego rozkładu. „Któż widział, któż słyszał, aby powstał zmarły cuchnący człowiek ? Wstrząsnąłeś bramami i skruszyłeś okowy, rozpadają się więzy martwego na głos mocy Chrystusowej, a otchłań gorzko płacze wzdycha woła do swoich: Biada mi, skąd i jakiż to głos ożywia zmarłych”. Teksty liturgiczne i ikona, opowiadają nam o Chrystusie jako Tym, który nie pozostaje obojętny na przyszły los człowieka. Bóg pełen dobroci i miłości do rodzaju ludzkiego- Człowiekolubiec. „Dla Łazarza także śmierć jest tylko przejściem, jest wydarzeniem, które nie przerywa ciągu życia: światło poza bramami nocy obiecane jest tym, którzy wierzą. Przywołanie do życia Łazarza jest ostatecznym świadectwem bóstwa Chrystusowego, jest także zapowiedzią o ileż większego cudu, zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa, jakie odniesie Jezus nad śmiercią”. Tak naprawdę to każdy z nas jest Łazarzem, oczekującym na swój poranek zmartwychwstania. Pan przyjdzie, aby nas obudzić !

piątek, 19 marca 2021

Via Crucis. Via dolorosa- najbardziej odwołujące się do zmysłów, tak silnie przeżywane wydarzenie ukazujące Boga, który przeszedł przez mękę. „Kenoza krzyża jest blaskiem pośród najgorszego mroku” (J. Corbon). Mąż Boleści- dźwigając na swych ramionach krzyż, wpisał się nie tylko w głęboko medytatywną i naśladowaną praktykę chrześcijaństwa, ale również stał się odzwierciedleniem każdej ludzkiej- osobiście przeżywanej drogi krzyża. „W śmierci Chrystus przebywa z nami jak gdyby na jednej linii ludzkiej bezradności, cierpienia i lęku tych, którzy przebywają w ciemnościach...”(S. Bułgakow). Tradycja Drogi Krzyżowej znamionuje pełną doloryzmu duchowość Zachodu; szczególnie od średniowiecza, stała się z najbardziej emocjonalnie przeżywanym nabożeństwem pasyjnym- tak silnie identyfikującym człowieka z Ukrzyżowanym na Kalwarii Chrystusem. Talmud dość szczegółowo podaje przebieg takiej uciążliwej egzekucji. Skazanego należało prowadzić na miejsce stracenia za dnia, tak aby każdy mógł to widzieć. Chodziło o publiczne zawstydzenie i upokorzenie. Wydaje się, że w egzekucji Jezusa połączyły się obie formy: żydowska i rzymska. Od Plutracha dowiadujemy się, że skazani na ukrzyżowanie sami musieli dźwigać narzędzie swej męki; to potwierdza szczegół zanotowany przez św. Jana: „On sam dźwigając krzyż...”(19,17). „Szedł w asyście ponurych żołnierzy, wraz z dwoma przestępcami, zapewne wspólnikami Barabasza, którzy dzielili z Nim drogę na miejsce kaźni. Każdy miał tabliczkę- titulum- z wypisaną winą... Według okrutnego prawa skazańcy nieśli patibulum, poprzeczne belki krzyży na których ich rozpinano. Jezus szedł powoli. Był udręczony biczowaniem i osłabiony po bezsennej nocy”(A. Mień). Przerażająca i okropna kaźń wyreżyserowana w niezwykle drobiazgowy sposób. Misterium bólu i samotności. Crudelissimum teterrmuque supplicium- powiadał Cycero. Ciało przytwierdzone do krzyża tężało i drętwiało, rany się otwierały, w płucach, głowie i sercu dokonywało się przekrwawieni: człowiek nie mógł oddychać a straszliwy upał był nie do zniesienia. „Jest sam jeden jak Adam, gdy był samotny w Edenie”(P. Claudel). Chrystus przeżywał to, co Wiliam Law określił „bolesnym strachem zagubionej duszy... realnością