niedziela, 5 grudnia 2021

Poszerz przestrzeń twego namiotu, rozciągnij płótna twego mieszkania, nie krępuj się, wydłuż twe sznury, wbij mocno twe paliki ! Bo się rozprzestrzenisz na prawo i lewo, twoje potomstwo posiądzie narody oraz zaludni opuszczone miasta (Iz 54, 2-3). Dla chrześcijanina otaczająca go przestrzeń ma nie tyle wymiar materialny i egzystencjalny, ale nade wszystko teofaniczny. Na stronach Boskiej komedii Dante opowiada o „Miłości, co wprawia w ruch słońce i gwiazdy.” Miłością tą jest sam Bóg, udzielający tchnienia życia wszystkiemu o czym pomyśli i co kształtują Jego dłonie. Zatem świat materialny jawi się jako miejsce zdolne do zamieszkania. Domem jest kosmos w swoim stawaniu i przeistaczaniu się. Niebo jest namiotem, a ziemia „podnóżkiem stóp Jego”- wyśpiewa podniośle Psalmista. Natura oczekuje w rozkwicie nasienia i bólach rodzenia się na Wcielenie i Zmartwychwstanie. Stary Testament opowiada o pięknie kosmicznej liturgii w której pustynia, morze, drzewa i zwierzęta wznoszą swoją modlitwę uwielbienia ku źródło wszelkiego istnienia. „W tej świątyni człowiek nie jest przede wszystkim u siebie, lecz u Boga- pisał J. Danielou- Dlatego właśnie jest winien szacunek stworzeniom, które nie należą do niego, i że niczego nie może dotknąć bez pozwolenia: wszystko jest święte; pełne sakramentalnych tajemnic.” Los przyrody spleciony jest z losem ludzi. Świat jest domem w którym człowiek odnajduje sacrum, a to wydarzenie diametralnie zmienia jego życie. „Przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował”(Ef 2,4). Na każdym etapie zapętlonej historii powstają namioty nomadów, które Bóg zamieszkuje i w tak pojętą przestrzeń zaprasza utrudzonych drogą wędrowców. „Tworzenie Kościoła jest stwarzaniem nowego kosmosu, którego ten pierwotny był tylko przygotowaniem i obrazem.” Ewangelia w Adwencie zwiastuje nam prawdę o Bogu który „porzuca" niebiańskie przestrzenie i schodzi na ziemię, stając się uczestnikiem ludzkiej drogi zbawienia. Przychodzi aby wypić kielich naszej śmierci i otworzyć swój bok, aby z niego mógł wytrysnąć dar Zmartwychwstania i wylania Ducha. W Nim na nowo rozkwita Raj i wznosi się nowy namiot spotkania. Słowo Boga „zamieszkało” (eskenosen) pośród nas, a dokładnie mówiąc: wzniosło swój przybytek na ziemi „rozstawiło namiot”(skene). Zstąpienie Miłości inicjuje Bóg poprzez wolność Kobiety. Ciało Dziewicy staje się namiotem. Grota narodzenia staje się namiotem i zapowiedzią Kościoła w którym człowiek, czas i przestrzeń stają się tęsknotą za urzeczywistnieniem Królestwa Bożego. Ecclesia peccatrix- miejscem w którym kamienie ludzkich grzechów, spalają się w ogniu miłości. Kościół kaleki, choć niepozbawiony łaski nawiedzenia i miłości. Odnajdujemy tę prawdę w patrystycznej mądrości: „Patrz na wielką i głęboką tajemnicę ! Zawsze On mieszka w tym namiocie. Przywdział bowiem nasze ciało nie po to, by je opuścić, lecz aby zawsze w nim zamieszkać”(św. Jan Chryzostom). „Bóg stał się człowiekiem, żebyśmy zostali przebóstwieni”(św. Atanazy). „Stał się człowiekiem, Bogiem na ziemi, abym ja stał się o tyle Bogiem, o ile On człowiekiem”(św. Grzegorz z Nazjanzu). „Bóg staje się człowiekiem, aby zbawić utraconego człowieka” (Maksym Wyznawca). Człowieczeństwo Chrystusa staje się Namiotem Nowego Przymierza- miejscem ocalenia i przebóstwienia rodzaju ludzkiego. „Liturgia jest więc prorocza- pisał O. Clement- Objawia nam słowo, które nie będzie wymądrzaniem się, propagandą czy reklamą, lecz będzie nadawać się do spożycia, jako Słowo, które stało się ciałem.” Każda Eucharystia jest mistyczną przestrzenią Namiotu i Domem Chleba; Darem i Misterium nad którym pochylają się milcząco aniołowie i święci. Jedyne, co nam pozostaje to wejść do wnętrza i uczestniczyć w „arcydziełach stworzenia.” Kościół jawi się zatem jako mistagogiczny, pokornie i agapicznie wprowadza swoje dzieci w rzeczywistość cudu i obecności: "Zjednoczeni w Twojej świątyni widzimy już siebie w świetle Twojej chwały niebieskiej."

