wtorek, 20 sierpnia 2024

 

Być może dzisiejszym turystom po Grecji, towarzyszy muza przewodniczka o imieniu Urania, zmieniająca trasę w samochodowej nawigacji i naprowadzająca na miejsca skądinąd nieoczywiste i nie zmęczone tłumami gapiów, wyczekującymi resztek tego, co antyczne i odlegle w czasie. Tych, którzy udają się do świata śródziemnomorskiego można podzielić na kilka grup. Miłośnicy kultury rozkochani w literaturze i sztuce, pełni archeologicznej ciekawości z naukowymi publikacjami zalegającymi na dnie plecaka. Jeszcze inni to hotelowo- plażowi bywalcy, sączący drinki i upajający się słońcem którego jest zawsze w nadmiarze. Ci ostatni to pielgrzymi – czyniący z przemierzanej drogi duchowy sens i cel życia; nawiedzający sanktuaria i składający pocałunki na ikonach i relikwiach świętych. Poszukujący uwodzącej duszę cudowności i niesamowitości w którą obfituje rozsiadła na wzniesieniach kraina wydeptana stopami mnichów i męczenników. „Krajobraz grecki przemówił do mnie patetycznym głosem mitu i tragedii. Było to wrażenie dominujące. Natarczywa obecność nagiej ziemi,  mocno rzeźbionych mas skalnych spotęgowana jest nikłością szaty roślinnej” – to słowa Herberta zakochanego w Helladzie i nieustannie powracającego w miejsca, gdzie zaczęła się Europa. Mój serdeczny przyjaciel aktualnie przebywający na stypendium naukowym w Grecji, nieustannie podkreśla o prymacie tejże kultury w wielu obszarach codziennego życia. Być może przez zasiedzenie wszystko postrzega przez prymat błękitu, oddającego magiczny taniec morza i nieba. Z tego względu, że jest duchownym, postrzega myślenie i działanie Greków w kategoriach czego zupełnie absolutnego i wyznaczającego standardy w obszarze życia intelektualnego, ekonomii cerkiewnej, jak również rozstrzygania spraw trudnych z pokorną i szlachetną precyzją, które z natury rzeczy pomagają przerzucać pomosty nad nadwyrężonym i podzielonym światem prawosławia na dwa wielkie obszary wpływów: grecki i rosyjski. Akcentując, iż z łona greckiej Cerkwi (matecznika) zrodziły się inne kościoły, nawet te buńczucznie nastawione do tego, co helleńskie w prawdziwie już chrześcijańskim rozumieniu tego słowa. Ojczyzna Homera, wielkich filozofów i artystów po dziś magnetyzuje i nastraja do wypowiadania się i rozwijania dyskursu uporządkowanego – poddanego dyscyplinie umysłu i kotłowaniu idei które niczym uśpione żywioły w ziemi – czekają na trzęsienie i natychmiastową erupcję. „Zawsze patrzono na mitologię jak na jeden z najpiękniejszych tworów wyobraźni greckiej i była ona zbiorem nieśmiertelnych tematów, motywów, symbolów, bez których i dziś sztuka nie umie się obejść i wciąż do nich wraca”(J. Parandowski). To fundamenty