I
opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło
pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I
rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę
całe zboże i moje dobra. I powiem sobie:
Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i
używaj! Lecz Bóg rzekł do niego:
"Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc
przypadnie to, coś przygotował?" Tak dzieje się z każdym, kto skarby
gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem»(
Łk 12,16-21).
Żyjemy w świecie materialnych zabezpieczeń.
Pragnienie, a nawet obsesja posiadania pieniędzy jest tak silna, iż staje się
kwantyfikatorem podekscytowanej i pełnej napięć codzienności. Pieniądz otumania
umysły i utrwala przeświadczenie, że dzięki niemu nie istnieją żadne bariery,
problemy, czy wyzwania- a nawet złudne przeświadczenie, że można odwlec od
siebie nieuchronność starzenia i śmierć. Zasobność konta bankowego, pomnażanie
nieruchomości, stylowe ubranie, czy topowy samochód, staje się wyznacznikiem
statusu społecznego i nieodpartego przekonania o wyższości nad innymi. Pieniądz
utrwala w świadomości potęgę władzy. Wygoda manipulowania rzeczywistości podłóg
własnego widzimisię. Materializm i spowinowacona z nim nieumiarkowana
konsumpcja, oraz brak duchowości są jak nowotwór- cicho i niepostrzeżenie
zabijają. W świecie w którym wszystko wydaje się na sprzedaż, relacje pomiędzy
ludźmi zostają sprowadzone do lepiej lub gorzej udanych interesów. Nie ma tu
emocji i sentymentów- mieć bierze prymat nad być. To prowadzi do toksycznej
samotności. Człowieczeństwo karłowate pod ciśnieniem próżnego samozadowolenia.
Marzenie o bogactwie staje źródłem coraz większych kompleksów i nerwic.
„Pracując wyłącznie dla dóbr materialnych, budujemy własne więzienie. Zamykamy
się sami, z pieniędzmi w postaci popiołów, które nie dają nic wartego życia”-
pisał Antoine de Saint-Exupéry. Przypowieści Chrystusa towarzyszy
eschatologiczne napięcie. Przerwana cięciwa życia i zderzenie z prawdą o sobie.
Jedynym prawdziwym bogactwem jest wypełniona miłością i wdzięcznością szkatuła
ludzkiego serca. Człowiek wiary i zawierzenia jest paradoksalnie najbogatszą
istotą i dziedzicem wieczności. Św. Bazyli Wielki mówi: „W tej duchowej walce
człowiek staje się nowym Chrystusem, to znaczy, jego zmysły stają się zmysłami
Chrystusa, jego oczy stają się oczami Chrystusa, a jego myśli stają się myślami
Chrystusa. Z łaski człowiek staje się przebóstwiony, a Chrystus jest normą,
przykładem.” Gotowość do której wzywa Chrystus wymaga postawy mobilizacji,
czujności i dalekowzroczności. „Noc każe mi trwać w pogotowiu”- powie poeta
Renard. Kiedy zatrzyma się wskazówka zegara to przed Bogiem staniemy nadzy;
przyobleczeni w przeźroczystą tunikę prawdy. Nie będzie zabezpieczeń, czy
wentyli bezpieczeństwa, wszystko będzie cieniem i prochem. Wszystko to, co
wielu uznawało za bogów, wyląduje na śmietnisku historii stając się przestrogą
przed próżnością i pazernością nienasyconego bytu. „Aby być szczęśliwym,
człowiek musi mieć centrum… Największą katastrofą jest utrata centrum i
porzucenie duszy na pastwę kaprysów peryferii”(F. Schunon). Chrześcijanin jawi
się zatem jako ktoś zupełnie wolny. Ubogi szczęśliwiec świtu i przyjaciel Oblubieńca !