środa, 1 grudnia 2021

Moją codzienność naznacza twórcza i towarzysząca obecność ludzi sztuki. To szczególnie wrażliwa, momentami zagubiona i wzbraniająca się przed świętością grupa ludzi. Kotłuje się w nich prometejski bunt wobec zastanej sytuacji i nieustanna próba przekraczania tego, co wydaje się natychmiast- od tak- niemożliwe do zmienienia. „Żaden artysta nie godzi się na realność”- sugerował Nietzsche. Z drugiej strony każda, nawet ta najbardziej gęsta od deficytu wolności realność, staje się przestrzenią to tworzenia i wypowiadania w sposób mnie lub bardziej zakamuflowany swoich racji. „Coraz bardziej wierzę, że nie trzeba sądzić Pana Boga wedle tego świata. To jego nieudany szkic”- pisał z dozą wewnętrznego rozczarowania Van Gogh. Iluż to śmiałków ludzi sztuki próbowało ten szkic poprawiać sprzęgając w to siłę pędzla, dłuta, pióra, czy instrumentu muzycznego.Ten rzekomo nieudany szkic ma jednak innych winowajców. „Bóg jest przyczyną wszystkiego, co piękne”- konstatuje opozycyjnie Klemens z Aleksandrii. Tak naprawdę to świat jest udany, kompletny i piękny w zamyśle Boga, tylko człowiek do tej doskonałości, nigdy nie potrafił dorosnąć; niejednokrotnie próbując go ulepszać, paradoksalnie zacierając kontury jego piękna. Bardzo często sam artysta przez swoją sztukę, okalecza rzeczywistość- odbierając jej uprzednio udzielone tchnienie życia, stając się na drugim biegunie plagiatorem głupoty i brzydoty. Nie chce w tym miejscu generalizować, dywagując nad istotą twórczości i odpryskami jej emanującej siły. Sztuka przygnieciona jakąkolwiek formą przymusu, zawsze wiła się w bólu niemożliwości ostatecznego wypowiedzenia się. Stąd w zgiełku ujmującego szaleństwa pulsującej historii, artysta będzie czuł się wyobcowanym- samotnikiem balansującym nad przepaścią, prowadzącym głuchy i skazany na ulotność monolog. Nawet jeśli dekonstruuje i krzyczy na całe gardło, to dźwięk który wydaje jakże często staje się bełkotem szaleństwa rezonującym w uszach jedynie tych dla których anarchia staje się utopią i pozornością ocalenia. Antidotum na ten stan rzeczy jest duchowość, otwierająca przepastne perspektywy wolności. Spoglądam na twarze artystów, dostrzegam w nich pejzaż wahań i nawarstwionych latami lęków zręcznie tuszowanych zewnętrznym językiem gestów i słów. Miał rację pewien buddyjski mędrzec: „Najważniejsza prawda jest bez obrazu. Ale gdyby nie było obrazu, prawda nie mogłaby się manifestować.” Jakże trudno ludziom wielkim żyć w pięknie i prawdzie ! Dlatego Bóg- wcielone Piękno przychodzi szukać to, co zagubione, niezdarne i wyzbyte wstydu. Twórcza Obecność przyciągająca niczym magnes ku duchowemu przeobrażeniu- ku wolności i transparentności której szlachetność tak wielu przeraża. Sztuka rozwija wyobraźnię i kształtuje gusta tego świata, ale wiara potrafi dokonywać tego, co niemożliwe. Tam gdzie umiera sacrum, tam jest również agonia artysty i jego sztuki. W świecie, gdzie wszystko wydaje się na sprzedaż i zdaje się być kaprysem ludzkiej obojętności na sprawy ducha, artysta zostaje powołany do bycia prorokiem piękna i modlitwy. Zakończę to rozważanie charyzmatycznym wyznaniem Dostojewskiego: „Nie ma i nie może być nic piękniejszego i doskonalszego niż Chrystus.”

