środa, 14 października 2026

 

Dzień nauczyciela. Ckliwe akademie, deklamacje i życzenia, słodkie praliny i kwiaty zaciśnięte w dłoniach, życzliwa i pełna ciepła wymiana spojrzeń, humorystyczne miniatury teatralne z podprogowym przekazem o wymarzonym nauczycielu rezygnującym z miernika ocen, zaprzyjaźnionym mentorem - z jednym lub kilkoma dyplomami w kieszeni. W mojej szkole uczniowie przygotowali krótką scenkę o rzeczywistościach których nie ma zapisanych w podstawie programowej, a które to najsilniej wpływają na mniej lub bardziej udany proces edukacyjny. Czas to materia której ciągle brakuje, a szczególnie kiedy waży się być czy też nie ucznia walczącego o satysfakcjonującą ocenę. Dryfowanie przez ocean wiedzy, zawsze wiąże się nieuchronnością przeciekającego przez szczeliny czasu i poddanej licznym próbom cierpliwości. Powraca do mnie ze zdwojoną siłą intuicja Heideggera: „Najbardziej poważne w naszym niepewnym czasie jest to, że jeszcze nie myślimy.” Tegoroczne nagrody przyznawane przez organ prowadzący dla najbardziej aktywnych, twórczo zapracowanych i skutecznych pedagogicznie nauczycieli, potrafiły rozbawić młodzież do rozpuku. Paradoksalna i małostkowa logika wyróżnienia, oparta na subiektywnej ocenie rzeczywistości i partykularnym układom zwalczających się sił. Przyglądam się temu i czuję się jak tytułowy bohater filmu Lopushanskiego Zwiedzający muzeum który przechodzi przez świat dotknięty znamieniem katastrofy, otoczony zbiorowością istot o zatartych zdolnościach władz umysłu. Młodzi doskonale czują, który belfer jest w ich przekonaniu przewodnikiem, mistrzem a czasami powiernikiem ich skrytych głęboko tajemnic, tak iż można go uznać za kogoś naprawdę bliskiego, godnego zaufania i szacunku – człowieka o przenikliwej inteligencji i wrażliwości serca. Nauczyciel to nie tylko profesja, lepiej lub gorzej wykonywana. To przede wszystkim droga powołania, ponieważ jest to praca z najdelikatniejszą cząstką społeczności w jej fundamentalnym rozwoju ludzkim i intelektualnym. Pierwszymi wychowawcami i nauczycielami są rodzice, a później część tego ciężaru przejmuje instytucja szkoły na której tkankę składają się indywidualności z charyzmą lub przeciętnością, pozostawiając na całe życie ślad i wspomnienie o tych, którzy nas zaopatrzyli w odpowiednie narzędzia i mądrość, aby wejść dorośle w życie i go nie przegrać. Posmak obecności i utrwalone w pamięci nazwiska którym zawdzięcza się znacznie więcej niż pasję do nauki, stawiania pytań, czy opieraniu się kaprysom losu. To moja polonistka z liceum, zaszczepiła we mnie pasję czytania i analizowania, ciekawości rzeczywistością pod której powierzchnią biją czekające odkrycia źródła. Pedagogia nadziei w której prymat pragnienia i trzeźwej oceny rzeczywistości bierze górę nad pokusą posiadania, zgubnym materializmem i targowiskiem próżności którą podsyca ochoczo Internet. Zwykłem zawsze powtarzać studentom i uczniom, że wiedza to największy skarb którego nikt wam nie odbierze i która zawsze was będzie sytuować w ekstraklasie tych, którzy są interesujący i przy których nikt się nie zanudzi na śmierć. Dzięki wiedzy można żyć w głębszych warstwach swojej osoby, widząc i oceniając świat o dwa kroki do przodu; a to może zapobiec katastrofom. Jak powie Hamvas: „Pozwolić działać umysłowi, nie zamykając się w rozwiązaniach, przeciwnie, otwierając drzwi i okna, by zapewnić swobodę ruchu i świeży dopływ powietrza.” Nauczyciel to rzeźbiarz ludzkiej inteligencji, świadek swojej epoki i łącznik z przeszłością z której można wydobyć najcenniejsze perły, aby zabłyszczały w niewinnych oczach śmiałków, którym się jeszcze chce zdobywać kolejne szczyty i rozczytywać zadania na marginaliach podręczników. Autorytet który się nie narzuca nie stwarzając przymusu, a jednocześnie przyciąga – zaskarbiając sobie szacunek i uznanie. W tym miejscu mojej nieudolnie wykreślonej refleksji pragnę podziękować z całego serca moim uczniom. Dziękuję za życzliwość i przyjaźń, szczerą i pełną ciekawości poznawczej uwagę, stawiane pytania i przemyślenia, której sprawiają że wraz z wami ciągle jestem uczniem w tym gaju, gdzie w konarach rozłożystych drzew – rozwieszone są owoce mądrości po które niecierpliwie sięgam. Przy Was jestem młody i ciągle ciekawy świata, gotowy na wędrówki ku nieodkrytym jeszcze horyzontom miejsc i ujmujących bez reszty umysł poruszeń.

