czwartek, 6 sierpnia 2026

 

Człowiek poszukuje cienia i wody, aby się ochłodzić w spiekocie dnia. Europę przetrąciła fala upałów i pożarów które trawią wszystko, co napotkają na swojej drodze. Człowiek pomimo umiejętności i technicznych innowacji jest jakże odrętwiały, zaskakiwany przez kaprysy i żywioł natury. Czekamy na krople deszczu, niczym pustynia otwierająca swe martwe pory ze zwałów piasku. Być może to trudne i momentami dramatyczne doświadczenie jest potrzebne, abyśmy nie popadli w pokusę panowania i kontrolowania świata, podłóg własnego widzimisię. Jakże często redukujemy i profanujemy wszystko wedle naszych krótkowzrocznych potrzeb, obsesyjnie i świętokradczo próbując zająć miejsce Stwórcy. Jakże często wypieramy ze świadomości prawdę, że „Bóg śpi w skale, śni w roślinie, porusza się w zwierzęciu i budzi się w człowieku”(Ibn’Arabi). Tętno życia Przedwiecznego – puls nieskończoności w materii – przenikniętej podmuchem i światłem Obecności ! „Dla człowieka religijnego natura nigdy nie jest tylko naturalna, zawsze przepełnia ją znaczenie religijne”- pisał M. Eliade. Mistycy potrafili wypytywać stworzenie jak należy wielbić Boga. Czytali alfabet istnienia i mądrość w Istniejącym, którego niewidzialne dłonie zasiewają kolejne ziarno, wychylają kłos ku słońcu, pozwalają ptakom rozsiadłym w koronie drzewa śpiewać swoje arie, czy co najpiękniejsze – tkają dzieci w łonach matek. Zapach kwiatów to kwintesencja utraconego raju. „Człowieku, wszystko odczuwa miłość do ciebie… Wszystko wyrywa się do ciebie, aby podążyć aż do Boga”- rozmyślał Angelus Silesius. Odkryć w sobie sekret poety ze zdumieniem przecierającego oczy, widzącego dalej i głębiej. To natura wyrywa nas z fatum zmęczenia, pospiechu i egotycznego stanu zasklepienia w sobie. Ta powierzchowność podsycana małostkami, zostaje dotknięta zdumieniem quasi mistycznym. Życie to poetycki stan, wymagający rozczytania i namysłu. „Ile oceanów światła drży niezauważalnie na całym świecie”(H. Michaux). Spektakl ucieleśnionego piękna, będącego już symbolem czego zgoła większego, przekraczającego władzę zmysłów i wymagającego poruszenia duszy. Jakże cudowna jest zdolność wyglądania kolejnego świtu, odpowiadania o swoich marzeniach, picia wody ze studni tak intensywnie jakby miały stać się liturgią. Wszystko wokół jest arcydziełem opierającym się temporalności i uwikłaniu w powinnościach nic nieznaczących wobec ogromu zstępującego nagle zadziwienia. Cud chwili, unieruchomiony przez drganie wieczności, odsłania pierwotną harmonię rzeczy i zarys rzeczywistości przebóstwionej. Japoński artysta nigdy nie przedstawia świata jako skończonego kosmosu, wszystko jest delikatną i miękko rozedrganą linią, jakże odmiennym ujęciem od tego, które oddaje dłoń człowieka zachodu. Kreska tuszu – znak – staje się czymś na kształt ikony. A ikonę czyta się wzrokiem przemienionym modlitwą !