Zakleszczony w tramwaju
pośród przemieszczających się ludzi miasta, dostrzegam atmosferę zamknięcia i separacji,
uwiarygodnioną przez zaciskane w dłoniach telefony, czy spiralach słuchawek osadzonych
na uszach. Kotłuje się w moim umyśle spostrzeżenie Mouniera: „Osoba jest jedyną
rzeczywistością zdolną do bezpośredniego komunikowania siebie, jest skierowana
ku drugiej osobie.” Patrzę i doznaję pewnego poznawczego dysonansu. Neuronalna
dysfunkcja cywilizacji pędu i stan permanentnego osłabienia interakcji. Nie ma
już „buntu mas” tylko zobojętnienie i stagnacja. W samotności tłumu rozmawiam
ze sobą – niczym prowokujący napotkanych przechodniów Sokrates - ponieważ
nachodzi mnie ochota od czasu do czasu porozmawiania z kimś mądrym i uważnym.
Ten wewnętrzy dialog wydaje się powinnością pożądaną i twórczą, jakże różną od
tego wymuszonego bycia naprzeciw, wymagającego zerwania tych wszystkich protez
egoistycznej samoafirmacji i odcięcia. Moi czytelnicy muszą zaufać mojej
wnikliwej obserwacji rzeczywistości i amplitudom rozczarowań które przynosi mi
kontakt z duszną zewnętrznością. Nobliwy łaciński termin transcendere- co znaczy tyle, co „wychodzić poza”- określającym tym
samym, jakiś rodzaj przebywania w miejscu pozornie lub rzeczywiście bezpiecznym.
Miejscu w którym mogę się schronić ! W średniowieczu ludzie poszukiwali
kamienia filozoficznego, ufnie wierząc że z pierwiastków pozyskanych z materii,
można wydestylować złoto. Dzisiaj człowiek ścieka jak szlam z przemierzaną gwałtownie
nowoczesnością, będąc totalnie niezdolnym do krytycznego spojrzenia na siebie i
otaczającego zewsząd świata. Naukowcy w panice przemijalności, próbują
wydrukować organy – niczym puzzle do naszego zużywającego się ciała, chcąc
przechytrzyć o jeden dzień śmierć lub rozśmieszyć Boga. Artyści wyparowawszy
piękno, stojąc na krawędzi szaleństwa z ekskrementów czynią coś, co chcieliby
uznać za sztukę. Człowiek naszego dzisiaj, nie musi posiadać jakiś wybitnych
umiejętności czy wiedzy, którą przekopał i wydobył dla siebie w przeczytanych
od dziecka książkach. Z irytacją podszytą nostalgią cytuję moim uczniom wiersz
Borgesa: „Od pierwszego Adama, który ujrzał noc, i dzień i kształt swojej
dłoni. Ludzie snuli opowieści i utrwalali w kamieniu, w metalu czy pergaminie.
To wszystko, co zawiera ziemia czy tworzy sen. Oto ich dzieło: Biblioteka.”
Kultura relacji i śladu. Od dłoni odbitej na ścianie jaskini, po słowo
kaligrafowane i wypowiadane, które tworzy obrazy, emocje i międzypokoleniowe
więzi. Dzisiaj jest na opak. Istoty wiedzione taksjami ameby, zawierzając los
sztucznej inteligencji, stawiając ją w centrum własnego i pozornego życia
intelektualnego, niczym wyrocznię szafującą wskazówkami jak ominąć owo
nacierające fatum. Dobrze to ujął
Lec: „Ludzie, zauważyłem, lubią takie myśli, które nie zmuszają do myślenia.” Iluzją
jest wiara w to, że społeczeństwo młodych ludzi przyssane do tabletu, komórki,
czy komputera będzie zdolne kształtować odważnie i rozsądnie teraźniejszość,
już nie mówiąc o przyszłości utkanej z natręctw, nerwic i otarć o ekstremum
śmierci. Tarkowski przekładając Solaris Lema
na sekwencje filmu, postawił sobie ambitny i moralny cel: „sprawić, aby ludzie
zrozumieli, że najważniejszym problemem jest uświadomienie sobie samego siebie.
Tak jak gdy ktoś zbudzi się nagle w nocy i od razu wie, z całą jasnością gdzie
jest żona, syn, córka. Dopiero po uświadomieniu sobie tego budzi się
całkowicie.” Mam wrażenie, iż ocieram
się w dużej mierze o społeczeństwo neptyków, których życie rozpięte jest
pomiędzy śniadaniem konsumowanym w biegu, a pseudo ambitnym i cynicznym
pomnażaniem pieniędzy, aż po ostateczną utratę reflektowania rzeczywistości, wartości,
sumienia i zdrowia. Moja znajoma artystka Agata Wolniewicz ukazała na jednym z
obrazów dziewczynę z pochyloną głową, zatopioną w ciemnym homogenicznym tle z
poświatą emanującą z ekranu telefonu. Większość oglądających to intrygujące i
na czasie dzieło, było zauroczonych quasi mistyczną aurą tego ujęcia postaci,
kompletnie nie dostrzegając faktu izolacji i kontaminacji z małym urządzeniem położonym
na dłoni; z którą ta się zrosła. Dorastający syn moich przyjaciół już zasypia z
telefonem przy poduszce, tak jak niegdyś podrostki zasypiały z piłką i marzeniem o zwycięskim męczu. Jak wyhamować coś, co wydaje się zjawiskiem chorobotwórczym
? Towarzyszy temu tragiczne przeświadczenie o potencjalnym nakładzie pieniędzy
na terapię tego zagubionego we mgle shortów i gier dziecka. Przyszedł czas na
wyłączenie komórki i spojrzenie sobie w oczy. W liceum którym uczę, są
pojedyncze przypadki osób spędzających każdą przerwę w towarzystwie książki.
One przywracają wiarę w człowieka jutra, który choćby pozostawiony pośród
gruzów naszej cywilizacji znajdzie drogę do domu - przetrwa. Sapere aude ! Myślenie twórcze, estetyka
umysłu diagnozującego prawidłowo tętno ogłupiałego i schamiałego świata.