europejskiej kultury i edukacji od najmłodszych lat. Zapytajcie dzieci o Prometeusza, Odyseusza, czy Afrodytę. Owe postacie tańczą w zbiorowej wyobraźni, naprzeciw rzeki czasu i Charona przewodnika przeprawiającego się bezszelestnie na drugą stronę brzegu. Simone Weil uważała, że oprócz mitotwórstwa i umiłowania mądrości, największą zdobyczą tejże cywilizacji jest tzw. „geometria moralna.” Nawet sztuka rozumiana jako kwintesencja bizantyjskiego geniuszu, opierała swoje postulaty jak pisał Tatakis na „czystości wzorów, logicznego porządku części, harmonii i szlachetności linii – oraz ciągle przyswajając sobie nowe formy natury religijnej przejęte z chrześcijaństwa.” Lubimy Greków za ich spokojne i bezstresowe podejście do życia. „Grecy są znani z ożywionej gestykulacji: rozkoszne trzeszczenie i grzechotanie greckich sylab aż się prosi, żeby je podkreślić wysunięciem dolnej szczęki czy rozłożeniem ramion. Grecy sporą część każdego dnia na pogawędkach przy kawiarnianym stoliku” – relacjonował w swoich opisach z podróży R.D. Kaplan. Te spostrzeżenia są jakże wymowne, oddają coś z tej archaicznej duszy narodu filozofów, artystów i żeglarzy, nieustannie poszukujących człowieka jak Diogenes z uczepionym do dłoni kagankiem i pytaniem rozdzierającym na wskroś wnętrze. Przeszłość zamieszkana i paradygmat ciągłości znajdujący swoje zakotwiczenia w tym, co dawne, wypróbowane i wytopione w tytanicznym tyglu mądrości i religii. To, co dla mnie jest najbardziej pożądane i godne marnotrawienia czasu to wszechobecna w Grecji kultura prawosławia odciśnięta w materialnych formach i mentalności narodu obmytego niegdyś w wodach chrztu i ogniu Ducha. „Chrześcijaństwo jest pierwiastkiem wschodnim naszej kultury”- odnotował w swoim dzienniku Amiel. Wyraża się to w płodnej myśli teologicznej w sakralnej architekturze świątyń, zawieszonych nad ziemią monasterów (meteory), przydrożnych kapliczek z ikonami i freskami, wonią kadzidła i wiarą którą z pokolenia na pokolenie przekazuje się niczym najcenniejszy posag. Wyraża to poezja Kawafisa: „Kiedy tam wchodzę, do kościoła Greków: wśród kadziedlanych wonności, liturgicznych śpiewów i symfonii, dostojnych postaci kapłanów, które blask felionów ozłocił, w poważnym rytmie każdego ich gestu – myśl moja biegnie do tej, która opromieniła nasz naród, bizantyjskiej wspaniałości.” Duchowość i mistyka, przenikająca kulturę międzyludzkich odniesień. Od matek błogosławiących olejem z lampad swoje dzieci, po degustację kawy i rozwleczone w czasie rozmowy – szybujące już ku wieczności tak niewiadomej, a jednak namacalnie wyczuwalnej. To jedynie fragment ciekawej i nieprzedawnionej rzeczywistości którą jedynie musnąłem słowem.