poniedziałek, 29 listopada 2021

Istnieją sytuacje graniczne, podszyte niepokojem i konstelacją obaw, które paraliżują umysł- nie pozwalając ludziom normalnie żyć. Spojrzenie na chorobę i śmierć wydaje się polifoniczne, zważywszy na to, jak biologia potrafi zaskakiwać naukę. Omikron- kolejne przepotwarzanie wirusa z błyskawiczną szybkością rzuciło blady strach na dużą część świata, utrwalając go w poczuciu bezradności. Pomimo ustawianych tam, żywioł pandemii płynie swoim niszczycielskim nurtem. „Smutek stanowi bez wątpienia źródło wszelkiego zła. Gdy nas opanowuje, wywołuje poczucie braku perspektyw”(Nil Sorski). Niepokój o jutro zaczyna się tam, gdzie pytania stają się uwierające, a odpowiedzi przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Przypomina mi się myśl Wiliama Blake’a: „Człowiek, który pragnie lecz nie działa, wywołuje dżumę.” Tą właśnie jest zainfekowana duża część ludzkich społeczności. Jakże absurdalne wydaje się napięcie, między chęcią działania i jednoczesną odmową zrobienia czegokolwiek. „Są ludzie, którzy rozsiewają światło, i są ludzie, którzy wszystko zaciemniają”- pisał Phil Bosmans. Bezradność- słowo wyczerpujące ów stan rzeczy. Tylko codzienność przyjmowana jak dar, pozwala żyć normalnie i nie zadręczać się myślami o kształt jutra. Nadzieja potrafi chronić przed śmiercią i zręcznie usuwa jej oścień. Niepokój o los świata wpisuje się w czas tęsknoty i duchowego przeobrażenia. Eschatologiczne wezwanie Marana Tha jest modlitwą o nadejście Królestwa Bożego i przeobrażenie wszystkiego w ogniu nowej Pięćdziesiątnicy. „Skąd pochodzi człowiek i dokąd idzie ?” Pytanie Pascala zakreśla punkt docelowy- miejsce wolne od cierpienia i śmierci.” Wiara staje się nadzieją rzeczy przyszłych, a „miłość przewyższa wszelki strach.” Za tych ludzi na których życiu położył się cień śmierci i odeszli udręczeni covidem, Kościół zanosi pełną nadziei modlitwę: „Umieść ich, Panie w siedzibach światła i wesela, w namiotach cień dających i wypoczynek, wśród skarbów rozkoszy… tam, gdzie dusze czekają bez cierpień na początek nowego życia i gdzie wszystkie myśli sprawiedliwych zwrócone są ku nagrodzie, która jest im obiecana. Umieść ich w tym regionie, gdzie robotnicy zmęczeni podziwiają raj i gdzie goście weselni czekają na przyjście niebiańskiego Oblubieńca”(Liturgia syryjskich jakobitów).

