Człowiek poszukuje cienia
i wody, aby się ochłodzić w spiekocie dnia. Europę przetrąciła fala upałów i
pożarów które trawią wszystko, co napotkają na swojej drodze. Człowiek pomimo umiejętności
i technicznych innowacji jest jakże odrętwiały, zaskakiwany przez kaprysy i żywioł
natury. Czekamy na krople deszczu, niczym pustynia otwierająca swe martwe pory ze zwałów piasku. Być może to trudne i momentami dramatyczne doświadczenie jest potrzebne,
abyśmy nie popadli w pokusę panowania i kontrolowania świata, podłóg własnego widzimisię.
Jakże często redukujemy i profanujemy wszystko wedle naszych krótkowzrocznych potrzeb,
obsesyjnie i świętokradczo próbując zająć miejsce Stwórcy. Jakże często
wypieramy ze świadomości prawdę, że „Bóg śpi w skale, śni w roślinie, porusza
się w zwierzęciu i budzi się w człowieku”(Ibn’Arabi). Tętno życia Przedwiecznego
– puls nieskończoności w materii – przenikniętej podmuchem i światłem Obecności
! „Dla człowieka religijnego natura nigdy nie jest tylko naturalna, zawsze
przepełnia ją znaczenie religijne”- pisał M. Eliade. Mistycy potrafili
wypytywać stworzenie jak należy wielbić Boga. Czytali alfabet istnienia i
mądrość w Istniejącym, którego niewidzialne dłonie zasiewają kolejne ziarno,
wychylają kłos ku słońcu, pozwalają ptakom rozsiadłym w koronie drzewa śpiewać
swoje arie, czy co najpiękniejsze – tkają dzieci w łonach matek. Zapach kwiatów
to kwintesencja utraconego raju. „Człowieku, wszystko odczuwa miłość do ciebie…
Wszystko wyrywa się do ciebie, aby podążyć aż do Boga”- rozmyślał Angelus
Silesius. Odkryć w sobie sekret poety ze zdumieniem przecierającego oczy,
widzącego dalej i głębiej. To natura wyrywa nas z fatum zmęczenia, pospiechu i
egotycznego stanu zasklepienia w sobie. Ta powierzchowność podsycana
małostkami, zostaje dotknięta zdumieniem quasi mistycznym. Życie to poetycki
stan, wymagający rozczytania i namysłu. „Ile oceanów światła drży
niezauważalnie na całym świecie”(H. Michaux). Spektakl ucieleśnionego piękna,
będącego już symbolem czego zgoła większego, przekraczającego władzę zmysłów i
wymagającego poruszenia duszy. Jakże cudowna jest zdolność wyglądania kolejnego
świtu, odpowiadania o swoich marzeniach, picia wody ze studni tak intensywnie
jakby miały stać się liturgią. Wszystko wokół jest arcydziełem opierającym się temporalności
i uwikłaniu w powinnościach nic nieznaczących wobec ogromu zstępującego nagle zadziwienia.
Cud chwili, unieruchomiony przez drganie wieczności, odsłania pierwotną
harmonię rzeczy i zarys rzeczywistości przebóstwionej. Japoński artysta nigdy
nie przedstawia świata jako skończonego kosmosu, wszystko jest delikatną i miękko
rozedrganą linią, jakże odmiennym ujęciem od tego, które oddaje dłoń człowieka
zachodu. Kreska tuszu – znak – staje się czymś na kształt ikony. A ikonę czyta się
wzrokiem przemienionym modlitwą !
