niedziela, 7 sierpnia 2016

Łk 12, 35-40
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie przyjść ma złodziej, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie».

Chrześcijaństwo zostaje zaproszone do postawy czujności i gotowości na przyjście Pana. Tylko nieustanna świadomość adwentu, stawia ludzi wierzących w perspektywie przyszłości, której centralnym momentem będzie Parousia- triumfująca obecność, przybycie i objawienie się Chrystusa- połączone z odnowieniem człowieka i świata (wyobrażam sobie to wydarzenie jako wielką iluminację oślepiającego światła). W jednym ze swoich listów św. Paweł napisał, że powinniśmy spieszyć się w życiu, albowiem czas jest zwodniczy (1Kor 7,29). „Wszystkie dni naszego życia przeżywamy tak, jak gdybyśmy w pośpiechu i niedbale przepisywali „na brudno” nasze dzieje, planując że, pewnego dnia przepiszemy ten „brudnopis” na czysto. Żyjemy tak z roku na rok, nie dokonując dokładnie i w pełni tego, czego możemy dokonać. Usprawiedliwiamy się, przy tym, że przyjdzie na to czas. Wmawiamy sobie: później coś jeszcze w tym życiu osiągnę; można będzie zrobić to później; któregoś dnia przepiszę to na czysto…” (A. Bloom). Widać w tych słowach potrzebę przeżywania swojego życia w perspektywie nadejścia Pana. Tak porządkować swoje życie, aby się później nie zdziwić i  nie zawstydzić; wiele chciałem uczynić- a wszystko to, okazało się słomianym zapałem. Obraz chrześcijanina z zapaloną lampą w dłoni i przepasanymi biodrami, wyraża błogosławione napięcie- wypełnione miłością Oblubienicy Kościoła do swojego Umiłowanego. Powinniśmy sobie nieustannie uświadamiać prawdę, iż żyjemy w eonie eschatologicznym, który odmierzany za pomocą naszych ziemskich zegarów przybliża nas ku aktualizacji Dnia Pańskiego, który dokonuje się „teraz”- przekraczając ową błogosławioną chwilę, poczuciem „opóźniania się”. Bóg przekracza nasz czas, dowodząc, że chwila Jego nadejścia, nie jest możliwa do uchwycenia i zaprognozowania. Czasami Bóg się spóźnia, aby sprawdzić czy potrafimy na Niego, cierpliwie czekać. Mamy czuwać i przeżywać życie w wierności Panu i pokornemu poddaniu się mądrości Ewangelii- która usuwa z serc poczucie lęku i objawia nadzieję zmartwychwstania i rozpościera wizję nowego świata. Tak rozumiana orientacja całego człowieka ku Chrystusowi, stanowi wyraz tęsknoty za światłością, której nie zasłoni żaden zachód (czyli działanie złych mocy). Chrystus zatem jawi się jako wiecznie wschodzące słońce drugiego stworzenia. Objaśniają to symboliczne przyodzianie w światłość, katechezy Ojców Kościoła. „Od kiedy wyszedłeś ze chrztu, przyoblekasz się w olśniewającą szatę. Jest ona znakiem tego świetlistego świata, rodzaju życia, w którym uczestniczysz dzięki symbolom. Kiedy rzeczywiście otrzymasz zmartwychwstanie i przyodziejesz się w nieśmiertelność i niezniszczalność, nie będziesz już potrzebował takich szat”. Święty Grzegorz z Nyssy, pisze o przyobleczeniu w Chrystusa, porzuceniu grzesznego człowieka, oraz duchowym przemienieniu- zajaśnieniu światłem: „Kto, widząc na nim szatę Pana błyszczącą jak słońce, tę, która Go okrywała czystością i nieskazitelnością wówczas, gdy wyszedł na górę Przemienienia, chciałby znów sięgać po łachmany pijaka i bezwstydnika ?” Chrześcijanin człowiek wiary, który pomimo zmieniających się struktur świata, nie przestaje  wołać: Marana Tha !

sobota, 6 sierpnia 2016


Łk 9,28b-36

Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy tamci weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. W chwili gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli.


