poniedziałek, 18 października 2021
Kierownikowi chóru. Na melodię: „Gołębica dalekich terebintów… (Ps 56, 1). Jakże trudno wyobrazić sobie brzmienie hebrajskiego mikatmu- gołębicy szybującej ku przestworzom i wyśpiewującej Bogu najdoskonalszą melodię uwielbienia. Być może starożytne hirmosy są dalekim echem biblijnego brzmienia wędrowców i pielgrzymów, których słowa wraz z piaskiem pustyni kołysały ludzkie dusze i czyniły je przestrzeniami nawiedzenia- Obecności. Muzyka zakorzeniona w tradycji orientalnej chrześcijaństwa, przeszczepiła swoje ziarna na łaciński Zachód, aby wzniecić żar chorału gregoriańskiego. Chorus, czyli chór- przestrzeń dramatu liturgicznego i samo centrum architektury sakralnej. Chorus, to również taniec- podrywający duchownych do pełnego ekspresji rezurekcyjnego kroku; ozdobnych procesji w których rytm rozedrganych stóp mnichów w powłóczystych habitach, łączył się z przenikniętym mistyczną miłością kołysaniem duszy. Doniosłość tego śpiewu dla liturgii rzymskiej, rezonuje w okresie szczególnym dla Kościoła jakim jest tzw. reforma papieża Grzegorza I Wielkiego. Zasadniczą cechą tego śpiewu jest jego monodyczny charakter; to śpiew jednogłosowy bez podłoża harmonicznego. Już święty Augustyn, słysząc, jak słowik zestraja swój głos na wiosnę, w harmonii z aktualna porą roku, odparł, że każdego śpiewaka instynkt skłania do ładnego śpiewu- czyli śpiewania miarowego, jak wspomniany uprzednio ptak. Muzyka w której najdoskonalszym instrumentem jest ludzki głos- rozbrzmiewający niczym tuba, obwieszczająca wielkie dzieła Boga. Ten chorus spiritualis, będzie potrzebował ksiąg, gdzie łacińskie teksty rozpisane na melizmaty, znajdą swoje gościnne schronienie w mszałach, graduałach, psałterzach, czy ewangeliarzach. Według Etymologii Izydora „muzyka jest znajomością melodii objawiającą się dźwiękiem i śpiewem.” Melodia chorałowa rodzi się w materii słowa i pozostaje w symbiozie z tekstem. Ta jakże subtelna relacja wyraża się poprzez oddechy, gdzie aparat mowy wydobywa frazy- przeistoczone w dźwięki- których najdoskonalszym i pełnym ekspresji dziełem będzie Messe du Sacre. W klasztorach powstawały wspaniałe dzieła muzyki kościelnej; solowe popisy młodzieńców których aksamitność i głębia głosu będzie otwierała przedsionki niebiańskich zaświatów. Różnorodne i rozsiane ośrodki tej wyrafinowanej profesji, dały asumpt pod dzieła pełne szlachetnej prostoty, ozdobności i duchowego promieniowania. Budowniczowie wspaniałych kościołów biskupich i klasztornych bardzo szybko się spostrzegli, że kamienne sklepienia beczkowe umożliwią stworzenie przestrzeni możliwie najdoskonalszej akustycznie i przysporzą niebywałe przeżycia estetyczne dla ludzkiego ucha. Gwidon z Arezzo w dziele Micrologus, wyrazi ów stan muzycznego zachwytu: „Nic dziwnego, że słuch znajduje rozkosz w różnorodności dźwięków, podobnie jak wzrok cieszy się różnorodnością barw, jak węch podnieca się różnorodnością zapachów, a język raduje się zmianą smaków. Słodycz dających rozkosz rzeczy w cudowny sposób przenika, jak przez okno, w głąb serca.” W późniejszym okresie również gotycka katedra stanie się jeszcze bardziej dźwięczna, a jej wysokie napowietrzne sklepienia i las podtrzymujących je kolumn, wyniesie ludzki głos do wyżyn miłosnego upojenia Bogiem i zstępującym nań światłem.
niedziela, 17 października 2021
Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?" I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu» (Mt 18, 32-35).
