Za kilka dni rozpoczynają
się wakacje. Pauza od czynności i powtarzalności do której się przez dziesięć
miesięcy przywykło. Odpoczynek to powinność konieczna dla rozwoju duchowego i
fizycznego. To odmienne spojrzenie na rzeczywistość, bycie w drodze i odkrywanie
zupełnie nowych przestrzeni – rzeźbionych przez czas i obecność ludzi których
losy splatają się z konkretnym oddechem natury i tembrem miejsca. Szlachetny
podróżnik z apetytem na to, co jeszcze nieodkryte. Nostalgia za wymiarem o
którym się śni lub marzy, na kształt wiecznie ciekawskiego i bystrego dziecka. „Kiedy
otwiera się niewidzialny świat, kontemplacja staje się radosna. Wewnątrz
rozkwita radosna atmosfera. A ta radość, wyniesiona w przestrzeń, dociera do
wszystkich "żebraków Absolutu". (M.M. Davy). Wolność od bycia na czas
i realizacji poleceń wynikających w wyuczonej profesji. Bycie poza, bez limitu
degustowanych kaw; na kształt pragnienia ptaków wzbijających się do lotu i
szybujących zgodnie z oddechem wiatru. „Pragnij tego, by wędrowanie było
długie: żebyś miał wiele takich poranków lata, kiedy, z jaką uciechą, z jakim
rozradowaniem, będziesz wpływał do portów nieznanych...” – powie poeta Kawafis.
Cały świat niewyrażonych rzeczy, czekający uzewnętrznienia za pomocą
pośpiesznie odnotowanych słów na zupełnie świeżych stronach notatnika. Naprawdę
wszystko może być zdumieniem i namacalnością zmysłów łapczywie próbujących
zatrzymać dla siebie jak najwięcej. Świadomość łączności z przestrzenią w
której można się na chwilę zadomowić, pozostawiając na jakiś czas swój
bezpieczny matecznik, stając się odmieńcem przygarniętym na chwilę. Intryguje
mnie przeszłość odkrywana w zakamarkach zachowanej architektury, przesiewanych
przez czas artefaktach, czy zatrzymanych na wieczność szczególikach obrazów
artystów – których już z nami nie ma, a jedynie ich sztuka coś ma jeszcze mądrego
do powiedzenia. Z nią można toczyć wewnętrzny i upajający dialog. Poruszają
mnie bez reszty ludzie wczorajszego świtu, z zupełnie odmienną perspektywą
życia, bardziej zrównoważeni i będący w harmonii z ziemią, której niegdyś granice
wykreślały ślady ich stóp lub spracowanych dłoni. Patrząc na dzieci mojej
epoki, czuliby rozbawienie zmieszaną z
irytacją szklącą oczy, marszcząc czoła na widok technologii od której
zależą kaprysy i codzienna monotonia szekspirowskiego pytania: „to be, or not
to be” – targanego demonem absolutu. Być może nie trzeba się tym tak martwić,
dbając o własną higienę intelektu i duszy. Torba spakowana i oparta o ścianę. „Słońce
wschodzi tylko dla tych, którzy idą je spotkać"(Henri le Saux). Wystarczy
zakluczyć drzwi, pozostawiając wszystko na swoim miejscu. Wyruszyć w przygodę
przyglądania się i przeżywaniu świata !
