wtorek, 6 października 2026

 

Lubię powroty do sztuki średniowiecznej w której materia drży i ugina się pod naporem łaski. Duchowość ludzi wykarmionych mądrością Biblii, patrystyką i antyczną filozofią której odzwierciedleniem są imponujące rzeźby sztuki gotyckiej. Jesteśmy grudą ziemi którą kształtują dłonie Obecności – taka myśl kotłuje mi się w głowie – kiedy z rozrzewnieniem wspominam kamienne cuda katedry w Chartres. Ta imponująca wirtuozeria form z których najbardziej zapada w pamięć przedstawienie Boga stwarzającego Adama. Przedwieczny rzeźbił istotę ludzką, patrząc w swojej mądrości na niebiańskie człowieczeństwo Chrystusa. Przeniósł najdoskonalszy obraz – Ikonę na stworzenie które ostatecznie stało się kapryśne i samowolne. Lech Kalinowski redefiniuje tradycyjną egzegezę biblijnego tekstu: „„Artysta z Chartres rezygnuje z dosłowności Księgi Rodzaju. Bóg nie 'lepi' człowieka z prochu ziemi w sposób rzemieślniczy. Jego gest jest pełen intelektualnej kontemplacji i czułości; to raczej dotknięcie budzące duszę, przeniesienie idealnego archetypu z boskiego intelektu w ziemską rzeczywistość.” Gruda ziemi może zdradzić i odsłonić tajemnicę miłości. Adam jest piękny i dziewiczo poddany dłoniom które perfekcyjnie dopracowują każdy detal. „Człowiek jest ludzkim obliczem Boga”(św. Grzegorz z Nyssy). To podobieństwo jest zaskakujące i zobowiązujące, stając się zagadką wolności. „Mogę uciec przed Tobą tylko w Tobie”- wyzna pewien poeta. Ludzki smutek może pokrzepić pragnienie położenia głowy na kolanach Stwórcy.