Zawsze przeddzień Święta Przemienienia wystawiam przed ołtarzem w kaplicy ikonę ilustrującą to zdumiewające wydarzenie. Przemierzam wzrokiem każdy fragment tej ikonograficznej wizji, kontemplując kawałek po kawałku cud ukazania się Boga. Zakomponowanie postaci, ich hieratyczne rozmieszczenie, barwna kolorystyka z dominantą złota- symbolu transcendencji i boskiego splendoru. Wszystko zdaje się wirować, a spojrzenia zaskoczonych uczniów utkwione w Chrystusie, odzwierciedlają udział w najwspanialszym prezencie jaki kiedykolwiek otrzymali. To Święto Piękna, gdzie ogniskuje się najbardziej zaskakująca i przekraczająca ludzką wyobraźnie wizja świata. W tradycji arabskiej istnieje na opisanie tego święta, rymowane powiedzenie: „Święto Przemienienia zwie się koroną lata, a winogrona ozdobą”- jednym słowem celebracja życia i światłości; dzień kiedy chrześcijanie życzą sobie pomyślności i szczęścia. Przesłanie jest wyraźne: człowiek zostaje zaproszony do percypowania w Bożym pięknie. Mamy tu „kalkę” starotestamentalnych proroctw, zapowiadających nadejście Władcy i kondensację największej świętości- Teofanii. „Chwała Pana spoczywała na tej górze Synaj, i okrywał ja obłok przez sześć dni. W siódmym dniu Pan przywołał Mojżesza z pośrodku obłoku. A wygląda chwały Pana w oczach Izraelitów był jak ogień pożerający na szczycie góry” (Wj 24,15-16). W Nowym Testamencie dokonuje się przełamanie dystansu, przepaść pomiędzy człowiekiem a Bogiem zostaje odsunięta. Jak pisał Klemens Aleksandryjski: „Zbawiciel jest polifoniczny i politropiczny, działający na wiele sposobów dla zbawienia ludzi”. Bóg w Chrystusie, staje najbardziej bliski i "dotykalny" ludzkim zmysłom. Wprawdzie zmysły uginają się pod naporem boskiego oglądu, ale emanacja jest tak silna, że stawia człowieka w nieprawdopodobnej bliskości Chwały. Chrystus jest „Panem Chwały”. Przemienienie Chrystusa- bardzo często akcentujemy tylko ten jeden wymiar, w którym została uobecniona Jego Boskość. Jest jeszcze drugi wymiar świętowania i aspekt afirmatywny- przemienienie człowieka; osobiste doświadczenie obecności Boga i udział w przebóstwiającej impresji światła. Chrystus, który niczym emanujące żarem słońce, rozświetla twarze i dusze ludzkie. „Bóg, Ten, który zajaśniał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa”(2 Kor 4,6). Od tego momentu na obliczach ludzkich jaśnieje chwała przyobleczonego w światłość Boga-Przyjaciela człowieka. Piękna i olśniewająca postać Chrystusa- spowitego blaskiem „Dnia Nowego”, czyni z synów Adama- „dzieci światłości”- których przeznaczeniem jest jaśniejące światłem, święte miasto Jezruzalem. Od tego momentu, oczyma duszy człowiek może dostrzegać kontury utraconego Raju. To pragnienie wyrażają słowa najstarszej eucharystycznej anafory św. Jakuba Apostoła: „Daj nam odpoczynek w krainie żywych, w Twoim Królestwie…, gdzie jaśnieje światłość Twego oblicza”.

 

piątek, 5 sierpnia 2016

Mt 16, 24-28
Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego w królestwie swoim».

Dwa dni temu obiegły świat fotografie przedstawiające francuskiego księdza powalonego na ziemię i spiętego kajdankami, niczym przestępca. W tle grupa protestujących katolików, siłą i przy pomocy brutalnych- policyjnych środków wyrzucona z własnego kościoła. To wydarzenie pokazało, czym jest francuskie liberte. Gdyby ta sama sytuacja rozegrała się w którymś z paryskich meczetów, to połowa islamskiego świata wzięłaby sprawy w swoje ręce. Wszystkie władze, włącznie z najbardziej prestiżowymi mediami przepraszałyby urażonych i skompromitowanych wyznawców Allacha.  W Europie tak bardzo wielobarwnej kulturowo i religijnie, tylko chrześcijanie są najbardziej dyskryminowaną grupą- cierpliwie znoszącą obelgi- dźwigającą w postawie milczenia własny krzyż. Do dzisiaj rozlega się prześmiewczy śmiech środowisk  wrogich chrześcijaństwu, upatrując w religii Chrystusa- słabość, bezradność, bojaźliwość, brak reakcji na zadawane szyderstwa. Czy to nie jest krzyżowanie. Współuczestniczenie w Chrystusowych ranach zadawanych w sposób zaplanowany i perfidny… ? Szestow mówił, że „są pytania, których całe znaczenie polega na tym, że nie dopuszczają odpowiedzi, bo każda odpowiedź je zabija”. Pomimo wszystko na dnie tych krańcowych pytań, leży odpowiedź wiary- skonkretyzowana w aktach miłości.  Z drugiej strony, wszystkie spadające obelgi, prowokacje i akty agresji wymierzone w uczniów Chrystusa, w świetle Krzyża- stają się źródłem całkiem innej odwagi: pozbawionej chęci zemsty, odpłaty za zło, czy nienawiści. Krzyż jest źródłem siły, godności i niewiarygodnej odwagi nadstawiania drugiego policzka. „Nie daj Boże, aby się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” (Ga 6,14). „Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,19-20)- pisał św. Paweł. Tak sformułowane wyznanie transcenduje wrogie oblicze świata; kieruje spojrzenie ku Zwycięzcy, który wstąpił na krzyż niczym wojownik i odniósł zwycięstwo. Życie chrześcijanina jest drogą krzyża- nie doraźnego naśladownictwa, ale naśladowania- czyli bezkompromisowego opowiedzenia się po stronie triumfującej, ukrzyżowanej Miłości. Istotę tego naśladowania stanowi odwzorowanie w każdym Jego uczniu tajemnicy wyniszczenia, posuniętej nawet do granicy ekstremum. „Bóg nie każe nam iść żadną drogą, której by On sam nie przemierzył i na której by nie szedł przed nami” (D. Bonhoeffer). Być chrześcijaninem, to dźwigać krzyż. Naśladowanie !
 