niedziela, 18 sierpnia 2024

 

Liturgia Wigilii Przemienienia Pańskiego wprowadza nas w jedno z najbardziej malowniczych świąt prawosławia. Synaj Nowego Testamentu, Apostolskie wznoszenie namiotów, Święto Światłości, Błogosławieństwo pierwocin ziemi, Przebłysk Królestwa, Antycypacja Wielkanocy, Przejrzystość Raju, Przebóstwienie człowieka i świata. Te wszystkie piękne określenia wydają się niewystarczające, aby opisać wielką iluminację tryskającą z ciała Bogaczłowieka. „Ja Jestem światłością świata. Kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”(J 8,12). Wigilia Przemienienia to oczekiwanie Słońca które spowite energiami zajaśniało na Taborze- „Światłość ze Światłości. Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego”- wzejdzie w poranek zmartwychwstania i otuli jasnością pogrążony w mroku grzechu świat. Słońce, które wzniesie się na horyzoncie historii i zasiądzie na tronie sprawiedliwości. „Ty, odnawiasz oblicze ziemi”( Ps 104,3). Oczy Apokaliptycznego Jeźdźca będą świeciły niczym ogień. „Wielki spektakl światła Przemienienia Pańskiego jest tajemnicą ósmego dnia”- nauczał św. Grzegorz Palamas. Bóg obejmuje całe stworzenie, umożliwia poznanie, zwraca ludzką percepcję ku temu co transcendentne, lecz jednak możliwe do zobaczenia. Oczy zostają nasycone światłem, a ciało staje się miejscem „nawiedzenia”- Teofania. Człowiek stający naprzeciw Niepoznawalnego, zaczyna siebie rozumieć jako istnienie w Istniejącym. Dobrze to opisał św. Grzegorz z Nyssy: „Oto Bóg jest celem i przedmiotem oglądania tych, co mają serca oczyszczone”. Tak wiele znaczeń i sensów towarzyszy dzisiejszemu wydarzeniu przywoływanemu w liturgii. Zdumienie za którym nie może nadążyć rozum, a wszelkie wyobrażenia topnieją w bezgraniczności wiary. Wchodzimy w promienie boskiego światła- które przenikają oczy i dusze Piotra, Jakuba i Jana. Niesamowitość tej podniosłej chwili zapisze się w ich pamięci tak mocno, że Kościół po kilku wiekach utrwali tę scenę na przesyconych złotem ikonach. Wszystko jest skąpane w świetle- prześwietlone energiami bijącymi z  niezwykłą ekspresją z ciała Bogaczłowieka. „Jak słońce jest radością dla tych, którzy szukają jego dnia, tak moją radością jest Pan. Ponieważ On jest moim słońcem i Jego promienie sprawiły, że powstałem i Jego światło rozproszyło wszelkie ciemności z mojej twarzy. W Nim zyskałem oczy i ujrzałem Jego święty dzień” (Didache). Powróćmy na moment do apostołów; ich twarze zostają rozświetlone światłem- niczym błona fotograficzna. Od nadmiaru energii, nie mogą już widzieć świata takim jest- ich ciała zostają zanurzone w „świetlistym obłoku” Ducha Świętego. „Jest to zjednoczenie się Boga i człowieka w Duchu Świętym, w Duchu światła. W ten sposób Duch światłości Boga staje się duchem oświecającym człowieka dzięki łasce” (D. Staniloae). Ich twarze odbiły światło emanujące z ciała Chrystusa. „Miejsce w którym materia świata staje się w najwyższym stopniu przejrzysta dla osoby jest twarz- pisał św. Makary Wielki- a w twarzy spojrzenie.” Ich spojrzenie wyraża wszystko to, co nie jest wstanie wypowiedzieć słowo. Chcą stawiać namioty- „świątynie”- dla Boga i jego Proroków. Pragną przedłużyć w czasie tę chwilę szczęścia. Od tego momentu „chrześcijanin to ten, który, gdzie nie spojrzy, wszędzie dostrzega Chrystusa i raduje się Nim”(A. Schmemann). Kościół przez wieki będzie się wspinał na górę Tabor. Chrześcijanie będą nosili w sobie pragnienie uchwycenia się świetlistej szaty Chrystusa. Przebóstwienie stanie się drogą ludzi wiary. „Kościół oczekuje przeobrażenia ciała i wierzy w boskość materii, w możliwość prześwietlenia materii. Wyłącznie w Kościele dany jest bogomaterializm. Dlatego mistyka Kościoła jest właśnie mistyką zjednoczenia i przeistoczenia” (M .Bierdiajew). Za każdym razem kiedy celebruję Boską Liturgię, staję się uczestnikiem cudu Przemienienia. Dotykam i spożywam Chrystusa- Światłość Prawdziwą i napełniam się żarem Ognia- Duchem Świętym. Później pozostaje tylko zdumienie: Dobrze tu być z Tobą !

piątek, 16 sierpnia 2024

 