wiecznej śmierci.” To dramatyczny spektakl którego finalnym akordem jest jednak uwielbienie- zwycięstwo Życia na Krzyżu. Zaczynamy w pełni rozumieć jak odniesione zwycięstwo na drzewie hańby stawia nas przed paradoksem wszechmocy Bożej. „Kochająca pokora jest straszliwą siłą” (F. Dostojewski). Święty Augustyn powie: „Jego słabość była silna.” Dlatego chrześcijanie odtwarzają tę dramatyczną drogę, ponieważ wiedzą, że u jej końca jest zwycięstwo siły miłości nad śmiercią- O crux, ave spes unica ! – śpiewa Kościół Rzymski słowami Fortunata. Po dziś dzień Palestyna przyciąga rzesze pielgrzymów i szukających odległej historii turystów, którzy przemierzają uliczki starej Jerozolimy szukając śladów Mistrza z Nazaretu. „Piąta Ewangelia” jak mówią bibliści czytający święte teksty w miejscach które tradycja powiązała z najważniejszymi zbawczymi wydarzeniami. Ogród Getsemani z porośniętymi od tysięcy lat drzewami oliwkowymi, Golgota, drewno z krzyża na którym został powieszony, płyta namaszczenia- wszystkie te rzeczy, które miały z Nim styczność i zachowują ślad Jego obecności- przyciągają i skłaniają do modlitwy. Nawet kurz unoszący się na wietrze jest święty, ponieważ jest cząstką tego, co uchodzi od zawsze za święte. „Podobnie jak perfumy pozostawiają zapach we flakonie, w którym były przechowywane, tak Bóg pozostawił ślady swego przebywania wśród nas w konkretnych miejscach w Palestynie” (R.L. Wilken). Pomimo dwóch tysięcy lat gwar na krętych i wąskich uliczkach Jerozolimy jest tak samo intensywny jak w dzień przed Paschą kiedy kroczył nimi opluwany i wyszydzany Pan. Już na początku IV wieku pojawili się pielgrzymi z krajów zachodnich przybywający do bazyliki Grobu Świętego. Pobożna pątniczka Egeria zapisała w formie świadectwa, jak pielgrzymi zatrzymywali się przed dwunastoma stacjami drogi krzyżowej, co było połączone z czytaniem Ewangelii. Ta tradycja rozwinęła się i była w późniejszym okresie pielęgnowana przez krzyżowców i franciszkanów otaczających troską miejsca ostatnich chwil Chrystusa. Zmiana budowli, nawarstwienia ziemi i budowli, ulic, powstanie nowych kaplic, kształtowało w dużym stopniu dzisiejszą drogę po której w procesjach z krzyżami w rękach poruszając się chrześcijanie różnych wyznań. „Nie ma tu góry, doliny, równiny, pola, źródła, rzeki, potoku, wioski ani kamienia, którego nie dotknąłby Zbawiciel, wędrując bądź klękając przy modlitwie do Ojca lub kładąc się spać na gołej ziemi”- pisał franciszkanin F. Suriano. Każdy skrawek ziemi, rozsiane kamienie i fragmenty dawnej architektury mogą być zroszone potem i krwią Baranka prowadzonego na ofiarę. Chodziło o rozmyślanie i współuczestniczenie w ostatnich chwilach Jezusa. Każdy piątek jest przypomnieniem największego daru miłości; Kogoś, kto za mnie przyjął śmierć i przemienił ją w zmartwychwstanie. „O Życie, jak możesz umrzeć- rozmyślał O. Clement- Ale ten martwy człowiek nie jest martwy... Jego światłość wnika jeszcze głębiej w skałę grobu. Schodzi do tych granic, gdzie opuszczony przez świat pogrąża się w nicości. Zstępuje i władczymi rękami chwyta mężczyznę i kobietę, wszystkich i odtwarza je w świetle... Chrystus wzbudza umarłych. Wszystko staje się wiecznie żywe.”

