czwartek, 20 czerwca 2024

 

Za chwilę rozpocznie się czas wakacyjny i odrobina oddechu od życia zawodowego. Na boku pozostawia się sprawy, których rytm i ciężkość nie pozwalały na wolność zatrzymania się bez konieczności spoglądania na tarczę zegarka. „Nieustannie błądzimy w sobie i błądzimy w każdym człowieku”- rozmyślał poeta Brandstaetter. Potrzebna jest pauza, a nawet reset, aby uchwycić pulsującą na zewnątrz rzeczywistość okiem wewnętrznym i miarą wrażliwego serca. Po całorocznej mnogości zajęć i rozpiętości słów, przychodzi moment na słuchanie i ciszę; przeobrażenie w milczeniu: „Kiedy się modlisz, sam musisz milczeć. Niech przemówi modlitwa”(T. Colliander). Będąc w sercu tętniącego miasta, rodzi się człowiek oszczędny w słowach i wychylony ku przygodzie wiary. Nie mogąc tego w pełni zrozumieć, intelekt ustępuje miejsca duszy; nawożąc ją pierwiastkami wieczności. W świecie który systematycznie zabija w człowieku powolność, oderwanie się od jakiegokolwiek działania i obłędnego pragmatyzmu, kalkulowanego w kategoriach zysku lub straty – to nie tylko higiena dla ciała, a nade wszystko błogosławieństwo, pozwalające odbudować witalne siły wnętrza. Gmach rozświetlony światłem i łaską. To „uciszenie ducha” hezychia. Przestrzeń wnętrza –  gmach świątyni – w której istota napełniona Bogiem staje się jednością ze sobą i światem. „Ileż chwil bierności, nieuwagi, może stać się chwilami modlitwy, tak byśmy stali się czujni, obecni dla istot i rzeczy. Nawet zmartwienie, jeśli otwiera się w dialogu na Boga, w sporze, w oddaniu się. Można nawet ofiarować wyczerpanie, które nie pozwala się modlić, nawet niemożność modlenia się”(O. Clement). Krajobraz usłany jeziorami, górami, czy monotonnością płaskości, może stać się miejscem zachwytu, poruszenia, odpowiedzi na pytania które wydawały się już przedawnione. Zapach kwiatów, szept wiatru, taniec korony drzew i rytuały zwierząt, to tylko muśnięcia pędzlem wielkiego Artysty. Tak zdumiony istnieniem Boga – „świat jest napełniony Trójcą” – rozpisaną ikoną Obecności której podobraziem jest człowiek i harmonijnie z nim zespolone byty. Jakże wymowne w tym kontekście jest spostrzeżenie Kabasilasa: „Dusza ludzka pragnie nieskończoności. Oko zostało stworzone dla światła, ucho dla dźwięków, każda rzecz dla swojego celu, a pragnienie duszy po to, by wzbić się ku Chrystusowi.” Każdy akt człowieka wyraża pragnienie za Obecnością. „Cała ziemia jest żywą ikoną oblicza Boga”(św. Jan z Damaszku). Wejść do Raju ! Pierwsza myśl strudzonego pielgrzyma spoglądającego na poranione od kamiennej drogi stopy, choć „brzemiennego Obecnością.” Wszystko jest dziękczynieniem – Eucharystią, splotem miłości, komunią i oblubieńczym przynagleniem.

wtorek, 18 czerwca 2024

 