niedziela, 11 października 2026

 

Pewnego razu - gdy tłum cisnął się do Niego aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret - zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy… Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!»… (Łk 5,1-11).

Osada rybacka w Kafarnaum – w tłumaczeniu Jego miasto. Sady owocowe, palmy i winnice okalały ten akwen. Grzbiety porośnięte były krzewami mirtu i winnicami. Wschód słońca na horyzoncie rozmalował poświatę barw na której pozostał ślad przecierających wodną drogę łodzi. Jezioro potrafi odurzyć jak wino i przyprawić o zawrót głowy, pomimo uwierającej ciało bezsenności. Jest poranek po rozwleczonej i bezpłodnej nocy. Delikatne muśnięcia wody w kadłuby wysłużonych już łodzi. Trzeszczenie i drobne pęknięcia, trzepotanie zwijanych żagli i kaprysy natury od której zależy obfitość lub niedostatek szczęścia. Zrezygnowanie i zmęczenie na twarzach mężczyzn których sieci świecą pustką. „Nic cię nie przymusza, żebyś czuł się posłany. Umiesz jednak czytać. Chwile wolne od drżenia”- pisał poetycko Guillevic. Na brzegu kotłują się ludzie czekający na świeże ryby, a w domu rodzina oczekująca na godny zarobek i zakupienie chleba. Płukanie sieci to rytuał rybaków, porównywalny do charakterystycznego tańca i strzepywania mąki z dłoni piekarzy. Ręce spracowane i poranione, choć przynoszące błogosławieństwo i uśmiech Boga. Tradycję tworzy wielopokoleniowa powtarzalność czynności w które zakorzenieni są mężczyźni parający się jedną z najbiedniejszych profesji starożytnego świata. Szymon wyprostowany jak maszt, dostrzega stojącego na wybrzeżu Jezusa. Wrzawa ludzi jest jedynie sztafażem do tego, co dzieje się w duszy przyszłego apostoła i męczennika. „Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci” – to początek zdumienia, które zawładnie duszami prostych galilejskich rybaków i przyszłych świadków Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Pana. Ono się rozleje na świat i poderwie innych kiedy z Wieczernika rozleje się Ogień. „Nie bój się. Odtąd ludzi będziesz łowił.” Obfity połów i wyruszenie w przygodę wiary. „Nowina o Królestwie Bożym rozległa się po raz pierwszy nie w zadymionych, dusznych metropoliach, ale nad brzegiem lazurowego jeziora, pośród zielonych gajów i wzgórz, przypominając, ze piękno ziemi jest odbiciem wiecznego piękna Nieba”(A. Mień). Obok tej przejmującej historii jestem ja i mój brzeg. Przypływ i odpływ myśli; szamotanina ucznia który każdego dnia pomimo ułomności i upadków słyszy: Duc in altum !

wtorek, 6 października 2026

 

