środa, 15 lipca 2026

 

W naszym obecnym świecie wszystko jest odwrócone do góry nogami. Zło posępnie ubiera się w szaty dobra. Brzydota przywdziewa szaty piękna. Niesprawiedliwość operuje elokwentnie frazesami prawnej poprawności i rzekomej sprawiedliwości, rozpisywanej zakulisowo i strategicznie; takiej która ogłupia, a nie porządkuje świat prawa i przyzwoitości. Długoterminowa wojna to biznes dla zapasionych polityków pomnażających zasobność kont w rajach podatkowych, a pokój to marzenie malutkich i bezbronnych których zgniata każdego dnia machina cierpienia i śmierci. Choć polityka wielu z nas mierzi, to i tak dajemy wiarę demagogom, mistyfikatorom, sprzedajnym kłamcom i propagandzistom próbującym urządzić wszystko podłóg europejskiego porządku, coś na kształt „czerwonego kraju rad” – w którym chleba ma starczyć dla wszystkich- choć wywołuje on czerstwość duszy. Wszystko jest na opak. Miłość jest pomylona z żądzą, a jej wewnętrzna siła do zespalania, komunii i ofiary, została zgrabnie zastąpiona potrzebą konsumpcji i indywidualnego zadowolenia. Konfiguracji miłości i płci jest tyle, że nie wystarczy w piekle apartamentów, aby pomieścić ten ogród ziemskich rozkoszy. „Nic nie rozumiemy z cywilizacji współczesnej – pisał odlegle i zarazem aktualnie Bernanos – jeżeli z góry nie założymy, że jest ona powszechnym sprzysiężeniem przeciw wszelkiego rodzaju życiu wewnętrznemu.” Poruszamy się w rzeczywistości fantomów piękna, pozornej długowieczności, sfabrykowanych recept na udane życie i natychmiastowych podpowiedzi – płynących wprost z telefonu zlepionego z naszą dłonią. Jak się rozwiąże owa „dramatyczna walka z produktami własnego geniuszu” (G. Friedmann). Brodzenie we mgle stało się domeną płytkich, przekonanych o swojej boskiej samoświadomości istot i wykarmionych głupotą narcyzów, toczonych przez pychę zasklepienia w świecie rzeczy. Przestaliśmy należeć do Boga i mądrości której przebłyski możemy jeszcze dostrzec w przyrodzie, opierającej się destrukcji którą niosą synowie rajskiego Adama, nie porzucając owocu pragnienia bycia jak Stwórca. Wobec tych usterek ducha, potrzeba nam dzisiaj geniuszów wiary. Takich jak starzec Zosima z powieści Dostojewskiego, kiedy padł na kolana przed pięknym młodzieńcem Dymitrem Karamazowem, przed głębią jego cierpienia i pustką wolności,  wskazując iż tylko Chrystus może być lekarstwem na choroby tego świata. Ta lekcja człowieczeństwa jest ciągle do odrobienia. Przebudzenie sumień tam, gdzie jest deficyt dobra i nadziei. W jednej części świata pociski rozszarpują na kawałki dzieci, a po drugiej stronie kurorty i plaże na których wylegują się turyści korzystający z wakacji all inclusive. Duchowość to słowo klucz, brzmiące przyjaźnie i przenikające stopniowo przez gwar, spiekotę i ludzką pustkę samotności. „Temu, kto czeka, wszystko się objawi, o ile ma odwagę nie zaprzeczać w ciemności temu, co widział w świetle”- pisał poeta Patmore. Posługując się słowami świętego Makarego „strzeżmy ścian” naszego wnętrza i tego, co jest na zewnątrz. Strzeżmy przestrzeni w której przebywamy, odpoczywamy i pracujemy. Pilnujmy oczu i serca, a kiedy wszystko jest w nas zmęczone i skłonne do narzekania, spójrzmy na ikonę Chrystusa i syćmy się światłem które emanuje z Jego Oblicza, bowiem tam jest Królestwo wnętrza !