niedziela, 28 listopada 2021

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby się włamać do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie…(Mt 24,42-51). Chrystus tak wiele razy na kartach Ewangelii zaprasza swoich uczniów do czuwania. W chwilach ważnych decyzji i kluczowych wydarzeń, czuwanie i modlitwa Mistrza przenika sen spowitego ciemnościami świata. Czujność pozwala odkryć przestrzenie spotkania- miejsca naznaczone intensywnością miłosnego zachwytu. Potrzeba czujności w egzystencji którą sprzęgają tytaniczne siły zła, aby proklamować na agorach miast że „Boga nigdzie nie ma”(M. Stirner). Czujność jest jednocześnie pewnego rodzaju orężem do walki ze światem i grzechem. Noc jest królestwem demona, a przeciwstawienie się jej, zwiastuje świt i ostateczny triumf Boga. Ten dzień- to dzień Chrystusa wschodzącego słońca- wydarzenie ostatecznego triumfu życia i światła: Wcielenie, Zmartwychwstanie i Paruzja to wydarzenia których ciemność nocy zostaje przepruta światłem i ogniem. „Pogodna światłości świętej chwały, nieśmiertelnego Ojca niebios, Świętego, Błogosławionego, Jezu Chryste”- słyszymy w hymnie wieczornym świętego Sofroniusza. Chrześcijanin wychodzi ku tej rzeczywistości, podtrzymując w glinianym naczyniu serca płomień wiary. Stąd ta pedagogia nadziei i tęsknoty, gdzie „otchłań serca dąży ku otchłani Boga”(A. Silesius). Wyjście na obrzeża świata, aby odnaleźć schronienie i osiągnąć wewnętrzny spokój. Tylko w takim usposobieniu można cierpliwie wyglądać dnia jutrzenki. Zatem życie chrześcijanina jest czuwaniem i świętą tęsknotą; miłosnym wyczekiwaniem Oblubieńca przychodzącego do swej Oblubienicy- Kościoła. „Przeminą rzeczy widzialne i przyjdzie to, na co czekamy i co jest piękniejsze”( Cyryl Jerozolimski). Brak czujności sprawia, że jesteśmy zaspani i duchowo niezdolni do otwarcia naszego wnętrza na dar łaski. Rzeczywistość nas rozprasza i dokonuje inwazji na nasze zmysły. Krzyk świata próbuje zagłuszyć szept Boga nieustannie szukającego i wołającego Adama. Przypominają mi się słowa francuskiego filozofa i mistyka Gustawa Thibona: „Czujesz, że ci ciasno. Marzysz o ucieczce. Wystrzegaj się jednak miraży. Nie biegnij, by uciec, nie uciekaj od siebie; raczej drąż to ciasne miejsce, które zostało ci dane: znajdziesz tu Boga i wszystko. Bóg nie unosi się na twoim horyzoncie, ale śpi w głębi ciebie. Różność biegnie, a miłość drąży. Jeśli uciekniesz od siebie, twoje więzienie biec będzie z tobą i na wietrze towarzyszącym twojemu biegowi będzie się stawało coraz ciaśniejsze. Jeśli zgłębisz się w sobie, rozszerzy się ono w raj”. W czasie Adwentu wkraczamy po raz kolejny w Chrystusowe misterium. Święty Jan Chryzostom w swojej homilii wskazywał chrześcijanom istotę czuwania i modlitwy: „Niech twój dom będzie kościołem; wstań w środku nocy. W nocy dusza jest czystsza, lżejsza. Zachwycaj się swoim Mistrzem. Jeśli masz dzieci obudź je i niech przyłączą się do ciebie we wspólnej modlitwie.” Jest w tym świeżość myślenia i odczuwania, połączone z pragnieniem wewnętrznej odnowy. Nadejście Królestwa jest ciągle nową i zstępującą rzeczywistością, przenikającą i rozszerzającą od wewnątrz granice naszego świata. „Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli”(Rz 13, 11). Pan jest blisko ! Nasłuchujemy Jego kroków z oddali; wyostrzamy zmysły; szukamy przestrzeni ciszy, aby w anamnezie liturgii Żyjący, objawił się w całej pełni. „W owym bezpośrednim spotkaniu z Tym, który nadchodzi, człowiek staje się ostatecznie taki, w jakiego przemienia go Boska wieczność”- pisał P. Evdokimov. Niech każdy dzień tego wyjątkowego czasu, przemienia w nas pośpiech w zatrzymanie, niecierpliwość w tęsknotę, smutek w radość, zwątpienie w wiarę- zdolną uchwycić pejzaż wieczności.