Żadne pytanie nie odzywa się z taką intensywnością i nie rezonuje w posadach duszy, jak to: w co wierzymy ? Pytanie powraca za każdym razem kiedy udręczenie codziennością i natłokiem zdarzeń przekracza amplitudę spokoju i zaburza pewien komfort życia. Pewien poeta powie: „Życie jest zmarszczką uciekających fal.” Tak wiele się dzisiaj mówi o człowieku wykorzenionym, skarłowaciałym, żyjącym wszystkim i w tak wielu obszarach życia aktywnym, a zarazem wewnętrznie wypłukanym – uciekającym od pytań które mogłyby go skonfrontować z wiarą, tak zręcznie omijaną w półsłówkach i wewnętrznych szamotaninach serca. Nieustannie powracający i upajający się konstatacją Najwyższego nadczłowiek Nietzschego. „Czy nie zauważacie, że w  przejawach kultury Europejczyk przekształcił Europę w fabrykę idoli? Prawie każdy przedmiot kultury stał się idolem. Nasza era jest przede wszystkim erą kultu bożków. Żaden inny kontynent nie jest tak przesiąknięty idolami, jak współczesna Europa. Nigdzie indziej rzeczy materialne nie są tak szanowane, nigdzie indziej ludzie nie żyją dla nich tak bardzo, jak w Europie. Jest to kult bożków najgorszego rodzaju, gdyż jest to kult gliny. Powiedz mi, czy człowiek nie czci gliny, kiedy samolubnie kocha swoje ziemskie ciało z gliny i uparcie twierdzi: Jestem ciałem i tylko ciałem?”- rozmyślał nad kondycją kruchego człowieka Justyn Popović. Najłatwiej się przyznawać do religii w chwilach społecznego entuzjazmu, jakiegoś trudno pojętego interesu jednostki. Problem pojawia się wtedy, kiedy wiara staje się wyzwaniem i wymaga radykalnej odpowiedzi w momencie próby, zmarginalizowania, opiłowywania przez ideologie i rzekomą tolerancję, która tak zgrabnie odbiera wolność innym, przy jednoczesnym poszerzaniu poletka nihilizmu, negacji i buntu skierowanego przeciw logice Ewangelii. „Dzieci naszych czasów, jesteście królami na pustyni”- pisał Ch. Bobin. Abstrakcyjna nowoczesność i pustkowie na którym ślepcy grzęzną w zwałach przysypanych piaskiem dróg. „Ewangelia mówi o opętanych, o elementach wichrzycielskich i o przewrotności serca człowieczego. Otchłanie, które odkrywamy są nawiedzane, istnieją tajemne szczeliny, w których potęgi czają się i rządzą nami, jeśli jesteśmy nieświadomi albo nieuważni”(P. Evdokimov). W rzeczywistości gdzie wszystko musi się skalkulować i opłacać, jedynie Bóg jest na ostatnim miejscu, a pytania o Niego – zdają się pozornie niespokojnym i przedawnionym szlochaniem babć w zaciszu wiejskiego kościoła. „Ręka która wykreśla, zapisuje prawdę”(Mistrz Eckhart). Dźwiganie ciężaru Boga jest uciążliwe, a pytanie o Niego wbrew okrutnym diagnozom codzienności, będzie odżywać w blasku nowych wschodów słońca, nieuniknionych pragnień ludzi, wychylonych ku innym horyzontom niż te, które odbierają tlen nadwyrężonej już i tak duszy. Kto zada sobie trud szukania Boga, odnajdzie go nawet w kałuży błota i pomiędzy szorstkimi słowami ludzi którzy z taką łatwością chcieliby umiejscowić chrześcijaństwo w piwnicy niezobaczenia, peryferiach, gdzie Prawda ma zgasnąć w ciemności obłędu i odtrącenia. W poemacie dramatycznym Brand Ibsen pozostawia katechetyczne przesłanie: „Tak was uczono…! Wy tańczycie. Zabawą jest wam życie ! Tańcz, tańcz, nie patrząc w dal: Kiedyś ci będzie żal !” W życiu nie warto iść na skróty. Nie warto poddać się wariactwu ogółu i obłędu. Wbrew zbiorowej hipokryzji, mieć odwagę zatracić się w Tajemnicy, ogarnąć ją wszystkimi władzami intelektu, ogrzać się w świetle i zapłonąć jak płomień świecy; stać się ogniem jak odlegli w czasie anachoreci, których twarze spowijał nimb wieczności. Być najniższym i oplutym pogardliwym śmiechem szyderstwa, a zarazem kimś największym – przyjacielem Boga i obywatelem Nieba !

piątek, 14 czerwca 2024

 