Przypowieść którą roztacza przed słuchaczami Chrystus, wydaje się papierkiem lakmusowym współczesnej rzeczywistości. Na drodze naszego życia spotykamy wielu ludzi, którzy w sposób wątpliwy moralnie i na plecach innych, próbują osiągnąć korzyści w sposób przebiegły i nieuczciwy. W pewnym momencie podwija im się noga i muszą się skonfrontować z bolesną prawdą o własnej małości i chciwości. Nie traktujmy nieuczciwego rządcy jako wyimaginowanej postaci, która wykorzystuje wadliwy system finansowy i luki w prawie. Chrystus stawia nam przed oczami człowieka który bez wątpienia jest wyrachowanym oszustem i cwaniakiem, żeby nas przekonać, że istnieje granica której nie można przekroczyć. Pomimo inteligencji i sprytu sługi odpowiedzialnego za finanse, „ten nienasycony czas gromadzenia dóbr, który wypełnia cały horyzont człowieka”(B. Maggioni) kończy się wizerunkową katastrofą i co najbardziej paradoksalne- przebaczającą reakcją rządcy. Przymiotnik phronimos, który określa rządcę i który najczęściej jest tłumaczony jako „roztropny,” wskazuje jeszcze na inne cechy: przenikliwość, przezorność i odwagę w podejmowaniu błyskawicznej decyzji. „Gdyby nie było Boga świat byłyby skandalem”- pisał C. Caretto. Ewangelia nam zwiastuje prawdę o Bogu który potrafi przymknąć oczy na wiele ludzkich zaniedbań, dróg na skróty, uchyleń i nieprawości. „Czym bardziej zbliżamy się do Boga, tym bardziej widzimy naszą grzeszność”(Abba Doroteusz). Bóg potrafi być współczującym i jednocześnie oczekuje tego samego od nas w stosunku do tych, którzy również nam coś złego uczynili. Przypowieść ma wyzwolić w nas refleksję nad naszą zdolnością do przebaczenia- przestrzenią na dobro w obliczu namacalności zła. Nie chodzi tu o dalece posuniętą naiwność, lecz o perspektywę Królestwa Bożego- triumfu prawdy nad fałszem; życia nad śmiercią; miłości nad nienawiścią; uczciwości nad toczącą duszę człowieka zachłannością.
sobota, 16 października 2021
Jak powinniśmy się modlić ?- zapytał Makary- Nie trzeba wielu słów. Wystarczy trzymać ręce w górze. Z nadmiaru czasu powróciłem do studium sztuki wczesnośredniowiecznej, stanowiącej dalekosiężną pracę nad książką poświęconą umysłowości i sztuce średniowiecza. Zasadniczymi znamionami stylu romańskiego są: użycie sklepienia dla pokrycia dużych przestrzeni i pojawienie się w tym miejscu, wyrafinowanego programu malarskiego. Intrygującym tematem do którego powracają dawni mistrzowie fresków, miniatur, czy rzeźb- to motyw orantów- stanowiący pewnego rodzaju reminiscencję kluczowego tematu ikonograficznego sztuki wczesnochrześcijańskiej (katakumbowej). Różnorodność natchnienia, świeża wizja i wpływy starożytności, nadają tym przedstawieniom jakże bogatą teologiczną wartość i artystyczną niepowtarzalność. Bez wątpienia mistrzowie różnych gałęzi sztuk biorą w posiadanie przestrzenie kościołów i za pomocą symfonii form oraz melodii kolorów- uobecniają biblijne Objawienie, czyniąc je dostrzegalnym dla ludzkich oczu. Powyżej umieściłem fragment fresku ukazujący Abrahama z Lotem i jego rodziną ze sklepienia kościoła Saint- Savin- sur Gartempe w środkowej Francji (ok. 1100 r.). Mamy tu niezwykle udaną syntezę wielu tradycji- frankońskiej i bizantyjskiej, echo renesansu karolińskiego, epoki Ottonów, i sztuki italskiej. W tym przypadku malarstwo zaludnia postaciami połacie sklepienia czyniąc je niepozbawioną przesady „kaplicą sykstyńską francuskiego romanizmu.” Ukazane postacie są w drodze, trzymają ręce wzniesione ku górze, stając się nie tylko „personifikacją modlitwy,” lecz także „wyrazem zalet, które są potrzebne duszy”(Orygenes De oratione). Ruch ciała jest drganiem duszy; dialogiem pozbawionym słów; zbiorową