Odwagi.
Ja jestem, nie bójcie się ! (Mt 14, 27). Jakimś paraliżującym
symptomem ponowoczesności jest lęk człowieka przed porzuceniem i samotnością.
Strach przed katastrofą i natychmiastowym wywróceniem życia do góry nogami. W
Starym Testamencie Eliasz spotkał Pana w szmerze łagodnego powiewu, gdy ustała wichura
i trzęsienie ziemi. Znalazł Go w zalegającym zewsząd spokoju i zasłoniwszy
sobie twarz adorował obecność Niepoznawalnego. Apostołowie przeszli przez
odwrotne doświadczenie. Zderzyli się z żywiołem i strachem, aby móc dostąpić
odczucia pokoju i fizycznej obecności Bogaczłowieka. Uczniowie zostają poddani
próbie i raptownie zaskoczeni. Wiatr i żywioł wody dudni głosem innego świata i
uobecnia śmierć. Czas wyczerpuje się i obnaża najskrytsze lęki. Mężczyźni aż
nazbyt przewidywalni w swoich reakcjach, nie spodziewali się, że aura się
zmieni, a łódka stanie się małą łupiną dryfującą wobec nieuchronnej katastrofy.
Nawet najtwardszy sen trzymający w uścisku zapomnienia o świecie, może być
wytrącony jedną myślą lub gestem Boga. Strach tworzy w nich wołanie o pomoc.
Czy to sprawdzian wiary, wierności, miłości ? W moim odczuciu jest to
sprawdzian z zaufania i nadziei. Chrystus wybiera ekstremalny sposób, aby
wypróbować przyszłych adeptów ewangelizacji i potencjalnych męczenników za
wiarę. Rzeźbi ich cierpliwość w odbiegający od cieplarnianych warunków
seminarium sposób. „Bóg kocha wszystkich nieskończoną miłością”- twierdził
starzec Siluan z Athosu. Piotr wychodzi z łodzi i stawia stopę na wodzie która
buzuje pod wpływem ścierających się żywiołów. Zaczyna się topić, ponieważ
brakuje mu wiary i paraliżuje go strach. To lekcja odwagi ! Mistrz pragnie im
pokazać, że ich przyszłe zmagania będą większe i wymagające maksymalnej
determinacji, niż strach siedzenia i dryfowania w rozkołysanej łódce.
„Bezustannie stoję na skraju nicości, a w każdej sekundzie muszę przyjmować
istnienie”(E. Stein). Kościół to łódź która musi przepłynąć po morzu
doczesności; będą się przez nią przelewać fale ignorancji i niewiary, negacji i
miażdżącej ideologicznej wojny, ale one nie powodują katastrofy- tylko brak
wiary ! Henri de Lubac wskazywał, że należy wierzyć Kościołowi, lecz nie wolno
wierzyć w Kościół, gdyż byłaby to idolatria. Kiedy chrześcijanin spuści wzrok z
Chrystusa będąc przekonanym, że Bóg nie śpi i nie ma powodu, by z nim czuwać i
tworzyć wspólnotę – wtedy zacznie tonąć. Niektórzy tak mocno się usadowili w
Kościele, że najchętniej by innych wyrzucili poza jego burtę. Niech przestrogą
będą dla nas słowa św. Augustyna: „Otóż pierwszą rzeczą, o jakiej nas trzeba
było przekonać, jest wielka miłość Boga do nas, abyśmy przez rozpacz nie
stracili odwagi do powstania i pójścia do Niego. Abyśmy jednak nie pysznili się
naszymi rzekomo zasługami, abyśmy jeszcze bardziej nie oddalili się od Niego i
w poczuciu naszej mocy nie stali się jeszcze słabsi, dlatego należało nam
pokazać, w jakim stanie Bóg nas ukochał. Dlatego tak z nami postąpił, abyśmy
raczej Jego mocą szli naprzód, i żeby siła miłości wzrastała w ten sposób w
słabości i pokorze.” Nie wolno przespać próby. Nie wolno nie pytać: Kimże On
jest ? Trzeba wierzyć i kroczyć przed siebie.