Lubię powroty do sztuki średniowiecznej w której materia drży i ugina się pod naporem łaski. Duchowość ludzi wykarmionych mądrością Biblii, patrystyką i antyczną filozofią której odzwierciedleniem są imponujące rzeźby sztuki gotyckiej. Jesteśmy grudą ziemi którą kształtują dłonie Obecności – taka myśl kotłuje mi się w głowie – kiedy z rozrzewnieniem wspominam kamienne cuda katedry w Chartres. Ta imponująca wirtuozeria form z których najbardziej zapada w pamięć przedstawienie Boga stwarzającego Adama. Przedwieczny rzeźbił istotę ludzką, patrząc w swojej mądrości na niebiańskie człowieczeństwo Chrystusa. Przeniósł najdoskonalszy obraz – Ikonę na stworzenie które ostatecznie stało się kapryśne i samowolne. Lech Kalinowski redefiniuje tradycyjną egzegezę biblijnego tekstu: „„Artysta z Chartres rezygnuje z dosłowności Księgi Rodzaju. Bóg nie 'lepi' człowieka z prochu ziemi w sposób rzemieślniczy. Jego gest jest pełen intelektualnej kontemplacji i czułości; to raczej dotknięcie budzące duszę, przeniesienie idealnego archetypu z boskiego intelektu w ziemską rzeczywistość.” Gruda ziemi może zdradzić i odsłonić tajemnicę miłości. Adam jest piękny i dziewiczo poddany dłoniom które perfekcyjnie dopracowują każdy detal. „Człowiek jest ludzkim obliczem Boga”(św. Grzegorz z Nyssy). To podobieństwo jest zaskakujące i zobowiązujące, stając się zagadką wolności. „Mogę uciec przed Tobą tylko w Tobie”- wyzna pewien poeta. Ludzki smutek może pokrzepić pragnienie położenia głowy na kolanach Stwórcy.

niedziela, 4 października 2026

 

Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je (Mk 8,34-36).

W świecie dotkniętym ignorancją, który tak intensywnie upodobał sobie grzech i rozsmakowuje się nim, wznosi się ostatni już znak sprzeciwu i opamiętania, którego przecięte belki – przeszywają najbardziej zamrożoną otchłań duszy i karłowatość ludzkich wyborów. Krzyż brama zbawienia ! Nie ma chrześcijaństwa bez krzyża. Nie ma świata bez krzyża na którym Bóg stanął po stronie człowieka i odpowiedział najbardziej radykalnym aktem miłości. „Tylko ten, kto dojrzał w poniżonym i pokonanym, w postaci sługi, w ukrzyżowanym – Króla i Boga, ten włącza się w tajemnicę zbawienia”(M. Bierdiajew). To nic innego jak skandal druzgoczący posadami sumienia; szaleństwo odbierające władzę rozplenionemu złu i negacji. „Wierzący musi ciągle abstrahować od rzeczy tego świata, brać rzeczy tego świata w nawias zapomnienia, aby myśleć o Bogu, który jest ponad ludzkim zrozumieniem”(D. Staniloae). Inteligencja mistyczna i realizm szeroko otwartych oczu skierowanych na Bogu ogołoconym i zwycięskim zarazem. Krzyż twardy, chropowaty i uwierający, wrzynający się w ciało tych, którzy odkryli duchowy sens - filozofię cierpienia i łaski – potrafiąc się zaprzeć samych siebie i umierać, aby stać istotą zmartwychwstałą. Krzyż odciśnięty na sercu, umyśle, ustach i dłoniach błogosławiących wszystko i wszystkich w nadmiarze. Krzyż znak odkupionego człowieka ! Przyoblec się w upokorzonego Chrystusa, aby następnie wraz z Nim przejść ponad przepaściami lęku, odrzucenia, wyszydzenia i zdeptania. To hiobowe doświadczenie wynosi ku światłu Paschy i radości dziecka karmiącego się pierwszym promieniem wiosny. „Bóg ukrzyżowany bierze na Siebie całe nasze niewolnictwo, bierze na siebie śmierć – w całej jej duchowej głębi: śmierć jako piekło, jako nieobecność Boga, nieobecność miłości „zapłatę za grzech,” zapłatę za rozdzielenie, za nienawiść, zbrodnię i samobójstwo” – pisał O. Clement. Głębia tej katechezy dotyka sumienia i świadomości, podrywa uczniów do naśladowania i miłości Krzyża.

