wtorek, 1 września 2026

 

Początek września jest zawsze pełen obaw. Światło miesiąca w którym dogasa lato. Nadmiar wspomnień wieńczących beztroskę rozleniwionego w czasie urlopu. Naprzeciw tego szturmujące głowę myśli. Jak być mądrym w niemądrym świecie ? Jak widzieć będąc otoczonym ślepcami ? Jak słyszeć kiedy wszystko zdaje się być jazgotem, kakofonią, słowotokiem fraz rzucanych na wiatr ? W jaki sposób dokonać uników tam, gdzie pojawiają się chropowate słowa, marudne sformułowane pytania, fałszywo brzmiące dźwięki, czy trącące jakimś rodzajem zawiści spojrzenia ? Czas pochłania wszystko, trawiąc powoli i dyskretnie ludzkie sprawy którymi tak od niechcenia – ale z konieczności się obrasta w tłuszcz. Starłem kurz na półkach mojej opasłej biblioteczki. Przetarłem szybę okna z szacunku do brata słońce, który nie przysyła rachunku za energię. W końcu jak sądził Hugo: „Nauczyciel jest ogrodnikiem ludzkiej inteligencji.” Powinien dbać o swoje atelier i narzędzia którymi będzie się posługiwał. Książki są jak najlepsi przyjaciele o których się przypomina w momencie amnezji i intelektualnego bezdroża. Wierne i uszeregowane alfabetycznie i tematycznie. Alchemia słowa i magia budowania za ich pomocą cudownych miejsc które można dzięki wysiłkowi wyobraźni odwiedzić. Książki w twardej lub miękkiej obwolucie, ze złotą bordiurą, pożółkłe i ugryzione zębem przeszłości. Pozwalają przetrwać nawałnice zapracowania i znudzenia w deszczowe dni. Jednak zwleka się na mnie, moment tęsknoty za moimi uczniami. To jest inna forma kontaktu, której pasmem transmisyjnym jest świeżość młodych umysłów, czekających na wybudzenie, ów prometejski i wykradziony wprost z tygla wiedzy żar. Pozwolić mu wybuchnąć jak gejzerowi. Młodość charakteryzuje się ciekawością, tak jak starość pewnością i doświadczeniem przemijania. To przepoczwarzenie larw w piękne motyle, oblepione brokatem kwiatowych pyłków. Prawdziwych mistrzów rozpoznaje się po takim rodzaju tęsknoty. Skoro mam siłę wstać z łóżka i wykonać kilka fizycznych wygibasów, to jeszcze mogę coś wywalczyć w przestrzeni wiedzy, którą można porównać do walki Tezeusza z Minotaurem lub mocowania biblijnego Jakuba z Aniołem. „Granice mego języka oznaczają granice mego świata”- twierdził Wittgenstein. Czasami przesuwam te granice lub otwieram ich bramy tak szeroko, aby młodzi mogli tam zajrzeć i przekonać się, iż istnieje inna rzeczywistość – którą jakże nachalnie przesłania ekran telefonu komórkowego, tabletu i Bóg wie jeszcze czego... Przestrzeń ciekawości i dyskursu, powabów pędzących ku lekturze szeleszczących  książek, czy poskramianych wzrokiem dzieł sztuki z którymi można się zaprzyjaźnić, czy poczynić milczący dialog. Myślenie samodzielne i postrzeganie, gra zmysłów na których opiera się sztuka wychowania człowieka dojrzałego i przysposobionego w chwytaniu idei. Mądrość demaskuje głupotę. Drogą wyboistą do niej jest lekko przeterminowana edukacja !  Szkoła – archaiczna instytucja -  służy nie tyle wychowaniu człowieka spolegliwego i przewidywalnego w swoim etosie rozlicznych kombinacji przyzwoitego zachowania, lecz kogoś kto szuka pytając, a nie mogąc znaleźć odpowiedzi z odwagą śmiałka, forsuje w impecie zaryglowane drzwi poznania. Ewangelicznie szukać aż się znajdzie i nie ustawać w powziętych zamiarach ! „Nie uczy się ludzi, jak być ludźmi, a uczy się ich wszystkiego innego; im zaś nigdy tyle nie zależy na reszcie, co na tym, aby być ludźmi”- wyzna mądry Pascal. Szkoła to nie targowisko próżności i czerwony pasek na świstku papieru, to wydobywanie człowieka z głębi jego ograniczeń, leków i niedowierzań w żywioł własnych możliwości i zasobności intelektu który bywa zakotwiczony  w bierności lub letargu. Rzeczywistość odczuwalna i upajająca tak mocno, iż umysł wariuje na podobieństwo szlachetnego odkrywcy nowego lądu. „Świat rozumiem tylko wtedy, gdy patrząc na cud jego istnienia, odczuwam drżenie”(B. Hamvas). Nie trzeba dokonać wielkich rzeczy. Wystarczy usiąść na skraju drogi lub wzgórza i chłonąć wiedzę z tej wielkiej biblioteki życia.