Życiu myśliciela musi nieustannie towarzyszyć przeświadczenie, że nie wolno porzucać refleksji o człowieku i otaczającym go świecie. W gruncie rzeczy mierzyć się ze sobą samym i pierwiastkami ulotnych chwil i spostrzeżeń przekuwanych na osobiste medytacje. „Słowo przybrane dziecko milczenia” odwołując się do impresji Claudela,  kaligrafowane pod osłoną nocy i natychmiastowego wybudzenia. Trzeba uparcie brnąć do przodu na przekór piętrzących się przeciwności, czy lęku przed zatrzymaniem i zwinięciem się niczym ślimak w bólu istnienia. Ewangeliczny czas urodzaju i suszy – nadmiaru błogosławieństwa i pustyni na której słyszy się własną zadyszkę i spowolnione bicie serca – pustkę nieurodzaju, jałowość umysłu, wiotkość idei, czy paraliż ust wysuszonych od wyświechtanych frazesów. W tej bezdomności i niemożności uczynienia niewiele, można zbierać jedynie okruchy wiedzy, drobne spostrzeżenia, prawie niewidoczne muśnięcia natchnień, pochwyceń ledwie dostrzegalnej nadziei. „Bo bywają w życiu takie momenty przepychu i nadmiaru: godziny, gdy pomysły wprost się tłoczą; okresy natchnienia, kiedy – zdawałoby się – słowa same płyną z ust lub z pod pióra, aż do ostatecznego znużenia; dni w których energia miłości zdaje się niewyczerpana; albo takie, gdy każdemu z odwiedzających przyjaciół umiemy powiedzieć to, co najwłaściwsze” – pisał J. Guitton w Dzienniku. To życie, które przypadło nam w udziale i które tak mozolnie pielęgnujemy, ceruje niewidoczna nić zdarzeń które potrafią zaskakiwać i korygować kalendarz szczelnie zaplanowanych spotkań i przedsięwzięć. „Świat jest teatrem” a człowiek aktorem zatrzymanym w pół sekundy przed wejściem na scenę. Stawiam pytania i nie znajduję na nie odpowiedzi. Rozglądam się łapczywie i nic nie widzę ! Zakłopotanie, zaniepokojenie i otępienie prowadzące na rubieże myśli. W tym prześwicie, być zatrzymanym i przynaglonym jednocześnie – niczym biblijni prorocy – nie bez oporu i wahania gotowi na realizację woli Boga. U Sergieja Chorużyja znalazłem niepozbawione fermentu pytanie: „Jak stracić siebie z pola widzenia i próbować potem odzyskać siebie ?” Jakże nieszczęsna jest ludzka egzystencja w której brakuje trudu przewartościowania własnych intencji, pragnień, intelektualnych pewników i schematów które nie pozwalają pójść dalej; wychylać się poza horyzont udeptanych przyzwyczajeń. Wiara, poręka tych dóbr wytęsknionych, potrafi przywracać sens i pewność istnienia. Pozwala widzieć i słyszeć, wbrew pozornym naocznościom zmęczonego świata. „Wiara jest poznaniem sensu ludzkiego życia, wskutek czego człowiek nie unicestwia swego istnienia, lecz żyje – odnotował te słowa nie wolny od osobistych rozterek i dylematów Tołstoj – Wiara jest siłą życia.” Poszukiwać siebie w sobie. Więcej, odnaleźć siebie w Nim !

środa, 12 czerwca 2024

 

Z okazji 250 rocznicy urodzin Caspara Davida Friedricha wybrałem się z moimi uczniami do Alte Nationalgalerie Staatliche Museen w Berlinie na wystawę dzieł tego wybitnego artysty romantyzmu. Obrazy wydobyte z milczenia, odzwierciedlające introwertyczną naturę malarza – drżenie bytu wobec żywiołu przyrody. „Pejzaż ust zamkniętych” i fałdy umysłu, gdzie skrywa się jakieś trudne do wyrażenia Misterium. „Istnieje widok wspanialszy niż niebo – wnętrze duszy ludzkiej” (W. Hugo). Nastrojowe płótna, przeniknięte nostalgią duszy, estetyką chwili wyrażoną w mistycznej konfrontacji z materią i nieustannym wypytywaniu o jej transcendentny sens. Heidegger określał pejzaż „nieocenionym darem życia i warsztatem pracy myślącego człowieka.” Uwidocznienie rzeczywistości w jej możności stawiania się i zdumienia. Jedyna realność to ta, znajdująca się poza horyzontem oczu wpatrzonych poza bezkres chwili. Mysterium fascinosum ! Poszukiwanie Absolutu pośród poszarpanych skał, rozbijających się o klify fal, samotnego krzyża u szczytu góry, czy ruin średniowiecznych budowli przenikniętych światłem niknącego słońca i smaganych wiatrem ulotnego czasu, to tylko kilka malarskich partytur Caspara. „Patrzeć i widzieć – to przeżywać coś nie tylko w jego zewnętrznej formie, ale też próbować otworzyć swoje oko na to, co tętni pod skórą, pod korą, pod powierzchnią świata, by zajrzeć na drugą, z pozoru niewidzialną stronę bytującego bytu. Aby otworzyć zamknięte, ujawnić ukryte”- pisał A. Turczyński. Patrząc na jego płótna, nie sposób nie skłonić ku istnieniu Kogoś obecnego poza scenografią tętniącego świata, wbrew tytanicznemu postępowi nowoczesnych technologii i naszej ślepej wierze w postęp. Największe i najgłębsze wrażenie zrobił na mnie obraz pt. Mnich nad morzem. W tej narzucającej się wzrokowi trójpasowej kompozycji, przebija się prawda o istnieniu naprzeciw Istnienia. Ogromna przestrzeń ciszy, poza mnogością piętrzących się w środku słów, byciu naprzeciw; błogosławione trwanie, którego osnową jest szept tańczących fal morza. Mnich wypytujący sercem o sekret świata oddychającego w Bogu. Drobna sylweta człowieka odwrócona do widza plecami, zapatrzona w dalekie przestrzenie, ciągnące się poza horyzont widzialnego świata. „Zerwanie ze światem sięga dalej niż zwyczajna ucieczka przed bliskością ludzi. Zdumiewająca doskonałość osiada na obrzeżach świata, i to nie po to, by znaleźć schronienie, lecz by budować nowy świat, antycypować Miasto niebieskie”(P. Evdokimv). Życie poza ciężarem i pośpiesznością ludzi sukcesu – to najpiękniejsze i najostrzejsze przesłanie jakie mi się nasuwa po egzegezie tego obrazu.