czwartek, 4 sierpnia 2016


Gdy tylko uwierzyłem, że jest Bóg, zrozumiałem natychmiast, że nie mogę zrobić inaczej, jak tylko żyć wyłącznie dla Niego

bł. Karol de Foucauld

środa, 3 sierpnia 2016

Mt 15,21-28
Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”. Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi”. On jednak odparł: „Niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać psom”. A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”. Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz”. Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.
To jedna z najbardziej poruszających serce, scen w Ewangelii. Wołanie o miłosierdzie dla swojego dziecka- skowyt kobiety kananejskiej- tak doniosły, iż zatrzymuje Chrystusa w drodze. Zawodzenie kobiety, której dziecko znajduje się w dramatycznej sytuacji- targana przez demona. Wielokrotnie nakreślałem kontekst historyczny w którym należy odczytywać to wydarzenie. Żydzi „innych”- obcych- uważali za psy, gardzili nimi; stąd taka rezerwa w okazywaniu zainteresowania i świadczeniu jakiejkolwiek pomocy. Przypominają mi się w tym miejscu słowa Ryszarda Riedla: „Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy”. Chrystus pochyla się nad kobietą która się „skundliła”- zeszła na psy, dostrzega wielką wiarę w jej sercu. Okruchy miłości spadają ze stołu Boga i nasycają szczenięta żebrzące miłości. Człowiek dzisiejszy jest takim „zwierzęciem znajdującym się pomiędzy tym, co dzikie i cywilizowane”- siedzący na progu i czekający, aby ktoś go oswoił, przygarnął. Chrystus dostrzega w naszych wnętrzach ogromne pokłady dobra, tylko my sami podwijamy ogon i uciekamy przed siebie. Pozwól Bogu się oswoić. W ikonografii wielki rozwścieczony pies symbolizuje niewiarę, podczas gdy spokojnie leżący mały piesek oznacza wierne Bogu stworzenie.
 