Bałkany to obszar na który nie tyle się spogląda z pochłaniającym tak wiele apetytem turysty, co czyta się duszą której pory chłoną łapczywie i beztrosko. Nie jest to „etniczny śmietnik” jak wskazywał Marks, ale raczej „wesoła kraina zamieszkana przez dziarski lud, który lubuje się w ostrych potrawach, mocnych wódkach i krzykliwych strojach”(C.S. Sulzberger). Ludzie których twarze jak na ugryzionych zębem czasu ikonach mówią dużo, lub więcej niż trzeba. Ludzie których przenika odmienny etos i muzyka w której wyrażają to, przed czym kapitulują słowa i zbędne dywagacje. Każda cząstka tego krajobrazu zachowuje pamięć i historię o ludziach których życie wymyka się jednoznaczności człowieka nowoczesnej cywilizacji. Radość i niedowierzanie, ból i miłość, duchowość i ekspresja inności której trzeba chronić za wszelką cenę. Kolebka kultur których wrzenie niesie odmienność spostrzeżeń, które nie sposób oddać za pomocą słów. Ponad tydzień czasu spędziłem w Czarnogórze którą Bóg wyrzeźbił jako najpiękniejszą ze wszystkich znanych mi pejzaży - jako krainę wybrzuszonych lesistych gór – falujących zwiewnie i ogrzanych promieniami słońca. Jasne skały porośnięte lasami niczym mchem na którym się można położyć, niczym biblijni nomadzi i prorocy zwiastujący wolność. Można wdrapać się na jedną z gór, aby uchwycić się gwiazd i podążyć przepastną wędrówkę ku miejscom tak dziewiczym, że odbiera dech w piersi. Nie sposób nie wierzyć, że za tym pięknem nie kryje się Bóg Ten szlak naznaczają rozsiane zewsząd kamienne cerkwie i monastery których architektura odzwierciedla ową prostotę i bezpośredniość mieszkających tu ludzi. Staję na kamiennym balkonie i spoglądam na pasmo gór i brzegi morza punktowo rozświetlone położonymi u dołu plażami i hotelami których gwarność nie przytłacza i nie rozdrażnia jak w innych częściach tego globu. Odwiedziłem tak wiele miejsc, że nie sposób je opisać na zawołanie, czy choć cząstkę naszkicować czytelnikowi zastygłemu przed ekranem komputera. Podgorica i Cetynia to jedne z wielu miejsc które poznałem dobrze dzięki ludziom wrośniętym w ziemię którą trzeba chronić, dbać i wydzierać dla potomnych. Kiedy człowiek się wspina kamiennymi i wąskimi schodami ku miejscom które strzeże się z determinacją ptaków chroniących zawzięcie swoje gniazdo. Fenomen narodu w jakiś sposób ciągle okupowanego, niegdyś przez Turków a teraz przez Serbów (czetników) zakreślających po cichu i rękami przychylnych im polityków, obszar swoich kulturowych i religijnych wpływów. Choć jedni i drudzy są prawosławnymi to zachowawczo i podejrzliwie egzystują ze sobą, zacieśniając więzi do rodzinnych klanów. Do tego miejsca ściągnęło mnie prawosławie jakże odmienne od polskiego, rosyjskiego, czy ukraińskiego. Prawosławie w którym pobrzmiewa nuta bizantyjskiego ducha w bogactwie śpiewu i liturgii oraz ludzkiego marzenia, aby Chrystus mógł nasycić sobą historię i urzeczywistnić pokój. „Musimy spróbować spojrzeć oczami drugiego człowieka, aby odkryć jakiś dla nas nieoczekiwany lub przez nas zaniedbany aspekt oblicza Chrystusa”(O. Clement). Takiej gościnności jakie tam uświadczyłem, nie spotkałem nigdzie. Metropolita Borys Bojović opowiadający z takim przejęciem o tragicznych losach swojego narodu, odnowy życia duchowego, restauracji Cerkwi wolnej od obcych wpływów. Opowiadanie człowieka oddychającego wszystkim, co dzieje wokół i błogosławiącego lot przypadkowo przelatującej pszczoły. W Czarnogórze wiara jest żywa, a dążenie do wolność tak intensywne i czekające na erupcję. Tak liczne spotkania które były przedłużeniem Bożej Służby przy stole ludzkiej przyjaźni i serdeczności, potwierdzonej toastami rakiji w której nuta smutku przemieniona zostaje w szlachetną radość. Wysiadam z samochodu w  Nikšicy, a starzec kapłan Milutin z długą siwą brodą, na przywitanie całuje mnie w dłoń. Zaskoczenie, onieśmielenie i lekcja pokory której udziela mi człowiek o spracowanych dłoniach i drżącym z przejęcia głosie. Już dziś mogę potwierdzić, że moje życie zrosło się z tym miejscem i jego Cerkwią. Polskość została zaprawiona kroplą krwi narodu, który ustami swoich duchowych przewodników, powtarza z niezachwianą pewnością:  Jutro będzie słoneczne, ponieważ Chrystus każdego dnia Zmartwychwstaje !

poniedziałek, 5 sierpnia 2024

 