niedziela, 9 czerwca 2024

 

Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Jezusa nocą i powiedział Mu: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim”. W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego”(J 3, 3).

Wydarzenie nikodemowej nocy, spowija trudne do opisania słowami misterium spotkania, którego mroczność i nasycenie lękiem, rozprasza dialog z Chrystusem. Kamieniem filozoficznym jest dotykalność Obecności ! Osłona nocy to scenografia na którą nakłada się dramaturgia wnętrza człowieka- zbawcze pulsowanie słów, pozwalające się narodzić istocie wolnej- opromienionej blaskiem wiary. „Poryw duszy ku Bogu nierozerwalnie wiąże się z zejściem w głąb siebie”(R. Girard). To zdumiewające wahanie na progu blasku. Ciszę przenika szept Boga i przyśpiesza puls stworzenia otwierającego się na komunię. Tu po raz pierwszy mamy wyłożony czytelny zarys nauki Mistrza z Nazaretu, wyrażony w słowach: „Narodzić się powtórnie” – więcej, narodzić się z Ducha „Podmuchu wiatru” – rozmiatającego „człowieka gliny” ku ekspresji przemienienia i scalenia istoty obdarowania. Z tej intymności spotkania wyłania się coś o wiele większego, naznaczonego w przyszłości „uderzeniem gwałtownego wiatru” i napełnieniem Życiem. Komentuje ten fragment w swojej homilii Chromacjusz z Akwilei: „A więc cielesne narodzenie pochodzi od człowieka, duchowe narodzenie od Boga. Pierwsze przeto od człowieka, drugie od Boga, tamto rodzi dla świata, to zaś dla Boga rodzi. Tamto wydaje płód ziemi, to przynosi do nieba. Tamto zaczyna życie czasowe, to zaś wieczne. Wreszcie pierwsze wydaje dzieci ludzkie, drugie czyni dziećmi Bożymi.” Jezus tłumaczy swoją Ewangelię w długim monologu, jakby chciał podać kwintesencję tego, co najważniejsze i ostatecznie zbawcze. Dostojewski w Idiocie słowami prostej kobiety, wyraża prostoduszny zachwyt człowieka wiary: „cała istota chrześcijaństwa, czyli całe pojęcie o Bogu jako naszym Ojcu i o radości, jaką Bogu sprawia człowiek, podobnie jak Ojcu sprawia radość narodzone dziecko.” Prawda rozbłyska wtedy, kiedy człowiek w wolności ją przyjmuje i zaczyna za nią bezwarunkowo podążać. Następuje rozwarcie bram duszy i przez niewidzialną pępowinę zaczyna płynąć pokarm nieśmiertelnego nasycenia. „Znajdź drzwi do swego serca, a zobaczysz, że są to drzwi do Królestwa Bożego” (św. Jan Chryzostom). Nikodem ugina się pod naporem tchnienia, a jego ręce przyjmą ze szczytu Golgoty, ukrzyżowane ciało Boga, a następnie umysł i serce, pozwoli obdarować się wieścią o Tym, który prawdziwie zmartwychwstał i Jest. Grób wytrysnął iluminacją, a szczelina kamienna urwiska stała się sadzawką oświeconych. „Krzyż wznosi się na progu vita nova, a woda chrztu czerpie sakramentalną wartość krwi Chrystusa”(P. Evdokimov). Najstarsza tradycja Kościoła, przechowująca pamięć o Nikodemie, zwiąże go z osobą apostoła Piotra od którego przyjmie chrzest i następnie potwierdzi swoją wiarę męczeństwem. „Ciało musi zatem przejść przez oczyszczającą próbę wody, przez kąpiel oczyszczającą, zanurzyć się w tej wodzie, i zginąć w niej, umrzeć w sposób symbolicznie dosłowny, a potem wynurzając się z niej, zmartwychwstać… i dopiero wtedy wypełnione jest Panem o podwójnym obliczu Ducha i Wiatru, podniosłym Bytem, Prawdą, Życiem”- pisał R. Brandstaetter. Twarz Nikodema, nie jest już spowita łuną strachu, lecz światłem łaski; przebóstwieniem synów świtu.