inscenizacją modlitwy składanej Bogu. „Duch, który objawia nam Boga, jest niewypowiedzianym szmerem, w którym kończy się słowo”- powie Henri le Saux. Świadomość bycia połączonym z Bogiem ! Linearność wykreślonego zwiewnie układu ciał, przywodzi na myśl taniec uwielbienia; wyrażając tym samym siłę miłości, przeszywającą sanktuarium ludzkiego wnętrza: „Niech chwalą imię Jego wśród tańców”(Ps 140, 1). Malowidło choć zdaje się być nieruchomym, ożywia się dzięki gestom które scenograficznie rozdziela artysta postaciom. Ta wizualna asocjacja form ma swoją genezę w tradycji liturgicznej znamionującą tę epokę. Przechodzimy w sposób naturalny od „tańca cielesnego” ku „tańcu mistycznemu.” Taniec w łacińskim przekładzie Wulgaty bywa określany słowem chorus lub czasownikiem saltare- co można rozumieć jako skakanie i tańczenie w radosnym korowodzie. By wyrazić zalewające duszę człowieka szczęście, mistrzowie pędzla chętnie przedstawiali tego typu wyobrażenia, stanowiąc „alegoryczne wyobrażenie cnoty Pobożności…, oraz Miłość, dar Ducha, który mieszka w ludzkich sercach, implikując podwójną miłość do Boga i bliźniego…”(H.I. Marrou). W tej malarskiej wizji istnieje radosna obfitość, wzruszające i pełne prostoty upojenie pięknem wyrazistości obrazu, cielesność odzwierciedlająca wielki poryw duszy ku Misterium.To również odległe, ale jednak obecne przesłanie dla dzisiejszego chrześcijaństwa- wyrażające się wertykaliźmie myślenia i uduchowieniu tego, co nad wyraz w nas cielesne.
czwartek, 14 października 2021
Rzeczywistość pęcznieje od nadmiaru wrażeń i dostarcza coraz to nowych przeszkód które trzeba z pokorą przemierzyć i choć trochę ogarnąć umysłem. W redystrybucji komunikatów na temat otaczającej nas rzeczywistości jest tle nieścisłości, że ciężko to racjonalnie uporządkować i wszystkiemu dać wiarę. Normalny człowiek zdaje się zwracać uwagę na rzeczy naprawdę istotne i podane w taki sposób, iż nie ma wątpliwości co do czytelności wydarzeń i towarzyszącym im reperkusji. Od dzisiaj jestem na kwarantannie, ponieważ jako niezaszczepiony nauczyciel miałem kontakt z osobą chorą. O sum, scilicet, o nihil. Czuję się nad wyraz dobrze i nie rozumiem selektywności tak skonstruowanego programu profilaktyki. System wydaje się tak wadliwy i nieudolny w moim odczuciu, bowiem kieruje osoby niezaszczepione na izolację, a reszta (zaszczepionych) i potencjalnie również transferujących wirusa, kontynuuje bez przeszkód swoją pracę. Poruszamy się w jakiś oparach absurdu sądząc, iż osoby zaszczepione posiadają jakąś immunologiczną tarczę ochroną przed rozpowszechnianiem choroby. Jeżeli szczepionka jest rzeczywiście skuteczna, a zostawimy na boku jej dość problematyczny skład, to możemy założyć że osoby zaszczepione jedynie łagodniej przejdą chorobę i towarzyszące jej powikłania. Pomimo tych złożonych dywagacji, powrót epidemii jest oczywisty i zważywszy na lekkomyślną postawę wielu ludzi wobec higieny, dystansu społecznego, czy zakrywania twarzy maseczkami jest nieunikniony w posiewie śmierci (wystarczy wsiąść do tramwaju, aby przekonać się o prawdziwości zaobserwowanych spostrzeżeń). Oprócz medialnej „pewności”- rzekomego uodpornienia osób zaszczepionych, tak naprawdę nie istnieją obiektywne statystyki które rzuciłby światło na ten stan rzeczy i stanęły w opozycji wobec wielkich potentatów farmaceutycznych, zbijających krocie na ludzkim strachu i niepewności. Jesteśmy w jesiennej porze roku, gdzie ludzie chorują z większą intensywnością, będąc podatnymi na przeziębienia, grypy, czy mnogość innej maści wirusów atakujących drogi oddechowe. Wszystkie tego typu zjawiska mogą być z całą pewnością interpretowane jako kolejny