Spacerując po gwarnej ulicy miasta, uświadamiam sobie boleśnie, iż grozi nam przekleństwo Narcyza – kontemplacja własnego oblicza odbita w ekranie telefonu, witryny sklepowej, czy noszonego w kieszeni lusterka do którego się ukradkiem zerka – dając egoistyczny upust afirmacji siebie i tylko siebie. Tu nie chodzi o estetykę, czy schludność stroju który każdego poranka przywdziewamy, aby zakryć cielesność lub ją inaczej odsłonić. Twarz odbita w tafli szkła. Piękna i wolna od kaprysu czasu, czy ta chropowata i ukryta pod makijażem misternie odtwarzanym – kamuflującym rysę nadciągającej jak wiatr starości. „Każdy człowiek niesie przez życie lustro, niepowtarzalne i nieodłączne jak cień”- pisał w swoich esejach W.H. Auden. Człowiek przyśpieszonej, pełnej niepokoju egzystencji pragnie spoglądać na siebie i wzbudzać zainteresowanie sobą, manifestując swoje „ja” w każdym obszarze dostrzegalności. Niech o mnie mówią, piszą, podziwiają, niosą mnie na fali medialnej popularności i prestiżu. Niech Instagram puchnie od zdjęć przysparzających oglądalność i popularność. Fenomen naszej epoki – rozpoznawalność- za cenę prywatności i świętego spokoju. Ciągły niedosyt… Niech media krzyczą, statystyki wejść szaleją, a tłumy skandują jak na arenie wprawionego w ruch stadionu. Bycie wyeksponowanym i rozpoznawalnym przynosi profity i daje poczucie wyższości, kosztem wyzbycia się prywatności i spokoju. „Ludzie lubią przeglądać się w zamglonych lustrach”( P. Lagerkvist). Niegdyś człowiek przeglądał się prostodusznie i natychmiastowo w oczach innych. W tych zwierciadłach budził światy i odkrywał przestrzenie akceptacji, szacunku, czy miłości. Dzisiaj człowieka trawi samotność i fragmentaryczność pośród mijanego mimowolnie tłumu. Samotność elektroniczna i co paradoksalne, zintegrowana i komunikująca się z tysiącami podglądających, podsłuchujących i archiwizujących jednostek, stanowiących bezimienną i statystyczną masę Internetu. W „śmietniku informacyjnym” trudno jest znaleźć człowieka w człowieku; prawdziwą twarz kogoś, kogo możemy poznać i wejść z nim w rzeczywisty i twórczy dialog. Iluzoryczność ! Być może chrześcijaństwo jest ostatnim bastionem zrywającym maski i tłukącym lustra idolatrii. Sprowadzającym człowieka na właściwy tor. Dostrzegającym ludzką twarz i głębię oczu harmonijnie zespolonych z drganiem duszy. „Kuroi ze starożytnej Grecji, którym chrześcijaństwo dało oblicza, lecz których ciałem pogardziło, muszą ponownie zająć miejsce w Kościele, tak samo jak wspaniałe trzony starożytnych kolumn, które po tylu wiekach chrześcijańskiej modlitwy nie są już świątyniami bogów, lecz jedynie kosmicznym pięknem”(O. Clement). Dialektyka nadziei i ocalenia ludzkiego oblicza od karykatury siebie. „Wiara jest bramą tajemnic. Jak cielesne oczy widzą przedmioty zmysłowe – poucza św. Izaak Syryjczyk – tak wiara duchowymi oczyma patrzy na to, co ukryte.” Bycie ikoną Ikony !

niedziela, 4 sierpnia 2024

 

Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, [udzielając] ze swego mienia (Łk 8,1-3).