środa, 30 września 2026

 

Człowiek myśli bo ma ręce. Sztuka nie istnieje bez dotyku. Muśnięcie dłoni, dukt pędzla czy dłuta, batuta w dłoni dyrygenta, pióro pisarza, zdają się czasami bardziej składne i przekonujące niż wypowiadane w zadyszce słowa, którymi się tka od tak banalną codzienność. Amiel w swoim dzienniku zanotował intrygujące słowa: „Możesz polegać tylko na tym, co trzymasz w dłoni.” Dłonie to narzędzie sztuki w akcie wyłaniania i stawania się form. Archai to pierwszy ślad odciśniętej dłoni na ścianie prehistorycznej jaskini – linii papilarnych bezimiennego, kto nie zdołał sklecić słów – a już tworzył, przekraczając determinizmy ślepego losu i śmierci. Wyrytowany na kawałku kości ornament staje się sekretem, a nawet ukrytą wiadomością z przeszłości o której nie sposób zbyt wiele powiedzieć. Dłonie gestykulujące w powietrzu i tańczące na wietrze w tak muzyki która wydobywa się w z ukrytych źródeł życia. Ręka prawa bądź lewa służebnie wykonujące podszepty umysłu i wyuczone od dziecka schematy, a najczęściej porywy serca do którego tembru przyłącza się ekspresyjnie ciało w tych odrostach cielesności. Srebrny palec przemierzający drogę świętego tekstu Tory – sacrum pod powierzchnią słów Boga. „Dotyk wypełnia naturę tajemniczymi siłami. Bez niego pozostało jak urocze krajobrazy ciemni – jasne, płaskie i chimeryczne” – pisał w Życiu form Focillon. Ręce rzeźbiarza rozkruszają grudy gliny, ścierają na ostrości i porowatości kamienia, mocują z twardością materii którą muszą oswoić i ujarzmić. Odrętwiałe od bólu i zaschniętej krwi na koniuszkach palców, rejestrują każde włókno, czy szczelinę marmuru przez które przechodzi żywioł uobecnienia się i światła kruszącego ciemność niebytu: „…każde miejsce tego głazu widzi cię. Musisz twoje życie zmienić”(R.M. Rilke). Ręce malarza są zgoła inne, przebarwione i eteryczne, jakby uszlachetnione barwami których drobiny pozostają niczym mikroskopijny ornament na skórze, która też jest czymś na kształt pergaminu czy płótna naciągniętego na kościec i mięśnie. Zaschnięty atrament na powierzchni, gdzie linie przecinają się lub biegną równolegle, wieszcząc zdaniem cygańskich wieszczek – mniej, a może bardziej szczęśliwe życie; o długości nie wspominając. „O pióro ! Tyś mi żagle anielskiego skrzydła…”(C. Norwid). Dłonie artystów nawiedzają moje życie, ich szelest i ruch opowiada o kolejnym powziętym i ponawianym nie bez oporów akcie tworzenia. Dłonie Verdiego piszącego partyturę Traviaty, czy Vivaldiego kreślącego Cztery pory roku, oddając tragizm i euforie w tak rozpoznawalnym przez ogół brzmieniu muzyki. Obawiam się widoku palców odciśniętych i zdeformowanych od wystukiwanej mechanicznie klawiatury telefonu, czy komputera. To takt niewolniczy, odbierający dotykowi coś na kształt poruszenia czy ekstazy. Jednym z najlepszych sposobów poznania kogoś jest przypatrzenie się dłoniom, ich fakturze, pracowitości i zdolności do czułego przybliżenia. Dotyk zakochanego Apolla dłuta Berniniego, próbującego przyciągnąć do siebie drżące i wystraszone ciało Dafne. Igraszka miłości wystawionej na odtrącenie oddania i utratę zespolenia dusz. Gest wyciągniętej dłoni Stwórcy ze sklepienia Sykstyny, powołujący proch to znaczy Adama do życia. Artysta w atelier z dłonią na kształt menory. Taniec młodzieńczych ciał spowitych błękitem z obrazów Chagalla, pobudzonych drganiem skocznych dźwięków które wygrywa skrzypek na dachu – przekraczając irytującą umysł melancholię istnienia i zakrzep dramatycznej historii XX wieku.  Chrystus wyłaniający się z ikonopu, kreślący milcząco znak krzyża. Miłosierna dłoń Obecności, dająca schronienie zagubionej i dotkniętej cierpieniem ludzkości.

