poniedziałek, 1 czerwca 2026

 

Zakleszczony w tramwaju pośród przemieszczających się ludzi miasta, dostrzegam atmosferę zamknięcia i separacji, uwiarygodnioną przez zaciskane w dłoniach telefony, czy spiralach słuchawek osadzonych na uszach. Kotłuje się w moim umyśle spostrzeżenie Mouniera: „Osoba jest jedyną rzeczywistością zdolną do bezpośredniego komunikowania siebie, jest skierowana ku drugiej osobie.” Patrzę i doznaję pewnego poznawczego dysonansu. Neuronalna dysfunkcja cywilizacji pędu i stan permanentnego osłabienia interakcji. Nie ma już „buntu mas” tylko zobojętnienie i stagnacja. W samotności tłumu rozmawiam ze sobą – niczym prowokujący napotkanych przechodniów Sokrates - ponieważ nachodzi mnie ochota od czasu do czasu porozmawiania z kimś mądrym i uważnym. Ten wewnętrzy dialog wydaje się powinnością pożądaną i twórczą, jakże różną od tego wymuszonego bycia naprzeciw, wymagającego zerwania tych wszystkich protez egoistycznej samoafirmacji i odcięcia. Moi czytelnicy muszą zaufać mojej wnikliwej obserwacji rzeczywistości i amplitudom rozczarowań które przynosi mi kontakt z duszną zewnętrznością. Nobliwy łaciński termin transcendere- co znaczy tyle, co „wychodzić poza”- określającym tym samym, jakiś rodzaj przebywania w miejscu pozornie lub rzeczywiście bezpiecznym. Miejscu w którym mogę się schronić ! W średniowieczu ludzie poszukiwali kamienia filozoficznego, ufnie wierząc że z pierwiastków pozyskanych z materii, można wydestylować złoto. Dzisiaj człowiek ścieka jak szlam z przemierzaną gwałtownie nowoczesnością, będąc totalnie niezdolnym do krytycznego spojrzenia na siebie i otaczającego zewsząd świata. Naukowcy w panice przemijalności, próbują wydrukować organy – niczym puzzle do naszego zużywającego się ciała, chcąc przechytrzyć o jeden dzień śmierć lub rozśmieszyć Boga. Artyści wyparowawszy piękno, stojąc na krawędzi szaleństwa z ekskrementów czynią coś, co chcieliby uznać za sztukę. Człowiek naszego dzisiaj, nie musi posiadać jakiś wybitnych umiejętności czy wiedzy, którą przekopał i wydobył dla siebie w przeczytanych od dziecka książkach. Z irytacją podszytą nostalgią cytuję moim uczniom wiersz Borgesa: „Od pierwszego Adama, który ujrzał noc, i dzień i kształt swojej dłoni. Ludzie snuli opowieści i utrwalali w kamieniu, w metalu czy pergaminie. To wszystko, co zawiera ziemia czy tworzy sen. Oto ich dzieło: Biblioteka.” Kultura relacji i śladu. Od dłoni odbitej na ścianie jaskini, po słowo kaligrafowane i wypowiadane, które tworzy obrazy, emocje i międzypokoleniowe więzi. Dzisiaj jest na opak. Istoty wiedzione taksjami ameby, zawierzając los sztucznej inteligencji, stawiając ją w centrum własnego i pozornego życia intelektualnego, niczym wyrocznię szafującą wskazówkami jak ominąć owo nacierające fatum. Dobrze to ujął Lec: „Ludzie, zauważyłem, lubią takie myśli, które nie zmuszają do myślenia.” Iluzją jest wiara w to, że społeczeństwo młodych ludzi przyssane do tabletu, komórki, czy komputera będzie zdolne kształtować odważnie i rozsądnie teraźniejszość, już nie mówiąc o przyszłości utkanej z natręctw, nerwic i otarć o ekstremum śmierci. Tarkowski przekładając Solaris Lema na sekwencje filmu, postawił sobie ambitny i moralny cel: „sprawić, aby ludzie zrozumieli, że najważniejszym problemem jest uświadomienie sobie samego siebie. Tak jak gdy ktoś zbudzi się nagle w nocy i od razu wie, z całą jasnością gdzie jest żona, syn, córka. Dopiero po uświadomieniu sobie tego budzi się całkowicie.” Mam wrażenie, iż  ocieram się w dużej mierze o społeczeństwo neptyków, których życie rozpięte jest pomiędzy śniadaniem konsumowanym w biegu, a pseudo ambitnym i cynicznym pomnażaniem pieniędzy, aż po ostateczną utratę reflektowania rzeczywistości, wartości, sumienia i zdrowia. Moja znajoma artystka Agata Wolniewicz ukazała na jednym z obrazów dziewczynę z pochyloną głową, zatopioną w ciemnym homogenicznym tle z poświatą emanującą z ekranu telefonu. Większość oglądających to intrygujące i na czasie dzieło, było zauroczonych quasi mistyczną aurą tego ujęcia postaci, kompletnie nie dostrzegając faktu izolacji i kontaminacji z małym urządzeniem położonym na dłoni; z którą ta się zrosła. Dorastający syn moich przyjaciół już zasypia z telefonem przy poduszce, tak jak niegdyś podrostki zasypiały z piłką  i marzeniem o zwycięskim męczu. Jak wyhamować coś, co wydaje się zjawiskiem chorobotwórczym ? Towarzyszy temu tragiczne przeświadczenie o potencjalnym nakładzie pieniędzy na terapię tego zagubionego we mgle shortów i gier dziecka. Przyszedł czas na wyłączenie komórki i spojrzenie sobie w oczy. W liceum którym uczę, są pojedyncze przypadki osób spędzających każdą przerwę w towarzystwie książki. One przywracają wiarę w człowieka jutra, który choćby pozostawiony pośród gruzów naszej cywilizacji znajdzie drogę do domu - przetrwa. Sapere aude ! Myślenie twórcze, estetyka umysłu diagnozującego prawidłowo tętno ogłupiałego i schamiałego świata.