W liturgii szóstej Niedzieli po Pięćdziesiątnicy, przypada wspomnienie świętej i równej Apostołom Marii Magdaleny. „Wiara to wierzyć, że Bóg jest miłością i niczym więcej”(S. Weil). Ocalona przez Chrystusa od demonów i ukamieniowania naprzeciw Bramy Nikanora, gdzie Mistrz wbrew fałszywej sprawiedliwości faryzeuszów i tłumu, wypisywał na piachu grzechy ciskających w dłoniach kamienie. Jej wstyd i grzech zostaje przykryty szatą miłosierdzia. Cudowny dialog „ludzkiej nędzy z miłosierdziem”-  powie św. Augustyn. Nawrócenie, podążanie za Chrystusem, aby u końca życia usunąć się w cień i poświęcić się kontemplacji. Kwiat Kościoła, Perła Chrystusa, Klejnot Raju – tak średniowieczna kultura mówiła o świętości kobiet opieczętowanych miłością i zaproszonych do powtórnego dziewictwa. „Stojąc z wieloma innymi przy krzyżu Zbawcy, Przesławna, i współcierpiąc z Matką Pana, łzy toczyłaś, przynosząc je ku chwale i mówiąc: Cóż to za dziwny cud ? Ten, który trzyma całe stworzenie, zechciał ucierpieć, chwała Twemu panowaniu”(troparion). Mamy do czynienia z kobietą na wskroś dotkniętą promieniującym z krzyża i pustego grobu światłem, opromieniającym Zwycięzcę śmierci. Nawrócona grzesznica, ocierająca się o tajemnicę Życia, które eksplodowało niczym wulkan w poranek wielkanocny. Maria Magdalena wzbudziła tyle zainteresowania i sensacji swoim życiem, że historia chrześcijaństwa nadała jej zasłużony przydomek „świętej grzesznicy”. Pierwsza córa Kościoła, której dane było po zmartwychwstaniu spotkać Chrystusa i obwieścić paschalny kerygmat. Wcale nie było Jej łatwo. Nawet będąc w pełni zrehabilitowaną w oczach Boga, zapewne była podejrzliwie postrzeganą w oczach innych ludzi- a szczególnie pierwotnego Kościoła. Ilu to ludzi do dzisiaj jest zazdrosnych o miłość ? Maria Magdalena, a wraz z Nią uczniowie, stają się „sakramentem” obecności zmartwychwstałego Pana. Usłyszała znajomy głos: Miriam ! Odpowiedziała w entuzjazmie chwili: Rabbuni !- krzyknęła i przypadła Mu do nóg. Nie dotykaj Mnie- przestrzegł ją Jezus. Ale idź oznajmić moim braciom. Maria, oszalała ze szczęścia, ledwie rozumiejąc co się stało, wybiegła pędem z ogrodu i biegła ile tylko sił w nogach. Serce jej biło tak mocno, jakby miało za chwilę wyskoczyć. Wpadała do zaryglowanych w Wieczerniku uczniów, aby wykrzyczeć im radosną wieść; ale nikt nie potraktował jej poważnie. Wszyscy myśleli, że zwariowała z rozpaczy. Wszystko, co mówiła przez łzy radości, wydawało im się czczą gadaniną. Dopiero później sami przekonali się, że On naprawdę żyje, a ta której niedowierzali jest wybranym narzędziem łaski. Kiedy na drodze własnego życia spotkała Chrystusa- tylko On stał się dla niej największą wartością, sensem życia; przywrócił Jej nie tylko utracone piękno człowieczeństwa (kobiecości), ale nade wszystko czystość serca. Bruno Forte pisał: „Człowiek czystego serca żyje w obecności Bożej i Bóg żyje w nim, w otchłaniach jego duszy nasyconej światłem, pięknem, miłością.” Jawnogrzesznica porzuciła dawne grzeszne życie- mamy tu do czynienia z antropologią nawrócenia, tak bliską doświadczeniom każdego człowieka- każdego z nas. Od tej pory będzie spoglądać w niebo jak często ją ukazuje zachodnia ikonografia i smakować się miłosnym spojrzeniem Chrystusa. Na ikonach jest niewiastą w średnim wieku odzianą w długą szatę. Biała chusta przykrywa jej długie włosy. W prawej ręce trzyma krzyż, a w lewej naczynie z olejkiem lub wielkanocne jako. Wpatrując się w osobę św. Marii Magdaleny możemy postawić sobie mnóstwo pytań, tych wypieranych, niechcianych, ulokowanych na peryferiach naszej duszy, prowadzących do duchowej przemiany. Maria Magdalena wierzyła, kochała i należała do Chrystusa- Piękny Kwiat zasadzony na łące Raju !

wtorek, 30 lipca 2024

 