piątek, 26 listopada 2021

Historia dziejąca się na naszych oczach jest napęczniała od cichej i zabierającej beztrosko ludzkie istnienia śmierci. Pobrzmiewa tu z oddali pesymistyczny to Schopenhauera: „…wszystko powołane do życia skazane zostało na niezawinione cierpienie.” Pandemia z licznymi mutacjami stygmatyzuje egzystencję wielu społeczności, rozkruszając różnorakie wentyle bezpieczeństwa. Na najbardziej realistyczne scenariusze kładzie się cień jałowych spekulacji i mało optymistycznych diagnoz. Media karmią masy pustymi złudzeniami, brnąc w kanałach kłamstw i mglistych obietnic, doprowadzając do jeszcze większych rozdarć. Joseph de Maistre twierdził, że „człowieka wzmacnia to, co go krępuje.” Czasami czuję się, aż nazbyt skrępowanym tym stanem rzeczy; po ludzku przelewa się we mnie fala rozgoryczenia i wewnętrznego buntu wobec tak dynamicznej rzeczywistości. Skarżę się i szukam pocieszenia w wierze. „Drżenie jest w tym, co w człowieku najlepsze”- mówił Goethe. Świat stał się wielkim szpitalem czekającym na przyjście Boga. Cóż znaczy kruchość życia, jeśli nie towarzyszy człowiekowi perspektywa wieczności ? Cząstka tego ukrytego za zasłoną świata przedziera się podświadomie i próbuje odwrócić uwagę od ciężaru ziemi- ciężaru codziennych trosk. Adwent jest wyjściem na spotkanie wieczności. Przekroczeniem progu niepoznania i odnowieniem świadomości eschatologicznej. Poczuć w sobie drżenie nieśmiertelności, powiew Ducha ożywiający dolinę martwych kości i przemieniający fetor śmierci w cudowny zapach Raju. Jaką trzeba mieć pojemną wyobraźnię, aby ogarnąć wolny od balastu cierpień świat Boga ? Coincidentia oppositorum, czyli tajemnica całości, wyrażona w sakramentalnych aktach Kościoła i tęsknocie przeistoczonej w modlitwę pragnienia. Jakże ponadczasowe zdają się intuicje Bierdiajewa: „Doświadczenie cierpienia prowadzi do religii, ale doświadczenie religijne to już przezwyciężenie cierpienia… Cierpienie nie jest tym, co w świecie najpiękniejsze, albowiem jeszcze piękniejsza będzie twórcza szczęśliwość.” Owo „dziś” Boga żywego, w które człowiek może wejść bez paraliżującego lęku. Jego Pascha staje się wydarzeniem, które przenika czas i przestrzeń. Jakże podrywają mnie słowa starożytnej Homilii paschalnej: „Oto błyszczą święte promienie Chrystusowej światłości…; głęboka i ciemna noc pochłonięta została przez światło, mglista ciemność utonęła w światłości, a ponury cień śmierci sam został przesłonięty cieniem. Życie rozszerzyło się na wszystkie istoty i wszystkie byty napełniły się wszechogarniającym światłem…”

wtorek, 23 listopada 2021

Wśród zgiełku i szaleństw naszej pandemicznej egzystencji, pozostaje margines na twórczy namysł nad drobnymi promykami szczęścia, które przynosi nam wiara. „Tak, życie to rzecz trudna !- czytam u Dostojewskiego- Są w nim chwile, które należy przeżyć w sposób właściwy,
a to jest o wiele ważniejsze niż spóźnienie na spotkanie.” Tak bardzo się śpieszymy i boimy w swojej paraliżującej bezczynności. Pytam za Andre Gide: „Czy ocalenie zależy od usunięcia się w cień ?” Wielu ludzi z powodu namacalności choroby i śmierci, utraciło zdolność do uśmiechu i zdumień pozwalających się wzbijać powyżej trapiącego ich bólu; zwątpienia i podszytego wyrzutem pytania: Dlaczego ? Pośród piętrzących się zewsząd pytań, każdego dnia słońce ukazuje nam przyjście, paruzję, wzejście blasku światła wiekuistego- o czym z taką intensywnością przekonuje nas liturgia. Adwent ze swoją barwną teologią, roztacza w umysłach dzieci Kościoła pełne nadziei przesłanie: Natale solis invicti – Chrystus jest naszym duchowym słońcem ku któremu z tęsknotą spoglądamy. Światło prawdziwe i intensywniejsze niż słońca które zagarniają nasz mętny i rozproszony wzrok. „Obleczenie w słońce można rozumieć jako nadzieję zmartwychwstania”- pisał w Objaśnieniu Apokalipsy Cezary z Arles. Miejsce wschodów i kraina przemienienia w której konglomerat ludzkich obaw zostaje rozświetlony mocą Wcielenia, Zmartwychwstania i Paruzji. Brzmią mi w uszach słowa świętego Pawła: „Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień”(Rz 13,11). Adwent to przebudzenie, aby nie przegapić świtu. Pomimo rozterek otaczającej nas egzystencji, uobecnia się Jego zbawienie i światło epifanii: „Jesteś pełen światła- potężniejszy niż góry odwieczne. Na widok tego wszyscy głupcy wpadają w zamęt”(Ps 76,5).