piątek, 7 czerwca 2024

 

Bywają chwile przeciwności losu, w których człowiek walczy z nimi jak Jakub z Aniołem. Życie nie jest wolne od konfrontacji, gwałtownych zderzeń z obcością myśli, ludzkimi stanowiskami, wobec których trzeba zająć momentami postawę mediacyjną, a w najgorszym przypadku wejść w  intelektualny klincz, czy podjąć natychmiastową szermierką na słowa. Otaczający świat przenika pewnego rodzaju niepokój – napięcie, pchające wielu ludzi w bardzo skrajne i zdaje się słabo zracjonalizowane poglądy i postawy. Czasami wystarczy jedna iskra, aby wykrzesać ogień który zajmie nie tylko trzeźwość umysłu, ale dotknie również krajobrazu duszy. Wielu ludzi stało się dla siebie bogami, będąc przekonanymi, iż są oryginalni, ponad przeciętni, ambitni i absolutnie pewni, iż świat leży im na dłoni. To żałosne poczucie wielkości i niezależności przysłania im prawdę o ich czasowości – przygodności i przygniatającej pustce która niczym czarna dziura ich wsysa do środka. To jedynie bogowie bezsilni, upojeni urojonym poczuciem władzy nad powierzchownie przeżywaną egzystencją. „Im mocniejszy głos pychy – pisał R. Girard – tym bardziej gorzka i samotna staje się świadomość istnienia.” Jest to pewnego rodzaju piekło afirmacji siebie. Piekło podeptanych marzeń, zerwanych relacji, wyświechtanych słów przynoszących ból i rozdarcie. Antybohater Dostojewskiego wyzna: „Ja jestem jeden, a oni to wszyscy.” Jakże przygnębiające i zarazem groteskowe jest takie przeświadczenie, świadczy ono o absolutnej odrębności i człowieczeństwie wypłukanym z miłości. Egoizm to choroba nasze nowoczesności; pasożytnicza i trudna do leczenia po natychmiastowym zdiagnozowaniu „Być inteligentnym oznacza dziś rozumieć wszystko i nie wierzyć w nic.” Po drugiej stronie tej barykady myślenia i postrzegania, stoi człowiek wiary – losu złożonego na dłoni Boga. „Otchłań serca dąży ku otchłani Boga”(Angelus Silesius). Poddany dialektyce odrzucenia, pogardy i krzyża, człowiek staje po stronie pełnego miłości Zbawcy. „A na krzyżu Bóg bierze stronę człowieka przeciwko własnej boskości”(P. Evdokimov). To najgłębsza z prawd, pozwalająca na wychylenie się poza siebie i dostrzeżeniu prawdy na peryferiach własnej ograniczoności istnienia i odczuwania. Czubek własnego nosa to nie jest szczyt z którego widzi się otaczającą przestrzeń  i innych. Trzeba zejść do doliny własnej małości, kompleksów, pochowanych zranień, aby je uczynić otwartymi na uzdrowienie. Przechodząc przez różnego rodzaju dramaty, konflikty i szamotaniny, stanąć naprzeciw Miłości która wszystko obezwładnia w człowieku: „Wszystko jest w Tobie, Panie, ja należę do Ciebie, przyjmij mnie.”

poniedziałek, 3 czerwca 2024

 