Dużo emocji w różnych gremiach europejskich wywołał zaprezentowany program artystyczny otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. W Polsce wywołało to potężne dyskusje i sprowokowało do fundamentalnych pytań o kształt współczesności miotanej niebezpiecznymi ideologiami i hedonizmem w tych najbardziej karykaturalnych i zwierzęcych wcieleniach. Co się stało z wielką Francją – jej bogatą kulturą, dorobkiem cywilizacyjnym – że taki żałosny, prowokacyjny, lewacki i obsceniczny kicz został przedłożony na ekranach telewizorów całego świata ?  Gdzie jest ta piękna i twórcza Francja która wydała na świat Pascala, Kartezjusza, Hugo, Flauberta, Prousta, czy Mauriaca ? Ojczyzna artystów i filozofów, ludzi pióra i genialnych partytur muzyki ! Francja Macrona tonie w ekstrementach nowego europejskiego ładu i transhumanizmu, ufundowanego na marksistowskich przesłankach rewolucji które zawsze redukowały człowieka do mrowiska które można rozhuśtać i ostatecznie zdeptać. Nasz redaktor sportowy Przemysław Babiarz w swoim komentarzu do tego wydarzenia i w kontekście piosenki Lennona Imagine zdarł potworną i szkaradną maskę świata w którym wszystko wolno: „Świat bez nieba, narodów i religii. To jest wizja pokoju, który ma wszystkich ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety". Po tych słowach został zakneblowany i zawieszony, to jakże wymowny obraz reżimu, gdzie prawda zostaje zdeptana, zakrzyczana, stłamszona. Stało się wręcz przeciwnie. Zaczęło się mówić, a nawet krzyczeć ! „Prostym krokiem odważnego człowieka jest nie brać udziału w kłamstwie”(A. Sołżenicyn). Demaskować zło i zniewolenie, wydobywać je na zewnątrz, oświetlać w strudze prawdy.  Aldous Huxley pytał: „Co będzie, jeśli jakiemuś reżimowi uda się zdefiniować perwersyjność jako normalność, a normalność jako perwersyjność, i rozwinąć metody ujarzmiania, które będą tak przyjemne, że nikt już nie zauważy horroru i nikt nie będzie chciał się nim oburzać?” Ohydnie i w sposób przemyślany pod hasłem rzekomej tolerancji wzniecono ideologiczny pożar, to dało impuls ku działaniom mającym na celu zdekonspirowanie środowisk które stawiają sobie za cel przemodelowanie rzeczywistości podłóg wzorca biblijnej Sodomy. „Lewica jest najzdolniejszym menedżerem kloaki”- trafnie pisał Dávila. Ekshibicjonizm transwestytów, transseksualistów, odgrywających prześmiewczą pogańską orgię, stanowiącą parodię Ostatniej Wieczerzy Chrystusa z uczniami, inspirowaną mediolańskim freskiem Leonarda. Drag queens - otyła i obleśna lesbijka wcielająca się w rolę „Chrystusa” z nimbem na głowie, inicjująca spektakl rzekomej wolności, równości i seksualności której epicentrum rozpasania staje się półnagi Dionizos na pierwszym planie. Nowoczesna parodia świętości i triumf wszechobecnego Erosa sprowadzającego wszystko do konsumowania ciała bez granic. „Kocham cię tak bardzo, że złamię dla ciebie wszystkie prawa przyrody”? (S. Žižek). Nadczłowiek Zaratustry staje się ciałem zużytym, eksplorowanym, kimś zachłannie zdziczałym – stojącym nad przepaścią śmierci i piekła. Jakże trudny jest lapidarny opis tego zdziczałego świata. To również pokłosie poglądów Altiero Spinellego zawartych w manifeście komunistycznym z którego rezerwuaru czerpie pełnymi garściami Unia Europejska. Katolicyzm przestał być stolicą Francji to jakże smutna konstatacja ! Wyobraźmy sobie trochę inną scenografię przedstawienia z rozpoczęcia Igrzysk. W miejscu Drag queens lub Dionizosa pojawia się twarz Mahometa. Paryż by zamarł w strachu, a każdy obiekt sportowy byłby potencjalnym miejscem terrorystycznego ataku. Muzułmanie nie pozwoliliby na taką profanację i nie wylewaliby histerycznych myśli na temat zepsucia zachodniego świata, tylko wzięliby w ten najbardziej ekstremalny sposób sprawy w swoje ręce. Grozi nam demokracja jutra w której przegniłe elity będą próbowały zniszczyć człowieka wnętrza i wydrzeć z jego duszy obraz i podobieństwo Boga.

niedziela, 28 lipca 2024

 

Gdy Jezus przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wybiegli Mu naprzeciw dwaj opętani, którzy wyszli z grobów, bardzo dzicy, tak że nikt nie mógł przejść tą drogą. Zaczęli krzyczeć: „Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?” A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy prosiły Go: „Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń”. Rzekł do nich: „Idźcie”. Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w falach. Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic (Mt 8, 28- 9,1).