niedziela, 27 września 2026

 

Zbaw, Panie, lud Twój i pobłogosław dziedzictwo Twoje, zwycięstwem prawowiernych nad przeciwnikami obdarzaj i przez Krzyż Twój ochraniaj społeczność Twoją (Troparion). W krajobrazy naszych małych ojczyźnianych krain, wpisuje się geometryczny motyw krzyża. Pomimo programowo i ideologicznie uskutecznianego obrzydzania chrześcijaństwa, znak odkupionego człowieka – nieprzerwanie i milcząco przemawia do sumień, prowokując umysł do głębokiego namysłu nad rozerwanymi włóknami świata. Być może minęła era w której wznoszono imponujące stylistycznie katedry, ale najważniejsze ich zwieńczenie, niczym zwornik spina ludzkie pokolenia zanurzone w strumieniu czasu. „Zapominający Boga, lecz stale, zazdrośnie, żądny ubóstwienia, człowiek chciałby zawładnąć ziemią. Przejrzystość rzeczy zmienia w zwierciadło Narcyza” (O. Clement). Nasza epoka zakochana w świeckości i kulcie „złotego cielca,” napotyka niemy znak sprzeciwu który przekierowuje strumień myśli ku sprawom ważkim – szybującym ponad przeciętnością i banalnością egzystencji; ku transcendencji której głód jest ciągle nienasycony. Krzyż „kosmiczny znak wyciśnięty na niebie i na ziemi”(św. Grzegorz z Nyssy), odciśnięty niezmywalnie i nieusuwalnie na duszy chrześcijanina, wpisany w genotyp świata wychylonego ociężale ku wieczności. Historia świata naznaczona jest dialektyką Krzyża na którym nagie Ciało Baranka promieniuje mocą zwycięstwa nad śmiercią. „Przyjrzyjcie się całemu światu, czy mógłby zaistnieć bez krzyża !” – woła męczennik starożytnego Kościoła św. Justyn. Krzyże noszące Ukrzyżowanego, trony na których Wojownik ugodzony w boju odpoczywa po męce, wypowiadając testament swojej miłości. Materialnie sękaty, wygładzony, doszlifowany do perfekcji, dźwigający na sobie śpiącego, nagiego, upokorzonego, zmasakrowanego, czy przebóstwionego i zmartwychwstałego Bogaczłowieka. To wyobrażenie się zmienia, podłóg tradycji która będzie eksponowała odmienny akcent, czy emocjonalny ładunek, wyrastający z autentycznie i zupełnie indywidualnie lub wspólnotowo przeżywanej mistyki chwili. Wierzący w  Święto Podwyższenia Krzyża, powraca do fundamentalnego pytania które szamotało umysłami poprzednich pokoleń: Czy Bóg mógłby zbawić świat inaczej i nie poprzez krzyż ? Z pomocą przychodzi mądrość i błyskotliwość świętego Augustyna: „Mógł, ale gdyby tego dokonał, i tak nie zadowoliłoby to ludzkiej ignorancji.” Bułgakow twierdził, że religia bez świadectwa staje się martwa i w konfrontacji z piętrzącymi się wyzwaniami kapituluje. Jakże ważną w tym punkcie wydaje się intuicja rosyjskiego myśliciela jakim był Buchariew, który widział w Chrystusie „Baranka Bożego, który w pełni poniósł na sobie winę wszystkich błędów naszych myśli…” Jednym słowem, odkupił tragizm naszego błędnego przekonania i pychy umysłu. Samouniżenie Boskiego Piękna i Miłości – rozpostartego na ramionach drzewa jest źródłem zbawczej wolności. W kontekście tych przemyśleń rozumiem to, co próbowała wyrazić Simone Weil: „Jesteśmy ukrzyżowaniem Boga.”

czwartek, 24 września 2026

 