czwartek, 18 marca 2021

Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi Cię prowadził Pan, Bóg Twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby Cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w Twym sercu; czy strzeżesz Jego nakazu, czy też nie (Pwt 8, 22) W tym tygodniu przypadają moje czterdzieste urodziny. „Mierzymy czas jak się rzekło, w trakcie jego przebiegania”- pisał św. Augustyn. To nie tylko powód do radosnego świętowania, ale również do wnikliwej refleksji nad własną przeszłością. Zagłębianie się w nią, na sposób anamnetyczny lub retrospektywny. Przywołanie z pamięci dzieciństwa i dorastania, aury rodzinnego domu, czy wchodzenia w dorosłość, staje się przyczynkiem do wdzięczności za dar życia. „Poprzez pamięć odtwarzamy minioną przeszłość, umarłą, oddaloną od nas, która, jak się wydaje, odeszła w jakąś ciemną otchłań” (M. Bierdiajew). Te wspomnienia wewnętrznie cieszą, pomimo tego że są jedynie cieniami. Z drugiej strony dokonuje się mimowolnie jakieś rozstanie z młodością i wejście w wiek mozolnego dorastania do bycia mędrcem- kimś przeobrażonym w sensie dosłownym i metaforycznym. Być może traci się formę zewnętrzną, ale rozkwita to, co jest wewnątrz- odczuwając pulsujący świat Boga w sobie. Przypominam sobie słowa Prousta: „Istniejemy przez to, co posiadamy, posiadamy to, co mamy przed sobą, jak wiele naszych wspomnień, następnie myśli, opuszcza nas, udając się w wielką podróż, gdy je tracimy z oczu. Nie możemy ich wówczas zaliczyć do sumy stanowiącej nasze istnienie. Mają one wszelako tajemne drogi, którymi do nas wracają.” Czas zaczyna jakoś przyśpieszać a nieodwracalny proces utraty włosów i lekkiej zadyszki, sugeruje moment jakiegoś nieuniknionego przeobrażania. Czuję się po trosze jak ten romański dźwigar na zamieszczonej powyżej ilustracji. Mocuję się z życiem; znam jego ciężar, blaski i cienie. Spoglądam w lustro i dostrzegam efemeryczność czasu. „Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień”- słyszymy w znanej piosence, akcentującej owo tempus fugit. Człowiek staje się częścią splotu wydarzeń w których trzeba zacząć szanować czas- rachując go w taki sposób, aby coś pozostało na zaś- możliwy moment nagłego pożegnania. Dla ludzi starożytnych liczby były „zasadami rzeczy,” podstawą każdego porządku- świat był rzeczywistością policzalną, dobrze skomponowaną muzyką. „Aleś Ty wszystko urządził według miary, liczby i wagi”(Mdr 11,20). Lubowano się w gematrii- przedkładając litery na wartości liczbowe oraz przypisując cyfrom ukryte znaczenia symboliczne. Już średniowiecznym myślicielom towarzyszyło przekonanie, że świat jest uporządkowany- ordo numenorum przez Boga który wszystko starannie wyliczył, niczym najbardziej utalentowany matematyczny umysł. Zerknąłem do Biblii, próbując odnaleźć wydarzenia powiązane z liczbą czterdzieści: czterdzieści dni potopu; czterdzieści lat wędrówki Izraela po pustyni, aby odnaleźć Ziemię Obiecaną; Elisz czterdzieści dni i nocy szedł do Bożej góry Horeb; czterdzieści dni przebywania Mojżesza z Bogiem na górze Synaj; czterdziestodniowy post Chrystusa na pustyni; czterdzieści dni Zmartwychwstały Chrystus ukazywał się uczniom za nim poszedł do Ojca; czterdzieści lat mojego życia opromienionego światłem wiary. Historia jest święta ! Te karkołomne próby poszukiwania symbolicznego znaczenia liczby czterdzieści, dowodzą tylko jednego- jestem istotą zanurzoną w historii i czasie. Pozostaje mi błogosławić każdy dzień i nie poddawać się narzekaniu. Być wdzięcznym i otwartym na coraz to nowe zdumienia. W Opowieściach Chasydów Bubera odkryłem niezwykle budująca myśl: „Człowiek powinien być jak naczynie, które chętnie przyjmuje w siebie to, co w nie wlewa jego właściciel, obojętnie czy to będzie wino, czy ocet.”