Czytam dzisiejszy epizod Ewangelii jak rzetelnie podany news. W tym opisie wszystko jest tak nieprawdopodobne i budzące zainteresowanie, aż nawet trochę tragikomiczne według dzisiejszych standardów powierzchownego interpretowania rzeczywistości. Wejdźmy w sam środek tego wydarzenia, wczujmy się w położenie Gadareńczyków. W ich okolicy wydarzyło się coś tak bardzo zaskakującego. Biegną nad jezioro, wcale nie po to, aby oddać rekreacji – pływać, opalać się - ale ich wzrok zostaje dotknięty dwiema zaskakującymi sytuacjami. „Nie istnieje pełne przedstawienie rzeczywistości. Tylko wybór”( P. Lagerkvist). Dwa kadry zapierające dech w piersi. Z jednej strony trzoda potopionych świń, które do nich nie należały, a z drugiej dwóch opętanych ludzi, którzy w jednym momencie stali się normalni- wolni od irracjonalnych i niebezpiecznych zachowań. Bez wątpienia taka sceneria wyrywa obserwatorów z bierności i neutralności, budząc wewnętrzne zakłopotanie. A pośrodku tego wszystkiego stoi Chrystus dotknięty dylematem dokonania wyboru: trzoda świń lub dwóch potrzebujących uwolnienia ludzi. To gra o los człowieka i sprawdzian miłości Boga. Bilans jest klarowny- o dwóch ludzi zdrowych na ciele i duszy więcej, o stado świń mniej. W świetle przesłanek ekonomicznych ta decyzja to czyste szaleństwo. Człowiek którego te świnie są własnością będzie klepał biedę do końca życia. „Trzeba jednak zapłacić jakąś cenę za „wyzwolenie” dwóch ludzi. Chrystus żąda tej zapłaty od Gadareńczyków. Żąda by w swych sercach uznali, że człowiek jest ważniejszy do świń.” To nie jest prosta transakcja biznesowa. Przecież świnie to dobra lokata na dobrze zaplanowaną przyszłość; a tu w grę wchodzą takie straty. Chrystus również od nas żąda jasnego wyboru. Na jednej szali człowiek. Na drugiej wszystkie zabezpieczenia i finansowe wentyle bezpieczeństwa. Zgoda na obecność Chrystusa zależy od wahań tej wagi. Pewnie pomocą w tej refleksji będzie dobrze postawione pytanie. Czy potrafię postawić drugiego człowieka na pierwszym miejscu ? Przed moimi sprytnymi kalkulacjami, korzyściami, reputacją, zyskiem, za cenę utraty przywilejów i doraźnych profitów ? Osobiście boję się takich ludzi którzy przechodzą przez życie zgodnie z zaprogramowaną nawigacją, którzy w imię świętego spokoju udają, że nie widzą innych; ponieważ konfrontacja z bliźnim mogłaby wywołać jakieś zaangażowanie. Chrześcijanin to człowiek dla którego bliźni jest darem, a „świnie” to tylko sztafaż stanowiący element Bożej ekonomii zbawienia. „Jakież znaczenie mają łachmany naszych grzechów, jeśli zdarliśmy je z naszego ciała i stajemy w Twojej obecności nadzy i drżący ? – pytał Mauriac. Aktualność i przestroga dzisiejszej Ewangelii jest klarowna dla nas współczesnych. Nie wchodź w przestrzeń Lewiatana w której możesz się ześwinić, ubrudzić, spodlić w świecie który jest otchłanią demonicznych sił, opozycją wobec piękna i miłości Boga. „Zło to postrzeganie siebie i świata jako pozbawionych Boga, czyli pozbawionych miłości i świadomości”(J.Y. Leloup). Puena może być bolesna dla wolności samostanowienie o sobie. Nie wchodź od „podziemia”, abyś i ty ze świniami nie spadł do urwiska. Niech dopełnieniem tego rozważania będą słowa św. Izaaka Syryjczyka: „Ten, kto widzi swój grzech, jest większy od tego, kto wskrzesza umarłych.”