moment epidemicznego tąpnięcia. Gorączka jest często zauważalnym objawem choroby. Ale gdy jest podwyższona i utrzymująca się w długim odstępie czasu, wcale nie musi zwiastować jednej tylko zaprotokołowanej globalnie choroby. Grypa pochodzenia wirusowego, również posiada symptomy zbliżone do covid: kaszel, bóle głowy i ogólne osłabienie organizmu. Nie jestem specjalistą od medycyny, ale interpretacja faktów wymaga nad wyraz zdrowego rozsądku. Problematyczna sytuacja „kruchych ludzi, których ciała- jak pisał J. Berlioz- są igraszką nieprzewidywalnych warunków środowiska.” Historia bardzo często lubi się powtarzać i trzeba być szalenie roztropnym w interpretacji jej meandrów. Co powiedzieć o zmarłych na „czarną śmierć” w średniowiecznej Europie ? Ponad dwadzieścia milionów chrześcijan leżących na ulicach i umierających półmrocznych domach, z czarnymi obrzękami, których jedynym pragnieniem było jak najszybciej oddać swoją duszę Bogu. Dzisiejsze media zrobiły z choroby widowisko- wieloaktowe przedstawienie za kulisami którego tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi. Przelatują przed oczami widzów słupki zaszczepionych, niezaszczepionych i zmarłych- segregując tym samym społeczeństwo na niezaprzeczalnie zdrowych, potencjalnych roznosicieli pandemii i tych którzy wymówili się szczepionki i stali się łupem śmierci. Jakże idiotyczna jest ta trajektoria zdarzeń ! Wszystko zdaje się służyć nadmiernemu podgrzewaniu emocji a nie rzetelnej trosce o człowieka któremu potrzeba świeżego powietrza i odrobiny wolności na udźwignięcie napierających zewsząd komunikatów. Ponieważ jestem uprzejmy i dobrze wychowany, odparłem w rozmowie telefonicznej pani z sanepidu, że dostosowuję się do tych reguł, choć żywię wiele wątpliwości co do sposobu realizowania tak narzucanej profilaktyki w służbie rzekomej ochrony zdrowia. W każdej sytuacji pojawiają się wartości dodatnie. Więcej czasu na bycie ze sobą i Bogiem. Modlitwę i lekturę, której deficyt jest nieustannie dostrzegalny.
wtorek, 12 października 2021
Każda epoka niesie na skrzydłach obaw tęsknotę za piękniejszym światem. Im bardziej przenikliwa jest niepewność, tym trudniejsza jest do uchwycenia duszą nadzieja. Nastrojem egzystencjalnym który charakteryzuje naszą rzeczywistość jest ujmująca umysł świadomość efemeryczności naszego istnienia. Zachować oddech życia i nie poddawać się zwątpieniu- to pierwsza kołatająca myśl po wstaniu z łóżka. Niby świat jest taki jak wczoraj, jednak wiele napięć dzieje się pod jego skorupą, ledwie dostrzegalnie dla zmysłu wzroku. Młodzi ludzie nie stracili z twarzy uśmiechu, a starsi- jakby po drugiej stronie ekranu życia, śledzą medialne statystyki zachorowań i nagłych śmierci. Cień niepewności pada na wszystkich, tylko nie wszyscy widzą jego zarys. Człowiek staje naprzeciw sytuacji granicznych i nie może pozostać na długo w trawiącym jego umysł lęku. „Człowiek z poczuciem humoru wierzy- jak pisał Romano Guardini- że los jest dobry; nie dziwi się wszakże, gdy okazuje się coś wręcz przeciwnego… Często cierpi bardzo dotkliwie, jednakże stara się nie popadać w zgorzknienie. Usiłuje natomiast czynić to, co jest- obok łez- jednym z elementarnych przejawów człowieczeństwa- stara się uśmiechać. W uśmiechu jest siła i mądrość, jest w nim ból i przezwyciężająca wszystko cierpliwość. Jest w nim w końcu miłość- miłość do istnienia takiego, jakim ono jest.” To, co nas wiąże z życiem, to nie kurczowe trzymanie się umeblowanego świata i materialnych zabezpieczeń. Są to raczej wątłe, ale jakże znaczące poruszenia, chwile w których zalewa nas niewytłumaczalny potok szczęścia i odczucie pojawiającego się zewsząd podmuchu życia. Jedni