Kiedy byłem dzieckiem, nic nie wiedziałem na temat prawosławia. Żyłem w przekonaniu, że nie istnieje nic poza rzymskim katolicyzmem i jego wielowiekową tradycją wtopioną w naszą historię i kulturę. Mój tato wychowany na Kresach opowiadał mi o społecznej symbiozie wielu religii i o cerkiewnych kopułach których blask złota był fascynujący i pobudzał wyobraźnię. Ale to była zewnętrzność i fragmentaryczność – powierzchowność na progu której pozostawały jedynie domysły i pewnego rodzaju nieostre wyobrażenia. Jedynym słusznym przeświadczeniem była wiedza, że Chrystus nie tylko zamieszkuje jedno miejsce, ale przybywa również tam, gdzie postawienie stopy wymagało odwagi i przynaglającej umysł ciekawości. Moje pierwsze kontakty z prawosławiem były czysto intelektualne. Pierwsze zetknięcie z tym barwnym światem dokonało się przez literaturę i sztukę. Na pierwszym roku filozofii wpadła mi w rękę książka Prawosławie Evdokimova. Była olśnieniem dla mojego intelektu. Czytałem ją tak namiętnie, choć nie rozumiałem połowy pojęć wokół których ów myśliciel grawitował. Później wielokrotnie do niej wracałem, zakreślając poszczególne cytaty jak w mojej podręcznej Biblii którą kupiłem sobie za własne zarobione pieniądze w wieku kilkunastu lat. Po tej fascynującej lekturze przyszedł czas na inne publikacje, czytane zawzięcie i z żarem nowicjusza wchodzącego optymistycznie na grunt całkiem nowy, nieznany i poznawczo intrygujący. Ojcowie Kościoła i myśliciele (Gogol, Dostojewski, Chomiakow, Afanasjew, Bierdiajew, Bułgakow,  Łosski, Ware, Clement, Meyendorff, Spidlik, Schmemann, Bloom…)  których myśl przenosiła mnie w inne krainy; do pierwszych wieków chrześcijaństwa, zakreślając obszary których nie potrafiłem dostrzec w katolicyzmie, którego refleksja kołysała się na nadwyrężonych  fundamentach posoborowego risorgimento: podcięta, rozmyta na bezdrożach różnych i nieostrych systemów teologicznych. Prawosławie o którym mi opowiadano z taką nonszalancją i wyższością teologiczną katolicyzmu – jako anachroniczne i zasklepione w sobie, bez właściwego zaplecza intelektualnego, stygmatyzowanego nieuctwem rosyjskich popów – okazało się, wbrew tym krzywdzącym opiniom, jako mistyczne, charyzmatyczne, zakorzenione w tak nieprzedawnionej refleksji patrystycznej i liturgicznej, o nieprawdopodobnym rezonowaniu życia duchowego i wyżynach myśli przy których tak wiele dywagacji intelektu pokornieje. „Jest tylko jedna teologia – teologia miłości w prawdzie”(Demetrios). Prawosławie pozbawione pychy moralizowania, prostoduszne i wychylone ku Tajemnicy. „Chrześcijaństwo jest bowiem wielkim wydarzeniem paschalnym czyli religią Zmartwychwstania”(N. Fiodorow”). Ojcowie Kościoła i pustyni nauczyli mnie, że teologiem jest ten który się modli, a nie grzęźnie w pokusie pochwycenia Boga w terminach, które przenika otchłań niemocy, separacji i ostatecznego niepoznania. To, co najbardziej poruszyło głębią mojego serca to obraz Chrystusa – Przyjaciela i miłośnika człowieka, oraz kategoria  Piękna, której jakakolwiek próba opisu, ustępuje powierzchownej refleksji na płaszczyźnie estetyki i zaangażowanej percepcji wzroku. Piękny jest Chrystus i piękny jest człowiek przeistoczony muśnięciem Ducha. Piękna jest wieczność, o której opowiada liturgia i ikona w modlitewnym uniesieniu ludu, zanurzonego w nadziei i tęsknocie. Nigdzie indziej jak w prawosławiu, eschatologiczna intuicja przenika serca i proklamuje radość zbawionych i ostateczny triumf Miłości. „Człowiek stojąc na gruncie ortodoksji przekracza perspektywę śmierci, perspektywę grzechu. Spogląda wówczas w stronę rzeczywistości zmartwychwstałej, uzyskuje z nią realny kontakt”(J. Nowosielski). Prawosławie jest pełne łez – „nowego chrztu” – pokajania, po którym przychodzi ludzkie zmartwychwstanie i życie w Chrystusie poza cierpieniem i śmiercią.