Lubię powroty do sztuki
średniowiecznej w której materia drży i ugina się pod naporem łaski. Duchowość
ludzi wykarmionych mądrością Biblii, patrystyką i antyczną filozofią której
odzwierciedleniem są imponujące rzeźby sztuki gotyckiej. Jesteśmy grudą ziemi
którą kształtują dłonie Obecności – taka myśl kotłuje mi się w głowie – kiedy z
rozrzewnieniem wspominam kamienne cuda katedry w Chartres. Ta imponująca
wirtuozeria form z których najbardziej zapada w pamięć przedstawienie Boga
stwarzającego Adama. Przedwieczny rzeźbił istotę ludzką, patrząc w swojej
mądrości na niebiańskie człowieczeństwo Chrystusa. Przeniósł najdoskonalszy
obraz – Ikonę na stworzenie które ostatecznie stało się kapryśne i samowolne. Lech
Kalinowski redefiniuje tradycyjną egzegezę biblijnego tekstu: „„Artysta z
Chartres rezygnuje z dosłowności Księgi Rodzaju. Bóg nie 'lepi' człowieka z
prochu ziemi w sposób rzemieślniczy. Jego gest jest pełen intelektualnej
kontemplacji i czułości; to raczej dotknięcie budzące duszę, przeniesienie
idealnego archetypu z boskiego intelektu w ziemską rzeczywistość.” Gruda ziemi
może zdradzić i odsłonić tajemnicę miłości. Adam jest piękny i dziewiczo
poddany dłoniom które perfekcyjnie dopracowują każdy detal. „Człowiek jest
ludzkim obliczem Boga”(św. Grzegorz z Nyssy). To podobieństwo jest zaskakujące
i zobowiązujące, stając się zagadką wolności. „Mogę uciec przed Tobą tylko w
Tobie”- wyzna pewien poeta. Ludzki smutek może pokrzepić pragnienie położenia głowy
na kolanach Stwórcy.