niedziela, 21 listopada 2021

W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: «Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie». Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Dla Niego prostujcie ścieżki! (Mt 3,1-3). Z pustyni- miejsca z miejsca naznaczonego tremendum et fascinans rozbrzmiewa tektoniczne przesłanie, że „Bóg jest oszałamiająco bogatą rzeczywistością”(F. Hügel). Na ziemi błogosławieństwa i przekleństwa rezonuje nawoływanie Anioła Pustyni, jakim jest święty Jan Chrzciciel. Intrygujący mężczyzna, pierwowzór pustelnika i ulubiony bohater sztuki, która tak chętnie próbowała unaocznić jego pełne szaleństwa i bezkompromisowości życie. Szelest jego skrzydeł przenika karawanę czasu i zaprasza do wyjścia ku Źródłu. Jego katecheza wstrząsa ludzką obojętnością, wycofaniem i zatrzymaniem się w świecie pozorów, ponieważ z niewiarygodną siła przyciągania nakreśla obraz Boga ukrytego i nadchodzącego: „Boga najczulszych spotkań i Boga, który doświadcza ukrzyżowaną samotnością”(A. Pronzato). Miejsce odludne staje się gościnne dla grzeszników których wiedzie nadzieja na odkupienie win i szansa na przemianę własnego życia. Istnieją jakże budujące świadectwa starożytnych mnichów, mówiące o tym jak dzięki modlitwie, pustynia stawała się miejscem zstępującej strugi światła. „Boska Światłość jest darem przeżycia mistycznego. Jest widzialnym znamieniem boskości, mocami, przez które Bóg się udziela i objawia tym, którzy oczyścili swe serca”(W. Łosski). Przemienienie i tęsknota- dwa słowa klucze stojące u początki adwentowej drogi łaski. Pandemia naznaczyła człowieka „stygmatem izolacji,” zaś liturgiczne oczekiwanie Kościoła, staje się błogosławioną samotnością pośród zgiełku świata. Dopóki człowiek nie osiągnie wewnętrznego pokoju, to będzie smagany piaskiem i wiatrem pustyni. Miał rację święty Hieronim: „Pustynia miłuje ludzi nagich.” Być ogołoconym ze wszystkiego i gotowym na zwiastowanie jak Maryja w zaciszu nazaretańskiego domu. Trzeba przyłożyć ucho „do ziemi, by móc usłyszeć szmer ukrytych źródeł i niewidocznego kiełkowania”(J. Maritain). Dopiero wtedy pustynia otworzy swoje spękane szczeliny i stanie się krainą pragnienia; oazą kroczących po śladach Zbawiciela. „Nadejdzie znów świat i światło dzienne. Słoneczne ciepło jak krew zacznie krążyć w ciałach. Nawet przymykając oczy, będziecie wiedzieli, że was zamieszkało…”(A. Exupery). Potrzebujemy światła które wschodzi na horyzoncie pustyni. Pan, którego zwiastuje Prorok w wielbłądziej skórze, przychodzi z mocą życia, aby otworzyć nasze zaryglowane od środka twierdze i uczynić wszystko nowym. Człowiek ma stać się, jak powie Claudel „nową świątynią, której lamp nie zgasi, ni diamentowych sklepień nie rozdzieli gniew szatana.”