Czasami kroki czasu się zatrzymują i wtedy zapada cisza, czasem straszna… Każdy dzień to pewnego rodzaju gra miedzy beztroską a niepokojem wobec nieprzewidzianych kaprysów jutra. „Nie chodzi o to, żeby przewidywać przyszłość, ale żeby ją tworzyć”( Denis de Rougemont). Człowiek targuje się z Bogiem o odrobinę świętego spokoju i poczucie stabilizacji – towaru luksusowego – reglamentowanego dla tych, których nie niosą plecy wpływowych olbrzymów. Świat bez gwarancji bezpieczeństwa, zawieszony na nadwyrężonej gałęzi którą napręża grawitacja kłamstwa i przemocy. Jakże wielu ludzi nie ma odwagi być sobą. Czekają na instrukcję obsługi życia i klucze do wyjść ewakuacyjnych. Lęk przed wejściem w śmierć z otwartymi oczami ! Spóźnienie dociera do nas bolesna informacja, że wojna za naszą wschodnią granicą nie skończy się za szybko, a nawet przybiera coraz bardziej dramatyczne oblicze, rozszerzając w źrenicy oka pole śmiercionośnego rażenia. Jak coś się zacznie dziać to uciekaj do schronu którego nie ma, słyszymy podprogowe komunikaty w mediach. Ponieważ instrukcja obsługi na wypadek wojny, nie przewidziała braku miejsca schronienia, gdzie należy przeczekać preludium dramatu – rozsiąść się w fotelu i wyczekiwać rozbłysku. Politycy z szyderczym uśmiechem informują opinię publiczną, że na wypadek zagrożenia mają przygotowany plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami – od takimi jak na wakacyjny biwak. Z nieprzejrzystego cienia wychodzi zło, skrzętnie pudrowane i  kamuflowane,  przebudzając stan paniki i bezradności. W życiu każdej istoty nadchodzi dzień, kiedy trzeba wyruszyć w podróż z której się już nie wraca. Cywilizacja rozdrażnionych i neuropatycznych wędrowców których oko – niczym Cyklopa – fiksuje wszystko w samozachowawczym i gorączkowym pędzie chwili. Dusze wrażliwców inaczej przeżywają kaprysy historii, jej powtórzeń, tąpnięć, niespodziewanych zwrotów akcji. „Niebezpieczeństwo kryje się w uleganiu podszeptom pychy prowadzącej człowieka do tego, że sam siebie chce uczynić Bogiem”- twierdził nieprzedawnienie Blondel. Kiedy byt kruchy i przygodny uwierzy w to, że jest kimś na kształt nadczłowieka, to wtedy z wielką łatwością wyciągnie zawleczkę lub detonuje ładunek w tłumie uśmiechniętych i niczego nieświadomych przechodniów. Niegdyś Baudelaire zapytany o miejsce, gdzie pragnąłby żyć, odparł: „Gdziekolwiek, gdziekolwiek… byle tylko poza światem !” Pragnienie opuszczenia miejsca i wydostania się poza siebie, trapi wielu współczesnych ludzi refleksyjnie i zaangażowanie obserwujących antagonizmy politycznej gry miedzy przepychającymi się mocarstwami. „To świat finansów ze swoją Świątynią – pisał Evdokimov – Giełdą i jej żądnymi luksusu westalkami, polityczny świat ambicji i chciwości, zbiorowej neurozy, szalonych namiętności i wypaczonego erosa. Świat chwiejący się nad przepaścią, bez żadnej stabilności, utkany z mgieł i zaludniony widmami, który w każdej chwili grozi tym, że zniknie tak, rozwiewa się dym i topnieje w ogniu wosk.” Potrafią to dostrzec ci, którzy wyłączyli telewizory i wygasili poczytne strony internetowe, przecierając oczy nad ogromem wszędobylskiej głupoty i kłamstwa. Pewien młody mnich przyszedł do zaprawionego w ascetycznym życiu pustelnika i zapytał: „Mistrzu, naucz mnie, jak ocalić moją duszę i zdobyć zbawienie.” Mądry starzec spoglądając na niego odparł: „Zanim cię nauczę, idź i usiądź u podnóża wzgórza które widzisz i policz ziarenka piasku. Jak to uczynisz to wróć.” Uczeń nigdy nie wrócił, piasek, drobiny kamieni, czy partykuły liści niesionych przez wiatr – zawsze znajdziemy coś wokół siebie, co zaspokaja naszą potrzebę nieskończoności.