nazywają to łaską istnienia, jeszcze inni przypadkowymi poruszeniami- optymistycznymi okolicznościami w jakich znalazł się niespodziewanie człowiek. Istnieje jeszcze jedna z wysp nadziei: sfera marzeń do których uciekamy kiedy ręce opadają z sił, a umysł okazuje się z byt wątłym by sprostać wymaganiom codzienności. „W tych marzeniach, które są samym życiem, wyraża się tak czy owak wola istnienia, wbrew porażkom, wbrew następującej nam na stopy śmierci”- czytamy u Jastruna w Metamrfozach czasu. Podobnie człowiek doświadcza czegoś na kształt „filozoficznego zachwytu,” który w przekonaniu Platona prowadzi ku mądrości, a więc poznaniu w pełnym świetle rzeczy ostatecznych. Tajemnica istnienia przenika mroki naszej świadomości i przezwycięża bezsilność rozumu. Celem żywych staje się proklamacja życia, „sama śmierć, musi zostać przemieniona w akt życia, to znaczy w to, co jest więcej niż życie, które na nią patrzy i nad nim dominuje” (K. Jaspers). W obecnej dobie wszechobecnej niepewności o kształt jutrzejszego dnia, pozostaje wewnętrzne przekonanie, iż rzeczywistość której jesteśmy częścią- kieruje się prawami ducha. Człowiek jest wrzucony w „faktyczność historii” i staje się udźwigniętym przez Kogoś, kto raz na zawsze, unicestwił siłę lęku i śmierci. Jesteśmy jedynymi istotami którzy zmagając się z trudnościami życia, mają odwagę błogosławić cierpienie. Widzieć w cierpieniu perspektywę nadziei i źródło duchowego przemienienia. Pomimo intensywnej gimnastyki umysłu i frapujących głowę przemyśleń, jutro należy do Boga. Mój synek podniósł z ziemi martwy, pomarańczowy liść i odparł: „Przykleję cię na kartkę papieru i będziesz znowu żył.”
niedziela, 10 października 2021
I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. Odpowiedział im Jezus: «Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?» Odpowiedzieli Mu Żydzi: «Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga» (J 10, 32-34).
Bez względu na pluralizm opinii na temat Chrystusa, pozostaje bez wątpienia najważniejszą postacią historii, kultury i religii. Dla chrześcijańskiej teologii, będzie On w samym centrum rozmyślań, dyskusji, a nade wszystko liturgicznego kultu. Angielski filozof, John Stuart Mill w książce O wolności, napisał: „Istnieje ciągła potrzeba przypominania ludzkości, że niegdyś żył człowiek imieniem Sokrates. To prawda, ale jeszcze ważniejsze jest przypominanie ludziom, że człowiek imieniem Jezus stał niegdyś pośród nich.” Jakże to smutne, że nasza współczesna rzeczywistość wymaga takich przypomnień. Dla ludzi wierzących, wyznanie bóstwa Chrystusa jest aktem niezachwianej wiary i pewności która rozświetla ich drogę życia. Jesteśmy wolni od rozterek które rozdzielały umyły i serca faryzeuszów, fałszywie przekonanych o naruszalności przez Mistrza z Nazaretu- żydowskiego monoteizmu. Pretensja o to, że ktoś czyni z siebie Boga, postrzegana była w kategoriach ówczesnego prawa jako najcięższy z grzechów. W kontekście tych słów, rozumiemy zasadność wzburzenie wobec osoby przypisującej sobie prerogatywy boskie. „Według Prawa powinien On umrzeć, bo się za Syna Bożego podawał”(J 19,7). Jezus nie tylko wielokrotnie mówi o sobie, że jest Bogiem, ale potwierdza to również czynami: odpuszczenie grzechów, czy wskrzeszenie człowieka z martwych, „abyście, gdy się to stanie, uwierzyli, żem Ja jest.” W człowieczeństwie uwielbionym i przebóstwionym, uczniowie byli zdolni uchwycić Jego chwałę. „W chwili Przemienienia, Chrystus nie przyjął nowej postaci, ale ukazał się uczniom taki, jakim był naprawdę, otwierając im oczy”- powie św. Jan Damasceński. Żydowska mentalność i sposób rozumowania nie mógł również pomieścić prawdy o Trzech