środa, 29 lipca 2026

 

Przez otwarte okno obserwuję ptaki rywalizujące miedzy sobą o kawałek chleba rozrzuconego na parapecie. Nawet w świecie natury jest wyścig i walka o wyszarpywanie sobie jak najwięcej, przy użyciu sprytu i siły. Ale to widowisko konkurowania jest łagodniejsze, niż w świecie ludzkiego mocowania o cokolwiek, stymulowanego siłą okrutnej inteligencji i cynicznego wyrachowania. Zbyt wiele mocowania i szarpaniny w świecie kurczącym się do granic możliwości. Tylko na upływ czasu nie mamy wpływu, jego bieg zmienia więcej niż się może wydawać. „Przyszłość nie jest taka jak kiedyś”- pisał Paul Valery. Przyszłość nastręcza fałszywie brzmiącą nutę niepokoju, pomimo przywdziewanych masek optymizmu. Wedle prawideł rzeczywistości historycznej, klasyfikuję siebie jako bankruta, ponieważ obca jest mi filozofia perswazji, cwaniactwa, czy chęci kontrolowania wszystkiego wokół siebie. Coraz częściej marzę i śnię, wybierając tę drugi i jeszcze ukryty za zasłoną niepoznania pejzaż. Niewidzialny świat bardziej mnie uwodzi, niż chęć zatrzymania się na pragnieniach moich oczu, dotykalności i zbieractwa rzeczy – będących próżnym substytutem szczęścia które powinno emanować z wnętrza. In illo tempore jest wyjściem poza; wyprowadzką poza czas i wkroczeniem w wieczność. Nie jest to próba ucieczki, lecz przekroczenie i przejście w kategoriach już dokonującej się eschatologii. Nasz świat jest naznaczony obecnością ludzi płytkich, bezrefleksyjnych, których ikonografia tatuaży na ciele mówi aż nazbyt wiele o ich zasobności rozumu i jałowości wnętrza. „Idiota, który wątpi, jest mniej niebezpieczny niż imbecyl, który wie. Wszyscy się mylą, zarówno geniusz, jak umysłowo niedorozwinięty, i to nie błąd jest niebezpieczny, lecz fanatyzm kogoś, kto sądzi, że jest nieomylny”- czytam u E.E. Schmitta. Wybieram zatem samotność, ponieważ w niej znajduję pocieszenie i duchową strawę. Cisza samotności jest antidotum na okultystyczną płytkość powszechnego ogłupienia i zabobonną wiarę w siłę pieniądza. Żyć głębszymi warstwami swojej osoby, to profesja nielicznych wrażliwców – skazanych jakże często na ostracyzm i pogardę. Miał rację Mounier mówiąc, że „nie można dać ludziom wolności z zewnątrz wraz z życiowymi ułatwieniami czy konstytucjami: zasną w swych wolnościach i obudzą się jako niewolnicy.” Czas zamieszania w różnych przestrzeniach życia, wymaga czujności i hartu ducha, aby władać samym sobą tam, gdzie wydaje się już kres wszystkiego a nawet odczucie rozpaczy. „Człowiek duchowy, patrząc na realne słońce, wie jednak, że istnieje inne słońce, to, które oświeca człowieka wewnętrznego, rozświetla jego glebę. Również ono ma swoją energię i blask. Nasyca światłem spojrzenie człowieka duchowego i przemienia w ciało uwielbione”(M. Davy). Potrafi zrozumieć to jedynie ten, który wychodzi naprzeciw Obecności i jest Jej świadkiem, stając się duchowym w każdym włóknie własnego ciała i materialnym w tym, co utkane jest z powiewu Ducha. „Płaczę i łkam kiedy pomyślę o śmierci”- ale wiem, że wszystko jest poddane sile Zmartwychwstania. Obraz gołębi pijących ze źródła na wczesnochrześcijańskich mozaikach,  to najbardziej wymowna teologia nadziei.