wtorek, 2 sierpnia 2016

Mt 14,22-36
Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Wtedy Jezus odezwał się do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. Na to odpowiedział Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. A On rzekł: „Przyjdź”. Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.
Wiara oznacza ryzyko opuszczenia wygodnego i bezpiecznego miejsca. Boimy się czasami własnego cienia, a co dopiero żywiołów, które mogą na nas spaść jak grom z jasnego nieba. Niesamowite jest wydarzenie wzburzonego jeziora i obecności uczniów w łodzi; przerażenie i lęk wypisany na twarzach, bezradność oraz niemożliwość uczynienia czegokolwiek. Wzburzone jezioro- metafora naszego życia; kiedy słońce rozkłada spokojny i ciepły ton na powierzchni wody, kiedy tafla przywołuje poczucie przenikającego spokoju- wtedy życie wydaje się cudem. Ale kiedy zmieni się aura na niebezpieczną i budzącą poczucie strachu, wtedy człowiek zostaje sparaliżowany i przetrącony poczuciem niemożliwości zapanowania nad sytuacją- fatalizm. W który momencie życia się znajdujesz ? „Wody są ledwie oświetlone na powierzchni, lecz czuję ich ciemną głębię… Wezwanie do życia i zaproszenie do śmierci”- pisał z właściwym dla siebie realizmem chwili- Camus. Dotykam wyobraźnią tej sytuacji. Wyobrażam sobie Piotra krzyczącego do Chrystusa: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”- zdumienie i strach, niepewność oraz poczucie niesamowitości. Piotr po raz drugi zderzył się z takim uczuciem, nosił w pamięci obraz przemienionego Pana na górze Tabor. Wydaje się, ze nic już nie powinno go zaskoczyć, a jednak Chrystus reżyseruje nieprawdopodobne scenerie. Ta sytuacja jakoś bardziej jest mi bliska przez obraz Ivana Ajvazovskiego (1817-1900), rosyjskiego malarza, ormiańskiego pochodzenia. Artysta romantyzmu, specjalizujący się w malarstwie marynistycznym; z właściwą dla siebie wrażliwością oddający z analityczną precyzją potęgę żywiołu wody. W tej scenie jest jednocześnie uchwycone coś z faktu przemienienia- Chrystus spowity światłością, światło wydobywające się z Niego, rzuca poświatę na kłębiące się fale. Groza żywiołu zostaje przełamana świetlistością obecności Boga- Człowieka. Piotr podąża ku Chrystusowi mając wzniesione ręce ku górze, jakby przeczuwając, iż za chwilę pochłonie go żywioł wody- w myślach prowadzi wewnętrzny dialog- „Panie jak wpadnę, złapiesz mnie ?”. Jego twarz otulona jest światłem, jak na wschodnich ikonach ilustrujących scenę Przemienienia. Niczym echo z oddali historii wybrzmiewają słowa św. Symeona Teologa: „Bóg jest Światłością i ci, których czyni godnymi, by Go widzieli, widzą Go jako Światłość”. Tak silna emanacja światła sprawia, że człowiek nie jest wstanie widzieć. Piotr idzie na oślep, a pod nogami kotłuje się woda i wiatr uderzający z ogromną siłą w całe ciało, tak że nie można utrzymać równowagi. W końcu zaczyna tonąć, jedyne co pozostaje to krzyk: „Panie, ratuj mnie”. Wydają się niezwykle profetyczne słowa napisane przez ks. Pasierba: „Siła Boga nie okazuje się, dopóki nie objawi się słabość człowieka”. To przecież obraz nas samych, naszych permanentnych zmagań ze sobą, nieustannych prób „chodzenia po wodzie” i wyczekiwania cudu. To poszukiwania obecności Boga i artykułowania nieporadnie nieskończenie wiele razy pytań, na które nie jesteśmy wstanie sami odpowiedzieć. Nasze życie- utkane ze spokojnych wybrzeży i zrywających się w jednym momencie sztormów…, tonięcia i wypływania na powierzchnię. „Nie możesz przepłynąć morza stojąc na brzegu i wpatrując się w wodę”.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Mt 14, 13-21
A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności». Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!» Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb». On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj». Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
Wy dajcie im jeść ! Słowa Chrystusa skierowane do uczniów, przekraczają czas i miejsce czyniąc Kościół- jadłodajnią miłości. Chrześcijaństwo wrażliwe, wychodzące naprzeciw największych ludzkich głodów. „Najlepsze miejsce jest tam, gdzie można drugim wyświadczyć najwięcej dobra”- pisał bł. Karol de Foucauld. Połamane chleby i upieczone na kamieniach ryby, stanowią zapowiedź pokarmu, który przekracza czysto ludzkie zaspokojenie głodu. Chrystus jest Chlebem Życia, Rybą- Tym, który pragnie nakarmić strudzonych drogą wędrowców. Wraz z przełamywaną Hostią na ołtarzach całego świata, Chrystus nieustannie żyje w ludziach. Człowiek przyjmuje okruszyny miłości, nie uświadamiając sobie do końca tego, że wchodzi w coś najświętszego, niewypowiedzianego, zdumiewającego, zapierającego dech w piersiach, przyśpieszającego bicie serca- Misterium fidei- wieczną miłość Boga. W Eucharystii otrzymujemy zadatek życia wiecznego, a jednocześnie uczymy się tu na ziemi odkrywać ludzką miłość- pełną bezinteresownej służby, znajdującą swoją siłę w miłości Jezusa. „Jeżeli nauczycie się odkrywać Jezusa w Eucharystii, to będziecie umieli odkrywać Go także w waszych braciach i siostrach, a w szczególności w najuboższych” (Jan Paweł II). Od ołtarza komunii z Chrystusem, przechodzi się w sposób spontaniczny, naturalny do komunii z drugim człowiekiem- dostrzegając głód jego ciała i duszy.