Osobach Boskich- które są równie odwieczne jak Bóg jedyny. „Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie.” Prawda o wcieleniu Boga stanie się fundamentalnym przesłaniem nowej religii, która podąży znacznie dalej niż mądrość żydowska. Bóg stanie się Komunią ! „Trójca jest jedną naturą w trzech Osobach, Chrystus jest jedną Osobą w dwóch naturach. Chociaż Bóstwo i człowieczeństwo są rozdzielone przez nieskończoną odległość dzielącą to, co stworzone, od tego, co niestworzone, to jednak są one zjednoczone w jedności jednej Osoby”- pisał W. Łosski. Pomimo faktu, że Jezus był człowiekiem i Żydem praktykującym- jednocześnie bezsprzecznie był przedwiecznym Bogiem „pełny w tym, co nasze” i „pełny w tym, co Jego własne.” Na pytanie kim jest Bóg i jaka jest Trójca ? Na oba te pytania odpowiedzi udziela sam Jezus Chrystus. Kościół odpowiadając uwielbieniem za objawienie tej największej tajemnicy, wyśpiewuje pełen ekspresji hymn: „Jednorodzony Synu i Słowo Boże, Ty jesteś nieśmiertelny, zachciałeś jednak dla naszego zbawienia przyjąć ciało ze świętej Bogurodzicy i zawsze Dziewicy Maryi, bez zmiany wcieliłeś się, ukrzyżowany zostałeś, Chryste Boże, śmiercią zdeptałeś śmierć, Tyś jeden z Trójcy Świętej, współsławiony z Ojcem i Świętym Duchem, zbaw nas.”
sobota, 9 października 2021
Mówimy „czas płynie,” gdy odnosimy się do ciągłych zmian w naszym życiu albo w społeczeństwie, w którym żyjemy- pisał w Eseju o czasie Norbert Elias. Wydzierając karty kalendarza i rozpoznając zmieniające się cykle, czas zatacza koło, biegnąc od świtu ku nocy- od życia nasyconego treściami codzienności- ku śmierci w której znajduje swoje ziszczenie. „Życie jest powtórzeniem i na tym polega piękno życia”(S. Kierkegaard). Czy jest to „wieczny powrót do tego samego” jakby tego chciał Zaratustra Nietzschego ? Egzystencja wciągnięta w krąg „wiecznego powrotu,” ostatecznie próbuje zerwać ogniwo powtarzalności i wychylić się ku światu w którym przemijanie, stanie się nikłym wspomnieniem bytu obarczonego koniecznością śmierci. „Boża dobroć pochłonie zło, życie wieczne zabsorbuje śmierć, a szczęśliwość nieszczęście”- będzie nas przekonywał średniowieczny myśliciel Eriugena. Jakże intrygujące są wyobrażenia znaków zodiaku, czy cykle dwunastu miesięcy w ikonografii i rzeźbie średniowiecza. Postacie zajęte z pozoru prostymi czynnościami- brzemieniem codzienności, stają się błogosławionym uświęceniem chwili- która może być tą ostatnią. Wieczność dla ludzi jakże odległej w czasie kultury, wydaje się wydarzeniem intuicyjnie przeczuwalnym, uchwytnym wzrokiem wiary. Człowiek będąc zajętym codziennymi, z pozoru monotonnie powtarzanymi czynnościami, potrafił wygospodarować czas, aby interpretować znaki czasu- wieszczące nadejście Dnia Ostatecznego. Indywidualna historia jest wychylona ku tajemnicom które obwieszcza upływ czasu. „Człowiek religijny żyje w dwóch rodzajach czasu; ważniejszy, święty czas oferuje paradoksalny aspekt czasu okrężnego, odwracalnego, odzyskiwalnego i stanowi jakąś formę mitycznej wiecznej teraźniejszości, do której człowiek okresowo powraca za pomocą rytuałów”(M. Eliade). Liturgia chrześcijańska staje się przestrzenią przekraczania czasu- wielką anamnezą i partycypacją w wieczności na chwilę, święta tęsknotą za byciem w Bogu. „Serce mędrca zna właściwy czas” (Ekl 8,6). Tylko współczesny człowiek jest tak zaabsorbowany sobą, że nie potrafi dostrzec pulsującego pod stopami drżenia wieczności. „Rak postępu” odbiera wielu z nas radość dziecka wyczekującego świetlistego poranka. Jakże potrzeba nam innej sfery świadomości, pozwalającej pojąć, iż Wieczność jest esencją naszej natury !
Subskrybuj:
Posty (Atom)






